mannamija
10.06.08, 17:33
Witam
Od 7 lat jestem mężatką - mamy kilkuletnie dziecko.
Od początku nasze małżeństwo się nie układało.
Wychodząc za mąż byłam bardzo zakochana, bardzo młoda (20 lat) i - z perspektywy czasu to widzę- chciałam uciec z toksycznego domu (matka egoistyczna i despotyczna, faworyzująca starszego syna, ojciec pod pantoflem, nadużywający alkoholu ale z cieniem uczuć do mnie, w rodzinie jeszcze dziadek, agresywny alkoholik- na porządku dziennym awantury i strach przed przemocą)
Okazało się, że wpadłam z deszczu pod rynnę – mąż okazał się totalnym egoistą, liczyły się tylko jego potrzeby, nie okazywał mi szacunku ani uczuć, traktował przedmiotowo, z błahego powodu potrafił mnie zwyzywać. Z czasem zaczął więcej pić – do wyzwisk doszły rękoczyny.
Myślałam, że kiedy będziemy mieć dziecko to on się zmieni. Nie zmienił się. Wszystkie obowiązki związane z dzieckiem spadły tylko na moje barki, dziecko interesowało go w minimalnym stopniu. Często miałam problem z uzyskaniem pieniędzy na podstawowe potrzeby dziecka (o pampersach mogłam zapomnieć)
Mieszkamy od początku w domu z teściami. Mąż okazał się niestety wierną kopią swojego ojca. Teść był staczającym się alkoholikiem (był, ponieważ po poważnym wypadku przestał pić), był bardzo wulgarny, agresywny, teściowa wielokrotnie była bita i w ordynarny sposób wyzywana, także gdy był trzeźwy). Generalnie mężczyźni w tej rodzinie traktują kobiety jak przedmioty do ich obsługi. Dużo by pisać…
Pracuje tylko mąż. Ja chciałam pracować, ale najpierw nie mogłam znaleźć pracy, potem urodziła się córka a potem mąż nie pozwolił mi jej nawet szukać. Nie muszę dodawać, że pieniądze trzyma on i na osobie oczywiście nie oszczędza natomiast ja muszę go prosić o nawet najdrobniejsza kwotę na rzeczy dla mnie czy dla dziecka.
W zeszłym roku podjęłam próbę odejścia od męża.
Wyjechałam z dzieckiem do rodziny kilkaset km dalej (na rodziców nie mogłam liczyć).
Mąż się chyba przestraszył, że rzeczywiście odejdę i zaczął mnie przepraszać, obiecywać że się zmieni. Postanowiłam dać mu jeszcze jedną szansę ze względu na dziecko.
Wróciłam do domu. Było lepiej tylko przez krótki czas. Kiedy poczuł się znowu pewniej wróciły dawne zwyczaje. Było gorzej niż wcześniej.
Obecnie od kilku miesięcy przebywam z dzieckiem u znajomej za granicą – pomagam jej przy dzieciach w zamian za utrzymanie i niedużą kwotę. Mąż się zgodził na wyjazd ponieważ myślał, że będę zarabiać i odkładać pieniądze (które następnie bez szemrania mu oddam, tak jak to się zdarzało wcześniej, kiedy podejmowałam prace sezonowe)
Bardzo nie chcę wracać, ale….
Niedługo po moim wyjeździe zaczął wydzwaniać, awanturować się o jakieś wydumane rzeczy (np. nie zadzwoniłam od razu).
Krzyczał na mnie, wyzywał i żądał natychmiastowego powrotu, na przemian z przepraszaniem i obiecywaniem poprawy a także grożeniem samobójstwem.
Najgorsze jednak jest to, że miesza w to wszystko swoich rodziców, których mi żal, szczególnie teściowej, z którą dobrze mi się dogadywało. Szczególnie jak wypije, to się awanturuje w domu, chodzi za nimi i każe im dzwonić do mnie, żeby mi kazali wracać, zasłania się nimi, kłamie. Teściowie mają już zszarpane nerwy.
Mówiłam mu już wielokrotnie przez telefon, że chcę się rozwieść, że go już nie kocham itp. To najpierw na mnie nawrzeszczy, wyzywa od najgorszych, a potem prosi, błaga, obiecuje że będzie super itp. Wiem, że jemu nie tyle zależy na mnie co na opinii, tzn co ludzie powiedzą (mieszkamy w małej miejscowości).
Problem też w tym, że muszę pojechać do domu. Dziecko bardzo tęskni już za domem , tatą, który obiecuje cuda, dziadkami, kolegami. Chciałabym, też zabrać moje rzeczy.
I boje się, wiem że on zrobi wszystko, żebym nie mogła wyjechać. Boję się, że może mi zrobić krzywdę, kiedy mu powiem, że nie chcę z nim być…
Proszę o pomoc.
Pozdrawiam
MM