Dlaczego praca jest taka wazna?

24.09.03, 10:42
Kilka historii, ktos stracil prace, ktos jej nie moze znalezc, obserwuje, jak
ludzie, bez wzgledu na plec (chociaz wydaje mi sie, ze kobiety radza sobie
lepiej, co nie znaczy, ze dobrze) identyfikuja sie przez prace, przez nia
siebie jakosciuja. Na bok odchodzi honor, poczucie godnosci, zwykla
przywoitosc, by jej nie utracic godza sie bez slowa sprzeciwu na najgorsze
traktowanie, a bez niej fantastyczni wartosciowi ludzie wydaja sie sobie
nikim. Od razu uprzedzam nie jestem goloslowna, mam za soba zwolnienie, etap
poszukiwania pracy i rodzine na utrzymaniu:)
Co tym myslicie?
Pozdrawiam serdecznie
Tea
    • kvinna Co o tym myślimy? 24.09.03, 11:07
      My, kvinna, zastanawiamy się nad czymś jeszcze innym, aczkolwiek dookoła tematu
      wątku fajnej Tea_time, którą lubimy.

      Mianowicie zastanawiamy się, czy można w sformalizowanej instytucji, gdzie
      pracujemy, zachować odrobinę indywidualności, zaznaczyć ją jakoś w stroju, w
      zachowaniu. My, kvinna, myślimy, że nie przemawiamy biuralistycznym językiem,
      my, kvinna, myślimy też, że nie jesteśmy proszę przykryć uszy! biu..biurwą.

      Mamy nadzieję, że w miejscu pracy dalej jesteśmy fajnym człowiekiem.
      Nieszablonowym.
      Zastanawiamy się też nad tym, czy nasze zachowanie jest inne w pracy i inne
      poza nią..
      Jeszcze nie wyciągnęłyśmy wniosków.

      :)

      Pozdrawiam Cię dużo, mądra kobieto :)
    • alfika Re: Dlaczego praca jest taka wazna? 24.09.03, 11:28
      Jaki pan, taki kram.
      Każdy po swojemu, także w temacie pracy.

      Jedyna generalność tutaj, jaka mi do głowy przychodzi - to taka, że kazdy lubi
      być potrzebny.

      Inni lubią świadomość, że coś potrafią, czego nie potrafią inni, jeszcze inni
      lubią - z różnych względów - świadomość zdobywania pieniędzy.

      A alfika - i tu będą subiektywizmy, bo pozwolę sobie pisać o sobie, jeśli to
      komuś się nie podoba, to lojalnie ostrzegłam!

      swoją pracę uwielbia,
      się spełnia,
      się czuje potrzebna,
      się czuje dowartościowana,
      się czuje, że za mało zarabia, ale ma stałą posadę i stały dopływ gotówki i
      poczucie złudnego bezpieczeństwa,
      się czuje, że robi konkretne rzeczy i wyciąga konkretne wnioski, króre
      konkretnym ludziom pomagają, ułatwiają, rozjaśniają, uspokajają - albo
      przestraszają - i słusznie,
      się pławi w poczuciu wykorzystywania zdobytej wiedzy,
      sie moze porządzić i pomądrzyć,
      się czuje, że robi właściwe rzeczy i że to praca dla niej.
      Hej.


      Też siedziała po studiach w domu, gotowała obiadki i wściekała się, że nie po
      to się uczyła.
      • malwinamalwina Re: Dlaczego praca jest taka wazna? 24.09.03, 11:47
        jest nawet i gorzej
        lubienie/ nie lubienie to jedno - a koniecznosc posiadania minimum dochodow to
        drugie

        normalnie bez pracy=forsy sie zdycha
        materialnie
        moralnie
        z samotnosci tez

        praca daje istnienie spoleczne
        bez : nie wychodzisz (nie ma forsy), nie spotykasz ludzi, nie komunikujesz,
        unikaja cie bo sa bezradni - nie moga ci pomoc i nie znosza tego uczucia
        odciecie od realu
        dwa swiaty a ty w tym gorszym, na marginesie

        jak do tego masz rodzine (dzieci !) ktore musza sie ubierac , jesc , zyc to
        tylko w leb sobie strzelic

        widzialam efekty bezrobocia na sobie
        teraz ogladam rozklad innych - zawsze z emocja bo wiem co czuja

        trzeba ostro walczyc aby nie dac sie dolowi, nie kazdy jest dostatecznie silny
        w momencie gdy mu to na glowe spada

        M.
        PS nawiasem : w sprawie udowodnienia sobie ze ... (jestem kompetentna,
        uzyteczna, wartosciowa itd) to juz mi przeszlo :-)
        z przyjemnoscia plawilabym sie w slodkim nierobstwie (relatywnym bo mam pelno
        pomyslow) gdyby tak ktos zechcial na mnie (i mojego fryzjera :-) lozyc
        • alfika Re: Dlaczego praca jest taka wazna? 24.09.03, 12:02
          malwinamalwina napisała:

          > jest nawet i gorzej
          > lubienie/ nie lubienie to jedno - a koniecznosc posiadania minimum dochodow
          to
          > drugie


          Idzie obok siebie.
          Jak nie ma się pracy - tragedia, bo to co piszesz to naprawdę parszywa
          rzeczywistość.
          Jak już masz, a jej nie cierpisz - a widzę masę ludzi dookoła takich - to druga
          tragedia, choć inna - człowiek ma wrażenie, że się sprzedaje. To demoralizuje
          równie szybko.

          >
          > jak do tego masz rodzine (dzieci !) ktore musza sie ubierac , jesc , zyc to
          > tylko w leb sobie strzelic
          >
          > widzialam efekty bezrobocia na sobie
          > teraz ogladam rozklad innych - zawsze z emocja bo wiem co czuja
          >
          > trzeba ostro walczyc aby nie dac sie dolowi, nie kazdy jest dostatecznie
          silny
          > w momencie gdy mu to na glowe spada
          >
          > M.


          Nie każdy ma siłę, dlatego dojrzali bliscy są tu w stanie cuda zdziałać. Jak
          zona zaczyna narzekać, że on siedzi i nic nie robi... Nie mam innej odpowiedzi
          jak to, by choć spróbowała postawić się na jego miejscu.

          Rodzice też potrafią podciąc skutecznie połamane skrzydełka.

          Ja miałam szczęście, nikt nie kopał, ale świeżo po rozwodzie, świeżo po
          studiach i bez pracy, i bez grosza przy duszy - ha ha... Bardzo mi do śmiechu
          było.



          > PS nawiasem : w sprawie udowodnienia sobie ze ... (jestem kompetentna,
          > uzyteczna, wartosciowa itd) to juz mi przeszlo :-)
          > z przyjemnoscia plawilabym sie w slodkim nierobstwie (relatywnym bo mam pelno
          > pomyslow) gdyby tak ktos zechcial na mnie (i mojego fryzjera :-) lozyc

          A ja sobie nie udowadniam, ale się tym najnormalniej cieszę :)
          I daje skuteczną szansę na zużycie nadmiaru energii, wprowadzanie w czyn moich
          pomysłów też by mi to dalo, ale tu mam własnie to, czego łaknęłam jak kania
          dżdżu - to jest wprowadzenie w czyn moich oczekiwań co do sposobu na aktywność.
          Jeden z wielu - a im dłużej pracuję tym bardziej mi się to podoba.

          Dlatego sobie pieję z zachwytu - i nie po to, by kogoś drażnić - ale jeśli
          pieje była bezrobotna, to jest żywym przykładem na szansę znalezienia naprawdę
          dobrej pracy.
        • r.richelieu Re: Dlaczego praca jest taka wazna? 24.09.03, 13:59
          malwinamalwina napisała:

          > jest nawet i gorzej
          > lubienie/ nie lubienie to jedno - a koniecznosc posiadania minimum dochodow
          to
          > drugie
          >
          > normalnie bez pracy=forsy sie zdycha
          > materialnie
          > moralnie
          > z samotnosci tez
          >
          > praca daje istnienie spoleczne
          > bez : nie wychodzisz (nie ma forsy), nie spotykasz ludzi, nie komunikujesz,
          > unikaja cie bo sa bezradni - nie moga ci pomoc i nie znosza tego uczucia
          > odciecie od realu
          > dwa swiaty a ty w tym gorszym, na marginesie
          >
          > jak do tego masz rodzine (dzieci !) ktore musza sie ubierac , jesc , zyc to
          > tylko w leb sobie strzelic
          >
          > widzialam efekty bezrobocia na sobie
          > teraz ogladam rozklad innych - zawsze z emocja bo wiem co czuja
          >
          > trzeba ostro walczyc aby nie dac sie dolowi, nie kazdy jest dostatecznie
          silny
          > w momencie gdy mu to na glowe spada
          >
          > M.
          > PS nawiasem : w sprawie udowodnienia sobie ze ... (jestem kompetentna,
          > uzyteczna, wartosciowa itd) to juz mi przeszlo :-)
          > z przyjemnoscia plawilabym sie w slodkim nierobstwie (relatywnym bo mam
          pelno
          > pomyslow) gdyby tak ktos zechcial na mnie (i mojego fryzjera :-) lozyc



          no i za tak zdrowe podejście Malwinę lubię

          tyle, że słodkie nieróbstwo w końcu przestało by być słodkie, dla mnie.
          Zaczęło by mglić no i koniec końców i tak ciągnęłoby gdzieś indziej
    • sdfsfdsf Re: Dlaczego praca jest taka wazna? 24.09.03, 12:12
      sama praca czy praca oplacana? nie mam pracy gdzies od poltora roku (?) ale
      mysle ze dobrze mi to zrobilo jezeli chodzi o spojrzenie na samego siebie, na
      poczatku mialem problemy w zwiazku z poczuciem wlasnej wartosci, denerwowalo
      mnie bardzo to ze ktos za mnie placi, odczuwalem duza potrzeba rekompensaty,
      teraz sie wyluzowalem, bywam tu i owdzie i nie przeszkadza mi ze znajomi za
      mnie placa, wiem ze robia to bo cenia sobie moje towarzystwo, zajecia mi nie
      brakuje bo jestem w trakcie pisania pracy, a jakbym nie pisal to mialbym
      jeszcze kupe innych rzeczy do zrobienia, na pewno odczuwam pewne niedogodnosci
      zwiazane z poczuciem kontroli i wolnosci, ktora w jakims sensie zapewniaja
      pieniadze, ale bez przesady, mysle ze to spoleczenstwo wynioslo prace na
      piedestal jako wartosc najwyzsza, ktora okresla wartosc czlowieka, mowie tu o
      stanowiskach i pieniadzach, moze to byc uciazliwe dla ludzi przebywajacych w
      okreslonym srodowisku, rozumiem tez ludzi ktorzy maja rodziny na utrzymaniu
      albo po prostu musza zarabiac zeby zyc - to juz zupelnie inna sprawa, wymowne
      sa wyniki badan przeprowadzonych przez uniwersytet warszawski "Wyniki uzyskane
      w krajach skandynawskich i Wielkiej Brytanii świadczą, iż w porównaniu z
      pracującymi osoby bezrobotne mają znacznie niższe poczucie satysfakcji z życia.
      Tymczasem polscy bezrobotni nie różnią się w tym zakresie od osób
      zatrudnionych, wpływ bezrobocia ujawnia się tylko u ludzi pozostających ponad
      dwa lata bez pracy i polega na tym, iż za swój najszczęśliwszy w życiu okres
      uznają oni przeszłość (Klonowicz, 2001b i w druku).", nieprawda jest takze to
      ze im dluzej czlowiek pozostaje bez pracy tym trudniej mu poradzic sobie jezeli
      takowa dostanie, udowodnily to inne badania - nie chce mi sie szukac ale
      ostatnio czytalem, i tak w koncu dostane jakas prace wiec czym sie przejmowac,
      rodziny nie mam zamiaru zakladac wiec nie czuje ciezaru zobowiazan i
      odpowiedzialnosci
    • opty13 zarabianie to jedno a posiadanie zajecia to drugie 24.09.03, 12:16
      Pewnie, ze praca jako zrodlo zarobku niezbedna jest wiekszosci ludzi. Nie
      mniej jednak istotne jest samo zajecie, wypelnienie czasu. Zauwazylem jak
      szybko starzeja sie ludzie po przejsciu na emeryture. Dotyczy to zwlaszcza
      pracoholikow, ktorzy nie posiadali zadnego hobby oprocz pracy. Pracowali przez
      wiele lat. Wydaje sie, ze niektorzy dosc szybko zegnali sie z zyciem, jesli
      nie potrafili wypelnic pustki (chociazby bawiac wnuki). Kobiety jako bardziej
      pracowite ;-)) radza sobie z tym o wiele lepiej.
      • m.malone Czy wyjątki potwierdzją regułę?... 24.09.03, 12:23
        Jesli tak, Opty - to nim jestem
        Pozdrowienia
        MM
        Wnuczkę też mam, ale świat jest wciąż ciekawy...
        I mam nadzieje, że uda mi się przekroczyć średnią
        __

        Kiedy Bóg stwarzał czas, stworzył go wystarczająco dużo
        - irlandzkie (podobno)
        • opty13 Re: Czy wyjątki potwierdzją regułę?... 24.09.03, 12:36
          Ciesze sie. Ja jeszcze pracuje i "jakis czas" to potrwa. Na nude nie narzekam
          i chyb a nikt w mojej rodzinie, ale tak jak wspomnialem wczesniej poznalem
          ludzi dla ktorych praca byla wszystkim. Moze nawet niechodzilo o samo zajecie,
          ale kontakt z ludzmi byc moze. Sam nie wiem. Po przejsciu na emeryture w ciagu
          roku starzeli sie o 10 lat. Jedynym ratunkiem byla np. telewizja i nic poza
          tym. Zadnego zaangazowania poza domem, zadnych spotkan, niewielki udzial w
          pracach domowych po prostu wegetacja, a "..swiat jest wciaz ciekawy...".

          P.S. Zycze, zebys te srednia przekroczyl z gruba nawiazka.
          • m.malone Re: Czy wyjątki potwierdzją regułę?... 24.09.03, 12:42
            Dzięki "Monty"
            Mogę tylko odwzajemnić życzenia.
            A ludzie - chyba nas to ciekawi najbardziej. Bo i siebie w nich widzimy.
            Lekko narcystyczny szczęśliwy stoik
            MM

            __

            Kiedy Bóg stwarzał czas, stworzył go wystarczająco dużo
            - irlandzkie (podobno)
            • m.malone Re: Czy wyjątki potwierdzją regułę?... 26.09.03, 01:03
              I dodam jeszcze króciutko: na 33 lata pracy zawodowej miałem szczęście mieć
              taką, która mi dawała prawdziwą satysfakcję (oprócz lekkopółśrednich pieniędzy)
              miałem też czas dla rodziny, na czytanie...Dlatego ciężko i gorzko czytać jest
              mi czytać te posty. Nie z pozycji sytego. Tylko czującego, widzącego, a przede
              wszystkim bezradnego.
              Wszystkim życzę pomyślności
              MM
              __

              Kiedy Bóg stwarzał czas, stworzył go wystarczająco dużo
              - irlandzkie (podobno)
    • m.malone Sprawa techniczna 24.09.03, 12:35
      Tea,
      Nie chciałem Ci sklonować wątku.
      To nie z mojej winy, ale przeprazsam
      MM
      • tea_time Dlaczego praca jest taka wazna? 24.09.03, 17:34
        Prawde napisaliscie, dotkliwa, ze tak naprawde nie wiadomo, co zrobic,
        kiedy samemu prace sie straci i jak sie zachowac, kiedy prace straci bliski. Ja
        czas swojej pierwszej pauzy wykorzystalam podobnie jak to robi Sdf: nareszcie
        moglam zainwestowac w siebie, w swoj rozwoj intelektualny i duchowy, nareszcie
        mialam czas dla rodziny, a bylo to juz jej bardzo potrzebne. Ale ja mialam
        szczescie, poniewaz pracodawca, ktory ze mnie zrezygnowal, zabezpieczyl mnie
        finansowo i nie mialam noza na gardle, chociaz i tak bywalo chwilami ciezko.
        Psychicznie zwlaszcza. Wlasnie glownie z powodu bycia na marginesie. Poczucia
        bycia na marginesie. Nagle okazalo sie, ze nie nic mi nie mowi jakis tytul
        ksiazki, ze nie wiem, o czym jest film, ktory wchodzi do kin, ze o premierze
        nowej plyty dowiaduje sie z gazet, a tym zylam zawodowo wczesniej. Ludzie tez
        nie wiedzieli jak sie zachowac wobec mnie i moja pogodne zachowanie odbierali
        jako udawane i skrywajace dramat i depresje.
        Ale dzieki tej posusze informacji znalazlam droge do innych lektur i do innych
        dzwiekow, wreszcie do swiata, ktory uspiony we mnie zyl. Tak naprawde czas bez
        pracy zawodowej byl czasem odkryc.
        Istnieje przekonanie, ze wraz z utrata pracy po raz pierwszy traci sie poczucie
        bezpieczenstwa na zawsze. Ze w kazdej kolejnej pracy drzy sie z obawy o jej
        utrate. U mnie, ze mna chyba jest troche inaczej. Ale moze tez dlatego, ze
        zrozumialam m.in. ze nie praca stanowi o mojej wartosci ( itd, co mowilam
        wczesniej), ze mozna stracic prace " nie ze swojej winy" i ze nie mozna tej
        winy przy sobie zostawiac, ze swiatem ( uwaga uogolniam:) rzadzi chwilami
        niekompetencja i wladze pelnia ludzie, ktorzy z racji niekompetencji nie
        powinni tej wladzy dzierzyc, ze praca jest wazna, ale nie najwazniejsza i jak
        bardzo wazne jest, by poza praca miec Cos rownie albo bardziej waznego, cos, co
        sprawi, ze wychodzac z niej zamknie sie za nia drzwi nie tylko doslownie i
        zacznie sie zyc pieknie, mocno, ciekawie.
        Wiem tez jeszcze jedno, jakie strasznie jalowe zycie sie wydaje, kiedy wykonuje
        sie nielubiana prace, bez satysfakcji albo kiedy pracodawce okazuje sie
        "betonem". Malone obawia sie, ze temat wywola traume u niektorych ludzi i ze
        jest zbyt osobisty. Pozostawiam decyzje wy-powiedzenia sie po stronie ludzi i
        tak uszanuje milczenie, jak uciesze sie z otwartosci ( przy okazji techniczna
        sprawa jest oczywista i nie zawracaj sobie nia glowy:)
        Ja moge sie przyznac:) Zawsze bardzo angazowalam sie w swoja prace, mialam
        szczescie, znowu:), ze zawsze robilam to, co lubilam. Az do ostatniej pracy,
        ktora lubilam, bylam jej oddana i wykonywalam dobrze. O moim zwolnieniu/
        redukcja etatu zdecydowaly tylko i wylacznie wzgledy personalne, o czym wszyscy
        wiedzieli, lacznie z pracodawca, stad owe zabezpieczenie po utracie pracy.
        Tylko nie wzieto pod uwage jednego, ze mi wowczas "serce peklo", poczulam sie
        wykorzystana, zdradzona itd. Powiedzialam sobie, ze juz wiecej zadnej pracy
        duszy nie oddam:) I znalazlam prace w prestizowej firmie, na prestizowym
        stanowisku i za wieksze niz mialam pieniadze, ale nie bylo to to, co tygrysy
        lubia najbardziej:) Jestem tu czwarty miesiac i mozliwe, ze ostatni. Okazalo
        sie, ze bez emocjonalnego zaangazowania, bez lubienia:) bynajmniej nie pracuje
        zle, ale w srodku dojrzewa jalowa kula ( moze dojrzewac jalowosc?:) i rosnie
        zniechecenie, ktore przenosi sie na inne sfery zycia, ktore dodam: mam bardzo
        udane i pelne satysfakcji! Stad moje mysli, ktore dzis kraza wokol pytania:
        dlaczego praca jest taka wazna?:)
        Tea ( dziekuje za wszelkie serdeczne slowa)
        • alfika Re: Dlaczego praca jest taka wazna? 24.09.03, 18:00
          To ja jeszcze coś dodam :)
          Jak znalazłam się już w mojej pracy mój staż polegał na pracy laboranta.
          Na początku fascynujące, po 2ch miesiącach normalne, po 3ch znane, po 4ch
          rutynowe.
          Zaczęły się schody - powtarzane czynności, wyniki, "podaj dalej" i od nowa.
          Były pieniądze, była praca, a ja myślałam, że albo zwariurię, albo umrę ze
          śmiechu (czynność wykonywana machinalnie w równych odstępach czasu w pewnej
          chwili zaczyna śmieszyć do łez).

          Po upływie pół roku pocieszałam się myślami o szukaniu innego zajęcia.
          Uratowały mnie od zgłupienia egzaminy kwalifikacyjne i awans.
          Następna stażystka po roku przeniosła się gdzie indziej - trzeba duuużo sił, by
          dać się wypalać na stanowisku, na którym człowiek się nie spełnia.
    • mjot1 Takie tam... 24.09.03, 19:04
      Poczytałem i...
      Mnie zastanawia jedno. Spójrzcie jak szybko po „transformacji” wpojono nam
      stary slogan, że „praca to największe dobro człowieka”.
      Mniemać można, że onegdaj najszczęśliwszym człowiekiem był niewolnik! Posiadał
      bowiem niezmiernie wiele dobra tego.
      A prawdą jest, że praca zarobkowa jest jedynie sprzedawaniem się. A owo
      sprzedawanie siebie od dawna zostało już nazwane słowem powszechnie znanym i
      rozumianym! I nie ma dla mnie żadnej różnicy czy sprzedajemy siłę swych
      kończyn, swe szare komory, czy inną część siebie.
      Czy sprzedając się nie tracimy wolnej swej woli?
      Czy naprawdę nic nie tracimy na swej godności, honorze?
      Czy sprzedając swój umysł mamy pewność, że myśl nasza jest nadal nieskrępowaną
      żadnymi pętami?

      A twierdzenie, że bez pracy (zarobkowej) człek marnieje, ginie, nie jest nic
      wart, itd. To wierutna bzdura!
      Czyż „rentier” to musi być jedynie degenerat i nierób? Czyż tylko wg Was praca
      zarobkowa ma wartość?
      Czyż mając zapewniony godziwy byt nie można być kreatywnym i to do potęgi?
      Gdy nie dusi nas potrzeba szmalu to czyż nie jesteśmy pewniejsi siebie?
      Gdy zmartwienie zapewnienia bytu bliskim nie krępuje czyż nie mamy fantazji i
      polotu więcej?
      Czyż trudno sobie wyobrazić np. polityka, który mając zapewniony swój i swoich
      bliskich byt para się polityką nie dla koryta, lecz ze zwykłej przyjemności
      płynącej z pracy dla społeczeństwa? A swoją drogą zawód poseł to PRZE!
      wynalazek!
      Ech gdybym tak miał kapitalik?
      Wy twierdzicie iżbym się zanudził na śmierć? Proszę bardzo zróbmy eksperyment!
      Mogę być tą myszą doświadczalnąJ

      Najniższe ukłony!
      Nie wierzący w uszlachetniającą moc pracy M.J.
      • Gość: Tora Re: Takie tam... IP: *.uznam.net.pl / 10.200.1.* 24.09.03, 19:56
        mjot1 napisał:

        > A twierdzenie, że bez pracy (zarobkowej) człek marnieje, ginie, nie jest nic
        > wart, itd. To wierutna bzdura!
        > Czyż „rentier” to musi być jedynie degenerat i nierób? Czyż tylko w
        > g Was praca
        > zarobkowa ma wartość?
        > Czyż mając zapewniony godziwy byt nie można być kreatywnym i to do potęgi?
        > Gdy nie dusi nas potrzeba szmalu to czyż nie jesteśmy pewniejsi siebie?
        > Gdy zmartwienie zapewnienia bytu bliskim nie krępuje czyż nie mamy fantazji
        i
        > polotu więcej?
        > Czyż trudno sobie wyobrazić np. polityka, który mając zapewniony swój i
        swoich
        > bliskich byt para się polityką nie dla koryta, lecz ze zwykłej przyjemności
        > płynącej z pracy dla społeczeństwa? A swoją drogą zawód poseł to PRZE!
        > wynalazek!
        > Ech gdybym tak miał kapitalik?
        > Wy twierdzicie iżbym się zanudził na śmierć? Proszę bardzo zróbmy
        eksperyment!
        > Mogę być tą myszą doświadczalnąJ
        >
        > Najniższe ukłony!
        > Nie wierzący w uszlachetniającą moc pracy M.J.


        Podpisuję się pod tymi słowami rękami i nogami.
        Pozdrawiam.
      • ph6i5 Re: Takie tam... 24.09.03, 22:14
        mjot1 napisał:


        > Czyż „rentier” to musi być jedynie degenerat i nierób? Czyż tylko w
        > g Was praca
        > zarobkowa ma wartość?

        rentier to ktos kto rowniez zarabia. w koncu trzeba dobrze pomyslec
        gdzie ulokowac ten kapital aby nie zostac z niczym. tylko glupiec mysli ze
        wszystko samo przychodzi.
      • kwieto Re: Takie tam... 24.09.03, 22:19
        mjot1 napisał:

        > Poczytałem i...
        > Mnie zastanawia jedno. Spójrzcie jak szybko po ?transformacji?
        wpoj
        > ono nam
        > stary slogan, że ?praca to największe dobro człowieka?.
        > Mniemać można, że onegdaj najszczęśliwszym człowiekiem był
        niewolnik! Posiadał
        > bowiem niezmiernie wiele dobra tego.

        To zalezy co rozumiec przez prace. Czy praca jest np. aktywnosc
        (niekoniecznie zarobkowa), ktora pozwala realizowac swoje
        potrzeby?
        Taki np. Edison wiele pracowal nad swymi wynalazkami. Ale on w ten
        sposob po prostu wprowadzal w zycie to co mu w duszy gralo.

        Czy jego zajecia mozna nazwac praca? Od tego zalezy czy slogan o
        ktorym mowisz jest prawdziwy czy nie.


        > A prawdą jest, że praca zarobkowa jest jedynie sprzedawaniem
        się.

        A co z praca ktora przynosi satysfakcje a do tego pieniadze?
        Takie przyjemne z pozytecznym?


        > Czy sprzedając się nie tracimy wolnej swej woli?

        Mozesz przyblizyc o co konkretnie Ci chodzi?

        > Czy naprawdę nic nie tracimy na swej godności, honorze?

        Zalezy od tego co i jak sprzedajemy.
        Nie widze powodu, dla ktorego nie mialbym odnosic korzysci z tego
        co robie, jesli ktos za to chce akurat zaplacic.
        Zarazem lezenie do gory brzuchem mi nie odpowiada, tak jestem
        skonstruowany, ze musze cos robic (niekoniecznie akurat pracowac,
        acz pewne rzeczy zwiazane z moja praca daja mi bardzo wiele
        osobistej satysfakcji - narzekam tylko, ze chwilowo zbyt malo mam
        tych "pewnych rzeczy")



        > Czy sprzedając swój umysł mamy pewność, że myśl nasza jest
        nadal nieskrępowaną
        > żadnymi pętami?
        >

        Czy mamy taka pewnosc kiedykolwiek?


        > A twierdzenie, że bez pracy (zarobkowej) człek marnieje, ginie, nie
        jest nic wart, itd. To wierutna bzdura!

        Ktos cos takiego tutaj powiedzial?

        > Czyż ?rentier? to musi być jedynie degenerat i nierób? Czyż tylko w
        > g Was praca zarobkowa ma wartość?

        Nie kazdy ma szanse byc rentierem :(


        > Czyż mając zapewniony godziwy byt nie można być kreatywnym i
        to do potęgi?

        Mozna, wtedy nawet bardziej :")

        > Gdy nie dusi nas potrzeba szmalu to czyż nie jesteśmy pewniejsi
        siebie?

        Ech, a masz jakas recepte? Chetnie pozbylbym sie "duszacej
        potrzeby szmalu"....


        [ciach]

        Generalnie sie zgadzam, to czy ktos pracuje czy nie, nie swiadczy o
        jego "wartosci".
        W ogole slowo "wartosc czlowieka" mocno mi zgrzyta jako takie.
        Aczkolwiek mialem to szczescie, ze iles razy praca pozwolila mi na
        wyzycie sie tworcze. I szukam wiecej takich sytuacji :"))
      • melanie Re: Takie tam... 24.09.03, 22:22
        mjot1 napisał:

        > Mogę być tą myszą doświadczalnąJ
        >
        Ja tez! Czy moge byc ta druga mysza?
    • kwieto Re: Dlaczego praca jest taka wazna? 24.09.03, 22:07
      Coz...
      Praca daje srodki na zycie. Banal, ale bolesnie prawdziwy (jesli kto
      ma inne mozliwosci, jego szczescie :") )
      Traktowana jest jako dobro niezwykle cenne, bo "wiadomo, kryzys",
      "wiadomo, bezrobocie".

      Dlatego wielu predzej zacisnie zeby i pogwalci odczuwane nieraz
      poczucie beznadziejnosci, jalowosci czy niesprawiedliwosci, niz
      zaprotestuje - bo przeciez za cos trzeba przezyc do pierwszego...
      Z jednej strony powszechna u nas tendencja do kladzenia uszu po
      sobie i nie wychylania sie (bo tak lepiej, wygodniej), z drugiej strony
      konsekwencja takich dzialan - poczucie postepowania wbrew sobie i
      gwalcenia wlasnego sumienia.

      Inna sprawa to popularne ostatnimi czasy haslo "poczucie wlasnej
      wartosci", niejednokrotnie opierane o "bycie potrzebnym" tudziez
      swoje dokonania, osiagniecia. Praca daje mozliwosc zarowno bycia
      potrzebnym jak i realizowania dokonan.
      A kiedy idzie o zaspokojenie wlasnych ambicji czy potrzeb - hamulce
      bardzo latwo puszczaja, stad pewno wyscigi szczurow, odstawianie
      w bok honoru i innych takich malo istotnych rzeczy...

      Jeszcze inna sprawa jest bycie niezaleznym. Jest to obecnie dosc
      trudne :(
      Alternatywny temat dla mojego dyplomu (moze zrobie jako drugi
      fakultet?) roboczo brzmial: "dlaczego pracodawca woli "glupszego"
      lecz lojalnego pracownika, niz bystrzejszego, ktory potrafi jednak sie
      "postawic" przelozonym jesli nie maja racji?".
      Pracownik rzadko jest traktowany jako kapital - mimo szkolen,
      kursow, i innych takich, ktore mu sie aplikuje.


      Takie wariacje w temacie pracy :")
      • tea_time Re: Dlaczego praca jest taka wazna? 25.09.03, 11:26

        > Alternatywny temat dla mojego dyplomu (moze zrobie jako drugi
        > fakultet?) roboczo brzmial: "dlaczego pracodawca woli "glupszego"
        > lecz lojalnego pracownika, niz bystrzejszego, ktory potrafi jednak sie
        > "postawic" przelozonym jesli nie maja racji?".

        Kwieto, z ust mi to wyjales!:) Wlasnie taka sytuacje obserwuje od dwoch
        tygodni. Pierwszy przypadek awansu potraktowalam jako wynik zaskoczenia ( osoba
        zlozyla wypowiedzenie, by ja zatrzymac, zaproponowano jej przeskoczenie o 2
        szczeble i obowiazki, o ktorych nie ma zielonego pojecia, a nie sa to
        dziedziny, ktore mozna zglebic w ciagu tygodnia, natomiast stanowisko wymaga
        podejmowania odpowiedzialnych decyzji wymagajacych znajomosci tematu), ale
        kiedy przypadki zaczely sie mnozyc ( za kazdym razem ta sama zasada:
        wypowiedzenie - awans), pomyslalam, ze to juz paranoja:) Sa osoby pracujace tu
        dlugo, sprawdzily sie, powinny zostac docenione, tymczasem je sie w najlepszym
        przypadku nie zauwaza, w przeciwnym, kiedy tak jak piszesz, potrafia postawic
        sie przelozonemu, merytorycznie zaznaczam, zaczynaja byc sekowane, sa na
        granicy lub przed zwolnieniem. Kiedy tak patrze, kto za chwile zostanie i
        bedzie decydowal, to oczy mi sie otwieraja z przerazeniem:)Na marginesie
        awansow nieoczekiwanych zyskalam pole do nowych obserwacji:) Jak ludzie ze
        zmiana statusu zawodowego zmieniaja sie, sposob zachowania, mowienia,
        traktowania ludzi. Nie w takiej doglebnosci, ale przypomina mi sie film
        Dogville, po ktorym tez dlugo nie moglam zasnac. Qurcze, mozecie mi nie
        wierzyc, ale ja strasznie lubie ludzi i wierze w nich, wierze, ze sa dobrzy z
        natury, i czasem czuje taka dojmujaca bezradnosc obserwujac, co tez z nich w
        wyniku dzialania roznych bodzcow wychodzi...
        Pozdrawiam serdecznie:)
        Tea
        • kwieto Re: Dlaczego praca jest taka wazna? 26.09.03, 00:03
          Przypomina mi sie Dilbert z haslem "przywodztwo to proces
          polegajacy na eliminowaniu kretynow z cyklu produkcyjnego" :")

          Co do reszty - pracownik glupszy, ale wiedzacy ze swoja pozycje
          zawdziecza wylacznie "lasce" przelozonego bedzie po prostu
          lojalniejszy, zarazem bezpieczniejszy - bo nie majac pojecia o tym
          co robi, bez szemrania spelni kazde (chocby najbardziej idiotyczne)
          polecenie swojego szefa.
          A niestety rzadko ktory szef chce miec wokol siebie kompetentnych
          pracownikow. Boi sie wtedy o konkurencje...

          To taki szkic tego co mi sie udalo wymyslec na ten temat.
    • sdfsfdsf uslyszalem i bardzo mi sie spodobalo 26.09.03, 07:30
      bardzo lubie ciezka prace, moglbym na nia patrzec godzinami
    • mjot1 Jeszcze słówko 27.09.03, 10:48
      Pracownik to kapitał.
      Taaa... Człowiek kapitałem.
      Cudowne pojęcie. Wręcz na kolana powala!
      Chylę czoła przed uczonymi w piśmie wszelakim, którzy takie pojęcia wymyślają i
      w czyn wprowadzają!

      Inwestujemy więc w ten kapitał już od dziecka. Nauka języków wszelakich, kursy
      tańca klasycznego i wojennego, gra na skrzypcach, fortepianinie czy innej
      drumli, „kastingi” i konkursy. Wiek szkolny obniżamy tak, że niedługo baba w
      ciąży będzie już uczęszczać do jakiejś placówki edukacyjnej by życie napoczęte
      chłonęło wiedzę niezbędną.
      I gromadzimy wszelakie kwity, zaświadczenia, świadectwa, certyfikaty i dyplomy.
      Na koniec taki „kapitalny” człek wygląda jak przepełniona kabza!
      Tylko czy czegoś po drodze nie straciliśmy przypadkiem? Gdzież dzieciństwo,
      gdzież młodość durna i chmurna, gdzież miejsce na zwykłe ludzkie odruchy i
      uczucia... Czy to człowiek jeszcze? Czy już cyborg wspaniale wyszkolony,
      zaprogramowany...
      No i symbol czasów obecnych – modelka.
      Modelka! Najlepiej płatny zawód na świecie! Toż to jak misja jakowaś! Bez
      modeli szlak by trafił niechybnie cywilizację naszą! Modele i komedianci to
      obecne autorytety. To ideał do którego dążyć należy!

      Inwestujmy. Ba! pomnażajmy nawet ów kapitał. Sposoby są różne. Można postawić
      na jakość, można pójść też w ilość.
      Mamy już pojęcie „produkcja zwierzęca” żaden więc problem podczepić tam jeszcze
      i ten jeden produkt.
      Inwestujmy więc. Efekta już widać. Praca wyniesiona na piedestał stała się
      nowym złotym cielcem (boć przecie jedynie dla złota ją wykonujemy choćby
      liczonego w muszelkach)! Praca jako dobro samo w sobie.
      Inwestycje przecie muszą się wrócić z zyskiem!
      Czyż właśnie na naszych oczach świat nie staje czasem na głowie?

      Dla mnie zajęcie wykonywane dla przyjemności to hobby, pasja, konik, itd. lecz
      nie praca! Przyjemność wymaga środków a nie je przynosi!
      A ktoś, kto doznaje przyjemności podczas wykonywania pracy zarobkowej jest
      hmmm... delikatnie mówiąc spaczony. Rozumiem, że są wyjątki, lecz tu odsyłam do
      znanej reguły o wyjątkach.

      Wiem, że piszę tu rzeczy niezwykle niepopularne w czasach dzisiejszych, herezje
      wręcz.
      Wybaczcie, lecz ja nie wierzę w hasełka typu „praca - największe dobro
      człowieka”, „módl się i pracuj”, „praca uszlachetnia” itp. dyrdymały.
      Wystarczy przeczytać: „... od tej chwili będziesz pracował w pocie i
      trudzie...” (czy jakoś tak podobnie) by pojąć, że praca owa to nie
      dobrodziejstwo a przekleństwo właśnie!
      A kogóż to praca niby uszlachetniała? Czy może jednak praca stała w
      sprzeczności z szlachectwem? Czyż szlachcic faktycznie pracą się parał?
      A ci mędrcy moralni w sutannach nawołujący do mozołu i wyrzeczeń jakąż to pracą
      się parali? Pracą dla innych? Dobre uczynki? Bzdura kompletna!
      Czyż harcerz przeprowadzający staruszkę przez jezdnię nie myśli o jeszcze
      jednym znaczku do swej kolekcji?
      Kto jest w stanie mi dowieść, że „siostrzyczka miłosierdzia” siedząca u
      wezgłowia obłożnie chorego czyni to naprawdę bezinteresownie nie kombinując
      samolubnie, że tam na górze On zauważy jej wyrzeczenia i zaznaczy plusik nad
      jej imieniem?

      Człowiek musi mieć pasje choćby to było oklepane zbieranie pocztówek czy np.
      puszek po konserwach. Człowiek pracuje jedynie dlatego że musi. Inaczej czas
      swój poświęciłby owym pasjom właśnie. Nie piszę tu o indywiduach, które nie
      mają jakiegoś konika, jakichkolwiek zainteresowań, bo dla mnie istoty takie nie
      są do końca ludźmi.
      Proponuję byśmy wyobrazili sobie eden jakieś eldorado, które gwałtownie
      zapanowało powszechnie... Oto mamy wszystko, nie musimy martwić się o swój i
      swoich bliskich byt, jakieś cyborgi wykonują za nas wszystko. Ciekawe ilu z nas
      rzuciłoby się na pracę by w niej szukać wyżycia się, satysfakcji, sprawdzenia
      siebie, samodoskonalenia, awansu, ilu poświęciłoby się dla innych, a ilu
      poświęciłoby się swej pasji jedynie?

      I jeszcze jedno.
      Jak sądzicie jak czuje się twórca, który zmuszony jest sprzedać swe dzieło, w
      którego tworzenie włożył cząstkę siebie?
      Chodzi mi o pierwszy raz, bo potem to już normalność. Jakoś leci.

      A dość chyba tej chaotycznej pisaniny...

      Najniższe ukłony!
      Miłośnik nicnierobienia M.J.
    • absurd praca jako jedyny sens życia 29.09.03, 18:13
      Dwa dni temu rozmawiałem ze znajomą 27-letnią Niemką z Berlina na temat
      znaczenia pracy w życiu człowieka. Ona widzi w pracy jedyny sens swojego
      życia. Jest też za tym, żeby w jej kraju wprowadzono obowiązek pracy do 67
      roku życia (m.in. na ten temat toczy się w tej chwili w Niemczech publiczna
      debata). Kiedy zapytałem ją, jaki to ma sens, odparła: człowiek żyje dopóki
      pracuje, potem jakby już nie żył. My, Niemcy, w przeciwieństwie do was,
      Polaków, myślimy kategoriami państwowymi - wiemy, że nie możemy bez
      końca "produkować" emerytów, bo kto ich będzie utrzymywał? Przyznam, ze zimno
      mi się zrobiło na taką kalkulację, skądinąd przecież dość racjonalną.
      • tea_time Re: praca jako jedyny sens życia 30.09.03, 11:53
        I ja znam ludzi, ktorym praca wypelnia dni, tygodnie, zycie. Mecza sie podczas
        weekendow, wakacje zabijaja nadaktywnoscia, emerytura oznacza smierc.
        Szczesciem dla nich byloby umrzec we snie czyli w pracy. Gdybyz jeszcze
        pracowali/zyli na bezludnej wyspie, albo na koncu swiata:) Ale nie, zyja tuz
        obok i zadaniem ponad sily jest zrozumienie, ze ktos cieszy sie na mysl o koncu
        dnia, weekendu, o czasie "po godzinach". Tea
    • silverstone moze dlatego ze.... 30.09.03, 17:01
      ... ze ludzie nie potrafia byc sami ze soba tzn sam na sam z wlasnymi myslami.
      Zauwazyliscie - w czasie intensywnej pracy kazdy sie wygraza, czego by
      to_nie_robil jakby nic nie musial. A potem przychodzi urlop albo choroba albo
      przymusowa zielona trawka i po 2 dniach zaczyna sie dostawac SWIRA. Mozna
      myslec o czym sie chce, robic co sie chce, isc gdzie sie chce, wstawac o ktorej
      sie chce i generalnie podejmowac samodzielne decyzje. Nikt nie jeczy, nikt nie
      brzeczy i w tym chyba cala tragedia. Wiekoszsc ludzi jakich znam musi miec
      zaplanowane (najlepiej przez jakas odgorna i potezna sile) kazdy dzien od A do
      Zet bo inaczej im odbija. Chyba tylko po to jest praca - zeby zycie sie samo za
      nas przezylo. Tak jest latwiej, nie?
      • mjot1 Re: moze dlatego ze.... 30.09.03, 18:46
        No i czy oni właśnie nie są ubodzy?
        Jakież właściwie jest ich wnętrze?
        To smutni ludzie... żal mi ich.

        Najniższe ukłony!
        Nijak nie potrafiący zrozumieć tych którzy nie są w stanie samodzielnie
        wykorzystać danego im czasu M.J.
        • silverstone Re: moze dlatego ze.... 01.10.03, 10:33
          To chyba kwestia mentalnosci, sily charakteru - no nie wiem... czasem jak
          wpadnie sie w tryby to mozna utkwic w nich na reszte zycia.. z czasem takie
          tryby nawet przestaja zawadzac i zycie toczy sie gladko jak po maselku... To
          ten wolny czas powoduje, ze zaczynamy o tym myslec i stajemy sie nieszczesliwi
          w swojej sytuacji. Potem znow przychodzi praca i nie ma czasu na rozterki.
          Myslimy wiec - ta praca daje mi naprawde duzo! Dzieki niej moje zycie ma sens!
          To, ze je przepieprzamy bez wiekszego celu ganiajac w cudzym interesie to juz
          inna sprawa. Czasem jednak chyba lepsze takie zycie niz np takie w duecie z
          telewizorem. A moze ludzie po prostu MUSZA COS ROBIC? Nie wazne co? Chyba tak
          wlasnie jest... Taka praca jakby nie patrzec to zajecie duzo przyjemniejsze od
          myslenia :)


          mjot1 napisał:

          > No i czy oni właśnie nie są ubodzy?
          > Jakież właściwie jest ich wnętrze?
          > To smutni ludzie... żal mi ich.
          >
          > Najniższe ukłony!
          > Nijak nie potrafiący zrozumieć tych którzy nie są w stanie samodzielnie
          > wykorzystać danego im czasu M.J.
          • tea_time Re: moze dlatego ze.... 01.10.03, 12:04
            O, nie zgadzam sie, myslenie bywa bardzo przyjemne, o ile nie sa to akurat
            godziny szczytu na autostradzie:)
            Tea
    • Gość: wyjadacz Cała prawda o pracy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.10.03, 01:23
      Do mężczyzny zaś [Bóg] rzekł: "Ponieważ posłuchałeś swej żony i zjadłeś z
      drzewa, co do którego dałem ci rozkaz w słowach: Nie będziesz z niego jeść -
      przeklęta niech będzie ziemia z twego powodu:
      w trudzie będziesz zdobywał od niej pożywienie dla siebie
      po wszystkie dni twego życia.
      18 Cierń i oset będzie ci ona rodziła,
      a przecież pokarmem twym są płody roli.
      19 W pocie więc oblicza twego
      będziesz musiał zdobywać pożywienie,
      póki nie wrócisz do ziemi,
      z której zostałeś wzięty;
      bo prochem jesteś
      i w proch się obrócisz!"
      • Gość: ryb Re: Cała prawda o pracy IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 12.10.03, 23:30
        No, wszystkim to mowie...Nie sluchajcie zony bo to sie zle skonczy.


        ryb
    • Gość: Roland "ARBEIT MAHT FREI" IP: *.dialsprint.net 12.10.03, 23:25
      .
    • Gość: ewka Re: Dlaczego praca jest taka wazna? IP: *.nsm.pl / 195.117.2.* 13.10.03, 01:10
      nie pamietam juz dzis kto (za bardzo zmeczonam, zeby biegac po polkach w
      poszukiwaniu), ale jakis Platon albo inny Arystoteles powiedzial, ze to czas
      wolny jest najwazniejsza czescia naszego zycia! (a nie jakas tam praca,
      hahahaah) - czego Wam i sobie zycze najserdecznie. (a swoja droga pracowac
      lubie jak jasny gwint!)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja