Wstydzę się swojego niedoświadczenia

18.05.08, 17:41
Ciągnąca się przez lata nieświadomość spraw najbardziej
elementarnych, tak naturalnych, a odkrywanych prawem młodości -
upokarza mnie, a że dotyczy to spraw boleśnie intymnych, wstyd przed
samym sobą staje się nie do zniesienia. Wskutek własnej niewiedzy,
własnego zaniechania, z braku czyjegoś przykładu dopiero w wieku
dwudziestu pięciu lat zacząłem poznawać to, co wiadome już
nastolatkom; wówczas to pojawiły się myśli, pragnienia i czyny,
które musiały się zderzyć z utrwalonymi już do tego czasu złymi
nawykami i nieprawidłowymi reakcjami własnego organizmu, którego
rozwój (a w tym kontekście należałoby raczej powiedzieć:
niedorozwój) także został źle ukierunkowany. Nie wiedziałem tego, co
wiadome wszystkim, zaniechałem tego, co niezbędne w dalszym
poznawaniu siebie i innych ludzi, nie byłem świadom posiadania
ciała. Bez tego oparcia wszystko inne staje się zbędne: głos, który
nie potrafi przemówić, serce, w którym brak odwagi, dotyk, który
unika zbliżenia, intelekt, przekonujący się ustawicznie o
powierzchowności nabytej wiedzy, męskość, która jest tylko rubryką w
ankiecie, parodią swojej nazwy, wieczną tęsknotą za tym, co nigdy
nie zostanie poznane, doświadczone, zdobyte...
    • shangri.la Re::) 18.05.08, 18:26
      Chyba jednak nie bardzo się wstydzisz , skoro piszesz o tym otwarcie i publicznie?:)
      I słusznie, bo nie ma powodu do fałszywego wstydu.
      Powodzenia:)
      • alexanderson Re: 18.05.08, 18:39
        Nie chodzi o wstyd w mówieniu o tym, tylko o paraliż w kontaktach
        międzyludzkich...
        • shangri.la Re: 18.05.08, 18:44
          Kontakty międzyludzkie trzeba rozwijać, bo nic tak nie leczy paraliżu, jak
          świadomość akceptacji.
          Każdy ma jakieś kompleksy, bo nikt nie jest doskonały fizycznie, mentalnie,
          intelektualnie i moralnie.
          Pomyśl, ilu ludzi musi żyć ze świadomością, Ze ich kompleksów nie da się
          uleczyć....:)
        • gapuchna Re: 18.05.08, 20:11
          Czytam ciebie i zawsze ciekawią mnie twoje słowa. Widzę Twój problem, wiele
          rzezy domyślam się. Czasem tylko - jak dziś - nie rozumiem, czego bardziej
          pragniesz - spełnienia czy uczuć. Bo tak jakoś to co dzieje się w tobie
          opisujesz, że dla mnie jedno drugie wyklucza. Czy ja dobrze odczytuję między
          słowami, czy się mylę?
          • alexanderson Re: 18.05.08, 21:05
            Przyznam, że nie rozumiem, o co Ci chodzi... :-)
            • gapuchna Re: 18.05.08, 21:14
              Nie umiem dostrzec, czego brak ci najbardziej. Wspominasz i najmocniej
              podkreślasz ciało - to z tym masz problem? Umiesz to ciało zdeklarować, określić
              w jego upodobaniach? A uczucia? - czasem odnoszę wrażenie, ze nie istnieją w
              tobie. Uczucia do innych. Jeśli mogę zapytać - kochałeś kiedykolwiek?
              Oczywiście, potraktuj to pytanie wedle woli.
              • alexanderson Re: 19.05.08, 14:24
                Nie, nie umiem określić upodobań swojego ciała, nawet jednoznacznie
                swojej orientacji psychoseksualnej. I mam problem ze swoim ciałem -
                spróbuj się wczytać w to, co napisałem w poście tytułowym.

                I oczywiście, że brakuje mi uczuć - moje kontakty z ludźmi były
                tylko powierzchowne, nie nauczyłem się "czuć", może też mam jakiś
                wewnętrzny defekt (stąd Twoje wrażenie, że nie ma we mnie uczuć -
                rzeczywiście nie ma, jest tylko ich pragnienie). Nie kochałem.
                Nigdy...
                • gapuchna Re: 19.05.08, 17:05
                  Właśnie myślę, ze dobrze się wczytałam. Ja nie umiem mądrze doradzać, bo ani nie
                  mam wiedzy ku temu, ani też życie nie dostarcza mi aż takich fajerwerków. Ale
                  myślę. I znów zapytam wprost: dlaczego niczego nie spróbujesz? Dlaczego nie
                  spróbujesz od ciała, bo o to łatwiej. Poszukaj umiejętnie - i przekonaj się.
                  Może okaże się, że pierwszy wybór to zły trop. Może będziesz potrzebował innej
                  drogi. I wtedy - znów spróbujesz. Ale już cokolwiek będziesz wiedział.

                  Wiesz dlaczego zapytałam o uczucia? Bo jeśli nie one są na pierwszym miejscu, to
                  właśnie te próby są możliwe. Serca nie zranisz, bo ono jeszcze nic nie czuje.

                  Ale to oczywiście takie gdybanie. Bo ....najpiękniej byłoby, abyś pokochał, a
                  potem abyś się spełnił. I jeszcze abyś wyzwolił miłość w drugim człowieku. Bo to
                  jest najpiękniejsze, o możemy w życiu doznać. Budzić miłość w drugiej osobie.

                  Ale kochasz chyba rodziców, rodzeństwo, kogoś z rodziny? Może chociaż psa?

                  Jeszcze coś bardzo osobistego ci powiem. Poznałam kogoś bardzo podobnego do
                  ciebie. Z głodem miłości. Nie chcę tak ogólnie, na forum o tym pisać. Tylko
                  pamiętaj jeszcze o drobnej sprawie - nie skrzywdź kogoś po drodze.
                  • alexanderson Re: 19.05.08, 19:09
                    Widzisz, na tym polega problem, że nie kocham nawet rodziców, jestem
                    do nich przyzwyczajony i wiem, że mnie kochają, ale sam nie wiem, co
                    znaczy kochać; rodzeństwa nie mam, psów się boję...
                    • akwarysta84 Re: 19.05.08, 22:45
                      Może lepszy nieodczuwanie miłości, niż miłości niespełnione?
                      Chyba jak każdy kto kocha czasmi myślę jak by to było nie kochać.

                • leda16 Re: 22.05.08, 20:26
                  Nie kochałem.
                  > Nigdy...


                  Nawet matki?!
    • stokrootka40 Re: Wstydzę się swojego niedoświadczenia 18.05.08, 19:54
      a co Ci uwiera najbardziej?

      może należałoby prostować wszystko krok po kroku, rozpoczynając od tego, co
      najbardziej boli....
      • alexanderson Re: 18.05.08, 21:07
        Boli mnie to, że zacząłem poznawać świat kilkanaście lat po swoich
        rówieśnikach i nigdy tego opóźnienia nie nadrobię, zwłaszcza że
        wciąż wszystko jest mi obce...
        • ja_adam Re: 18.05.08, 21:12
          Niektórzy zatracają się w wieku lat 18 by w wieku 30 mieć stabilna nudną rodziną.
          Inni popadają w szaleństwo życia w wielu lat 30 inni 50...
          Nikt z nich nic nie stracił, bowiem na wszystko jest czas, widocznie dla Ciebie
          czas poznania dopiero teraz nastał i może lepiej, bo jesteś dojrzalszy i pełniej
          skonsumujesz to co poznajesz...
        • gapuchna Re: 18.05.08, 21:15
          To już ci błyskawicznie odpowiadam - ja jestem podobna do ciebie. Mam dokładnie
          takie samo uczucie. Nawet mi to ktoś mądrze uzmysłowił, patrząc na mój nick.
        • silverbaum nie ma czego :) 18.05.08, 21:52
          to nie lysina - z wiekiem mija :)))
    • nom73 Re: Wstydzę się swojego niedoświadczenia 18.05.08, 21:46
      25 lat - to i tak nieźle, ja trochę później dzięki jednej uroczej dziewczynie. :-)
      • alexanderson Re: 19.05.08, 14:20
        Ja teraz mam 28 lat i nic się nie zmieniło - dalej nie wiem, jak to
        jest trzymać kogoś za rękę...
    • mruff Re: Wstydzę się swojego niedoświadczenia 19.05.08, 15:20
      doświadczenie seksulane to kwestia hmm...powiedzmy kilkunastu nocy
      ale kwestia relacji, emocji z kobietą-dużo trudniejsze
      żmudniejsze
      więc tym drugim bym się zmartwiła
      bo są to lata doświadczeń i czas który straciłeś na książki czy tam
      co jest nie do odzyskania

      po prostu wystartujesz o 10 lat później
      0 10 lat mniej kobiet i prób

      chociaż są tacy co trafiają za pierwszym razem

      miałam kolegę-25 lat i zero doświadczeń z kobietami (seksulanych i
      związku)
      poszedł na doktorat
      i wyhaczyła go doświadczona, z baby 4 letnim:)
      pobrali się:)
      • alexanderson Re: 19.05.08, 16:49
        Najgorsze, że ja się w ogóle nie widzę przy kobiecie - może
        jednorazowo w łóżku tak (gdybym wierzył w swoje możliwości
        seksualne), ale nie w związku. Myślę, że znalazłbym spełnienie przy
        mężczyźnie - tylko że tu jeszcze trudniej kogoś znaleźć...
        • gapuchna Re: 20.05.08, 07:45
          A próbowałeś? - tak szczerze odpowiedz.
          • alexanderson Re: 20.05.08, 08:20
            Coś próbuję robić, choć to pewnie za mało - zakładam wizytówki na
            różnych portalach, staram się odpowiadać na listy, zbliżać się jakoś
            do poznawanych poprzez Internet ludzi, z jednym nawet się
            spotkałem...
            • gapuchna Re: 21.05.08, 16:12
              Więc drąż to, nie odpuszczaj. Postaraj się nie poddawać. O takim właśnie
              scenariuszu myślałam: poznaj mężczyznę i kobietę. Zobacz. Coś musi być twoje.
              Znajomości internetowe? Nie wiem. Może to i dobre, może nie. Chyba jak wszystko,
              zależy od przypadku. Jedni trafiają, inni nie. Ale początek może zaistnieć. Tyle
              zyskasz, ze się przekonasz.

              Wiesz, trochę enigmatycznie piszesz. Chyba chcesz się otworzyć, ale coś blokuje,
              prawda? Czasem jednak ktoś, kto popatrzy z boku, wiele spraw może dostrzec. Ja
              lubię wielu z pośród tutejszych bywalców. Czasem napiszą słowo, które daje do
              myślenia. Więc nie zamykaj się, nie stoisz twarzą w twarz przed nami. Że ktoś
              coś wykpi? Pewnie, w sumie czemu nie, to tylko net, każdy może sobie ulżyć. Ale
              ty przecież to traktujesz tak, jak powinieneś. Prawda? Wyławiaj mądre słowa,
              olej te napastliwe. Przypomniała mi się "Dezyderata", jakie to mądre!!!
              • alexanderson Re: 21.05.08, 17:17
                Piszę enigmatycznie nie tylko z powodu "wewnętrznej blokady" - taki
                właśnie styl preferuję, a pisać mam zwyczaj raczej na swoim blogu,
                niż na forach. Szukam jednak kontaktu z ludźmi i słów otuchy - za
                wszystkie Wam dziękuję...
                • gapuchna Re: 21.05.08, 17:25
                  Możesz napisać, kim jesteś? Doszperałam się gdzieś, że masz zajęcia ze
                  studentami. Co to?
                  • alexanderson Re: 21.05.08, 21:20
                    Jestem doktorantem - na ostatnim roku, totalnie wypalonym, bez
                    napisanej pracy, niezamierzającym się bronić...
                    • gapuchna Re: 21.05.08, 22:52
                      Witaj w klubie!!!!
                      • gapuchna Re: 21.05.08, 22:55
                        Uciekło mi za szybko. Alex, niech cię ręka Boska broni, żebyś miał zawalić ten
                        głupi, dziecinny doktorat. To jest w sumie pestka! Pamiętaj! Będę cię
                        prześladowała wirtualnie jeśli się i tutaj poddasz. Skoro ja mam zamiar -
                        obiecałam to sobie - że go dokończę, to i ty to zrobisz! Chyba ciebie trzeba
                        solidnie pacnąć od czasu do czasu. Gdybym była twoją matką, to zwyczajnie
                        spuściłabym ci dobre wciry (znasz to słowo? mam nadzieję, ze tak).
                        • alexanderson Re: 22.05.08, 11:11
                          Słowa "wciry" nie znam ;-)
                          A z doktoratem już za późno - on mi nie jest do niczego potrzebny, a
                          przyczynił się znacznie do pogłębienia depresji i lęków. Poszedłem
                          na te studia, bo to był jakiś pomysł na zabicie czasu przez 4 lata,
                          a stypendium było wyższe niż zasiłek dla bezrobotnych. Nic jednak
                          nie zrobiłem przez ten czas. Teraz chcę znaleźć jakąś pracę - nie
                          intelektualną nawet, ale mającą związek z czymś praktycznym, z
                          działaniem, a nie myśleniem (bo myślenie mnie dobija). Nie oczekuję
                          niczego ambitnego i wiem, że nigdy nie będzie mnie stać, by się
                          wyprowadzić od rodziców. Dlatego szczytem moich marzeń jest praca w
                          księgarni, choćby za te 900 zł...
                          • dotyk_wiatru Re: 22.05.08, 13:57
                            Księgarnia...hmm...A gdybyś tak swoją otworzył? Przeciez są środki
                            unijne, pomoc z PUP, jeśli się zarejestrujesz...

                            PS. Dlaczego za późno???
                            • alexanderson Re: 22.05.08, 17:14
                              Myślę, że w Polsce jest za dużo księgarni i trudno im się utrzymać,
                              więc nie ma sensu otwierać nowej.
                              A za późno na doktorat, bo niechęć do pracy naukowej coraz większa,
                              nienapisane i nieprzeczytane nic, a za miesiąc koniec studiów.
                              • dotyk_wiatru Re: 22.05.08, 18:23
                                Oj Alex...a gdzie pasja?? Są KSIĘGARNIE i księgarnie...Do jednych
                                ludzie chętnie wracają, do innych pies z kulawą nogą nie
                                zajrzy...Kreatywność górą!:) A jeśli nie księgarnia, to może coś
                                innego? Pomyśl, co lubisz...
                                Co do doktoratu...Ja sobie odpuściłam, bo nie jestem typem
                                naukowca...ale Ty, skoro się tego podjąłeś...spróbuj to dokończyć...
                                Odpowiedz mi/nam/whatever...skąd ta nagła(?) niechęć do pracy
                                naukowej? Jesli tego nie dokończysz...to może tak być ze wszystkim,
                                czego się podejmiesz...Wierz mi, nie chcesz, żeby tak było...
                                Masz jeszcze czas...Odpuść sobie net, weź się za siebie, przeczytaj
                                co powinieneś i napisz tą pracę...
                                Mam pytanie natury 'technicznej'...Czy nie jest tak, że po
                                oficjalnym ukończeniu studiów, masz jeszcze jakiś czas na napisanie
                                pracy??
                                • alexanderson Re: 22.05.08, 20:40
                                  Pasji nie ma - do niczego. Emocji też. I kreatywności. Jest tylko
                                  zniechęcenie do życia. Czy ja w ogóle coś lubię?
                                  Niechęć do pracy naukowej nie jest nagła - długo sobie
                                  uświadamiałem, że jednak nie nadaję się do tego. Zdaje się, że po
                                  skończeniu studiów mam dwa lata na obronę, ale pracę trzeba złożyć w
                                  czasie studiów. I powtarzam - gdy tylko zasiadam nad nią, potęguje
                                  się moje załamanie, napady lękowe, depresja. Nie chcę tego... Nie
                                  pierwsza to rzecz, która mi nie wyjdzie... Jeszcze nic mi w życiu
                                  nie wyszło.
                                  • dotyk_wiatru Re: 22.05.08, 21:01
                                    Alex, proszę...nie mów/pisz tak...
                                    Spójrz ile jest piękna...Rozejrzyj się...Ptaki ćwierkają, drzewa
                                    zazieleniły się, kwiatki rosną...Jest coraz cieplej...
                                    Dostrzegam te zniechęcenie w Tobie, ale...powalcz z tym...Spróbuj
                                    przynajmniej...Uśmiechnij się do kogokolwiek, np. w sklepie do
                                    sprzedawczyni, albo kasjerki jak powiesz 'dziękuję' (za resztę)...
                                    Emocje są...na 100%...nie takie jak oczekujesz, ale są mimo
                                    wszystko...Spójrz, niektórzy ludzie walczą o życie, cieszą się z
                                    każdego dnia...Spróbuj podobnie...Doceń to, co jest...
                                    I lubisz coś...np. muzykę:) Odrobiłam lekcję ;)
                                    Jeśli się poddasz to co z tego będziesz miał?
                                    Oki...skoro masz takie odczucia przy próbie pisania pracy, podaruj
                                    sobie...ale nie mów później, że znowu Ci nie wyszło...bo to była
                                    Twoja własna suwerenna decyzja...
                          • leda16 Re: 22.05.08, 20:54

                            z doktoratem już za późno - on mi nie jest do niczego potrzebny...Poszedłem
                            > na te studia, bo to był jakiś pomysł na zabicie czasu przez 4 lata,
                            > a stypendium było wyższe niż zasiłek dla bezrobotnych.



                            Dawniej taki stan nazywano lenistwem i pasożytnictwem. Kto chciał być finezyjny mowił - rozmemłany psychicznie popapraniec. A teraz proszę, proszę - F60. W gruncie rzeczy osobowość nieprawidłowa z niedorozwojem uczuć wyższych jako objawem osiowym. Rzeczywiście, masz się czego wstydzić. Ale Ty się po prostu krygujesz jak pensjonarka na "innego niż wszyscy", niezrozumianego, bujającego w obłokach pięknoducha. Mało oryginalne :(
    • lifeisaparadox Re: Wstydzę się swojego niedoświadczenia 19.05.08, 21:23
      Konflikty emocjonalne maja swoje zrodlo w relacjach z rodzicami... tak mi sie
      obilo o uszy i nikogo nie wysylam na zadna terapie :)
    • dotyk_wiatru Re: Wstydzę się swojego niedoświadczenia 22.05.08, 00:01
      Nie powinieneś się wstydzić tego wszystkiego Alex...
      Nie będę sie wymądrzać...Zamiast tego będę szczera...Ja po prostu
      nie wiem co Tobie napisać, żeby cokolwiek to zmieniło...
      ale...
      Nie poddawaj się...i za nic nie odpuszczaj z doktoratem (bo
      doczytałam się, że jesteś w trakcie)...i...doceń to, co
      jest...i...uśmiechaj się do ludzi, a przede wszystkim do siebie...

      Pozdrawiam:)
Pełna wersja