lubie.garfielda
04.08.08, 13:19
witam
Ciekawy sposób komunikowania problemów znalazł mój mąż. Nie mówi że cokolwiek mu nie odpowiada w moim zachowaniu tylko... "przekłada" nasze wspólne wyjścia. Tzn. informuje mnie że ma góre roboty, zmęczony, był upał itp. Problem w tym, że prawie od roku siedze z dzieckiem w domu i brak mi rozrywek... ostatnio stwierdził że się przecież rozerwałam bo byłam na zakupach! Tak długo przekładał wyjście do kina, że poszłam sama (cóż za zniewaga! zostawiłam mu dziecko na głowie!). Odwołał nasz wyjazd w swoje rodzinne strony (chcieliśmy zaprezentować dziecko pradziadkom) tłumacząc przetasowaniami w firmie i nagłym przypływem obowiązków. W niedziele chciałam z NIM wyjść do kina - eee, film leci od niedawna, tłok będzie. Nie poszliśmy.
Wieczorem mała marudziła. Od jakiegoś czasu tak ma więc jak się na to skarżę mąż się dziwi mojemu rozdrażnieniu bo przecież "taki normalny wieczór". Powiedziałam męzowi żeby się nią zajął a sama poszłam zrobić sobie cokoliwek do picia. Mała marudziła, płakała, zaczeła ryczeć. Mąż nie ruszył się. Chwilowo moja mama mieszka z nami tak, że słyszała dziecko, nie wytrzymała przyszła utulić małą. No to szanowny pan zszokowany że dziecku się krzywda dzieje poszedł poobserwować jak babcia(!) utula dziecko.
Poniosło mnie. wbiegłam zapytałam jaśnie pana jak mu się wydaje czyje jest to dziecko (mama cichaczem z małą czmychnęła). Zbaraniał. Poszłam po małą. i kazałam ojcu uspokoić dziecko. wygonił mnie z pokoju. jak mała usneła POINFORMOWAŁ mnie, że nie podoba mu się to że "się lenie" i "mam fanaberie" i że mam się zastanowić nad swoim postępowaniem (złożyć samokrytyke czy co?) bo on te wyjazdy odwoływał za karę, bo ja nie wypałniam swoich obowiązków. HOWG!... i wyszedł nie słuchając nawet mojego pytania czemu nic u djabła nie mówił!!!! Nic!!! udawał, że wszystko ładnie!!!!!!!