W życiu mi się zakręciło...

IP: *.zeb.com.pl / 212.33.64.* 07.10.03, 13:37
Takich historii jak moja jest pewnie wiele. Choć jak rozejrzę się dookoła,
wszyscy znajomi, rodzina żyją spokojnie, zgodnie z prawem i nauką Bożą. Sama
wyrosłam z takiego otoczenia, zaopatrzona w masę różnych zasad i prawideł
dobrego przeżycia życia.
Oczywiście wszystko ma związek z mężczyzną. Jestem meżatką, szczęśliwą
mężatką. Mam 30 lat. Mój mąż jest fantastycznym facetem, jest dobry czuły
opiekuńczy i ma wszystkie te cechy których w mężczyźnie oczekujemy. Poznałam
niedawno innego meżczyznę. Wywarliśmy na sobie ogromne wrażenie juz od
pierwszego spojrzenia. Mam na myśli ogromną erotyczną fascynację. Spotykam
wielu mężczyzn, mam wielu znajomych ale takie coś mi sie jeszcze w życiu nie
zdarzyło. Do tej pory ze względu na jego pracę rozmawialiśmy głównie przez
telefon. On jest mną zafascynowany i szczerze mi mówi o swoich pragnieniach.
Ja mimo uczuć do męża nie moge o tym mężczyźnie nie myśleć. Jakby mnie coś
opętało. Zaplanowaliśmy spotkanie, z niewypowiedzianym ale wiadomym dla nas
zakończeniem. Nie wiem co się nagle stało z moimi ostrymi zasadami... miłość
wierność i uczciwość małżeńska to coś co nagle przestało istnieć. Może nie
przestało, bo to co odczuwam w związku z tym meżczyzną to jakby inna bajka.
Boję sie sama przed sobą swoich odczuć i tego co się stanie. A stanie się bo
oboje tego chcemy. On jest też szczęśliwie żonaty. Nie wchodzi tu żadna
kwestia rozbijania małżeństw i planowania wspólnegko życia. Czuję się
fatalnie, raz szczęśliwa a raz przerażona. MOże do tej pory zbyt poważnie
traktowałam życie, wszystko dookoła mnie było takie prawe. Nie sądziłam że
mnie coś takiego spotka, że nie będę w stanie tego zastopować. Napiszcie coś.
Może to jest normalne, tzn. zdarza się w małżeństwach, tylko ja żyłam w
jakiejś nieświadomości i przekonaniu że małżęństwo to najwieksza świętość.
Nie mogę tego co się ze mną dzieje zaakceptować a jednocześnie z rozkoszą
poddaję się temu uczuciu. Może ktoś zrozumie moje rozterki, może ktoś z was
przeżył coś podobnego.
    • Gość: quin26 Re: W życiu mi się zakręciło... IP: *.com.pl 07.10.03, 14:22
      owszem , mi się coś takiego zdażyło......... jak bym czytała swoją historję,
      ale ja jestem już na etapie pokochaniamojego męża po raz drugi - chociaż o
      tamtym nigdy nie zapomnę........... a to strasznie boli, takich emocji się nie
      zapomina, czy tego chcesz czy nie.
      pozdrawiam
    • Gość: girlfriend Re: W życiu mi się zakręciło... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.03, 14:27
      Bóg was pokarał oboje, bo oboje wyszliście za niewłaściwe osoby. "Dobry, czuły,
      bla, bla, bla" to za mało.

      Jeśli to tylko fascynacja erotyczna, to z czasem minie. Nieskonsumowana dłużej
      nie minie.

      Ale jesli to Ten, to wyrazy współczucia, bo przed Toba będzie trudna decyzja.
      Po coś Ty dobra kobieto za tamtego wychodziła? Chciałaś być już żoną? Tzn.skąd
      wiedziałaś że masz wyjść?
      • ariel23 Re: W życiu mi się zakręciło... 07.10.03, 14:45
        Sprobuj sobie wyobrazic jak sie bedziesz czuc jak zdradzisz swojego meza. Czy
        mu o tym bedziesz chciala powiedziec? Czy nie bedziesz sie za bardzo meczyc i
        czy nie bedziesz zalowac, ze tak zrobilas?
        I pomysl tez o tym jak bys sie czula i zachowala jakby to Twojemu mezowi cos
        takiego sie przytrafilo.
        • malwinamalwina Re: W życiu mi się zakręciło... 07.10.03, 14:56
          nie syp sobie popiolu na glowe
          w takim omamie to tylko konsumpcja jako lekarstwo zostaje
          • Gość: ala Re: W życiu mi się zakręciło... IP: 212.191.132.* 07.10.03, 16:30
            Mnie tez sie to zdarzyło. Jednak nie posunałęm sie dalej, ze wzgledu na
            konsekwencje. On jest zonaty, ja takze jestem mezatka. Nie zrobilam tego,
            chociaz mialam na to ochote. Wspaniale bylo poczuc ze ktos az tak nas pożąda.
            Czułam sie wyjatkowo. Ale nie pozwoliłam aby wydarzylo sie cokolwiek, co
            powodowałoby moje wyrzuty sumienia. On w koncu przesała nalegac. Mile go
            wspominam ale nie mysle juz o tym. Ktos powie, ze moze omineło mnie cos w
            zyciu, ale za to spie spokojnie i mam czyste serce, gdy slysze od mojego
            mezczyzny ze mnie kocha. Wiem, ze takie wydarzenie wprowadziloby do mojego
            zycia mnostwo zamieszania, kłamstwa i udawania. Nie zniosłabym tego.
            Nie chce Ci niczego radzic, ale jesli to zabrnie za daleko wiem, ze bedziesz
            pełna rozterek. Bo kobieta oprocz wlasnego ciała inwestuje rowniez swoje
            uczucia a dla mezczyzny to zawsze bedzie tylko seks.

            a.
            • Gość: girlfriend Re: W życiu mi się zakręciło... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.03, 16:36
              > a dla mezczyzny to zawsze bedzie tylko seks.

              zła kobieta z Ciebie.
              • Gość: ala Re: W życiu mi się zakręciło... IP: 212.191.132.* 08.10.03, 08:20
                Chyba mało wiesz o mezczyznach i zyciu!!
                • alfika Re: W życiu mi się zakręciło... 08.10.03, 11:20
                  Nie każdy stereotyp to od razu wiedza.
                  Nie każdy człowiek podlega stereotypom.
                  Nie każdy kieruje się w życiu tym samym, co każdy przedstawiciel danej płci.

                  Natomiast każdy ma swoje doświadczenia, swoje przekonania, swoją filozofię,
                  które stosuje w życiu.
    • seatka0 Re: W życiu mi się zakręciło... 07.10.03, 16:23
      portalu: aldona napisał(a):
      Może ktoś zrozumie moje rozterki, może ktoś z was
      > przeżył coś podobnego.

      Może nie mam doświadczenia w tym temacie,mężatką jestem od 3 miesięcy(bardzo
      szczęśliwą)i mam nadzieję,że mnie coś takiego nie dopadnie ale....

      Całkiem niedawno przeczytałam całkiem ciekawy artykuł w którym psycholog
      opowiedział bardzo interesującą historię kobiety która przeżyła właśnie to co
      Ty.Była szczęślia,kochana,zadowolona z męża,życia aż pojawił się On ,na
      dodatek kolega jej męża.I wiesz co zrobiła,po nieprzespanych
      nocach ,rozterkach i poczuciu winy w końcu zdecydowałasięporozmawiać o tym ze
      swoim mężem.Opowiedziała mu o wszystkim,o tym co czuje,o chęci do zdrady o tym
      że nie potrafi przestać o nim myśleć.Co zrobił jej mąż?

      Zapraszał go jak najczęściej na wspólne obiady...kolacje
      Zaczeli chodzić razem do kina....
      Stał się ich rodzinnym znajomym...

      Czar prysnął,ona zobaczyła,że to normalny człowiek.

      Piszesz,że Twój mąż to fantastyczny facet,dobry,czuły,opiekuńczy i ma
      wszystkie te cechy których w mężczyźnie oczekujemy.Więc co ty na to....?
      Ja Ci tego nie proponuję,ale skoro tak cierpisz nabazgrałam kilka słów,a sama
      jeśli będzie trzeba być może kiedyś z tego skorzystam:)

      A tak na zakończenie ,fajnego męża miała tamta kobieta:)
    • m.malone Re: W życiu mi się zakręciło... 07.10.03, 16:51
      I pamiętaj Aldono, że wchodzisz na bardzo cienki lód.
      Życzę szczęśliwego zejścia
      MM
    • Gość: ja Re: W życiu mi się zakręciło... IP: *.chello.pl 07.10.03, 22:50

      Nie brnęłabym w to, tylko ucięła od razu, bo rozwalisz swoje zycie.
      Fascynacja erotyczna mija wbrew pozorom strasznie szybko.
      Za jakis czas będziesz zmęczona udawaniem, kłamaniem, nawet seksem.
      Jesli ktos Ciebie zafascynował az tak ,znaczy się,że między Tobą a mężem jest mimo wszystko coś nie tak. Nie wiem jak byś chwaliła męża, cos jest nie tak.
      Zastanów się, czy lepszy krótki fantastyczny seks, bo jestem pewna,że to potrwa krótko, czy lepiej zainwestowac bardziej w swoje małżeństwo.

      Wiesz, ja specjalnie na innych facetów erotycznie nie patrzę, ale miałam momenty , po urodzeniu dzieci, kiedy odechciewało mi się seksu wogóle.

      I wiesz, mimo upływu lat, mój maż ciągle wymyslał co jakiś czas coś nowego,że ostatnio po 10 latach małżeństwa sama się dziwię,że z jednym facetem można TYLE :)
      Ale on wiedział,ze mam złe momenty i pomagał mi. Teraz dla odmiany ja wiem,że nie może, i nie naciskam. Tylko kombinuję jak w niego "zainwestowac"

      A na innych facetów szkoda mi czasu.
      Pewnie mnie tu niektórzy zakrzyczą, ale ja lubię monogamię
      ja
    • komandos57 Re: W życiu mi się zakręciło... 07.10.03, 22:59
      Gość portalu: aldona napisał(a):
      Może ktoś zrozumie moje rozterki, może ktoś z was
      > przeżył coś podobnego.
      xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
      nie,nie przezylem.ale pytasz o rade wiec powiem ci szczerze.jestes
      jebnieta.nawet jak zmyslasz to jestes tez pojebka.rozumiem twoje
      rozterki.buziaczki
    • lagatta Re: W życiu mi się zakręciło... 08.10.03, 09:04
      Wiesz... takie rzeczy sie zdarzaja .Czesciej niz nam sie zdaje .Pytanie tylko
      co z nimi zrobimy .Mozesz poddac sie pozadaniu .Tylko zastanow sie co tracisz a
      co zyskujesz .Chwila przyjemnosci ( moze dluzsza chwila ) w zamian za Twoje
      wyrzuty sumienia , wprowadzenie chaosu w malzenstwo , mocno nadszarpniete
      zaufanie meza .Tego sie nie odbudowuje w kilka dni. Zastanow sie czy warto!

      pozdrawiam i zycze duzo sily :)
    • Gość: nan Re: W życiu mi się zakręciło... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.10.03, 10:01
      Uciekaj ile sił w nogach!!
      Właśnie próbuję dojść do siebie po czmś takim. Nie warto
      pozdr
      • Gość: Ewa Re: W życiu mi się zakręciło... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 09.10.03, 10:43
        Podpisuje sie obiema rękami!!
        nie rób tego.
    • alfika Re: W życiu mi się zakręciło... 08.10.03, 11:23
      Aldono, jesteś całkowicie wolnym człowiekiem i robisz to, co sama chcesz zrobić.
      Opatrzność Ci pomaga prostować życie po pomyłkach, bo generalnie tendencje są
      sprzyjające człowiekowi, a nie niszczące.
      Czasu tylko się nie cofnie. Podobno nigdy.

      Trzymam kciuki za najszczęśliwsze zakończenia :)
      • Gość: kochanka.. Re: W życiu mi się zakręciło... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.10.03, 12:08
        Chyba zmienie nicka bo przestalo mi sie to podobac, ale taka jest prawda ze mam
        kochanka i jestem kochanka i nie wstydze sie do tego przyznac tu na forum, ale
        w zyciu realnym nikt nic nie wie i napewno predko sie nie dowie.Dlatego zeby
        wyrzucic z siebie swoje mysli pisze posty tutaj.
        Aldono jestem w takiej sytuacji jak ty, ale w naszym przypadku nie jest to
        fascynacja erotyczna,na seks czekalismy bardzo dlugo, a okazji bylo bardzo
        wiele.Musielismy najpierw siebie poznac,dokladnie przeanalizowac nasze uczucia
        i pragnienia,zastanowic sie czy to ma sens skoro jestesmy w zwiazkach.Moje
        malzenstwo przecietne, nic szczegolnego, powoli wypalalo sie wszystko,zaczela
        sie obojetnosc,chociaz z zewnatrz wygladalismy na udana pare.Jego malzenstwo z
        rozsadku zawarte w dosc poznym wieku.
        A wiec nie nalezelismy do szczesliwych, raczej trwalismy w czyms z
        przyzwyczajenia i rutyny, bo tak trzeba wedlug wszystkich zasad wpajanych nam
        przez otoczenie i bliskich.
        Przypadek sprawil ze sie spotkalismy,na poczatku fajna znajomosc,mile spotkania
        i po pewnym czasie poczulismy oboje ze rozumiemy sie swietnie i zaczynamy sie
        przyciagac jak magnes.Byly momenty zawachania,wycofac sie czy nie? a moze brnac
        dalej angazowac sie? Trwa to bardzo dlugo, ja caly czas sie zastanawiam co
        bedzie dalej, co nas czeka, jak dlugo moze trwac taki zwiazek?? rozum
        podpowiada mi zebym zaczela sie powoli wycofywac, a serce ktore bardzo kocha
        nie pozwala.
        Cierpie z tego powodu ze nie mozemy byc razem i jestem szczesliwa ze spotkalam
        takiego czlowieka jak on.
        Twierdze ze doroslam do powaznego zwiazku i dojrzalam do milosci,wiem ze milosc
        to bardzo powazna rzecz,ze nie licza sie slowa ale czyny, to jacy dla siebie
        jestesmy, ile mozemy z siebie dac i ile mozemy brac dla siebie.Dwoje ludzi to
        jednosc,wspolne zycie, wspolne problemy, wspolne radosci i tak dalej i tak
        dalej.
        Jeszcze pare lat temu na taki temat mialabym inne zdanie i napewno trzymalabym
        strone zdradzonych zon i potepialabym kochanki.Niegdy nie przypuszczalam, ze w
        moim zyciu pojawi sie mezczyzna, taki mezczyzna ktoremu oddam cale swoje serce.
        Ale na to nie ma lekarstwa kiedy dwoje ludzi bardzo tego chce, a my chcemy.
        Czas pokaze co sie wydarzy, narazie zyjemy dniem dzisiejszym i cierpliwie
        czekamy na kolejne spotkanie. Zycze ci Aldono i wszystkim ktorzy sa w podobnej
        sytuacji duzo sily i madrych decyzji. pozdrawiam.
      • Gość: liryk Re: W życiu mi się zakręciło... IP: 195.136.33.* 08.10.03, 13:35
        Alfika daj sobie siana z ta opatrznoscia do diabła ...
        • alfika Re: W życiu mi się zakręciło... 08.10.03, 17:13
          Liryk, zejdź z pięt alfiki. Poczułam dziś powołanie na opatrzność i kropka.
    • Gość: aldona Re: W życiu mi się zakręciło... IP: *.zeb.com.pl / 212.33.64.* 08.10.03, 11:54
      Dziękuje Wam wszystkim za wypowiedzi. Spodziewałam się tego tonu, choć tak
      naprawdę to chyba liczyłam na jakieś rozgrzeszenie... Wiem, że nawet jeśli mój
      mąż się nie dowie o całej sprawie, to zmieni ona mnie a tym samym moje
      małżeństwo. Szczerze Wam powiem że nie wiem co mam zrobić. Z jednej strony
      bardzo żal mi tego co mogę stracić kończąc znajomość z tym mężczyzną, nie
      czułam takiego pożądania chyba nigdy, nawet na początku znajomości z moim
      mężem, nie czułam się też nigdy tak mocno pożądana. Z drugiej strony nie
      wyobrażam sobie życia bez mojego męża, nie wiem jak funkcjonowałabym bez niego
      gdybym rozwaliła swoje małżeństwo. Zdarzały mi się w życiu różne drobne
      zauroczenia facetami, nic nie znaczące flirty ale nigdy przez myśl mi nie
      przeszło że mogłabym z nimi zacieśniać znajomość, aż do tego momentu. To jest
      takie trudne, walczyć z czymś z czym nie chce się walczyć.
      • megxx Re: W życiu mi się zakręciło... 08.10.03, 12:38
        Jeżeli powiesz nie, nie będzie Ci łatwo iść tą droga, która wybierzesz. Chyba
        jest za wcześnie, zauroczenie zbyt świeże, by móc powidzieć sobie nie i wytrwać
        w tym.
        Jedyna rada, jeżeli nie wybierzesz jego, to odizolować sie od niego i jego
        śladów. Tylko wtedy czas Ci pomoże.
        A czy wiesz o nim tak dużo, żeby było warto ryzykować, to co masz, dla
        nieznanego?
    • ann.k Re: W życiu mi się zakręciło... 08.10.03, 12:57
      Odpowiem Ci z własnego (i kilku koleżanek) doświadczenia. Jeśli doszło do
      takiej sytuacji, jesli inny mężczyzna potrafił tak zaprzątnąć Twoje myśli, to w
      Twoim małżeństwie nie wszystko jest w porządku i nie jest tak szczęśliwe jak to
      opisujesz. Czegoś wam brakuje, może właśnie tej ponownej fascynacji własnymi
      osobami. Pomyśl sobie nad tym tak zupełnie na spokojnie.

      Ja raz w życiu byłam taką wariatką, któa rzuciła wszystko, żeby "zgrzeszyć i
      żałować, zamiast żałować, że nie zgrzeszyłam". W sumie pozytywne w tym było to,
      że zdałam sobie sprawę, że tkwię w chorym związku bez przyszłości. Z tym, dla
      którego wszystko rzuciłam, byłam może miesiąc. Wzajemna fascynacja, którą
      wzięłam za szansę na prawdziwą miłość, zgasła po... pierwszym seksie. Moim
      trzem koleżankom ułożyło sie dokładnie tak samo. Z tymi "drugimi" nam nie
      wyszło. Śmiem sądzić, że to zawsze tak jest. Gwałtowne uniesienia i emocje
      szybko zgasną. Pytanie tylko czy ze swoim mężem będziesz jeszcze chciała być.
      Bo żadna z nas już nie chciała. Suma sumarum wyszłyśmy na tym dobrze, ale ile
      to nas wspólnych łez kosztowało, ile nieprzespanych nocy, ile niepewności, to
      wiemy tylko my. Generalnie zanim sie rzucisz w ramiona tamtego, przemyśl
      wszystko sto razy. Zwłaszcza spróbuj znaleźć powód tej fascynacji.
      • seksuolog Tak nie musi byc 08.10.03, 13:45
        ann.k napisała:

        > Odpowiem Ci z własnego (i kilku koleżanek) doświadczenia. Jeśli doszło do
        > takiej sytuacji, jesli inny mężczyzna potrafił tak zaprzątnąć Twoje myśli,
        >to w Twoim małżeństwie nie wszystko jest w porządku i nie jest tak
        >szczęśliwe jak to opisujesz. Czegoś wam brakuje, może właśnie tej ponownej
        >fascynacji własnymi osobami. Pomyśl sobie nad tym tak zupełnie na spokojnie.

        To nie jest do konca prawda. Jest oczywiste ze w stalym zwiazku fascynacje
        i stopien podniecenia zmniejszaja sie.

        Ale jest tez mechanizm doboru seksualnego, to co popularnie nazywa sie
        zauroczeniem od pierwszego wejrzenia. W przypadku maksymalnego pobudzenia
        mechanizm ten dziala tak ze ludzie przestaja kierowac sie rozsadkiem. Bardzo
        czesto partner z ktorym sie zyje nie jest tym dostarczajacym maksymalnego
        pobudzenia lub tez pierwotna fascynacja oslabla. Wtedy wystarczy to maksymalne
        pobudzenie od innego i rozsadek przestaje sie liczyc.

    • Gość: She Re: W życiu mi się zakręciło... IP: *.bsb.com.pl 08.10.03, 13:17
      Witam.
      Mi też coś takiego się przytrafiło.
      Nagle zakochałam się po 8 latach małżeństwa.
      Miałam potworne wyrzuty sumienia , tym bardziej,
      że nieprawdą było to, że w moim związku coś szwankuje.
      Mąż też bez zarzutu, czuły kochający, dobry ojciec i przy tym
      troskliwy również w łóżku.
      Nie wiem dlaczego uległam takiemu uczuciu, żyjąc
      w szcześliwym związku. Tłumaczę sobie to tak , że to jest
      bardzo przyjemne uczycie "być zakochanym" jak za dawnych lat , kiedy się
      było nastolatką.
      Zdradziłam mojego męża , raz i nie załuje, bo były to przyjemne chwilę, nie
      mniej jednak nie darowałabym sobie tego, gdybym wówczas rozwaliła moje
      małżeństwo.
      Na szczęście kochanek to tylko wspomnienie, bez wielkich sentymentów.
      Może to brzmi przewrotnie i nie wiarygodnie , ale kocham bardziej mojego
      męża, ponieważ teraz widzę , że gdybym z tamtym przeżyła tyle lat co z moim
      mężem na pewno nie byłyby to tak piękne lata jak te co mam za sobą i mam
      nadzieje przed sobą . Miło mieć swiadomość , że jednak nie pomyliłam się mówiąc
      TAK 12 lat temu. Chyba po tym wszystkim zdałam sobie sprawę co mogłam stracić,
      za chwilę przyjemności. Prawie poczułam , że straciłam , a jak coś się traci to
      zaczyna się coś bardziej cenić.
    • seksuolog Zakręcona, zakręcona 08.10.03, 13:37
      Gość portalu: aldona napisał(a):
      >...
      > Oczywiście wszystko ma związek z mężczyzną. Jestem meżatką, szczęśliwą
      > mężatką. Mam 30 lat. Mój mąż jest fantastycznym facetem, jest dobry czuły
      > opiekuńczy i ma wszystkie te cechy których w mężczyźnie oczekujemy. Poznałam
      > niedawno innego meżczyznę. Wywarliśmy na sobie ogromne wrażenie juz od
      > pierwszego spojrzenia. Mam na myśli ogromną erotyczną fascynację. Spotykam
      > wielu mężczyzn, mam wielu znajomych ale takie coś mi sie jeszcze w życiu nie
      > zdarzyło. Do tej pory ze względu na jego pracę rozmawialiśmy głównie przez
      > telefon. On jest mną zafascynowany i szczerze mi mówi o swoich pragnieniach.
      > Ja mimo uczuć do męża nie moge o tym mężczyźnie nie myśleć. Jakby mnie coś
      > opętało. Zaplanowaliśmy spotkanie, z niewypowiedzianym ale wiadomym dla nas
      > zakończeniem. Nie wiem co się nagle stało z moimi ostrymi zasadami... miłość
      > wierność i uczciwość małżeńska to coś co nagle przestało istnieć. Może nie
      > przestało, bo to co odczuwam w związku z tym meżczyzną to jakby inna bajka.
      > Boję sie sama przed sobą swoich odczuć i tego co się stanie. A stanie się bo
      > oboje tego chcemy. On jest też szczęśliwie żonaty. Nie wchodzi tu żadna
      > kwestia rozbijania małżeństw i planowania wspólnegko życia. Czuję się
      > fatalnie, raz szczęśliwa a raz przerażona.

      Dawniej w takich przypadkach mowilo sie o szatanskim opetaniu i byl to dowod
      ze szatan istnieje:).

      Teraz mowimy o nieuswiadomionych aspektach doboru seksualnego. Jest to tak
      jakby jakis system w glowie zareagowal maksymalnie na sygnaly od pewnej osoby.
      Sila przyciagania i emocje uczuciowe biora wtedy gore nad rozsadkiem i
      zasadami.

      Pytanie co robic w takiej sytuacji jest malo konstruktywne bo osoby
      zaangazowane sa pchane przez sile instynktow i nic nie moze ich powstrzymac.

      Rzecz jasna z punktu widzenia zewnetrznego obserwatora nawiazywanie zwiazku na
      boku nalezy zdecydowanie odradzac. Narusza sie przeciez zobowiazania (rowniez
      formalno-prawne) wobec swoich partnerow. Konsekwencja moze byc krotka przygoda
      ale moze tez byc rozbicie zwiazkow bo z gory nie mozna zakladac ze przy
      zblizeniu nie nastapi eksplozja uczuc i przywiazania lub dotychczasowe zwiazki
      straca swoj smak. Takie niebezpieczenstwo jest bardzo realne pomimo ze
      partnerzy deklaruja sie tylko na przygode. Po prostu seks z instynktownie
      dobranym optymalnym moze dotarczac subiektywnie niesamowitych wrazen.
      • jmx Re: Zakręcona, zakręcona 08.10.03, 16:51

        Ale związek dwojga ludzi nie opiera sie tylko na seksie. A fascynacja prędzej
        czy później opadnie i dopiero "po" widać co tak naprawdę łączy partnerów.
        • seksuolog Re: Zakręcona, zakręcona 08.10.03, 18:36
          jmx napisała:

          > Ale związek dwojga ludzi nie opiera sie tylko na seksie. A fascynacja
          > prędzej czy później opadnie i dopiero "po" widać co tak naprawdę łączy
          > partnerów.

          Oczywiscie. Ale szał erotyczny przesłania wszystko inne (na poczatku).
          A pokusa tego słodkiego szalenstwa jest tak silna ze prawie nie do odparcia.
    • Gość: liryk Re: W życiu mi się zakręciło... IP: 195.136.33.* 08.10.03, 13:42
      Czytam drogie Panie Wasze wywody i jestem przerazony ...
      • alfika Re: W życiu mi się zakręciło... 08.10.03, 17:13
        Czekamy na lepsze.
        • Gość: aldona Re: W życiu mi się zakręciło... IP: *.zeb.com.pl / 212.33.64.* 09.10.03, 07:44
          Witam. Seksuolog bardzo trafnie podsumował moją sytuację. Szał erotyczny który
          przesłania rozsądek :).
          Myślę o tym wszystkim dużo. I teraz już nie wiem czy to ten mężczyzna tak mnie
          pociąga sam w sobie (obiektywnie jest przystojny i uroczyczy) czy podnieca mnie
          fakt że ja go tak silnie pociągam. Wyjątkowo odważnie mówi mi o tym co odczuwa
          w związku ze mną i czego pragnie. (Myślałam,że faceci tylko w filmach w ten
          sposób potrafią mówić do kobiet :)) A takie teksty ujęłyby chyba każdą kobietę.
          Mój mąż jest moim pierwszym i jedynym mężczyzną w życiu. I nadal podtrzymuję że
          jest wspaniały, ale rzeczywiście pewna rutyna i codzienność osłabiła namiętność
          (jesteśmy razem 10 lat, w związku małżeńskim 3). Przeczytałam gdzieś
          określenie, które chyba do mnie pasuje: syndrom potrzeby nowości :).
          Za radą alfiki poddam się chyba opatrzności. Jedyne co jestem w stanie w tej
          chwili zrobić (chyba) to nie pisać smsów do niego. Zobaczymy co bedzie dalej...
          • seksuolog Jednak rozsadek 09.10.03, 08:29
            Gość portalu: aldona napisał(a):

            > Witam. Seksuolog bardzo trafnie podsumował moją sytuację. Szał erotyczny
            >który przesłania rozsądek :).

            Nie jest to oczywiscie nic nadzwyczajnego, dosc czesto spotykane i z
            typowymi objawami:).

            > Myślę o tym wszystkim dużo. I teraz już nie wiem czy to ten mężczyzna tak
            >mnie pociąga sam w sobie (obiektywnie jest przystojny i uroczyczy) czy
            >podnieca mnie fakt że ja go tak silnie pociągam. Wyjątkowo odważnie mówi mi o
            >tym co odczuwa w związku ze mną i czego pragnie. (Myślałam,że faceci tylko w
            >filmach w ten sposób potrafią mówić do kobiet :)) A takie teksty ujęłyby
            >chyba każdą kobietę.

            Zrobilas wiec pierwszy krok w terapii i odzyskujesz resztki zdrowego
            rozsadku. Wszystko dlatego ze nie jestes w bezposrednim kontakcie.

            > Mój mąż jest moim pierwszym i jedynym mężczyzną w życiu. I nadal podtrzymuję
            >że jest wspaniały, ale rzeczywiście pewna rutyna i codzienność osłabiła
            > namiętność (jesteśmy razem 10 lat, w związku małżeńskim 3). Przeczytałam
            > gdzieś określenie, które chyba do mnie pasuje: syndrom potrzeby nowości :).

            Do tego nalezy dodac ze typowe jest osiagniecie przez kobiete pelnej
            dojrzalosci seksualnej w okolicach 30. Jest tez oczywiste ze w dlugoletnim
            zwiazku duza role zaczyna odgrywac przywiazanie i odpowiedzialnosc. A jesli
            na dodatek sa dzieci to jeszcze wieksza odpowiedzialnosc. (czy macie
            potomstwo?).

            > Za radą alfiki poddam się chyba opatrzności. Jedyne co jestem w stanie w tej
            > chwili zrobić (chyba) to nie pisać smsów do niego. Zobaczymy co bedzie
            >dalej...

            Tu raczej nie trzeba poddawac sie opatrznosci ale starac sie odzyskac wiecej
            rozsadku. Ze wzgledu na styl twojego malzenstwa oraz profil twojej
            osobowsci (kobieta z zasadami, motywacje o podlozu religijnym(?)) zdrade
            nalezaloby stanowczo odradzac. Wyslanie sms-u informujacego o tym ze
            odzyskujesz zdrowy rozsadek byloby dobrym krokiem.

            W odzyskaniu rozsadku pomoze rozwazenie takiej sytuacji: Wyobraz sobie ze to
            twoj maz ma taka historie, wlasnie flirtuje smsami i przygotowuje sie do
            sprobowania slodyczy z jakas oszalamiajaca fizycznie i intelektualnie gwiazda
            a oboje sa rozpaleni do czerwonosci. Ona idzie na calosc i nie ukrywa czego
            pragnie i ze oferuje nieziemskie rozkosze. A konsekwencja moze byc ze twoj maz
            odejdzie. Jaka bylaby twoja reakcja gdybys sie o tym dowiedziala?

            Dobrze byloby nawiazac komunikacje z mezem na temat rutyny i codziennosci oraz
            twojego syndromu.
            • alfika Re: Jednak rozsadek 09.10.03, 08:39
              A dla ciebie opatrznosć nie ma nic wspólnego z rozsądkiem???

              Chyba mylisz, seksuologu, pojęcie zaufania opatrzności z odpuszczeniem
              sobiewszelkich działań i "niech się dzieje co chce" :)
              Zapewniam cię, że opatrzność ma ogromny udział w kierowaniu się rozsądkiem :)
            • Gość: aldona Re: Jednak rozsadek IP: *.zeb.com.pl / 212.33.64.* 09.10.03, 09:28
              > Do tego nalezy dodac ze typowe jest osiagniecie przez kobiete pelnej
              > dojrzalosci seksualnej w okolicach 30.

              Może coś w tym jest. Od jakiegoś czasu sex stał się dla mnie bardzo ważny i w
              zasadzie nie ma momentu w którym z jakichś powodów nie miałbym ochoty.

              Jest tez oczywiste ze w dlugoletnim
              > zwiazku duza role zaczyna odgrywac przywiazanie i odpowiedzialnosc. A jesli
              > na dodatek sa dzieci to jeszcze wieksza odpowiedzialnosc. (czy macie
              > potomstwo?).
              Nie mamy dzieci, ale w bardzo zaawansowanych planach.

              > Tu raczej nie trzeba poddawac sie opatrznosci ale starac sie odzyskac wiecej
              > rozsadku. Ze wzgledu na styl twojego malzenstwa oraz profil twojej
              > osobowsci (kobieta z zasadami, motywacje o podlozu religijnym(?)) zdrade
              > nalezaloby stanowczo odradzac.

              Do tej pory moje postępowanie w jakiejkolwiek dziedzinie życia było obwarowane
              wieloma zasadami. W dużej mierze wynikającymi z religii, zostałam wychowana w
              bardzo religijnej rodzinie. Rodzice nauczyli mnie, że pobożność nie musi być
              smutna. Zasady, wzory postępowania, które wyniosłam z domu i kultywowałam nie
              stanowiły dla mnie bariery w czymkolwiek, nie czułam się jakaś zniewolona i
              ograniczona tym. Jak trzeba się modlić to sie modlę, jak jest zabawa to jestem
              pierwsza. Teraz myślę, że żyjąc w ten sposób żyłam jakby w oderwaniu od
              prawdziwej rzeczywistości. Ten mężczyzna otworzył mi trochę oczy na to jak
              naprawdę wygląda życie. Dziwne jest to, że tak łatwo jestem w stanie odstawić
              wszystkie te zasady na bok...

              > Wyslanie sms-u informujacego o tym ze
              > odzyskujesz zdrowy rozsadek byloby dobrym krokiem.

              Nie sądzę. On na każdy mój najzwyklejszy sms, nawet na zwykłe "dzień dobry"
              potrafi odpisać w taki sposób, że aż musze otworzyc okno czytając to :)

              > W odzyskaniu rozsadku pomoze rozwazenie takiej sytuacji: Wyobraz sobie ze to
              > twoj maz ma taka historie, wlasnie flirtuje smsami i przygotowuje sie do
              > sprobowania slodyczy z jakas oszalamiajaca fizycznie i intelektualnie gwiazda
              > a oboje sa rozpaleni do czerwonosci. Ona idzie na calosc i nie ukrywa czego
              > pragnie i ze oferuje nieziemskie rozkosze. A konsekwencja moze byc ze twoj
              maz
              > odejdzie. Jaka bylaby twoja reakcja gdybys sie o tym dowiedziala?

              W normalnym stanie byłabym załamana. W tej chwili z bólem stwierdzam, że nie
              rusza mnie to. Może nawet wolałabym, żeby mąż przeżywał coś podobnego, nie
              czułabym, się winna, nie miałabym wyrzutów sumienia i byłabym rozgrzeszona w
              swoim postępowaniu.

              Ech życie...
              • seksuolog Nic nadzwyczajnego 09.10.03, 11:21
                Gość portalu: aldona napisał(a):
                > Może coś w tym jest. Od jakiegoś czasu sex stał się dla mnie bardzo ważny i
                >w zasadzie nie ma momentu w którym z jakichś powodów nie miałbym ochoty.

                To jest dosc typowe. Pytanie czy maz jest o tym dobrze poinformowany
                i czy stara sie nastarczyc ilosciowo i jakosciowo? Tu jest czasem bardzo
                dobrze uswiadomic partnerowi ze sprawa ma teraz wysoki priorytet. Byc
                moze zmiana form i zwyczajow wspolzycia sie przyda. Jezeli pojawily sie
                bardzo konkretne oczekiwania lub fantazje to tez partnera nalezy do nich
                przyciagnac.

                > Jest tez oczywiste ze w dlugoletnim
                > > zwiazku duza role zaczyna odgrywac przywiazanie i odpowiedzialnosc.
                > > A jesl i na dodatek sa dzieci to jeszcze wieksza odpowiedzialnosc. (czy
                > > macie potomstwo?). Nie mamy dzieci, ale w bardzo zaawansowanych planach.

                Wydaje sie wiec ze lepiej zajac sie realizacja tych planow niz niepewnymi
                przygodami.

                > Do tej pory moje postępowanie w jakiejkolwiek dziedzinie życia było
                >obwarowane wieloma zasadami. W dużej mierze wynikającymi z religii, zostałam
                >wychowana w bardzo religijnej rodzinie. Rodzice nauczyli mnie, że pobożność
                >nie musi być smutna. Zasady, wzory postępowania, które wyniosłam z domu i
                >kultywowałam nie stanowiły dla mnie bariery w czymkolwiek, nie czułam się
                >jakaś zniewolona i ograniczona tym. Jak trzeba się modlić to sie modlę, jak
                >jest zabawa to jestem pierwsza. Teraz myślę, że żyjąc w ten sposób żyłam
                >jakby w oderwaniu od prawdziwej rzeczywistości. Ten mężczyzna otworzył mi
                >trochę oczy na to jak naprawdę wygląda życie. Dziwne jest to, że tak łatwo
                >jestem w stanie odstawić wszystkie te zasady na bok...

                To ladny opis. Ilustruje on potege sil ktore jedni okreslaja jako nature, a
                inni jako kuszenie szatana hehe. Jest to na pewno ciekawe doswiadczenie ktore
                pozwala lepiej zrozumiec ludzka nature. Sytuacje opisywane jako skandale gdy
                ktos nagle rzuca rodzine i odchodzi albo gdy ksiadz,biskup czy kardynal
                zanurza sie w rozkoszach staja sie calkiem zrozumiale.

                > Nie sądzę. On na każdy mój najzwyklejszy sms, nawet na zwykłe "dzień dobry"
                > potrafi odpisać w taki sposób, że aż musze otworzyc okno czytając to :)
                > W odzyskaniu rozsadku pomoze rozwazenie takiej sytuacji: Wyobraz sobie ze
                > to twoj maz ma taka historie, wlasnie flirtuje smsami i przygotowuje sie do

                > W normalnym stanie byłabym załamana. W tej chwili z bólem stwierdzam, że nie
                > rusza mnie to. Może nawet wolałabym, żeby mąż przeżywał coś podobnego, nie
                > czułabym, się winna, nie miałabym wyrzutów sumienia i byłabym rozgrzeszona w
                > swoim postępowaniu.
                > Ech życie...

                To oznacza ze stan jest bardzo powazny. Gdyby komunikacja z ta druga osoba
                byla bezposrednia a nie przez smsy to zywiol juz by dzialal. Wszelkie
                racjonalne argumenty moga nie byc przydatne. W glowie bedzie rozgrywala sie
                gra sil natury z rozsadkiem. Jezeli w pewnym momencie rozsadek zostanie
                wylaczony z kierowania i stanie sie obserwatorem wydarzen to tez bedzie to
                calkiem normalne:).
                • Gość: aldona Re: do Seksuologa IP: *.zeb.com.pl / 212.33.64.* 09.10.03, 11:56
                  Nie śledzialam dokładnie wcześniej tego forum, czy Seksuolog jest seksuologiem
                  z zawodu ? z zamiłowania ? czy to tylko pseudonim ? Bardzo mi się podoba sposób
                  w jaki piszesz. Nie potępiasz mnie, nie chwalisz, dość chłodno i wręcz
                  technicznie ale ze zrozumieniem. Doprawdy miło się czyta.

                  Wracając do tematu. To nie jest tak że mamy kontakt tylko smsowy. Ze względu na
                  specyfikę jego pracy do tej pory spotkaliśmy się na "szybkie wypicie razem
                  kawy" chyba ze dwa razy, poza tym zdarzyło się że akurat miał wolną chwilę to
                  odwiózł mnie z pracy do domu (nie pracujemy razem). Poza tym rozmawiamy czasem
                  przez telefon. On odlicza już dni do urlopu, kiedy to cytuję: "nareszcie
                  będziemy mogli się sobą nacieszyć". Tak więc gra sił natury z rozsądkiem już
                  się rozpoczęła. Resztkami sił jeszcze wygrywa rozsądek :)
                  • seksuolog Zamilowania profesjonalne pod pseudonimem 09.10.03, 18:17
                    Gość portalu: aldona napisał(a):

                    > Nie śledzialam dokładnie wcześniej tego forum, czy Seksuolog jest
                    >seksuologiem z zawodu ? z zamiłowania ? czy to tylko pseudonim ?

                    A czy nie moze byc wszystko razem?

                    >Bardzo mi się podoba sposób w jaki piszesz. Nie potępiasz mnie, nie chwalisz,
                    >dość chłodno i wręcz technicznie ale ze zrozumieniem. Doprawdy miło się
                    >czyta.

                    :).

                    Potepianie czy chwalenie nie jest dobra metoda terapeutyczna bo osoba
                    zaintereswoana musi sama podjac decyzje. Pomocna moze byc w tym wlasnie
                    rzeczowa i chlodna ocena sytuacji. W ocenie tej nie kierujemy sie obecnie
                    regulami czy nakazami (bo z punktu widzenia regul sprawa jest godna
                    potepienia) ale zwroceniem uwagi na mozliwe konsekwencje dzialania.

                    > Wracając do tematu. To nie jest tak że mamy kontakt tylko smsowy. Ze względu
                    >na specyfikę jego pracy do tej pory spotkaliśmy się na "szybkie wypicie razem
                    >kawy" chyba ze dwa razy, poza tym zdarzyło się że akurat miał wolną chwilę
                    >to odwiózł mnie z pracy do domu (nie pracujemy razem).

                    Wlasnie o to chodzi. Gdyby bezposredni kontakt byl staly jak to zdarza sie gdy
                    ludzie razem pracuja to sprway bylyby juz dalej zaawanoswane.

                    > Poza tym rozmawiamy czasem przez telefon. On odlicza już dni do urlopu,
                    > kiedy to cytuję: "nareszcie będziemy mogli się sobą nacieszyć". Tak więc gra
                    > sił natury z rozsądkiem już się rozpoczęła. Resztkami sił jeszcze wygrywa
                    > rozsądek :)

                    To na jakiej liczbie jest aktualnie odliczanie? Od tego zalezy czy warto
                    jeszcze poruszac ta sprawe czy tez czekac na godzine zero:).

          • Gość: jar Re: W życiu mi się zakręciło... IP: 195.136.33.* 09.10.03, 09:19
            > Mój mąż jest moim pierwszym i jedynym mężczyzną w życiu.

            i to jest wszystko.... odbija ci bo nie mialas innych facetow.. nie ma co sie
            dziwic i nie ma co udawac, zes taka szczesliwa, kiedy miedzy nogami az ci
            warczy aby sprobowac jak to jest z kims innym... tak to sie placi za bledy
            glupoty zauroczenia i szybkiego malzenstwa
            • ivek1 Re: W życiu mi się zakręciło... 09.10.03, 09:21
              Gość portalu: jar napisał(a):

              > > Mój mąż jest moim pierwszym i jedynym mężczyzną w życiu.
              >
              > i to jest wszystko.... odbija ci bo nie mialas innych facetow.. nie ma co sie
              >
              > dziwic i nie ma co udawac, zes taka szczesliwa, kiedy miedzy nogami az ci
              > warczy aby sprobowac jak to jest z kims innym... tak to sie placi za bledy
              > glupoty zauroczenia i szybkiego malzenstwa

              Nie no nie poznaje kolegi. Zle sie dzisiaj wstawalo Jar?

              • Gość: jar Re: W życiu mi się zakręciło... IP: 195.136.33.* 09.10.03, 09:25
                > Nie no nie poznaje kolegi. Zle sie dzisiaj wstawalo Jar?

                nie..calkiem niezle sie wstawalo:)))..
    • Gość: yast Re: W życiu mi się zakręciło... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.10.03, 08:12
      Ja miałem podobnie, po 9 latach małżeństwa. Teraz mija pół roku od
      tamtego "zauroczenia" bez wzajemności. Chyba wolałbym, żeby było z
      wzajemnością. Bo teraz - choć niby już zapomniałem - ciągle zadaję sobie
      pytanie: czy chcę być dalej z żoną, czy jestem z nią szczęśliwy, czy nie. I
      wychodzi mi, że wolałbym być z kimś innym, zaczynam zwracać uwagę na inne
      kobiety (że w ogóle istnieją), wcześniej tego nie robiłem. Ale nie jest mi na
      tyle źle, aby odejść od razu. Ale dobrze też nie jest. To takie życie z żoną,
      bardziej już dobrą koleżanką niż kochanką... czy o to chodzi?
      A jeśli zapomnę, jak to było spijać endorfiny i dalej będę w tym żył "dla dobra
      małżeństwa" a za jakiś czas znowu kogoś przypadkiem poznam???
      • alfika Re: W życiu mi się zakręciło... 09.10.03, 08:45
        Nie wiem, czy to co piszesz jest problemem, ale trzeba trochę uważności, żeby
        nie wpaść w skrajność "spijania endorfin" :)

        Znam pana w wieku 50 lat, który tak spija i spija, coraz to nową miłość spotyka
        na swej drodze - i zapewniam cię, że bardziej niespełnionej i miotającej się
        osoby jeszcze nie poznałam.

        Ja do niczego nie namawiam, różne są drogi w życiu, różne lekcje - czasem
        miłość spotyka się w różnych momentach - ale dobrze jest najpierw pomyśleć -
        jak Aldona - co mną powoduje, że czemuś chcę ulec - niż np. nie umieć się potem
        odnaleźć lub żyć z zębatym sumieniem.
        • Gość: liryk Re: W życiu mi się zakręciło... IP: 195.136.33.* 09.10.03, 09:15
          HALO HALO , damy o niespelnionych doznaniach erotycznych - jestescie
          PRZERAZAJACE!
          dziekuje za uwage (dygniecie)
      • Gość: Darek3. Re: W życiu mi się zakręciło... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.10.03, 09:51
        Kobiety najczesciej wypowiadaja sie na forum i tak samo powinniesmy my facecie
        pisac o sobie.Yast podobnie jak ty jestem w zwiazku od wielu lat,malzenstwo
        zawarte bardziej z rozsadku niz z milosci.Byc moze Ona nie chciaciala zostac
        stara panna, a ja uleglem uroczej,spokojnej dziewczynie (wcale mi sie nie
        spieszylo do malzenstwa).Poczatki byly mile, ale nic szalonego,zmienilo sie
        tylko to, ze zamieszkalismy razem.Nie planowalismy dzieci,chcielismy na
        poczatku czegos sie dorobic i powoli tak sie stalo.Mimo wszystko nigdy nie
        ciagnelo mnie do domu i do niej,seks byl seksem, ale nic specjalnego.Na swiat
        przyszly dzieci, bardzo je kocham i nie wyobrazam sobie zycia bez nich.
        A nasze malzenstwo istnieje tylko na papierze,staramy sie oboje wychowywac
        dzieci, pomagamy sobie wzajemnie,ale bardzo meczymy sie ze soba.Brak rozmow,
        omijanie sie w domu,rzadko chodzimy gdzies razem,male sprzeczki sa na porzadku
        dziennym i juz sie do nich przyzwyczailem.Staram sie byc dobrym mezem i chyba
        mi to wychodzi, ale brakuje mi czegos.Chyba
        milosci,ciepla,zrozumienia.Zastanawialem sie zeby odejsc, przemyslec kilka
        spraw,pomieszkac oddzielnie jakis czas,ale nie bardzo umiem to zrobic.
        Jestem mezczyzna ktory zgotowal sobie takie zycie i musze w nim trwac, z
        zazdroscia patrze na inne malzenstwa ktorych laczy szczere uczucie,poczucie
        bezpieczenstwa, zrozumienie i radosc ze sa razem.
        Wiec jak widzicie nie tylko kobiety maja takie problemy, ale rowniez my faceci.
        I szczerze przyznam sie, ze w tej sytuacji jestem tchorzem,nawet jakbym poznal
        kobiete, to chyba nie umialbym odejsc.Dlatego nie powoduje sytuacji w ktorej
        moglbym blizej poznac kobiete i nawiazac romans, bo bardzo nie chcialbym jej
        krzywdzic.Ale nikt nie wie co mnie czeka w przyszlosci.Pozdrawiam.
    • Gość: 100% Re: W życiu mi się zakręciło... IP: *.zab.citynet.pl / *.citynet.pl 09.10.03, 09:06
      Aldona opanuj się zejdz na ziemię i twardo po nie stąpaj.Twoja rola kochanki
      wczesniej czy póżniej sie skończy.Wpadniesz z romansem gwarantuję ci to i zycze
      tego z całego serca.
      • ivek1 Re: W życiu mi się zakręciło... 09.10.03, 09:16
        Gość portalu: 100% napisał(a):

        > Aldona opanuj się zejdz na ziemię i twardo po nie stąpaj.Twoja rola kochanki
        > wczesniej czy póżniej sie skończy.Wpadniesz z romansem gwarantuję ci to i zycze
        >
        > tego z całego serca.
        No teraz "szefowo" to po ludzku mowisz :)
    • Gość: ewka Re: W życiu mi się zakręciło... IP: *.nsm.pl / *.nsm.pl 09.10.03, 09:26
      jakos tak sobie mysle, ze sa w czlowieku obszary, ktore bardzo chce
      zagospodarowac, bardzo chce je wypelnic. I rozne sa drogi szukania tych
      zaspokojen, rozne sposoby wypelniania. Jednym z nich jest znalezienie sobie
      czy "przytrafienie sie" kochanka/kochanki. Kazdy zyje jak chce, jak uwaza za
      stosowne zyc. I jego to sprawa dopoki nie krzywdzi drugiego. Wiec jesli juz
      znalazlo sie miejsce dla tej trzeciej czy trzeciego, to - tak mysle - na wlasna
      odpowiedzialnosc, na wlasne poniesienie kosztow podjecia takiej decyzji. Jestem
      absolutnie przeciwna - i nijak to dulskie nie jest! - tak zwanej szczerosci
      polegajacej na tym, ze pani mowi panu czy pan pani: - sluchaj zono/mezu, mam
      kochanke/kochanka. Nie i juz. Uznalas/es, ze chcesz miec bok - prosze bardzo,
      ale nie dziel sie ta radosna prawda, nie zwalaj odpowiedzialnosci na druga
      strone. Radz sobie z tym sama/sam badz przy pomocy przyjaciol, fachowcow czy
      kogo tam jeszcze. Zaklamane? Byc moze. Ale uwazam, ze tak jest lepiej. Dla
      wszystkich.
      (i - cholera! - mam nadzieje, ze gdyby mnie dopadlo, to to, co wyzej
      utrzymalabym w mocy)
      • Gość: liryk Re: W życiu mi się zakręciło... IP: 195.136.33.* 09.10.03, 09:31
        Na rany Chrystusa Ewka! Trzymam za Ciebie kciuki - oooooo tak mocno! nie daj
        sie szatanowi!
        • Gość: ewka Re: W życiu mi się zakręciło... IP: *.nsm.pl / *.nsm.pl 09.10.03, 09:35
          Liryku, spoko spoko. Odpowiedzialna ze mnie i duza dziewczynka - hahahaahaha.
          • Gość: liryk Re: W życiu mi się zakręciło... IP: 195.136.33.* 09.10.03, 09:45
            No wiesz po tym tekscie w nawiasie to mam watpliwosci czy nie zboczysz z drogi
            która podarzasz gdzies w krzaki ...ale bede sie za Ciebie modlil codziennie :)
            i za siebie ze jak juz zboczysz to nich to beda moje krzaki ;)
            • Gość: ewka Re: W życiu mi się zakręciło... IP: *.nsm.pl / 195.117.2.* 09.10.03, 09:51
              Gość portalu: liryk napisał(a):

              > No wiesz po tym tekscie w nawiasie to mam watpliwosci czy nie zboczysz z
              drogi
              > która podarzasz gdzies w krzaki ...ale bede sie za Ciebie modlil
              codziennie :)
              > i za siebie ze jak juz zboczysz to nich to beda moje krzaki ;)

              * hahahaahahahahaahahahaahahahahahahaa, Liryku, w przerwach na modlitwe
              zaczynaj poezjowac! Jesli zbocze, to na pewno w Twoje krzaki.
              • Gość: liryk Re: W życiu mi się zakręciło... IP: 195.136.33.* 09.10.03, 09:55
                :) straszysz czy obiecujesz?
                • Gość: ewka Re: W życiu mi się zakręciło... IP: *.nsm.pl / 195.117.2.* 09.10.03, 10:36
                  Gość portalu: liryk napisał(a):

                  > :) straszysz czy obiecujesz?

                  * a co blizsze Twoim upodobaniom, he?
                  • Gość: liryk Re: W życiu mi się zakręciło... IP: 195.136.33.* 09.10.03, 10:44
                    ano lubie sie bac ale i lubie obiecanki podniecanki
                    • Gość: ewka Re: W życiu mi się zakręciło... IP: *.nsm.pl / 195.117.2.* 09.10.03, 10:50
                      Gość portalu: liryk napisał(a):

                      > ano lubie sie bac ale i lubie obiecanki podniecanki

                      * a ja bac sie nie znosze! straszyc tez nie! wiec chyba, Liryku, nici z
                      krzakow. Mozesz spokojnie wrocic do modlitwy. Za innych.
                      • Gość: liryk Re: W życiu mi się zakręciło... IP: 195.136.33.* 09.10.03, 10:56
                        Cosik Ewce poczucia humoru zabrakło - no to nie bede sie za Ciebie modlił
                        zagubiona owieczko.

                        ps. mam jeszcze lalke woodoo w zanadrzu ;)
                        ps2. pozdrowienia dla girlfriend
                        • Gość: ewka Re: W życiu mi się zakręciło... IP: *.nsm.pl / *.nsm.pl 09.10.03, 13:15
                          Gość portalu: liryk napisał(a):

                          > Cosik Ewce poczucia humoru zabrakło - no to nie bede sie za Ciebie modlił
                          > zagubiona owieczko.
                          >
                          > ps. mam jeszcze lalke woodoo w zanadrzu ;)

                          * oj, Liryku, pomylka pomylka. Moje poczucie humoru jest nieustajace.
                          Modl sie nadal - to zawsze warto, ale ani owieczka ani zagubiona.
                          a w sprawie laleczki - podeslac Ci kosmyk moich wlosow?
                          • Gość: liryk Re: W życiu mi się zakręciło... IP: 195.136.33.* 09.10.03, 13:34
                            Hurra Ewcia wrócila :)
                            kosmyk? Nie tam to jest metoda z lat 60ych - a trzeba isc z duchemn czasu i byc
                            nowoczesnym - Twoje IP mi wystarczy :)
                            ps. w takim razie bede sie modlil 2 razy dziennie
      • Gość: girlfriend Re: W życiu mi się zakręciło... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.10.03, 10:51
        gdybym była żoną chciałabym wiedzieć - nienawidzę nieszczerości
        smutne rzeczy piszesz ewka
    • iskierka8 Re: W życiu mi się zakręciło... 10.10.03, 04:34
      lepiej zgrzeszyc i zalowac niz nie zgrzeszyc i zalowac.
      Prawdziwa Pasja to cos pieknego co sie rzadko zdarza. Moze raz w zyciu. Czemu
      ja odrzucac? Mozna do konca zycia zalowac. A maz nie musi sie dowiedziec.
      • ivek Uwaga Aldona ponizej glos potepienia (iskierki8) 10.10.03, 08:04
        iskierka8 napisała:

        > lepiej zgrzeszyc i zalowac niz nie zgrzeszyc i zalowac.
        > Prawdziwa Pasja to cos pieknego co sie rzadko zdarza. Moze raz w zyciu. Czemu
        > ja odrzucac? Mozna do konca zycia zalowac. A maz nie musi sie dowiedziec.

        Zacytuje mego przewodnika duchowego Ojca Rydzyka:
        Widzicie... to telefonowal [tutaj bedzie: mailowal] do Radia Maryja [Do FP]
        szatan, choc o niewiescim glosie [nicku]. A jesli to nie sam szatan dzwonil
        [pisal], to jego niewolnik o imieniu Urszula.
        he, he

        Albo mojego drugiego guru Homera Simpsona "Oh my God - Jesus is turning in his
        grave"



      • Gość: liryk Re: W życiu mi się zakręciło... IP: 195.136.33.* 10.10.03, 08:07
        Iskierko8/ to co napisalas sprawilo ze me serce oszalalo i łomocze w strone
        Twojego IP tak bardzo ... WYJDZ ZA MNIE PROSZE !!! :)
      • Gość: jar Re: W życiu mi się zakręciło... IP: 195.136.33.* 10.10.03, 08:45
        > lepiej zgrzeszyc i zalowac niz nie zgrzeszyc i zalowac.

        no zesz.. to przeca, jezeli i tak ktos potrzebuje czul zal, to lepiej niech ma
        i przyjemnosci troszkie:)

    • Gość: aldona Re: W życiu mi się zakręciło... IP: *.zeb.com.pl / 212.33.64.* 10.10.03, 13:14
      >To na jakiej liczbie jest aktualnie odliczanie? Od tego zalezy czy warto
      jeszcze poruszac ta sprawe czy tez czekac na godzine zero:).

      Zostało jeszcze trochę czasu :) Nie umówiliśmy się jeszcze konkretnie, ale
      mniej więcej za około 2 tyg godzina zero :). Wczorajszy dzień przetrwałam bez
      wysyłania smsów, ale coż z tego jak on zadzwonił...
      • ivek piekna postnowela 10.10.03, 13:20
        Informuj na biezaco co i jak.
        Ze szczegolami najlepiej.




        • Gość: liryk Re: piekna postnowela IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.10.03, 13:24
          tak - koniecznie z najmniejszymi szczegolami ;)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja