nowaja
10.01.02, 22:50
Witam wszystkich czytających i piszących na to forum ...jestem tu nowa ..ale
mam nadzieje że to nie przeskadza ..(a wręcz przeciwnie ..:)) i być może
będziecie mogli mi doradzić w pewnej kwestii któa od dluzszego czasu mnie
trapi ...
oto ona :
od pewnego czasu ( prawie 4 lata )spotykam się z mężczyzną ( starszym o 7
lat ) - nasz związek zaczął się w bardzo trundym momencie mojego życia
(odejście kogoś bliskiego ) i był / jest dla mnie bardzo ważny ...
Spotykamy się bardzo często , widzimy sięprawie codziennie , zawsze ważne
były dla mnie takie wartości jak wierność i lojalnośc dlatego starałam się
zachowywać tak by nie dawać mu powodów do zazdrości i żeby go nie ranić ... po
pewnym czasie okazało się ze Jemu przeszkadzają moje kontaky pozanaukowe z
jakimikolwiek mężczyznami .. zrozumiałam i zrezygnowałam z kontaktów z moimi
ex , wyjścia 1 na 1 z kolegami ze studiów etc - w końcu on był dla mnie
najważniejszy , uwielbiałąm spędzać z nim czas ..zresztą w zamian dostawałąm to
samo ... po kolejnych paru ,miesiącach okazało się że odpadają jakiekolwiek
samotne wyjścia tylkoz przyjaciólkami np na wieczore ploty przy lampce wina ...
ostatecznie doszło do tego że : ,,mam zakaz " wychodzenia (i utrzymywania
jakiegokolwiek kontaktu !) z jakimikolwiek mężczyznami lub z jakąkolwiek
większą grupą ludzi w której są jacyś faceci , wychodzenia z koleżankami jeśli
nie podam swojego miejsca pobytu ( wielokrotnie mnie wtedy
kontroluje ....etc. ) .. ostanio sytuacja stawała się coraz cięższa gdyż od
pażdziernika rozpoczęłam 2 fakultet .. wiadomo , studia nowi ludzie ... gdy
odbiera mnie z uczelni i spotkamy jakiegoś koelge z roku wiecznie slysze jakieś
wyrzuty ..że on na pewno mnie podrywa lub że ja go kokietuje ... mam tego dość
(chyba słudznie ...) czy uważacie że taka sytuacja jest normalna czy w imię
nawet największej miłości można od człowieka wymagać żeby np : nie odpowiadał
na częśc koledze liceum lub z pracy ?? wszelkie próby rozmowy koczą się
kłotniami ... i oskarżeniami o to czy ja mam tam kogoś że tak bardzo staram
się zmienić według niego srawiedliwe zasady w naszym związku ...
Muszę dodać że poza ta sferą życia ..facet jest naprawdę dobry ..dla
mnie (opiekuje się mną troszczy ..jest uczicwy porządny zabawny ... ma wiele
pasji etc ) słowem napreawdę jest kimś z kim chciałoby sie spędzic reszte
życia ..tyle że ostanio czuje sie tematem mojej ewentualnej ,,zdrady "
przytłoczona .. ciągle tylko ot ym slsysze ... prawie na każdym spotkaniu ..?
czy warto wlaczyć o taki związek czy może odpuścic sobie i szukać szczęscia
gdzie indziej ?
Opróćz miłości łączy nas na pewno silne przywiązanie ...ale mi coraz bardziej
brakuje po prostu świętego spokoju , tego żeby on nie oskarżał mnie o rzeczy
których nawet nie robię ... czy da się takiemu facetwoi wytłumaczyć że swoimi
oskarżeniami zabija nasz związek i sprawia że powoli chcę z niego uciekać ?...
w sumie jak człowiek to sobie wszystko napisze ...to widzi co dał z sobą zrobić
cóż tak nas traktują na ile sobie pozwolimy ...