Boje się

IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 06.01.02, 23:25
Boję się bardzo. Moja matka jest moim przekleństwem. Kocham ją ponad wszystko,
ale ona czyni mnie kaleką psychiczną. Miałam dziesięć lat, gdy umarł mój tata.
Bardzo to przeżyłam. Jestem jedynaczką i było mi bardzo ciężko. Minęło już
naście lat, a moja matka nie potrafi sobie ułożyć życia. Najgorsze jest to, że
i mi nie daje żyć. Zapewne wychodzi z założenia, że skoro ona jest
nieszczęśliwa to i każdy być musi. Nie ma mężczyzny - rozumiem ją - tata był
ideałem. Jednak na mojego chłopaka wciąż patrzy wilkiem. Nie akceptuje go. Wiem
bardzo dobrze, że nikogo z mojego otocznia nie akceptowala - moich przyjaciół
rownież. Jest w stanie głębokiej depresji. Całymi dniami leży w łóżku i chyba
czeka na śmierć. Mieszkam z nią sama. Ta sytuacja jest dla mnie nie do
wytrztymania.
Mam zamieszkać z moim chłopakiem, ale z drugiej strony mam wyrzuty sumienia, że
ją opuszczam. Przez całe życie terroryzowała mnie psychicznie, chciala wyrzucić
z domu gdy miałam 16 lat. Nigdy jej tego nie wybaczę. Gdy jej najbardziej
potrzebowałam jej nie bylo. Mimo to kocham ją strasznie. W zasadzie jest to
ślepe przywiązanie. Wiem, że to co piszę jest bardzo chaotyczne, ale zabrałoby
mi baaardzo dużo czasu opisanie całej mojej sytuacji.
Czego się boję? że nie będę umiała zbudować z moim facetem normalnej rodziny.
On też jest jedynakiem i też ma w domu nie najlepiej. Boję się cholernych
obciążeń psychicznych. Noszę w sobie ogrom złości na matkę, że żyje tak, jak
żyje. Dla mnie jest to niepojęte, jak można tak przepieprzyć życie. Nie ma
żadnych znajomych, nigdzie nie wychodzi. Doprowadziła do paranoidalnego stanu,
że jestem całym jej światem - jest to dla mnie mordercze. Chciałabym, aby
gdzieś wyjechała, kogoś poznała. Proponowałam jej, żeby skorzystała z biura
matrymonialnego - wyśmiała mnie. Ona programowo chce być nieszczęśliwa.
Gdy się cieszę, śmieję , patzry na mnie jak na wariata. Czuje się obco w swoim
domu. Jednocześnie bardzo się boję, że będę taka jak ona. Że powtórzę jej błędy
np. przy wychowywaniu dziecka. Bardzo rzadko mnie przytulała. Teraz ciągle
tulę się do mojego mezcyzny, ale paradoksalnie prawie w ogóle nie okazuję mu
uczuć. Barzdo chcę pokazać, że go kocham ale boję się, że mnie wykorzysta.
Jestem dorosła mam 24 lata. Zachowuje sie czasem jak dziecko..
Jak sobie poradzic z tym wszystkim?

Dziękuje Wam.
    • Gość: Gina Re: Boje się IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 06.01.02, 23:48
      Faktycznie masz bardzo trudna sytuacje. Wiem cos na ten temat, w moim domu tez
      nie bylo normalnie.Twoja matka stracila sens zycia i mysli, ze ciagle bedziesz
      z nia.Boi sie, ze Cie straci,a jednoczesnie nie okazuje Ci uczuc. Mysle, ze ona
      wymaga leczenia u psychiatry lub psychologa i konkretnej i dlugotrwalej
      psychoterapi.Nie boj sie zycia i zalozenia rodziny.Dobrze, ze wiesz, ze cos
      takiego moze Cie spotkac.Juz wiesz jakich bledow nie powtarzac. Musisz miec
      wiare i bardzo duzo milosci. Mysle ,ze Tobie tez przyda sie psycholog. Nie
      powinnas bac sie ja zostawic.Taka jest kolej rzeczy.Powodzenia.
    • sombre Re: Boje się 07.01.02, 00:45
      Mrówka, jestem pod wrażeniem Twojego listu. Absolutnie nie jest chaotyczny. Już
      dawno nie czytałem tak autentycznej wypowiedzi. Niestety, życie różne pisze
      scenariusze, nie wszystkim daje modelową rodzinę... Czy Twoja mama ma
      rodzeństwo? Albo chodziaż kogoś, z czyim zdaniem by się liczyła... Nawet, jeśli
      zerwała z tym kimś kontakty dawno temu. Bo podejrzewam, że mama za nic by się
      nie dała namówić na wizytę u psychologa... pewnie próbowałaś o tym z Nią
      rozmawiać nie raz. Taka zaufana osoba mogłaby na nią wpłynąć, przekonać ją do
      szukania pomocy. Myślę, że Gina ma rację – powinnaś starać się mamie pomóc, ale
      nie możesz rezygnować ze swojego życia, poświęcać go dla mamy. Masz prawo do
      normalności, może, gdy mama odczuje, że jesteś w tym nieugięta, przekona się,
      że nie ma innego wyjścia niż szukanie pomocy...? Trzymaj się, bardzo jestem za
      Tobą :)))
      • Gość: Renka Re: Boje się IP: *.home.cgocable.net 07.01.02, 07:46
        Bardzo przejmujaca historia. Pozostawienie matki i wyprowadzenie sie do
        mezczyzny pogorszy sprawe, to pewne.Oddanie matki pod opieke psychologa, w
        ogole tu chyba nie wchodzi w gre.Matka dobrowolnie tego by nie zrobila. Ona
        nigdzie nie wyjdzie.Pomoc musi DO NIEJ przyjsc.Trzeba z nia rozmawiac i
        przekonywac, moze sama dobrowolnie zdecydowalaby sie przynajmniej na
        psychoterapie.A moze jakas sasiadka, sasiad byliby wywabieniem?
        Wyobrazam sobie, co czujesz.Ale matka jest silniejsza niz myslisz. Wiele razy
        pewnie pragnela smierci, ale jeszcze na nia nie czas.Ja nawet mysle, ze zmiana
        w waszym zyciu, twoje malzenstwo, dziecko, to mogloby naprawde calkowicie
        zmienic sytuacje.
        • Gość: Mrówka Re: Boje się IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 07.01.02, 10:18
          Dziękuję Wam bardzo za odzew. Zrobiło mi się lepiej. Moja mama nie przyjmie
          żadnej pomocy. Uprze się i odpowie że wszysscy są głupkami a ona nikogo nie
          potrzebuje. Tak odpowiadała na moje propozycje szukania pomocy u psychologa.
          Jednocześnie mówi, że nic ją już nie czeka i że ma depresję. Błędne koło.
          Powiedziała mi wprost, że wcale nie oczekuje wnucząt - było by to dla niej za
          duże obciążenie. Nic nie odpowiedziałam. Było mi bardzo przykro. Za wszelką
          cenę stara i się mi obrzydzić życie, tak jak jej obrzydło. Ma do mnie petensje,
          że jestem kochana, że jestem szczęśliwa, najbarzdiej za to, gdy wychodzę z domu
          spotkać się z kimś bądź jadę do mojego chłopaka. Wtedy jestem wyrodną córką,
          która nie kocha matki. I tak w koło. Szczytowym jej osiągnięciem jest
          zagrożenie, że nie zostanie z psem na wakacje. Tak mi mówi co roku, gdy chcę
          gdzieś pojechać. W końcu jakimś cudem udaje mi się ją przekonać, ale przez
          nastepny tydzień są fumy. Trzaskanie drzwiami i nie odzywaniae się. karze mnie
          w ten sposób.
          Niestety, moja mama podobne jak każdy w mojej rodzinie jest jedynakiem. Tak też
          było z moim tatą, tak jest z moim chłopakiem i ze mną. Co za tym idzie nie ma
          żadnych ciotek, wujków itp. Słowem - nie ma do kogo się odezwać. Ojciec był dla
          niej całym światem - dla niego przeprowadziła się do innego miasta zostawiając
          tamtejszych znajomych. To było ogromny błąd. Po jego śmierci została kompletnie
          sama. Ze mną, oczywiście. Nie wiem co będzie dalej. Nie chcę już być tutaj w
          tym domu.
          • Gość: Luiza Re: Boje się IP: 217.153.32.* 07.01.02, 10:27
            Moze zajelaby sie praca dla jakies organizacji charytatywnej albo chodzila na
            spotkania jakichs grup (np. koscielnych, jesli jest wierzaca). Spotka troche
            podobnych przypadkow, zaangazuje sie i po depresji.
            A Ty sobie sama poradzisz. Tylko nie badz taka Silaczka, ktora bierze
            odpowiedzialnosc calego swiata na siebie.
          • Gość: Justynka Re: Boje się IP: 212.160.236.* 07.01.02, 12:57
            Hej, Mrówka, a ja myślę, że w końcu powinnaś zacząć myśleć o sobie!!! Skoro
            Twoja mama chce być nieszczęśliwa, to nikt jej na siłę nie uszczęśliwi. Nawet
            Ty! Podstawową sprawą - jeśli próbujesz komuś pomóc - jest to żeby najpierw ta
            osoba SAMA SOBIE chciała pomóc. Inaczej nic z tego. Z tego co piszesz, to Twoja
            matka właściwie CHCE być w takim stanie totalnej deprechy. Może jej z tym
            dobrze... Ale, kurde, ona i z Ciebie też zaczyna "wysysać" całą radość życia.
            Miałam kiedyś (i co jakiś czas dalej mam) podobną, choć nie tak drastyczną,
            sytuację. Moi rodzice są rozwiedzeni, siostra o lat za granicą. Moja mama
            mieszka sama. Pracuje, ale praca nie zawsze wymaga codziennej 8-godzinnej
            obecności. Zdarzają się więc 3, 4, 5 dni wolne pod rząd. Wtedy moja mama
            przypomina sobie, ze jest "sama, samotna, nieszczęśliwa, chora na wszystko,
            niedługo umrze, a wtedy ja zobaczę..." itd. Oczywiście bardzo ją kocham i takie
            stany zdarzają się rzadko. Bez porównania z Twoją sytuacją. Ale wiem co to
            szantaż emocjonalny. Nie wiem czy jest jeszcze szansa na pomoc dla niej (jak
            pisałam - najpierw SAMA musi chcieć), ale na pewno jest szansa dla Ciebie!!!
            Pogadaj z psychologiem. Ale o sobie! Musisz się odciąć od tej całej smutnej i
            chorobliwie depresyjnej sytuacji, którą masz w domu... Czas leci i to na Twoja
            niekorzyść, później będzie Ci trudniej (wyrzuty sumienia, itd...). Im szybciej
            tym lepiej. I nie bój się, Mrówka!!! Wszystko będzie dobrze! Obiecuję Ci! Nowy
            rok jest dobrym momentem, żeby zacząć wszystko od nowa.
            • agniecha3 Re: Boje się 07.01.02, 16:55
              podpisuje sie pod postem Justynki obiema rekoma - Mrowko, zadbaj o siebie. To,
              ze chcesz sie wyprowadzic i zaczac wlasne zycie, nie jest niczym zlym, wrecz
              przeciwnie, uwazam, ze to najlepsze, co mozesz dla siebie zrobic. Twoja mama -
              zapewne zupelnie nieswiadomie - robi Ci krzywde. Nie chce powiedziec, zebys sie
              od niej zupelnie odciela, ale nie bierz na siebie odpowiedzialnosci za nia.
              Zacznij miec wlasne zycie, bez wyrzutow sumienia. Mysle, ze taka Twoja postawa
              mamie juz nie zaszkodzi, a najwyzej moze pomoc - moze wreszcie dostrzeze, ze
              pozbawia Cie szczescia? Moze wreszcie obudzi sie w niej chec uczestniczenia w
              Twoim zyciu zamiast wypelniania go wlasna depresja?
              Powodzenia i wytrwalosci i nie daj sie poczuciu winy :-)

              PS do Renki - zapewne bedziesz negowac wszystkie glosy w tym tonie i
              przekonywac Mrowke, ze podjecie wlasnego zycia jest egoistyczne i nie w
              porzadku. Kto Ci zrobil takie pranie mozgu, ze nie dostrzegasz oczywistych
              faktow - rodzice tez nie sa doskonali i czasem dla wlasnego zdrowia
              psychicznego trzeba im sie przeciwstawic!
    • faxio Re: Boje się 07.01.02, 13:22
      Obawiam się, że jeżeli nie będzie Cię stać na postawienie na swoim, to sytuacja
      nigdy się nie zmieni. Dobrze byłoby, gdybyś mogła się wyprowadzić. Matka pewnie
      się obrazi, ale nie powinnaś dać się sprowokować. Powiedz, że zawsze może Cię
      odwiedzić, że Ty będziesz ją odwiedzać. Zabierz ze sobą psa. Proś matkę o
      drobne przysługi, żeby nie czuła się zupełnie niepotrzebna, ale lepiej, żeby to
      nie było nic ważnego-na wszelki wypadek, gdyby chciała Ci zrobić na złość.
      Najlepiej gdybyś miała kogoś znajomego, kto mógłby się z nią zaprzyjaźnić.
      Chyba wychodzi czasem z domu? Chodzi do pracy?
      • Gość: Renka Re: Boje się IP: *.home.cgocable.net 07.01.02, 14:02
        Pozostawienie matki samej w domu, wsrod "obcych" ludzi?W depresji? To bylby
        wielki egoizm.. To moze juz lepiej byloby dla matki sie przeniesc , chociazby
        z wizyta na poczatek,na stare smiecie, do tego rodzinnego miasta?
        Co nas trzyma w danym miejscu? Praca? nie, rodzina? tak, przyjaciele? tak!Tam
        trzeba byc, gdzie jest nam dobrze. Kiedy jest nam zle i nie widzimy mozliwosci
        poprawy tej sytuacji, to powinnismy sie przeniesc.Zostawic prace, zostawic
        wszystko i szukac swojego szczescia.
        • faxio Re: Boje się 07.01.02, 14:34
          Jeżeli od przeprowadzki minęło kilkanascie lat, to nie liczyłabym na starych
          przyjaciół. Ich obojętność mogłaby depresję jeszcze powiększyć.
          A w ogóle to jest stan przewlekły i może właśnie kiedy okaże się, że szantaż
          emocjonalny już nie działa, to pani matka się "obudzi".
          • Gość: Mrówka Re: do Renki IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 07.01.02, 21:50
            Zrozum, że ja chcę mieć swoje życie. W tym mieście nikt już na nas nie czeka.
            Tam mieszkała moja babcia, która już nie żyje. Koleżanki mojej mamy mają własne
            rodziny i klopoty - zreszta maiła tylko dwie naprawdę dobre znajome. Dlaczego
            zarzucasz mi egoizm? Czy ty byś się przeprowadziła do nieznanego Ci bliżej
            miasta, znalazła satysfakcjonującą pracę, porzuciła swoich znajomych? Nie
            sądzę....
            Pozdrawiam
    • Gość: roseanne odwagi IP: 65.92.5.* 07.01.02, 23:02
      niestety tak juz jest z samotnymi rodzicami (zwl wdowcami), ze cala swoja uwage
      skupiaja na dziecku- nawet jak jest to rodzenstwo jedno jest faworyzowane w
      jakis sposob.
      Ta uwaga z czasem staje sie jednak nieznosna, staje sie brzemieniem.
      Zachowanie takiego rodzica jest w pewnym stopniu jego wyborem.
      Renko, nie zarzucaj egoizmu w takiej sytuacji, tutaj to Matka jest egoistka.

      Mieszajcie mnie z blotem ile chcecie, ale mysle, ze Mroweczka ma prawo do
      swojego zycia.
      Mimo ,ze Matka nie chce wnuczat, nie patrz na to z Jej perspektywy. Moze sie
      zmieni. Dziewczyno ZYJ
      pozdr
    • zdezorientowana Re: Boje się 08.01.02, 00:25
      Mrówka,
      Żyj własnym życiem, ale dla mamy zorganizuj pomoc lekarską. Na Twoim miejscu
      skontaktowałabym się z psychiatrą, przedstawiła mu całą historię i poprosiła o
      opinię. Dla spokoju własnego sumienia.

      Jesteś inteligentną osobą, wiesz jakie błędy Twoja mama popełniła w swoim
      życiu, więc ich nie powtarzaj. Staraj się okazywać swoje ucuzcia bliskim
      osobom, i uwierz, jesteś w stanie kochać i być kochaną.

      Powodzenia, :)))
      • kwieto Re: Boje się 08.01.02, 11:38
        Sluchaj - nawet jesli nie potrafisz kochac - nie dowiesz sie, poki nie
        sprobjesz... Jesli chodzi o chlopaka - po prostu spytaj sie, jak mozesz mu
        okazac czulosc, kochanie - i zrob to po prostu...

        A matka? Matka nie moze wisiec na tobie i przenosic swojego zycia na Twoje.
        Jestescie dwiema niezaleznymi osobami. Ona NIE MA PRAWA czegokolwiek wymagac od
        Ciebie. Tu musisz (wiem, to moze byc bolesne) wyraznie postawic granice,
        ktorych nie wolno jej przekroczyc. Jesli nie chce przechowac psa - sa
        schroniska dla zwierzat, takie swego rodzaju "hotele", gdzie zostawia sie
        zwierzaka na czas urlopu. Mozna go zostawic pod opieka znajomych, sasiadow
        (problem znany, mialem psa - i sasiedzkie rozwiazanie jest wykonalne)

        Depresja i problemy Twojej mamy sa JEJ problemami - i Ty nie mozesz jej
        zaoferowac rozwiazania - tak na prawde, to nikt poza nia sama nie moze jej tego
        zaoferowac. Ostatnio dochodze do wniosku, ze czegos takiego jak "wsparcie" tez
        nikt poza samym zainteresowanym nie jest w stanie zapewnic...
        • Gość: renka Re: Boje się IP: *.home.cgocable.net 08.01.02, 12:58
          Od czego jest rodzina , jak nie od wspierania. Mama na Mrowke. Mrowka ma juz
          dwie osoby, swojego chlopca(ktory byc moze wkrotce bedzie nalezal do tej
          rodziny) i mame.Jest juz trzy osoby do wzajemnego sie wspierania.Przynajmniej
          na poczatek, dopoki nie zaskoczy, czyli matka SAMA nie zdecyduje sie sobie
          pomoc, w co watpie, ze bedzie latwe . Bo jak nie zaskoczy z matka, to pozostaje
          dla Mrowki (gdybym byla nia ) tzw "kontrolowane oddalanie sie", czyli
          wyprowadzenie sie i czeste odwiedziny. I jednoczesnie terapia.Mnie by pasowalo,
          gdybym byla mrowka i gdybym byla mama.
          • zdezorientowana Re: Boje się 08.01.02, 14:39
            Zgadzam się z Renką, Mrówka nie powinna pozostawić mamy samej sobie. Ok, moze
            być tak, ze ona sama stanie na nogi, a jeśli nie? Nie mówię, ze mamy być
            wiecznymi dlużnikami naszych rodziców, ale bycie rodziną zobowiązuje do czegoś.
            Mrówka kocha mamę, więc jeśli jej mama jest rzeczywiście w tak zlym stanie
            psychicznym, nalezy skonsultować się z lekarzem.
            • Gość: Sławek Re: Boje się IP: 172.16.3.* 08.01.02, 17:13
              Czy ci którzy doradzają Mrówce wspieranie matki nie widzą, że tego właśnie
              chce jej matka - osoba która zrobiła jej krzywdę. Matka pzrywiązała ją do
              siebie, okaleczyła psychicznie i na wszelkie dostępne sposoby stara się robić
              to dalej. Czy nie widzicie, że matka swoim wieloletnim zachowaniem
              spowodowała, że u Mrówki miłość miesza się z nienawiścią. Spróbujcie pomagać i
              wspierać kogoś kto zrobił wam krzywdę. Izolacja od matki jest jedynym sposobem
              na uratowanie siebie. Nie chodzi o zostawienie matki na pastwę losu ale
              kontakty powinny być jak najrzadsze. Tylko w niezbędnych przypadkach. Inaczej
              matka będzie przy każdej okazji kontynuować swoje dawno rozpoczęte dzieło.
              Leczenie się z jej zgobnego wpływu i równoczesne spotykanie z nią to jak
              leczenie się z zatrucia i regularne łykanie trucizny. To żaden egoizm.
              Matka jest chora - to fakt ale Mrówka też tylko inaczej. Wyciągnięcie kogoś z
              depresji to nawet dla fachowca kupa czasu więc Mrówka zamiast ratować swoje
              życie ma je poświęcić matce która jej to życie niemalże zrujnowała ?
              Niestety nie jest tak jak pisze Renka że są trzy osoby do wzajemnego
              wspierania. Czy Mrówka może oczekiwać wsparcia matki ? Bzdura. Wsparcia
              partnera ? Być może. Jeśli on rozumie sytuację. Czy Mrówka potrafi ich
              wesprzeć ? Wątpię. Matka pozbawiłą ją wielu umiejętności.
              Rada nie jest łatwa. Mrówka ma wybór między cierpieniem i cierpieniem. Zajmie
              się matką - pojawią się wyrzuty, że zmarnowała sobie życie. Zajmie się sobą -
              wyrzuty, że opuściła matkę. Jednak na końcu jednego cierpienia leży własne
              szczęście, okupione wieloma problemami ale szczęście. A matka szczęśliwa już
              nie będzie. Co by się nie stało. Skąd to wiem ? Bo jestem w podobnej sytuacji.
              Chciałem opisać ją dokładniej ale duża część byłaby kopią postu Mrówki. Poza
              tym pojawiły się silne emocje.

              Mrówka, jeżeli masz ochotę pomailować o tym to proszę o twój adres. Nie mam
              wielu rad dla ciebie bo sam od niedawna zacząłem sobie z tym radzić i sam
              jestem łasy na rady innych ale myślę, że podzielenie się myślami też coś da.

              Pozdrawiam
              slawdo@wp.pl
    • chudyy kurczę no klops totalny 08.01.02, 17:50
      Mrówko,

      a nie myślałaś, żeby najpierw wyprowadzić się, ale samej mieszkać, nie wchodzić
      w żaden związek, poznać więcej ludzi, dać sobie czas na ochłonięcie, nabranie
      dystansu?. Bo Twoje obawy, że możesz przenieść swoje złe nawyki do związku mogą
      mieć sens. Ja też kiedyś byłem przez matkę zatrzymywany, ale wkurzyłem się i
      przerwałem pępowinę. Twoja mam jest dorosła i na Tobie nie spoczywa na niej
      odpowiedzialność, tyle generalnie. Ja jestem zadowolony, żem się uwolnił.

      A więcej to Ci mogę na priva powiedzieć, więc jak chcesz pogadać to możesz
      pisać.

      Pozdro
    • Gość: Dora Re: Boje się IP: 212.244.205.* 08.01.02, 17:58
      >Noszę w sobie ogrom złości na matkę, że żyje tak, jak
      >żyje. Dla mnie jest to niepojęte, jak można tak przepieprzyć życie

      Idź na Pianistkę i zobacz jak można sobie przepieprzyć życie uzależniając się
      od matki.
      • Gość: Mrówka Re: Boje się IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 08.01.02, 20:57
        Ile ludzi tyle rad. Dzięki, jesteście wspaniali, że doradzacie i odpowiadacie.
        Najbliższa mi jest postawa Sławka - chyba się dobrze rozumiemy, co? Myślę, że
        doznajesz tego samego. Napiszę, dzięki.
        Co do "Pianistki to" celowo nie chcę jej oglądać. Wiem o czym jest ten film.
        Ale to taśma a życie to życie.
        Wiem, że już nigdy nie będę normalna - zawsze będę się czegoś bała. Nie umiem
        do końca tego wytłumaczyć, ale zawsze będę niepwna swoich wyborów. Kończę
        studia, mam bardzo ciekawą pracę a jednak zawsze będę miała o sobie małe
        mniemanie. Wiem jedno - chcę żyć w miarę noramalnie. Chce kochać. Bardzo,
        bardzo chce założyć szczęśliwą rodzinę i mieć dzieci- ale czy będę dobrą żoną i
        matką? Jak sprawić, by uwierzyć że mogę być szczęśliwa? Boję się, że nie uporam
        sie z tym wszystkim i skończę tak jak mama.

        Pozdrawiam wszystkich
        • kwieto Re: Boje się 08.01.02, 21:18
          Gość portalu: Mrówka napisał(a):


          > Wiem, że już nigdy nie będę normalna - zawsze będę się czegoś bała. Nie umiem
          > do końca tego wytłumaczyć, ale zawsze będę niepwna swoich wyborów. Kończę
          > studia, mam bardzo ciekawą pracę a jednak zawsze będę miała o sobie małe
          > mniemanie.

          A dlaczego niby masz byc nienormalna? Wlasciwie kto jest normalny? Ja na pewno
          nie, wiekszosc moich znajomych tez nie, moze Ty znasz kogos takiego? Bo ja nie
          widze...
          Natomiast im bardziej bedziesz sobie wmawiac niskie mniemanie o sobie, tym
          bardziej bedziesz tak sie czula rzeczywiscie. To nie jest tak, ze powiesz sobie
          "jest swietnie" i od razu bedzie super-hiper. Ale sprobuj unikac tekstow
          oceniajacych negatynie ("zawsze bede miala o sobie niskie mniemanie" i inne
          takie). A najlepiej staraj sie wogole nie oceniac, wedlug zadnych kryteriow. To
          naprawde pomaga, w dluzszym okresie

          Wiem jedno - chcę żyć w miarę noramalnie.

          I to sie liczy :")))
        • Gość: Ania Re: Boje się IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 08.01.02, 22:14
          Jak sie bedziesz bala, ze skonczysz tak jak mama, to tak sie stanie. To czego
          sie boimy dopada nas .
          • Gość: Sławek Re: Boje się IP: 172.16.3.* 09.01.02, 01:36
            Wszyscy doradzają wyprowadzenie sie od matki i słusznie. To jedyne wyjście.
            Problem jednak w tym, że najtrudniejsze. Łatwiej jest zostać i cierpieć,
            kochać, nienawidzieć. Nie da się tak od razu spakować i wyjść bo miłość,
            utrwalane przez lata przwiązanie, współczucie, odpowiedzialność za chorą matkę
            nie pozwolą ci po prostu wyjść. A jeśli wyjdziesz - sumienie cię zabije. Do
            wyjścia trzeba się przygotować.
            I to jest jedyna rzecz którą na razie można i trzeba zrobić. Trzeba zacząć
            budować filtry przez które będziesz odbierać sygnały wysyłane przez matkę.
            Mówiąc brutalniej trzeba się znieczulić. To trudne (bo istnieje zagrożenie
            zlekceważenia sytuacji gdy matka będzie rzeczywiście potrzebować pomocy) ale
            możliwe. Ktoś kto nie był w podobnej sytuacji może być zbulwersowany pomysłem
            znieczulania się na chorą matkę ale pewnie nie wie jakie taka osoba ma sposoby
            na wzbudzenie współczucia, litości i w konsekwencji przywiązanie do siebie.
            U mnie przygotowania trwają już rok. Ją też do tego przygotowuję. Początkowo
            miałem poczucie że jestem bezwzględny mówiąc jej, że zostanie sama jeśli się
            nie zmieni - teraz wiem, że jestem tylko uczciwy. Matka zauważyła zmiany i
            coraz częściej zaczęła ustępować. Niestety ani zmiany w niej nie są duże ani
            ja nie zrezygnuję. Jak to ktoś kiedyś powiedział w parlamencie: " z raz
            obranej drogi nie może być odwetu " :-)
            Teraz jestem prawie gotów. Być może w tym roku pobierzemy się z moją
            dziewczyną. Nie mam zamiaru zostawić matki zupełnie bo ją kocham i mimo
            wszystko wiem jak wiele dobrego dla mnie zrobiła. Dopuszczam też taką
            możliwośc, że ona obrazi się śmiertelnie, zerwie kontakty i będzie wokół
            opowiadać jak została potraktowana przez wyrodnego syna. Wtedy trudno.

            Ty Mrówko nigdy nie będziesz taka jak matka bo świadomość krzywd i błędów
            popełnionych przez nią zbyt głęboko tkwi w tobie. Zrobisz sto innych błędów
            ale nie takich jak ona bo tych będziesz unikać jak ognia.
            A okazywania uczuć i innych zachowań niewpojonych ci przez matkę szybko się
            nauczysz. Wśród kochających ludzi to nie takie trudne.
            Czy będziesz normalna ? Może i nie ale na pewno będziesz dobrą żoną i matką.

            Pozdrawiam
            • Gość: Renka Re: dobry lekarz IP: *.home.cgocable.net 09.01.02, 09:48
              Ja, mimo wszystko, w takiej sytuacji "leczylabym matke przymusowo", po prostu
              zmuszalabym ja do zycia. Ona nie jest stara, ma chyba z piecdziesiat pare lat i
              w tym wieku jak mowia statystyki amerykanskie(hihi) powinna wygladac i dzialac
              lepiej niz jak miala 20 lat!!!!!! A czy w ogole jakis lekarz przez te
              kilkanascie lat zdiagnozowal jej chorobe? Moze to sa po prostu niedobory
              vitamin albo mikroelementow?
              Zauwazylam, ze w Polsce na choroby, ktore sie tutaj, w Kanadzie leczy
              pigulkami, lekarze machali reka "nic pani nie jest, znerwizowanie".I kazali
              odpoczac. Leczenie moze trwac krotko i czlowiek zadowolony, usmiechniety wraca
              do zycia.Ale trzeba isc do dobrego lekarza, ktory nie bedze machal reka , tylko
              zrobi wszystkie testy, konieczne dla kobiet w tym wieku. A moze to juz nie
              depresja tylko PMS?
              • roseanne Re: dobry lekarz 09.01.02, 16:23
                > Zauwazylam, ze w Polsce na choroby, ktore sie tutaj, w Kanadzie leczy
                > pigulkami, lekarze machali reka "nic pani nie jest, znerwizowanie".I kazali
                > odpoczac. Leczenie moze trwac krotko i czlowiek zadowolony, usmiechniety wraca
                > do zycia.Ale trzeba isc do dobrego lekarza, ktory nie bedze machal reka , tylko
                >
                > zrobi wszystkie testy, konieczne dla kobiet w tym wieku. A moze to juz nie
                > depresja tylko PMS?


                Renka, jezeli juz probujesz cos tlumaczyc rob to sensownie.
                PMS- to zespol napiecia przedmiesiaczkowego
                Nic lepszego lub gorszego nie depresja- zupelnie inny przypadek
                mysle ,ze masz na mysli menopauze- wtedy Twija wypowiedz jest ok.- testy i
                wyrownania poziomu hormonow maga zdzialac cuda.
                mysle jednak ,ze zachowanie Matki Mrowki ma zupelnie inne podloze
                • Gość: Renka Re: PMS post menopausal syndrom IP: *.home.cgocable.net 09.01.02, 20:03
                  Mialam na mysli PMS post menopausal syndrom, czyli objawy zwiazane z okresem
                  przekwitania.
              • kwieto Re: dobry lekarz 09.01.02, 17:21
                Renka, nie mozna nikogo do terapii zmuszac. Ani tu ani w USA, ani w Kanadzie.
                To po pierwsze. Po drugie, to w USA leczy sie pigulkami wiele rzeczy, ktorych
                pigulkami sie nie da leczyc, albo jest to tylko leczenie objawowe... Wiec USA
                nie sa dla mnie wyznacznikiem.

                Popieram zdanie Slawka, sam mialem cos co mozna w ten sposob zdiagnozowac, w o
                wiele, wiele mniejszym stopniu. W kazdym razie chodzilo o szantarze
                emocjonalne. I jedynym sposobem jest ignorancja, "wyzucie sie ze wspolczucia",
                przynajmniej czesciowo. Okaze sie, ze wiele takich szantarzy jest po prostu nic
                nie warte... Mi najbardziej pomoglo wyprowadzenie sie (wiec jednak ucieczka z
                domu) na studia.
            • Gość: Renka Re: Slawek IP: *.home.cgocable.net 09.01.02, 10:02
              Slawek jestes rozgoryczony, miotajac sie miedzy kochana dziewczyna a kochana
              matka.Czy aby napewno matka jest nieuleczalnie chora, skoro jednak "ustepuje"?
              Matka boi sie samotnosci, a ty jestes jej synem, ktorego "ZAWSZE" trzyma za
              raczke w swoich wspomnieniach.Tylko dzisiaj wasze role sie ODWROCILY.I nikt
              tego nie zmieni.Ona ma do tego prawo.Mimo, ze ty masz prawo do swojego
              szczescia, to takze masz dzis obowiazek w jakis dobry sposob zapewnienia opieki
              materialnej i duchowej matce. ZNIECZULANIE sie na matke przejelo mnie jakas
              odraza.A moze tylko myslisz o "nieslyszeniu " jej niektorych narzekan,
              wzglednie o zamianie ich na zarty?
              • Gość: Sławek Re: Renka IP: 172.16.3.* 09.01.02, 14:06
                1. Nie miotam się. Na razie wiem co mam robić i już wiem co jest ważne.
                2. Matka stępuje ale żeby przywrócić nasze stosunki do normalności trzeba jej
                dobrej woli i 20 lat czasu. Nie ma ani jednego ani drugiego. Mama nie rozumie
                problemu.
                3. Ona ma prawo żądać opieki a ja mam obowiązek jej udzielić. I tak będzie ale
                nie na jej chorych warukach. Niestety opieka duchowa w jej mniemaniu to
                cakowita uległośc i podległość jej. No way !!
                4. Znieczulenie to nie reagowanie na emocjonalny szantaż. Nie da się wygrać
                fair z kimś kto gra nie fair. A gra idzie o resztę mojego życia.
                5. Nic z tych rzeczy nie da się obrócić w żart.

                pozdrawiam
              • Gość: onnanohi Re: Slawek IP: *.devs.futuro.pl 09.01.02, 19:59
                Renka.l Ty i Twoje wyroki.
                Na Ciebie nie ma słów. Trzeba tylko machnąć ręką.

                Mrówka.
                Wyprowadź się, musisz się znieczulić, to pewne. NIC nie jesteśmy winni
                Rodzicom. Szacunek i opieka nad Rodzicami powinny być naturalną potrzebą, czyli
                wynikiem całego z Nimi życia. Nie jest tak, że Matka, bo mnie urodziła i
                wychowała, a potem szantażowała emocjonalnie itd. itp. może czegokolwiek ode
                mnie wymagać. To Twoje życie Mrówka. Masz prawo do szczęścia.

                Nie zapomnę, jak moja Mama zachowywała się po tym, jak Ojciec przestał pić.
                Bardzo się z Nim zaprzyjaźniłam, a ona bez przerwy miała o to pretensje. Że jak
                to - Ona CAŁE ŻYCIE (17 lat) chroniła mnie przed Nim, dbała o dom, itd., a ja
                teraz Jemu poświęcam więcej czasu. No, k ****, czy to MOJA WINA, że związała
                się z alkoholikiemj i spieprzyła sobie pół życia. Nie CHRONIŁA mnie całe życie,
                ale mi też je spiprzyła swoją uległością i w ogóle byciem z Nim.

                Zdenerwowałam się.

                Do dziś walczę z Matką - z Ojcem mam fantastyczne układy, pełne porozumienie. A
                moją Mamę kocham, ale nie oznacza to, że bez względu na to, co od niej usłyszę
                mam być miła, kłaść uszy po sobie i nie dyskutować (nie zapomnę tego określenia
                z dzieciństwa: gdy miałam inne niż ona zdanie, chciłam czegoś innego
                słyszałam:"Nie dyskutuj"). "Wyprowadźcie się z tego mieszkania, a czemu nie
                pójdziecie na spacer, zadzwoń do Cioci Ziuty, bo ma urodziny. Nie znoszę tego i
                zawsze ucinam taką rozmowę, mówię, że to moje / nasze życie i nie powinno ją
                zupełnie obchodzić, jak je przeżyjemy.

                Chaotycznie, rada moja - ZNIECZULIĆ SIĘ NA MATKĘ. Ratować siebie.
                • Gość: Mrówka Kochani! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 09.01.02, 21:34
                  Dzięki jeszcze raz. Wasze listy utwierdzają mnie, że jednak nie będę wyrodną
                  córką, jeśli się wyprowadzę. Mam zamiar to uczynić, może uda sie to w tym roku;-
                  )))Baaardzo się cieszę.
                  Renka - jesteśmy w dwóch różnych bajkach. Za wszelką cenę chcesz mnie
                  przekonać, że wina leży jednak po mojej stronie. Bagatelizujesz całą sytuację
                  mówiąc, że to brak witamin??? Chciałabym żeby tak było. Renka - to depresja i
                  to bardzo ciężka.
                  Mama jest osobą, która nie będzie szukała pomocy - wiem to. Jest lekarzem i
                  myśli, że sama może się uleczyć. Znieczulenie to jedyna droga bym mogła ratować
                  siebie. Robię to od mniej więcej dwóch lat, ale okupione to jest wyrzutami
                  sumienia. Matka mówi mi, że nie może się doczekać, aż się wyniosę, wtedy będzie
                  mogła NORMALNIE żyć.
                  Dzięki wszystkim za poradę. Pozdrawiam.
                  • Gość: Renka Re: Kochani!(mrowka) IP: *.home.cgocable.net 10.01.02, 06:14
                    A wiesz, Mrowko, nie przyszlo mi wczesniej do glowy, ze wina (za co, chorobe
                    matki?)jest MOZE po twojej stronie, ale teraz po tym poscie , po tym jak
                    powiedzialas, ze matka nie moze sie doczekac...itd zrozumialam, ze ty sie
                    boisz zycia. Bo matka wierzy , ze da sobie rade !Matka to taki excuse dla
                    twojego odejscia.No tak , oczywiscie, ja jestem za twoim odejsciem , jezeli TAk
                    sie sprawy maja.Kiedys trzeba wydoroslec.
                    • Gość: soso Mrowko, IP: 195.41.66.* 10.01.02, 07:16
                      Poruszajace, to prawda.

                      Jednak patrze na to mniej emocjonalnie, moze dlatego, ze poprzez takze wlasne
                      doswiadczenie. Jestes wyraznie na zakrecie zyciowym i juz dojrzalas do zmiany
                      swego zycia. To widac bardzo wyraznie choc jeszcze ostatnie nitki lacza cie z
                      tym, co dotychczasowe. Nie sadze Twojej matki tak jak i Ciebie. I nie warto
                      wdawac sie w oceny. Po prostu jest jak jest. Zachowania calkiem naturalne i nie
                      wymagajace leczenia. Czy racjonalne? To inna sprawa.

                      To co naprawde chce napisac to cos innego. Twoja mama prawdowpodobnie tak dlugo
                      bedzie stala na swych pozycjach moralnego szantazu jak dlugo bedzie szansa na
                      utrzymanie tego ukladu, ktory jest teraz - mieszkanie razem. Kiedy juz wezmiesz
                      zycie w Swoje rece sytuacja sie zmieni. Jak juz nie bedzie widokow na dalsze
                      mieszkanie z ukochana corka to bedzie czas na przemyslenie nowej sytuacji i
                      dopasowanie sie do nowego. Czy naprawde wierzysz, ze odrzuci np. Twoje dzieci?!
                      Ja nie wierze. Dziecko trzeba zobaczyc, dotknac, uswiadomic sobie jego
                      istnienie, wiezy krwi, cala otoczke - no i wtedy, pomysl, czy babcia jest w
                      stanie je odrzucic? Mysle, ze wbrew gromkim zapowiedziom bedzie dobrze i
                      paradoksalnie wasze stosunki sie poprawia i ozdrowieja. Moze nie od razu, moze
                      wymagac to bedzie czasu i okazania wzajemnych uczuc, potwieredzenia ich ale
                      bedzie dobrze. Tak zwykle sie zdarza.


                      Pozdrawiam bardzo serdecznie i moze zabrzmi to cokolwiek twardo ale prawdziwe
                      problemy zyciowe moze jeszcze przed Toba. Kiedys spojrzysz na Swoj obecny
                      problem inaczej i nie znajdziesz go tak dramatycznym jak to sie dzisiaj wydaje.

                      soso
Inne wątki na temat:
Pełna wersja