Żyją moim życiem... a ja?..

11.08.08, 09:53
A ja wegetuję...

Kilkanascie lat młodsza siostra skończyła studia o jakich ja marzyłam, pracuje
w zawodzie o jakim ja marzyłam... Gdy ja zdawałam na studia ten kierunek był
zamykany- nie dało się z tego wyżyć więc rodzice namawiali by studiować coś po
czym będzie praca... skończyłam 2 kierunki studiów "pod pracę" , pracuję w
zawodzie którego nie lubię, który mnie nudzi,męczy i odbiera wolność... ale
daje pieniądze które są mi potrzebne więc w nim tkwię, zresztą ten zawód
"umiem"...
Siostra jest z chłopakiem którego ...bardzo lubię od pierwszego wejrzenia,
taki typ faceta jaki mi odpowiada, dużo młodszy więc nie dla mnie... czasem
myslę, że lubię go bardziej niz ona:P , czuję smutek, że takiego nie
spotkałam na studiach.. Aktualnie nie mam nikogo.
Sama się zdziwiłam, kiedy myśląc o tym wszystkim zalapałam to mimowolne
uczucie zazdrości- że ona realizuje moje wymarzone życiowe plany...

Mój pierwszy chłopak z dawnych czasów... wielka miłość.. pamiętam jak
planowaliśmy, że chcielibyśmy mieć trójkę dzieci, że najlepiej żeby w tym były
bliźniaki.... Rozstaliśmy się dawno temu-dla mnie bylo za wczesnie na poważny
zwiazek, ale w głębi serca nie przestałam go kochać, życzę mu jak najlepiej
... jakiś czas temu zadzwonił do mnie z wieścią, że urodziły mu się
bliźniaczki..ma już starszego syna... Wizję którą mieliśmy na wspólne życie
on zrealizował z inną kobietą..aż dziwne, że te bliźniaki się zdarzyły..ta
trójka dzieci o których ja tak marzyłam... A ja...nie mam dzieci.

Siedzę sama i myślę - o co tutaj chodzi. Fakt, zawsze byłam osobą która
ustepuje pola innym, nie przepycha się, nie pcha na pierwszy plan, nie
wydziera innym czegoś na siłę, wolę sama stracić niz inni mieliby się czuc
pokrzywdzeni moim działaniem...

Ale.... narasta we mnie niezgoda... DO CHOLERY TO MIAłO BYć MOJE żYCIE!!!


    • dekadencja1 Re: Żyją moim życiem... a ja?.. 11.08.08, 17:02
      Pitupituchlastu nie masz rączek jedenastu, masz dwie rączki małe do
      rozpychania się doskonałe!
    • buena.vista.sc Re: Żyją moim życiem... a ja?.. 11.08.08, 19:40
      Fakt, zawsze byłam osobą która
      ustepuje pola innym, nie przepycha się, nie pcha na pierwszy plan,
      nie
      wydziera innym czegoś na siłę, wolę sama stracić niz inni mieliby
      się czuc
      pokrzywdzeni moim działaniem...



      Sama sobie odpowiedziałaś na pytanie , o co tu chodzi.
      Zdecydowałaś się na taką rolę. Teraz się zbuntowałaś - i dobrze.

      Można iśc przez życie nie raniąc nikogo rownocześnie realizując
      swoje zamierzenia.

      Jesteś widzem w życiu, a mogłabyś być reżyserem i obsadzić się w
      roli głównej.



Pełna wersja