grenzik
05.08.08, 14:16
Nie wiedziałem jak nazwać ten wątek, żeby było spójnie, więc przejdę od razu
do szczegółów.
Otóż spotykam takie osoby od czasu do czasu, a przypomniała mi o ich istnieniu
jedna z nich, z którą ostatnio miałem wątpliwą przyjemność obcować.
Charakteryzuje je specyficzny sposób prowadzenia rozmowy i komentowania
otoczenia, polegający na ciągłych ni to złośliwych, ni to krytycznych, ni to
c..j wie jakich odzywkach :)
Seria przykładów z ostatniego wspólnego wyjazdu ze znajomymi i ową znajomą:
Kolega daje mi do przechowania okulary przeciwsłoneczne. Zmierzchało już, a ja
przymierzyłem je sobie, ot tak, dla zabawy. Komentarz (tonem wyższości,
dalekim od żartu):
-Co ? Słonko świeci za mocno ? Dobre okularki na noc, co ?
Inny znajomy, który dobrze ponad godzinę biegał po plaży za frisby, siada koło
nas zdyszany i nawet nie zdążył słowa powiedzieć, kiedy znów dało się słyszeć
cięty ton:
-Oj dziadek, staruszek, serduszko nie domaga ?
(Dodam, że kumpel naprawdę wysportowany...)
Jeszcze później ktoś zachłysnął się napojem, wstał i odszedł kawałek wykaszleć
się, po chwili wrócił, a ta go paluchem pokazuje:
-Oj chyba się obrzygałem. A fuj, fuj, no normalnie jak dziecko, jak dziecko...
No i do jasnej cholery cały czas tylko na tej zasadzie. Dystansu wobec siebie,
jeśli o żarty chodzi, z pewnością mi nie brakuje. Tym bardziej nie mamy tego
problemu w grupie znajomych i uwagi tego typu są wręcz mile widziane, kiedy
humor dopisuje. Ale jak można zachowywać się tak CAŁY CZAS !? Jak się
rozkręciła, to nie mogła już inaczej rozmawiać i każde stwierdzenie, każde
pytanie, każdy szczegół zachowania musiała natychmiast ścinać taką uwagą.
Podkreślę jeszcze, że ton naprawdę odbiegał od nastroju swobodnych żartów.
Jak myślicie, z czego wynika takie zachowanie ?