gram.w.zielone
28.08.08, 05:29
Witam,
Moze ktos tutaj pomoze mi zrozumiec. Mieszkam od kilku lat w USA.
Wyjechalam, poniewaz moj maz jest Amerykaninem. Maz sie uczy
polskiego, radzi sobie calkiem niezle - powiedzial, ze chcialby moc
sie porozumiec z moja rodzina. Bywamy w Polsce czesto, jak na
odleglosc, ktora nas dzieli - minimum dwa razy do roku.
Pzyjezdzam zawsze z mezem i... jest mi przykro. Moi rodzice
zachowuja sie w porzadku, natomiast dalsza rodzina i znajomi... nie
wiem co mam sobie myslec.
Przewaznie kiedy przyjezdzamy sa swieta, wic schodza sie ciotki,
wujki i znajomi rodzicow. Ludzie wyksztalceni, po studiach, znajacy
jezyki (a przynajmniej angielski), radzacy sobie niezle w zyciu.
NIKT sie mnie nie zapyta, gdzie ja lub moj maz pracujemy, gdzie
mieszkamy, jak spedzamy czas. Jesli ja zaczne cos opowiadac, gdzie
bylam, co mi sie przytrafilo, cos o nas, zwykla rozmowa - zaraz jest
albo "A U NAS to (tutaj jak to oni maja fajnie)" albo "A JA TO
WOLE..." albo jest odwrocenie tematu o 180 stopni. Czasem tez ktos
puszcza uwagi na temat "glupich Amerykanow" badz cos nieprzyjemnego
odnosnie Zydow albo murzynow (tematy i forma nie do pomyslenia dla
meza - mimo moich prosb tematy wracaja).
Nie wiem z czego to wynika. Mysle, ze wiekszosc nawet nie wie, jaki
zawod wykonuje moj maz (a ma ciekawa prace i nasi amerykanscy
znajomi zawsze sluchaja z zainteresowaniem). Maz zawsze czuje sie
ignorowany, a tak bardzo sie stara nauczyc polskiego...
Czy to sa polskie kompleksy? Czasami mi sie wydaje, ze oni sadza,
ze my to tu zbieramy dolary na ulicy... Naprawde ciezko pracowalam,
zeby sobie oplacic tutaj studia podyplomowe, nikt w Polsce nawet
glupiego "gratuluje" nie wydusil. Jak ja mam to mezowi wyjasnic?