za-pomniana
20.08.08, 22:00
Codziennie czuję sie coraz bardziej upokarzana przez męza.....on nie pije, nie zdradza, pracuje, pomaga, dba o corke....ale MNIE olewa, nie patrzy, nie słucha, nie rozumie, nie rozmawia...traktuje jak śmierdzące gó.. - przejść obok udając że sie go nie widzi...nie mam prawa mieć do niego pretensji o nic, nie mam prawa spytać sie go dlaczego przestałam być ważna - wtedy odwraca sie, mowi ze znowu wymyslam, robi glosniej radio by mnie zagluszylo - Boże jak to boli!!! jak bardzo boli ta samotnosc gdy on stoi obok, kazde jego spojrzenie pelne politowania, pogardy rani bardziej niz najgorszy bol fizyczny....
Czasem przyjdzie, przytuli, pocaluje - juz wiem, ze chce isc do lozka -godze sie na to pelna nadziei ze moze TEN sex cos zmieni - ale nic sie nie zmienia - wciaz czuje sie jak szmata sypiajac z nim - nie czuje jego milosci, nie mam w sobie milosci....ale udaję, że jest wspaniale by mu pokazac, ze jest dla mnie ważny bo wtedy moze i on pokaze, ze ważna jestem ja.
Od 3 lat codziennie płaczę w samotności, nocą w łazience a rano nieprzytomna idę do pracy - a tam udaję szczęsliwą mamę i mężatkę...mam tak wytrzymywać kolejne lata? chyba nie mam już siły - tęsknię za dawnym M. który świata poza mną nie widział...