hypene
02.07.08, 13:07
Jestem z moim narzeczonym 3 lata, i powoli myślimy o ślubie. Mieszkamy razem
od dwóch lat i prawdę mówiąc, byłam w szoku, gdy okazało się, ze on nasze
poślubne pożycie wyobraża sobie zupełnie inaczej, niz to jak jest teraz. Po
pierwsze- ma możliwość wyjazdu z pracy na trzy lata i przewiduje, że wyjadę z
nim... "jak znajdę pracę, to mogę pracować", ale wolałby, żebym została w
domu. Bo inaczej będzie mi ciężko dbać o dom, bo on będzie pracował dużo,
wracał późno do domu, po to tylko, żeby wyspać się, najeść i odpocząć. O tym,
żeby w tym domu coś robił- nie ma mowy, przecież będzie zmęczony.
Kiedy się buntuje mówi coś w gatunku "przecież takie są obowiązki żony, nie
wiedziałaś?".
Dotąd było normalnie. Sprzątaliśmy i gotowaliśmy na zmianę, pieniądze
dzieliliśmy na pół, robiliśmy zakupy razem. Nie rozumiem- jak on może myśleć,
ze nagle po ślubie zmienię się sprzątaczkę i kucharkę?
U niego w domu mama nie pracuje, ale przez myśl mi nie przeszło, że po dwóch
latach mieszkania razem wyskoczy mi z czymś takim!