trzcina.myslaca
09.06.08, 23:14
Tak sobie siedzę i myślę, dlaczego mój związek z mężem zupełnie się nie udał?
Po głębszym zastanowieniu dochodzę do wniosku, że wszystkiemu winne są geny,
dziedziczenie.
Natury się nie pokona - ona jest wszechmocna, wszechwładna.
Ja mam geny holenderskiej osadniczki, niemieckiej gospodyni domowej czy
jakiejś matki Polki. Najlepiej czuję się w domu, przy garach, wychowując
dzieci. Lubię urządzać mieszkanie, sprzątać w nim, gotować, piec, robić na
drutach, wieczorem wcześnie się kładę, rano wcześnie wstaję, umiem też szyć,
strzyc włosy, szydełkować. Przeszkadza mi kurz na meblach, nieuprasowana
koszula, przywiązuję wagę do wyglądu, stroju – schludności (!) oraz w jakiej
zasypiam pościeli.
A mój mąż.... Nic na to nie poradzi - dusza tatarska, kozacka, hajdamacka –
wolny jak taczanka na stepie. Zupełnie nie ma potrzeby budowania gniazda -
wszak Tatarzy żyli w namiotach, koczując to tu to tam. Jest waleczny, niskiego
wzrostu, ale gębę potrafi rozedrzeć że hej! Przez 15 lat małżeństwa nie mogłam
mu wytłumaczyć, po co się sprząta w domu (???!!!) Nie mógł też pojąć, po co
się maluje ściany??? Po co trzeba pralkę wziąć na raty??? Nie odróżnia koszuli
uprasowanej od wygniecionej. Lubi działać społecznie – angażuje się w jakieś
sprawy (np. fotografowanie dmuchawców) i znika z domu na całe dnie. Kładzie
się spać późno, rano zawsze zły i nieprzytomny. Do dzieci nie ma cierpliwości
– wpieniają go, irytują, jego rola kończy się z chwilą zapłodnienia (coś jak u
kukułek - zagniazdowników) za to całymi dniami może dyskutować na
internetowych forach zwłaszcza wtedy gdy w osiedlowej knajpie nie ma nikogo,
kto go z uwagą wysłucha i popodziwia.
No i jak widać jesteśmy z 2 różnych planet. Tego się nie dało zmiksować. Za
każdym razem się ROZWARSTWIA.
A po co ja to piszę? A może ku przestrodze, żeby nie mieszać ze sobą różnych
krwi. Niech Tatar bierze Tatarkę ("La kukaracza! Hej!"), a Holender
Holenderkę. Tak to wiedzę na dziś.
Dziękuję z uwagę.