Bycie czlowiekiem cierpiacym

10.01.02, 22:52
Zaczelam pisac o sobie w watku o samobojstwie. Przenioslam sie tutaj bo nie
chce psuc tamtego tematu.

kwieto napisał(a):

> No ale co sie dzieje w Tobie w srodku?
> Jaki jest ten stosunek?

Co sie we mnie dzieje i dlaczego mysle o samobojstwie:

1. Odczuwam nieokreslony lek, raz mniejszy, innym razem wiekszy ale zawsze sie
boje. Budze sie rano-odczuwam strach, w ciagu dnia, wieczorem jest nieco
lepiej. Nie wiem dlaczego tak jest. Jestem dzieckiem alkoholika-takiego
awanturujacego sie:-(. Zawsze w swoim zyciu sie balam, juz we wczesnym
dziecinstwie.

2. Czuje sie pokrzywdzona przez los. To tkwi we mnie tak gleboko ze nie
trafiaja do mnie zadne racjonalne argumenty typu masz wspaniala rodzine, extra
prace, jestes zdrowa. Wciaz zazdroszcze innym i wszyscy wokol wydaja mi sie
szczesliwsi ode mnie. Mam poczucie nizszosci. I to poczucie powoduje ze
chcialabym wszystkim wokol imponowac. Zajmuje sie tysiacem rzeczy na raz (duzo
pracuje, wciaz sie czegos ucze, itd.). Oczywiscie tak sie nie da zyc wiec przez
to tez cierpie. Stawiam sobie cele, rozplanowuje drobiazgowo dzien i z reguly
nic nie wychodzi z tego wszystkiego. Wciaz mam do siebie o to zal. Czasem
nienawidze siebie.

3. Kazdy przejaw odtracenia, odrzucenia ze strony drugiego czlowieka-np. mojego
meza (tak ja uwazam bo czesto wcale tak nie jest) to dla mnie koniec swiata. Z
drugiej strony jestem w stosunku do ludzi bardzo wymagajaca.

Zycie wydaje mi sie bez sensu.
W swietle niektorych watkow, ludzi rzucanych przez partnerow, kobiet
maltretowanych psychicznie lub fizycznie przez mezow i innych te moje problemy
moga sie wydac smieszne i bardzo egocentryczne. Mam swiadomosc tego ze moje
zycie jest w miare ok. Ale to mi nie pomaga i mnie nie zmienia. Wciaz sie boje
i wciaz cierpie.
Poradzcie mi cos bardzo prosze.
emilla
    • Gość: Andrzej Re: Bycie czlowiekiem cierpiacym IP: *.unl.edu 10.01.02, 23:14
      emilla napisał(a):

      > Zaczelam pisac o sobie w watku o samobojstwie. Przenioslam sie tutaj bo nie
      > chce psuc tamtego tematu.
      >
      > kwieto napisał(a):
      >
      > > No ale co sie dzieje w Tobie w srodku?
      > > Jaki jest ten stosunek?
      >
      > Co sie we mnie dzieje i dlaczego mysle o samobojstwie:
      >
      > 1. Odczuwam nieokreslony lek, raz mniejszy, innym razem wiekszy ale zawsze sie
      > boje. Budze sie rano-odczuwam strach, w ciagu dnia, wieczorem jest nieco
      > lepiej. Nie wiem dlaczego tak jest. Jestem dzieckiem alkoholika-takiego
      > awanturujacego sie:-(. Zawsze w swoim zyciu sie balam, juz we wczesnym
      > dziecinstwie.
      >
      > 2. Czuje sie pokrzywdzona przez los. To tkwi we mnie tak gleboko ze nie
      > trafiaja do mnie zadne racjonalne argumenty typu masz wspaniala rodzine, extra
      > prace, jestes zdrowa. Wciaz zazdroszcze innym i wszyscy wokol wydaja mi sie
      > szczesliwsi ode mnie. Mam poczucie nizszosci. I to poczucie powoduje ze
      > chcialabym wszystkim wokol imponowac. Zajmuje sie tysiacem rzeczy na raz (duzo
      >
      > pracuje, wciaz sie czegos ucze, itd.). Oczywiscie tak sie nie da zyc wiec przez
      >
      > to tez cierpie. Stawiam sobie cele, rozplanowuje drobiazgowo dzien i z reguly
      > nic nie wychodzi z tego wszystkiego. Wciaz mam do siebie o to zal. Czasem
      > nienawidze siebie.
      >
      > 3. Kazdy przejaw odtracenia, odrzucenia ze strony drugiego czlowieka-np. mojego
      >
      > meza (tak ja uwazam bo czesto wcale tak nie jest) to dla mnie koniec swiata. Z
      > drugiej strony jestem w stosunku do ludzi bardzo wymagajaca.
      >
      > Zycie wydaje mi sie bez sensu.
      > W swietle niektorych watkow, ludzi rzucanych przez partnerow, kobiet
      > maltretowanych psychicznie lub fizycznie przez mezow i innych te moje problemy
      > moga sie wydac smieszne i bardzo egocentryczne. Mam swiadomosc tego ze moje
      > zycie jest w miare ok. Ale to mi nie pomaga i mnie nie zmienia. Wciaz sie boje
      > i wciaz cierpie.
      > Poradzcie mi cos bardzo prosze.
      > emilla

      Pisalem juz na ten temat kilka razy, ale jeszcze raz dla Ciebie. Tez mialem
      ojca alkoholika i chlodna matke. Nigdy nikt sie nie awanturowal, ale to byl
      tez ogromny bol, bo zylismy w smiertelnym smutku. Strach wpedzil mnie w
      alkoholizm, i inne sytuacje. Mnie pomogla joga, praktykowana codziennie po
      pol godziny, rano. Codzienne polgodzinne spacery (szybkie). Nie pije, nie pale
      juz od 10 lat. Czytam duzo duchowej literatury i moje chmury odeszly prawie
      zupelnie. Aha, zapomnialem dodac o atakach paniki. To dopiero jest przezycie.
      Minelo wszystko. Zycze Ci sukcesu.
      Andrzej.
      • emilla Re: Bycie czlowiekiem cierpiacym 10.01.02, 23:23
        Andrzej:)
        Ile wytrwalosci i samodyscypliny trzeba miec w sobie by tak zyc jak piszesz!
        Czy twoj rozklad dnia jest codziennie taki sam? Pozwalasz sobie czasem na
        swieto? Bez jogi, medytacji, itd.?

        Czy joge mozna cwiczyc samemu w domu? Rozumiem ze na jakims etapie, natomiast
        na poczatku sadze, iz jednak pod kierunkiem jakiegos nauczyciela. Czy moze sie
        myle? Mozna sobie kupic ksiazke o jodze i probowac samemu do czegos dojsc? A
        tak w ogole to czy w jodze jest jakis cel do ktorego nalezaloby podazac?
        Czy joga jest dla wszystkich?
        Przepraszam za tyle pytan ale bardzo mnie to interesuje.
        emilka
        • Gość: Andrzej Re: Bycie czlowiekiem cierpiacym IP: *.unl.edu 10.01.02, 23:45
          emilla napisał(a):

          > Andrzej:)
          > Ile wytrwalosci i samodyscypliny trzeba miec w sobie by tak zyc jak piszesz!
          > Czy twoj rozklad dnia jest codziennie taki sam? Pozwalasz sobie czasem na
          > swieto? Bez jogi, medytacji, itd.?
          >
          > Czy joge mozna cwiczyc samemu w domu? Rozumiem ze na jakims etapie, natomiast
          > na poczatku sadze, iz jednak pod kierunkiem jakiegos nauczyciela. Czy moze sie
          > myle? Mozna sobie kupic ksiazke o jodze i probowac samemu do czegos dojsc? A
          > tak w ogole to czy w jodze jest jakis cel do ktorego nalezaloby podazac?
          > Czy joga jest dla wszystkich?
          > Przepraszam za tyle pytan ale bardzo mnie to interesuje.
          > emilka

          Wydaje mi sie, ze musi sie cos w czlowieku przelac zeby naprawde "zasiasc" do
          jogi. Widzisz, joga przynosi efekty po wielu miesiacach, ale przynosi je na stale.
          Wielu z nas niestety rzuca ten system po kilku tygodniach, nie mogac sie doczekac
          na jakiekolwiek rezultaty. Gdy jednak czlowiek wytrzyma, nic go nie powstrzyma
          przed praktykowaniem, ktore stanie sie czysta przyjemnoascia, nie zas uciazliwa
          rutyna.
          Rozklad dnia jest taki sam codziennie, moze z wyjatkiem sobot rano, gdy wyruszam
          nad jezioro spacerowac.
          Kurs jogi przeszedlem jeszcze w Polsce. Ale praktykuje sam, bez zadnego guru
          czy nauczyciela.
          Joga znaczy jednosc. I w tym slowie zawarty jest cel. Jednosc ciala i duszy
          a jednoczesnie jednosc z calym wszechswiatem.
          Joga jest dla wszystkich, jedyna przeszkoda jest sam czlowiek.
          Polecalbym zaczac od jakiegos kursu, a potem znalezc swoja droge do cwiczen.
          Ja na przyklad praktykuje tzw. Powitanie Slonca i kilka tzw. odwroconych pozycji
          ( w tym znana swiece), gdyz one znakomicie tonizuja me emocje i uspokojaja
          moj umysl. Ale to jest moja droga.
          Zycze Ci powodzenia i .... wielkiej cierpliwosci. A owoce przyjda.
          Namaste,
          Andrzej.
    • miss.s Re: Bycie czlowiekiem cierpiacym 11.01.02, 01:03
      emilla, tak mnie zatkalo, ze az sobie wydrukowalam!

      ujac moge tylko tyle, ze mam kochajacych rodzicow i szczesliwe (no powiedzmy
      nie nieszczesliwe) dziecinstwo za soba.

      coz dodac... wszystko, co mi sie przytrafia wydaje mi sie takie banalne, to co
      mi sie udaje zdobyc natychmiast traci wartosc. odsuwam sie od ludzi pragnac
      jednoczesnie bliskosci i bojac sie i unikajac jej.

      nawet moj smutek i zmeczenie wydaje mi sie takie zbyt banalne i male, zeby np.
      popelnic samobojstwo.
      a poza tym mysle, ze byloby to swinstwo wysylac niewinnych ludzi, ktorzy by
      mieli tego pecha, ze by mnie znalezli na leczenie psychiatryczne.

      ps. nie martwcie sie o mnie. poradze sobie. cale zycie sobie swietnie radze.
      • Gość: Marta Re: Bycie czlowiekiem cierpiacym IP: 10.136.128.* 11.01.02, 07:45
        Joga to kusząca propozycja - cóż kiedy mój sceptycyzm się buntuje. A także moje
        niezdyscyplinowanie, lenistwo i satyryczny stosunek do rzeczywistości.

        Przeczytaj Emilio, jeśli możesz, to co napisałam w wątku z ziarenkiem w tytule,
        trochę podobnie oceniasz siebie, jak koleżanka od ziarenka...

        No cóż, znależć słuszną miarę rzeczy zawsze wydawało mi się najtrudniejsze.
        Pozdrawiam
        Marta
      • szary_ptak Re: Bycie czlowiekiem cierpiacym 11.01.02, 12:06
        miss.s napisał(a):

        > ps. nie martwcie sie o mnie. poradze sobie. cale zycie sobie swietnie radze.

        Pewnie...:)))

        Kto to pisał, ze szczescie jest zawsze "pomiedzy"?
        Pomiedzy marzeniem, a spelnieniem...Bo jak sie spelni, to juz przestaje byc
        szczesciem...?

        Czy w ogole w zyciu jest mozliwe prawdziwe "spelnienie", zeby niczego wiecej nie
        pragnac, zeby byc juz calkowicie szczesliwym?
        Taki stan "spelnienia" opisywany jest w Biblii i nazywany "niebem"...

        Pozdrawiam,
        Szary_Ptak (raczej pliszka niż jaskółka...;))
        • Gość: Marta Re: Bycie czlowiekiem IP: 10.136.128.* 13.01.02, 01:22
          szary_ptak napisał(a):
          > Czy w ogole w zyciu jest mozliwe prawdziwe "spelnienie", zeby niczego
          > wiecej nie
          > pragnac, zeby byc juz calkowicie szczesliwym?
          > Taki stan "spelnienia" opisywany jest w Biblii i nazywany "niebem"...
          >
          > Pozdrawiam,
          > Szary_Ptak (raczej pliszka niż jaskółka...;))

          Dałaś odpowiedź: nie jest możliwe. Nawet gdy, to akurat boli ząb... Rajski Ptaku

          Pa, Marta

          • Gość: -=locke= Re: Bycie czlowiekiem IP: *.rednet.krakow.pl 21.01.02, 19:08
            a wedlug mnie jest mozliwe i ja to czuje czasami
            sa chwile gdy jestem naprawde szczesliwy i jestem tego pewien
            i zaden zab nie przeszkodzi
            ale tego nie da inny czlowiek
            trzeba to w sobie odkryc samemu
    • Gość: velvet Re: Bycie czlowiekiem cierpiacym IP: 212.244.170.* 11.01.02, 08:39
      Nie jestem psychologiem, ale po zapoznaniu się z Twoimi problemami jestem
      absolutnie przekonany, że są one do opanowania (czytaj: zlikwidowania) przez
      doświadczonego psychologa. Wizyta u niego, porozmawianie i wysłuchanie tego co
      on ma do powiedzenia pomoże Ci. Kiedyś byłem może nie w Twojej sytuacji, ale
      też miałem niezwykle silny problem emocjonalny. Po dwóch godzinach rozmowy z
      psychologiem poczułem się jak nowo narodzony. On Ci nie da gotowej recepty, ale
      wskaże drogi wyjścia, a nade wszystko uporządkuje i zdefiniuje Tój problem. A
      zatem - idź do psychologa, nie zwlekaj... Tam czeka Cię pomoc...
      • emilla Re: Bycie czlowiekiem cierpiacym 11.01.02, 19:49
        Dziek wszystkim!
        Napisalam na forum o swoich problemach i teraz od dwoch dni chodze i chce mi
        sie plakac. Zaczelam zadawac pytania, przygladac sie uwaznie swojemu zachowaniu
        i mysleniu i to spowodowalo jakies takie roztkliwianie sie nad soba. Czy to
        wlasciwa reakcja? Mam wrazenie ze jestem nieco spokojniejsza ale depresja sie
        tak jakby poglebila:(
        emilla
    • Gość: karo13 Re: Bycie czlowiekiem cierpiacym IP: *.interpc.pl 20.01.02, 12:25
      masz bardzo powazny problem (mam 13 lat ale postaram ci sie pomoc)
      przedewszystkim odrzuc wszystkie mysli samobojcze i uwierz mi ze nie ma zycia
      bez sesnu zycie samo w sobie jest piekne a to jak wyglada ono w twoim
      przypadku wcale nie musi ci odbierac radosci i sensu istnienie
      chcialabym zadac Ci kilka pytan (mam nadzieje ze mi odpowiesz a przynajmnie j
      powinnas tak zrobic jezeli zalezy Ci na pomocy)otoz masz dzieci albo stalego
      partnera odpisz na kgroszko@wp.pl
      pozdrawiam
      • donjuan Re: Bycie czlowiekiem cierpiacym 20.01.02, 12:47
        A ja radze na poczatek udac sie do psychiatry i
        sprobowac jakiegos medykamentu typu prozac . To daje
        takiego psychicznego "kopniaka " na dobry poczatek . A
        pozniej mozna juz stosowac cala reszte .
        • kwieto Re: Bycie czlowiekiem cierpiacym 20.01.02, 20:26
          Tak, tylko prozac ma to do siebie, ze po dluzszym stosowaniu mozna sobie albo
          komus kuku zrobic... pare lat temu bylo glosno o takich sytuacjach kiedy to w
          USA pan po dluzszym czasie stosowania prozacu wpadl do firmy i wykosil polowe
          personelu z automatu... Czy innych tego typu historiach :(
          • Gość: harikris Re: Bycie czlowiekiem cierpiacym IP: *.proxy.aol.com 21.01.02, 09:32
            sproboj zmienic diete
            odzywianie ma duzy wplyw na stan psychiczny.Zaloze sie ze spozywasz duzo
            weglowodanow a malo tluszczy.Zauwaz ze zwierzeta jedzace trawe owoce liscie
            ciagle czegos sie boja i uciekaja,nadsluchuja i sa przestraszone.
            Natomiast drapiezniki sa madre,pewne siebie najedzone to leniwe.Kup sobie
            ksiazke dr Kwasniewskiego dieta optymalna-wydatek niewielki a moze byc z tego
            pozytek.Pamietaj ze wszystkie kulty chcac zniewolic ludzi karmia ich cukrem.
            Pomysl nad tym nie daj sie leczyc pigulkami bo to tylko pogorszy sytuacje-gdy
            raz zaczniez to sie twoj mozg uzalezni od dostarczania mu skladnikow
            chemicznych ktore sam powinien wytworzyc.Wszelkie depresje wynikaja z
            zachwiania balansu chemicznego.Powodzenia
Pełna wersja