dont-know
05.09.08, 20:15
Mam 33 lata.
Nie mam męża i najprawdopodobniej nigdy mieć nie bedę. Nikt nigdy mi się nie
oswiadczył. Jestem piękną, inteligentną kobietą. Ambitną, pracowitą - n
studiach co roku otrzymuje stypendium.
Coraz cześciej myśle o zmarnowanym, bezsensownym życiu. Nigdy nie spotka mnie
radoś c macierzyństwa, posiadania rodziny, wspólnych posiłków, rozmów, wygłupów.
Zauważyłam, że aby zredukowac dysonans zaczęłam nienawidzic cudych dzieci.
Budza we mnie agresję.
Pewien lekarz powiedział mi, że kobieta powinna miec dziecko. W pzreciwnym
razie w okresie menopauzalnym, a już w szczególności na emeryturze, czrka ją
głęboka depresja, poczucie zmarnowanego zycia.
Kobiety takie najczesciej uciekaja w pracoholizm.
Gdy praca się kończy - powstaje pustka...
Jakie to może zycie jest koszmarne...
Dlaczego??
Najpierw straszne dzieciństwo, potem 7 lat wyjętych z zyciorysu z powodu
głębokiej depresji i syndromu wyuczonej bezradności, brak wiary w siebie,
niskie poczucie własnej skuteczności. Potem jedne studia, rzucone, potem znowu
koszmarny psychicznie czas, potem obecne studia. I co potem? Czarna dziura,
pustak, więc po co to wszystko?