milyfilip
09.06.08, 14:35
Proszę o nieosądzanie mojej sytuacji. Jestem związany z dwiema
kobietami równocześnie, z K. mieszkam z M. się spotykam u niej w
mieszkaniu. Mam 37 lat, M- 35, K - 30. Zupełne przeciwieństwa, K nie
pracuje, utrzymuję ja ja, M- wykształcona, niezależna, robiąca
karierę w zawodzie, bardzo atrakcyjna rozwódka / rozwód dawno temu,
potem liczne romanse i związki). Początkowo myślałem, że zakończy
się na 1-2 spotkaniu, ale M. pociąga mnie tak bardzo, że nie umiem
się z tego wyplątać. Ma bardzo niezależną naturę, nie jest
narzucająca się, namolna, w zasadzie robi wrażenie,jakby jej nie
zależało na mnie.. Czasem nie widzimy się miesiąc, bo ona nie ma
czasu, potem znienacka wyśle mi sms-a z zaproszeniem do siebie, jest
kolacja, alkohol i sex. Po sexie, nigdy nie zatrzymuje mnie dłużej,
przy pożegnaniu jest raczej chłodna, nigdy nie spyta " kiedy
zadzwonisz?" " kiedy przyjdziesz następnym razem" itd . Ziewnie, da
buzi i do widzenia. Niedawno od kogoś dowiedziała się, że mieszkam z
K., spytała o to, na moją potakującą odpowiedź- zero reakcji, jakby
nie obeszło to jej, po czym poszliśmy do łóżka. Ostatni wieczór
przed długim służbowym wyjazdem spędziłem z nią a nie z K. O niej
myślę teraz a nie o kobiecie, z którą mieszkam. Gorzej- kobieta z
którą mieszkam zaczęła mnie drażnić, od łóżka się wymawiam.
Obawiam się jednak, że M. nie ma ochoty na prawdziwy związek, w
szafce nocnej trzyma prezerwatywy, może nie jestem jedynym:( Czy ta
kobieta się mną bawi, czy przyjęła bezpieczną pozycję w tej
rozgrywce ? jak sądzicie