mama "musi" chodzic na randki

16.07.08, 20:08
zostawil mnie niedawno facet, moj drugi. z pierwszym sama sie
rozstalam, zostajac z dwojka dzieci. rodzony tata dosc ladnie sie z
nimi kontaktuje [ze mna fatalnie], ale coraz rzadziej. drugi partner
zostawil mnie z dnia na dzien i zerwalismy kontakt calkowicie. Nie
mam do tego jeszcze dystansu, boli mnie i nie chce juz o nim myslec.

ale dzieci powinny miec ojca, inaczej mowiac tez, powinnismy miec
przewodnika w swoim stadzie, bo ja choc silna charatketerem, jestem
tak bardzo kobieca, i zbyt uczuciowa w wielu sprawach, ze skrzywdze
je swoim wychowaniem. nie wiem czy sobie dam rade...

sama jestem zalamana tym drugim rozstaniem, wlozylam bardzo wiele
cierpliwosci i sily w to, zeby oswoic najpierw siebie a potem dzieci
z obcym dla nich mezczyzna i na odwrot. W miare sie to udalo, po
czasie nawet moge powiedziec, ze calkiem dobrze, pokochali sie.
wiem, ze kiedys spotkam innego, moze wielu innych... moze za wielu!
jak sobie poradzic z faktem, ze znowu bede musiala uczyc dzieci
zaufania do obcego czlowieka...?

wydaje mi sie, choc moge sie troche mylic, ze nie ja bylam winna
rozpadowi tych dwoch zwiazkow. moze raczej - zle wybralam. trudno
jednak mowic, ze zaluje, jesli mam dwojke cudownych dzieciakow....

jak teraz byc dla nich wzorem, oparciem, dobra matka, kiedy zeby
kogos poznac musialabym wychodzic z domu, i je zostawiac... poznawac
nowych wujkow... czy lepiej kogos poznac poza domem, przetestowac, a
dopiero potem dopuscic do naszego zycia rodzinnego? wychodzic na
randki? jak wytlumaczyc to dzieciom, ze mama musi chodzic na randki
jak nastolatka? i nawet to mnie przestaje juz bawic, ja chce znalezc
kogos, kto sie mna zaopiekuje, nie wiem czy nie przestalam wierzyc w
milosc dla siebie. [dla siebie, nie w ogole]

jak zaufac znowu obcej osobie? co innego swiergolenie nad kawa w
kawiarni, czy ogladanie gwiazd na plazy, a co innego spuszczanie
wody po dzieciaku, czy wycieranie nosa zaplakanemu, marudzacemu caly
dzien maluchowi.

czuje sie na przegranej pozycji... co beda myslec o mnie dzieci,
kiedy beda juz dorosle? co ja mam robic? zostac z nimi sama?

dochodza tez kwestie finansowe, moge na nie zarobic w pojedynke, ale
nigdy nie bedzie nam tak radosnie jakbysmy zyli we czworke, czy
piatke, bo mysli o jeszcze jednym dziecku mam ciagle gleboko pod
sercem. ciagle udowadnianie im, ze dam rade, kosztuje mnie wiele
wyrzeczen, i traci na tym glownie moje zycie towarzyskie. i tu sie
kolko zamyka.

jestem atrakcyjna kobieta, nie wiem czy ladna, ale mam w sobie
magnes, ktory przyciaga bardzo wielu panow. mam w sobie duzo radosci
[powierzchownie] i pasji zycia [na zmiane z ukrywana depresja], ale
czy to wystarczy, zeby odtworzyc kiedys szczesliwa rodzine???
    • spinline Re: Wszyscy potrzebujemy witaminy "M" 16.07.08, 20:34
      bez niej trudno i zycie toczy sie szaro.

      Dzieci duzo rozumieja, gdy sie z nimi szczerze i od serca rozmaiwa,
      gdy sie otwarcie powie:" mama potrzebuje swojego doroslego zycia,
      aby czuc sie lepiej i aby byc lepsza mama. Przeciez do tego ma
      prawo..."

      Inna sprawa wazna nalezy postawic sobie plan, kto w tym planie gra
      pierwsze skrzypce? Dzieci, czy ten niedoszly maz czy jak, go
      okreslic.
      Napewno wybierzesz dzieci.

      Pamietaj ze nie zyjemy sto lat temu i kobety dzis wychodza i
      ukladaja sobie zycie w nawet poznym wieku po 50, 60. wtedy kiedy
      kobieta chce. Tak ze nie spiesz sie, a raczej spiesz sie powoli i
      przygladaj sie panom dokladnie.

      Ja bym radzila pokazywac im pana wybranka, jak juz bedzie cos serio
      w planie, nie wczesniej zaoszczedzisz im niezdrowej w tym wieku
      fantazji. Dzieci niech zostana dziecmi.
      • druga-jagoda Re: Wszyscy potrzebujemy witaminy "M" 16.07.08, 20:49
        szczerze mowiac, w tym planie nie ma pierwszego miejsca.
        dzieci sa dla mnie tak samo wazne jak ja sama. ja potrzebuje oparcia,
        kogos kto da mi czulosc, inna niz dzieci, bo one zaczna dorastac i
        ja nie bede musiala je odsunac, dac im wolnosc.

        jestem z nimi sama, kompletnie, a one sie nic nie boja, mysle, ze
        musze byc dla nich autorytetem. nie wiedza ile mnie to w srodku
        kosztuje...

        musze z nimi porozmawiac, tak jak piszesz. dziekuje.
        czy z 7-mio, 10 latkiem mozna juz rozmawiac na te tematy?
        czy musze dalej zgrywac przed nimi silna osobe, ktora wie co robi?

        przeraza mnie to, ze faceci chca od razu przechodzic ze mna do
        rzeczy, czyli do konsupmcji. nie wiem czy od tego sie powinno
        zaczynac? w ogole teraz nic nie wiem. zanim mnie moj ukochany
        rzucil, to wszystko rozumialam... a teraz juz nie
        • spinline Re: Wszyscy potrzebujemy witaminy "M" 16.07.08, 20:57
          Smutne to co piszesz,ze cie rzucil. Rozumiem, ze nie jest latwo i
          do tego atrakcyjna kobieta ma to ryzyko, ze jest brana do konsumcji
          jak rzecz jaka. Mysle jednak, ze masz te wieksze szanse niz wiele
          innych kobiet, aby spotkac kogos wartosciowego, kto bardziej tobie
          odpowaiada.

          Do dzieci w tym wieku mozesz spokojnie mowic o swoich sprawach
          jednak na ich poziome, mysle ze to starsze wiecej zrozumie.
        • mona.blue Re: Wszyscy potrzebujemy witaminy "M" 16.07.08, 21:19
          druga-jagoda napisała:

          > szczerze mowiac, w tym planie nie ma pierwszego miejsca.
          > dzieci sa dla mnie tak samo wazne jak ja sama.

          Zgadzam się z Tobą, twoje potrzeby są równie ważne, nie daj sobie
          wmówić poczucia winy, że dla dzieci to, czy tamto.
        • aga_tomtom Re: Wszyscy potrzebujemy witaminy "M" 17.07.08, 12:12
          druga-jagoda napisała:

          > szczerze mowiac, w tym planie nie ma pierwszego miejsca.
          > dzieci sa dla mnie tak samo wazne jak ja sama. ja potrzebuje
          oparcia,
          > kogos kto da mi czulosc, inna niz dzieci, bo one zaczna dorastac i
          > ja nie bede musiala je odsunac, dac im wolnosc.
          >
          > jestem z nimi sama, kompletnie, a one sie nic nie boja, mysle, ze
          > musze byc dla nich autorytetem. nie wiedza ile mnie to w srodku
          > kosztuje...
          >
          > musze z nimi porozmawiac, tak jak piszesz. dziekuje.
          > czy z 7-mio, 10 latkiem mozna juz rozmawiac na te tematy?
          > czy musze dalej zgrywac przed nimi silna osobe, ktora wie co robi?


          ty chcesz przerzucic ciezar, ktory czujesz na sobie w zwiazku z
          zyciem na swoje dzieci. HALO! trudno jest czasami soba sama sie
          zajac, a z dwojka dzieci wiecej zamieszania, ale nie wolno ci
          zrzucac tego na swoje dzieciaki. one nie winne niczemu, a beda tylko
          winne czuly sie ze taki ciezar ci sprawiaja, zeby tobie bylo
          radosniej. nie wolno tobie robic im tego!

          polecam skonsultowanie sie z terapeuta i porozmawianie o problemach.
          z tego co pisesz, to widac, ze masz co najmniej zadatki depresji, a
          podpowiem ci, ze nie jestes ani pierwsza, ani jedyna, ani ostatnia.
          Terapueci nie sa tylko prywatni, zapytaj sie NFZ w swoim miescie o
          przychodnie ktora ma umowe z NFZ i przejdz sie na rozmowe z
          profesjonalista. Pomoze ci to BARDZO zrozumiec swoje leki, radzic
          sobie z nimi (bez obarczania swoich kilkuletnich dzieci swoim
          ciezarem zyciowym), no i przez to pomoze byc szczesliwsa, a przez to
          lepsza mama.
    • mona.blue Re: mama "musi" chodzic na randki 16.07.08, 20:39
      Ja też bym była za tym, aby raczej wychodzić z domu na randki, a
      przedstawić już takiego "sprawdzonego" kandydata, dla dzieci może
      być to zbyt obciążające poznawanie coraz to nowych Twoich mężczyzn.
      • lechanska Re: mama "musi" chodzic na randki 20.07.08, 08:37
        to znacz ze powinnam chodzic na randki czy nie
    • saksalainen W sumie wszystko zalezy od tego na kogo trafisz 16.07.08, 23:14
      Kieruj sie sercem.

      Oczywiscie, musi byc jakas zgodnosc charakterow itd. Ale serce jest najwazniejsze.

      A co do "przechodzenia zaraz do konsumpcji" ... dobry moment jest wtedy kiedy oboje tego chcecie, nie ma za wczesnie ani za pozno. I mysle ze im człowiek starszy, tym szybciej ten moment przychodzi - bo na "chodzenie ze soba" i trzymanie sie za raczke szkoda czasu.
      • druga-jagoda Re: W sumie wszystko zalezy od tego na kogo trafi 17.07.08, 01:10
        saksalainen napisał:

        > Kieruj sie sercem.
        >
        > Oczywiscie, musi byc jakas zgodnosc charakterow itd. Ale serce
        jest najwazniejs
        > ze.
        >
        > A co do "przechodzenia zaraz do konsumpcji" ... dobry moment jest
        wtedy kiedy o
        > boje tego chcecie, nie ma za wczesnie ani za pozno. I mysle ze im
        człowiek star
        > szy, tym szybciej ten moment przychodzi - bo na "chodzenie ze
        soba" i trzymanie
        > sie za raczke szkoda czasu.
        >

        sercem...
        jestem tak zblokowana, ze musze odczekac, sporo czasu, zeby moje
        serce zdolalo sie na kogos otworzyc. ale niestety teraz potrzebuje
        tych meskich ramion najbardziej. nawet w swojej zlosci do wszystkich
        facetow swiata [jestem naprawde usprawiedliwiona, po tym jak mnie
        porzucono..] mialam mysli, zeby sie w ogole nie kierowac sercem ale
        wyrachowaniem. tyle, ze bez milosci to to w ogole nie jest to...
        • mona.blue Re: W sumie wszystko zalezy od tego na kogo trafi 17.07.08, 10:09
          Kierować się wyrachowaniem? Zabrniesz w ślepą uliczkę.
    • clarissa3 Re: mama "musi" chodzic na randki 16.07.08, 23:24
      a gdybyś tak jeszcze urodziła 6? To już prawie ochronka - i może
      dotacja z UE się należy?
      • druga-jagoda Re: mama "musi" chodzic na randki 16.07.08, 23:35
        trzecie dziecko po to, zeby mial kto sie na starosc opiekowac
        singlami w domach opieki.

        a tak naprawde, ciagle we mnie jest duzo milosci i chce ja jakos
        podzielic, ale to zupelnie bez sensu mowic o tym, kiedy nie ma z kim
        tego dziecka miec.
        • clarissa3 chore 16.07.08, 23:48
          • spinline Re: chore 17.07.08, 11:10
            Z calym szacunkiem Clarysko, ale czyzby chore?

            raczej normalne, ze ludzie nie chca byc sami w zyciu.

            • Gość: jacek226315 Re: chore IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.11.08, 23:06
              "dobra" musisz byc jak Cie drugi z kolei zostawil. Jeden to jeszcze
              na "dwoje babka wrozyla",ale dwu.Podswiadomie boisz sie
              nastepnej "milosci",bo pewnikiem rowniez Cie zostawi
        • aniorek Re: mama "musi" chodzic na randki 17.07.08, 14:10
          Mam nadzieje, ze Twoj post to ironia.

          Nie masz pewnosci, ze dzieci Ci pomoga na starosc. Rodzenie ich w tym celu jest
          szczytem egoizmu.

          • druga-jagoda Re: mama "musi" chodzic na randki 17.07.08, 14:16
            aniorek napisała:

            > Mam nadzieje, ze Twoj post to ironia.
            >
            > Nie masz pewnosci, ze dzieci Ci pomoga na starosc. Rodzenie ich w
            tym celu jest
            > szczytem egoizmu.
            >

            mam plan strzelic sobie w leb jak dojde do wieku emerytalnego. w tym
            celu szukam kogos, kto by to zrobil ze mna wspolnie, bo samej bedzie
            smutno. ;|

            mam pelna swiadomosc, ze na starosc musze byc samodzielna.
      • mona.blue Re: mama "musi" chodzic na randki 17.07.08, 10:10
        Boszsze, nie rozumiem agrsji, gdy ktoś chce mieć więcej niż standard
        ową dwójkę dzieci. To zbrodnia mieć więcej?
        • piotrs Re: mama "musi" chodzic na randki 18.07.08, 00:53
          Zbrodnią jest pisać "Boszsze", dzieci są przyjemnością :)
    • lacido Re: mama "musi" chodzic na randki 17.07.08, 00:15
      powinnismy miec
      > przewodnika w swoim stadzie, bo ja choc silna charatketerem, jestem
      > tak bardzo kobieca, i zbyt uczuciowa w wielu sprawach, ze skrzywdze
      > je swoim wychowaniem. nie wiem czy sobie dam rade...

      w moim dwuosobowym stadzie przewodnikiem jestem ja :)))
      • druga-jagoda Re: mama "musi" chodzic na randki 17.07.08, 00:18
        jaka z tego plynie rada dla mnie?
        • lacido Re: mama "musi" chodzic na randki 17.07.08, 19:22
          bądź przewodnikiem dla swojego skąd pewność że jakiś facet będzie lepszy?
    • mujer82 Re: mama "musi" chodzic na randki 17.07.08, 11:28
      Nie szukaj na siłę.Chodź na randki, mów dzieciom,że idziesz na randkę.Jak będzie
      fajny możesz im go przedstawić, dopóki nie będzie między wami poważnie, nie
      warto.Dzieciaki bardzo się przywiązują.I nie szukaj im ojca na siłę bo to się z
      reguły źle kończy.Szukaj kogoś dla siebie z kim będziesz
      szczęśliwa.Matka-cierpiętnica co zrobi wszystko,nawet poświęci swoje potrzeby
      względem partnera byle stworzyć dzieciom pełną rodzinę nie sprawi,że dzieci będą
      szczęśliwe.Może nie umiesz pokazać się mężczyznom jako atrakcyjna kobieta? Może
      warto iść na kurs autoprezentacji? Może też do psychologa-dlaczego oni cię tak
      zostawiają i dlaczego do tej pory źle wybierałaś? Może przyciąga cię jakiś twój
      fatalny archetyp ojca albo partnera seksualnego, który nie ma ci do zaoferowania
      tego czego w nim szukasz? Moim zdaniem coś jest nie tak.A miałam w dzieciństwie
      koleżankę,która miała niemal setki wujków.Mamusia miała dokładnie ten sam cel.O
      ile wiem nie było z tym szczęśliwa, wolałaby być sama z matką.Miałam też
      przyjaciółkę z matką rozwódką.Ta nie wiązała się z nikim na siłę, chodziła na
      randki, czekała aż córka osiągnie pełnoletniość.Teraz jest szczęśliwą mężatką,on
      też jest rozwodnikiem.Oboje są mądrzejsi po przejściach.A jej córka nie
      przechodziła traumy stu wujków obcych jej a przewijających się przez jej dom,
      który dla dziecka powinien być stabilny,intymny i w miarę niezmienny jeśli
      chodzi o osoby należące do najbliższej rodziny.
    • plisowanka zbyt roszczeniowa i egoistyczna postawa 17.07.08, 11:31
      druga-jagoda napisała:
      > ale dzieci powinny miec ojca,

      Przecież dzieci mają swojego ojca i to w dodatku piszesz, że "rodzony tata dosc ladnie sie z nimi kontaktuje". Ty więc powinnaś szukać partnera dla siebie, a nie ojca dla swoich dzieci, skoro one już go mają.

      Według mnie to przyjmujesz zbyt egoistyczną i roszczeniową postawę wobec mężczyzn. Obchodzi cię tylko to, czego ty potrzebujesz i czego potrzebują twoje dzieci. Oczekujesz od faceta, że bez szemrania będzie opiekował się dwójką cudzych dzieci i z tobą płodził trzecie "bo ty chcesz". Jak temu nie podoła, bo jest "beee" i cię bardzo skrzywdził. Przecież związek to nie jakiś "handel wymienny", w dodatku z przewagą korzyści tylko po jednej stonie: "ja jestem atrakcyjna, a on ma wychowywać moje dzieci". A gdzie jego potrzeby?! Trochę empatii. Czy gdybyś ty była bezdzietna to chciałabyś sobie układać życie z facetem wychowującym samotnie dwójkę dzieci, który oczekuje, że będziesz je niańczyła jak swoje?!

      Musisz mieć świadomość swojego bagażu, który masz na karku. Nie będzie się do ciebie ustawiała kolejka kandydatów chętnych do opieki nad twoimi dziećmi, a ty będziesz z nimi prowadziła "rozmowy kwalifikacyjne" i w nich przebierała. Zwłaszcza, że mężczyźni mają wolny wybór - mogą przecież sobie znaleźć kobiety bezdzietne. Nie dziwię się, że mężczyźni nie wytrzymują tej twojej presji oczekiwań i nie chcą być wykorzystywani.
      • spinline Re: Bagaz ale jaki szczesliwy... 17.07.08, 13:06
        Musisz mieć świadomość swojego bagażu, który masz na karku. Nie
        będzie się do ciebie ustawiała kolejka kandydatów chętnych do
        opieki nad twoimi dziećmi, a ty będziesz z nimi prowadziła "rozmowy
        kwalifikacyjne" i w nich przebierała. Zwłaszcza, że mężczyźni mają
        wolny wybór - mogą przecież sobie znaleźć kobiety bezdzietne. Nie
        dziwię się, że mężczyźni nie wytrzymują tej twojej presji oczekiwań
        i nie chcą być wykorzystywani

        ...................................................

        Skad wiesz,ze koleznka chce miec kolejke facetow ustawiona w rzadku?
        Piszesz cos z wlansego gorzkiego doswiadzczenia,pewnie.
        Zycie kazdego czlowieka to jak niepowtarzalna ksiazka, nie ma dwoch
        osob o podobnej sytuacji zyciowej tak na 20%

        Dzieci partnera mozna pokochac tak samo jak wlasne. I sa faceci,
        ktorzy uwielbiaja dzieci. Taki, ktory nie lubi nie bierze sie pod
        uwage i skresla na pierwszej randce.

        Wszyscy moi znajomi zyja w takich zwiazkach sklejanych i zyja
        dobrze. Wlasnie slyszalam o slubie dwojga, gdzie ona miala 3 dzieci
        on 3 dzieci razem 6 i tworza rodzine. jest im dobrze razem.

        Nie ma regul na ludzi i okolicznosci.
        • druga-jagoda Re: Bagaz ale jaki szczesliwy... 17.07.08, 14:02
          wielkie Ci dzieki, ze to napisalas...
        • plisowanka Re: Bagaz ale jaki szczesliwy... 17.07.08, 22:58
          spinline napisała:
          > Skad wiesz,ze koleznka chce miec kolejke facetow ustawiona w rzadku?

          Pewnie tak, bo chce wybrać tego, który będzie najlepiej akceptował jej dzieci. Chce zorganizować konkurs na najlepszego tatusia zastępczego.

          > Piszesz cos z wlansego gorzkiego doswiadzczenia,pewnie.

          Nie mam dzieci, więc nie mam podobnych doświadczeń co autorka wątku. Co nie zmienia faktu, że obserwuję życie. Wyobraź sobie, że są na tym forum ludzie, którzy potrafią się oderwać od egocentryzmu i nie patrzą na wszystko tylko przez pryzmat własnych jednostkowych doświadczeń; potrafią spojrzeć na daną sprawę z różnych punktów widzenia.

          > Dzieci partnera mozna pokochac tak samo jak wlasne. I sa faceci,
          > ktorzy uwielbiaja dzieci.

          No nie wiem, już dwóch facetów zostawiło autorkę wątku na lodzie mimo że sprawiali wrażenie, że kochają jej dzieci, przynajmniej na początku. Facetów kochających własne dzieci jest trochę, ale kochających cudze - bardzo mało.

          > Taki, ktory nie lubi nie bierze sie pod
          > uwage i skresla na pierwszej randce.

          Ja bym powiedziała, że jest odwrotnie: to częściej facet od razu skreśla kobietę, jak sie dowiaduje, że jest obciążona dziećmi. Więc organizowanie castingu na zastępczego tatusia to szukanie igły w stogu siana.

          > Wszyscy moi znajomi zyja w takich zwiazkach sklejanych i zyja
          > dobrze. Wlasnie slyszalam o slubie dwojga, gdzie ona miala 3 dzieci
          > on 3 dzieci razem 6 i tworza rodzine. jest im dobrze razem.

          Jadą na tym samym wózku - on ma bagaż i ona ma bagaż. Ciekawet co by autorka wątku powiedziała na to, jak by jakiś facet wprowadził się do jej domu z własnym przychówkiem i kazał jej go pielęgnować. Razem stanowiliby liczną gromadkę, handel wymienny byłby zrównoważony: ja się uśmiecham do twoich dzieci, ty się uśmiechaj do moich, gotuj im i pierz. Kto wie, może to jest dobra wskazówka pouszkiwań dla autorki wątku, niech sprawdzi na własnej skórze, jak to jest z cudzymi dziećmi.
      • druga-jagoda Re: zbyt roszczeniowa i egoistyczna postawa 17.07.08, 14:00
        nie jestem idealem, ale mysle, ze piszesz tak bo mnie nie znasz.
        problem w tym, ze w poprzednich zwiazkach bylam bardzo zaangazowana
        i caly ciezar opieki nad dziecmi bralam w sumie na siebie.

        "Oczekujesz od faceta, że bez szemrania będzie opiekował się dwójką
        cudzych d
        > zieci i z tobą płodził trzecie "bo ty chcesz". Jak temu nie
        podoła, bo jest "be
        > ee" i cię bardzo skrzywdził. "

        --> zupelnie nie. odwrotnie, jesli by moj przyszly partner chcial,
        moge urodzic jeszcze jedno dziecko, nasze wspolne. nawet jesli
        bedzie sie to wiazac z babraniem sie w pieluchach przez kilka lat.

        nie oczekuje, ze przyszly partner bedzie nianczyl moje dzieci jak
        swoje, wlasnie nie wiem czy tego mozna jeszcze oczekiwac??? nie wiem.

        mysle, ze nie rozumiesz tego, ze jestem teraz zla na facetow i nie
        umiem sie odnalezc. mam nadzieje, ze to kiedys minie.

        ja nie mam "bagazu na karku", dzieci to cud, nie bagaz. wygrywaja
        konkursy, sa sliczne i madre, niejeden facet chcial by sobie takie
        zdjecia wstawic na naszej-klasie pewnie. zwlaszcza, ze sa juz
        odchowane. ich ojciec sie z nimi jedynie widuje i to bedzie coraz
        slabsze bo ma inne dzieci. a co do przebierania... ja naprawde
        jestem wartosciowa osoba, bede szukac kogos na swoim poziomie. mam
        takie samo prawo wybierac i przebierac jak kobiety bezdzietne.
        identyczne
        • plisowanka Re: zbyt roszczeniowa i egoistyczna postawa 17.07.08, 23:26
          druga-jagoda napisała:
          > nie oczekuje, ze przyszly partner bedzie nianczyl moje dzieci jak
          > swoje, wlasnie nie wiem czy tego mozna jeszcze oczekiwac??? nie wiem.

          Pełna jesteś sprzeczności. W pierwszym poście pisałaś zupełnie co innego. Ubolewałaś, że tyle czasu zajęło ci oswajanie ze sobą twoich dzieci i nowego partnera, więc jak widać relacja na tej płaszczyźnie jest dla ciebie ważna. Przedstawiłaś to jako główny problem wątku. Teraz piszesz, że wcale ci nie zależy na tym, aby twój partner miał jakieś zażyłe relacje z twoimi dziećmi.

          > ja nie mam "bagazu na karku", dzieci to cud, nie bagaz. wygrywaja
          > konkursy, sa sliczne i madre

          Tak, ale dla ciebie. Dla innych osób twoje dzieci nie muszą być cudem, mogą być po prostu bagażem. Nie potrafisz wzbić się ponad swój egocentryczny punkt widzenia.

          > niejeden facet chcial by sobie takie
          > zdjecia wstawic na naszej-klasie pewnie.

          Pod warunkiem, że to by były jego własne dzieci. Nie znam przypadku, żeby facet chciał się chwalić cudzymi dziećmi, może je co najwyżej tolerować albo lubić, ale na pewno nie jest to powód do dumy, że musi wychowywać nie swoje dzieci.

          > ja naprawde
          > jestem wartosciowa osoba, bede szukac kogos na swoim poziomie.

          Subiektywne zdanie na temat siebie samego nie jest miarodajne. Zapewne większość ludzi powie o sobie, że są wartościowi. Pytanie tylko, czy dla innych osób też jesteśmy wartościowi. Pragnę ci przypomnieć, że twój ostatni partner zostawił cię z dnia na dzień, tak więc w jego oczach wartościowa nie byłaś, niestety, taka jest prawda.

          > mam
          > takie samo prawo wybierac i przebierac jak kobiety bezdzietne.

          Nikt ci tego nie zabrania, ale jednocześnie nikt ci nie gwarantuje sukcesu, że będziesz miała chętnych do udziału w tym castingu. Trzeba realnie oceniać swoje możliwości, a nie oczekiwać od innych, że mają się podporządkować twoim potrzebom, bo w swoim mniamaniu zasługujesz na spełnienie wszystkich twoich oczekiwań.
          Jak na ironię, mężczyzna też może twierdzić, że ma prawo wybierać i przebierać, i że preferuje kobiety bezdzietne. Wtedy z kolei ty przegrasz w jego castingu;) W jednym zresztą już przegrałaś, bo cię zostawił z dnia na dzień.

          Radzę ci mieć więcej pokory wobec życia.
          • druga-jagoda Re: zbyt roszczeniowa i egoistyczna postawa 18.07.08, 00:17
            Nie lubisz dzieci, irytuja Cie? :)

            Nie lubisz kobiet z dziecmi i nie lubisz kobiet, ktore mimo tego, ze
            sa matkami czuja sie atrakcyjne i wartosciowe, czuja sie kims? Tak?

            To po jakiego grzyba udajesz, ze dajesz porade, kiedy w gruncie
            rzeczy odreagowujesz jakies swoje zle emocje??

            Czy to nie tytulowy egoizm?

            Napisze Ci tylko, ze obaj nie moga sobie darowac, ze rozchodzac sie
            ze mna musieli rozejsc sie tez z dziecmi. Ta rozlaka ich bardziej
            boli.
            • maja_sara Re: zbyt roszczeniowa i egoistyczna postawa 18.07.08, 19:09
              > Napisze Ci tylko, ze obaj nie moga sobie darowac, ze rozchodzac
              sie
              > ze mna musieli rozejsc sie tez z dziecmi. Ta rozlaka ich bardziej
              > boli.

              Naprawdę, jesteś pełna sprzeczności. Dopiero co pisałaś, że
              prawdziwy/biologiczny/ tatuś zajmuje się dziećmi pięknie, ale coraz
              rzadziej. To ten ból go tak ogranicza? Wątpię.
            • plisowanka Re: zbyt roszczeniowa i egoistyczna postawa 18.07.08, 23:06
              druga-jagoda napisała:
              > To po jakiego grzyba udajesz, ze dajesz porade, kiedy w gruncie
              > rzeczy odreagowujesz jakies swoje zle emocje??

              Masz urojenia. Ja nie muszę niczego odreagowywać, po prostu komentuję twoją sytuację. Jeżeli oczekiwałaś ze strony forumowiczów jedynie pozytywnych odpowiedzi, to pora zejść na ziemię - każdy ma prawo do wyrażenia odmienngo zdania.

              > Napisze Ci tylko, ze obaj nie moga sobie darowac, ze rozchodzac sie
              > ze mna musieli rozejsc sie tez z dziecmi. Ta rozlaka ich bardziej
              > boli.

              Z moich obserwacji wynika, że każdy tak mówi na pocieszenie. Zresztą rozstając się z tobą, nie musieli się przecież rozstawać także z twoimi dziećmi. Przecież mogą je często odwiedzać. Ale prawda jest taka, że za bardzo się do tego nie garną. Przypomnę ci co sama napisałaś na ten temat:
              "> problem w tym, ze w poprzednich zwiazkach bylam bardzo zaangazowana
              i caly ciezar opieki nad dziecmi bralam w sumie na siebie".

              "> ich ojciec sie z nimi jedynie widuje i to bedzie coraz
              slabsze bo ma inne dzieci".
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=210&w=82228457&a=82261815
              Jeżeli do tej pory cię tego życie nie nauczyło, to pragnę cię uświadomić, że czyny człowieka więcej o nim mówią niż same słowa.
    • mr.wit Re: mama "musi" chodzic na randki 17.07.08, 13:45
      Jestem facetem nie mam doswiadczenia w tych sprawach (drugi , trzeci
      itd) ale na początek masz prawo mieć kolegę czy znajomego.Z tego co
      czytam nie jesteś (przepraszam ) gupią blondynką tylko naprawdę
      rozsądną dziewczyną.Myślę że przy takiej mamie to i dzieciaki są
      mądre i z czasem zaakceptują Jaśka ,Zdzicha czy jak mu tam bedzie.
      życvzę powodzenia.
    • angelou skąd ja znam te dylematy ..... :) 17.07.08, 14:08
      1. Nie szukaj dzieciom ojca, one już go mają. Postaraj się popracować nad
      kontaktami z nim i jego kontaktami z dziećmi. Jeżeli coś cię martwi - powiedz mu
      to, ale delikatnie, bez wyrzutów. Poproś żeby częściej, bądź regularniej je
      zabierał, odwiedzał. I nawet jeśli sytuacja nie wygląda najlepiej, nie trać
      nadziei na zmianę na lepsze

      2. To TY jesteś przewodnikiem w swoim stadzie. Nie mów mi, ze potrzebny ci jakiś
      facet do decydowania.... Nie tędy droga. W ten sposób szybko uzależnisz się od
      kogoś i możesz nawet pogorszyć swoje relacje z dziećmi.

      3. Poszukaj siły w sobie, nie w kimś nieokreślonym na kogo będziesz czekać bądź
      kogo będziesz szukać. To fatalny wybór. Jeśli czujesz się słaba, masz zadatki
      depresji to skontaktuj się (jak tu ktoś wyżej radził) z terapeutą.

      4. Zwierzaj się komuś: rodzicom, koleżance, pisz na forum - to przynosi ogromną
      ulgę i pozwala lepiej ocenić stan rzeczy.

      5. Tak, faceci chcą mieć fajną foczkę do łóżka, ale skoro zdajesz sobie z tego
      sprawę to już wygrałaś. Ja wiem, że też masz swoje potrzeby fizyczne i pragniesz
      je zaspokoić. I naprawdę dosyć łatwo to osiągnąć. Ale na bliskość, zaufanie,
      może nową miłość trzeba na pewno poczekać. I nie warto obdarzać nimi kogoś, kto
      sobie na to nie zasłużył, zapracował. Nie bój się stawiać wymagań, artykułować
      swoich oczekiwań a także rozczarowań. Duszenie w sobie prawdziwych uczuć ze
      strachu, że on zabierze swoje ramię spod twojej głowy, nie przyniesie ci
      zadowolenia. Jesteś kobietą z bagażem doświadczeń i dwójką dzieci, to cię
      ogranicza ale też powinno być źródłem mądrości życiowej.

      6. I już ostatnie :) chodzi mi o pieniądze: piszesz, że jest ci ciężko
      finansowo. Myślę, że dzieci powinny wiedzieć o tym, że czasem na stać cię na coś
      albo, że masz jakieś ograniczenia finansowe. Nie graj przed nimi chojraka, nie
      ma sensu tak się przed nimi spinać i udawać, że wszystko jest ok, gdy nie jest.

      3mam kciuki za całą trójkę :)) i wiesz co? ja też marzę, że jeszcze urodzę
      dziecko z kimś nowym w moim życiu, to nie jest żadna ekstrawagancja :)
      • druga-jagoda Re: skąd ja znam te dylematy ..... :) 17.07.08, 14:13
        dzieki Ci stokrotne. :o) naprawde.
        musze przeczytac kilka razy i dobrze przemyslec to co napisalas.
        • womania Re: skąd ja znam te dylematy ..... :) 17.07.08, 14:34
          moim zdaniem robisz z siebie ofiare. chcesz z jednej strony ochronic
          dzieci, ale tym samym izolujesz je od swoich prawdziwych emocji. tzn
          najpierw siebie sama izolujesz. nie wiesz czego chcesz, bo kieruje
          toba poczucie obowiazku, a wszelkie twoje pragnienia wyrzucasz sobie
          (ze to niestosowne, co dzieci powiedza...). a nieswiadomie
          obarczasz dzieci obowiazkiem, zeby potem czuly do ciebie wdziecznosc
          za to ze jednak siebie poswiecasz. krotko mowiac:
          1 albo sie ofiarowujesz dzieciom i cierpia twoje pragnienia
          2 jak sie kierujesz pragnieniami to masz poczucie winy ze dzieci
          cierpia.

          takie bledne kolo nie moze przyniesc nic dobrego. a dlaczego
          twierdzisz tez ze 'ktos sie musi toba zajac'? dlatego szukasz? zeby
          ktos sie toba zajal? i dlaczego piszzesz ze chcesz miec pelna
          rodzine? nie zbudujesz nic kiedy bedziesz chciala za wszelka cene
          wypelnic te dziure. dzieci beda wtedy czuc ze z nimi nie bylas do
          konca szczesliwa tylko potrzebny byl ten obcy pan.

          moja rada laika: budowac szczescie na tym co masz, a potem partner
          sam sie znajdzie. a jak nie to i tak pozostaniesz soba. bez poczucia
          dziury i niespelnienia.
      • womania Re: skąd ja znam te dylematy ..... :) 17.07.08, 14:35
        no wlasnie, dopiero teraz przeczytalam angelou. to samo mysle. pa.
    • akzalag Re: mama "musi" chodzic na randki 17.07.08, 16:36
      Ciekawe,jaki wpływ na dzieci ma brak ojca,wzorców?Co na to psycholodzy,psychiatrzy?
      • akzalag Re: mama "musi" chodzic na randki 17.07.08, 16:51
        ....albo,jak mnogość przypadkowych tatusiów wpłynie na ich osobowość?
        • spinline Re: mama "musi" chodzic na randki 17.07.08, 17:05
          akzalag napisał:

          > ....albo,jak mnogość przypadkowych tatusiów wpłynie na ich
          osobowość?

          ...............

          czym wiecej tatusiow tym potomstwo silniejsze, jak w naturze:=)
          • akzalag Re: mama "musi" chodzic na randki 17.07.08, 17:24
            > czym wiecej tatusiow tym potomstwo silniejsze, jak w naturze:=)

            Jak "tatusie" będą np.transseksualistami,gejami,albo osobnikami o małej
            inteligencji,słabej psychice,to też?
            • spinline Re: mama "musi" chodzic na randki 17.07.08, 17:27
              Ty nie rozumiesz. Ze na to kim jestes maja wplyw nie tyle twoi
              rodzice, inni ludzie, co te male niewinne genki, z ktorymi
              przychodzimy na swiat.

              To kim jestesmy jest koncowym produktem tego co w stanie jest
              wyprodukowac owa biologiczna maszyna zwana XYZ.
              • akzalag Re: mama "musi" chodzic na randki 17.07.08, 17:33
                To ludzie rodzą się np.mordercami?Ciekawa teoria.
                • spinline Re: mama "musi" chodzic na randki 17.07.08, 17:36
                  akzalag napisał:

                  > To ludzie rodzą się np.mordercami?Ciekawa teoria.

                  ..................................

                  Teretycznie wszyscy jestesmy zdolni zabic. Nie mysl, ze ty jestes
                  inny. Padnie ziarenko na podatny grunt wiec wyrasta na to czy
                  tamto....
                  • akzalag Re: mama "musi" chodzic na randki 17.07.08, 17:42
                    > Teretycznie wszyscy jestesmy zdolni zabic. Nie mysl, ze ty jestes
                    > inny. Padnie ziarenko na podatny grunt wiec wyrasta na to czy
                    > tamto....


                    Tym ziarenkiem jest wychowanie.Jedynie w skrajnych przypadkach np.w obronie
                    własnej można dokonać niechcący zabójstwa.
                    • spinline Re: mama "musi" chodzic na randki 17.07.08, 17:49
                      W obroni kogos kogo kochasz. Np. pomysl ktos gwalci twoja corke, co
                      bys zrobil? Ilu rodzicow to zrobilo.

                      Nie zawsze wychowanie, sa rzadkie bo rzadkie przypadki uszkodzen
                      mozgu, gdzie rodzi sie psychopata, ktorego zadne wychowanie nie
                      zmieni. Albo ludzie urodzeni we niewlasciwej plci, sa wlasnie
                      dowodem, ze w ostatecznym rozrachunku, to geny decyduja kim jestes,
                      a kim nigdy nie bedziesz.
                      • akzalag Re: mama "musi" chodzic na randki 17.07.08, 17:53
                        Zaczynasz kombinować,jak koń pod górkę.Nie wchodzę w to.
                        • spinline Re: mama "musi" chodzic na randki 17.07.08, 17:57
                          Jest Facet slynny,J. Silver, ktory dostał w ktoryms tam roku Nobla
                          m.in za rozklonowanie owcy Dolly. Napisal cala mase ksiazek na
                          temat genetyki. Warto je czytac, chco jedna, a rozjasnia w glowie.

                          Np. pisal na temat fuzji jaka zachodzi pomiedzy gameta meska, a
                          zenska. No to sa niesamowiet historie. Polecam ci go jako bardzo
                          ciekawego autora.
                          • akzalag Re: mama "musi" chodzic na randki 17.07.08, 17:59
                            Ale ja nie jestem owcą.Wypraszam sobie-mam większy,sprawniejszy mózg,wiedzę.Cały
                            czas programuję się.hehe
                            • spinline Re: mama "musi" chodzic na randki 17.07.08, 18:03
                              Ale ne wiem czy wiesz i czy zauwazasz,ze zyjemy w ogromnie
                              ciekawych czasach? To nic, beda bardziej ciekawe. To dopiero
                              poczatek.Niedawno mezczyzna urodzil dziecko. Slyszales te nowine
                              ktora obiegla swiat.

                              PS. ksiazki J. Silvera czytam po kilka razy, sa wspaniale!
                              • akzalag Re: mama "musi" chodzic na randki 17.07.08, 18:05
                                Słyszałem,ale takie eksperymenty są dla mnie nie smaczne.Mało ciekawe.
                                • spinline Re: mama "musi" chodzic na randki 17.07.08, 18:08
                                  ja tam uwazam ze wprost fantastyczne!!!! pokonac nature! Otworzyc
                                  granice.

                                  To jest cos w co Jan Stereo nie wierzy.
      • spinline Re: mama "musi" chodzic na randki 17.07.08, 17:04
        najlepiej jest poczytac na ten temat. Jak myslisz, gdy uzyjesz
        glowki czy wychowywanie bez ojca, czy matki czyni czlowieka
        niezdolnym do zycia? czy w jakims sensie pogarsza sobie stan
        psychcizny?

        Popatrz na historie swiata kobiety zawsze wychowywaly samotnie
        dzieci, bylo tak w czasach wojen, rewolucji, gdy faceci szli na
        wojny, jak myslisz kto wtedy i oral ziemie i kosil i gromadke
        dzieci chowal?

        Poza tym ma cala game kolegow w klasie innych ludzi dookola.

        Lepiej zyc bez ojca niz ze zlym ojcem.

        Poza tym, nie martw sie, autorka postu wyraznie podkresla, ze
        dzieci spotykaja ojca wiec jest oki.....
        • akzalag Re: mama "musi" chodzic na randki 17.07.08, 17:19
          Jak myslisz, gdy uzyjesz
          > glowki czy wychowywanie bez ojca, czy matki czyni czlowieka
          > niezdolnym do zycia? czy w jakims sensie pogarsza sobie stan
          > psychcizny?

          Przecież dziecko to podatny,chłonny materiał.Można go ukształtować niemal
          dowolnie,na aniołka,bandytę(czerwoni kmerzy itd).

          > Popatrz na historie swiata kobiety zawsze wychowywaly samotnie
          > dzieci, bylo tak w czasach wojen, rewolucji, gdy faceci szli na
          > wojny, jak myslisz kto wtedy i oral ziemie i kosil i gromadke
          > dzieci chowal?

          I wiesz ,co z nich wyrosło?Spłodzić żadna sztuka.

          > Lepiej zyc bez ojca niz ze zlym ojcem.

          Popadasz w skrajności.

          > Poza tym ma cala game kolegow w klasie innych ludzi dookola.

          Ale,to,jak on i jego koledzy będą się zachowywać zależy od wychowania.Czy będą
          normalnymi,czy dewiantami itd.

          > Poza tym, nie martw sie, autorka postu wyraznie podkresla, ze
          > dzieci spotykaja ojca wiec jest oki.....

          Ale coraz rzadziej.Zresztą w tym przypadku dzieci nie wiedzą,uczą się się,jak
          zachowywać w różnych sytuacjach.
          • spinline Re: mama "musi" chodzic na randki 17.07.08, 17:23
            Lepiej zyc bez ojca niz ze zlym ojcem.

            Popadasz w skrajności.
            ...............................................

            Czytałam kiedyś w prasie wypowiedzi słynnego psychiatry, który
            zwyczajnie powiedział, ze dla psychiki dziecka jest lepiej zyć bez
            ojca niż ze ŻŁYM ojcem jako przykład.
            • akzalag Re: mama "musi" chodzic na randki 17.07.08, 17:26
              To zdefiniuj złego ojca,bo na razie rozmawiamy o niczym.
              • spinline Re: Definicja zelego ojca. 17.07.08, 17:28
                To ktos z kim ty zle sie czujesz.
                • akzalag Re: Definicja zelego ojca. 17.07.08, 17:36
                  Błąd w rozumowaniu.Np.matka może psuć dziecko,a mądry ojciec będzie ostro
                  reagował,ku niezadowoleniu dziecka i głupiutkiej matki.
                  • spinline Re: Definicja zelego ojca. 17.07.08, 17:40
                    Wiesz, rozumiem co masz na mysli. Jednak wtedy gdy czujesz zadry w
                    sobie, nawet po latach to znaczy, ze ten ojciec nie byl okej.

                    Czas, jest dowdem na to jak bedziesz postrzegla swojego rodzica.
                    • akzalag Re: Definicja zelego ojca. 17.07.08, 17:45
                      > Wiesz, rozumiem co masz na mysli. Jednak wtedy gdy czujesz zadry w
                      > sobie, nawet po latach to znaczy, ze ten ojciec nie byl okej.

                      Kompletnie nie rozumiemy się.
                      • spinline Re: Definicja zelego ojca. 17.07.08, 17:50
                        Rozumiem cie.
                        • akzalag Re: Definicja zelego ojca. 17.07.08, 17:56
                          Nie wiem,co przez to rozumiesz.
                          • spinline Re: Definicja zelego ojca. 17.07.08, 17:58
                            Rozumiem ze mnie nie rozumiesz. Wkrotce stad zmykam musze pobiegac,
                            a potem znowu do pracy.

                            Pozdr.
                            • akzalag Re: Definicja zelego ojca. 17.07.08, 18:00
                              ...bo za mało się znamy.Pzdr.
                            • akzalag Re: Definicja zelego ojca. 17.07.08, 18:02
                              Różnimy się.
                              • akzalag Re: Definicja zelego ojca. 17.07.08, 18:10
                                Już wiem!Fascynujesz dewiacjami.
                                • akzalag Re: Definicja zelego ojca. 17.07.08, 18:11
                                  > Już wiem!Fascynujesz dewiacjami.

                                  miało być:"fascynujesz się dewiacjami".
                                • spinline Re: Nie. 17.07.08, 18:12
                                  akzalag napisał:

                                  > Już wiem!Fascynujesz dewiacjami.
                                  ....
                                  Deiwacje sa nudne i nieciekawe. Fascynuje mnie nauka i poszerzanie
                                  wiedzy.

                                  Studiuje i pracuje cale zycie.
                                  • akzalag Re: Nie. 17.07.08, 18:21
                                    > Deiwacje sa nudne i nieciekawe. Fascynuje mnie nauka i poszerzanie
                                    > wiedzy.

                                    Odniosłem się do tego:
                                    "To nic, beda bardziej ciekawe. To dopiero
                                    poczatek.Niedawno mezczyzna urodzil dziecko. Slyszales te nowine
                                    ktora obiegla swiat."

                                    Zdrowi,normalni ludzie tak się nie zachowują.

                                    > Studiuje i pracuje cale zycie.

                                    Mam wątpliwości,co do twoich możliwości umysłowych.
                                    • akzalag Re: Nie. 17.07.08, 18:23
                                      Nie chciałbym Cię urazić,ale obawiam się o Twoje zdrowie psychiczne.
                                      • spinline Re: Nie. 17.07.08, 18:25
                                        akzalag napisał:

                                        > Nie chciałbym Cię urazić,ale obawiam się o Twoje zdrowie
                                        psychiczne.

                                        .......................

                                        Moje zdrowie psychiczne?
                                        :=))) Wytlumacz to.
                                    • spinline Re: Nie. 17.07.08, 18:24
                                      Mam wątpliwości,co do twoich możliwości umysłowych.

                                      ..............................

                                      A moglbys mi wytlumaczyc dlaczego?
                                      • akzalag Re: Nie. 17.07.08, 18:27
                                        Już mi się nie chce.To jak walenie grochem o ścianę.Sam przeczytaj swoje wywody
                                        i skonfrontuj z moimi.
                                        • akzalag Re: Nie. 17.07.08, 18:36
                                          Przecież Ty nie masz zmysłu poznawczego,percepcji,więc nie pitol mi o swoich
                                          studia,pracy naukowej.Nie grzeszysz inteligencją.
                                          • spinline Re: Nie. 17.07.08, 19:48
                                            akzalag napisał:

                                            > Przecież Ty nie masz zmysłu poznawczego,percepcji,więc nie pitol
                                            mi o swoich
                                            > studia,pracy naukowej.Nie grzeszysz inteligencją.
                                            ......................................

                                            A. czy ty kiedykolwiek widziales walke dzikiej kaczki z labedziem?

                                            Nie.

                                            Bo sie nigdy nie toczy.
                                        • spinline Re: Nie. 17.07.08, 19:52
                                          akzalag napisał:

                                          > Już mi się nie chce.To jak walenie grochem o ścianę.Sam
                                          przeczytaj swoje wywody
                                          > i skonfrontuj z moimi.

                                          ...............................................
                                          A co tu konfrontowac jest, ze zapytam? Jezeli nawet nie wiesz kim
                                          jest J. Sliver, to ty tym grochem nie tylko walisz, a po nim bąki
                                          puszczasz.


                                          hem.bredband.net/b120394/
                                          • akzalag Re: Nie. 17.07.08, 21:26
                                            Mogę,ale nie muszę go znać.
                                            • spinline Re: Nie. 17.07.08, 21:29
                                              akzalag napisał:

                                              > Mogę,ale nie muszę go znać.

                                              .................

                                              Powiniens, skoros taki skrzydlaty w intelekcie.
                                              • akzalag Re: Nie. 17.07.08, 21:33
                                                To mów,o co chodzi gościowi.
                                                • akzalag Re: Nie. 17.07.08, 21:33
                                                  ...skoro jesteś jego fanem.
                                              • akzalag Re: Nie. 17.07.08, 21:47
                                                halo,halo!Będziesz łaskaw rozjaśnić mi umysł?
                                                • spinline Re: Nie. 17.07.08, 21:53
                                                  akzalag napisał:

                                                  > halo,halo!Będziesz łaskaw rozjaśnić mi umysł?
                                                  ........................

                                                  Ale co cchesz sie dowiedziec? tak konkretnie.

                                                  Tu jest strona Silvera, juniora.

                                                  www.leemsilver.net/
                                                  • akzalag Re: Nie. 17.07.08, 21:59
                                                    Polskiego tekstu nie masz?To mów o co chodzi.
                                                  • akzalag Re: Nie. 17.07.08, 22:05
                                                    halo,halo..uczony człowieku.Możesz mnie oświecić własnymi słowami?
                                                  • akzalag Re: Nie. 17.07.08, 22:23
                                                    Kanciarz jesteś,nie uczony,skoro nie chcesz wyłożyć sprawy własnymi słowami-to
                                                    powinno być dla ciebie przyjemnością;polemika.Farbowany lisie.
                                                  • akzalag Re: Nie. 18.07.08, 02:16
                                                    No,znalazłem polską stronę,ale nie chciało mi się czytać.Genetyka to dla mnie
                                                    mało interesujące hobby,ale wiem,że za oceanem to wielki biznes.Tylko,że jabłka
                                                    robaczywki smakują mi nieporównawalnie lepiej,a za klonowanego barana nie chcę
                                                    robić.
      • Gość: jacek226315 Re: mama "musi" chodzic na randki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.11.08, 12:40
        taki sam wplyw jaki brak matek
    • maruda_2 Re: mama "musi" chodzic na randki 17.07.08, 19:14
      Witam. A czy kazda z was piaszacych o problemach jagody ma podobna
      sytuacje? Nie wiem ale zakladam ze nie bo nie wiecie co to jest
      zycie samotnej mamy i pokazywanie dzieciom kolejnych wujkow. A czy
      wiecie co dla faceta pokochac nie swoje dziecko? Pewnie tez nie
      wiecie. Dobra rada dla jagody to warto miec kolejne dziecko - tak
      jak chcesz - z nowym facetem pod warunkiem ze zostanie mezem. Ale o
      tym fakcie musisz mu powiedziec ze chcesz byc mama po raz kolejny. W
      innym przypadku zacznie sie zastanawic. Kazdy facet chce miec wlasne
      dzieci a jak juz bedzie je mial to latwiej bedzie mu pokochac nie
      swoje. I latwiej bedzie mu sie zylo bo zawsze powie ze ma 2 dzieci
      czy trojke a nie jedno lub dwa ale nie swoje. Mama zawsze kocha
      swoje dziecko jak tylko potrafi ale obcy facet juz nie bo zawsze
      bedzie to nie jego. A ojciec co teraz jest pierdzacy slodko niech
      taki bedzie bo szkoda dziecki - wkoncu to ich ojciec i powinien
      chciec jak najlepiej - tak mi sie wydaje. Niech ci sie Jagodo ulozy
      ale zaufaj facetom i badz szczera
      • akzalag Re: mama "musi" chodzic na randki 17.07.08, 22:41
        >Dobra rada dla jagody to warto miec kolejne dziecko - tak
        jak chcesz - z nowym facetem pod warunkiem ze zostanie mezem. Ale o
        tym fakcie musisz mu powiedziec ze chcesz byc mama po raz kolejny.

        A co to za facet,którego trzeba uświadamiać?hehe
    • babushka Re: mama "musi" chodzic na randki 17.07.08, 22:12
      Wszystko co piszesz jest życiowe. Jedno tylko skorygowalabym - albowiem
      czasownik "muszę" - mowi o jakims przymusie mimo woli, więc zamiast informować
      dzieci o swoich potrzebach w ten sposób - powiedz, że chcesz...
      To brzmi prawdziwiej i wyraża rzeczywista intencję i potrzebę, a nie konieczność.
      Pozdrawiam
      :)
      • akzalag Re: mama "musi" chodzic na randki 17.07.08, 22:55
        > To brzmi prawdziwiej i wyraża rzeczywista intencję i potrzebę, a nie koniecznoś
        > ć.

        Dobra uwaga,ale to tylko jeden z wielu niuansów.Nie można jej zrozumieć.
    • akzalag Re: mama "musi" chodzic na randki 17.07.08, 22:30
      Sama nie wiesz,czego chcesz.
      • akzalag Re: mama "musi" chodzic na randki 17.07.08, 22:32
        ...i jesteś skomplikowana,rozmemłana,jak PZPR...hihi.Sorki,prawda bywa czasem
        okrutna.
    • oldbay Re: mama "musi" chodzic na randki 17.07.08, 23:04
      Tak jak kilka osób wcześniej przede wszystkim powiem ci: nie szukaj dzieciom
      ojca, one już go mają. Szukaj partnera dla siebie, jesli czujesz, że tego ci
      własnie potrzeba. Chodź na randki, z dziećmi rozmawiaj szczerze, od serca.
      Zrozumieją. Masz prawo wybierać i przebierać w facetach, tak samo jak każda
      inna kobieta, dzietna czy bezdzietna. To, że posiadasz dzieci nie czyni cię
      kandydatką drugiej kategorii.

      Ja nie mam swoich dzieci jeszcze ale spotykam się z kimś, kto dzieci ma. Powiem
      ci jak to wygląda z mojej strony. Spotykam się z tym facetem już od prawie 8
      miesięcy a jego dzieci jeszcze nie poznałam. Chciałabym i czekam na ten moment
      ale wspólnie zdecydowalismy, że najpierw chcemy się lepiej poznać, spędzić ze
      sobą duuuzo czasu, chcemy być pewni, że to nie jest jakistam przelotny
      romansik. W sumie to już 8 miesiąc, na początku to była taka "luźna" znajomość,
      randki, kino, kawiarnia, spacer etc., ale po kilku tygodniach zaczęło się coś
      więcej. Do niczego się jednak nie spieszymy. Nie chcemy obydwoje robic jego
      dzieciom zamieszania w zyciu. Sytuacja jest inna, bo jego dzieci mieszkają na
      stałe ze swoją mamą a do niego przyjeżdżają na 2-3 dni w tygodniu. Staramy się
      tak zaplanować swój czas, żeby spotykać się w pozostałe dni. Poznałam już sporą
      część jego rodziny ale do spotkania z dziećmi chciałabym się jakoś szczególnie
      przygotować. Wiem, że ten moment niedługo nastapi ale nawet wtedy nie
      chcialabym wystąpić w roli "przyszłej macochy" tylko wiesz, jakoś inaczej... On
      jest odpowiedzialnym ojcem i podobnie jak dla ciebie, dzieci są jego skarbem i
      jest im bardzo oddany. Są młodsze, niż twoje 6 i 4 lata. Wiem, że jako samotnej
      mamie będzie ci bardzo trudno tak zaplanować czas, żeby spotykać się przez
      pewien czas bez towarzystwa dzieci ale to nie jest niewykonalne. Daj sobie
      trochę czasu, w y l u z u j, spokojnie, nic na siłę, przecież nie musisz dostać
      tego co chcesz natychmiast tu i teraz.
      I jeszcze jedna sprawa: przejmij rolę slnego przewodnika stada, będziesz
      jeszcze bardziej atrakcyjniejsza w męskich oczach.
      -
      oldbay
      • akzalag Re: mama "musi" chodzic na randki 17.07.08, 23:32
        > I jeszcze jedna sprawa: przejmij rolę slnego przewodnika stada, będziesz
        > jeszcze bardziej atrakcyjniejsza w męskich oczach.

        Nie ma prostych recept.
      • eska78 Re: mama "musi" chodzic na randki 18.07.08, 00:01
        > I jeszcze jedna sprawa: przejmij rolę slnego przewodnika stada,
        będziesz
        > jeszcze bardziej atrakcyjniejsza w męskich oczach.
        Moim zdaniem niekoniecznie,mężczyżni boją sie silnych i wiedzących
        czego chcą kobiet.Także atakcyjność raczej spadnie.
        • akzalag Re: mama "musi" chodzic na randki 18.07.08, 00:14
          > Moim zdaniem niekoniecznie,mężczyżni boją sie silnych i wiedzących
          > czego chcą kobiet.Także atakcyjność raczej spadnie.

          Nie ma prostych recept.
        • oldbay Re: mama "musi" chodzic na randki 18.07.08, 06:18
          Moim zdaniem jest wręcz przeciwnie.
          No ale w sumie nie wszyscy faceci są tacy sami, więc pójdźmy na
          kompromis: zależy jacy mężczyźni :-)
          -
          oldbay
      • druga-jagoda Re: mama "musi" chodzic na randki 18.07.08, 00:25
        dziekuje Ci, nie zdawalam sobie sprawy, ze takich osob jak ja jest
        wiecej, z podobnymi problemami.
        8 miesiecy to dosc dlugo, ale mozliwe, ze bardzo rozsadnie.

        co do silnego przewodnika stada, nie wiem, naprawde nie wiem.
        moj upor chyba mnie gubi w kontaktach z mezczyznami, nie mozna byc
        bardziej meska i zdecydowana jak facet [mowie o sile charakteru i
        przewodnictwie], bo wytraca sie jemu z reki poczucie tego ze sa
        wlasnie "mezczyznami'

        poza tym, ja naprawde, chce wreszcie, po latach trzymania
        wszystkiego na swojej glowie, spotkac kogos, kto sie nami
        zaopiekuje, a dostanie ode mnie tyle czulosci i wiezi rodzinnych ile
        tylko zapragnie. sa moze gdzies tacy panowie... ja po prostu chce
        byc kobieta... do tego sie najlepiej nadaje. buu..
        • akzalag Re: mama "musi" chodzic na randki 18.07.08, 00:36
          Zrobiłaś postęp.Już wiesz,czego chcesz.
          • akzalag Re: mama "musi" chodzic na randki 18.07.08, 02:40
            ...ale twój przypadek jest nadal ciężki.
        • oldbay Re: mama "musi" chodzic na randki 18.07.08, 06:08
          Oj wydaje mi się, że osób z podobnymi problemami jest całe mnóstwo.
          Zobacz ile w Polsce jest samotnych mam i na pewno wiele z nich marzy
          o tym, co ty.
          Rzeczywiście, nie ma prostych recept na szczęście, na facetów i na
          miłość. Każdy jest przecież inny. Mi się jednak wydaje,że faceci
          boją się kobiet, które chcą, żeby sie nimi opiekowano a cenią
          kobiety, które potrafią doskonale zaopiekować sie same sobą. Z
          mojego doświadczenia tak własnie wynika. Im bardziej jesteś
          samodzielna, im mniej potrzebujesz tego mężczyzny do "szczęścia", im
          bardziej jesteś niezależna finansowo, im bardziej pokażesz mu, że
          zarówno bez niego jak i z nim możesz być w pełni szczęsliwa - tym
          bardziej on chce z tobą być, tym bardziej interesująca sie stajesz!
          Wiesz, w sumie to po napisaniu tego zdania doszłam jednak do
          wniosku, że każda z nas kobiet chyba w głębi serca pragnie własnie
          takiej męskiej "opieki", o jakiej mówisz, tylko raczej nie wolno
          tego tak ostentacyjnie pokazywać.
          -
          oldbay
          • druga-jagoda oldbay - jestem niezalezna i samodzielna 18.07.08, 12:10
            jestem bardzo niezalezna finansowo i mam swoje relacje towarzyskie,
            dbam o strone sportowa, bo potrzebuje ruchu, zeby sie uwolnic od
            stresow. "wychodze z domu". mam tez bardzo wiele relacji z, nazwijmy
            to "gronem adoratorow", ktorych jednak trzymam bardzo na dystans.
            jestem ceniona w pracy i udalo mi sie cos, co sie nie zawsze udaje -
            mezczyzni licza sie z moim zdaniem. umiem wlezc pod samochod kiedy
            trzeba, przytachac dwa spiace dzieciaki z zakupami pod pacha i noga
            otwierac sobie drzwi, ale tez dawac popis na konferencjach, czy
            spotkaniach biznesowych. prawie nigdy nie prosze o pomoc. oczywiscie
            jest cos za cos, jestem roztrzepana, i mam dni, kiedy musze sie
            zupelnie wylaczyc i odpoczywam sam na sam ze swoimi myslami.

            sorry, ze tyle wypisuje, chcialam sie troche dowartosciowac.


            ale wlasnie dlatego w domu potrzebuje opieki, czulosci, spokoju a
            nawet przypilnowania mnie, zebym po prostu poszla spac czy zjadla.
            bardzo wazne jest dla mnie, zeby moc sie do kogos przytulic w nocy,
            widac brak mi poczucia bezpieczenstwa. wiec wiem, ze nie powinnam
            zyc sama.

            nadal nie wiem jednak, jaki mezczyzna bylby dla mnie odpowiedni.
            moze potrzebuje kogos naprawde dojrzalego, zeby nie czul sie przy
            mnie gorszy, bo sam juz czulby sie dowartosciowany? niestety nie mam
            w ogole szczescia takich poznawac, bo zewnetrznie przyciagam sporo
            mlodszych od siebie panow. nawet ci w moim wieku, [wolni] sa na ogol
            mniej dojrzali. starsi natomiast nie nadazali by chyba za mna po
            prostu fizycznie.

            kogo i gdzie mam szukac, bo przeciez nie w klubach nocnych...?
      • plisowanka Re: mama "musi" chodzic na randki 19.07.08, 23:50
        oldbay napisała:
        > Masz prawo wybierać i przebierać w facetach, tak samo jak każda
        > inna kobieta, dzietna czy bezdzietna.

        Samo tupnięcie nóżką nie zmieni świata.

        > To, że posiadasz dzieci nie czyni cię
        > kandydatką drugiej kategorii.

        Niestety większość mężczyzn uważa takie kobiety za drugą kategorię. Tak samo jak większość kobiet uważa mężczyzn obciążonych dziećmi za drugą kategorię. Jak ktoś będzie miał do wyboru między kobietą ładną, fajną i bezdzietną a kobietą ładną, fajną i obarczoną dziećmi to zawsze wybierze to pierwsze. Po co komplikować sobie życie - lepiej sobie wybrać na partnerkę/partnera osobę nie mającą zobowiązań wobec dzieci, bo wtedy można zaczynać związek z czystą kartą, a nie mieć już na wstępie komplikacje w postaci dylematów, czy dzieci zaakceptują partnera i czy on je zaakceptuje.

        > Spotykam się z tym facetem już od prawie 8
        > miesięcy a jego dzieci jeszcze nie poznałam.

        Jeszcze cały dramat przed tobą. Poczytaj sobie forum "Macochy"
        forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=14479
        tam większość kobiet odradza wikładnie się w związki z facetami dzieciatymi. Macochy ostrzegają inne, że te nie wiedzą, w co się pakują. One na początku też tak myślały, że nie będzie tak źle, ale później jak muszą w swoim domu regularnie gościć cudze dzieci, gotować dla nich, znosić ich humory, albo jak siedzą w weekend same, bo facet pojechał do swoich dzieci, to dostają depresji. Wspomnisz moje słowa.
        Zresztą w omawianej sytuacji to facet decydując się na związek z autorką wątku będzie musiał mieszkać z tymi dziećmi pod jednym dachem, to nie będą wizyty w weekendy, tylko opiekowanie się cudzymi dziećmi dzień w dzień.

        • oldbay Re: mama "musi" chodzic na randki 20.07.08, 06:44
          Dzięki za radę ale na to forum nawet nie zamierzam zaglądać. I
          napewno nie będę się sugerować cudzymi doświadczeniami w
          podejmowaniu własnych osobistych decyzji. To właśnie po czytaniu
          takich wątków i zagladaniu na takie fora ludzie bardzo podatni na
          wpływ innych i na manipulację tworzą stereotypy typu: bezdzietna
          jest lepsza niż "dzietna". Wcale tak nie musi być, nie wiem z
          doświadczenia ale takie jest moje zdanie.
          Być może wspomnę twoje słowa ale wolę nauczyć się na własnych
          błędach niż na cudzych.
          -
          oldbay
          • plisowanka Re: mama "musi" chodzic na randki 20.07.08, 21:01
            oldbay napisała:

            > Dzięki za radę ale na to forum nawet nie zamierzam zaglądać.

            Typowe dla ludzi bojaźliwych, lepiej zamykać oczy na zagrożenia niż je poznawać. Przykładowo osoba paląca papierosy woli nie czytać artykułów o ich szkodliwości, w szczególnosći o nowotworach i zawałach serca. Kobieta stosująca antykoncepcję hormonalną woli nie czytać na forum wątków o ich skutkach ubocznych. Kobieta wiążąca się z mężczyzną posiadającym dziecko woli nie czytać o doświadczeniach innych kobiet w podobnej sytuacji.

            Takie unikanie poprawia nastrój tylko na krótką metę.

            > wolę nauczyć się na własnych
            > błędach niż na cudzych.

            Widzisz, nauka człowieka opiera się przede wszystkim na obserwowaniu innych, na słuchaniu relacji z ich doświadczeń. To pozwala podjąć decyzję, czego my chcemy doświadczać, a czego lepiej jest unikać, bo wiąze się z tym duże ryzyko. Nie trzeba się samemu poparzyć wrzątkiem, żeby wiedzieć, że jest to bolesne. Wystarczy, że zaobserwujemy, że ktoś inny się w taki sposób poparzył albo posłuchamy ostrzeżeń innych ludzi. Gdyby człowiek miał się uczyć wyłącznie na własnym doświadczeniu, to by nie pożył za długo w zdrowiu, bo musiałby się sam poparzyć wrządkiem, żeby na przyszłość wiedzieć, że to jest zagrażające jego zdrowiu; chodziłby nocą po parku, żeby się przekonać, że można przez to zostać napadniętym i pobitym; skakałby do rzeki na główkę, bo musiałby się przekonać na własnej skórze, że to grozi urazem kręgosłupa itd.

            Warto przeczytać o tym, że związek z dzieciatym narażony jest na więcej konfliktów niż z bezdzietnym, że często te konflikty skutecznie marnują człowiekowi życie i że kobieta narażona jest w takim związku na większe kompromisy. Wtedy można podjąć decyzję, czy warto w to wchodzić. Niestety wiele kobiet budzi się dopiero po kilkunastu latach związku z takim dzieciatym, ten związek i tak się rozpada, a one mają ogromną depresję z powodu zmarnowanego życia na pasierbów, którzy i tak się od nich odwrócili po wejściu w dorosłość. Poza tym wiele kobiet nie zdaje sobie sprawy z tego, że obecnie po zmianie kodeksu rodzinnego matka dziecka może pozwać żonę/konkubinę ojca dziecka o alimenty. Tak więc taka kobieta jak ty powinna mieć świadomość, że będzie mogła być wleczona po sądach przez matkę dziecka jej partnera i zmuszona na płacenia alimentów na cudze dziecko.
            • oldbay Re: mama "musi" chodzic na randki 22.07.08, 03:03
              > Typowe dla ludzi bojaźliwych, lepiej zamykać oczy na zagrożenia
              niż je poznawać

              Bu ha ha ha
              Ojej
              HA HA HA

              Pozdrawiam serdecznie
              -
              oldbay
    • kropa8 Re: mama "musi" chodzic na randki 18.07.08, 07:38
      Po przeczytaniu Twojego postu jestem z lekka zszokowana takim
      podejsciem do szukania faceta.Tu niby w dolku bo facet sie zmyl i co
      juz by sié przydal nastepny?.Jakiego nastépnego ojca przeciez one
      majá taté i jak widzé powaloná mamé ''wiem, ze kiedys spotkam
      innego, moze wielu innych... moze za wielu!
      > jak sobie poradzic z faktem, ze znowu bede musiala uczyc dzieci
      > zaufania do obcego czlowieka...?''
      Walnij sobie ogloszenie ,ze szukasz kogos dla kasy bo jest Ci ciezko
      finansowo i masz problem z utrzymaniem dzieciakow.
      Sá jednak durne oj durne matki oj jaka szkoda ,ze takiego chopa nie
      mozna zmowic na allegro:)

      • leda16 Re: mama "musi" chodzic na randki 20.07.08, 10:35
        W całej rozciągłości popieram to, co napisałaś. Obcy samiec nigdy cudzych plemników nie pokocha. Dobrze, jeśli tolerował będzie. Szokujące jest, że autorka wątku wszystko, rozum, a przede wszystkim dzieci, podporządkuje swojemu rozbuchanemu popędowi seksualnemu, którym kupczy jak przysłowiowa prostytutka - za seks chce mieć męża-opiekuna, sponsora i tatusia dla swoich dzieci. Żeby go emocjonalnie ze sobą związać, chce następnemu "partnerowi" seksualnemu urodzić trzecie dziecko, bo dwoje ugnanych z poprzednim facetem , który mimo tego kopnął ją w zadek, nie wystarczy. Koniecznie chce zostać samotną matką z trójka dzieci. Jej naiwne rojenia, jak to przedstawia sobą identyczną wartość matrymonialną jak bezdzietna,wykształcona, młodziutka kobieta, są tak odległe od poglądów przeciętnego mężczyzny, aż politowanie bierze. Najbiedniejsze w tym wszystkim są te dzieci, traktowane przez obcych chłopów instrumentalnie - jako przepustka do wyra wyuzdanej seksualnie mamusi, która gzić się "musi". Nawet "uczucia" pedofila wdzięczącego się do jej dzieci weźmie za dobrą monetę, żeby tylko mieć kogoś, kto będzie tyrał na nią, cudze plemniki i ewentualnie na jedno swoje. Polecam film - "Kochankowie mojej mamy" ze świetną K. Jandą w roli wyuzdanej, leżącej w alkoholowym rynsztoku nimfomanki.
        • plisowanka Re: mama "musi" chodzic na randki 20.07.08, 21:06
          leda16 napisała:
          > Jej
          > naiwne rojenia, jak to przedstawia sobą identyczną wartość matrymonialną jak be
          > zdzietna,wykształcona, młodziutka kobieta, są tak odległe od poglądów przeciętn
          > ego mężczyzny, aż politowanie bierze.

          Popieram, trzeba znać swoje miejsce w szeregu. Zaoszczędzi nam to niepotrzebnych rozczarowań.
        • oldbay Re: mama "musi" chodzic na randki 23.07.08, 01:46
          Znajdzie się mnóstwo przykładów, które zaprzeczają twojej dziwnej
          tezie.

          Józef z Nazaretu. Jeśli nie znsz tej urzekającej historii to
          wygooglaj sobie :-)

          Jeśli śledzisz nagłówki gazet to zapewnie nie uszła twojej uwadze
          kolejna historia: Brad Pitt. Nie dość, że poślubił
          kobietę "obarczoną" adoptowanym dzieckiem, wraz z nią adoptował
          kolejne, to wcale nie przeszkadza mu to płodzić z nią własnych
          dzieci. Rozsmakował sie facet.

          Mój ukochany wujek S., będący ojcem dla moich dwóch kuzynek odkąd
          siegam pamięcią, choć to nie jego "plemniki", jak to pieknie
          nazwałaś.

          Setki tysięcy mężczyzn na całym świecie adoptujących samotnie lub
          wspólnie z żonami osierocone dzieci, często z patologicznych rodzin
          lub nieuleczalnie chore, "obce plemniki". Mężczyźni współtworzący
          rodziny zastepcze.
          Przykładów jest tak wiele.
          -
          oldbay
    • borsuk_bob Re: mama "musi" chodzic na randki 18.07.08, 09:39
      Chociaż jestem już dojrzałym mężczyzną ( po 40-ce ) postaram się
      przedstawić sytuację w której się znalazłaś z punku widzenia
      dziecka . Powód jest bardzo prozaiczny , sam kiedyś znalazłem się
      jako dziecko w takiej sytuacji . Moi rodzice rozwiedli się gdy
      miałem cztery lata i od tego momentu co kilka lat w moim życiu
      pojawiali się kolejni "tatusiowie" . Jedni byli lepsi inni gorsi (
      dla mnie ) , pewnie każdy z nich kochał moją matkę ale żaden nie
      potrafi być dla mnie ojcem . Byli bardziej mili lub mniej ale po
      prostu nie umieli zachowywać się jak ojciec . Traktowali mnie jak
      przepustkę której zdobycie gwarantowało akceptacje ze strony mojej
      matki . Czasem rozpieszczali czasem odgrywali się na mnie za
      niepowodzenia w podbojach . Moja matka tłumaczyła pojawienie się
      kolejnego "tatusia" tak jak Ty : "dziecko musi mieć ojca" . Ale
      przecież dobrze wiemy że nie ojcostwo było głównym argumentem na
      akceptacje kolejnej znajomości . Gdy patrzę na to z perspektywy
      czasu to trudno mi znaleźć pozytywy ówczesnej sytuacji , jest mi
      trochę wstyd ( chociaż nie wiem dlaczego ) , jestem zły na matkę (
      mimo że robiła to "dla mojego dobra" ) , czuje żal za spartolone
      dzieciństwo . Nie , ta sytuacja nie skrzywiła mnie na całe życie .
      Mam rodzinę , udane dzieci , Kochaną Żonę , sukces materialny i
      zawodowy . Moja matka jest dzisiaj samotną starszą panią , ma tylko
      mnie , żaden z partnerów się nie ostał .
      Życzę twoim dzieciom żeby zapamiętały swoje dzieciństwo inaczej niż
      ja .
      • mi.ka.n Re: mama "musi" chodzic na randki 18.07.08, 13:43
        Nigdy w życiu nie pooświęciłabym dzieci dla dobra WĄTPLIWEGO przewaznie
        ojcostwa.Spartolone dziecinstwo,a nie kazdy wychodzi z niego jak
        Borsuk_bob.Życzę Ci Borsuku w dalszym ciagu udanej i kochajacej sie
        rodzinki.Mamusia Twoja wtedy nie pomyslala o tym ,ze czlowiek kiedys sie
        zestarzeje i cała opoka w dziecku.
    • milka_niebieska Re: mama "musi" chodzic na randki 18.07.08, 23:26
      ja też jestem dzieckiem z "takiej" rodziny (teraz już dorosłym :) i
      do tego stopnia nie znoszę takiej postawy jaką przejawiasz, że boję
      się mieć dzieci. Po prostu zbyt boję się, że gdy zostanę sama też
      stanę się kimś takim.

      Jak dla mnie, Ty nie rozmuiesz istoty problemu!!! Problemem nie jest
      liczba wujków którzy pojawią się w Twoim życiu ale PRZYWÓDZWTO
      STADA. Może się przetoczyć przez Wasz dom kompania mężczyzn z
      którymi będziesz próbowała sobie ułożyć życie ALE PRZYWÓDZCĄ WASZEGO
      STADA MASZ BYĆ TY!
      • milka_niebieska Re: mama "musi" chodzic na randki 18.07.08, 23:40
        Jeśli będziesz zawsze oparcie dla swoich dzieci, to nie będzie dla
        nich problemem to jak będzie się układało Twoje życie uczuciowe. Ich
        życie będzie stabilne i będą wiedział, że nic (czytaj kolejni
        wujkowie) nie naruszą waszej wspólnoty.

        Twoje przywództwo też przekłada się na wiele codziennych sytuacji i
        konflików. Np. nowy partner ma jakąś wizje zachowania dzieci, która
        była czymś normalnym w jego domu, a czego wy nie praktykujecie. I co
        zrobisz, podejrzewam, że podkulisz ogon i nie miałkniesz sprzeciwu,
        żeby nie razić się i nie stacić opiekuńczych skrzydeł, kttórych tak
        bardzo potrzebujesz. On jest przecież przywódcą stada i jak pisałaś
        musi czuć się mężczyzną.

        Jeśli przyznasz przed dziećmi, że czujesz się zagubiona i
        przytłoczona waszą sytuacją i obowiążkami a także, że potrzebujesz
        mężczyzny żeby się Tobą zaopiekował, to wiesz jaka będzie ich
        reakcja?. W naturalnym odruchu to one poczują się za Ciebie
        odpowiedzialne. Ich beztroskie dzieciństwo diabli wezmą. I podczas
        gdy inne dzieci będą się w najlepsze bawiły, one będą się stale
        martwiły swoją "biedną mamusią". A w wieku dwudziestuparu lat, będą
        tak zmęczone życiem i pozbawione złudzeń, że nie będą miały siły
        zająć się swoim życiem i swoją "dorosłością".
        • mi.ka.n Re: mama "musi" chodzic na randki 19.07.08, 10:02
          Masz 100% racje niebieska milko.Dzieci jak nikt potrafią wyczuc sytuacje.A ze
          dziecinstwo wykuwa sie głębokim pietnem na charakterze czlowiek jest tak jak
          piszesz.
    • basia2012 Re: mama "musi" chodzic na randki 19.07.08, 12:15
      Ja bym ci tak odpwiedziała,chodz na randki i poznaj kogoś dla siebie
      na stare lata jak znalazł.Mam 54 lata i zmarła moja jedyna córka,co
      bym zrobiła, gdyby nie mąż zresztą drugi.A tak jest ktoś kto ci poda
      pomocną dłoń w chwili gdy tego potrzebujesz.Dzieci ci dorosną pujdą
      w świat i co wtedy zrobisz,będziesz sama,płacz nie pomaga,a
      samotnośc w tym wieku jest straszna,jak i znalezienie tej drugej
      połówki. Basia
      • falka32 Re: mama "musi" chodzic na randki 20.07.08, 13:03
        Jagodo, ja ci powiem ze swojego doświadczenia:

        - ludzi, którzy ci mówią, że jako obarczona dziećmi jesteś towarem drugiej
        kategorii i nie powinnaś przebierać w facetach, słuchaj bardzo uważnie. Słuchaj
        i naucz się, jakim językiem mówią, jakimi kategoriami myślą, żebyś potrafiła ich
        rozpoznać w czasie pierwszej niezobowiązującej rozmowy przy kawie. Wtedy
        będziesz wiedziała, których facetów od razu spuszczać na szczaw i oszczędzisz
        sobie nieuchronnych rozczarowań i cennego czasu.

        - pamiętaj, że mając dwoje dzieci, masz w ich postaci wspaniały filtr, dzięki
        któremu nieodpowiedzialne dupki i przyszli roszczeniowi przywódcy stada, którym
        trzeba czyścić buty, też będą się trzymali od ciebie z daleka. To oczywiście
        zmniejsza ilość towaru do przejrzenia :) i zawęża ci poszukiwania do węższego
        grona interesujących cię mężczyzn.

        - jesteś mądrą, silną i fajną kobietą, jak wnioskuję z twoich wpisów. To, że
        czasami czujesz się zmęczona życiem i pragniesz, żeby ktoś ci zrobił herbatę i
        przytulił, jest zupełnie normalną rzeczą. To bardzo ludzkie i nie świadczy o
        ukrytej słabości, czy wstydliwej stronie kobiecości, tylko o zdrowiu psychicznym
        i zdrowej potrzebie zachowania równowagi w życiu. Nie jesteś cyborgiem i ciesz
        się z tego. Umiejętność dostrzeżenia swoich słabości i miękkich ludzkich potrzeb
        to ogromna siła a nie słabość i ułomność. Faceci po prostu się do tego nie
        przyznają (w większości).

        - żyjemy w czasach, kiedy w przeciętnej klasie spory odsetek dzieci to dzieci z
        rodzin rozwiedzionych. Posklejane rodziny nie są niczym dziwnym, odmiennym, a
        chodzenie przez samotną mamę na randki nie jest bezczeszczeniem jej świętych
        powinności wobec rodziny. Moim zdaniem ani nie musisz się tłumaczyć specjalnie
        dzieciom z tego, że chodzisz na randki (tłumaczyć sie należy ze złych rzeczy),
        ani nie musisz im się z celu każdego wyjścia szczegółowo spowiadać. Ja tego nie
        robiłam - wychodziłam na imprezę firmową, albo na randkę a mój syn nie miał się
        interesować tym, gdzie i z kim spędzam wolny czas. To była moja sprawa, moje
        życie towarzyskie. W ten sposób przekazujesz dzieciom, swoim zachowaniem, że nie
        robisz nic złego. Jeżeli się tłumaczysz, odbywasz z nimi niepytana długie
        poważne rozmowy - dzieci odczytują to jako sygnał, ze powinny się tym
        przejmować, bo sprawa jest poważna i delikatna. A po co? Nie musisz też
        absolutnie każdego potencjalnego obiektu swoich uczuć przedstawiać dzieciom jako
        przyszłego taty. Po co? Jeżeli masz dużo znajomych i dla twoich dzieci
        pojawienie się w domu gościa, albo wspólne wyjście na spacer z kimś jeszcze, nie
        jest wydarzeniem roku i szokiem, to po prostu przedstawiaj go jako kolegę. I on
        będzie miał szansę przyjrzeć się twojej rodzinie bez jakiejś presji i dzieci też
        będą mogły niezobowiązująco się do niego ustosunkować, czy jest fajny. Jak się
        kolega zadomowi i będzie go sens przedstawiać w nowej roli, dzieciaki przyjmą to
        naturalnie i bez wstrząsu.

        - jeszcze jedna rada, daj sobie trochę czasu, zanim zaczniesz szukać nowego
        partnera. Załóż sobie, że np przez pół roku za nikim się nie rozglądasz i nie
        zastanawiasz się nad tym. Po pół roku (albo roku?) znowu możesz szukać i myśleć.
        To jest czas potrzebny, żebyś uporządkowała sobie w głowie wszystko i żebyś
        nauczyła się żyć sama ze sobą i sama sobie dawać wsparcie w trudnych momentach,
        kiedy dopada cię dół i melancholia i kiedy ci się wydaje, że życie cię
        przerasta. Nie myśl o tym, żeby ktoś się pojawił i dał ci to wsparcie, tylko o
        tym, że to ty jesteś JEDYNĄ osobą, która może i powinna się TERAZ tobą
        zaopiekować. To jest bardzo ważne - bo jeżeli się tego nauczysz, przestaniesz
        wysyłać sygnały facetom, którzy szukają bezradnej kobiety, żeby wziąć ją pod
        buta. Oraz tym, którzy szukają łatwej ofiary, gotowej za chwile pozorowanej
        czułości i kwiatka zapewnić dobry seks, wikt i opierunek bez faktycznych
        zobowiązań i zawsze będzie wiernie czekała na telefon. Dla nich w tej chwili
        jesteś bardzo łatwą ofiarą i im będzie najłatwiej cię oczarować (wbrew temu, co
        ci się wydaje w tej chwili, rozpoznasz ich dopiero wtedy, kiedy już będziesz w
        samym centrum wydarzeń i uwikłana w najróżniejsze zobowiązania).

        - jeszcze powtórzę za przedmówcami. Nie szukaj dzieciom ojca. One mają ojca i na
        tej relacji się skoncentruj, żeby nie wygasła. Ja sobie bardzo chwalę układ z
        ojcem mojego pierwszego dziecka, bo dzięki jego zaangażowaniu w opiekę nad nim i
        częste kontakty (nie mówię, że było łatwo to uzyskać i znieść wszystkie tarcia
        pomiędzy nami, sporo pracy i dyplomacji mnie to kosztowało) młody ma fajnego,
        przewidywalnego i jednego ojca i do moich partnerów mógł się przywiązywać,
        lubić, ale nie musiał ich kochać ani szukać w nich ojca. To bardzo duża różnica.
        Jeżeli się z kimś rozstawałam, to młody odżałowywał to tak samo, jak się
        zerwanie kontaktów z jakąś ulubioną jego "ciocią" - przykro mu było, pytał co
        się stało i dlaczego się nie widujemy, ale nie miał traumy, dziury, braku,
        rozczarowania. Przy okazji dowiadywał się, że w życiu niestety tak bywa i trzeba
        się z tym pogodzić, nie wszyscy ludzie w naszym życiu są nam dani na zawsze.
        Twój nowy przyszły partner powinien pełnić wobec twoich dzieci bardziej rolę
        starszego brata, doświadczonego starszego wujka, niż ojca, nie musi ich kochać
        miłością rodzicielską, wystarczy, jeżeli będzie je szczerze lubił, dobrze im
        życzył i akceptował ich charakterki. Szukaj faceta dla siebie, który będzie
        spełniał twoje oczekiwania, a jednym z tych oczekiwań niech będzie po prostu
        ciepły i otwarty stosunek do twoich dzieci. Ojciec jest tylko jeden, zwłaszcza
        dla dzieci w tym wieku, które masz.
        • druga-jagoda falko 21.07.08, 22:29
          warto bylo przejrzec te ostatnie glupie posty, zeby dotrzec do
          twojego. Bardzo mi ladnie i dlugo napisalas. za co szczerze dziekuje.

          Wiem, ze musze teraz odczekac, zeby sie uspokoic wewnetrznie, i
          dziekuje, ze uswiadomilas mi, ze powinnam sama poczuc sie ze soba
          silną. Właśnie tak intuicyjnie postanowiłam zrobić. Trudno mi
          szczegółowo odpowiadać, na Twoje serdeczne rady, ale wiedz, ze
          przeczytalam je uwaznie i przemysle sobie.

          Poki co, czuje, ze czeka mnie w zyciu wreszcie serdeczna przystan,
          bo wiele serdecznosci wokol mnie, ale pewnie musze jeszcze troche
          poczekac. Nie bede sie wobec tego spieszyc.

          Dzieki jeszcze raz.
    • lucerka Re: mama "musi" chodzic na randki 12.11.08, 09:16
      > ale dzieci powinny miec ojca, inaczej mowiac tez, powinnismy miec
      > przewodnika w swoim stadzie, bo ja choc silna charatketerem,
      jestem
      > tak bardzo kobieca, i zbyt uczuciowa w wielu sprawach, ze
      skrzywdze
      > je swoim wychowaniem. nie wiem czy sobie dam rade...

      Dzieci maja juz ojca - z tego co wyczytalam w twoim poscie. Wiec
      kazdy nastepny partner bedzie po prostu Twoim partnerem a nie ojcem
      Twoich dzieci. PRZEWODNIKIEM W STADZIE JESTES (sorki za caps)
      jestes Ty!
      • ejana Re: mama "musi" chodzic na randki 12.11.08, 11:34
        Z tego co piszesz, szybko po rozstaniu weszlas w nowy zwiazek.
        Moze za szybko.
        Kobieta po rozwodzie swieci glodem nowego zwiazku bardzo jasno. Latwo wtedy o
        nie do konca przemyslane decyzje.
        Twoje dzieci zyja z duzym zranieniem,
        nie nalezy ich obarczac bardziej, niz to, co juz beda mialy na cale zycie. A
        niezaleznie od tego, jak na zewnatrz funkcjonuja, sa bardziej zranione, niz
        sadza rodzice.
        Moze dla ich dobra nalezy popracowac nad relacjami z ich ojcem. Wiem, ze to
        trudne, ale zwraca sie wielokrotnie, co widac dopiero po latach.
        To dobrze, ze masz entuzjazm, potrzebe znalezienia mezczyzny, to swiadczy o
        zdrowiu psychicznym. Trzeba cos zamykac i otwierac sie na nowe.
        Mysle jednak, ze te nowe relacje powinny byc poza zyciem Twoich dzieci,
        przynajmniej w do momentu, kiedy Ty bedziesz miala absolutna pewnosc, ze
        mezczyzna z ktorym jestes
        ZASLUGUJE
        na to, aby przedstawic go Twoim dzieciom. Nie odwrotnie.
        Zreszta serdeczna, kochajaca matka, ktora potrafi zadbac nie tylko o dzieci ,
        ale tez o SIEBIE, to dla nich dar.
        Z Twoich wypowiedzi wynika, ze taka wlasnie jestes.
        Posiadasz tez rzadka ceche na forach - potrafisz podziekowac ludziom za to, ze
        poswiecili Ci swoj czas probujac mniej, lub bardziej sensownie Ci doradzic i
        zrozumiec Twoja sytuacje.
        Dobrze tez, ze szukasz i probujesz zrozumiec sytuacje, tu kazdy sposob jest
        dobry, forum, psycholog, jest tez troche poradnikow dla samotnych matek.
        Po co popelniac bledy z niewiedzy, jesli mozna ich zwyczajnie unikac :))
        (chociaz zawsze ma sie pokuse uczenia sie wlasnie na wlasnych bledach)
        Tak trzymaj ! Powodzenia.




Inne wątki na temat:
Pełna wersja