nie daję rady... dziecko

30.07.08, 20:35
witam
jestem samotną matką, wychowuję dwoje nastolatków i 7-latka, który teraz idzie do szkoły
od zimy mam z najmłodszym straszne kłopoty- w przedszkolu, w zerówce- nie chciał się bawić w grupie, rozwalał każdą zabawę, wrzeszczał, kiedy coś było wg niego nie tak, jak nie chciał brać udziału w lekcjach to rzucał ćwiczeniami, chował się pod stół... i tyle... kiedy był w transie nie docierało do niego nic... kiedys w takim stanie prowdziłam go do domu przez pół miasta... wydzierał się jakby ktoś go żywcem ze skóry obdzierał, ja wściekła, ale chyba bardziej bezradna... bo przecież nie mogę pozwolić, żeby wściekłe dziecko rzucało mi się po ulicy i robiło co chciało... i nie było tu żadnej przemocy, do niego nic nie docierało, był jak w transie... uspokoił się dopiero w domu, kiedy się przespał...
w domu totalny bałaganiarz, rozrzuca wszystko, nie sprząta tylko chowa pod stół, pod łóżko, nie zawsze zauważę... a jak stoję nad nim w czasie sprzątanie ciska się jak diabełek przed swieconą wodą...
nie mówi tylko wrzeszczy, przeklina... wszystko kiedy mu cos nie pasuje
kiedy ma lepszy dzień jest miłym, uśmiechnietym, czułym dzieckiem

jego zachowanie zaczyna mnie przerażać- niszczy, wyrzuca prezenty, potrafi mi uciec z domu, kiedy nie pozwalam na zabawę na podwórku, bo np coś musi zrobić
jeśli go nie zatrzymam siłą, otwiera drzwi i wychodzi
dziś jeżdżąc na rowerze uderzył w zaparkowane auto- poniosę koszty naprawy- to juz przeważyło szalę goryczy
mam wrażenie, ze wymyka mi się spod kontroli, zebym była spokojna, że robi co trzeba musiałabym go pilnować 24 godziny na dobę- nikt nie jest w stanie tego zrobic
byłam u psychologa, zasugerował badanie w poradni autystycznej- nie stwierdzili tam ani autyzmu, ani zespołu Aspergera
badanie w poradnio psychologiczno-pedagogicznej w mieście wykazało, ze jest nadpobudliwy psycho-ruchowo- i tyle, nie przewidują terapii dla takich dzieci, bo więcej mają wycofanych i nieśmiałych i dla nich będzie
zbliżam się do granicy kiedy przestanę nad sobą panować, bo ile można?
co robić?
    • ksieni_smutnego_pierdofonu Re: nie daję rady... dziecko 30.07.08, 20:44
      a ja zawsze powtarzałam: pięc raZy się zastanów, zanim zechcesz miec bachora
      • pomocy00 Re: nie daję rady... dziecko 30.07.08, 20:46
        dzieki - to bardzo pomocne co mówisz...
        to jest moje dziecko i w jakiś tam atawistyczny sposób (bo dziś nie swiadomie, dziś z rozpędu) GO KOCHAM- CHCĘ DLA NIEGO DOBRZE- ALE NIE DAJĘ JUŻ RADY
        • spinline Re: nie daję rady... dziecko 30.07.08, 20:51
          To jest ten problem, ze dziecko nie ma ojca.
          Ojciec jest ogromnie wazny o ile jest dobrym ojcem,
          czy dziecko ma kontakt z ojcem choc co jakis czas?

          Moze powinnas szukac pomocy u kogos kto choc na chwile
          przejmie "gest" ojca, czy ktos z rodziny, krewni, twoj ojciec, albo
          student peadgogiki, psychologii za oplata, chco kilka godzin w
          tygodniu.
          • pomocy00 Re: nie daję rady... dziecko 30.07.08, 20:54
            niestety- jego ojciec jest za granicą, ma już nową rodzinę, dzwoni do niego ze 3-4 razy w roku, odwieedza ze 2 razy.. choć mały mówi o nim dużo, pamięta, jakoś się tam odnosi do ojca (a tata to, a tata tamto)- zawsze czeka na wizyty i potem miło je wspomina... choć mam swoje zdanie na temat tego człowieka, nie zatruwam nim synka, nie słyszy ode mnie nic złego na jego temat
            mój tato już nie żyje
            inni mężczyźni z rodziny są daleko- mieszkam w innym mieście, nie ma u mnie zadnej uczelni, więc i studentów też

            choć jest coś w tym co piszesz...
            • spinline Re: Duzo rozmow 30.07.08, 21:49
              I tlumacz wszystko cierpliwe, to jest jedyny sposob na wyjscie z
              sytuacji. Moze inne rodziny gdzie ejst ojciec? cokolwiek co by
              pomoglo w jego wychowaniu i identyikacji.
    • dekadencja1 Re: nie daję rady... dziecko 30.07.08, 20:57
      Pytań rodzi się wiele.
      Podstawowe: czy jesteś samotną matką czy też może jesteś matką
      samotnie wychowującą dzieci?. To czyni dużą różnicę.
      Z Twojej relacji wynika, że jest Ci bardzo trudno. Jak można
      włączyć ojca/ojców dzieci w ich wychowywanie? Oczywiście jeśli
      naprawdę chcesz żeby było łatwiej i Tobie i Waszym dzieciom.
      Wydaje się, że sprawy doszły do takiego punktu, że zewnętrzna
      specjalistyczna pomoc może być bardzo przydatna . Zrobiłaś już w tym
      względzie bardzo dużo. Zrób jeszcze trochę - idź na terpię rodzinną.
      Powodzenia.
    • adela38 Re: nie daję rady... dziecko 30.07.08, 21:59
      Mozeby tak wlaczyc w sprawe nastolatkow? Musicie dzialac jako rodzina-
      solidarnie...Starsze rodzenstwo moze a nawet powinno byc autorytetem..Maly swoim
      zachowaniem byc moze doprasza sie uwagi...Jak sie wszyscy razem nad nim
      pochylicie dostanie swoja upragniona uwage, zobaczy ze wokol ma rodzine, ktora
      trzyma sie razem...nastolatkowie beda mialy okazje dojrzec nieco i poczuja sie
      troche dorosle bedace w stanie w czyms pomoc czy poradzic matce...
    • mona.blue Re: nie daję rady... dziecko 30.07.08, 22:04
      Wydaje mi się, że potrzebna by była psychoterapia. O ile wiem, to
      nie ma rejonizacji, może w innej przychodni są grupy dla dzieci z
      ADHD (nadpobudliwych), bo chyba na to wskazuje zachowanie Twojego
      syna. Jeżeli nie ma prywatnie, to można poszukać prywatnie, no ale
      to już wiąże się z dużymi kosztami.
      • pomocy00 Re: nie daję rady... dziecko 30.07.08, 22:44
        nistety środki mam bardzo ograniczone...
        do innego miasta nie mam jak jeździc- ja przeciez pracuję, czasem popołudniami też, co prwda w domu, ale robota musi być zrobiona, finanse tez bardzo ograniczone

        boję się terapii... mam bardzo złe i raniące doswiadczenia z poprzedniej (dotyczącej córki)
        • dekadencja1 Re: nie daję rady... dziecko 30.07.08, 23:05
          pomocy00 napisała:

          > nistety środki mam bardzo ograniczone...
          > do innego miasta nie mam jak jeździc- ja przeciez pracuję, czasem
          popołudniami
          > też, co prwda w domu, ale robota musi być zrobiona, finanse tez
          bardzo ogranicz
          > one
          >
          > boję się terapii... mam bardzo złe i raniące doswiadczenia z
          poprzedniej (dotyc
          > zącej córki)

          I okazuje się, że dużo już wiesz. Wiesz np. gdzie nie szukać pomocy.
          Terapia, która rani wydaje się być mało terapeutyczna. Szukaj miejsc
          które budują. Jest trochę przyzwoitych palcówek które świadczą
          usługi terapeutyczne w ramach NFZ. A może jakaś fundacja, która
          sfinansowałaby Ci terapię? Pytaj, szukaj . Sama dobrze wiesz, że ta
          gra jest warta świeczki. Rozpościeranie przed sobą dywanu
          niemożności jest znakomitym sposobem by tkwić w miejscu.
          Powodzenia.

    • morgianna Re: nie daję rady... dziecko 30.07.08, 22:57
      Kochana ja mam takiego 5 latka i tez mozna powiedziec ze wychowuje
      go sama bo mąz pracuje teraz za granicą.Tez nie daje rady tez płacze
      przeklinam z bezsilnosci , w desperacji zaczełam parzyc mu melise bo
      roznosi mi mieszkanie, mam połamane sprzety, wieczny haos i bałagan
      gdy go spuszcze z oczu zalewa mi łazienke , albo wyrzuca poł
      mieszkania przez balkon ,nie ma ani jednej całej zabawki, ksiązki,
      wszystko niszczy, targa psuje,wciąz sie buntuje nie słucha ,
      histeryzuje krzyczy jest agresywny.Jest nadpobudliwy bez dwoch zdan
      wmawiam sobie zeby nie wyjsc z siebie i go nie bic ze to nie jego
      wina ze to zaburzenie ale niestety analizuje jego zachowanie i
      wydaje mi sie ze z niewiadomych przyczyn wchodzi mi oraz reszcie
      rodziny na głowe bo zawsze gdy jest w domu moj stanowczy aczkolwiek
      bardzo cieply mąż dziecko jest jak do rany przyłoz i tylko jego
      słucha.Nie ma problemu z wyjsciem z domu , jest grzeczny.Teraz
      jestesmy sami i po dniu spedzonym z nim padam na pysk , jestem
      rozzalona zmeczona , zła.
      • morgianna Re: nie daję rady... dziecko 30.07.08, 23:09
        My trafilismy do placówki oświatowej , świetni ludzie , bardzo
        pomocni, niestety jak wiekszosc tego typu miejsc nie mają kasy, wiec
        ograniczone pole działania - mogą nam poswiecic jakies ułamki
        swojego czasu , bo dzieci masa.
        • pomocy00 Re: nie daję rady... dziecko 30.07.08, 23:12
          morgianna- no jak ja dobrze wiem o czym mówisz:(
          powiedz mi coto za placówka?
          • morgianna Re: nie daję rady... dziecko 30.07.08, 23:31
            Ośrodek Wczesnej Pomocy Psychologicznej w jednym z wiekszych miast w
            naszym kraju , nie podlega pod NFZ, świetni specjalisci ,jednak nie
            czarują , mozemy spotykac sie sporadycznie.Ostatnio pojawił sie cien
            szansy ze moze za jakis czas uda mi sie wcisnąc tam dziecko na
            terapie , bylyby to spotkania co 2 tygodnie.Cos w tym jest ze w
            wychowaniu potrzebny jest ojciec, moj synek przepada za tatą , jest
            przy nim grzeczny, wykonuje jego polecenia , gdy jest mąz mozemy bez
            problemu wyjsc na spacer , do restauracji w kazde miejsce publiczne.
            Gdy biore go sama zawsze jest cyrk, histeria jest agresywny.Gdy u
            psychologa był z nim moj mąz kobieta była nim zachwycona , gdy
            poszłam ja wszystkich gryzł i kopał a pół godziny zajeło mi
            zaciagniecie go wrzeszczacego do gabinetu.Babcie boja sie go brac do
            siebie , nie dają rady.
Pełna wersja