Moja matka wszystko wyolbrzymia...

04.06.08, 21:45
...sluchajcie nie wiem juz jak mam sie zachowywac...mam taki
problem: moja matka po przyjsciu z pracy ciagle sie wszystkiego
czepia-glownie tego ze dla niej wszedzie jest brudno i wszedzie
widzi balagan-dzisiaj poszlo o patelnie w zlewie...i to wybuchlo
nagle-zaraz po tym jak mi opowiedziala jak to samochod potracil
jakas dziewczyne w poblizu miejsca jej pracy...ja juz wysiadam z nia
psychicznie-ona mi ubliza podczas tych klotni, wyzywa od kretynek
itp. probowalam nie reagowac na to-tylko nabawilam sie nerwicy-efekt
jest taki ze jak ja sie zdenerwuje to cala sie trzese...zaczelam jej
odpyskowywac-ulga byla ale na krotko-i tak chodzilam
zdenerwowana...wiec zaczelam ja poprostu zagluszac-jak ona narzeka
to ja zaczynam mowic razem z nia o jakis totalnych pie..ch-poki
co skutkuje ale przeciez to jest juz komiczne;/...dodam jeszcze, ze
po kazdym takim narzekaniu i robieniu mi awantur ona wraca do normy
a ja chodze roztrzesiona caly dzien...czy to juz jest znecanie sie
psychiczne z jej strony?


I darujcie sobie glupie komentarze-mi naprawde nie jest do smiechu!
    • yennyfer11 Re: Moja matka wszystko wyolbrzymia... 04.06.08, 21:47
      dodam jeszcze, ze nie byloby problemu gdybym np umyla ta patelnie i
      miala swiety spokoj....ona zawsze znajdzie cos co jej sie nie
      spodoba-mam wrazenie ze tylko szuka pretekstu zeby wyladowac swoja
      zlosc z calego dnia...
      • clarissa3 Re: Moja matka wszystko wyolbrzymia... 04.06.08, 22:15
        no i sobie odpowiedziałaś: szuka pretekstu zeby wyladowac swoja
        zlosc z calego dnia...

        Czyli nie zneca się, nie atakuje CIEBIE tylko j.w. - kup jej karnet
        na siłownię, obajmij i po kłopocie:)
        • yennyfer11 Re: Moja matka wszystko wyolbrzymia... 04.06.08, 22:26
          to samo juz jej kiedys mowilam-zeby sobie poszlam na silownie-ale
          mojej matce nigdy sie nic nie chce...ona nic w swoim zyciu nie chce
          zmieniac...

          ...tylko sie zastanawiam jak ja mam sie w takich sytuacjach
          zachowywac-nie chce tego sluchac bo im wiecej mi tego 'serwuje' tym
          bardziej ja sfrustrowana chodze-nie chce zostac...z calym
          szacunkiem...zrzeda...probowalam nawet zakladac sluchawki kiedys i
          sluchac muzyki ale zrywala mi je krzyczac ze jestem
          chamka...zamykalam drzwi to sie oburzala ze jest w swoim domu i
          drzwi beda otwarte bo ona tak mowi...poki co skutkuje gadanie rowno
          z nia-ale ile jeszcze tak dam rade robic?:(
          • clarissa3 Re: Moja matka wszystko wyolbrzymia... 04.06.08, 22:52
            KUP jej karnet na siłownię.
          • arwen8 Re: Moja matka wszystko wyolbrzymia... 05.06.08, 19:50
            yennyfer11 napisała:

            > ...tylko sie zastanawiam jak ja mam sie w takich sytuacjach
            > zachowywac

            NIEDEFENSYWNIE!

            Kiedy przeczytasz "Toksycznych rodziców" Susan Forward, to zobaczysz, jak można się nauczyć takiego reagowania. Nie tłumaczyć się, nie awanturować się, nie odwracać się bez słowa, nie gadać równolegle, nie pyskować, nie płakac, etc.
    • spinline Re: Moja matka wszystko wyolbrzymia... 04.06.08, 23:11
      oczywiscie ze to znecanie sam fakt jak ty sie czujesz po czyms
      takim.

      jedyna rada to wyprowadzic sie za wszelka cene.
      • yennyfer11 Re: Moja matka wszystko wyolbrzymia... 04.06.08, 23:34
        no wlasnie w tym problem-studiuje dziennie-nie mam mozliwosci isc do
        pracy tak w tygodniu-w weekendy coprawda juz pracuje ale to i tak by
        nie starczylo na to zeby sie utrzymac...
        ...pozatym moja siostra tak zrobila-jak tylko skonczyla 18 lat to
        sie wyprowadzila-i wiecie co zauwazylam-ze to tak naprawde nic nie
        dalo-mimo ze sie usamodzielnila materialnie to psychicznie nadal
        jest uzalezniona od matki-widuja sie czesto i czesto sobie na
        nerwach graja...
        ...chodzi mi o sposob w jaki mam sie zachowac w takich sytuacjach,
        kiedy ona zaczyna prowadzic swoj monolog (zazwyczaj nie daje mi
        dojsc do slowa i nie slucha mnie)-zeby nie bylo to chamskie,
        komiczne i zeby mamie dalo do myslenia...
        ...wogole probowalam jeszcze taki sposob-zeby o tym rozmawiac wtedy
        kiedy ma lepszy dzien-wiadomo wtedy czlowiek na spokojnie do tego
        podchodzi-odrobine to polepszylo sytuacje-ale mimo wszystko dalej
        tak sie dzieje...
        • dortis Re: Moja matka wszystko wyolbrzymia... 05.06.08, 01:18
          Matka robi sobie z tych zaczepek taki "śmietnik emocjonalny" na
          swoje własne problemy i tu wcale,jak zauważyłas, nie chodzi tylko o
          porządek czy inne drobne sprawy,ona wyrzuca,a raczej przerzuca na
          Ciebie złość,gorycz itd,które pewnie mają niewiele wspólnego z
          Tobą.Ona się chwilowo "oczyści" ze złych emocji i czuje chwilową
          ulgę,a ty regularnie wchłaniasz złe emocje,a one się kumulują.Jak to
          zrozumieć,przetrwać i przerwać pomaga uświadomić sobie
          książka "Toksyczni rodzice" Susan Forward,jeśli nie czytałaś,to
          warto,żebyś zerknęła.Trzymaj się!
          • yennyfer11 Re: Moja matka wszystko wyolbrzymia... 05.06.08, 14:37
            dortis dzieki jak nie wiem co-wlasnie czytam troche w necie o
            toksycznych rodzicach-wszystko sie zgadza...wogole mam pomysl zeby
            wydrukowac te informacje i polozyc je u mojej mamy w pokoju-moze to
            cos da jak sama poczyta o tym co robi...chodziaz znajac ja-jesli nie
            bedzie w tytule 'tragiczny wypadek-10 osob rannych' to rzuci okiem i
            odlozy ;/;/
            Naprawde ten temat mi sporo wlasnie uswiadomil-poczytam ta
            ksiazke...
            • arwen8 Re: Moja matka wszystko wyolbrzymia... 05.06.08, 15:55
              yennyfer11 napisała:

              > wogole mam pomysl zeby wydrukowac te informacje i polozyc je u
              > mojej mamy w pokoju-moze to cos da jak sama poczyta o tym co
              > robi...

              To nie o to chodzi. Chęć podsunięcia matce materiałów o toksycznych rodzicach świadczy o Twojej chęci zmienienia jej i o Twoim emocjonalnym uzależnieniu. Sęk w tym, by zmienić swoje własne reakcje i zachowanie, a nie drugą osobę.

              Książka o toksycznych rodzicach jest ważna DLA CIEBIE, pomoże Ci zmienić Twoje własne podejście do matki oraz sposób, w jaki reagujesz na jej zaczepki. Zmiana w Twoim sposobie reagowania MOŻE spowodować zmianę reakcji twojej matki, ale NIE MUSI. I z tym też należy sie liczyć.


              P.S. Sprawdź pocztę!
    • bene_gesserit Re: Moja matka wszystko wyolbrzymia... 05.06.08, 02:01
      Sprobuj pogadac z matka (moze jej zachowanie to jednak jest sprawa
      do zmiany, moze nie wie, jak cie krzywdzi). Warto w takiej rozmowie
      powstrzymac sie od ocen, a skupic na swoich uczuciach ('przykro mi
      kiedy', 'boje sie, jesli', 'czuje sie jak szmata, gdy'). Chcesz czy
      nie, to jest wasz wspolny problem i imo tylko wtedy, kiedy go tak
      jej przestawisz, moze zechce sie nim zajac. Bo jesli bedziesz ja
      oskarzac, zamnknie sie na argumenty. Czyli nie 'jestes
      beznadziejna' tylko 'nie wiem, co mozemy z tym zrobic, ale bardzo
      cie kocham i ufam, ze cos razem wymyslimy'.

      Ale jesli mama nie zechce jednak sie zmienic, to nawet jesli jej
      kupisz karnet na silownie, ona tam nie pojdzie (imo lepszy bylby tu
      rowerek stacjonarny, jesli juz). W takim przypadku sama idz na
      silownie albo na basen albo joge - nie bedziesz musiala siedziec w
      domu i sluchac mamy, a w dodatku rozladujesz swoj-jej stres.
      • yennyfer11 Re: Moja matka wszystko wyolbrzymia... 05.06.08, 14:40
        Byly juz takie rozmowy-efekt byl taki, ze zaczynala mi sie uzalac
        nad soba i czulam sie jakbym to ja byla jej matka...a ja mam dopiero
        22 lata-cale zycie przedemna-moze to jest egoistyczne-ale tez mam
        prawo troche pozyc niekoniecznie z problemami matki na karku (z
        ktorych i tak 60% jest poprostu zmyslona)-nie chce zgorzkniec przed
        30-stka...
        • bene_gesserit Re: Moja matka wszystko wyolbrzymia... 05.06.08, 16:20
          No to jedyne wyjscie to bywac w domu jak najrzadziej i jak
          najszybciej sie usamodzielnic. A mame mozesz delikatnie probowac
          namowic na terapie albo podtykac jakies sprawdzone poradniki.
    • dortis Re: Moja matka wszystko wyolbrzymia... 05.06.08, 15:38
      Mi się nie wydaje,żeby rozmowy dały jakiś rezultat,skoro matka NIE
      CHCE uznać racji innych,niż własne i ponosić odpowiedzialności za
      swoje życie i problemy,wygodniej jest jej obarczać
      otoczenie,zwłaszcza,że weszło jej to w nawyk...Tutaj obie strony
      musiały by chcieć,a skoro tak nie jest,nie warto tracić czasu i
      zdrowia na złudzenia i uszczęśliwianie kogoś na siłę,zwłaszcza ,że
      matka nie bardzo martwi się o samopoczucie i samoocenę Yennifer po
      tych "dialogach"...Lepiej zająć się ratowaniem siebie,bo
      taka "cierpiętnica" pod jednym dachem to balast dla psychiki na całe
      życie.Tutaj pomółby nie tylko inny adres,ale i dystans emocjonalny,a
      o to nie jest łatwo.Yennifer,fajnie,że chcesz przeczytać tę
      książkę,im szybciej,tym lepiej.Mi ta lektura sporo uświadomiła,a też
      mam matkę,na temat któej niejeden wątek można by założyć.Pozdrawiam!
      • dortis Re: Moja matka wszystko wyolbrzymia... 05.06.08, 16:22
        Yennifer,nie jesteś matką swojej matki i nawet nie próbuj wejść w tę
        rolę,to ona jest matką i,przynajmniej teoretycznie,dojrzałą
        kobietą,która sama powinna chcieć w inny sposób, rozwiązywać swoje
        problemy,umieć miło organizować sobie czas itd.Jeśli by
        chciała,mogłabyś jej w tym kibicować,coś zasugerować,ale skoro NIE
        CHCE,szkoda nerwów...To Ona była i jest matką,a Ty jej
        dzieckiem,które powinna była wspierać.Nie jest Twoim obowiązkiem i
        rolą znosić czyjeś fochy i "pokutować" za wszystkie problemy.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja