pointu
23.07.08, 10:06
Witam...
nie wiem jak zacząć i czego dokładnie oczekuję. Liczę chyba na radę i pomoc w
określeniu czy wszystko ze mną wporządku, czy raczej powinnam udać się po
pomoc. Może liczę też na rady, które mi pomogą.
Wybaczcie, że znowu podobna historia...może już macie ich dość.
Pisałam już dawno na forum, kiedy ważyły się losy mojego związku. Teraz
związku już nie ma.
Stąd problemy...
2 miesiące temu były narzeczony się wyprowadził, mieliśmy poczekać co się
stanie. Ja wierzyłam, że do siebie wrócimy choć obawiałam się, że będzie
inaczej. Były narzeczony chyba odrazu zrezygnował. Nie wróciliśmy.
Od czasu jego wyprowadzki nie mogę pogodzić się z tym co się stało, że po 5
latach tak łatwo można wszystko zakończyć. Że nie miałam szansy na naprawę,
reakcję, bo narzeczony nigdy nic nie mówił, że coś dzieje się nie tak. Gdy
widziałam, że ma smutną minę dopytywałam się co się dzieje, czy coś jest nie
wporządku, przy czym starałam się nie być nachalna...Zawsze mówił, że
wporządku, że nic nie jest...do czasu. Rozmawialiśmy ze sobą, nigdy się nie
kłóciliśmy, ja byłam szaleńczo zakochana i widziałam naszę przyszłość w
różowych barwach.
Gdy pytam teraz co robiłam nie tak, czy się zmieniłam (chcę poznać przyczyne
tego co się stało), mówi, że się nie zmieniłam, że to w nim coś się pomieszało.
Nie chcę wnikać co kto źle zrobił, dlaczego.
Moim problemem jest fakt, że nie mogę się pozbierać. Nie potrafię zaakceptować
tego co się stało, że nie jesteśmy już razem. Choć wiem, że dobrze się stało,
bo nie wystarczy miłość z jednej strony.\
Płaczę rano, przed wyjściem do pracy, wieczorem po powrocie. Zdarza się, że w
trakcie dnia łzy same zaczynają mi płynąć. Jestem strasznie smutna w środku,
choć udaje mi się zachowywać pozory publicznie. Czuję się strasznie samotna,
niepełna (wiem czego mi brakuje), wszystko jest mi obojętne. Czynności
wykonuję mechanicznie i strasznie tęsknie...
wiem, że jest to rodzaj uzależnienia (byliśmy razem 5 lat w tym prawie 3
mieszkaliśmy razem), nie umiem sobie jednak z tym poradzić. Nie mam ochoty
zająć się innymi rzeczami, co zazwyczaj poleca sie po rozstaniu. Mam wsparcie
ze strony rodziny, koleżanek,ale wciąż czuję, że to nie pomaga. Czuję brak sensu.
Moje pytanie jest czy to minie na pewno, czy minie samo i czy to normalny etap...
dziękuję