jak uwolnić siebie/jego?

03.08.08, 13:53
Piszę, bo nie mogę sobie poradzić z sytuacją, w której się znalazłam. Wiem, że
czas leczy rany, już pisałam tu na forum i usłyszałam trochę mądrych słów, lecz...

no właśnie nie potrafię dać mu odejść (psychicznie). Od rozstania minęło już
ponad dwa miesiące, to on mnie skrzywdził, oszukał, pozwolił aby runęły
wszystkie wspólne plany, nadzieje (te może jednak moje?)

nie potrafię się wściekać na niego, obrazić się, odwrócić zająć się swoim
życiem. Wszyscy opowiadają, że niewarto bo jestem wspaniałym człowiekiem i na
pewno znajdę kogoś z kim jeszcze zbuduję szczęście. Gdy myślę rozumem wierzę,
że tak będzie, ale..

Nie potrafię pozwolić mu odejść, wymiotować mi się chce na myśl, że
zrezygnował z tego co nas czekało na rzecz innej kobiety (obiektywnie takiej,
która nie może się ze mną porównywać- nie chcę by zabrzmiało zarozumiale).
Że zrezygnował ze mnie na rzecz mężatki (niezadowolonej oczywiście i
skrzywdzonej przez męża) z dzieckiem, starej wielkiej miłości... Niedobrze mi
się robi gdy myślę, że oni razem, czuję taki silny żal jakby serce miało mi
rozerwać....

może to trochę naiwne, ale naprawdę tak czuję i nie mogę sobie poradzić z tym
uczuciem, nie potrafię się oderwać, zapomnieć, być wściekła. Nadal ciągle
płaczę, cofam się do przeszłości choć wiem, że mi to nie służy, rozpamiętuję
jak było pięknie a jednocześnie nie potrafię pojąć, że z tego zrezygnował:/

powiedzcie proszę coś mądrego.
    • anbale Re: jak uwolnić siebie/jego? 03.08.08, 14:02
      Musisz pogodzić się ze swoimi emocjami, z tym, że czujesz wielki żal i że masz
      prawo go czuć, bo ktoś zawiódł twoje nadzieje.
      Uwierz, że to będzie mijać, tylko trzeba czasu. Wyciszysz się, zaczniesz powoli
      zapominać. Naprawdę tak będzie, choć teraz wydaje się to nieprawdopodobne.
      • pointu Re: jak uwolnić siebie/jego? 03.08.08, 14:10
        domyślam się, że tak będzie, bo wszyscy prawie tak mówią- ktoś musi mieć rację..
        ale jak sobie z tym łatwiej poradzić, jak zrobić by mieć siłę na zerwanie
        kontaktu, na pogodzenie się z tym co się stało? Próbowałam już kilka razy i nic:/
        Dla mnie jest "chore", że pomimo tego jak wielką krzywdę mi wyrządził nie
        potrafię z niego zrezygnować i ciągle do niego lgnę, moje myśli są przy nim.
        Zrozumiałabym tą całą sytuację, że zrezygnował ze mnie gdybym była niedobra, nie
        starała się, była "głupia", krzywdziła go, miała pretensje, wykorzystywała go,
        nie kochała się z nim, wyglądała nieatrakcyjnie, była zbyt wymagająca, albo
        gdyby było mi wszystko jedno, gdybym nie ceniła, nie kochała szczerze itd...
        lecz to wszystko mu dawałam.......

        tak strasznie ciężko mi to pojąć:(
        • anbale Re: jak uwolnić siebie/jego? 03.08.08, 14:12
          Tak bywa.
          Naprawde jedyna skuteczna metoda to kontakt ograniczony do zera. Siłą woli zmuś
          się jakoś, inaczej się będziesz zadręczać w nieskończoność.
          • model.testowy Re: jak uwolnić siebie/jego? 03.08.08, 14:17
            anbale napisała:
            ...
            > Naprawde jedyna skuteczna metoda to kontakt ograniczony do zera.

            Prawda. Trudne to bardzo, ale skuteczne.
            • pointu Re: jak uwolnić siebie/jego? 03.08.08, 14:21
              Tylko, że niby to wiem, a nie potrafię się na to zdobyć.
              Zawsze byłam strasznie silną osobą, a teraz pękłam po prostu. Nie potrafię
              znaleźć sił na taki krok, podejmuję taką decyzję i po kilku dniach okazuje się,
              że nie potrafię wytrwać, pewnie ma to związek z gorącym,pozytywnym (w sensie
              miłości) uczuciem z mojej strony, że nie potrafię się zdobyć na tą "obrazę".
              Jak to zrobić...??? :/
              • model.testowy Re: jak uwolnić siebie/jego? 03.08.08, 15:00
                pointu napisała:

                ...
                > Jak to zrobić...??? :/

                Na takie pytania nie ma sensownej odpowiedzi. Można ewentualnie rzucić banał: musisz się przemóc.
              • villanden Re: jak uwolnić siebie/jego? 03.08.08, 15:25
                pointu napisała:

                > Tylko, że niby to wiem, a nie potrafię się na to zdobyć.
                > Zawsze byłam strasznie silną osobą, a teraz pękłam po prostu. Nie
                potrafię
                > znaleźć sił na taki krok, podejmuję taką decyzję i po kilku dniach
                okazuje się,
                > że nie potrafię wytrwać, pewnie ma to związek z gorącym,pozytywnym
                (w sensie
                > miłości) uczuciem z mojej strony, że nie potrafię się zdobyć na
                tą "obrazę".
                > Jak to zrobić...??? :/

                pointu, pisze to z perspektywy osoby ktora sama to przeszla: musisz
                przede wszystkim inaczej zdefiniowac ta sytuacje. Brak kontaktu z
                nim, to nie bedzie "obraza" - to bedzie pozwolenie Wam obojgu (a
                przede wszystkim Tobie) na rozpoczecie nowego etapu w zyciu. Jestes
                tego warta, zaslugujesz na to, zeby byc w prawdziwym zwiazku a nie w
                takiej pseudo-relacji. To co robisz w tym momencie to niestety
                jedynie oszukiwanie sie, to podtrzymywanie iluzji. I wiesz, nie ma
                sensu szukac wyjasnien dlaczego tak sie stalo, bo to i tak nic nie
                zmieni... Liczy sie jedynie to, ze on zakonczyl Wasza znajomosc,
                zaczal nawet nowy zwiazek. Ty musisz ruszyc dalej z wlasnym zyciem,
                i calkowity brak kontaktu z nim to naprawde jedyny sposob.
                Wiem, ze to trudne,(i nie pisze tego, zeby sprawic Ci przykrosc,
                bo naprawde wiem jak to boli), ale pomysl, ze kontaktujac sie z nim,
                dajesz mu jedynie szanse, zeby Cie po raz kolejny odrzucil. Nie rob
                tego sama sobie.
                Moze na poczatek daj sobie szlaban na konakt z nim przez 60 dni
                (latwiej mysli sie o 60 dniach niz o "nigdy") a potem zobaczysz jak
                sie bedziesz czula. Ale badz konsekwentna, przez 60 dni absolutnie
                NIC.

                Polecam ksiazke "Nie zalezy mu na Tobie" www.empik.com/nie-
                zalezy-mu-na-tobie-ksiazka,8610,p
                Moim zdaniem jest genialna, smieszna, chwilami bolesnie odzierajaca
                ze zludzen, ale prawdziwa i bardzo pomocna. Stawia czlowieka w
                pionie, w kazdym razie ze mna tak zrobila.

                Jesli znasz angielski, mozesz sprobowac tez "It,s called break-up
                because it's broken" www.amazon.co.uk/Its-Called-Break-up-
                Because-Broken/dp/0007225180/ref=sr_1_2?
                ie=UTF8&s=books&qid=1217768346&sr=8-2
                Tej nie czytalam, ale moze byc dobra.

                Pointu, zaslugujesz na to, by ktos byl z Toba i tylko dla Ciebie.
                Ten facet nie jest.
                Przeczytaj ksiazke Grega, mi bardzo pomogla.

                Wirtualnie przytulam.
                Bedzie dobrze, zobaczysz.
                • pointu Re: jak uwolnić siebie/jego? 03.08.08, 15:35
                  Dziękuję za dobre słowa villanden. Naprawdę mądre.
                  Wiecie...bo w tym wszystkim jest paradoks. Wiem, że macie racje.
                  Wiem, że on nie chce ze mną być, ja również nie chcę z nim być. Najważniejsze-
                  nie możemy razem być.
                  Wiem, że powinnam urwać kontakt, że to w jakimś stopniu mnie to wyleczy, pomoże
                  mi, że to jedyna słuszna postawa by się uczyć "żyć na nowo", że potrzeba mi
                  oczyszczenia i zbudowania nowych podstaw bez niego.
                  lecz...

                  a przy tym czuję się zła na siebie samą, że tak się w tym "taplam", "użalam" i
                  nie potrafię po prostu wstać i iść.
                  eh:/
                  • villanden Re: jak uwolnić siebie/jego? 03.08.08, 15:50
                    pointu, to co przechodzisz jest calkowicie normalne...
                    Nie mozesz z dnia na dzien, jednym pstryknieciem wylaczyc uczuc
                    jakie do kogos zywilas- te uczucia sa i jeszcze troche beda... Twoj
                    zwiazek sie zakonczyl i masz prawo przezyc swego rodzaju "zalobe po
                    nim", masz prawo czuc sie zle i byc nieszczesliwa, potaplac sie i
                    pouzalac. Nie zmuszaj sie zeby "wstac i isc" juz dzisiaj, czy jutro,
                    ale zacznij patrzec na to z innej strony. Nie mysl "co on by..", nie
                    obwiniaj sie, nie roztrzasaj, ale i nie rozkazuj sobie z dnia na
                    dzien przestac go kochac... Daj sobie tylko jedno zadanie "nie
                    kontaktowac sie z nim" (moze byc "...przez 60 dni od dzisiaj") i na
                    tym sie skup. Zajmij sie tylko tym, zeby w miare dobrze przezyc
                    dzisiejszy dzien, bez patrzenia "co ze mna bedzie za 5 lat".
                    I jakkolwiek banalnie to nie brzmi, to z czasem poczujesz sie
                    lepiej. Zobaczysz.
                    W miedzyczasie zajmij sie soba, rob to co sprawia Ci przyjemnosc, a
                    takze pracuj, ucz sie, zajmuj swoje mysli. Nie siedz w domu
                    sluchajac smunej muzyki, nie upijaj sie na smutno. Zwierzaj sie
                    przyjaciolom, pisz tutaj, ale NIE PISZ DO NIEGO.

                    Jest jeszcze jedna ksiazka, ktora chcialabym Ci polecic: Elizabeth
                    Gilbert "Jedz, modl sie, kochaj"

                    Trzymam mocno kciuki.
                • villanden schrzanilam linki... 03.08.08, 15:36
                  ...wiec podaje autora i tytuly:
                  Greg Behrendt, Liz Tucillo "He's just not that into you",
                  polski tytul: "Nie zalezy mu na tobie"

                  oraz

                  Greg Behrendt "It's called break-up because it's broken"
                  • pointu Re: schrzanilam linki... 03.08.08, 15:39
                    Dziękuję. Poszukam, może choć trochę pomoże.
        • ca-ti Re: jak uwolnić siebie/jego? 03.08.08, 14:42
          pointu napisała:

          >
          > Dla mnie jest "chore", że pomimo tego jak wielką krzywdę mi
          wyrządził



          A konkretnie to jaką?




          > Zrozumiałabym tą całą sytuację, że zrezygnował ze mnie gdybym była
          niedobra, ni
          > e
          > starała się, była "głupia", krzywdziła go, miała pretensje,
          wykorzystywała go,
          > nie kochała się z nim, wyglądała nieatrakcyjnie, była zbyt
          wymagająca, albo
          > gdyby było mi wszystko jedno, gdybym nie ceniła, nie kochała
          szczerze itd...
          > lecz to wszystko mu dawałam.......
          >

          A może tak tylko Ci się wydaje? Może dawałaś mu nie to czego
          potrzebował, tylko to co Tobie wydawało się, że potrzebuje?
          Może starałaś się za bardzo, a wszak kota można zagłaskać na
          śmierć...

          Oczywiście nie mam pojęcia, jak było naprawdę.
          Ale skoro odszedł, to z pewnością nie było mu dobrze.
          • pointu Re: jak uwolnić siebie/jego? 03.08.08, 14:49
            ca-ti napisała:

            > pointu napisała:
            >
            > >
            > > Dla mnie jest "chore", że pomimo tego jak wielką krzywdę mi
            > wyrządził
            >
            >
            >
            > A konkretnie to jaką?
            >
            > żył ze mną przez kilka lat, przygotowywaliśmy się do ślubu, zapewniał
            codziennie jak kocha, że marzy o tym bym była jego żoną, że chce bym urodziła
            nam dzieci, że jestem najwspanialszą osobą jaką poznał i, że chce ze mną się
            zestarzeć. A potem nagle zostawił, poszedł do innej, oszukując mnie co chwilę,
            że to nieporozumienie, że nie wie co się dzieje, że jednak nie wie co czuje itd....

            może dla Ciebie to pryszcz.
            >
            >
            > > Zrozumiałabym tą całą sytuację, że zrezygnował ze mnie gdybym była
            > niedobra, ni
            > > e
            > > starała się, była "głupia", krzywdziła go, miała pretensje,
            > wykorzystywała go,
            > > nie kochała się z nim, wyglądała nieatrakcyjnie, była zbyt
            > wymagająca, albo
            > > gdyby było mi wszystko jedno, gdybym nie ceniła, nie kochała
            > szczerze itd...
            > > lecz to wszystko mu dawałam.......
            > >
            >
            > A może tak tylko Ci się wydaje? Może dawałaś mu nie to czego
            > potrzebował, tylko to co Tobie wydawało się, że potrzebuje?
            > Może starałaś się za bardzo, a wszak kota można zagłaskać na
            > śmierć...

            może, lecz to on mnie bardziej głaskał, a ja starałam się robić wszystko z
            umiarem, znajdując "zloty środek"; oczywiście mogę się mylić.
            W tej sytuacji, która zdarzyła się między nami on twierdzi, że wina leży tylko
            po jego stronie, bo to on ma "skrzywioną" psychikę, to on nie potrafił
            rozmawiać, to on nie potrafił zapanować nad emocjami, uczuciami.
            Lecz może tylko tak mówi.
            >
            > Oczywiście nie mam pojęcia, jak było naprawdę.
            > Ale skoro odszedł, to z pewnością nie było mu dobrze.

            tak, z pewnością nie było, choć twierdzi inaczej.
            Lecz ja nie o tym...
            ja zwracam się z prośbą o mądre słowa jak przez to przejść.
            • anbale Re: jak uwolnić siebie/jego? 03.08.08, 15:01
              Kochana, przejdziesz. Nie ty pierwsza i nie ostatnia. Tylko zaciśnij zęby,
              wyobraź sobie że został wystrzelony na orbitę i nie ma z nim kontaktu; i
              zapewniam cie, że przejdziesz przez tą żałobę
            • model.testowy Re: jak uwolnić siebie/jego? 03.08.08, 15:19
              pointu napisała:

              ...
              > ja zwracam się z prośbą o mądre słowa jak przez to przejść.

              No i dostałaś jedną sensowną wskazówkę: zerwać kontakt. To pierwszy i najważniejszy krok. Jak masz dać radę go zrobić? Na to pytanie to już tylko Ty sama sobie możesz odpowiedzieć.
              • pointu Re: jak uwolnić siebie/jego? 03.08.08, 15:21
                Dzięki. Tylko, że wiem, że powinnam tak zrobić lecz z wiadomych względów tego
                nie chcę pewnie:/
                • model.testowy Re: jak uwolnić siebie/jego? 03.08.08, 15:26
                  Masz blisko jakąś przyjaciółkę?
                  • pointu Re: jak uwolnić siebie/jego? 03.08.08, 15:28
                    Mam, no może bliską koleżankę, bardzo mnie wspiera. Mam również ludzi, na
                    których mogę liczyć, lecz mi to nie pomaga, tzn. nie zmienia mojego myślenia.
                    Codziennie przeżywam to samo. Niestety.
                    • ethlin Re: jak uwolnić siebie/jego? 03.08.08, 15:47
                      Heh, no to jestesmy razem.
                      Tylko ze ja z osobnikiem z ktorym powinnam zerwac kontakt niestety pracuje i
                      jestem zmuszona widziec go codziennie. To sie ciagnie juz 8 miesiac i nie
                      wyleczylam sie jeszcze z tego ale jest lepiej, naprawde. U Ciebie tez bedzie,
                      musisz zacisnac zeby i jakos wytrzymac ten czas. Nikt nic madrzejszego Ci tu nie
                      poradzi. Btw, ja tez jestem na siebie wsciekla ze sama siebie oszukuje, ze jak
                      ktos tutaj napisal sama sie podkladam by mnie odrzucal wciaz i wciaz. Nigdy nie
                      sadzilam ze pozwole komus by tak mnie traktowal. F.ck.
                      Damy rade, do przodu choc boli
                • ca-ti Re: jak uwolnić siebie/jego? 03.08.08, 17:55
                  pointu napisała:

                  > Dzięki. Tylko, że wiem, że powinnam tak zrobić lecz z wiadomych
                  względów tego
                  > nie chcę pewnie:/


                  Popatrz, sam już sobie uświadamiasz, że na razie pewnie sama NIE
                  CHCESZ zerwać kontaktu i zapomnieć o nim.
                  To bardzo dobra wiadomość dla Ciebie - wszystko jest w Twoich
                  rękach, sama zdecydujesz, kiedy się z nim na dobre pożegnasz.
                  Powodzenia!
                  • pointu Re: jak uwolnić siebie/jego? 03.08.08, 18:07
                    Lecz ja po prostu nie czuję w sobie tej siły, że dam radę.
                    Czuję jakbym miała odłączyć respirator.

                    (przepraszam za mocną metaforę).

                    a jak nie chcę zerwać kontaktu, zapomnieć o nim, to co to oznacza? .....Jestem
                    słaba?
                    • ca-ti Re: jak uwolnić siebie/jego? 03.08.08, 18:33
                      pointu napisała:

                      > Lecz ja po prostu nie czuję w sobie tej siły, że dam radę.
                      > Czuję jakbym miała odłączyć respirator.
                      >
                      > (przepraszam za mocną metaforę).
                      >
                      > a jak nie chcę zerwać kontaktu, zapomnieć o nim, to co to
                      oznacza? .....Jestem
                      > słaba?


                      Teraz jeszcze nie czujesz tej siły, ale przyjdzie taki czas, że
                      poczujesz. Metafora z respiratorem wydaje mi się jak najbardziej
                      trafna - myśl o tym człowieku jest dla Ciebie jak tlen. Ale
                      przyjdzie moment, że sama poczujesz, ze respirator nie jest już
                      potrzebny i go odłączysz.
                      :-)))

                      A jeśli nawet jesteś teraz słaba to co z tego? Daj sobie prawo do
                      przeżywania tej sytuacji na swój sposób, nie oceniaj siebie samej.
                      Czy jak chorujesz na grypę i jesteś osłabiona gorączką, to myślisz o
                      sobie, że jesteś jakaś gorsza bo słaba?
            • ca-ti Re: jak uwolnić siebie/jego? 03.08.08, 16:23
              pointu napisała:

              >
              > >
              > > żył ze mną przez kilka lat, przygotowywaliśmy się do ślubu,
              zapewniał
              > codziennie jak kocha, że marzy o tym bym była jego żoną, że chce
              bym urodziła
              > nam dzieci, że jestem najwspanialszą osobą jaką poznał i, że chce
              ze mną się
              > zestarzeć. A potem nagle zostawił, poszedł do innej, oszukując
              mnie co chwilę,
              > że to nieporozumienie, że nie wie co się dzieje, że jednak nie wie
              co czuje itd
              > ....
              >
              > może dla Ciebie to pryszcz.
              > >


              Nie, dla mnie to nie pryszcz. Spróbuj może nie oceniać tak od razu,
              to łatwiej będzie rozmawiać.
              Zadałam pytanie, bo chciałam wiedzieć, po prostu...

              >
              > może, lecz to on mnie bardziej głaskał, a ja starałam się robić
              wszystko z
              > umiarem, znajdując "zloty środek"; oczywiście mogę się mylić.
              > W tej sytuacji, która zdarzyła się między nami on twierdzi, że
              wina leży tylko
              > po jego stronie, bo to on ma "skrzywioną" psychikę, to on nie
              potrafił
              > rozmawiać, to on nie potrafił zapanować nad emocjami, uczuciami.
              > Lecz może tylko tak mówi.
              > >



              Tak często mówią mężczyźni, którzy nie są cynicznymi draniami,
              porzucającymi kobietę bez słowa. Tak odchodzą mężczyźni, którzy
              przestali kochać i w ten sposób starają się wziąć "winę" na siebie.

              >
              > tak, z pewnością nie było, choć twierdzi inaczej.

              Twierdzi, że było inaczej, bo to pewnie prawda. Było, do pewnego
              czasu. Ale się skończyło. I on też się w tym pewnie trochę pogubił.
              Ale popatrz, gdyby rzeczywiście uważał, że ma "skrzywioną psychikę",
              to nie pakowałby się z z zimną krwą w kolejny związek, żeby kolejnej
              kobiecie złamać serce, prawda?
              Coś się między wami skończyło, w nim szybciej, niż w Tobie. Ot, cała
              prawda. Ile znasz takich histrii? Pewnie wiele. No, widzisz, ja też.
              To prostu się zdarza. Mnie również się zdarzyło, jeśli to Ci w czymś
              pomoże...


              > Lecz ja nie o tym...
              > ja zwracam się z prośbą o mądre słowa jak przez to przejść.



              Nikt nie da Ci panaceum na Twój ból. Możesz go chwilowo uśmierzyć
              tym czy tamtym... Ale będzie on trwał tak długo, jak sobie na niego
              pozwolisz. Daj sobie trochę czasu, nic na siłę, poobserwuj samą
              siebie i uczucia, jakie się w Tobie pojawiają. Nie oceniaj ich,
              tylko obserwuj. Pomyśl, gdybyś nic nie czuła, kim byś była?...
              • aidka Re: jak uwolnić siebie/jego? 03.08.08, 17:05
                model.testowy :
                anbale napisała:
                ...
                > Naprawde jedyna skuteczna metoda to kontakt ograniczony do zera.

                Prawda. Trudne to bardzo, ale skuteczne

                skuteczne ?!
                no nie wiem.
                ja kontakt, w podobnej sytuacji, ograniczyłam , a raczej całkiem
                zastopowałam 3 lata i 10 miesięcy temu. i co ?
                nic.
                wciąż czuję ten ból niegasnący i całkowitą blokadę na inne kontakty.
                • model.testowy Re: jak uwolnić siebie/jego? 03.08.08, 17:27
                  Wybacz szczerość, ale chyba jesteś dość wyjątkowym przypadkiem, skoro po prawie 4 latach nadal Cię tak mocno trzyma.
                • pointu Re: jak uwolnić siebie/jego? 03.08.08, 17:46
                  ?

                  to dość przerażająca wizja:/
                  Jak to się dzieje, że tak się czujesz? Nic się nie zmieniło przez prawie 4 lata?
                  Dlaczego?
                  • aidka Re: jak uwolnić siebie/jego? 03.08.08, 22:20
                    pointu napisała:

                    > ?
                    >
                    > to dość przerażająca wizja:/
                    > Jak to się dzieje, że tak się czujesz? Nic się nie zmieniło przez
                    prawie 4 lata
                    > ?
                    > Dlaczego?

                    nie wiem czemu aż tak to jest u mnie...
                    choć może to z powodu wcześniejszych jeszcze przeżyć okropnych i
                    doświadczeń.
                    byliśmy razem prawie 7 lat.
                    próbowałam potem nawiązać inne znajomości, ale to na nic - nikogo
                    nie umiem zaakceptować już. jestem jakby w środku zablokowana,
                    taka...zamarła albo wręcz martwa.
                    życzę Ci z calego serca, by u Ciebie było inaczej...
                    • pointu Re: jak uwolnić siebie/jego? 04.08.08, 07:26
                      a czy próbowałaś coś z tym zrobić, pójść do terapeuty?
                      Osobiście się nie znam, ale wydaje mi się, że to nie powinno trwać tak długo bez
                      względu na to jak straszne było. Lecz może się mylę.
              • pointu Re: jak uwolnić siebie/jego? 03.08.08, 17:11
                dziękuję Wam za cenne słowa.
                Przepraszam też za to co napisałam do ca-ti o krzywdzie. Nie chodziło mi o
                ocenę,lecz o to, że niektórzy przeżywają dużo cięższe "dramaty" i mój mógłby
                wydać się banalny. To nie była ironia, choć może tak zabrzmiało.

                Gdyby poszedł do innej bez słowa może byłoby mi łatwiej. Starał się/stara jednak
                na swój sposób mimo wszystko czasem mnie pocieszyć, wesprzeć, choć to niestety
                mało pomaga. Może dlatego go tłumaczę, próbuję usprawiedliwiać i lgnę do niego;
                jak robak:/

                Wiem, że przejdzie, lecz strasznie mi żal. Czułam się przy nim w pełni
                szczęśliwa, tak całkiem szczerze. Może dlatego też tak trudno dać odejść.
                Wiem, że się oszukuję odnawiając nieustannie kontakty,wiem, że on już
                zadecydował. Ciężko mi po prostu pogodzić się z tym, że dokonał takiego wyboru.

                Mam swoją godność, szczerze nie widzę możliwości bycia razem po tym co się
                wydarzyło, ale...

                wiem, wiem. Muszę być silna, przejdzie.

                .....

                z innej jeszcze strony.
                Może to normalny odruch po takiej sytuacji, lecz spowodowała, że szukam w sobie
                wad, niedoskonałości, obniżyła się bardzo moja samoocena. Wcześniej byłam osobą
                pewną siebie, a przy tym starałam się nie być zarozumiała. Znałam jednak swoje
                walory, które z pewnością posiadam. Teraz po tym wszystkim, mając świadomość, że
                odszedł do innej i to "do takiej" podkopałam poczucie, że jestem na swój sposób
                wyjątkowa, piękna itd. (wiem- naiwne):(
        • leda16 Re: jak uwolnić siebie/jego? 05.08.08, 07:32
          Zrozumiałabym tą całą sytuację, że zrezygnował ze mnie gdybym była niedobra, ni
          > e
          > starała się, była "głupia", krzywdziła go, miała pretensje, wykorzystywała go,
          > nie kochała się z nim, wyglądała nieatrakcyjnie, była zbyt wymagająca, albo
          > gdyby było mi wszystko jedno, gdybym nie ceniła, nie kochała szczerze itd...
          > lecz to wszystko mu dawałam.......
          >
          > tak strasznie ciężko mi to pojąć:(


          Może na tym przykładzie zrozumiesz do końca życia, że UCZUĆ drugiego człowieka nie można kupić dobrocią, miłością, mądrością ani nawet ładnym wyglądem. I że miłość z wdzięcznością za to, co mu "dawałaś" nie ma absolutnie NIC WSPÓLNEGO. Naturalnie, jest dla Ciebie dużym upokorzeniem fakt, że poleciał do gorszej, brzydszej i głupszej. Tymczasem ona ma jedną rzecz, której Ty już nigdy dla tego faceta miała nie będziesz - UROK NOWOŚCI. Niestety, taka jest większość mężczyzn, taką mają naturę i nic na to nie można poradzić. Dlatego często śmieję się czytając na tym Forum naiwne wyjaśnienia męskich zdrad przez zupełnie nie znające ich psychiki idiotki - "widocznie czegoś mu w tym waszym związku brakowało" i obciążają winą za zdradę kobietę bądź oboje. :))). Tak, po jakimś czasie głównie mężczyznom zaczyna brakować - NIEODPARTEGO UROKU NOWOŚCI. Jedyna rada to przeboleć i zapomnieć. Jeżeli z jakichś tam powodów nawet do Ciebie wróci, to pamiętaj - faceci zwykle tylko UDAJĄ, że im odgrzewany kotlet smakuje...
          • my_dying_bride Re: jak uwolnić siebie/jego? 06.08.08, 08:44
            UROK NOWOŚCI. Niestety, taka jest większość mężczyzn
            > , taką mają naturę i nic na to nie można poradzić. Dlatego często
            śmieję się cz
            > ytając na tym Forum naiwne wyjaśnienia męskich zdrad przez
            zupełnie nie znające
            > ich psychiki idiotki - "widocznie czegoś mu w tym waszym związku
            brakowało" i
            > obciążają winą za zdradę kobietę bądź oboje. :))). Tak, po jakimś
            czasie główni
            > e mężczyznom zaczyna brakować - NIEODPARTEGO UROKU NOWOŚCI. Jedyna
            rada to prze
            > boleć i zapomnieć. Jeżeli z jakichś tam powodów nawet do Ciebie
            wróci, to pamię
            > taj - faceci zwykle tylko UDAJĄ, że im odgrzewany kotlet smakuje...
            >


            glupio piszesz Ledo

            UROK NOWOSCI, INNOSCI to czesto potrzeba nie tylko mezczyzn KOBIET
            TEZ
            nie zapominaj o tym!

            coraz czesciej kobiety siegaja po innosc, znam nawet takie, ktore
            chcialyby to prawo ustanowic oficjalnie

            • pointu Re: jak uwolnić siebie/jego? 06.08.08, 19:50
              Tak sobie myślę, że chyba jednak jestem nienormalna skoro wierzę w miłość. Że
              człowiek potrafi być wierny raz danej obietnicy i dotrzyma jej do końca i nie
              będzie traktował jak balastu...

              Tak, tak, chyba nienormalna jestem:/
          • pointu Re: jak uwolnić siebie/jego? 06.08.08, 18:44
            czyli, że co??

            Nie rozumiem.
            Czy to oznacza, że prędzej czy później każdy facet i tak zdradzi lub pójdzie do
            innej? To jakiś nonsens chyba...?

            a o co chodzi z tymi małżeństwami co są ze sobą lat naście/dziesiąt i się
            kochają, nie zdradzają i śpią razem w łóżku nawet na stare lata?
            Czy to już takie układy z przywiązania i tu miłości nie ma? Czy po prostu Ci
            starsi jeszcze mieli prawo do MIŁOŚCI prawdziwej a teraz to już nie ma na nią
            miejsca?

            Nie rozumiem.

            no i nie wnikając może zanadto czym jest miłość prawdziwa.

            Nie wiem, może ja tylko taka głupia i naiwna jestem, że wierzyłam, że jak ludzie
            się pokochali i jest im ze sobą dobrze, rozumieją się, szanują, cenią, dbają o
            siebie to już tak może pozostać... Rozumiem, że nie??
            • my_dying_bride Re: jak uwolnić siebie/jego? 07.08.08, 07:55
              pointu napisała:

              > czyli, że co??
              >
              > Nie rozumiem.
              > Czy to oznacza, że prędzej czy później każdy facet i tak zdradzi
              lub pójdzie do
              > innej? To jakiś nonsens chyba...?

              Leda po prostu schematycznie i stereotypowo podchodzi do problemu
              i tyle

              ja natomiast zwracam uwage, ze to nie plec zasadniczo
              lecz typ osobowosci,wczesniejsze doswiadczenia, dziecinstwo,
              natezenie potrzeb seksualnych i preferencje poligamiczne ( etc.
              etc. )determinuja ewentualne zdrady i niemoznosc zycia w monogamii

              tak wiec, nie przejmuj sie i wierz w milosc ;)

              nie wierz z kolei ludziom, ktorzy w kazdym facecie widza
              przyslowiowa 'swinie' ;)
    • pointu Re: jak uwolnić siebie/jego? 03.08.08, 18:31
      Jeszcze jedno... czy też mieliście, że ciężko Wam się czasem oddychało? Że
      przychodzi taki brak tchu jakby, ściska w klatce piersiowej i wtedy głowa mówi
      "uspokój się", regulujesz oddech i po chwili przechodzi?

      Domyślam się, że to normalne, objawy paniki czy coś; pytam by się upewnić.
      • ca-ti Re: jak uwolnić siebie/jego? 03.08.08, 18:51
        pointu napisała:

        > Jeszcze jedno... czy też mieliście, że ciężko Wam się czasem
        oddychało? Że
        > przychodzi taki brak tchu jakby, ściska w klatce piersiowej i
        wtedy głowa mówi
        > "uspokój się", regulujesz oddech i po chwili przechodzi?
        >
        > Domyślam się, że to normalne, objawy paniki czy coś; pytam by się
        upewnić.


        Odłączasz swój respirator, ale ogarnia Cię panika, jak Ty teraz
        będziesz żyć bez niego...To dobry znak...Trzeba tylko jeszcze trochę
        czasu...
        • pointu Re: jak uwolnić siebie/jego? 03.08.08, 18:54
          Dziękuję ca-ti.
          Miło czuć, że są osoby, które bezinteresownie angażują się by pomóc obcej osobie.
          • ca-ti Re: jak uwolnić siebie/jego? 03.08.08, 18:57
            pointu napisała:

            > Dziękuję ca-ti.
            > Miło czuć, że są osoby, które bezinteresownie angażują się by
            pomóc obcej osobi
            > e.


            Nie ma chyba czegoś takiego jak bezinteresowność :-)))
            Wszyscy mamy jakąś korzyść z każdego naszego działania.
            Ale OK. Cieszę się, że być może trochę Ci pomogłam.
            Widzisz - to moja korzyść :-)))

            Pozdrawiam.
            • pointu Re: jak uwolnić siebie/jego? 03.08.08, 19:00
              :) Jeśli tak na to spojrzeć to masz rację.
    • spinline Re: Poszukac nowej relacji... 03.08.08, 19:41
      I nie miotac sie jak ryba w sieci. Coz stalo sie zle zrobil, ale
      przyszlosc nalezy do ciebie.
      • pointu Re: Poszukac nowej relacji... 03.08.08, 20:09
        bardzo bym chciała nie miotać się.
        • damianis1 Re: Poszukac nowej relacji... 03.08.08, 21:24
          zapisz się do naszej klasy i odnawiaj stare dobre znajomości, to pomaga
          • pointu Re: Poszukac nowej relacji... 03.08.08, 21:30
            Stare, dobre znajomości z liceum utrzymuję nadal, n-k mi do tego nie była
            potrzebna:) Zaraz po powstaniu portalu, gdy nie było jeszcze takiego szumu wokół
            niego i forma była trochę inna utworzyłam sobie profil. Teraz niestety trochę
            mnie zniechęca.
            Ponadto właśnie w ten sposób "odżyła" stara miłość mojego byłego narzeczonego,
            więc pewnie domyślasz się, że mam uraz.
            • kobitka.24 Re: Poszukac nowej relacji... 04.08.08, 18:40
              Ja mam tez taki sam problem...........;-( tyle ze ja dla niego
              zdecydowałam sie zmienic całe zycie, rzuciłam prace, przeprowadziłam
              sie 450km......tylko po to aby byc blisko, aby nam sie
              udało.......... i co teraz??

              i wiesz jaka jest moja rada?? mimo ze nadal bardzo go kocham i chce
              tylko jego ( wychowywałam sie bez taty i chyba jestem z tych kobiet
              ktore dla mezczyzny zrobiły by wszystko) ...to staram sie uniesc
              HONOREM, ze nie zasługuje na mnie i ze jeszcze pozałuje ze nie bede
              sama i nieszczesliwa i jak chce to niech bedzie z ta swoja ex z
              ktora tak czesto sie kłoca i godza bo ja osobiscie uwazam ze na
              takich fundamentach nie zbuduja szczesliwego zwiazku. czego im zycze
              hihi

              i dbaj o siebie, badz dla siebie dobra, rozwijaj sie, spaceruj,
              zapisz sie na basen, na jakis jezyk idz do kosmetyczki i do
              fryzjera , mimo ze rano chetnie nawet bym nie wstała z lozka a jak
              juz musze gdzies isc to w powyciaganych dresach to NIE !!! stroj sie
              ubieraj, ludzie beda sie za toba ogladac na ulicy.
              a czasami tylko na babskim spotkaniu z przyjaciolka wypije wino czy
              szampana i puszczam wodzy swojemu smutkowi i morzu łez........
              ale najwazniejsza rada!!!! mozesz w srodku był zdołowana ale walcz z
              tym na zewnatrz i walcz o swoje szczescie.
              ja nie wiem czy mi sie to uda, jestem tutaj totalnie sama, nowa
              praca nie wiem czy podołam nie wiem czy sobie poradze......boje sie
              strasznie ;-(((( ale walcze !!!!!! walcze o swoje szczescie i miłosc
              o siebie......
              • pointu Re: Poszukac nowej relacji... 04.08.08, 20:22
                > i wiesz jaka jest moja rada?? mimo ze nadal bardzo go kocham i chce
                > tylko jego ( wychowywałam sie bez taty i chyba jestem z tych kobiet
                > ktore dla mezczyzny zrobiły by wszystko) ...to staram sie uniesc
                > HONOREM, ze nie zasługuje na mnie i ze jeszcze pozałuje ze nie bede
                > sama i nieszczesliwa i jak chce to niech bedzie z ta swoja ex z
                > ktora tak czesto sie kłoca i godza bo ja osobiscie uwazam ze na
                > takich fundamentach nie zbuduja szczesliwego zwiazku. czego im zycze
                > hihi

                wiesz...mnie jest niemiłosiernie żal, że tak właśnie wybrał i wymiotować mi się
                chce na samą myśl i wyobrażeni, że oni razem...to nie potrafię życzyć źle. Choć
                pewnie byłby to rodzaj satysfakcji, ale satysfakcji złej, wynikającej z
                zazdrości, żalu, rozgoryczenia. Nie chcę poddawać się negatywnym odczuciom, chce
                wierzyć, że kiedyś też będę jeszcze szczęśliwa. Nie chcę zabierać szczęścia
                innym nawet z tego powodu, że mnie skrzywdzili.
                To bardzo trudne, ale sądzę, że gdybym dopuściła takie uczucia i tym się
                kierowała czułabym się jeszcze gorzej...w niezgodzie z samą sobą.


                > i dbaj o siebie, badz dla siebie dobra, rozwijaj sie, spaceruj,
                > zapisz sie na basen, na jakis jezyk idz do kosmetyczki i do
                > fryzjera , mimo ze rano chetnie nawet bym nie wstała z lozka a jak
                > juz musze gdzies isc to w powyciaganych dresach to NIE !!! stroj sie
                > ubieraj, ludzie beda sie za toba ogladac na ulicy.
                > a czasami tylko na babskim spotkaniu z przyjaciolka wypije wino czy
                > szampana i puszczam wodzy swojemu smutkowi i morzu łez........
                > ale najwazniejsza rada!!!! mozesz w srodku był zdołowana ale walcz z
                > tym na zewnatrz i walcz o swoje szczescie.
                > ja nie wiem czy mi sie to uda, jestem tutaj totalnie sama, nowa
                > praca nie wiem czy podołam nie wiem czy sobie poradze......boje sie
                > strasznie ;-(((( ale walcze !!!!!! walcze o swoje szczescie i miłosc
                > o siebie......


                wybacz, ale to dla mnie troszkę banał. Zawsze w takich sytuacjach słyszy się
                zrób coś dla siebie, zrób to, tamto, idź do kosmetyczki, fryzjera, zapisz się na
                kurs jeden, drugi...ale dlaczego teraz?

                Ja regularnie odwiedzam fryzjera, kosmetyczkę gdy mam/miałam na to ochotę, uczę
                się języka, chodzę na basen. Nie wiem dlaczego teraz miałabym to robić dopiero.

                Uważam, że w tej całej sytuacji nie muszę nikomu nic udowadniać, zmieniać się,
                zajmować sobie czasu na siłę. Ja chcę tą siłę znaleźć w środku, zrozumieć
                dlaczego tak się stało i nauczyć się z tym żyć.
                Tak po prostu....

                :/

                ale bardzo dziękuję za Twój post, pewnie każdy przeżywa trochę inaczej.



                • whenshewasgood Re: Poszukac nowej relacji... 08.08.08, 16:38
                  pointu napisała:

                  > wybacz, ale to dla mnie troszkę banał.

                  Wybacz, ale Twoja historia to dla wielu tez troszke banal, a jednak
                  w mysl zasady "nie kop lezacego" - nie staraja Ci sie docinac, tylko
                  pomoc. Kobitka24 podzielila sie swoim sposobem na rozstanie, a Ty od
                  razu "to banal". Ponizej moje zdanie, dlaczego ta metoda to NIE jest
                  banal...

                  > Zawsze w takich sytuacjach słyszy się
                  > zrób coś dla siebie, zrób to, tamto, idź do kosmetyczki, fryzjera,
                  > zapisz się na
                  > kurs jeden, drugi...ale dlaczego teraz?

                  ...dlatego, ze bardzo czesto bedac w zwiazku, w mysl kompromisu,
                  rezygnujemy z rzeczy, ktore nas ciesza, a ktorych nie lubi partner.
                  Albo "nie mamy czasu", bo ten czas przyjemniej spedzac robiac nic z
                  ukochana osoba niz oddawac sie swojemu hobby, ale samemu. Kurs,
                  basen - to tylko przyklady. Chodzi o to, ze teraz jest czas, aby
                  skupic sie na sobie, i to z kilku powodow. Po pierwsze, bo mamy
                  duuuzo czasu, z ktorym trzeba cos zrobic (np. po to, by nie
                  zadreczac sie myslami, probami kontaktowania sie z eksem: "najlepsze
                  lekarstwo na relaks mysli = zajmij czyms rece"); zwlaszcza na
                  poczatku, gdy boli najbardziej, ten czas sie ciagnie w
                  nieskonczonosc. Po drugie, bo chcesz odbudowac poczucie wlasnej
                  wartosci, a nic tak nie pomaga jak satysfakcja z zajecia sie swoja
                  (byc moze zapomniana) pasja, hobby, zdobycia nowych umiejetnosci o
                  ktorych zawsze marzylas, a dotad "jakos tak sie nie skladalo". Po
                  trzecie, bo bedziesz wsrod ludzi, a nie sama w domu: nowe bodzce,
                  nowe znajomosci, nowe doswiadczenia - to wszystko bardzo pomaga
                  zmienic punkt widzenia i przestac myslec, ze "on byl dla mnie calym
                  swiatem". Swiat istnieje i bez niego, tylko trzeba poszerzyc jego
                  granice.

                  > Ja regularnie odwiedzam fryzjera, kosmetyczkę gdy mam/miałam na to
                  > ochotę, uczę się języka, chodzę na basen. Nie wiem dlaczego teraz
                  > miałabym to robić dopiero.

                  No i super. A moze nigdy nie probowalas paralotni? Albo chcialas sie
                  zapisac na kurs aktorski? A moze zawsze marzylas o lokach i teraz
                  zaryzykujesz i zrobisz sobie trwala? Moze czas zmienic szablon i to
                  jest ten moment? TU I TERAZ, to Twoje motto.

                  > Uważam, że w tej całej sytuacji nie muszę nikomu nic udowadniać,
                  > zmieniać się, zajmować sobie czasu na siłę. Ja chcę tą siłę
                  > znaleźć w środku, zrozumieć
                  > dlaczego tak się stało i nauczyć się z tym żyć.
                  > Tak po prostu....

                  A na to odpowiedzieli juz inni (ja sie w pelni z nimi zgadzam).

                  Powodzenia. Nie bedzie latwo, ale jesli wlasciwie wykorzystasz ten
                  moment, mozesz wyjsc z tego silniejsza psychicznie, bardziej
                  dojrzala emocjonalnie i z dodatkowa, spokojna pewnoscia siebie,
                  ktora niesamowicie dodaje seksapilu.
                  • pointu Re: Poszukac nowej relacji... 09.08.08, 16:54
                    > pointu napisała:
                    >
                    > > wybacz, ale to dla mnie troszkę banał.
                    >
                    > Wybacz, ale Twoja historia to dla wielu tez troszke banal, a jednak
                    > w mysl zasady "nie kop lezacego" - nie staraja Ci sie docinac, tylko
                    > pomoc. Kobitka24 podzielila sie swoim sposobem na rozstanie, a Ty od
                    > razu "to banal". Ponizej moje zdanie, dlaczego ta metoda to NIE jest
                    > banal...

                    zgadzam się, że moja historia jest nieco banalna, nie zmienia to jednak faktu,
                    że jest dla mnie na swój sposób tragizna.
                    Zgadzam się również, że nie powinnam tak pisać do Kobitki 24, będę bardziej
                    ważyła słowa.
              • ethlin Re: Poszukac nowej relacji... 04.08.08, 21:31
                TAK TAK TAK!!! Podpisuje sie obiema recami;-)
                Nie dajmy sie pognebic
                • pointu Re: Poszukac nowej relacji... 04.08.08, 21:39
                  jeszcze tak sobie myślę...

                  wiele osób radzi by poszukać nowej relacji, nowej osoby.
                  Wiem, że taka osoba nie zastąpi mi narazie tego co straciłam, lecz może mnie
                  jakoś pocieszyć, dać wsparcie, pomoże odbudować trochę utracone poczucie własnej
                  wartości, poczucie bycia wyjątkową. Fajnie gdyby była blisko itd., ale...


                  zastanawia mnie czy taka relacja ma szansę powodzenia, czy jest wporządku
                  wchodzić w nową relację w takim stanie, z takim poczuciem, uczuciem rozpaczy,
                  jakie aktualnie w sobie mam. Pomijam już samą kwestię, że teraz jest dla mnie
                  niewyobrażalne po prostu być z kimś innym (domyślam sie, że minie), ale czy to
                  nie jest tak, że tylko będę chciała zagłuszyć swój ból i najprawdopodobniej
                  mogłabym dodatkowo skrzywdzić inną osobą...?

                  Skąd wiem, że taka osoba nie rozbudzi swoich nadziei i skąd wiem, że jej nie
                  skrzywdzę...? czy tak trochę nie jest,czy to jest wporządku?

                  ..........
                  nadmieniam ponownie, że to tylko pytania, mogę się mylić.
                  • whenshewasgood Re: Poszukac nowej relacji... 08.08.08, 16:56
                    pointu napisała:

                    > wiele osób radzi by poszukać nowej relacji, nowej osoby.
                    > zastanawia mnie czy taka relacja ma szansę powodzenia, czy jest
                    > wporządku wchodzić w nową relację w takim stanie, z takim
                    > poczuciem, uczuciem rozpaczy, jakie aktualnie w sobie mam.
                    > mogłabym dodatkowo skrzywdzić inną osobą...?
                    >
                    > Skąd wiem, że taka osoba nie rozbudzi swoich nadziei i skąd wiem,
                    > że jej nieskrzywdzę...? czy tak trochę nie jest,czy to jest
                    > wporządku?

                    Zalezy, czy bedziesz szczera z ta osoba. I co to wlasciwie dla
                    Ciebie znaczy: "nowa relacja"?

                    Wielu osobom pomaga flirt, bo znow czuja sie atrakcyjne, pozadane, a
                    nie odtracone i niechciane. Kilka komplementow od plci meskiej moze
                    Ci skutecznie poprawic nastroj;)

                    Ale jesli nowa znajomosc wyjdzie poza "bezpieczne" granice
                    flirtowania, to zdecydowanie uczciwie bedzie jasno powiedziec temu
                    facetowi, ze niedawno skonczylas zwiazek i po prostu nie jestes
                    gotowa na nowy. Jakos mi sie wydaje, ze wiekszosc facetow nie
                    zalamie sie na wiesc, ze "nie widzisz go jako swojego meza i ojca
                    piatki dzieci";)))

                    Moze tez znajdziesz kogos, kto jest w podobnej sytuacji - wcale nie
                    musicie od razu budowac nowego zwiazku ani wskakiwac do lozka, ale
                    po prostu razem spedzac czas, wyjsc na drinka, do kina, po prostu
                    sie powyglupiac jak dzieci... rozladowac negatywne emocje.

                    Moja rada - nie za wczesnie i nic na sile. No i szczerosc co do
                    Twoich intencji.
                    • pointu Re: Poszukac nowej relacji... 09.08.08, 17:03
                      witam, po czasie.

                      Niestety nie jest mi wiele lepiej, choć jakoś się staram, dbam o siebie bardziej
                      niż zazwyczaj, lecz niestety wciąż prawie nie jem i płaczę często.

                      Dostrzegam problem, z którym w ogóle nie mogę sobie poradzić, a raczej nie tyle
                      dostrzegam, bo był wcześniej, ale chyba dostrzegam, że trapi mnie coraz bardziej.
                      Nie mogę znieść myśli, że on jest z inną kobietą. Nie chcę się wtrącać do
                      tego,bo uważam, że nie powinnam. Ciężko mi jednak się z tym pogodzić i gdy wiem,
                      że są razem jest mi trudniej na samą myśl, że on tak szybko pocieszył się nią i
                      budują swoje szczęście, bo on jest przekonany, że to wszystko co ich spotyka
                      jest piękne, ona zapewne też:/ Nie wiem dlaczego (może się oszukuję), ale buduję
                      swoje przekonanie, że on tworzy coś ze złą kobietą, taką która bez skrupułów
                      weszła z butami w nasz związek i konsekwentnie deptała, aż wydeptała. Wiem, że
                      miłość jest ślepa, ale czy taki ktoś może być dobry?
                      Boję się, że ona go skrzywdzi, że się na niej zawiedzie, a bardzo nie chciałabym
                      jego krzywdy. Mimo, że mnie potraktował strasznie.

                      Czy moje podejście jest "nienormalne"?
                      Bliscy zaczynają nawoływać bym wzięła się już w garść, bo już pora, a ja po
                      prostu nie mogę:(

                      Może gdy kogoś poznam będzie mi łatwiej (choć nie ukrywam, że ciężko mi wierzyć,
                      że kogoś poznam).
                      ehh....

                      ps.brak podejmowania próby kontaktu jednak średnio wychodzi:/
                      • pointu Re: Poszukac nowej relacji... 09.08.08, 17:53
                        no i oczywiście będę wdzięczna za Wasze mądre słowa.
    • villanden Re: jak uwolnić siebie/jego? 04.08.08, 21:13
      Ja mysle, ze rady typu "idz do kosmetyczki, na basen, zrob cos" maja
      sens. Wydaje mi sie, ze w takim stanie kiedy tesknimy za kims,
      miotamy sie, wszystko nas boli latwo wpasc w pokuse siedzenia w
      pizamie przed telewizorem (z mala przerwa na pojscie do pracy ;-)
      odcinania sie od znajomych, i inne takie Moze Ty pointu tego tak nie
      przechodzisz (Jeszcze? Juz?-albo po prostu nie w ten sposob) W
      kazdym razie jak sie siedzi w taki dolku to warto sie zmusic, zeby
      wyjsc z domu i chociaz na chwile zapomiec o samym sobie. Znalezc
      male przyjemnosc i uwierzyc, ze mimo ze zawalil nam sie swiat to
      nadal cos smakuje dobrze, cos daje nam prosta radosc, do czegos sie
      nadajemy (O endorfinach generowanych przez aktywnosc fizyczna nie
      bede pisac, bo to bylaby moja kanapowa hipokryzja, ale one SA ;-))

      Pozdrawiam bardzo serdecznie.
      Bedzie dobrze, musi byc.

      P.S Jak Ci idzie nie kontaktowanie sie z eks?
      • villanden Re: jak uwolnić siebie/jego? 04.08.08, 21:15
        Dodam jeszcze, ze tych wszystkich rzeczy nie masz robic zeby
        udowodnic cos innym, tylko zeby byc sama dla siebie dobra.

        A zeby wewnetrzna sila sie znalazla, musimy jej pomoc sprzyjajacymi
        okolicznosciami... i przede wszystkim dac sobie czas.
      • pointu Re: jak uwolnić siebie/jego? 04.08.08, 21:25
        z tymi endorfinami wiem:)

        Masz rację, że lepiej się czymś zająć niż siedzieć i
        myśleć/płakać/rozpamiętywać/dołować się mocniej/kompulsywnie objadać/głodować
        czy co tam jeszcze. Że więcej zajęć, aktywności spowoduje, że będę miała "mniej
        czasu na cierpienie, myślenie".

        Chodziło mi tylko o ten banał, ale może rzeczywiście nie jest to taki banał. Nie
        wiem, może jestem taką osobą, która chce sobie to mimo wszystko tak poukładać,
        przecierpieć, a nie uciekać od tego co się dzieje.

        Czasem wydaje mi się, że takie dodatkowe aktywności to forma ucieczki- i wiem,
        że tak ma być, ale obawiam się tego, że jak sobie w głowie tego sama "nie
        przepracuję" tylko poczekam "aż odejdzie" bo miesiącami będą taaaka zajęta to
        kiedyś wróci i uderzy ponownie i niewiadomo z jaką siłą... Lecz może się mylę,
        stan taki przechodzę po raz pierwszy. Mam również nadzieję, że ostatni:(

        Nie-kontaktowanie.
        dobrze o tyle, że kontaktu nie prowokuję.
        źle- o tyle, że odpisałam na wiadomość w stylu: jak się czujesz.
        eh:/ znowu słabość/
        • villanden Re: jak uwolnić siebie/jego? 04.08.08, 21:45
          Hm, chyba cala sztuka polega na znalezieniu rownowagi... bo z jednej
          strony, tak jak pisalam wczesniej, ja wierze w potrzebe przezycia
          takiej "zaloby" po zwiazku i wlasnie wyplakania sie i uswiadomienia
          sobie jak nam zle - ale nie nalezy przesadzac, bo mozna latwo wpasc
          w nawyk...
          Zgadzam sie z Toba, ze jak bedziesz uciekala przed sama soba i
          udawala, ze wszystko jest w porzadku, to kiedys Cie te wyparte
          uczucia i tak dopadna (w takiej czy innej postaci)... Ja to widze (i
          praktykuje raczej tak): jak juz sie sama nad soba pouzalam, napisze
          dramatycznego maila do przyjaciolki, poplacze sobie, to po chwili
          mowie: ok, na dzisiaj wystarczy. Teraz posprzatam mieszkanie/ pojde
          do kina.. czy cos w tym stylu ;-)

          P.S No nie obwiniaj sie o tego smsa, pliiiz. Ale jak nastepnym razem
          napisze, to odczekaj zanim odpowiesz... Zobacz, w sumie dlaczego on
          chce wiedziec jak sie czujesz, przeciez moze sobie wyobrazic, ze
          nieciekawie... On uspokaja swoje wyrzuty sumienia, sam przed soba
          gra "pana wrazliwego" a jednoczesnie trzyma Cie na tej emocjonalnej
          smyczy... To nie fair..

          Trzymaj sie cieplo!
          • pointu Re: jak uwolnić siebie/jego? 04.08.08, 21:54
            villanden napisała:

            > Hm, chyba cala sztuka polega na znalezieniu rownowagi... bo z jednej
            > strony, tak jak pisalam wczesniej, ja wierze w potrzebe przezycia
            > takiej "zaloby" po zwiazku i wlasnie wyplakania sie i uswiadomienia
            > sobie jak nam zle - ale nie nalezy przesadzac, bo mozna latwo wpasc
            > w nawyk...
            > Zgadzam sie z Toba, ze jak bedziesz uciekala przed sama soba i
            > udawala, ze wszystko jest w porzadku, to kiedys Cie te wyparte
            > uczucia i tak dopadna (w takiej czy innej postaci)... Ja to widze (i
            > praktykuje raczej tak): jak juz sie sama nad soba pouzalam, napisze
            > dramatycznego maila do przyjaciolki, poplacze sobie, to po chwili
            > mowie: ok, na dzisiaj wystarczy. Teraz posprzatam mieszkanie/ pojde
            > do kina.. czy cos w tym stylu ;-)


            chyba uważam podobnie do Ciebie; tzn. raczej staram się tak robić choć jeszcze
            dość ciężko:/


            > P.S No nie obwiniaj sie o tego smsa, pliiiz. Ale jak nastepnym razem
            > napisze, to odczekaj zanim odpowiesz... Zobacz, w sumie dlaczego on
            > chce wiedziec jak sie czujesz, przeciez moze sobie wyobrazic, ze
            > nieciekawie... On uspokaja swoje wyrzuty sumienia, sam przed soba
            > gra "pana wrazliwego" a jednoczesnie trzyma Cie na tej emocjonalnej
            > smyczy... To nie fair..


            tak samo myślę; twierdzi, że w jakimś stopniu jestem dla niego ważna i martwi
            się o mnie itd. Według mnie jak napisałaś uspokaja swoje wyrzuty sumienia, bo
            trochę mu pewnie ciężko, że zrobił mi to co zrobił. Nie ma to pewnie związku ze
            mną lecz z nim samym.
            No właśnie...trzyma mnie na tej smyczy a ja jak dziecko mam satysfakcję, w jakiś
            sposób mi miło,że się martwi(czytaj- po przemyśleniu- gasi wyrzuty).


            > Trzymaj sie cieplo!

            dziękuję:) pozdrawiam
    • marga77 Re: jak uwolnić siebie/jego? 05.08.08, 04:12
      "i wymiotować mi się
      chce na samą myśl i wyobrażeni, że oni razem...to nie potrafię
      życzyć źle"

      jestes sobie w stanie wyobrazic, ze Ciebie dotyka, caluje, piesci?
      mysle, ze nie, a to juz bylaby dla mnie konkretna odpowiedz, co do
      zlych zyczen czy wsciekania sie, szkoda energii, skieruj ja
      wylacznie na siebe, dwa miesiace, to kawal czasu i nie ma juz sensu
      rozgrzebywac ran, dla kogo i po co zreszta
      • pointu Re: jak uwolnić siebie/jego? 05.08.08, 07:53
        > jestes sobie w stanie wyobrazic, ze Ciebie dotyka, caluje, piesci?
        > mysle, ze nie, a to juz bylaby dla mnie konkretna odpowiedz, co do
        > zlych zyczen czy wsciekania sie, szkoda energii, skieruj ja
        > wylacznie na siebe, dwa miesiace, to kawal czasu i nie ma juz sensu
        > rozgrzebywac ran, dla kogo i po co zreszta


        hm..nie wiem. Z jednej strony nie, bo myśl, że on z nią jest...
        a drugiejs trony...hm..nie wiem; chyba ciężko mi sobie wyobrazić dzisiaj taką
        sytuację, na pewno źle bym się czuła.
        • basia2012 Re: jak uwolnić siebie/jego? 05.08.08, 12:03
          powiedz co to jest 5lat w stosunku do długości twojego wieku,dzisiaj
          jesteś jak ranne zwierzę ale ta rana się zagoi i kiedyś zapomnisz o
          niej,widocznie nie był wart byc z tobą,przed tobą długie życie ciesz
          się nim ,człowiek ten już odkrył swoją twarz,pomyśl co by było jak
          by tak postąpił po ślubie i np;miałabyś 2 dzieci czy wtedy nie było
          by bólu i rozpaczy,zranił by ciebie jeszcze bardziej niż
          teraz. POZDRAWIAM BASIA
    • basia2012 Re: jak uwolnić siebie/jego? 05.08.08, 06:11
      myślę że nie jast ci łatwo z niego zrwzygnowac,ale zastanów się czy
      widzisz dla siebie inne wyjście,jesteś młodą osobą i możesz sobie
      jeszcze życie ułożyc tak jak chcesz,jak człowiek jest mlody to ma
      tzw;swoje 5minut,znajdziesz człowieka który będzie na ciebie
      zasługiwał,widocznie nadawaliście na innych falach i zwyczajnie nie
      wyszło. POZDRAWIAM BASIA
      • pointu Re: jak uwolnić siebie/jego? 05.08.08, 07:51
        widocznie nadawaliście na innych falach i zwyczajnie nie
        > wyszło.

        hm...tylko, że przez prawie 5 lat było wspaniale, trudno mi wierzyć, że
        "nadajemy na różnych falach"...a może nadawa-liśmy na tych samych..?
        tylko wtedy smutna perspektywa, żę niby zawsze się rozpadnie, jak nie z tej to z
        innej strony? :/
        • marga77 Re: jak uwolnić siebie/jego? 05.08.08, 13:33
          skoro odszedl do innej, widac jemu nie bylo tak wspaniale...powiem Tobie taki
          banal, szanuj sie dziewczyno, odszedl, nie ma go, nie zasluzyl sobie na ciebie
    • nie.mam.tipsow Re: jak uwolnić siebie/jego? 05.08.08, 10:08
      1. nie pisz do niego (wykasuj nr tel. no chyba, że znasz na
      pamięć..),
      2. nie myśl o tym, co mogłoby być, nie rozpamiętuj (wiem,że to
      trudne),
      2. umawiaj się z innymi.
      • pointu Re: jak uwolnić siebie/jego? 05.08.08, 20:13
        > 1. nie pisz do niego (wykasuj nr tel. no chyba, że znasz na
        > pamięć..),

        tak,znam na pamięć...


        > 2. nie myśl o tym, co mogłoby być, nie rozpamiętuj (wiem,że to
        > trudne)

        no właśnie, niestety jeszcze za trudne:/

        > 2. umawiaj się z innymi

        chyba jeszcze za wcześnie, zresztą nie mam kiedy, od rana do wieczora w pracy a
        wolnej chwili powinnam zająć się zaległymi obowiązkami.
        Z drugiej strony jakoś nie potrafię sobie wyobrazić spotykania się z innym:/
Pełna wersja