monik.a78
22.09.08, 23:40
Moj problem to tak jak w tytule - zazdrosc, bycie zbyt zaborczą. Nie
umiem sobie z tym kompletnie poradzic. Mialam nadzieje , ze to minie
z wiekiem a tu nic, zadnych zmian.
I nie mam na mysli wcale zazdrosci tylko w relacjach z mężczyznami ,
bo oprocz tej istnieje jeszcze ta w relacjach ze znajomymi,
przyjaciółmi. Potrzebuje zawsze kogos na ,,wyłączność,,.
Wiem , ze nikt tego nie lubi, ja sama tez nie lubie gdy ktos stara
sie mnie zbyt ograniczac ciągłą swoja obecnoscia, ale nie potrafie
sobie z tym poradzic.
Zepsulam przez to swoj bardzo powazny , wieloletni zwiazek. Wciaz
bylo mi malo tej drugiej osoby. I ten ktos nie wytrzymal. Nie bylam
zazdrosna o inne kobiety, spojrzenia - nie - bylam zazdrosna o czas
spedzany z kolegami, beze mnie. Mimo iz zawsze dostawalam wiele
miłości , nie umialam dac drugiej osobie troche wolnosci.
Teraz znow ta sama sytuacja . Pojawia sie męzczyzna ,znajduje mnie
gdzies przez internet,mam byc kims do rozmow bo jest daleko od domu
i sie zgadzam. I tak spedzamy ze soba kazdy niemal wieczor od
kilkunastu tygodni. Slysze wiele cieplych slow od niego, o sobie, o
tym ze jestem wartosciowym czlowiekiem itd. A ja zamiast uszanowac
to co dostaje od innych , bez wzgledu czy w realu czy wirtualnie
znow oczekuje, ze ten ktos bedzie moj na wylącznosc.
A jest przeciez obok normalne zycie, praca , znajomi i kazdy
potrzebuje czasem gdzies wyjsc, z kims sie spotkac. Tylko dlaczego
ja tego nie moge zaakceptowac? Co ze mna jest nie tak?
Bez wzgledu czy chodzi o przyjazn czy o milosc zawsze dzieje sie tak
samo.... Ktos odchodzi, albo oddala sie i pozostaje pustka