karakalla
11.09.08, 00:33
Tak mi się zebrało na autorefleksję... Pascal zastanawiał się kiedyś, kto byłby bardziej nieszczęśliwy: król, któremu śni się po nocach, że jest wyrobnikiem, czy wyrobnik, któremu śni się, że jest królem.
Ja mam trochę jak ten król. Wiedzie mi się w życiu raz gorzej, raz lepiej, ale ogólnie idzie wytrzymać, nie miewam depresji, myśli samobójczych itp. Ale, jak sięgam pamięcią (a już trochę żyję, 32 lata skończone), sfera oniryczna była u mnie zawsze zdominowana przez przeżycia nieprzyjemne — jeśli akurat nie mam okresów nocnego zapadania w niebyt. Mało tego — nie pamiętam w zasadzie żadnych przyjemnych motywów sennych. Wszystkie moje sny są dziwaczne, niemiłe, przerażające. Parę przykładów z ostatnich paru tygodni: inwazja kosmitów, generalissimus Stalin (ja w roli jakiegoś oficera, jakby carskiego, ale chyba służącego w NKWD, chcącego go zabić), wojna nuklearna (te trzy były noc po nocy), wczoraj sen o jakimś strasznym wypadku siostry. Szczytem wszystkiego był niegdysiejszy sen o Machiavellim wybierającym się w XVIII wieku w roli dowódcy wyprawy morskiej gdzieś na morza południowe ;-) Bywają sny powtarzające się, np. o ucieczce przed czymś nieokreślonym a przerażającym przez zaułki jakiegoś bliskowschodniego miasta, czasem pojawia się coś związanego z moim nieżyjącym od dawna ojcem, z którym byłem skonfliktowany. A kontrapunktu, snów miłych, które chciałoby się, żeby trwały, brak...
W sumie nie odczuwam tego jako problemu, którym należałoby zawracać głowę jakiemuś specjaliście, ale jeżeli ktoś miałby jakiś sensowny komentarz, chętnie przeczytam.