alexanderson
18.05.08, 17:41
Ciągnąca się przez lata nieświadomość spraw najbardziej
elementarnych, tak naturalnych, a odkrywanych prawem młodości -
upokarza mnie, a że dotyczy to spraw boleśnie intymnych, wstyd przed
samym sobą staje się nie do zniesienia. Wskutek własnej niewiedzy,
własnego zaniechania, z braku czyjegoś przykładu dopiero w wieku
dwudziestu pięciu lat zacząłem poznawać to, co wiadome już
nastolatkom; wówczas to pojawiły się myśli, pragnienia i czyny,
które musiały się zderzyć z utrwalonymi już do tego czasu złymi
nawykami i nieprawidłowymi reakcjami własnego organizmu, którego
rozwój (a w tym kontekście należałoby raczej powiedzieć:
niedorozwój) także został źle ukierunkowany. Nie wiedziałem tego, co
wiadome wszystkim, zaniechałem tego, co niezbędne w dalszym
poznawaniu siebie i innych ludzi, nie byłem świadom posiadania
ciała. Bez tego oparcia wszystko inne staje się zbędne: głos, który
nie potrafi przemówić, serce, w którym brak odwagi, dotyk, który
unika zbliżenia, intelekt, przekonujący się ustawicznie o
powierzchowności nabytej wiedzy, męskość, która jest tylko rubryką w
ankiecie, parodią swojej nazwy, wieczną tęsknotą za tym, co nigdy
nie zostanie poznane, doświadczone, zdobyte...