spinline
12.06.08, 22:45
Pomysł równoległych rzeczywistości, albo wielości światów, najpierw
pojawił się w fizyce – i stąd dopiero, z obszaru ścisłej nauki
przewędrował do fantastyki, a nie na odwrót, jakby się wydawało.
Koncepcja wielości światów liczy ponad pół wieku. W 1957 roku
opublikował ją amerykański fizyk i matematyk Hugh Everett. Miał
wtedy ledwie 27 lat i błyskotliwa kariera dopiero była przed nim.
Później pracował dla amerykańskich agencji rządowych, budował
pociski dla armii, wreszcie założył firmę, oferując profesjonalne
usługi w dziedzinie zastosowań matematyki. Dorobił się na tym
dużego majątku.
Jego koncepcja wielu światów zrazu przeszła niezauważona wśród
fizyków. Może uznano ją za żart? Jego oryginalną pracę „odkurzono”
dopiero w 1970 r. Od wielu lat uważana jest za jedną z uznanych i
poważnych interpretacji mechaniki kwantowej.
Kwantowe rozdroże i warianty przyszłości
W czym problem? Otóż mechanika kwantowa określa, że kiedy coś się
dzieje w mikroświecie, np. rozpada się jądro atomu, albo elektron w
atomie przeskakuje z orbity na orbitę („z orbitala na orbital”,
powiedzieliby fizycy), to każde takie zjawisko jest określone tylko
jako prawdopodobieństwo. Jądro rozpada się z pewnym
prawdopodobieństwem. Elektron przeskakuje i wysyła energię w
postaci fotonu z pewnym prawdopodobieństwem. Każdy taki kwantowy
obiekt ma przed sobą wiele dróg „do wyboru”. Wybiera tylko jedną
drogę – i to nie zawsze tę najbardziej prawdopodobną. Co się dzieje
z pozostałymi wariantami przyszłości?
Wcześniej fizycy, zapytani, wzruszali ramionami. Hugh Everett
powiedział natomiast: te wszystkie niewykorzystane możliwości
istnieją! Istnieją gdzieś obok. Obok nas bytują nieprzebrane roje
światów, które tym się różnią od naszego, że coś w nich poszło
troszkę inaczej! Oczywiście, istnieją też światy, i jest ich
mnóstwo, które od naszego różnią się znacznie – np. na tamtejszej
Ziemi nadal żyją dinozaury.
Istniejemy w wielu kopiach
Jedyna różnica między „prawdziwym” światem, a tamtymi wirtualnymi
jest taka, że Twoja świadomość podłączona jest do tego jednego z
mnogich światów i dlatego ten świat uważasz za rzeczywisty i
jedyny. Ty sam (sama) istniejesz też w mnóstwie kopii jednocześnie.
Dlatego Everett wierzył w „kwantową nieśmiertelność” – twierdził
mianowicie, że jeśli przytrafi mu się śmierć, to tylko jednej jego
pechowej kopii, lub kilku, ale zawsze w którymś świecie pozostaną
kopie żywe.
Everett, jakby zgodnie ze swoją wiarą nie oszczędzał się,
był „łańcuchowym palaczem” (odpalał papierosa od papierosa), nie
stronił od alkoholu; zmarł dość młodo, mając 51 lat, na atak serca.
Był ateistą i życzył sobie, żeby jego prochy wysypać na śmietnik,
co uczyniła wdowa po nim.
Ciekawy byłby horoskop tego oryginała – niestety, nie znalazłem
jego godziny urodzenia. Niech nam wystarczy, że był Skorpionem.
Koncepcja wielu światów pojawiła się też w innym dziale fizyki: w
teorii przestrzeni i grawitacji. Tam przyjmuje się, że świat ma
więcej wymiarów niż znane nam „z widzenia” trzy, i w tej
wielowymiarowej super-przestrzeni różne światy leżą jeden obok
drugiego niby prześcieradła w szafie. Ale ponieważ przestrzenie
tych poszczególnych światów są powyginane, gdyż wtedy działa w nich
grawitacja, więc chyba lepszym obrazem byłby widok prześcieradeł
pomiętych i pływających w basenie. Podobno, kiedy dwie takie
membrany (albo „brany”, jak mówią fizycy) zbliżają się do siebie,
pole grawitacyjne jednej przecieka do drugiej. Hipoteza ta jest na
tyle poważna, że astronomowie szukają wśród galaktyk śladów
grawitacji pochodzącej spoza naszego kosmosu.
Dlaczego nasze plany nie wypalają
Dla nas, astrologów, wszelkie koncepcje wielości światów są bardzo
pociągające, ponieważ wyjaśniają, dlaczego nasze życie przybiera
takie dziwne obroty. Na przykład planujesz jakieś przedsięwzięcie,
a ono udaje się w połowie albo pozostaje w sferze marzeń. Spotykasz
kogoś, kto ci strasznie się podoba, ale po dwóch dniach musicie się
rozstać, na zawsze. Jedziesz w Pieniny, ale po drodze z zapałem
czytasz książkę o podróży w Himalaje, tak jakby twoim prawdziwym
przeznaczeniem było podziwiać szpiczasty szczyt Annapurny.
No właśnie... Wszystko przez to, że twoja świadomość podczepiona
jest do tego wariantu rzeczywistości – jednego z mnóstwa – w którym
przeznaczenia realizują się tylko na ćwierć gwizdka. W
tej „łupinie” rzeczywistości, do której popadłeś, nie zarabiasz
miliona, tylko odmawiają ci kredytu. Piękna dziewczyna znika za
zakrętem, zamiast (jak w innej łupinie świata) zostać twoją żoną.
Pęd do jazdy na południe doprowadza cię nad Dunajec, zamiast do
prawdziwego celu nad Ganges.
Na pociechę zostaje myśl, że są światy, w których jest gorzej.
Przypomnij sobie choroby, z których z trudem się wykaraskałeś, albo
wypadki, które nie miały miejsca, bo samochód na szosie minął cię o
włos, albo, tak samo, spadający z rusztowania młotek. Wielu twoich
kopii już nie ma, bo one nie miały tyle szczęścia.
Autor: Wojciech Wozniak
Gwaiazdy Mowia.