antosssia
21.07.08, 16:28
Piszę, bo potrzebuję waszej porady. Od dłuższego czasu czytam forum
i wiem, że są na nim osoby, które naprawdę trzeźwo potrafią spojrzeć
na daną sytuację i pomóc się pozbierać.
Od jakiegoś czasu mam ogromne problemy ze zdrowiem, związane z
nasileniem się nerwicy. Ostatnie trzy lata nie były dla mnie łatwe,
miałam sporo kłopotów. Jednym z nich było zawalenie się mojego
poczucia bezpieczeństwa, wynikającego m.in. z posiadania fajnej
rodziny ze strony męża (moja jest w całkowitej rozsypce). Świetne
stosunki łączyły mnie zwłaszcza z teściową, która zawsze powtarzała,
że jesteśmy jak matka z córką (ona ma dwóch synów). Przez lata
byłyśmy naprawdę zaprzyjaźnione, ploteczki przy kawie, zwierzanie
się z problemów (tzn. ona się zwierzała, ja mniej...). No i
przyszedł moment, kiedy to wszystko się zawaliło, a mnie jakby
spadły łuski z oczu. Zaszłam w ciąże (teściowa bardzo kibicowała, bo
długo nam się nie udawało) i czar prysł. Nie zadzwoniła, kiedy
remontowaliśmy mieszkanie i zostałam sama z kupą roboty (mieszkała
300 metrów od nas), po urodzeniu dziecka wpadła kilka razy na
początku, a potem koniec. Kiedyś policzyłam, że nie było jej u nas
chyba z rok.
Ktoś zapyta: no i co z tego? Jej życie , ma prawo nas olewać, a my
ją. Ale ja nie potrafię sobie dać emocjonalnie rady z faktem, że
ktoś, do kogo byłam tak przywiązana, nagle zupełnie mnie "odstawia".
Przerabiałam to nawet na terapii krótkoterminowej dwa lata temu, na
chwilę pomogło, ale teraz znowu wraca to uczucie żalu i
rozgorycznia. Wraca, bo mam problemy ze zdrowiem, coraz
poważniejsze, a ze strony teściowej tylko chłód i ściana. Mam nawet
niejasne podejrzenie, że te moje problemy ze zdrowiem są jakby
dopraszaniem się o tą jej uwagę.
Czuję, że to jakiś kosmos. Żaden z moich znajomych nie rozumie, jak
tak można się emocjonalnie rozwalić przez teściową. Ja czuję, jakbym
straciła jedyną rodzinę, jaką miałam, poczucie bezpieczeństwa
funkcjonowania w jakimś układzie. Nie umiem sobie z tym poradzić...