cary.g
26.08.08, 19:17
Mam problem który od lat chodzi mi po głowie. W moim domu zawsze na
pierwszym miejscu była stawiana nauka i motto "ty masz sie tylko
uczyć". Ale po kolei:
ojciec wojskowy. Z pierwszych 5 lat zycia kompletnie go nie
pamietam. Pracował w innym miescie. Potem z 3 lata był w domu i
znowu pracował w innym miescie. Takze wychowaniem raczej zajmowała
sie mama. Po przeprowadzce dopiero pewne sprawy sie odczuło mocniej.
Moze nie do konca ale jednak lekki wojskowy dryg. Kult nauki i
wykształcenia, który na dobre zaczął sie w LO. Byłem raczej leniwym
uczniem. Wiadomo, jak sie dojrzewa to inne sprawy zajmuja głowe.
Raczej w pierwszych dwoch klasach slizgałem sie, potem było juz w
miare ok. Matka zawsze była w cieniu ojca. Kłociła sie broniąc mnie,
choc tego nie chciałem.
Własnie tu dochodzimy do problemu głównego. Ojciec jako wojskowy
praktycznie 6 z 7 dni tygodnia wracał pod wpływem alkoholu. Wiele mu
nie było trzeba. Poczawszy od ok. 15-16 roku zycia do wyprowadzki
zaczął sie u mnie strach. Czekałem w pokoju czy bedzie awantura. I
czesto były. Przyklad: nie schowane buty do szafki w przedpokoju.
Jak juz chowałem to sie znajdowała nieumyta szklanka. I tak były
wynajdywane kolejne powody. Jak mowilem byłem uczniem trojkowym. Ale
poza tym problemow ze mna nie było: alkoholu nie pilem w wielkich
ilosciach, nie paliłem, nie ćpałem. W szkole sredniej ze stresu
zacząłem siwieć. W domu spedzałem czas zamkniety u siebie w pokoju.
Moje uczucia i troski nikogo nie obchodziły. Matka z ojcem miała
własne pewnie problemy (przez głupote i jego lekcewazace podejscie
byłem pewny ze ja zdradza). Zyli i zyja obok siebie (do dzis ojciec
poza domem na piwku, mama w domu, on przed tv w duzym pokoju, ona w
innym). Wiele razy slyszałem ze jestem nieudacznikiem, dwie lewe
ręce itp. Studia skonczyłem raczej bez zadnych problemów (moze
zdałem sobie sprawe ze dopiero one maja znaczenie).
Kolejny przyklad: wracam z obrony mgr i w domu slysze "gratuluje,
warto pomyslec o podyplomowych). No i radosc przeszła.
Dodam uczciwie ze był zawsze chetny do pomocy. To była jego wartosc.
Pomoc, działanie. To lubił i zawsze chetny. Poza tym zadnych wg mnie
pozytywów.
Nie mieszkam w domu rodzinnym kilka lat (podobnie jak siostra, która
była i jest szarą myszką, nie mieszała sie, jak to sie mowi "typ
kujona"). Mieszkam za granicą. Mam dziecko. Gdy zadzwoniłem po
wyjezdzie odebrał pijany. Znow wrocil stres, sciska mi klatkę. Teraz
unikam dzwonienia gdy zakladam ze odbierze.
Mama liczy ze sie dogadamy, ze nie było zle, ze gdzie indziej
gorzej, ze przesadzam gdy jej mowie ze sytuacja w domu odbiła sie na
mojej psychice. Ze on nie jest taki zły, zeby zyc w zgodzie. Tylko
czemu nie powie ze jest dobry? Ze nie robil krzywdy. Ona sie sama
oszukuje, nie dopuszcza jakby mojego zdania do jej umysłu. Jakby
powiedziec "beton". Czasem mysle ze chodzi tylko by wnuk był w ich
zyciu i tego sie boi.
Ps. Dzis na naszej-klasie zauwazyłem moje zdjecie w jego galerii i
powiedziałem by usunął (sam mam profil ukryty z zawodowych powodów
powiedzmy, poblokowany dla obcych itp). Dostałem potem maila ze sie
go wstydze, ze jak wejde na jego profil to mnie zablokuje, ze wnuka
zdjec nie usunie, ze zycie mnie nauczy itp. A ja chciałem tylko by
uszanował, ze nie chce by moje zdjecie było ogolnie widoczne.
Serce mi bije jak szalone, dusi mnie w klatce piersiowej. Czy ja
dojdę do wewnetrznego spokoju. Co zrobic by prócz żony ktos mnie
zrozumiał. By mama zrozumiała i dopusciła mysl ze mnie zniszczył.