facet który nie walczy o kobiete POMOCY!!!!

26.05.08, 20:08
Proszę was o radę bo opadają mi ręce.Jestem ze swoim chłopakiem od 3
lat rok mieszkamy razem.Jesteśmy obydwoje przed 30.Problem jest w
tym,że ja bardzo chce ślubu a on niekoniecznie i zero jest rozmow z
jego strony na ten temat.Rodzina nas molestuje a ja mam dosc
robienia dobrej miny do zlej gry.Nie obchodzi mnie co mysla inni
tylko tego co ja chce a bardzo chcialabym z nim stworzyc rodzine on
o tym wie doskonale i nic z tym nie robi.Któregoś pięknego dnia
poprostu w manifescie sie wyprowadziłąm mówiąc że to nie ma sensu i
wpędza mnie w lata a obudzi sie z ręką w nocniku..a ja nie mam
zamiaru czekać do 40 tki!Minal tydzien i zero odzewu z jego
strony,jest wielce obrazony ze sie wyprowadzilam.Zawsze twierdzilam
ze jesli facet kocha kobiete to o nia walczy a tu jest jakas
paranoja.Podobno bardzo mnie kocha ale przestalam juz w to
wierzyc.Pomozcie
zalamana:(
    • pani.misiowa Re: facet który nie walczy o kobiete POMOCY!!!! 26.05.08, 22:22
      No i jak Ty to sobie wyobrazasz? Ze on przyjdzie z bukietem i
      piescionkiem zareczynowym na kolanach i bedzie Cie blagał, zebys
      wrocila?
      Skoro nie chce się chłopak zenic, takimi metodami go nie zmusisz.
      Sama sobie teraz zrobiłaś kuku, bo cieżko Ci będzie z honorem
      wprowadzić się na nowo.
      Może i kochający facet walczy o kobietę, ale kochająca kobieta nie
      wycina takich numerów.
      • shachar Re: facet który nie walczy o kobiete POMOCY!!!! 26.05.08, 22:37
        bo nie jestes dobra partia, tak mi teraz przyszlo do glowy
        gdyby twoj ojciec mial jakies incentives do zaoferowania, sprawy
        mialyby sie zgola inaczej i mezow mialabys siedmiu do tej pory.
    • akwarysta84 Re: facet który nie walczy o kobiete POMOCY!!!! 26.05.08, 22:42
      Zaszantażować się nie dał, łatwo z nim nie będziesz miała.
    • ignatz Re: facet który nie walczy o kobiete POMOCY!!!! 27.05.08, 09:06
      "Nie obchodzi mnie co mysla inni tylko tego co ja chce a bardzo chcialabym z nim
      stworzyc rodzine"

      A co z tym czego on chce? Do czego Ci papierek?
      • maria_antonieta Re: facet który nie walczy o kobiete POMOCY!!!! 27.05.08, 16:17

        Calkowicie zgadzam sie z przedmowca:>...Chcesz dziecko, miej
        je...Jak juz sie urodzi, zapewniam Cie, iz nie poprosi o zaden
        poswiadczajacy malzenstwo papierek..:>
      • iza38bp Re: facet który nie walczy o kobiete POMOCY!!!! 01.06.08, 18:05
        Jaki papierek? tu chodzi o zasade zadeklarowania się,od powiedzenie słow ,ze
        gotów jestem spędzic reszte zycia jako twój maz do slubu jeszcze nie tak
        szybo.Czasami wystarczy to usłyszec!A papierek wazna rzecz,zyczę Ci zebys nigdy
        nie musiała się podpierac tym papierkiem przy tym co twoje.
        • ignatz Re: facet który nie walczy o kobiete POMOCY!!!! 02.06.08, 09:08
          1. Jestem facetem.
          2. Ok, papierek wazny jest do np. dziedziczenia itp.
          3. Skoro nie wystarczą jej deklaracje czynione bez księdza, to co dadzą jej
          deklaracje czynione w kościele? Mam wrazenie że jej naciskanie na ślub to
          bardziej efekt "co rodzina powie" niż jakaś prawdziwa potrzeba.
    • blue_as_can_be rany boskie.... 27.05.08, 19:48
      ... a czego się spodziewasz w odpowiedzi na szantaż? KAŻDY normalny,
      wolny człowiek zareaguje co najmniej szokiem, albo nawet otwartym
      buntem na taką sytuację. będąc na miejscu tego faceta, starałabym
      się wykorzenić jakiekolwiek gorące uczucia dla Ciebie, gdybym je
      jeszcze miała.

      a co do małżeństwa - moim zdaniem jest to rzeczywiście instytucja i
      niebezpieczna i przestarzała (naprawdę, szczerze, także z własnego
      doświadczenia) i zupełnie mnie nie dziwi, że ludzie się z tym nie
      spieszą a wręcz potrafią się bronić rękami i nogami - niezależnie od
      uczuć, którymi obdarza się partnera.
      • shangri.la Re: ech.... 27.05.08, 19:57
        No tak, małżeństwo jest "instytucją niebezpieczną i przestarzałą" niemal tak
        samo jak szacunek dla drugiego człowieka, poczucie odpowiedzialnosci za własne
        słowa i czyny oraz godność jednostki ludzkiej i własny honor.
        Ale najniebezpieczniejsza na tym świecie jest niestety głupota.
        Do przemyślenia Blue:)
        • blue_as_can_be Re: ech.... 27.05.08, 21:02
          małżeństwo ma w definicji zobowiązanie, że do końca będziesz kochać
          partnera. z mojego doświadczenia nie da się tego odpowiedzialnie
          obiecać. tyle jeśli chodzi o poczucie odpowiedzialności.

          jeśli zaś chodzi o godność i honor - własny jak i partnera - to
          tkwienie w danym układzie TYLKO dlatego, że się to kiedyś (w dobrej
          wierze) obiecało, jest w moim odczuciu gwałtem na ludzkiej godności
          obojga partnerów.
        • jan_stereo Re: ech.... 28.05.08, 20:33
          shangri.la napisała:

          > Ale najniebezpieczniejsza na tym świecie jest niestety głupota.
          > Do przemyślenia Blue:)

          Ty, zono przykladna, sie tak nie madrz,...znalazla sie obronczyni malzenstw.
      • muerte2 Re: rany boskie.... 28.05.08, 12:46
        blue_as_can_be napisała:

        > ... a czego się spodziewasz w odpowiedzi na szantaż? KAŻDY normalny,
        > wolny człowiek zareaguje co najmniej szokiem, albo nawet otwartym
        > buntem na taką sytuację. będąc na miejscu tego faceta, starałabym
        > się wykorzenić jakiekolwiek gorące uczucia dla Ciebie, gdybym je
        > jeszcze miała.
        >
        > a co do małżeństwa - moim zdaniem jest to rzeczywiście instytucja i
        > niebezpieczna i przestarzała (naprawdę, szczerze, także z własnego
        > doświadczenia) i zupełnie mnie nie dziwi, że ludzie się z tym nie
        > spieszą a wręcz potrafią się bronić rękami i nogami - niezależnie od
        > uczuć, którymi obdarza się partnera.

        Rzadko to mówię, ale głupiaś Pani Blue jak but z lewej nogi.
        Mam nadzieję, że masz 15 lub mniej lat, bo włos się na głowie jeży, gdy czyta
        się takie niedorosłe opinie.
        Nawet nie będę uzasadniał swojej wypowiedzi, bo prawdę mówiąc nie wiedziałbym od
        czego zacząć...
        • blue_as_can_be Re: rany boskie.... 28.05.08, 18:10
          muerte2 napisał:

          > Mam nadzieję, że masz 15 lub mniej lat,

          obawiam się, że Twoje nadzieje są płonne. ale faktycznie, podobno
          młodo wyglądam.

          > bo włos się na głowie jeży, gdy czyta
          > się takie niedorosłe opinie. Nawet nie będę uzasadniał swojej
          > wypowiedzi, bo prawdę mówiąc nie wiedziałbym od czego zacząć...

          więc po co w ogóle komentujesz? ja uzasadniłam znaczną część swoich
          odczuć. "a ty jesteś gupia" jest argumentem z piaskownicy i poza
          uwolnieniem się od gwałtownych emocji niczego nie przynosi.

          o sensie lub bezsensie związków małżeńskich w warunkach
          współczasności MOŻNA racjonalnie rozmawiać i taki dyskurs ma miejsce
          mniej więcej od początku ubiegłego wieku - w literaturze, sztuce,
          filozofii i w realnym życiu. nie podejmować takiej rozmowy to tyle,
          co odmawiać konfrontacji z jawnym kryzysem tej instytucji, udawać,
          że słonie nie istnieją...

          natomiast jeśli uważasz, że wymuszanie na partnerze kluczowych
          życiowych decyzji drogą szantażu jest właściwym i dojrzałym
          rozwiązaniem - no cóż, w takim razie faktycznie nie ma ŻADNEGO sensu
          rozmawiać, równie dobrze może sobie pogwarzyć śrubokręt z
          kieliszkiem porto.
          • spinline Re: Brawo blue! 28.05.08, 21:35
            Podoba mi sie twoja wypowiedz zarowna to ostatnia jak i poddanie w
            wtapliwosc wartosci malzenstwa, jako czego?

            Ale nie przekonasz swoimi madrymi wywodami wielu zwlaszcza nie na
            tym forum.
      • leda16 Re: rany boskie.... 29.05.08, 07:59
        o do małżeństwa - zupełnie mnie nie dziwi, że ludzie się z tym nie
        > spieszą a wręcz potrafią się bronić rękami i nogami - niezależnie od
        > uczuć, którymi obdarza się partnera.


        Ooo, na pewno faceci nastawieni na wykorzystywanie naiwnych kobiet bronią się przed zwarciem kontraktu małżeńskiego rękami i nogami, aż po...sądowne ustalenie ojcostwa i wysokość alimentów :))).
        A Ty wymień chociaż jedną korzyść dla kobiety z faktu życia na kocią łapę.
        Scenka z rautu biznesmenów z 6-cio cyfrowymi kontami: "Ale laska, to jego żona? Nie, k...(ochank)a" męski rechot i złośliwe uśmieszki obecnych na przyjęciu żon. Miłe i budzące powszechny szacunek prawda? No, ale skoro Tobie to nie przeszkadza, to powodzenia.
        • blue_as_can_be Re: rany boskie.... 29.05.08, 10:41
          leda16 napisała:

          > A Ty wymień chociaż jedną korzyść dla kobiety z faktu życia na
          kocią łapę.

          jesteś wolnym, niezależnym człowiekiem, żyjesz po swojemu, czujesz
          się w pełni uczciwie w stosunku do siebie i partnera, wiesz, że
          partner jest z Tobą ponieważ naprawdę tego chce, a nie dlatego, że
          zawarł z Tobą kontrakt. mało? dla mnie to ważne rzeczy.

          > Scenka z rautu biznesmenów z 6-cio cyfrowymi kontami: "Ale laska,
          to jego żona?
          > Nie, k...(ochank)a" męski rechot i złośliwe uśmieszki obecnych na
          przyjęciu żo
          > n. Miłe i budzące powszechny szacunek prawda? No, ale skoro Tobie
          to nie przesz
          > kadza, to powodzenia.

          a co to ma w ogóle do rzeczy??? sugerujesz, że małżeństwo impregnuje
          przed seksistowskimi stereotypami czy co?
          • iza38bp Re: rany boskie.... 01.06.08, 18:12
            Nie wiedziałam ,ze małzenstwo pęta,nie jest sie wolnym,co zamyka zona na
            klucz,to oczywiscie zart,mieszkasz z kims,nawet jesli cos sie stanie mojemu
            facetowi to ja nie mam nic do gadania,nie wpuszcza mnie na OIM,jestem obca,nie
            mam prawa zadecydowac o niczym,nawet jesli umrze,moze zechce wykupic sobie
            miejsce razem z nim,co to kogo obchodzi,np,jego rodzinę,przeciez kochał mnie i
            ja go kocham,moze juz nie chce nikogo innego,moze mieszkanie było jego i teraz
            won.Drastyczne przykłady ale prawdziwe.
    • jacek322 Re: facet który nie walczy o kobiete POMOCY!!!! 27.05.08, 20:27
      Jesli facet kocha kobiete, a jej zalezy na slubie i otwarcie to
      deklaruje, to facet sie z nia zeni dla niej (aby jej sprawic
      przyjemnosc, i aby ona byla szczesliwa). A skoro sie nie chce zenic,
      to znaczy, ze ma jakies watpliwosci. Nie znaczy to ze nie kocha, ale
      ze cos mu jednak wadzi. Trzeba porozmawiac, ale nie o slubie ale o
      zwiazku, o relacji, o uczuciach. to trudne, bo facet moze nie
      wiedziec jak ci powiedziec co jest nie tak, zeby cie nie urazic.
      • nemi24 Re: facet który nie walczy o kobiete POMOCY!!!! 27.05.08, 20:59
        Jedyna fajna i sensowna wypowiedz w tym wątku.
      • pani.misiowa Re: facet który nie walczy o kobiete POMOCY!!!! 28.05.08, 18:17
        > A skoro sie nie chce zenic,
        > to znaczy, ze ma jakies watpliwosci. Nie znaczy to ze nie kocha,
        ale
        > ze cos mu jednak wadzi.

        A co jesli tym czyms jest malzenstwo samo w sobie?
      • maja_222 Re: facet który nie walczy o kobiete POMOCY!!!! 12.06.08, 11:45
        Zgadzam sie ,ale to sa b.trudne sprawy-bo cale zycie przed
        wami,dobrze jest radzic stojac z boku.Mysle ze trzeba jeszcze raz
        porozmawiac powaznie bez emocji unoszenia sie pozdrawiam zycze
        poodzenia .
    • spinline Re: W drodze do nieszczescia... 27.05.08, 22:28
      Z nikim sie nie liczysz tylko sama ze soba. jego zdanie jego
      wachania nie maja znaczenia. On jak aparat stymulujacy zapewnia ci
      spelnienie twoich potrzeb i planow. TY I tylko TY.... czyli egoizm
      do kwadratu...Wcale mnie dziwi fakt ze sie nie odzywa ja bym na
      jego miejscu z kims takim jak Ty juz dawno skonczyla.

      Poszukaj sobie kogos takiego kto bedzie chial byc twoim mezem i
      spelni twoje zadania, bo na jego wlasne pewnie zabraknie miejsca.
      Mysle ze jestem objektywna oceniajac te sytuacje z tego punktu jaki
      widze....
      • leda16 Re: W drodze do nieszczescia... 29.05.08, 07:45
        Związek dwojga ludzi polega na wzajemnym zaspokajaniu potrzeb. Z jego strony nie ma pod tym względem zadnych pretensji, więc należy wnioskować, iż od Niej dostaje to, czego potrzebuje ale bez wzajemności. A podobno kocha ...;). Potrzeba legalizacji związku jest najbardziej naturalnym, akceptowanym społecznie umocowanym w prawie każdego kraju dążeniem osoby zakochanej. Natomiast on zachowuje się jak facet, który bez kłopotów wypija piwo, więc nie ma potrzeby kupowania browaru. Jeśli - jak piszesz on rzeczywiście teraz "z Nią skończy", to znaczy że z jego strony nie ma cienia miłości, tęsknoty, przywiązania, lęku o trwałą utratę obiektu uczuć. Nie dość, że postawił tę dziewczynę w nader upokarzającej sytuacji petentki błagającej o to, co Jej się należy skoro gostek deklaruje miłość, to jeszcze wyłącznie ona ma się liczyć z jego "potrzebami" a on z Jej już nie. Uważasz, że skoro przez 3 lata dała się wykorzystywać (prała mu, gotowała, sprzątała,wkładała kasę w dom, była wierna, czekała na zrealizowanie potrzeb macierzyńskich) i wreszcie powiedziała "dość!" (bo niby na co ma czekać, aż Jej szanse na rynku matrymonialnym i biologicznym spadną do 15%?) facet bez skrupułów powinien "z nią skończyć" i szukać korzyści w następnym browarze? Czas zawsze pracuje na niekorzyść kobiety, mężczyzna choćby z przyczyn biologicznych bardzo długo może sobie pozwolić na egoistyczne wygodnictwo zwłaszcza, gdy nie kocha... Jej zachowania nie odbieram jako "szantaż", tylko test na jego zaangażowanie uczuciowe, uczciwość i prawdomówność. Jeżeli już po tygodniu nie zatęskni za obiektem swoich deklarowanych uczuć, nie okaże troski, niepokoju, obaw o Jej utratę to znaczy, że tyle mu na Niej zależało, co psu na piątej nodze. Szybko zastąpi jedną bezpłatną służącą drugą zgodnie z tym, co Ty byś "na jego miejscu zrobiła" (no, ale ty Jej przecież nie kochasz :)) ). Jeżeli tak postąpi, to uważam, iż lepsza dla Niej będzie świadomość, że była tylko przez trzy lata traktowana instrumentalnie, nie kochana lecz wykorzystywana, niż miałaby się w tym fakcie zorientować będąc już obarczona dwójką malutkich dzieci.
        • spinline Re: najbardziej naturalna potrzeba:=))) 29.05.08, 08:35
          Inaczej się nazywa. I nie jest nią napewno małżeństwo. O czym
          świadczy przeogromna liczba nieszczęśliwych małzeństw i rozwodów.

          Ktoś kto nie liczy się z drugą stroną i nie umie się w nią
          wsłuchać jest na linii z przegraną na samym początku.
          Jeżeli jak piszesz panu chodzi o służacą:
          Szybko
          > zastąpi jedną bezpłatną służącą drugą zgodnie z tym, co Ty
          byś "na jego

          >..........

          To tym bardziej nie jest to partia dobra dla współczesnej kobiety,
          kiedy to po ślubie staje się podwójnie pracująca służącą.Bez prawa
          do własnej odrębności.
          • leda16 Re: najbardziej naturalna potrzeba:=))) 29.05.08, 21:19
            spinline napisała:

            >
            >
            > Ktoś kto nie liczy się z drugą stroną i nie umie się w nią
            > wsłuchać jest na linii z przegraną na samym początku.


            Napisałam wyraźnie - on nie liczy się z Jej potrzebami. Jednak najsmutniejsze jest to, że przegraną czuje się Ona.

            >
            >
            > To tym bardziej nie jest to partia dobra dla współczesnej kobiety,
            > kiedy to po ślubie staje się podwójnie pracująca służącą. Bez prawa
            > do własnej odrębności.


            Jeżeli kobieta już za panny jest dla niego obiektem wygodnej eksploatacji, nigdy nie weźmie z nią ślubu. Ożeni się z taką, która stawia mu warunki i egzekwuje je, bo tylko takie kobiety mężczyzna szanuje.
            W każdym razie dziewczyny szukające męża powinny sobie raz na zawsze przyswoić dwie podstawowe prawdy o mężczyznach:
            I jeżeli mężczyzna sypia lub mieszka z kobietą, to wcale nie znaczy, że
            a) ją kocha
            b) myśli o przyszłości bądź ślubie właśnie z nią
            II. jeśli mężczyzna mówi, że kocha, to NIE MUSI to być prawdą.


            • spinline Re: najbardziej naturalna potrzeba:=))) 29.05.08, 21:58
              A jakie leda 16, sa twoje preferencje w małżeństwie,ze zapytam?
              Męzatka, rozwódka, panienka? Masz choć odrobinę doświadczenia z
              meżczynami?
              W ogole znasz ludzi, jak ty patrzysz na ludzi i jak ich widzisz?

              Bo jak czytuję ciebie to coraz bardziej jestem przekonana,ze twoja
              wiedza o ludziach ludzkich reakcjach jest gdzieś na poziomie
              katechezy w szkółce niedzielnej przy kościele.
              To nie to aby cie obrazić ale taka jest moja refleksja w teamcie.


              Dla wsółczesnej kobiety małzeństwo nie jest zadną atrakcją, do tego
              stopnia,ze kobiety w wielu krajach zachodu tracą ekonomicznie
              bardziej jako męzate niż jako stanu wolnego. Są gorzej wynagradzane
              przez pracodawców.
              • leda16 Re: najbardziej naturalna potrzeba:=))) 29.05.08, 22:30
                Jestem legalistką, nie satysfakcjonuje mnie życie na kocią łapę i samotne wychowywanie dzieci, bo jak większość kobiet mam silnie rozwiniętą potrzebę współżycia w rodzinie lub jak wolisz - w małżeństwie. Zaś co do mężczyzn uważam, iż jeżeli w związku jest znaczna przewaga brania nad dawaniem na korzyść jednej ze stron, to taki zwiazek nie ma przyszłości.
                • pani.misiowa Re: najbardziej naturalna potrzeba:=))) 30.05.08, 13:04
                  Jestem kobieta, ale nie rozumiem dlaczego większość kobiet uważa, że
                  rodzina= małżenstwo.
                  Rodzina to cos wiecej niz malzenstwo, rodzina to wiezy krwi.
                  Jesli zyjesz na kocia lape, to nie oznacza to ze bedziesz samotnie
                  wychowywac dzieci. Małzenstwo takze Ci tego nie gwarantuje.
                  Widziałam juz wiele kobiet mezatek, ktore same wychowują dzieci, bo
                  maz i ojciec sie nie interesuje nimi.
                  • leda16 Re: najbardziej naturalna potrzeba:=))) 30.05.08, 22:54
                    Oczywiście, małżeństwo nie jest rodziną. Staje się nią wówczas, gdy u-rodzi się im dziecko. Naturalnie nikt mi nie zagwarantuje, że będę do końca życia zamężna, bogata i szczęśliwa :). Jednak tzw. wolny związek nie podlega ochronie prawa i do niczego nie zobowiązuje, nawet do wierności tak, jak nie podpisana umowa. Gdy kochanka mówi o zobowiązaniach, facet wybucha śmiechem, gdy mówi to żona, facet musi się liczyć z konsekwencjami zerwania umowy. Prawdopodobnie nie zgodziłabyś się świadczyć pracodawcy swoich usług bez kontraktu cywilno-prawnego zwanego umową o pracę. Więc niby dlaczego ja miałabym świadczyć obcemu w końcu gostkowi szeroki wachlarz usług w sferze seksualnej, ekonomicznej, biologicznej, bez obowiązującej w każdym społeczeństwie umowy zwanej kontraktem małżeńskim, licząc na jego uczciwość? Kobiecie, która np. jest niewinna rozkładu małżeństwa np. z tytułu zdrady, jeśli porzuci ją mąż i przez to jej sytuacja finansowa się pogorszy (a pogorszy się na pewno jeśli ma małe dzieci), przysługują alimenty, jego cały, często niebagatelny dorobek życiowy w przypadku śmierci, dziedziczony na równi z dziećmi. Nawet ze swojego mieszkania nie może jej wyrzucić. W Niemczech porzucona żona dostaje połowę mężowskich składek emerytalnych, jeśli w czasie małżeństwa zawodowo nie pracowała (podobny przepis ma być wprowadzony w Polsce). Kochanka dostaje kopa w d...ę z jego mieszkania, laduje na bruku i nie ma prawa do niczego. Nawet do sprzętów zakupionych za swoje pieniądze, jeżeli rachunki są na niego. Naturalnie, każda kobieta ma takie poglądy, jakie JEJ dają korzyści. Uważasz za korzystny dla siebie wolny związek, to sobie w nim tkwij. Mnie pasuje co innego.
                    • pani.misiowa Re: najbardziej naturalna potrzeba:=))) 31.05.08, 12:33
                      > Staje się nią wówczas, gdy u-rodzi się
                      > im dziecko.

                      I o tym właśnie mówię- dziecko i więzy krwi wiążą ludzi trwalej niż
                      papierek w urzędzie.

                      > Więc niby dlaczego ja miałabym świadczyć obcemu w końcu gos
                      > tkowi szeroki wachlarz usług w sferze seksualnej, ekonomicznej,
                      biologicznej

                      Wiesz, jeśli 'świadczysz' takie usługi obcym ludziom, to już Twoja
                      sprawa, ja rezerwuje je wyłącznie dla ukochanego.

                      > Kobiecie, która np. jest niewinna rozkładu małżeństwa n
                      > p. z tytułu zdrady, jeśli porzuci ją mąż

                      Mojej koleżance się coś takiego przytrafiło. I wiesz co powiedział w
                      sądzie jej mąż- że ona mu seksu odmawiała! I jak udowodnisz, że
                      kłamał?

                      > Uważasz za korzystny dla siebie wolny związek, to sobie w nim
                      tkwij.
                      > Mnie pasuje co innego.

                      O tym właśnie mowa- każdemu pasuje coś innego. Ja akurat wkrótce
                      wychodzę za mąż, ale uważam, że nie każdy musi zawierać związki
                      małżeńskie.

                      • leda16 Re: najbardziej naturalna potrzeba:=))) 31.05.08, 21:36
                        Ja akurat wkrótce
                        > wychodzę za mąż


                        Gratulacje!
                        • pani.misiowa Re: najbardziej naturalna potrzeba:=))) 01.06.08, 13:12
                          To się okaże za kilkanaście lat, czy było czego gratulować :D:D
                          U wielu par zmienia się na gorsze po ślubie, więc nie chcę
                          zapeszać :)
                          Ale i tak dzięki.
            • pani.misiowa Re: najbardziej naturalna potrzeba:=))) 30.05.08, 13:14
              > Jeżeli kobieta już za panny jest dla niego obiektem wygodnej
              eksploatacji, nigd
              > y nie weźmie z nią ślubu. Ożeni się z taką, która stawia mu
              warunki i egzekwuje
              > je, bo tylko takie kobiety mężczyzna szanuje.

              Zgadzam sie w 100%. Jesli kobieta sama siebie nie szanuje i nie ma
              wymagan, to trudno by ją i jej wymagania szanował mężczyzna.
        • pani.misiowa Re: W drodze do nieszczescia... 30.05.08, 13:12
          > Nie dość, że postawił tę dziewczynę w nader upokarzającej s
          > ytuacji petentki błagającej o to, co Jej się należy skoro gostek
          deklaruje miłość,

          Moim zdaniem to ona sama się postawiła w takiej sytuacji.

          > Uważasz, że skoro przez 3 lata dała się wykorzystywać (prała mu,
          gotowała,
          > sprzątała,wkładała kasę w dom, była wierna, czekała na
          zrealizowanie potrzeb ma
          > cierzyńskich) i wreszcie powiedziała "dość!"

          Ale czyja to wina, ze ona sie dała wykorzystywac? Ja uwazam, ze
          obowiazki trzeba dzielic po rowno i wtedy nikt nie ma poczucia, ze
          został wykorzystany.
    • anaisanais Re: facet który nie walczy o kobiete POMOCY!!!! 28.05.08, 14:03
      Odrzuc dume i pojdz porozmawiaj z nim o was, o tym jak on i ty widzi
      przyszlosc tego zwiazku. Czy dla niego przeszkoda do ozenku jest np.
      niechec do samego stanu malzenskiego czy tez nie chce tak naprawde
      zwiazku z toba, nie czuje ze moze spedzic z toba reszte zycia.
      Posluchaj tego co powie i zdecyduj czy takiego meza bys chciala.
      • mruff Re: facet który nie walczy o kobiete POMOCY!!!! 28.05.08, 14:33
        Moja koleżanka z akademika naciskała na ślub
        ona 24 lata, on 23
        On używał argumentów"bo nie stać nas na własne M więc zaczekajmy ze
        ślubem"
        no to tatuś panny fundnął M
        a on nadal mówił,że nie gotowy ale kocha
        Naciskała
        oświadczył jej się pod presją mając nadzieję,że to ją wyciszy
        ależ skąd
        chciała kolejnych faktów czyli ślubu
        Doszło do kraksy na tym tle, rozeszli się na pół roku
        po pół roku stanął o 2 w nocy w jej drzwiach
        ona już nie naciskała
        on już nie bał się
        wspólnie wyznaczyli termin ślubu za rok i lada moment pobierają się

        • mruff Re: facet który nie walczy o kobiete POMOCY!!!! 28.05.08, 14:37
          w bardzo wielu przypadkach faceci żenią się dla kobiety
          bo ONA tego chce

          macie teraz próbę sił
          kto przyjdzie pierwszy

          poczekaj jeszcze trochę
          wycisz emocje

          mało kobiet przyznaje się,że to one chciały ślubu i facet zrobił to
          dla nich
    • jan_stereo Re: facet który nie walczy o kobiete POMOCY!!!! 28.05.08, 20:36
      skoro zalezy Ci tylko na samym malzenstwie to daj anons w jakims biurze matrymonialnym, ktos tam sie pewnikiem zglosi(w bazie danych pewnie cala masa desperatow)i bedziesz miala 'spokoj' przed 40-ka...
    • shangri.la Re: Motto dla morderców;) 29.05.08, 08:47
      "Największą zbrodnią na świecie jest zabić miłość"
    • idrazyk Re: facet który nie walczy o kobiete POMOCY!!!! 29.05.08, 09:12
      Dziewczyny nie płaczą!Jeśli Ci zależy nie czekaj na Jego ruch-wykonaj
      własny.Twoja propozycja-miłość i przyjaźń z dużej M i P.To działa!
    • grenzik Re: facet który nie walczy o kobiete POMOCY!!!! 30.05.08, 20:00
      I jeszcze raz napiszę. To co zrobiłaś to zwykł szantaż. A poza tym, dlaczego
      twoje zdanie jest najważniejsze ?
      • leda16 Re: facet który nie walczy o kobiete POMOCY!!!! 31.05.08, 21:55
        Pewnie jesteś "grenzik" panienką i założę się, że długo nia pozostaniesz, skoro wymaganie od faceta szacunku dla siebie uważasz za szantaż :). Nie rozumiesz też semantyki tego pojecia. Szantaż jest to zmuszanie kogoś, żeby działał na swoja szkodę. Nie jest szantażem dbanie o własne interesy, czyli w tym wypadku zwrócenie chłopakowi wolności. Skoro są razem 3 lata i gostek nie chce Jej poslubić, to widocznie uważa ślub za działanie na swoją szkodę. Więc dziewczyna słusznie zrobiła zrywając związek bez przyszłości.
        Ty byś zapewne dalej tkwiła w takim związku,leżała przed nim jak wycieraczka, dopóki by się facet całkowicie Tobą nie znudził, dając Ci to do zrozumienia potężnym kopniakiem w tylną część osobowości. Napisz nam wtedy jak się poczułaś żałosna frajerko I nie zapomnij, że sama się o takie traktowanie prosiłaś.
        Jeżeli rzeczywiście facet jest w autorce wątku zakochany, to oprzytomnieje. Jeśli nie, to tylko marnowałby Jej czas przez kolejnych 5 albo 10 lat. A wynik byłby taki sam. Tak więc Ona nie straci.
        • grenzik Re: facet który nie walczy o kobiete POMOCY!!!! 02.06.08, 13:22
          leda16 - uwagę na temat szantażu traktuję jak czepianie się słówek, ale ok, masz
          rację. natomiast nie mogę zrozumieć, dlaczego autorka wątku tak potrzebuje tego
          ślubu. skoro się kochają i chcą być ze sobą, to dlaczego taka ważna ma być ta
          formalność. myślę, że facetowi jest bardzo przykro, że przez odmowę
          sformalizowania związku, cały związek ma wziąć w łeb. a poza tym szanowny
          forumowiczu/forumowiczko (?) pierwszy raz ktoś mnie tu wziął za kobietę i to
          jeszcze "żałosną frajerkę" co niezmiernie mnie bawi.
          • leda16 Re: facet który nie walczy o kobiete POMOCY!!!! 03.06.08, 07:37
            grenzik napisał:

            > nie mogę zrozumieć, dlaczego autorka wątku tak potrzebuje tego
            > ślubu. skoro się kochają i chcą być ze sobą, to dlaczego taka ważna ma być ta
            > formalność.


            Typowo męski (egoistyczno-infantylny) punkt widzenia - do niczego nie zobowiązujące rypanko i czekanie, aż trafi się coś lepszego :))). Czy każdą kobietę, którą upolujesz, bierzesz za idiotkę, której jedynym marzeniem jest służenie Twojej egoistycznej wolności od odpowiedzialności za rodzinę?! Ciekawe, dlaczego np. umowy kupna-sprzedaży domu nie traktujesz jako "formalność"? Chcę tu mieszkać, kupujący chce nasze pieniądze, więc po co podpisywanie umowy u notariusza, zmiana w księdze wieczystej, rejestracja w urz. finansowym, itp. Żyjemy chłopczyku w społeczeństwie, nie w buszu. Tutaj obowiązuje mnóstwo zasad moralnych,prawnych, religijnych, tradycji i zwyczajów, których należy przestrzegać dla swojego własnego dobra. Absolutna wolność nie istnieje. Możesz być "wolny" jedynie wobec kobiety, którą ileś tam lat życia i jej marzenia o założeniu rodziny WYKORZYSTYWAŁEŚ w związku na kocią łapę. Bo wobec poślubionej w USC lub Kosciele żony już "wolny" nie jesteś i wiesz o tym doskonale ;). Bajerem o "miłości" można traktować darmową prostytutkę a nie kobietę, którą kochasz i szanujesz. Zaś kobieta, która traktuje małżeństwo poważnie powinna się wstrzymać z zamieszkaniem z mężczyzną do czasu, aż będzie miała pierścionek zaręczynowy i wyznaczoną datę ślubu.


            myślę, że facetowi jest bardzo przykro, że przez odmowę
            > sformalizowania związku, cały związek ma wziąć w łeb.


            A zapewne. Dotychczas ona się starała, a on z uciechą patrzył, do jakich granic skłonna jest się posunąć. Radośnie rzucał sobie piłeczkę tylko po to, aby sprawdzić, jak ona szybko przyniesie mu ją w zębach i jak wysoko będzie skakać. Zamiast "aport" wołał - "kocham" :). Wreszcie potulna suczka odmówiła służenia panu na dwóch łapkach, więc się... obraził.


            a poza tym szanowny
            > forumowiczu/forumowiczko (?) pierwszy raz ktoś mnie tu wziął za kobietę i to
            > jeszcze "żałosną frajerkę" co niezmiernie mnie bawi.


            Tak to bywa, jeśli ktoś obiera sobie bezpłciowy nick. O ile znasz mitologię, nie masz wątpliwości, że Leda to kobiece imię. A może - sądząc z infantylizmu Twoich poglądów - dopiero skończyłeś gimnazjum?
            • aiczka Re: facet który nie walczy o kobiete POMOCY!!!! 03.06.08, 12:38
              Odczucia osobiste:
              Uh, jestem romantyczką i patrzenie na małżeństwo jak na umowę kupna-sprzedaży
              mierzi mnie. Przy takim spojrzeniu kobieta wychodząca za mąż staje się
              "prostytutką" (wspomniana "darmowa prostytutka" to chyba oksymoron, rozumiem, że
              chodziło o kochankę), osobą, która oferuje "usługi seksualne" (fuj, nie znoszę
              tego określenia, ale jako jedyne tu pasuje) w zamian za świadczenia. A mnie się
              wydawało, że w dzisiejszych czasach ludzie mieszkają razem, bo chcą być razem i
              uciech łoża zażywają wspólnie, gdy oboje mają na nie ochotę (a nie gdy jedno ma
              ochotę a drugie "wypełnia obowiązki wynikające z umowy"). Wciąż jeszcze o ślubie
              i dzieciach trudno powiedzieć, że wynikają z równych, obopólnych pragnień, ale
              nad tym, jak mi się wydawało, pracujemy.
              Kwestia wolności jest kwestią odczuć i to, czy się jest zdecydowanym tworzyć
              trwały związek, dbać o atmsoferę w nim, być wiernym itp. nie koniecznie musi być
              związane z decyzją o ślubie lub jej brakiem.

              Z przykrością muszę napisać, że po przeczytaniu tekstu genzik można nabrać żywej
              awersji do instytucji małżeństwa i do kobiet.

              Zdecydowanie zgadzam się, że
              > kobieta, która traktuje małżeństwo poważnie powinna się wstrzymać z zamieszkaniem
              > z mężczyzną do czasu, aż będzie miała pierścionek zaręczynowy i wyznaczoną da
              > tę ślubu.
              A nawet powiedziałabym, że rozsądnie by było poczekać do ślubu. W innym
              przypadku wysyła się złudny sygnał, że chce się po prostu z wybranym mężczyzną
              być i tworzyć szczęśliwy związek a po jakimś czasie zaskakuje się go kolejnymi
              żądaniami.
              • aiczka Re: facet który nie walczy o kobiete POMOCY!!!! 03.06.08, 17:14
                > Z przykrością muszę napisać, że po przeczytaniu tekstu genzik
                Miałam na myśli leda16 - pomyliło mi się, bo patrzyłam na post z dużą ilością
                cytowań i trochę się pogubiłam w nickach. Przepraszam.
              • leda16 Re: facet który nie walczy o kobiete POMOCY!!!! 04.06.08, 21:17
                estem romantyczką i patrzenie na małżeństwo jak na umowę kupna-sprzedaży
                > mierzi mnie


                Mnie romantyzm kojarzy się raczej z infantylizmem i dekadencją. Romantyk buja w obłokach a realista trzeźwo patrzy na życie. Zresztą wystarczy prześledzić dzieje bohaterów literackich epoki romantycznej i typowe dla tych czasów postawy, żeby człowieka porwał "...śmiech pusty a potem litość i trwoga..." Jak by nie patrzeć, małżeństwo jest wymianą pewnych powiedzmy sobie - wartości i realizacją potrzeb. To, że ma ono np. ochronę prawno-społeczną, moim zdaniem wyklucza aspekt prostytucyjny ( w ogóle, skąd to porównanie?!)


                w dzisiejszych czasach ludzie mieszkają razem, bo chcą być razem


                To nie wystarczy, o czym może przekonasz się za 15 lat jak zaliczych kolejną kwaterę z kolejnym kochankiem; z każdym rokiem uboższa fizycznie, biologicznie osobowościowo i ekonomicznie. Wtedy zgłoś się tutaj i zobaczymy, co zostanie z Twojego naiwnego romantyzmu. Ja zdecydowałabym się zamieszkać z facetem tylko pod jednym warunkiem - motywy tego wspólnego zamieszkania muszą być identyczne dla nas obojga. Kalkulacje z jego lub jej strony typu - na dzisiaj to on(a) jest dobra(y) i powoli będę szukać czegoś lepszego, lub - zamieszkam z nim, to może tak go(ją) do siebie przywiążę, że poprosi mnie o rękę (wyjdzie za mnie), zawsze kończą się identycznie jak u autorki wątku. Zostaje poczucie żalu, krzywdy, oszustwa. Kobieta, z uwagi na obyczajowość, tradycję społeczną i biologię, zawsze wychodzi z takiego ryzyka, myślenia zyczeniowego i kalkulacji (zgoła odmiennej od ukrytej kalkulacji partnera), psychicznie pokaleczona. Tak więc wbrew pozorom, instytucja małżeństwa stworzona przez mężczyzn, bardziej chroni interesy kobiet.Zwłaszcza tych, które sens swojego życia i najwyższą wartość upatrują w pełnej rodzinie. Taki układ jest też optymalnym środowiskiem dla wychowania dzieci.


                W innym
                > przypadku wysyła się złudny sygnał, że chce się po prostu z wybranym mężczyzną
                > być i tworzyć szczęśliwy związek


                Jeszcze bądź uprzejma mi wyjaśnić, co rozumiesz przez to pojęcie, jakie konkrety? Wracacie po 8-miu godzinach roboty do wynajmowanego mieszkania i "tworzycie szczęśliwy związek"?

                a po jakimś czasie zaskakuje się go kolejnymi
                > żądaniami.


                Nie wyobrażam sobie, żeby dla jakiegokolwiek zakochanego mężczyzny perspektywa małżeństwa z ukochaną była niemiłym zaskoczeniem. Takie "żądanie" ZAWSZE jest dla niego zaszczytem. Chyba, że mieszka z nią dla innego celu niż miłość i chęć założenia rodziny, chyba, że ukrywa swoje prawdziwe intencje, że ich motywacje wspólnego zamieszkania są rozbieżne.
                Ty chcesz najpierw "tworzyć szczęśliwy związek" a potem wyjść za mąż? Nie rozśmieszaj mnie...

                • przeciwniczka_budzikow Re: facet który nie walczy o kobiete POMOCY!!!! 05.06.08, 11:30
                  Bardzo właściwe podejście. Pozdrawiam:-)
                  Do autorki - jeśli małżeństwo jest dla Ciebie ważne (a dla
                  szanującej się kobiety poważnie traktującej swój związek i realnie
                  patrzącej na życie powinno być, z wszystkich wymienionych przez Ledę
                  powodów) to najlepsze co możesz teraz zrobić to nic. Poczekaj po
                  prostu. Jeśli chce z Tobą być to wie co ma zrobić - wyartykułowane
                  miał jasno i wyraźnie. A jeśli tego nie zrobi to znaczy, że Cię nie
                  kocha tak jak powinien i Ty przynajmniej dowiesz się o tym teraz.
                  Wtedy zaciśnij zęby i szukaj mężczyzny, który pokocha Cię na tyle,
                  że nie będzie sobie wyobrażał życia bez Ciebie.
            • grenzik Re: facet który nie walczy o kobiete POMOCY!!!! 03.06.08, 15:34
              Szanowna Ledo16. Zdaję sobie doskonale sprawę, że obowiązuje nas przestrzeganie
              norm społecznych i rolę małżeństwa tak w społeczeństwie, jak i dla samych
              zainteresowanych doceniam. Wbrew temu co zapewne sądzisz, sam marzę nieraz o
              momencie poślubienia ukochanej kobiety. Tak, tak! Przytoczony przez ciebie
              przykład umowy kupna-sprzedaży jest dla mnie z kolei potworny. Jeśli tak nisko
              cenisz instytucję małżeństwa, to przykro. Widzisz Ledo16 - ludzie mogą mieć
              różne poglądy i ważne jest to olbrzymie spektrum wynikających z tego możliwości
              i sposobów życia. Czyni świat ciekawszym :) Dyskusja oddaliła się tu nieźle od
              konkretnego przypadku, który zasadniczo komentujemy. Zgodzę się z tobą, że
              decyzja o wspólnym zamieszkaniu powinna zaczekać, ale może nie koniecznie do
              ustalenia daty ślubu, ale po prostu do momentu, kiedy para zadeklaruje wyraźnie,
              czego od siebie oczekuje. W naszym przypadku autorka wątku pośpieszyła się chyba
              nieco ze wspólnym życiem, bo jej partner - nie wnikam w jego pobudki -
              konkretnie się nie zachowuje. Myślę, że mają po prostu kompletnie inny pogląd na
              sprawę i to załatwia ją na starcie. Jeśli jest bowiem tak jak mówisz (tzn.
              chodzi o taką "chamską" wolność służącą zaspokajaniu swego egoizmu) to i ślub
              chyba dużo by nie zmienił, a jedynie wygenerował z czasem niewiernego męża -
              chyba jeszcze większa tragedia. Cóż - nawet bardzo mocne uczucie napotkać
              potrafi przeszkody nie do pokonania.

              A teraz nieco osobiście do ciebie. Rozumiem, że temat dotyczy spraw bardzo
              emocjonujących, wszak związanych z całokształtem życia i uczuć ludzkich.
              Wpisałem tutaj to i owo dla celów DYSKUSJI ŚWIATOPOGLĄDOWEJ, nie pragnąc nic
              nikomu narzucać, ani nic nikomu zmieniać. A ty - przyznaję, że konsekwentnie
              wyrażając swoje poglądy - zwracasz się do mnie jednak w sposób co najmniej
              niegrzeczny (o ile nie obraźliwy). Ja się nie obrażam, ale powiedz mi, skąd ten
              brak kultury wypowiedzi ? A może... z gimnazjum właśnie ? ;)
    • leda16 Re: facet który nie walczy o kobiete POMOCY!!!! 31.05.08, 22:03
      Mylisz się, on walczy, tyle, że nie o Ciebie, co z Tobą. Walczy o swoją wolność. Jeśli mężczyzna kocha kobietę, to chce się żenić, żeby tego wyjątkowego cudu za jaki swoją wybrankę uważa, nie sprzątnął mu sprzed nosa ktoś inny. Wtedy oświadcza się a kobiece "tak" traktuje jak największy zaszczyt. Jeśli do trzech miesięcy nie zgłosi się z kwiatami, połóż lagę na tej znajomości.
      • iza38bp Re: facet który nie walczy o kobiete POMOCY!!!! 01.06.08, 18:01
        Zgadzam się z Toba w 100 %,sama jestem w podobnej sytuacji,z tym ,ze ja własnie
        nie mam zamiaru czekac nie wiedomo na co.Czy za rok,dwa będe
        madrzejsz,ładniejsza,ile mozna poznawac druga osobę-do emerytury.Zawsze zycie
        niesie jakies niespodziewane sytuacje,wdtedy poznajemy ta osobe w tej konkretnej
        własnie.I poza tym ,wlasnie chcę statusu zony,co jeszcze jestem nie dosc
        dobra,moze trafi sie jeszcze cos lepszego?Miłosc to takze dpowiedzialnosc za
        drugą osobe,gdybym chcial byc tylko kochanica ,niech ktos sobie przychodzi i
        odchodzi.Własnie -wygoda ze strony facetów,strach,no własnie ale przed
        czym?Dlaczego mam byc w sytacji,kupowanie wszystkiego na jakies
        rachunki,oddzielne konta,itp. I nie jestem tu gołosłowna,rozwodziłam sie juz,nie
        jestem tez szarą zahukana myszką,nie chce byc za wszelka cenę,to jest dla
        kobiety upakazajace,dobra do łozka,do garów ale do ozenku nooo...jeszcze nie
        gotowy,jeszcze nie teraz.Mieszkanie z kims iles lat i jeszcze nie wie? Czy
        gospodarna,dobra w łozku i kuchni ,itp. Ze mna jest tak ,ze z jena mógł sie
        ozenic\jest wdowcem\ale mnie musi poznac,w wieku 44 lat facet nie wie czego
        oczekuje od kobiety,kto mu odpowiada.Oplata farmazony.Tak,mozecie sobie mówic co
        tam,która chce.Nie mam zamiaru tracic czasu,nie interesuje mnie status
        konkubiny,która za jakis czas z podkulonym ogonem pójdzie precz,bo Stasio czy
        Jasio dojrzaj do małzenstwa ale nie ze mną.Jesli tak sie stanie\mam
        swiadomosc,ze moze tak byc z dwóch stron\to konsekwencje tego poniesie strona
        winna temu.
    • kryzolia Re: facet który nie walczy o kobiete POMOCY!!!! 02.06.08, 10:38
      zmuszasz go do małżeństwa to poszedł sobie....i słusznie
      • yadrall Re: facet który nie walczy o kobiete POMOCY!!!! 02.06.08, 11:09
        Ostatnio moja siostra,ktora tez mieszka od lat z facetem poszla po
        rade do mojej mamy. Jest to osoba zdecydowanie twierdzaca,ze kobieta
        traci zyjac latami z facetem na kocia lape (te argumenty o
        dziedziczeniu, alimentach,ale tez o swiadczeniu uslug malzenskich
        na "gebe"). Siostra chciala,zeby mama powiedziala jej jak to
        zrobic,zeby facet jednak sie chcial zenic. I co uslyszala,ze skoro
        tyle czasu ma watpliwosci to niech sie lepiej dalej zastanawia,bo
        milosci to w tym raczej nie ma. A siostrze poradzila,zeby sie dobrze
        zastanowila czy chce takiego goscia na meza.
        Problem w tym,ze dla wielu kobiet malzenstwo to oficjalne
        zadeklarowanie milosci i stworzenie rodziny (tak, od dnia slubu moj
        maz jest moja rodzina, pomimo,ze dzieci nie mamy),a dla faceta to
        ograniczenie wolnosci-popatrzcie ile jest dowcipow o wrednych
        zonach. I chyba tego najbardziej boja sie faceci. Jezeli jednak
        faktycznie kochaja TE kobiete to jej na tyle ufaja,ze oddaja swoja
        wolnosc (maja nadzieje,ze ona ja uszanuje) w jej rece.
        CO do opisanego przypadku-jezeli facet nie zrobi zadnego, nawet
        najmniejszego ruchu w strone pojednania to radze sobie dac spokuj-
        nawet jezeli autorka watku wroci do tego goscia nigdy nic dobrego z
        tego nie bedzie-obie strony musza umiec wyjsc z gotowosscia do
        pojednania-skoro facet tego nie potrafi to zycie z nim bedzie
        ciezkie.
        • kropisia Re: facet który nie walczy o kobiete POMOCY!!!! 02.06.08, 19:14
          Dobrze zrobiłaś, ze sie wyprowadziłaś - w końcu czasem trzeba postawic sprawy
          jasno. Jak wróci do ciebie jako narzeczony to życzę szczescia, a jak nie - o
          poświeciłaś mu juz trzy lata i wystarczy. Trzeba pogodzić sie z tym, ze nie
          będzie tego rodziny.

          Czasem lepiej wyprowadzić sie i pocierpieć niż żyć w wbrew sobie i sie
          całkowicie zatracić i zapomnieć o0 swoich pragnieniach.
          • leda16 Re: facet który nie walczy o kobiete POMOCY!!!! 03.06.08, 07:00
            Zwłaszcza, iż KAŻDY FACET myśli, że to nie problem znaleźć kobietę, którą uszczęśliwi sam fakt, że wolno go jej zadowolić. A rzeczą kobiety jest nie pozwalać sobie na związek z męzczyzną, który czeka, aż trafi mu się coś lepszego niż ona. Ten najwyraźniej tak ten "związek" ustawił.
            • brak-chmur Re: facet który nie walczy o kobiete POMOCY!!!! 03.06.08, 07:32
              Przeciętny facet jest realistą i wie doskonale , że dobrą , mądrą , atrakcyjną i
              zakochaną w nim kobietę możne szukać sobie do końca życia.
              Tylko każdy nadęty dupek myśli, że uszczęśliwianie seryjne to jego specjalnosć.
              No i psikus....:)
            • iza38bp Re: facet który nie walczy o kobiete POMOCY!!!! 06.06.08, 21:17
              Zaglądasz tu jeszcze? własnie usłyszałam od durnych ,sorry za wyrazenie
              kobiet,ze jestem swirnięta jędzą,jazgotliwą babą i jak to moge chciec zeby facet
              w wieku 44 lat wiedział czego chce.Nie dziwię się,ze mają o nas potem takie
              marne zdanie.
    • magda-magda25 nielogiczna ta dyskusja 03.06.08, 21:22
      i dziwna..dlaczego? wiec, autorka nalega na slub, on nie chce o tym
      rozmawiac,unika tematu nie podejmuje go...
      FACET NIE CHCE SLUBU
      boze, dorosli ludzie a naprawde tak trudno zrozumiec ten banalny przekaz??

      autorka zachowala sie jak histeryczka ...facet moze nawet jest zadowolony z
      takiego obrotu sprawy bo mu to rozwiazuje rece...coz, calkiem mozliwy scenariusz

      zreszta ktos juz tu zauwazyl...autorka tez zachowuje sie lekko niedorosli, wazne
      jest to co ONA CHCE... a on? powinni sie oboje zastanowic nad zwiazkiem , bo
      wyglada on na to, ze kazdy zyje swoja wizja i nie uznaje za konieczne
      konsultowac ja z partnerem:/
      • grenzik Re: nielogiczna ta dyskusja 04.06.08, 03:02
        wiesz niektórzy nagłówek forum ..... :)
Pełna wersja