anilorak
18.08.08, 09:49
Tak wiem, to problem poruszany przez wielu
Tak wiem, zaraz powiecie, ze nie potrafie odciac pepowiny.
Ale ten problem dotyczy mnie i jest dla mnie bardzo wazny, a
pepowina dawno odcieta, ja chcialabym miec po prostu normalne
stosunki z matka, w co juz nie wierze.
Ona:
- nigdy nie szanowala mnie ani moich pogladow
- nie szanuje mnie w towarzystwie, kpi z mojej opinii, mowi, ze to
co mowie to nigdy nie jest moje zdanie, tylko tych, z ktorymi jestem
w zwiazku
- kiedy dojrzewalam to ona sobie kupowala najlepsze ciuchyi mowila
mi: patrz jak powinni sie wygladac, ja mialam kieszonkowe na ciuchy
z lumpeksu
- nigdy nie pozwalal wchodzic mi do kuchni, bo zawsze stwierdzila ze
cos tam spieprze
- zero rozmow, zero zaufania, zawsze powtarzala nie angazuj sie
- jest niezadowolona z zycia chociaz ma wszystko
- jest wkurzona na wszystko co ja otacza, ma ze soba wielki problem
- zawsze uwazala mnie za swoja rywalke, a w okresie menopauzy
oszalala z zazdrosci ze ona sie starzeje, a ja pieknieje
- zabraniala mi jesc z lodowki rzeczy, ktore przeznaczone byly w tym
momencie dla gosci
- nie akceptuje wszystkiego co robie ja, jesli to samo robi moj
brat, to jest to fenomenalne i godne podziwu
- kpi ze mnie przy stole, przy ludziahc, przy rodzinie, ma jazdy
podczas kazdy sweiat, wiec juz rzygam wizytami tam z roznych okazji
- wmawia mi, ze to ja zle sie spojrze, zle zareaguje, ze jestem
wazna, ze powinnam zajmowac sie swoim dzieckiem (ona nigdy nie
wyszla na spacer z moja corka!)
- mowi, ze zobacze jak to jest jak bede w jej wieku
- niecierpi mnie i to emanuje z niej calej, z jej ciala, gestow,
spojrzen, mowy
- odwiedzam ich raz na miesiac, mieszkam daleko, i zawsze sa jakies
jazdy kiedy przyjade, czasem ona ich zaluje, ale czasem nie ma oporow
- ech duzo by jeszcze mowic.
Wiem, ze mam problem, nie potrafie z nia rozmawiac, bo jest dla mnie
jak obca, choc w sumie czasem z obcym mozna pogadac normalniej. Ona
zatruwa mi zycie i wiem, ze juz sie nie zmieni, ze bedzie chamska,
bezczelna, i ciagle zla na caly swiat. wiem, ze to sie nie zmieni,
tylko nie wiem jak zlapac do tego dystans? Wiece cos o tym, moze
ktos mi cos doradzi? Nie moge zerwac stosunkow, bo to ucieczka od
problemu.