Dziecko mojego faceta

29.09.03, 15:07
Sprobuje napisac jak najkrocej sie da.
Jestem z mezczyzna, ktory ma 9letnia corke, ktora mieszka z matka w innym
miescie. Przeprowadzial sie tam ze wzgledu na mezczyzne, z ktorym juz zdazyla
zerwac i wyprowadzic sie od niego i pogodzic-nie zdazyla sie jeszcze
wprowadzic. Corka podobno nie lubi tego faceta i ciaglych awantur w domu i
stala sie nieznosna, nie chce is euczyc, obraza wszystkich etc.
To sie dzialo przez ostatni rok. Tymczasem w jej mieszkaniu zamieszkal moj
facet (czyli wlascieiwie w swoim mieszkaniu, ale ona tam mieszkala).
Nie znam ani dziecka ani matki.
Planujemy razem zamieszkac jak on sprzeda to mieszkanie i kupi nowe, _nasze_
Wczoraj moj mezczyzna oznajmil ze ma problem: jego byla zona chce mu oddac
dziecko, bo juz ma go dosyc.
Oczywiscie jest mala szansa, ze pozbedzie sie dziecka, ale to mnie sklonilo
do pewnych rozwazan.
NIe chce pisac co bym pomyslala o takiej matce, bo to wiadomo, ale mysle jak
by wygladalo nasze zycie tutaj.
On caly dzien pracuje, zadko wraca do domu przed 19, brak czasu na cokolwiek.
Powiedzial, ze by wzial opiekunke, kt by sie dzieckiem zajela itd.
Ja zaczelam myslec o swoim miejscu w takim ukladzie bo:
- koncze studia i wcale jeszcze nie mysle o zakladaniu rodziny. Chcialabym
popracowac, pojezdzic po swiecie (nawet na rok czy dluzej)
-jakbym chciala miec dziecko to bym je sama urodzila, a gdybym zdecydowala
sie je urodzic to bym wziela za to calkowita odpowiedzialnosc. Ten moment
jeszcze nie nastapil.
-nawet jesli moj facet mowi, ze ja nie musialabym niczego robic, to ja w to
nie wierze, przeciez nie moglabym jej traktowac jak powietrze. A znajac
facetow, to oni chetnie uciekaja od obowiazkow, tlumaczac sie praca itd.
-kwestia mieszkania- nie bede mieszkac z nimi tam, gdzie oni mieszkali
wczesniej we trojke.
I moglabym tak dalej wymieniac kolejne argumenty za tym, ze ta sytuacja by mi
srednio odpowiadala.
Cale szczescie, ze na razie sa to rozwazania teoretyczne.... Ale ktoregos
dnia moze sie taka sytuacja zdarzyc.
I nie wiem czy bym cos takiego udzwignela....
Moglabym zacisnac zeby i sprobowac. Ale jakbym byla nieszczesliwa to bym
zatrula wszystkim zycie ze soba na czele.
Nie wiem co o tym wszystkim sadzic............
    • Gość: uncja Re: Dziecko mojego faceta IP: *.pl.ibm.com / *.de.ibm.com 29.09.03, 15:32
      >Powiedzial, ze by wzial opiekunke, kt by sie dzieckiem zajela itd.

      to tylko świadczy o tym, że on nie ma zielonego pojęcia na czym polega bycie
      rodzicem na co dzień... Opiekunka może odrobić z dzieckiem lekcje, ale
      wychowanie należy do rodziców i nie da się przed tym uciec ani na kogoś
      zwalić... Nie dziwię ci się, że ta ewentualność ci się nie podoba, ale też
      musisz sobie uświadomić, że niezależnie od aktualnej sytuacji to dziecko w
      życiu twojego partnera istnieje i istnieć będzie zawsze. Wcześniej czy później
      będziesz musiała stawić czoło tej rzeczywistości - bo jeśli twój facet się
      dzieckiem interesuje, to za chwilę np. część wakacji będziecie spędzać razem.
      Zawsze może się też zdarzyć tak, że chcąc nie chcąc to dziecko się u was pojawi
      i będziesz musiała albo się nią zająć, albo rozstać z facetem. A on chyba nie
      dorósł do bycia ojcem, bo takie wypowiedzi że wynajmnie opiekunkę i będzie po
      problemie świadczą o tym, że sam nie ma za bardzo chęci wzięcia na siebie
      odpowiedzialności i krótko mówiąc w razie czego szukałby frajera, który go
      wyręczy (co z kolei nie świadczy najlepiej o nim jako dojrzałym partnerze i nie
      rokuje najlepiej na przyszłość). Nie uda ci się odizolować od tematu. Jeśli
      będziesz z facetem, to musisz sobie zdać sprawę z konsekwencji - choćby tego,
      że zawsze będziesz odczuwała jego przeszłość - choćby finansowo. Szczerze
      mówiąc mam wrażenie, że nie jesteś na tyle zaangażowana w ten związek by
      poświęcić swoje plany i podporządkować je cudzemu dziecku. Poczytaj sobie posty
      na forum "macochy" - zobaczysz, z czymś się "je" faceta z dzieckiem.
      • ariel23 Re: Dziecko mojego faceta 29.09.03, 15:49
        Gość portalu: uncja napisał(a):

        bo takie wypowiedzi że wynajmnie opiekunkę i będzie po
        > problemie świadczą o tym, że sam nie ma za bardzo chęci wzięcia na siebie
        > odpowiedzialności i krótko mówiąc w razie czego szukałby frajera,.....
        Szczerze
        > mówiąc mam wrażenie, że nie jesteś na tyle zaangażowana w ten związek by
        > poświęcić swoje plany i podporządkować je cudzemu dziecku. Poczytaj sobie
        posty
        >
        > na forum "macochy" - zobaczysz, z czymś się "je" faceta z dzieckiem.

        Tak, masz racje. Nie chce byc tym frajerem na ktory sie zrzuca obowiazki.
        To jest jego obowiazek, a nie moj.

        Szukalam forum macochy, ale nigdzie nie moge znalezc. Przeslesz mi linka,
        prosze?
        • jmx Re: Dziecko mojego faceta 29.09.03, 16:04

          Jeśli jesteś z facetem, kochasz go to powinnaś przyjąć z "całym
          dobrodziejstwem inwentarza" - jego dziecko to częśc jego i nie możesz go
          (dziecka) wyrzucać ze świadomości. Przeżywa teraz trudne chwile, rozwód
          rodziców, świat jej się wali na głowę a Ty to komentujesz "nie chcę być
          frajerem"...?? Przyznam się, trochę tego nie rozumiem. Musisz ją zaakceptować,
          że jest i będzie częścią waszego życia. Chociaż nie mówię, że to łatwe ani
          proste, sama jesteś chyba jeszcze bardzo młodą osobą ale związek z mężczyzną
          to nie tylko przyjemności ale także obowiązki.
          • ariel23 Re: Dziecko mojego faceta 29.09.03, 16:13
            jmx napisała:


            > a Ty to komentujesz "nie chcę być
            > frajerem"...?? Przyznam się, trochę tego nie rozumiem.

            Napisalam tak w odpowiedzi na poprzedni post, gdzie zostalo napisane, ze ojciec
            tego dziecka bedzie szukal frajera, kt by sie nim zajal.
            No wiec napisalam, ze nie chcialabym to byc ja. I nie widze w tym nic zlego.
          • Gość: uncja Re: Dziecko mojego faceta IP: *.pl.ibm.com / *.de.ibm.com 29.09.03, 16:30
            mam problem z internetem (coś mi się zawiesza przy przechodzeniu) więc opiszę -
            co do forum "macochy" to znajdziesz je wchodząc tu obok na "dziecko", potem u
            góry na e-dziecko i "macochy" są na dole w forach prywatnych.

            A co do odpowiedzi jmx, to od siebie dodam, że niełatwo jest przyjąć
            kogokolwiek z dobrodziejstwem inwentarza, jak to okresliłaś, niezależnie od
            tego, czy tym "inwentarzem" są dzieci, złe nawyki czy teściowa... Ona nie musi
            akceptować córki swojego faceta, jesli taki rozszerzony układ by jej nie
            pasował - ma wybór, może odejść? Owszem, dziecko przeżywa trudne chwile, ale to
            rodzice są za nią odpowiedzialni, a nie partnerka ojca. Tymczasem wiele
            wskazuje na to, że własna mamusia na dziecka powyżej uszu, a tatuś żyje w
            jakiejś wirtualnej rzeczywistości i wydaje mu się, że jak weźmie dziecko do
            siebie, to sceduje swoje obowiązki na kogoś kto sie nawinie (partnerkę czy
            opiekunkę), bo pewnie według niego kobiety z założenia lubią dzieci i
            mimochodem je jakoś wychowują, a on na to wszystko zarobi i wszyscy będą
            szczęśliwi. Według mnie facet podchodzi do ewentualnego problemu czysto
            logistycznie - myśli o tym, że jak dziecko zamieszka z nimi, to on znajdzie jej
            nową szkołę, odnowi pokój, wynajmie opiekunkę itd, a tymczasem jego życie nie
            ulegnie większym zmianom, będzie pracował do 19, wracał, jadł obiad, zasiadał
            przed telewizorem albo wyskawiwał do kina, do pubu, na mecz z kolegami, a
            reszta "jakoś się ułoży" - tzn. spadnie na głowę autorki. I ja jej się nie
            dziwię, że taka ewentualność ją przeraża, bo dziewczyna młoda, ma inne plany
            życiowe w których dziecko byłoby przeszkodą, tymczasem jeśli by w takim
            układzie została, to musiałaby z połowy ważnych dla siebie spraw zrezygnować.
            Można to robić bez żalu dla własnego dziecka, jeśli się pojawi, dla obcego jest
            znacznie trudniej.
            • ariel23 Re: Dziecko mojego faceta 29.09.03, 16:34
              Dziekuje Ci uncja.
              Zaraz tam napisze :)

              Gość portalu: uncja napisał(a):

              > mam problem z internetem (coś mi się zawiesza przy przechodzeniu) więc
              opiszę -
              >
              > co do forum "macochy" to znajdziesz je wchodząc tu obok na "dziecko", potem u
              > góry na e-dziecko i "macochy" są na dole w forach prywatnych.
              • Gość: uncja Re: Dziecko mojego faceta IP: *.pl.ibm.com / *.de.ibm.com 29.09.03, 16:46
                Poczytaj i poważnie się zastanów - czy zależy ci na facecie na tyle, żeby w
                razie czego rezygnować ze swoich dążeń i planów? Bo pewnie będziesz musiała
                wcześniej czy później zmierzyć się z tym problemem - niekoniecznie musi to być
                od razu wspólne mieszkanie, ale nawet weekendowe pobyty rzadko kiedy upływają
                bez zgrzytów. I wbrew temu, co pisza ci optymistki na "kobiecie" (sorry, ale
                mam wrażenie, że nigdy się o ten problem nawet nie otarły - tak łatwo im
                przychodzi szafowanie argumentem o dobrodziejstwie inwentarza) - większość
                kobiet mających do czynienia z dziećmi partnera ma z tym problem - krócej lub
                dłużej; czasem dużym nakładem dobrej woli wypracowują jakieś fajne układy,
                czasem pozostają niechętne latami - naprawdę trudno podać proste rozwiązanie.
                Każda kobieta jest inna, każde dziecko jest inne - jedne są w stanie polubić i
                lgną do przyszywanych rodziców, drugie nienawidzą mimo okazywanego serca. Jakże
                łatwo powiedzieć "myśl przede wszystkim o dziecku" komuś kto nigdy nie był w
                podobnej sytuacji...
                • ariel23 Re: Dziecko mojego faceta 29.09.03, 17:01
                  Gość portalu: uncja napisał(a):

                  > Poczytaj i poważnie się zastanów - czy zależy ci na facecie na tyle, żeby w
                  > razie czego rezygnować ze swoich dążeń i planów?

                  Wiesz, burzy sie we mniekrew jak mysle, ze to ja mialabym rezygnowac z moich
                  planow, a moj facet nie. Nie sadze zeby zaczal np mniej pracowac, zeby miec
                  wiecej czasu dla dziecka itd.
                  Niech on sie poswieca dla swojego dziecka.


                  • Gość: uncja Re: Dziecko mojego faceta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.03, 23:13
                    Nie napisałaś nic jakie są wasze relacje i czy jesteś przekonana, że chcesz z
                    nim być na dobre i złe. Ważne jest też, jakie są jego dotychczasowe kontakty z
                    dzieckiem, od kiedy nie mieszka z małą itd. Coś mi się tak wydaje, że wiesz
                    czego chcesz od życia, a czego nie chcesz (dodatkowych komplikacji na
                    przykład). Nie oceniam, bo każdy ma prawo przede wszystkim myśleć o sobie i
                    mieć własne szczęście na uwadze. Natomiast tak między nami, to wydaje mi się,
                    że gdyby ten facet naprawdę był tym przez duże "T", to podchodziłabyś troszkę
                    inaczej - coś na zasadzie "jak to ułożyć, żebyśmy w razie czego stanowili
                    rodzinę". Ty zaś widzisz problem (i dobrze) ale wydaje mi się, że nie
                    chciałabyś podejmować takich zobowiązań, bo nie wyczuwam jakiegoś sprzyjającego
                    klimatu... Bo co by na ten temat nie pisać, to na ciebie ewentualnie spadłyby
                    również (jeśli nie przede wszystkim) konsekwencje zamieszkania małej z wami.
                    Ojciec kocha ją z założenia - ty najprawdopodobniej w pierwszym odruchu nie
                    będziesz za nią przepadać, bo nagle cały wasz świat zacznie się kręcić dookoła
                    niej. Ona się tez pewnie będzie buntować, bo chciałaby ojca dla siebie, a tu
                    się jakaś obca baba kręci. Tak to wygląda - na początku. Jak będzie wyglądało
                    dalej - zależy od determinacji. Ale na pewno nie bedzie tak, że to nie wywrze
                    żadnego wpływu na twoje życie. Począwszy od zmiany ważniejszych planów
                    życiowych (bo jeśli ci zależy, to wydaje mi się że facet będzie liczył na twoją
                    pomoc), a skończywszy na tym, że chwilowo mogłabyś się pożegnać ze swobodnym
                    życiem i wieczornymi wyjściami. Mam wrażenie, że facet nie tyle się boi twojej
                    reakcji, co po prostu w typowo męski sposób chowa głowę w piasek i wydaje mu
                    się że ty jako kobieta jakoś się z dzieciakiem dogadasz, bo masz to w genach.
                    Ty zaś nie czujesz chwilowo powołania nawet do posiadania własnego potomstwa, a
                    on być może nie rozumie z czym wiąże się obarczenie cię dzieckiem już w dużej
                    mierze ukształtowanym, mającym swoje problemy i wady, a co za tym idzie
                    włączenie w wasze życie także eks żony. Ty bedziesz dla tego dziecka w
                    pierwszym rzucie rywalką, zresztą ona dla ciebie również. Taka jest smutna
                    prawda. Dużo wysiłku trzeba, żeby potrafić odsunąć swoją osobę na dalszy plan i
                    zaakceptować to, że swoje plany i pragnienia trzeba będzie podporządkować
                    potrzebom tegoż dziecka.

                    Co do rezygnacji - jeśli by przyszło co do czego, to jego życie tez się zmieni,
                    ale on jest ojcem i musi - ty masz zawsze wybór. Może z czasem byś polubiła
                    małą i wypracowała jakieś normalne układy (ale to samo nie przychodzi!!! to
                    wymaga ciężkiej pracy i dobrych chęci u wszystkich zaangażowanych osób!) ale
                    równie dobrze możesz z czasem zastanawiać się na przykład po co siwieć od
                    kłopotów z cudzym dzieckiem, skoro jest tyle możliwości ułożenia sobie zycia
                    bez takiego balastu na dzień dobry. Czy tak będzie - niekoniecznie - musisz
                    sama sobie odpowiedzieć na pytanie czy byłabyś skłonna dla tego faceta zmienić
                    swoje życie i na ile? Od tego chyba trzeba byłoby zacząć...

                    Cokolwiek postanowisz, życzę, żebyś nie żałowała...
    • m.malone Re: Dziecko mojego faceta 29.09.03, 17:21

      Nie można nie brać pod uwagę (myślę, że nawet trzeba) takiego elementu
      w "puzzlu" Ariel:
      Córka jej faceta ma 9 lat. Jej zachownai i reakcje są z grubsza zarysowane.
      Należy liczyc się z tym, że jej agresja (narastająca!) w miarę upływu lat,
      będzie się koncentrować na Ariel, Z ojcem może mieć i pewnie będzie miała
      konflikty, ale w tym wszystkim Ariel może sie stać "tarczą strzelniczą" czy
      chłopcem do bicia. Nie znam tego z własnego doświadczenia (na szczęście), ale
      obserwcji dwu związków bliskich mi ludzi (jeden przypominał sytuację Ariel,
      drugi odwrocony, tj rozwiedziona matka z córką + wchodzący w to facet). To
      tylko 2 przypadki ale...oba powtórne związki rozpadły się. I to z cierpieniem
      dla wszystkich uczestników, Nie chcę powiedzieć, że dzieci (w obu przypadkach
      córki) były przyczyną destrukcji...ale tak było. Moge sobie wyobrazić, jak to
      narastało w ciągu kilku ładnych lat i jakie musiało być piekło. To nie łyżka
      dziegciu, ale obserwacja b. bliskich ludzi, którzy tylko trochę mówili o tym co
      się działo. Przepraszam za rozwlekłość. To nie miało być rozwiązanie problemu
      Ariel (ba! chciałbym je znać), a tylko przyczynek do przemyśleń
      Chciałbym żeby u Ciebie, Ariel, skończyło się to lepiej i życzę Ci tego,ale...
      MM
      __

      Kiedy Bóg stwarzał czas, stworzył go wystarczająco dużo
      - irlandzkie (podobno)
      • jmx Re: Dziecko mojego faceta 29.09.03, 17:43

        To znaczy, że osoba z dzieckem nie ma szans na powtórny związek bo wszystko
        rozbija się o dziecko/i?

        Jeszcze do Ariel - wiem, ze to trudne, i ciężkie do zaakceptowania ale nie
        przyrównywałabym dziecka ukochanego do złych nawyków i teściowej. Dziecko jest
        częścią Twego ukochanego i będzie nim zawsze, oni są na zawsze związani i nic
        tego nie zmieni. A pisząc o obowiązkach miałam na myśli właśnie twoje plany i
        cele - jeśli będziecie razem stworzycie rodzinę i chcąc nie chcąc będziesz
        musiała jakoś się zająć tym dzieckiem i z czegoś zrezygnować.

        Uncja napisała, że Twój mężczyzna zyje w rzeczywistości wirtualnej i myśli, że
        wszystko będzie jak dawniej, to bardzo możliwe. Ale nie rozumiem dlaczego od
        razu zakładasz jego złą wolę i niechcęć do zmian? Uważam, ze jesli ludzie się
        kochają to potrafią się dogadać nawet w trudnych sprawach a przynajmniej
        powinni spróbować a nie od razu zakładać najgorsze. A jeśli uznasz, że żaden
        kopmpromis nie będzie możliwy to lepiej jest odejść a nie zawracać sobie i
        komuś głowę. Dziecko to nie jest rzecz do podrzucania czy to opiekunce czy
        komuś innemu, to czująca istota.
        • m.malone Re: Dziecko mojego faceta- tak!!! 29.09.03, 20:26
          jmx napisała:

          >
          > To znaczy, że osoba z dzieckem nie ma szans na powtórny związek bo wszystko
          > rozbija się o dziecko/i?
          >
          Ależ miła Jmx, ma, oczywiście:)
          Nie wspomniałem o kilku innych parach z dziećmi, w których jeden z partnerów
          pochodzi z "odrzutu". Jeśli to pomoże Ariel to powiem, że było takich więcej:)
          Rzecz w tym, że tamtych nie znałem tak blisko, no i ich losy po wielu juz
          latach, dowodzą , że nie tylko szanse, ale realna możliwość istnieje. Chciałem
          tylko powiedzieć, opierając się na treści postów Ariel, podobieństwie tej
          sytuacji do wspomnianych przez mnie.
          Może nie wyraziłem tego zbyt precyzyjnie, ale daleki jestem od takiego
          uogólnienia:)
          MM



          __

          Kiedy Bóg stwarzał czas, stworzył go wystarczająco dużo
          - irlandzkie (podobno)
          • jmx Aaaaaa... 30.09.03, 22:04

            No to teraz jasne :-).
            Różnie się w życiu układa, zdaję sobie sprawę, że wychowywanie nieswojego
            dziecka nastręcza wiele kłopotów i problemów ale... no właśnie, ale chyba
            wszystko jest możliwe do zrobienia gdy się ma dobrą wolę i jeśli zależy. To
            znaczy - uściślę - trzeba wiedzieć na czym i na kim zależy a potem rozwijać
            sytuację.


            "Miła jmx", hoho, no znalazłoby się parę osób, które nie obdarzyłoby mnie
            takim "epitetem" ;-))). Ale dziękuję :-))
            • m.malone Re: Aaaaaa... 08.10.03, 14:37
              No to co z tego, że mnie czasem straszysz? I tak Cię lubię:)))
              MM
              • jmx Uuuuuu... 08.10.03, 17:52

                Raz mi się zdarzyło a tu.....
                I to podobno kobiety sa "wypominalskie"..... ;-))
    • procesor Re: Dziecko mojego faceta 29.09.03, 20:04
      To bardzo powazny problem to o czym piszesz.
      Dzieci z poprzednich związków czy chcemy czy nie sa i będą.

      Chcę ci podac Ariel link do watku założonego prze osobę w podobnej sytuacji:

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=210&w=3842414&a=3842414
      Myślę że warto przeczytac. Pamiętam ż eemeocje tam mocno grały w dyskusji..
      Sama walnęłam tam argumentem z grubej rury (chyba miałam zły dzień).

      Tak naprawdę to twój facet powinien martwic sie jak w tej sytuacji ułozyć wasze
      sprawy! Zastanawiałaś sie dlaczego padł jego poprzedni zwiazek? Bo z reguły
      wina jest po obydwu stronach. I jeszcze jedno jeśli masz plany na przyszłość z
      nim - zobacz jakim jest ojcem. Bo i dla twojego dziecka będzie takim zapewne.
      • Gość: edna Re: Dziecko mojego faceta IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 29.09.03, 21:33
        ariel, nie dziwie sie, ale ciezka sytuacja! strasznie trudna decyzja, decyzja z
        konsekwencjami na cale zycie, albo na jego spora czesc. Tak naprawde nikt tu Ci
        nic nie poradzi, poza podzieleniem sie swoimi historiami i przemysleniami.
        przet Toba strasznie trudny krok, w jedną albo druga. Jedyne co mozesz zrobic,
        to doglebnie przemyslec obie opcje i wiedziec jak najwiecej o tym, co mzoe Cie
        czekac, zeby podejmowac decyzje z otwartymi oczyma.

        Jedno co moge poradzic- rozmawiaj z osobami trzecimi, im sie zal, wyzalaj,
        wyzłość, ponarzekaj na sytuacje. natomiast z partnerem rozmawiaj spokojnie, jak
        juz Ci przejdzie zlosc. Mysle, ze to czlowiek co by nie mowic bardzo
        odpowiedzialny- w momencie, gdy widzi, ze matka chce sie pozbyc dziecka
        oczywiste dla niego jest, ze bierze coreczke do siebie. wbrew pozorom nie kazdy
        by tak zrobil. tatusiowie sa bardzo rozni.
        to jako punkt wyjscia dobrze o nim swiadczy. a to, ze nie umie o tym rozmawiac,
        ze stara sie nie przedstawiac sytuacji w czarnych barwach a moze wrecz ja
        bagatelizowac wobec swojej partnerki, jest dla mnie zrozumiale- przeciez ten
        facet dobrze wei, ze zycie mu sie wywroci do gory nogami, chce postapic
        odpowiedzialnie, ale sie boi tego, co bedzie, czy ukochana go nie zostawi, boi
        sie podejrzewam siasc na spokojnie i przyjrzec sie temu, co go czeka, woli ,
        jak wielu ludzi, raczej przyjac nieuniknione i zobaczyc, co sie bedzie dzialo.
        mozliwe tez, ze jak wiekszosc facetow ktorych znam to, ze nie mowi o czyms nie
        znaczy, ze o tym nie mysli dniami i nocami i nie zastanawia sie z calych sil,
        jak to najlepiej rozwiazac, chocby wydawalo sie, ze wpierdziela popcorn przed
        ekranem albo upija sie z kumplami. roznie ludzie maja rozne sposoby na radzenie
        sobie ze stresem, a faceci czesto bardzo rozne od kobiet. nie znaczy to, ze
        skoro nie mowi o tym i nie roztrzasa kazdego szczegolu, to nie ma go
        przemyslanego.
        i teraz techniczne uwagi- skoro pracuje, to oczywiste, ze nie chcac obarczac
        dzieckiem ukochanej, musi wziac nianie, ktora dziewczynke odbierze ze szkoly,
        da obiad i pomoze odrobic lekcje. nie jest to moze rozwiazanie idealne, ale
        masa rodzin, ktore znam robi to samo dla swoich dzieci, poniewaz takei sa
        realia zycia w tym kraju, w tym miescie- nie kazdy moze sobie pozwolic na
        pracowanie mniej. zreszta to moze temat do dyskusji, niemniej niejeden rodzic
        tak robi i jesli z rozwaga wybierze sie nianie, ktora jest niania z pawdziwego
        zdarzenia, to podejrzewam, ze dziewczynka bedziem iala lepiej, niz u matki,
        ktoram a jej dosyc i ktora przezywa wzloty i upadki swych prywatnych relacji z
        nielubianym przez dizecko partnerem. si?
        I taki tata wraca o 19 i je z dzieckiem kolacje, juz nie kąpie, bo za duza, ale
        spedza z nia wieczor. czyta na dobranoc, rozmawia, z taka dziewczynak to i do
        kina pewnie mozna na ta 19.00 sie wybrac, czy na basen, naprawde mozna spedzic
        z dzieckiem quality time wieczorem i rano, pzy sniadaniu, przy sprawnej
        organizacji, ktora moga z czasem osiagnac. kobieta, ktora kocha dizeci jako
        niania, i dziewczynka naprawde moglaby trafic duzo gorzej. weekendy moze miec
        wypasione, wystawy, basen, kino, teatr, etc. w ciagu tygodnia niania moze
        zaprowadzic na zajecia typu taniec, muzyka, jakies sztuki walki, plastyka- co
        te dziewczynke interesuje.
        byc moze tak naprawde potrzeba tez bedzie paru wizyt u psychologa, bo
        dizewczynce sie zmieni cal zycie i bedzie potrzebowac pomocy- zmiana rodzica z
        ktorym mieszka, miasta, mieszkania, szkoly, ludzi, przyjaciol- to total,
        dorosly ma trudnosci, a co dopiero 9 latka. dlatego zapewne bez psychologa
        dizeciecego sie nie obejdzie ( jakby co, chetnie podam namiary, przerabialam z
        synkiem).

        To wszystko jest do zorganizowania nawet jesli tata ciezko pracuje. oczywiscie
        wymaga wysilku, ale kto powiezial, ze on o tym nie mysli?
        a jesli mysli, to mu cholernie ciezko, bo przeciez wie, ze to sie odbije na
        jego zwiazku i boi sie, ze straci ukochana. nie ma glupich. zaloze sie, ze sie
        boi wszystkiego co go czeka, i ma prawo.

        Oczywiscie, optimim byloby,. gdyby dyskutowal o tym wszystkim z ariel. ale ja
        osobiscie nie znam faceta, a znam najcudowneijszych facetow pod sloncem, ktorzy
        potrafiliby to dobrze zrobic ( i.e. dyskutowac o wszystkim), co nie znaczy, ze
        nie potrafia dobrze dzialac jak przyjdzie co do czego.

        I zanim sie wdrozy w nowy system, beda bardzo, bardzo ciezkie chwile. ciezka
        praca odbudowywania kontaktu z nieco pokiereszowanym przez zycie dzieckiem.


        Ariel, jezeli to jes facet Twojego zycia, to mzoesz to rozumiec i dac mu te
        przestrzen i np, wlasnie sobie wyjechac na stypendium, skoro nie chcesz, zeby
        to spadlo na ciebie. jednoczensie on nie bedziem ial wtedy poczucia, ze w tym
        pierwszym, najtrudniejszym momencie tak strasznie Cie zaniesdbuje.
        jesli zdecydujesz sie z nim byc, to niestety nap oczatku troceh z boku, i
        zawsze myslac o sobie, bo on przy najszczerszych checiach na poczatku nei da
        rady zadbac i o Ciebie.
        co nie musi swiadczyc przeciw niemu. jest tylko czlowiekeim.
        Jeeli stac Cie na to, by przeczekac, by przyjmowa jego potkniecia ze
        zrozumieniem, a jednoczesnie zachowac zdrowy dystans i pozwolic mu zajajc sie
        tym, co jest jego odpowiedizalnoscia, wspierajac go raczej okazywaniem
        zaufanai i zrozumienia, niz wyreczaniem, to macie szanse. dziewczynka, ktora
        bedize widziala, zen ie masz jej za zle, ze tatus zajmuje sie nia zamiast Toba,
        tylko rozumiesz i akceptujesz jej obecnosc w Waszym zyciu, podchodzisz z
        serdecznoscia do maluszka, ktorego zycie nie bylo uslane rozami, to gdy oni sie
        dotra, mozecie zaczac docierac sie i Wy.

        wszystko to wymaga straszliwej cierpliwosci.
        no i nie ma mowy o luzie, o wieczorach po pracy tylko we dwoje, o
        spontanicznych wypadach etc. przez dlugi , dlugi czas.

        taka cene latwo placic gdy jest sie rodzicem. a tutaj nie jestes rodzicem, nie
        znasz nawet tej dziewuszki. Mozeszn ajwyzej stac ise jej przyjaciolka. to
        najwiecej, ak naprawde, i najwspanialej dla niej, a moze i dla Ciebie.
        alen iewatpliwie wybierasz wąską drogę, if.

        moze to wysle, bo rozpisalam sie karygodnie :(






        • Gość: edna cd. IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 29.09.03, 21:37
        • Gość: edna cd IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 29.09.03, 22:01
          przepraszam, ucieklo mi.

          kilka historii z zycia mojego i moich bliskich.

          1. moja mama,zanim poznala mojego tate, byla zwiazana wielim uczuciem z
          mezczyzna, ktoremu zona zostawila dizecko. mieszkali razem- tj on, dziewczynka
          i moja mama. mama pomagala jej w lekcjach, przyjaznily sie- wiek jakos podobny.
          z facetem wielka milosc niewatpliwa obustronna. mama zdecydowana na
          zaakceptowanie dziewcyznki w swoim zyciu na zawsze ( po przeszkoleniu, mama
          byla po pedagogice, miaal praktyki w sierocincach- wiedziala, jak sie z
          dizewczynka dogadac).
          w ktoryms momencie zaktywizowala ise zona, nie wiem, czy mieli rozwod,czy nie,
          dosc ze po burzliwych hustawkach mama zdecydowala sie usunac, zeby dziewczynka
          miala rodzine. niestety, dlugo to nie trwalo, zona jak juz rozwalila zwiazek z
          mama to znow po jakims czasie odeszla, z tym, ze moja mama byla juz wtedy z
          moim tata.

          nie wiem, czy powinnam to pisac. ale wiem, ze do rodzica swojego dizecka ma sie
          szczegolny sentyment. trudno to opisac, ale tak juz jest, chocby nie wiem, jak
          zalazl za skore. pisze z doswiadczenia, do tej pory, choc totalnei nie zgrywamy
          sie z tatusiem dziecka i kazdy jest w innym szczesliwym zwiazku, uwielbiam tego
          faceta i w chwili szalenstwa, gdyby on uparcie chcial sprobowac raz jeszcze,
          moglabym byc moze - nie recze za siebie- rozwalic najcudowniejsza relacje swego
          zycia- bo jest ojcem, bo tyle nas laczy, bla bla. who knows? to niestety trzeba
          brac pod uwage, choc byc moze w waszym przypadku akurat to zagrozenie
          szczesliwie nie wchodzi w rachube.

          2.
          moj obecny ukochany, nie wiem, czy on masochista jakis, przed relacja ze mna,
          czyli samotna matka-( w ktorej to relacji nieslychanie duzo dobrej woli
          generuje z siebie wzgledem mojego dziecka, znosi moje wizje jak nalezy dizecko
          wychowywac, moje wtracanie sie do ich konaktow, sam wymysla cudowne sposoby
          zaprzyjazniania sie z moim dzieckiem i jak tylko mu w tym nie przeszkadzam
          powodowana nie wiem czym ,pewnie upadkiem na glowe we wczesnym dizecinstwie, to
          dogaduja sie znakomicie) - byl przez kilka lat z inna samotna matka i dla
          tamtego dziecka byl prawdziwym ojcem. wiem, bo mialam okazje troszke
          obserwowac, choc z boczku bardzo ( i to nie przeze mnie sie rozstali, my
          zaczelismy sie soba interesowac duzo pozniej). I widze, ze w tym rozstaniu
          chyba najbardziej boli go utrata dziecka- bo odnalazl sie w roli ojca i
          wierzyl ,ze tym ojcem pozostanie ( biologiczny sie nie kwapil). trudno mi sobie
          wyobrazic ogrom bolu, jakim okupuje sie takie rozstanie, jesli "nowy rodzic" i
          dziecko sie dotra, a potem musza rozstac! a przy dobrej woli i madrosci
          doroslego to dotarcie sie jest mozliwe, jak po raz drugi udowadnia moj partner.
          MOje dziecko dopytuje, kiedy on wroci, prosi, by zostal wlasciwie od poczatku,
          jak sie spotykamy, i wiecej mu opowiada niz wlasnemu ojcu- bo ojciec nie dzwoni
          dosc czesto (choc bardzo dbamy o kontakty, chyba wyjatkowo, obie strony).

          I to tyle z najblizszej okolicy.
          wnioski- nic nie jest pewne, ale wszystko mozliwe, mozna storzyc cudowna
          rodzine z dzieciatym partnerem, ale trzeba chciec. trzeba miec ogromny dystans
          i poczucie humoru i umiejetnosc dbania o siebie, niezaleznosc wewnetrzna, etc.
          (pisze z obserwacji mego partnera).

          facet, ktory kocha kobiete, naprawde wiele, jesli nei wszystko, dla niej zrobi.
          dlatego nie stawiaj go przed wyborem. on, nawet jesli tego nie powie, doceni o
          dozgonnie.

          ariel, nie czuj, ze powinns byc dosc silna. ze tak jest slusznie.
          sluszne jest to, co jest dobre dla Ciebie w tej sytuacji.
          dla wielkiej milosci warto sprobowac, chocby mialo to czlowieka trzepnac i
          zycie mu utrudnic.
          ale jesli masz zbyt duzo watpliwosci wobec partnera, to -e, co ja, glupia, Ci
          radze. sama wiesz, w glebi serca, i predzej czy pozneij stanie sie dla Ciebei
          jasne, jaka jest Twoja droga.

          Stoisz na rozstajach drog. Odwolaj sie do archetypicznych basni i legend, zeby
          sobie pomoc. tam pelno jest o rozstajach. vide: "Biegnaca z wilkami" Calrissy
          Pinkola Estees.

          Mi pomoglo. Pomaga. wlasna wewnetrzna busola.
          Dobrej drogi!
          pozdrawiam.





          • procesor Edno - chyle czoła 29.09.03, 22:19
            Wspaniale sie czytało to co napisałaś!
            Długie - ale czy ważne tematy da się skwitowac w kilku słowach?
            Może tylko czasem :)
            • ariel23 Re: Edno - chyle czoła 30.09.03, 11:11
              procesor napisała:

              > Wspaniale sie czytało to co napisałaś!
              > Długie - ale czy ważne tematy da się skwitowac w kilku słowach?
              > Może tylko czasem :)

              Ja rowniez chyle czola :)
              W dodaktu uswiadomilas mi, ze w rownie ciezkiej sytuacji znajduje sie moj
              facet, o ile nie ciezszej i moze powinnam byc dla niego bardziej wyrozumiala i
              go bardziej docenic....
      • ariel23 Re: Dziecko mojego faceta 30.09.03, 11:12
        Dzieki za linka, zaraz poczytam

        procesor napisała:

        > To bardzo powazny problem to o czym piszesz.
        > Dzieci z poprzednich związków czy chcemy czy nie sa i będą.
        >
        > Chcę ci podac Ariel link do watku założonego prze osobę w podobnej sytuacji:
        >
        > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=210&w=3842414&a=3842414
        > Myślę że warto przeczytac. Pamiętam ż eemeocje tam mocno grały w dyskusji..
        > Sama walnęłam tam argumentem z grubej rury (chyba miałam zły dzień).
        >
        > Tak naprawdę to twój facet powinien martwic sie jak w tej sytuacji ułozyć
        wasze
        >
        > sprawy! Zastanawiałaś sie dlaczego padł jego poprzedni zwiazek? Bo z reguły
        > wina jest po obydwu stronach. I jeszcze jedno jeśli masz plany na przyszłość
        z
        > nim - zobacz jakim jest ojcem. Bo i dla twojego dziecka będzie takim zapewne.
    • Gość: Angela Re: Dziecko mojego faceta IP: 2.4.STABLE* / *.crowley.pl 29.09.03, 23:37
      Prawda bywa okrutna ale wychodze z założenia,że lepsze to niż oszukiwanie
      samej siebie. Jesteś na przegranej sytuacji. Sama sobie już odpowiedziałaś na
      pytanie,patrz:
      On caly dzien pracuje, zadko wraca do domu przed 19, brak czasu na cokolwiek.
      > Powiedzial, ze by wzial opiekunke, kt by sie dzieckiem zajela itd.
      koncze studia i wcale jeszcze nie mysle o zakladaniu rodziny. Chcialabym
      > popracowac, pojezdzic po swiecie (nawet na rok czy dluzej)
      > -jakbym chciala miec dziecko to bym je sama urodzila, a gdybym zdecydowala
      > sie je urodzic to bym wziela za to calkowita odpowiedzialnosc. Ten moment
      > jeszcze nie nastapil.
      Wiem,ze to takie wybory są trudne. Jednak myślę,że jesteś zbyt młoda by
      wchodzić w takie układy. Dla tego mężczyzny jego dziecko będzie zawsze na
      pierwszym miejscu(dobrze,ale nie z twojego punktu widzenia).Nie skończą się
      tak o w pół roku sprawy z byłą żoną.To się będzie ciągnęło. Oczywiście nie
      wiem jaki jest ten twój mężczyzna lecz na twoim miejscu zastanowiłabym się czy
      jest sens brnąć w to dalej!!! Może zrób sobie przerwę na przemyślenie, nie
      spotykajcie się przez 2tyg. Troszkę odseparujesz się od tego i popatrzysz z
      zewnątrz na to wszystko! Potem oceń czy to jest ten właściwy"królewicz"twojego
      życia by się dla niego tak poświęcać! A może warto poczekać? Poznać świat?
      Doświadczyć czegoś zanim się wplączesz w trudne wychowywanie cudzych dzieci?
      Może poznasz tego tobie pisanego? A jeśli ten obecny jest tym pisanym to na
      pewno poczeka!:) W końcu ty masz byc tolerancyjna i wychowywać jego dziecko to
      dlaczego on nie może dać ci tych 2tyg na przemyślenia? Pozdrawiam i mam gorącą
      nadzieję,że....wybierzesz właściwie(oczywiście ja bym chciala byś ułożyła
      sobie zycie z kims innym,tzn.bez przeszłości ale to tylko sugestia)!:)
      • ariel23 Re: Dziecko mojego faceta 30.09.03, 15:16
        Gość portalu: Angela napisał(a):

        > Wiem,ze to takie wybory są trudne. Jednak myślę,że jesteś zbyt młoda by
        > wchodzić w takie układy. Dla tego mężczyzny jego dziecko będzie zawsze na
        > pierwszym miejscu(dobrze,ale nie z twojego punktu widzenia).Nie skończą się
        > tak o w pół roku sprawy z byłą żoną.To się będzie ciągnęło. Oczywiście nie
        > wiem jaki jest ten twój mężczyzna lecz na twoim miejscu zastanowiłabym się
        czy
        > jest sens brnąć w to dalej!!! Może zrób sobie przerwę na przemyślenie, nie
        > spotykajcie się przez 2tyg. Troszkę odseparujesz się od tego i popatrzysz z
        > zewnątrz na to wszystko! Potem oceń czy to jest ten
        właściwy"królewicz"twojego
        > życia by się dla niego tak poświęcać! A może warto poczekać? Poznać świat?
        > Doświadczyć czegoś zanim się wplączesz w trudne wychowywanie cudzych dzieci?
        > Może poznasz tego tobie pisanego? A jeśli ten obecny jest tym pisanym to na
        > pewno poczeka!:) W końcu ty masz byc tolerancyjna i wychowywać jego dziecko
        to
        > dlaczego on nie może dać ci tych 2tyg na przemyślenia? Pozdrawiam i mam
        gorącą
        > nadzieję,że....wybierzesz właściwie(oczywiście ja bym chciala byś ułożyła
        > sobie zycie z kims innym,tzn.bez przeszłości ale to tylko sugestia)!:)

        Oj, gdyby to takie proste bylo ;)
        • ivek1 Re: Dziecko mojego faceta 30.09.03, 15:31
          ariel23 napisała:

          Sliczny masz nick, i w ogole z Ciebie sympatyczna rusalka, ale nie moge sie
          powstrzymac i wtrace swoje trzy grosze.
          Po przeczytaniu Twojego posta nasunal mi sie jeden wniosek:
          Ja w nim widze tylko moje, mojego, mnie, ja itd.

          W ogole nie ma tam troski o to biedne dziecko. W jakim stanie musi byc ta biedna
          dziewczyna skoro jej rodzice sie rozstaja, matka je olewa, ojciec chce scedowac
          swoje obowiazki na swoja dziewczyne (potencjalna frajerke jak wolisz) lub opiekunke.
          Nic dziwnego, ze zachowuje sie okropnie, jest nie do zniesienia dla otoczenia.
          Podobne pretensje do swoich dzieci maja rodzice, ktorzy po przyniesieniu do domu
          noworodkow przestaja sie zajmowac pozostalymi dziecmi.
          Przeciez to jasne, ze ona prosi sie o uwage, wsparcie, czy wreszcie milosc.

          Nie oznacza to, ze majac na uwadze cala moja sympatie do Ciebie nie wspolczuje
          Ci w jakims tam stopniu.
          Jesli zalezy Ci na Twoim partnerze to proponuje przemyslec jednak sprawe bycia z
          nim zwazywszy, ze byc moze nie pozwiedzasz z nim swiata tylko we dwojke.
          Ivek
          PS wybieram sie do domu. Na ewentualne uwagi/komentarze odpowiem dopiero jutro.
          Ciao
          • ariel23 Re: Dziecko mojego faceta 30.09.03, 17:17
            Ciao ivek!
            Mnie jutro nie bedzie, wiec odpisze Ci teraz.

            ivek1 napisał:

            > W ogole nie ma tam troski o to biedne dziecko. W jakim stanie musi byc ta
            biedn
            > a
            > dziewczyna skoro jej rodzice sie rozstaja, matka je olewa, ojciec chce
            scedowac
            > swoje obowiazki na swoja dziewczyne (potencjalna frajerke jak wolisz) lub
            opiek
            > unke.

            Tak, ja tez jej wspolczuje, ale to, ze jest w takim stanie to nie jest moja
            wina, tylko rodzicow. Ja jej nigdy na oczy nie widzialam! I moze to ze jej nie
            zma poteguje moj strach przed jej ew. przeprowadzka do ojca.



            > Nic dziwnego, ze zachowuje sie okropnie, jest nie do zniesienia dla otoczenia.

            Ja ja doskonale rozumiem (chyba lepiej niz jej ojciec, ktory czasem sie dziwi
            jak zgaduje czemu jego corka robi tak a nie inaczej)

            > Podobne pretensje do swoich dzieci maja rodzice, ktorzy po przyniesieniu do
            dom
            > u
            > noworodkow przestaja sie zajmowac pozostalymi dziecmi.
            > Przeciez to jasne, ze ona prosi sie o uwage, wsparcie, czy wreszcie milosc.

            Jasne, jasne. Ale ona prosi swoich rodzicow. Bo jak juz wspominalam nie znamy
            sie.
            I ja nie moge brac odpowiedzialnosci za to, zeona czuje sie porzucona


            > byc moze nie pozwiedzasz z nim swiata tylko we dwojke.

            Dlatego pisze na tym forum i probuje znalezc odpowiedz na pytanie: czy
            potrafilabym poswiecic moje plany i wywrocic moje dotychczasowe zycie do gory
            nogami i byc szczesliwa.
            I mysle tutaj nie tylko o sobie ale takze o dziecku, ktorego bym nie chciala
            skrzywdzic ewentualnym pozniejszym odejsciem- jak juz sie do mnie przyzwyczai.

            pozdrawiam,
            a.
            • ivek1 Re: Dziecko mojego faceta 02.10.03, 12:15
              ariel23 napisała:


              >
              > Tak, ja tez jej wspolczuje, ale to, ze jest w takim stanie to nie jest moja
              > wina, tylko rodzicow.
              No tak trudno sie w tym przypadku nie zgodzic.
              > Dlatego pisze na tym forum i probuje znalezc odpowiedz na pytanie: czy
              > potrafilabym poswiecic moje plany i wywrocic moje dotychczasowe zycie do gory
              > nogami i byc szczesliwa.

              Na to pytanie nikt za Ciebie nie odpowie. Wiem, ze wiesz o tym, ale nawet, gdy
              ktos Ci powie zrob tak i tak, to czy nie nalezy jednak do kazdego przypadku tego
              typu podejsc indywidualnie. W koncu ten Twoj facet ma w sobie na pewno jakies
              cechy, ktore cenisz.

              > I mysle tutaj nie tylko o sobie ale takze o dziecku, ktorego bym nie chciala
              > skrzywdzic ewentualnym pozniejszym odejsciem- jak juz sie do mnie przyzwyczai.
              > pozdrawiam,
              > a.

              No teraz to na pewno nie moge Ci zarzucic egoizmu.
              pozdrawiam,
              Ivek
    • Gość: ktosia Re: Dziecko mojego faceta IP: 62.233.195.* 30.09.03, 16:12
      Jeśli masz tyle wątpliwości to moja rada, choć bolesna: skończ ten związek.Taki
      układ jest bardzo trudny do przyjęcia dla dziewczyny bez zobowiązań, która ma
      inne cele w życiu. Możesz kiedyś żałować.
      Mówię to z własnego doświadczenia.

      Nie oszukuj się, że jest ok jeśli on mieszka z żoną.
      • Gość: ktosia cd. IP: 62.233.195.* 30.09.03, 16:14
        To zbyt duże obciążenie dla Twojej psychiki.
      • ariel23 Re: Dziecko mojego faceta 30.09.03, 17:19
        Gość portalu: ktosia napisał(a):


        > Nie oszukuj się, że jest ok jeśli on mieszka z żoną.

        Nie mieszka z zona.
        Zona mieszka w innym miescie. I on zamieszkal w mieszkaniu w ktorym ona
        mieszkala, a z ktorego on sie wyprowadzil jak sie rozstali.
        • Gość: Angela Re: Dziecko mojego faceta IP: 2.4.STABLE* / *.crowley.pl 30.09.03, 19:43
          Wiem,ze to co Ci doradziłam nie jest łatwe, ale spróbuj chociaż. Zrób sobie
          bilans- za i przeciw- wzg twojego faceta. Niech to Cię ukierunkuje do
          działania! A propos co to za ojciec, który nie ma wie skąd zachowania córki?
          Nie odwiedza jej? Nie przywozi do siebie na weekendy? To jak to dziecko ma
          sobie poradzić z rozsypanym życiem uczuciowym? Komu ma zaufać skoro ojciec
          jest daleko a matka zajęta jest innym facetem? A dziewczynki zwłaszcza są dużo
          wrażliwsze! Oczywiście to nie twój problem. PO co masz się tym zamartwiać?
          Będziesz miala tylko wyrzuty sumienia,że po części to Ty stoisz na drodze do
          szczęścia tego dziecka. A gdybyś zgodziła się na pomoc i wspólne mieszkanie
          pod jednym dachem czy będziesz miała na tyle sił?
          • Gość: ktosia Re: Dziecko mojego faceta IP: 62.233.195.* 30.09.03, 23:16
            WŁAŚNIE.
        • Gość: ktosia Re: Dziecko mojego faceta IP: 62.233.195.* 30.09.03, 23:14
          Sorki. Źle zrozumiałam.

          I tak jest to bardzo trudna sytuacja, bo niełatwo jest zaakceptować to, że Twój
          wybranek nie jest i nie będzie tylko Twój, bo dziecko zostanie zawsze.Nie
          myślałaś o tym żeby ukochany był od początku do końca tylko Twój i wasze życie
          od początku do końca było tylko wasze? Oczywiście dzieci też ale od początku do
          końca.
    • magda_paw Skąd ja to znam... 30.09.03, 16:22
      Droga Ariel - doskonale Cię rozumiem - przez ostatnie 1,5 roku byłam z
      mężczyzną, który ma 32 lata, dwójkę dzieci (w wieku 8 i 4 lat, na dzień
      dzisiejszy) i sprawę rozwodową na karku od trzech lat. Na początku byłam chyba
      za bardzo zaślepiona ogromną miłością do Niego, bo nie potrafiłam sobie
      uzmysłowić problemów, jakie niesie ze sobą życie z facetem "po przejściach".
      Tak więc mieliśmy za sobą parę rozpraw rozwodowych, sprawy o ustalenie
      kontaktów, sprawę o znęcanie się na rodziną itp. "atrakcje" (dochodzę do
      wniosku, że jak na moje lataka to ciut za dużo). W końcu sąd przyznał mu co
      drugi weekend miesiąca, czyli łącznie 6 dni w miesiącu. U Ciebie sytuacja jest
      o tyle trudniejsza, że Jego córka ma być z Wami non stop. Piszesz, że On dużo
      pracuje, więc wydaje mi się, że chcąc nie chcąc będziesz musiała poświęcać swój
      czas także Jej, nie możecie mieszkać razem, ale jakby osobno, czyż nie?? Ze mną
      było podobnie - pewnego dnia spadły na mnie dodatkowe obowiązki - prania,
      sprzątania, większych zakupów, opieki nad Nimi - skoro byłam z Nim, wydawało mi
      się to naturalne. Żony mojego chłopaka nie znam osobiście, ale miałam
      przyjemność kilka razy Ją widzieć. Poza tym była informowana na bieżąco przez
      dzieci o "cioci". Dzieci mnie zaakceptowały, a ja pokochałam Je jak własne -
      oczywiście czasem puszczały mi nerwy i zadawałam sobie pytanie "Co ja właściwie
      tu robię, czy nie za wcześnie na to wszystko?". A czy zastanowiłaś się nad tym,
      że Jego córka, może Cię nie zaakcpetować? Że może Cię traktować tak, jak faceta
      swojej matki? Co wtedy? Jak to będzie rzutować na Twoje relacje z chłopkiem?
      Nad tym też się warto zastanowić.
      Moja sytuacja wyjaśniła się dość brutalnie. Po powrocie z wakacji (całą
      czwórką), zostawił mnie dla mojej przyjaciółki (oczywiście już ex :)). Moje
      miejsce zajęła nowa "ciocia". I wiesz co? Zaczynam uważać, że nawet dobrze się
      stało. Mam 23 lata, kończę studia (a więc podobnie jak Ty) - mam całe życie
      przed sobą. Wyrwałam się z więzienia, nie muszę opiekować się trzema osobami na
      raz, nie muszę matkować. Mam czas, aby wyrwać się ze znajomymi na piwo, aby
      spełniać swoje marzenia...A co najważniejsze dotarło do mnie, że mój czas jako
      matki jeszcze nastanie!! Z właściwym facetem, o właściwej porze, w miłości...
      Bycie z mężczyzną, mającym dziecko jest nie lada wyczynem. Wymaga kilku
      wyrzeczeń i poświęcenia, jakby nie było jakiejś części, swojego życia. Jesteś w
      bardziej komfortowej sytuacji niż byłam ja. Ja chciałam być "matką" dla Jego
      dzieci, ale On mnie odtrącił. Decyzja o zaapceptowaniu takiej sytuacji w Twoim
      przypadku, leży w Twoich rękach. Jeśli jesteś w 100% gotowa "wejść" w takie
      życie, będziesz wiedziała co zrobić, jeśli nie...chyba znasz już odpowiedź.

      Powodzenia!! Wierzę, że postąpisz właściwie...
      • Gość: Angela Re: Skąd ja to znam... IP: *.crowley.pl 02.10.03, 00:48
        Mam nadzieje,ze ariel23 juz wie jak ma postapic? Zycze jej duzo sil na
        poczatek. Na 100% ulzy jej. Bedzie dobrze:)
      • Gość: ktosia Re: Skąd ja to znam... IP: 62.233.195.* 02.10.03, 16:52
        BRAWO MAGDA!
    • elwinga Re: Dziecko mojego faceta 30.09.03, 20:59
      Droga Ariel,

      Prześledziłam z zainteresowaniem wszystkie (chyba) odpowiedzi na Twój post,
      które pojawiły się na różnych forach. Nie byłam nigdy w podobnej sytuacji, ani
      w takiej, jak Ty, ani w takiej, jak córka Twojego faceta, ale gdybym była Tobą,
      starałabym nie dać się wrobić w poczucie winy względem niej. To prawda, dziecko
      jest w tej historii najbardziej bezbronne i przez to najbardziej poszkodowane,
      ale to nie jest Twoje dziecko. Ona ma ojca i matkę, Ty nie jesteś nawet jej
      macochą.

      Mam wrażenie, że jesteś osobą, która realnie ocenia swoje możliwości i zna
      własne ograniczenia. I bardzo mi się podoba, że nie rzucasz się prosto na
      głęboką wodę, tylko rozważasz za i przeciw. Radziłabym Ci jednak przed
      podjęciem ostatecznej decyzji zapoznać się z dziewczynką. Może moglibyście się
      wybrać we trójkę na lody czy do lasu? Może dziecko rozpaczliwie poszukuje
      kogoś, kto stworzy jej prawdziwy dom, a jej złe zachowanie (które chyba znasz
      tylko ze słyszenia?) jest wynikiem nienajlepszych czy napiętych relacji z
      matką? Zobacz, jaka ona jest - postaraj się tylko zaaranżować to spotkanie tak,
      aby mała nie miała poczucia, że zdaje przed Wami egzamin. Jeśli uda Ci się
      polubić ją jako osobę, to może inaczej spojrzysz na całą sytuację.

      A jak by nie było - to naprawdę bardzo mądrze z Twojej strony, że prawdziwą
      decyzję chcesz podjąć teraz, a nie później, kiedy może już być za późno.
      Trzymaj się.

      • komandos57 Re: Dziecko mojego faceta 02.10.03, 00:50
        ja tez radze wybrac sie wam na lody.bambino lody.dostaniecie wszyscy troje
        olsnienia.
Pełna wersja