Prosze o wsparcie - nie mam juz sily....

IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 16.09.03, 00:28
Trzy lata temu poznałam fantastycznego mezczyzne. Byla to milosc prawie jak z
Harlequina: on po przejsciach, ja z bagazem zyciowych doswiadczen, no i
uczucie ktore spadlo na nas jak grom z jasnego nieba. Ja bylam wtedy w
zwiazku z kimś innym (dlugoletnim, choc na kocią lapę), on byl zonaty.

Po roku znajomosci stwierdzilismy, ze nie mozemy juz dluzej bez siebie zyc.
Aby byc razem przewrocilismy nasze dotychczasowe zycia do gory nogami. Oboje
stracilismy wielu przyjaciół nie akceptujących naszej decyzji. Rozstania
kosztowaly zarowno mnie jak i jego duzo nerwów, stresów, rowniez pieniedzy.

Moj partner po pierwszych trwajacych kilka tygodni emocjach i szczerej,
spokojnej rozmowie pogodzil sie z faktem naszego rozstania. Po ponad 7 latach
zycia rozstalismy sie kulturalnie, z klasą. Rzeczy wspolne podzielilismy
sprawiedliwie, bez żadnych kłótni. Choc nasze kontakty sa dosc chlodne, mozna
powiedziec, ze zostalismy przyjaciolmi (dostalam nawet ostatnio zaproszenie
na jego slub i wesele).

Inaczej wyglada sprawa z eks mojego mezczyzny. Mimo dwoch lat które mineły od
ich rozstania ona caly czas stara sie ingerowac w nasze zycie, probuje
nastwiac przeciwko nam znajomych, ich wspolne dzieci (są już dorosłe), niby
przypadkiem bywa w miejscach w ktorych my bywamy, wypytuje o nas sąsiadów,
znajomych, non-stop odbieram od niej głuche telefony. Mozna powiedziec ze
caly czas zyje naszym zyciem. I niestety nic nie wskazuje na to, aby sie
mialo cos w tej kwestii zmienic....
To nie jest kwestia walki o niego, bo jak sama przyznala od dawna juz go nie
kocha, pomiedzy nimi od lat się nie ukladalo (mieli nawet osobne sypialnie).
Jest to kwestia urazonej, ambicji, dumy ("jak on mógl odejsc od tak cudownej
kobiety?"). Ona trakuje go jak swoja wlasnosc, ktora nie miala prawa odejsc
(jak sama powiedziala: "Czy sie kogos kocha, czy nie, nie ma to nic do
rzeczy. Małżenstwo to malzenstwo.")
Moj mezczyzna przez 1,5 roku nie wystepowal o rozwód, liczac, ze emocje
troche opadna i uda sie to zalatwic kulturalnie, z klasą. Dopiero pol roku
temu zlozyl pozew o rozwod. Byla juz pierwsza rozprawa, za tydzien druga...
Oczywiscie nie ma co marzyc o rozwodzie bez orzekania o winie (ona sie na
takowy nie zgadza, chce aby on wzial wine na siebie). Tak wiec czeka go
kilkuletnie pranie brudów... A ja? Ja juz nie mam sily. Chce spokoju. Chce
aby moj mezczyzna byl moj, nie chce aby nalezal, chocby tylko na papierze do
innej kobiety. Nie potrafie sie pogodzic z faktem ze bede musiala na to
czekac nawet jeszcze kilka lat. Nie chce, aby ktos non-stop ingerowal w nasze
zycie, roscil sobie do niego jakies prawa. Juz nie potrafie...
On odchodzac zachowal sie wobec niej w porzadku. Zostawil jej caly majatek
zachowujac jedynie udzialy w swojej firmie. Zabezpieczyl ją do konca zycia.
Nie musial - mieli intercyzę majatkowa.
Ale jesli teraz wezmie wine za rozpad malzenstwa na siebie, ona bedzie miala
podstawe prawna zeby żądać jeszcze wiecej i więcej (jej o to wlasnie chodzi i
raczej nie odpusci).
Jesli zas nie wezmie winy na siebie, rozwod bedzie sie ciagnal latami...

Boje się, iż gdy juz przejdziemy przez całą tą drogę batalii prawnych z
naszego związku nic już nie zostanie... Naprawde nie mam juz sily... Nikogo
zesmy nie zabili, nie popelnilismy zadnego przestepstwa. Po prostu chcemy byc
szczesliwi. Dlaczego to takie trudne???

Ja mam obecnie 35 lat, on prawie pięćdziesiąt. Chcemy jeszcze miec rodzinę,
zbudowac dom, miec dzieci.. Pytanie tylko kiedy? I czy wogóle będziemy mieli
taką sznasę?

Magda
    • Gość: girlfriend Re: Prosze o wsparcie - nie mam juz sily.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.03, 00:49
      Magda, wiem o czym mówisz.
      Jest tylko jedna droga: niech Twój mężczyzna odda jej wszystko, czego się
      dorobił w tamtym związku. Nie potrzebujecie tego. Dacie sobie radę. Jest
      szansa, że z kobiety zejdzie powietrze, jak dowie się, że on niczego nie chce
      oprócz Ciebie.
      Nie prawda, że to, co sie dzieje Wam podetnie skrzydła. Dramatyczne
      okoliczności na zewnątrz potrafią bardzo cementować związek od wewnątrz. Ważne,
      żebyście cały czas stanowili team, podejmowali razem decyzje, rozmawiali o tym
      co się z Wami dzieje.
      Ona się zmęczy. Nie wiem kiedy, ale napewno tak. Jędze się zawsze w końcu
      męczą. A Ty się opieraj pokusie jakiejkolwiek inerakcji z nią. Trzymajcie się
      zasady: decydujecie razem, twarzą w twarz staje z nią on. Widok Was razem nie
      daj bóg zakochanych bedzie ją nakręcał.
      Życzę Ci dużo siły i głęboko wierzę, że Was wzmocni. Pomyśl, że mogło być
      jeszcze gorzej. Co byś zrobiła, gdyby spróbowała się zabić? a gdyby jej się
      udało? on na zawsze zostałby z poczuciem winy. Co by było ze stabilnością
      emocjoną dzieci? To by dopiero Wam nie pomogło.

      Nie jest tak źle, przetrwasz to :)
      pozdrawiam bardzo serdecznie
      :)
      • Gość: girlfriend ps IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.03, 01:01
        Zróbcie absolutnie wszystko,zeby ją fizycznie odciąć.
        Zmieńcie telefony i adres. zrób tak, Magda, to nie takie trudne. Nie mówcie
        sąsiadom, gdzie się wyprowadzacie, poproście znajomych o dyskrecję. To się uda,
        zobaczysz :) i ma sens :)
      • Gość: anita Re: Prosze o wsparcie - nie mam juz sily.... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.09.03, 02:52
        >
        > Jest tylko jedna droga: niech Twój mężczyzna odda jej wszystko, czego się
        > dorobił w tamtym związku.

        Hmmm... To byloby chyba niesprawiedliwe, oddawac takiej jedzy majatek calego
        swojego zycia. Zwlaszcza, iz prawdopodobnie poszedl by na zmarnowanie (sadze iż
        owa dama wiekoszosc czasu spedza na zakupach, bo przeciez gdyby zajmowala sie
        czyms powazniejszym nie mialaby czasu, ani sily na te wszystkie gierki:)))).
        Niestety znam ten typ - "poświecilam się dla Ciebie i dla dzieci", a tak
        naprawdę chodzi tylko pieniądze. Oj łatwo Wam nie będzie, nie będzie.
        Pocieszcie się, że może babsztylowi w koncu sie znudzi, bo na to, ze ulozy
        sobie życie od nowa i zapomni o Was, bym nie liczyła - za dużo ma w sobie jadu.
        Głowa do gory! Ma być dobrze!!!!

        Anita
    • Gość: pragmatyk Re: Prosze o wsparcie - nie mam juz sily.... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.09.03, 08:23
      a ja powiem pragmatycznie: skoro ma z tamtą intercyzę i rozdzielność majątkową
      (a piszesz, że ma, a jeśli nie jest to pełna rozdzielność to niech wystąpi
      sądownie albo o rozdzielność albo o separację - wtedy rozdzielność jest
      automatycznie) i chrzanić rozwód. Rozwód z tamtą do niczego nie będzie
      potrzebny, można w testamencie ją wydziedziczyć podając za powód rażącą
      niewdzięczność - właśnie to że się nie da rozwieźć, kłótnie itd.
      A jeśli jest odrębność majątkowa to chrzanić ten rozwód, niech ona myśli że on
      jest jej, skoro to taka formalistka, a ty i tak wiesz jak jest naprawdę.
    • olek13 Re: Prosze o wsparcie - nie mam juz sily.... 16.09.03, 09:00
      Magdo,
      podobnie jak większość ludzi w takiej sytuacji, również Ty nie dostrzegłaś źródeł problemu. Otóż problemem nie jest osoba żony Twojego partnera, ale Twoja reakcja emocjonalna na całą sytuację.
      Jasne, że Ty masz pełne prawo do udanego związku, jednakże sama sobie to prawo odbierasz swoją niewiarą i obawami. Przecież gdybyś czuła się w pełni uprawniona to tego, co robisz, Twoją reakcja na głuche telefony i intrygi byłby szczery śmiech. Bo w końcu co Cię obchodzi, że ktoś ma ochotę na odwet? Oczekujesz (i uzależniasz swoje szczęście) od byłej swojego partnera, że zaakceptuje sytuację i się odczepi. A może ona nigdy tego nie uczyni? Potrafisz ją zmusić do tego?
      Nie podejmuję się doradzać Ci żadnych działań prawnych, bo się na tym nie znam. Doradzam Ci jednak, abyś skoncentrowała się na sobie, w celu uwolnienia się od poczucia winy, zniechęcenia i lęku przed przyszłością - najlepiej przy pomocy fachowca (terapeuty). Dopiero to da Ci trwałe uzdrowienie.
      Przy okazji - napisałaś:
      ..."Chce aby moj mezczyzna byl moj, nie chce aby nalezal, chocby tylko na papierze do innej kobiety."...
      Czy naprawdę uważasz, że ktokolwiek może być "czyjś", że jeden człowiek może być własnością drugiego?
      Pozdrawiam :)
    • melanie Re: Prosze o wsparcie - nie mam juz sily.... 16.09.03, 09:08
      Nie powinien brac winy na siebie, powinien wystapic o rozwod z winy obu stron.
      Jezeli naprawde jest tak jak mowisz, ze mowila, ze go nie kochala (i ma na to
      swiadkow), oraz ze dawno juz nastapil rozklad pozycia malzenskiego - osobne
      sypialnie itd, dzieci sa juz samodzielne, to sad orzeknie wine obu stron, wtey
      koszty rozwodowe sa dzielone na pol, jak rowniez niema obowiazku
      alimentacijnego. Co prawda nie obejdzie sie bez swiadkow i tzw prania brudow,
      ale w kazdym wypadku to was nie ominie. Pozdrawiam
      • tea_time Prosze o wsparcie - nie mam juz sily.... 16.09.03, 14:36
        Nie mozesz nie miec, podwojne zaprzeczenie:), czyli musisz miec:) Czeka Cie
        czas wyjatkowy, uznaj, ze konieczny. Nie wiadomo, ile bedzie trwal, nie
        przesadzaj juz dzis o jego dlugosci, naprawde nigdy nie wiadomo, kiedy zycie
        sie odmieni. Odpowiedz sobie na podstawowe pytania, mysle, ze czesciowo juz to
        zrobilas i ciesz sie kazda chwila z Ukochanym. Wiesz, odnosze wrazenie, ze jego
        Byla "karmi sie" Twoimi/Waszymi emocjami, reakcjami, zatem sprobuj nie dawac
        jej okazji do pozywki. Nic nie rani rownie bardzo jak obojetnosc. Ale uwazaj,
        bo tym sposobem mozesz obudzic tygrysa:) Tea
    • Gość: mish Re: Prosze o wsparcie - nie mam juz sily.... IP: *.bellona.pl 16.09.03, 12:00
      Byłam w podobnej sytuacji, mój facet oddał wszystko - dom, samochód, i 3 tys.
      alimentów na dziecko miesięcznie. To była cena rozwodu z orzeczeniem o jego
      winie. Liczymy, że była żona 30 letnia kobieta - pójdzie wreszcie do pracy i
      nie wytoczy nam sprawy o alimenty na swoje utrzymanie. A jeśli - cóż są
      prawnicy i są sposoby, żeby przyszłe dochody ukryć. Nie daj się zwariować, to
      tylko papier, jeśli się kochacie, dacie radę! My daliśmy!
Pełna wersja