jacek_1987
29.07.08, 11:12
Moi dziadkowie marzyli o wolnym kraju. Moi rodzice marzyli o wolności
obyczajów. A o czym marzę ja - młody duchem? i ciałem? student po 20? O
świętym spokoju. Skoro marzy się o spokoju to musi być strach? Strach przed
tym co będzie? Niepewność? Ten niepokój to tęsknota… A skoro jest tęsknota to
jest coś, co się utraciło... Dziadkowie utracili wolny kraj i tęsknili za tym,
aby znowu był wolny. Rodzice w czasach komuny byli ograniczeni pod wieloma
względami, dlatego tęsknili za większą swobodą. Zarówno dziadkowie jak i
rodzice otrzymali to, co chcieli. Może nawet otrzymali w nadmiarze. „Gdy ja
byłem młody nie miałem takich możliwości jak Ty. Musiałem paść krowy, sadzić
ziemniaki, a za dwóje w szkole dostawałem lanie” – Niejedna osoba słyszała te
słowa od swojego rodzica. Nie wiem, co słyszeli Ci z miast, ale pewnie
analogiczną formułkę. Więc naszym rodzicom wydaje się, że teraz wszystko jest
prostsze i jedynym problemem dzisiejszej młodzieży jest brak problemów.
Gospodarstwa rolne są dzisiaj zmechanizowane a kary fizyczne surowo tępione.
Po głębszym zastanowieniu nasi rodzice dochodzą jednak do wniosku, że to
niemożliwe, że nie mamy żadnych trosk. Przecież my – młodzi jesteśmy tacy
zestresowani a nawet fizycznie jacyś tacy słabsi niż ich pokolenie. Wychowani
na nawozach. Nie umiemy budować zdrowych relacji. Próbują zrozumieć, że
singlizm, czy bezdzietna rodzina to moda tudzież nasz wybór – tak im mówimy.
Ale czy tak jest? Nie chcemy obarczać rodziców naszymi problemami, więc nie
mówimy im, że wcale nie jesteśmy w tym stanie happy. Jesteśmy dobrymi
dzieciakami. Bardzo byśmy chcieli żyć inaczej, ale brak nam do tego
umiejętności, odwagi. Jesteśmy bojaźliwi… Trzynastolatki marzą o wielkiej
miłości i szukają ich na czatach, bo nie umiecie z nimi rozmawiać. Potem
myślicie, że są głupie, albo mówicie głośno, że źle je wychowaliście
wprawiając tym samym w jeszcze większe kompleksy. Wy nic nie rozumiecie. One
są wrażliwe, delikatne i dobre. Marzymy o tym by ktoś wskazał nam proste
rozwiązanie, prostą drogę i powiedział, czy homoseksualizm jest chorobą, czy
też nie, bo w necie pisze czasami, że jest a czasami, że nie. Więc o czym
marzymy? Marzymy o autorytetach. One dzisiaj na każdym kroku są kwestionowane.
Lubimy to, co jest proste i przewidywalne. To daje nam odrobinę poczucia
bezpieczeństwa. Jeżeli w pudelku czy innym plotku napiszą, że jakaś młoda
aktorka wychodzi za mąż za faceta, który mógłby być jej dziadkiem to
oczywiście życzymy dobrze. Tak wybrali. W końcu mamy wolność. Nie można
nietolerować czyjejś świadomej decyzji. Każdy ma prawo do wyboru własnego
stylu życia. Takiego, jaki mu najbardziej odpowiada. Jesteśmy dobrymi
dzieciakami. Jednocześnie przewidujemy ewentualność, że mogą się rozstać. Więc
lubimy to czytać. Prosta informacja, fucktów się nie kwestionuje, wszystko
inne można postawić pod znakiem zapytania. A zarzucają nam potem, że mamy
ubogie słownictwo, że nie czytamy lektur. My nie ufamy, że lektury, które są
nam podsuwane w szkole są dobre. A ileż ciekawszych rzeczy można przeczytać w
Internecie. Sto razy śmieszniejszych i pewniejszych… Rzucamy książkę po
przeczytaniu trzech stron. Nie mówcie, że jestem niezdarą i do niczego się nie
nadaję. Cierpię, bo Wy nie potrafiliście z umiarem i rozsądnie korzystać z
tego, co dostaliście w nadmiarze. To Wy drodzy rodzice tak zaczęliście
rozkoszować się materialnymi bzdetami. Ja już nimi gardzę. Tęsknię za
spokojem. Chciałbym być biedny, ale szczęśliwy. Ale już jest za późno. Za
bardzo przyzwyczailiście mnie do wygody. Swoim dzieciom przekażę wartości a
nie zabawki. Tylko, że one pewnie tak jak Wy będą za tymi zabawkami tęsknić. O
ile po drodze nie wybuchnie żadna wojna i nie będą zmuszeni walczyć za kraj.
Błędne koło. Wolałbym żyć w waszych czasach. Wszystko było prostsze. Dla Was
wszystko jest albo czarne, albo białe i tak nauczyliście nas myśleć. Ale nam
przyszło żyć w innym świecie niż Wasz i ta zasada się już nie sprawdza.. Jest
nam ciężko. Ale rozmowa z Wami nic nam nie da. Źle nas wychowaliście.
Powtarzajcie to częściej a będzie jeszcze gorzej.