druga-jagoda
16.07.08, 20:08
zostawil mnie niedawno facet, moj drugi. z pierwszym sama sie
rozstalam, zostajac z dwojka dzieci. rodzony tata dosc ladnie sie z
nimi kontaktuje [ze mna fatalnie], ale coraz rzadziej. drugi partner
zostawil mnie z dnia na dzien i zerwalismy kontakt calkowicie. Nie
mam do tego jeszcze dystansu, boli mnie i nie chce juz o nim myslec.
ale dzieci powinny miec ojca, inaczej mowiac tez, powinnismy miec
przewodnika w swoim stadzie, bo ja choc silna charatketerem, jestem
tak bardzo kobieca, i zbyt uczuciowa w wielu sprawach, ze skrzywdze
je swoim wychowaniem. nie wiem czy sobie dam rade...
sama jestem zalamana tym drugim rozstaniem, wlozylam bardzo wiele
cierpliwosci i sily w to, zeby oswoic najpierw siebie a potem dzieci
z obcym dla nich mezczyzna i na odwrot. W miare sie to udalo, po
czasie nawet moge powiedziec, ze calkiem dobrze, pokochali sie.
wiem, ze kiedys spotkam innego, moze wielu innych... moze za wielu!
jak sobie poradzic z faktem, ze znowu bede musiala uczyc dzieci
zaufania do obcego czlowieka...?
wydaje mi sie, choc moge sie troche mylic, ze nie ja bylam winna
rozpadowi tych dwoch zwiazkow. moze raczej - zle wybralam. trudno
jednak mowic, ze zaluje, jesli mam dwojke cudownych dzieciakow....
jak teraz byc dla nich wzorem, oparciem, dobra matka, kiedy zeby
kogos poznac musialabym wychodzic z domu, i je zostawiac... poznawac
nowych wujkow... czy lepiej kogos poznac poza domem, przetestowac, a
dopiero potem dopuscic do naszego zycia rodzinnego? wychodzic na
randki? jak wytlumaczyc to dzieciom, ze mama musi chodzic na randki
jak nastolatka? i nawet to mnie przestaje juz bawic, ja chce znalezc
kogos, kto sie mna zaopiekuje, nie wiem czy nie przestalam wierzyc w
milosc dla siebie. [dla siebie, nie w ogole]
jak zaufac znowu obcej osobie? co innego swiergolenie nad kawa w
kawiarni, czy ogladanie gwiazd na plazy, a co innego spuszczanie
wody po dzieciaku, czy wycieranie nosa zaplakanemu, marudzacemu caly
dzien maluchowi.
czuje sie na przegranej pozycji... co beda myslec o mnie dzieci,
kiedy beda juz dorosle? co ja mam robic? zostac z nimi sama?
dochodza tez kwestie finansowe, moge na nie zarobic w pojedynke, ale
nigdy nie bedzie nam tak radosnie jakbysmy zyli we czworke, czy
piatke, bo mysli o jeszcze jednym dziecku mam ciagle gleboko pod
sercem. ciagle udowadnianie im, ze dam rade, kosztuje mnie wiele
wyrzeczen, i traci na tym glownie moje zycie towarzyskie. i tu sie
kolko zamyka.
jestem atrakcyjna kobieta, nie wiem czy ladna, ale mam w sobie
magnes, ktory przyciaga bardzo wielu panow. mam w sobie duzo radosci
[powierzchownie] i pasji zycia [na zmiane z ukrywana depresja], ale
czy to wystarczy, zeby odtworzyc kiedys szczesliwa rodzine???