Zaniepokojona?

13.08.08, 01:20
Będzie trochę długo, ale trudno, problem? jest na tyle delikatny, że
nie da się tak w trzech słowach. On - jest za granicą już 10
miesięcy, ma 25 lat, dobrą pracę, ja - tu, dużo starsza, 33-latka.
Bardzo się kochamy (choć teraz sama już nie wiem co o tym myśleć).
Dzieli nas dużo, także inna strefa czasowa i tysiące kilometrów.
Znamy się jakieś 2 lata, przy czym nie widzieliśmy się prawie połowę
tego czasu. Gadamy głównie na Skypie, zazwyczaj na czacie, w jego
godzinach pracy. W weekendy coraz rzadziej z kamerką i słuchawkami.
Pełna wątpliwości i wywracając swoje życie do góry nogami
zdecydowałam się do niego pojechać. Sytuacja nie jest łatwa dla nas
obojga, ale jakoś sobie radzimy z rozstaniem, czasem lepiej, teraz
jest chyba to gorzej. Zauważyłam, że nasze kontakty ograniczyły się
od momentu, kiedy kupiłam bilet lotniczy. Osiadł na laurach?
Twierdzi, że nie, ale nie wytrzymałam i zrobiłam mu wymówkę, że
potrzebuję z nim rozmawiać, że potrzebuję JEGO, a zdawkowe rozmowy
na czacie - podczas kiedy on jest w pracy i za bardzo rozmawiać nie
może - mi nie wystarczają. Tak mam rację i przeprasza mnie i jak
tylko przyjadę to on mi to wszystko wynagrodzi, i zapewnia o swoim
uczuciu. Nie wytrzymałam, napisałam, że "związek", tym bardziej na
ogległość, trzeba pielęgnować cały czas. Pięknie się tłumaczył, że
beze mnie wszystko jest takie nijakie, że nawet nie chce mu się
zwiedzać, bo woli poczekać na mnie, że to takie zamknięte koło, bo
stara się koncetrować na pracy, żeby nie myśleć, że mnie nie ma u
jego boku, ale przez to, psuje to co jest teraz, ale jest kompletnie
wypalony, kiedy wraca po pracy (no i jeszcze jest ta "różnica
czasu"). Chętnie przespałby ten okres do mojego przyjazdu... i dla
niego to jest bardzo ciężkie, że jestem daleko, a nie przy nim, i to
jego wina, że jestem tak daleko, a właściwie on jest. Piękne:)
Czasami się zatanawiam, czy to nie piękne słówka tylko. Jestem
realistką, trudno opisać wszystkie fakty, ale tak naprawdę nie znamy
się, właściwie poznajemy się cały czas, poprzez rozmowy, których mi
brakuje. Staram się zrozumieć, nie narzucać niczego, dać mu wolność,
ale widocznie, jestem tą stroną, która bardziej potrzebuje kontaktu.
Tak jest na przykład z tematem rozmów, głównie praca... Uogólniam
straszliwie, ale cieszę się jak mi się zwierza z tego co czuję.
Martwią mnie jego współlokatorzy. Ta część jest mi dawkowana,
zresztą mam wrażenie, że zawsze uważa na słowa, na to co mówi.
Powoli dowiaduję się jak to wygląda i wyłania mi się obraz niezłych
imprezowiczów. Może jestem zazdrosna? Może on nie chce, żeby mi było
przykro i wyrasta mur niedopowiedzeń, domysłów i dopisywania
ideologii - bo przecież jestem kobietą (a może ja po prostu tak
mam?) i lubię sobie pogdybać od czasu do czasu:) Staram się
zdystansować, ale pewnie nakręcamy się oboję. Skutek był taki, że
nie odzywał się do mnie przez jakiś czas a potem dostałam mail,
bardzo dramatyczny. Jest mu bardzo źle, nie wie już co ma zrobić i
do kogo się zwrócić o pomoc. Nie pamięta co się z nim działo podczas
tego weekendu, głównie go przespał, albo przelażał... Pisał, że wie,
że mi jest potrzebna rozmowa, że jemu też, że starał się uruchomić
laptopa, żeby ze mną pogadać, ale nie dał rady. Mógł tylko siedzieć
i zbierać, siły żeby walczyć z czymś co go "zżera od środka", że
może to co w nim siedzi, właśnie chce, żeby miał jak największe
poczucie winy i wstydu. "To jest jak niechęć do wszystkiego, a im
ważniejsze dla mnie jest to, co mam zrobić, tym silniejsze jest to
uczucie". Odpisałam, starałam się pocieszyć, przelać w ten list jak
najwięcej ciepła, ale NIE ROZUMIEM? A właściwie coraz mniej go
rozumiem. Nie mam kompletnie pojęcia co o tym myśleć. Specjalnie nie
ustosunkowywałam się do tej sytuacji, żeby nie mącić za bardzo.
Kiedy potem się do mnie odezwał, miałam wrażenie, że stara się być
na siłę swobodny i dowcipny, że udaje, że wszystko jest w porządku.
Siedział i przez cały weekend oglądał "głupie seriale" w tv ze
współlokatorami. No i świetnie, tylko po co ten dramat? Co ja
zrobiłam nie tak? Nie wiem jak mu pomóc i nie wiem co zrobić z tą
całą sytuacją. Zawsze wierzyłam w swoją intuicję, ale tu już nie
działa... a bardzo chciałabym go zrozumieć i pomóc jemu, sobie, nam.
    • sbelatka Re: Zaniepokojona? 13.08.08, 03:26
      napisałas to po to żebyśmy skomentowali?

      komentuje: oczywiście jedź
      głównie po to żeby poczuc jak bardzo to jest bez sensu i jak bardzo
      ten wasz związek nie ma przyszlosci

      ale oczywiście mogę sie mylic i nawet chetnie sie pomyle...
      • buena.vista.sc Re: Zaniepokojona? 13.08.08, 08:52
        Tak, najlepiej uczyć się na cudzych błędach, ale jak ktoś nie
        potrafi , musi wszystkiego doświadczać na własnej skórze i tego
        przywileju nikt nie ma prawa nikomu zabierać.;)
    • ani-kam Re: Zaniepokojona? 13.08.08, 10:05
      Pewnie, że napisałam, żebyście skomentowali i nawet fajnie by było,
      gdyby ktoś jeszcze uzasadnił:) I dlaczego aż tak ironiczne
      komentarze? Fakt działają, jak kubeł zimnej wody, lodowatej :) Może
      temat głupi, może jestem naiwna i się oszukuję? Ale dalej nie
      rozumiem jego zachowania - a zrozumienie jest mi bardzo potrzebne,
      żeby podjąć jakąś decyzję.
      Pozdrawiam, Anka
      • marzeka1 Re: Zaniepokojona? 13.08.08, 10:37
        "Dzieli nas dużo, także inna strefa czasowa i tysiące kilometrów."- dzieli was codzienność, którą w normalnym związku spędza się razem, nie cały czas, ale na tyle często, by naprawdę się poznać.W tym, co piszesz, niewiele rokuje na związek.Ty na co dzień żyjesz inaczej, on-także, więcej was dzieli niż łączy. Masz 2 wyjścia: pojechać tam i być z nim (okaże się szybko, vczy to ma sens), albo zerwać związek, w któym tak wiele was dzieli.
    • ronja.r Re: Zaniepokojona? 13.08.08, 10:55
      Wyglada na to ze facet jest w depresji. Sytuacja w jakiej sie
      znajduje nie jest slodka. Daleko od kraju, od bliskich, od Ciebie.
      Praca, praca a potem do domu z obcymi ludzmi. To go przerasta...to
      mlody chlopak przeciez. Napewno chce miec kontakt z Toba ale pewnie
      jego nastroj mu na to nie pozwala, nie chce Ci marudzic, nie ma nic
      ciekawego, wesolego do powiedzenia ...
      Jedziesz tam do niego z odwiedzinami czy na stale? Jakie on ma plany?
      • ani-kam Re: Zaniepokojona? 13.08.08, 18:33
        Dzięki ronja.r, może masz rację, niby najprostsze wyjaśnienia są
        najlepsze, ale zastanawiam się, czemu on mi po prostu tego nie
        powie:) Czy faceci już tak mają, że nie powiedzą, co tak naprawdę
        czują, bo nie wiem, to niemęskie?!
        Trudno jest mieć dystans do tego, jak się jest zaangażowanym
        uczuciowo. Zaczynasz się zastanawiać i dorabiać do tego wszystkiego
        teorie i oboję pogrążacie się w jakąś chorą plątaninę domysłów. A to
        nie tak, nie tędy droga. Zawsze mi się wydawało, że to właśnie
        rozmowa pomaga, jest najważniejsza, no ale ja tej rozmowy nie mam i
        doprosić się nie mogę. Fakt jest młody, ale ja go nie traktuje w
        tych kategoriach, miałam partnerów rówieśników, którzy zachowywali
        się jak gó..arze, wiek o niczym nie świadczy, nie świadczy o
        dojrzałości, a on ma dobrze poukładane w głowie, tylko mam wrażenie,
        że się pogubił. Może za bardzo go naciskam, może zrobiłam z tego
        aferę, ale pewnie się nie dowiem, dopóki nie pojadę, nie dotknę a
        przynajmniej z nim szczerze nie pogadam. W ten sposób bardzo szybko
        można rozwalić wszystko, wyjść z założenia, że on jest taki czy
        owaki... Nie chcę go spisywać na straty od razu, bo jest zbyt
        wartościową osobą i zbyt wiele znaczy dla nas to co było, to co
        jest:) Pocieszyłaś mnie ronju, bo może ja popełniam kardynalny błąd
        zaniechania, może mam kalapki na oczach, ale chcę powalczyć, a nie
        zrobię tego bez rozmowy. Czasami mam wrażenie, że on po prostu nie
        wie jak ma się zachować, bo nie chce mnie stracić? i wychodzą z tego
        głupoty. Mogę się tak dalej pogrążać w domysłach, ale chyba lepiej
        byłoby z niego "wyciągnąć" co on tak naprawdę myśli, co się z nim
        dzieje? Mogę ufać, mogę kochać, ale potrzebuję do tego zrozumienia.
        A jego zachowanie coraz mniej rozumiem. Tym bardziej, że chce być ze
        mną, bardzo mnie kocha, ma plany na przyszłość, chce ze mną budować
        swoje życie, wybraża nas sobie jako dwoje staruszków, odlicza dni do
        mojego przyjazdu... Bardzo by chciał, żebym z nim tam została, żeby
        mi się spodobało tak jak jemu, ale nie wyklucza, że po 3 miesiącach
        od mojego przyjazdu wrócimy. Tak naprawdę jedyny powód do
        zastanowienia jaki miałam to, to, że to ja będę musiała się w jakimś
        sensie dostosować, ale trudno się nie dostosowywać, jak się jest w
        obcym kraju. Bardziej myślę tutaj o docieraniu się w związku, ale
        tego też z kolei się nie dowiem, dopóki nie pojadę i nie będziemy
        razem mieszkać, żyć wspólnie. Jest jeszcze jedno uzasadnienie, jego
        zachowania - coś się wydarzyło, zmieniło u niego a ponieważ sprawy
        zaszy za daleko i bilet kupiony, on po prostu nie wie jak mi to
        powiedzieć, bo przepraszam wszystkich facetów i pewnie mi się
        dostanie, ale pod tym względem to panowie kochani, niestety są
        tchórzami. Zamierzam z nim porozmawiać, tyle mogę zrobić, dla niego,
        dla siebie, dla nas:)
        • wredzioszek Re: Zaniepokojona? 16.08.08, 21:54
          nie buduj nic na domyslach. masz szanse rozmowy w cztery oczy- to jedź.nie wiem,
          co jest grane, ale kojarzy mi sie to z sytuacja gdy jemu odpowiada zwiazek na
          odleglosc, a przestraszyl sie faktycznego zwiazku w realu. ale moze sie bardzo
          myle.takie mam tylko wrazenie z twojej wypowiedzi ze się mocno zaangazowalas.
          tylko czy on tak samo?w kazdym razie domysly nie maja sensu. prawda zawsze
          klaruje sytuacje.
    • jan_stereo Re: Zaniepokojona? 16.08.08, 22:38
      Ty naciskasz na niego podejrzliwie, to sie facet tlumaczy, im wieksze masz obawy tym piekniej sie stara je rozwiac abys sie nie dolowala, a teraz zapewne sie czuje winny temu, ze jest tam, a nie 'tu' z Toba. Troche to sprzeczne, wpierw robisz mu wymowki, ze za malo sie odzywa,wietrzysz we wspolokatorach niebezpieczenstwo, on to zapewne wyczuwa, zyje ciezko, to i w efekcie mozliwe ze zahacza o depresje, a Ty rzeczesz, ze coraz mniej go rozumiesz. A co konkretnie rozumiesz dobrze i coraz lepiej, ze zapytam ?
      • ani-kam Re: Zaniepokojona? 19.08.08, 22:58
        Coż zapętliłam się... w swoich domysłach. I mogłabym tak długo..., żeby nie zwariować przyjęłam pozytywne założenie (jakieś musiałam) i dałam sobie na luz:)
        I jest o wiele lepiej. Rozmawiamy i po prostu widać, że się stara, że cały czas mu zależy. A ja mogę mieć tylko do siebie pretensje, że tak się sama nakręciłam. Jeśli nawet coś jest nie tak, to tego się nie dowiem, dopóki nie pojadę i nie zweryfikuję "w praniu".
        I egoistycznie skupiając się na próbach zrozumienia jego postępowania, nie pomyślałam o nim :) Cóż... może mnie to czegoś nauczy?
        Zrozumienie @jan(ie)_stereo, to dla mnie po części zaufanie, poznanie innej osoby w różnych wymiarach. To też empatia :) I bardzo tego potrzebuję w relacji z najbliższą mi osobą.
Pełna wersja