nowe zarobki, nowi przyjaciele?

30.09.08, 23:27
Mam taki problem.
Zalozylam kilka lat temu z mezem firme. Firma zaczela przynosci duze zyski,
zapowiada sie, ze bedzie przynosic nawet wiecej.
W zwiazku z zmiana wys.dochodow oczywiscie zmienil sie nieco nasz status
materialny. I niestety zmienil se krag przyjaciol.
Pojawily sie dwa problemy:
- nasi starzy przyjaciele nie mogli "dotrzymac nam kroku" w sposobie spedzania
wolnego czasu, chodzi o wakacje ale tez o wyjscia do knajp, restauracji. Nagle
sie okazalo, ze nie mozemy znow razem isc do kina/restauracji/itd.
- nasi starzy przyjaciele zaczeli byc zawistni. Komentarze, plotki, docinki
itp. Jestesmy pewni na 100%, ze to jest tylko i wylacznie zwiazane z gruboscia
naszego portfela...dopuki zylismy na tym samym poziomie, nie slyszelismy
zadnych komentow na temat naszych (sic!) wydatkow.

Troche sie w zwiazku z tym odseparowalismy od dawnych przyjaciol i zaczelismy
sie zastanawiac, czy to jest normalna kolej rzeczy?

Inne dochody inni znajomi?

A gdzie zaufanie i bycie "na dobre i na zle" ?
Macie jakies doswiadczenia w tym temacie?
Moze zupelnie odwrotne, czyli typu nagle Wasze dochody spadaja i nie mozecie
juz dluzej uczestniczc w tych samych aktywnosciach, co dawniej, i w zw. z tym
tracicie przyjaciol.


P.S.
ten watek tez zalozylam na f.spoleczenstwo.
    • malakas Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 30.09.08, 23:49
      Im krag, do którego bedziecie aspirowac, ciaśniejszy,
      tym "przyjaciół" mniej. Ci wyżej maja Cie tak samo gdzies jak Ty
      tych juz niżej.
      A prawdziwych poznaje sie w biedzie - podobno :-)

      • vincentyna Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 30.09.08, 23:57
        Ale ja nie pisze o aspiracjach, tylko o aktualnych doswiadczeniach...I wcale
        moich przyjaciol nie mam gdzies, tylko to oni nas odrzucaja.
        A co do biedy, to wlasnie z ta grupa nie jedna biede przeslismy i bylo ok, a
        teraz nagle "niebieda" stanowi problem.
        • lusia501 Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 01.10.08, 00:05
          Albo ludzie Cię lubia albo nie. Pieniądze nie mają raczej znaczenia.
          • vincentyna Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 01.10.08, 00:14
            No pisalam wyraznie, ze to dotyczy przyjaciol od ponad 10 lat i problem pojawil
            sie niedawno i glownie dotyczy, ze oni nie moga z nami gdzies tam isc, bo to
            kosztuje, a my (snoby) mozemy isc gdzie chcemy...
            • alkud wyłącz na chwilę tryb 'klasa wyższa' 01.10.08, 06:58
              > i glownie dotyczy, ze oni nie moga z nami gdzies tam isc, bo to
              > kosztuje, a my (snoby) mozemy isc gdzie chcemy...

              każdy by wkurwu dostał gdyby jakiś znajomy zapraszał do najdroższej knajpy w mieście, i musiałby za to płacić :) wyłącz na chwilę tryb 'klasa wyższa' i idzcie tam gdzie także ich stać

              ISLAM KORAN EUROPA
              religiapokoju.blox.pl/
              • malakas Re: wyłącz na chwilę tryb 'klasa wyższa' 01.10.08, 07:57
                A skoro macie wysokie dochody, to dlaczego nie postawić tzw.
                przyjaciołom rozrywek, w których chcecie razem uczestniczyc. Wam nie
                ubedzie, a oni nie będą zmuszeni goraczkowo obliczac w myslach, ze
                własciwie ich nie stac, że dziecku trzeba buty, ze rata, że
                rachunki. Fundując sobie wydatek ponad stan ich radość ze wspólnego
                wypadu zawsze będzie zmącona, by nie rzec praktycznie unicestwiona.
                Zresztą to i tak na nic, na dłuzszą metę nie wypali. Po pierwsze
                włączy im sie "honor", że niby łaski nie potrzebują, a po drugie i
                wazniejsze - tryb lewicowy, a mianowicie, ze bogacicie sie w sposób
                prózniaczy, wprost kosztem innych (ich między innymi).
                Wy zaś, o ile już to nie nastapiło, zaczniecie uwazać ich za
                nierobów i nieudaczników. Bo przeciez każdy może w zyciu osiągnąc
                sukces, nie?
                • j-k znakomite. 01.10.08, 17:20
                  tak dobrego tekstu dawno nie czytalem :)

                  _______________________________
                  kapitalizm - to sukces.
                  ale i zobowiazanie.
              • nao.nao Re: wyłącz na chwilę tryb 'klasa wyższa' 02.10.08, 22:11
                Popieram!
                Całkiem niedawno mój kochany zagraniczny mąż stwierdził, że Polska to taki fajny
                kraj bo znajomi ze soba trzymają bez względu na grubość portfela, łażą razem,
                dobrze sie bawią i nie patrzą na dochody. Najwidoczniej swoje obserwacje bardzo
                uogólnił, ale fakt faktem, że jeśli wszyscy idą do tych samych knajpek do
                których chodzili na studiach to nikomu nie ciąży piwko za 5pln i nikt nie czuje
                się biedniejszy od reszty.
                To nie jest tak, że znajomi się odwracają ze względu na pieniądze lub ich brak.
                Odsuwają się dopiero gdy zasobność portfela wyznacza charakter spotkań.
            • kretynofil Jest bardzo proste rozwiazanie... 02.10.08, 12:48
              Chodzcie tam, gdzie kiedys, tam gdzie Twoich znajomych bylo stac.

              Proste?

              Jesli jednak tego juz nie potrafisz, to odpowiedz jest prosta. To Ty masz
              problem, nie Twoi znajomi, a Twoj problem nazywa sie nowobogacki snobizm.

              Dziekuje za uwage.
              • mofodogg Re: Jest bardzo proste rozwiazanie... 02.10.08, 14:08
                Najwidoczniej nie moga sie juz pokazywac w kanjpach z plebsem, takim vipom to
                juz nie przystoi!!!
              • fomica Re: Jest bardzo proste rozwiazanie... 02.10.08, 17:04
                To sie nazywa korzystanie z dobrodziejstw posiadania dobrze płatnej pracy.
                Problem w tym, że nigdy nie wiadomo kiedy ci "mniej zarabiający" uznają coś za
                atak na siebie i poczują sie obrażeni.
                Jeden mój znajomy obraził się kiedyś, gdy zaproponowałam żeby dojechac gdzieś
                pociągiem ekspress zamiast pośpiesznym, o połowe dłużej. Powtórzę:
                zaproponowałam, nie zażądałam, nie uparłam się, po prostu padł taki pomysł, a
                facet z przekąsem stwierdza, że "może i dla mnie 20 złotych różnicy to mało, ale
                dla niego dużo". Inna koleżanka zdenerwowała się, gdy zaproponowałam wyjście do
                teatru, na co akurat w danym momencie nie miała pieniędzy (skąd ja mam wiedzieć
                ile i na co ona ma pieniądze? nie mam wglądu na jej konto).
                Teraz powiedz, że używanie pociągów typu ekspress i chodzenie do teatru to
                przejaw snobizmu i nowobogactwa o ja jestem chamidłem, które nie ma taktu i bez
                powodu obraziłam znajomych.
                Jak ktos jest przewrażliwiony i zakompleksiony to nawet o 20 zł potrafi się
                pokłócić. I to jest jego problem, a nie osoby, która pracuje i zarabia.
                • kretynofil Masz troche racji... 03.10.08, 12:32
                  > To sie nazywa korzystanie z dobrodziejstw posiadania dobrze płatnej pracy.

                  Alez oczywiscie, ja nikomu nie zabraniam korzystac z zarobionych pieniedzy.
                  Trzeba jednak sie liczyc z tym, ze nie kazdy zarabia tyle samo - i brac na to
                  poprawke przy uzgadnianiu wspolnych planow.

                  > Jeden mój znajomy obraził się kiedyś, gdy zaproponowałam żeby dojechac gdzieś
                  pociągiem ekspress zamiast pośpiesznym, o połowe dłużej.

                  To przyklad ekstremalny, oczywiscie, a Twoj znajomy pewnie przesadzil. Nie wiem
                  wprawdzie JAK to powiedzialas, w JAKI sposob odnosilas sie wczesniej do tego
                  czlowieka. Przyjme jednak za dobra monete, ze nie zrobilas nic niestosownego.

                  Coz, niektorzy tacy sa - ale z postu autorki watku mozna wywnioskowac, ze ona
                  nie moze juz spedzac ze znajomymi czasu, bo oni nie zgadzaja sie na jej propozycje.

                  To tak jakbys Ty w tamtej sytuacji postanowila jednak pojechac ekspresem, a na
                  forum bys sie zalila ze znajomy sie od Ciebie odsunal, bo zazdrosci Ci pieniedzy
                  a Ty nie mozesz z nim przeciez jezdzic pospiesznym - a przeciez rzeczywistosc
                  bylaby zupelnie inna. Potrafisz to zrozumiec, prawda?

                  > Inna koleżanka zdenerwowała się, gdy zaproponowałam wyjście do teatru

                  No wlasnie - dokladnie to samo. Zareagowala za bardzo, ale gdybys powiedziala
                  wtedy "sorry to w takim razie czesc, bo ja ide do teatru, wiem ze sie
                  umawialismy na wspolny wieczor, no ale wiesz..." to wygladaloby to troche
                  inaczej, prawda?

                  > Teraz powiedz, że używanie pociągów typu ekspress i chodzenie do teatru to
                  przejaw snobizmu i nowobogactwa o ja jestem chamidłem, które nie ma taktu i bez
                  powodu obraziłam znajomych.

                  Nie, nie powiem tego, bo odnosilem sie do postu, ktorego przeslanie bylo
                  zupelnie inne. Ty nie zachowalas sie jak autorka tej dyskusji, wiec nie jestes
                  chamidlem :)

                  > Jak ktos jest przewrażliwiony i zakompleksiony to nawet o 20 zł potrafi się
                  pokłócić. I to jest jego problem, a nie osoby, która pracuje i zarabia.

                  Potrafi - ale oprocz pieniedzy trzeba tez miec klase, a oznacza to tyle, ze nie
                  pozwalasz zeby te pieniadze oddzielily Cie od bliskich Ci ludzi. A to wlasnie
                  spotyka autorke watku.
                  • ca-ti Re: Masz troche racji... 03.10.08, 12:51
                    kretynofil napisał:

                    > oprocz pieniedzy trzeba tez miec klase, a oznacza to tyle, ze nie
                    > pozwalasz zeby te pieniadze oddzielily Cie od bliskich Ci ludzi.


                    A czy nie mając pieniędzy można nie mieć klasy? Można pozwalać aby
                    ich brak oddzielał od innych ludzi? I wtedy to jest w porządku?


                • lolek_do_kfadratu Re: Jest bardzo proste rozwiazanie... 03.10.08, 12:40
                  No tu już chyba problem mają albo twoi znajomi albo ty sama czymś
                  ich uraziłaś wcześniej. Widać, że znajomi już od dłuższego czasu ci
                  zazdrościli i tylko czekali na najgłupszą okazję by "spuścić zawór"
            • edytucha78 Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 02.10.08, 13:23
              A może czasem możecie pójść do knajp do których chodziliście PRZED?
              Rozumiem co piszesz i pewnie faktycznie źle Ci z tym, ale nie
              rozumiem dlaczego tak bardzo musicie zmieniać raptem styl życia...
              głupie docinki ze strony "przyjaciół" bolą, ale może i oni się źle
              czują kiedy Wy wybieracie tylko drogie lokale z jeszcze droższymi
              drinkami...

              Chcą pogodzić wszystkich (choć wiem, ze wszystkim nie da się zrobić
              dobrze), trzeba wybrać kompromis i może spotykać się w domu:)
            • mofodogg Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 02.10.08, 14:06
              "Dopuki" macie kase to sobie korzystajcie z zycia, a moze inne sa jednak powody
              odseparowania:)
            • lukashh80 Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 02.10.08, 16:40
              A to nie możecie chodzić do tych knajp do których chodziliście wcześniej? Na
              które waszych "przyjaciół" również stać? A może w tym snobizmie jednak coś jest?
            • badjuk Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 02.10.08, 22:21
              No jeśli 'wypływasz' przed nimi tak jak na tym forum, to ja się nie dziwię że
              twoi znajomi mają cię dosyć.
              • malakas Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 02.10.08, 22:31
                W ogóle to wiele hałasu o nic. Komu tak naprawde potrzebni sa jacys
                znajomi? Bo moze słowo "przyjaciele" zarezerwujmy jednak dla innych
                relacji. Znajomi to przewaznie zło konieczne, potrzebni o tyle o ile
                chce sie w miarę bezproblemowo funkcjonowac w pewnym ukladze
                zawodowo-towarzyskim, ktory dostarcza przede wszystkim srodków do
                zycia.
                Jezeli juz ktos jest taki towarzyski mocno, to musi sie liczyc z
                tym, że naturalnie funkcjonujace znajomości rodza sie tylko na
                jakims wspólnym gruncie, a im wiecej on aspektów zycia obejmuje
                (wojsko, szkoła) tym zwiazki sa silniejsze.
                Umieraja wraz z przeszczepieniem osobnikow na inny grunt,
                funkcjonuja w sposob kadłubowy, gdy zwornikiem sa jakieś w istocie
                incydentalne formy aktywności, jakies wspólne sporty, hobby,
                wedkowanie i takie tam.
                • turbo_wesz Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 03.10.08, 08:20
                  dobrze powiedziane - w dzisiejszych czasach - dobrobytu - mało osób ma
                  prawdziwych przyjaciół...
            • basia172 Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 03.10.08, 11:53
              Jesli wiesz że przyjaciół nie może byc stac na drogie imprezy to nie proponuj im
              wspólnego spędzania weekendu na Majorce. Nie rozumiem czemu masz im za złe, ze
              nie dotrzymuja wam towarzystwa w drogich restauracjach.
      • haritka Jestem z tej biedniejszej strony 02.10.08, 15:13
        Kochana to normalna kolej rzeczy.
        Mam przyjaciółke Anie i przez zmiane poziomu zycia nasze drogi
        bardzo sie rozeszły( kontakt @mailowy) Mnie po prostu nie było stac
        by wychodzic tak czesto jak ona i w tak drogie miejsca jak ona. To
        samo z wakacjami, czy ciuchowymi zakupami.Całe szczescie ze i Ania
        to zrozumiala i nie obrazila sie na mnie.

        Kilka razy bylam zaproszona na impreze z jej nowym towarzystwem i
        bylo mi naprawde trudno tam wytrzymac i to nie z zazdrosci, ale
        braku tematów do rozmów. Zasoby zmieniaja horyzonty czy sie chce czy
        nie. I nie ma to nic wspolnegoz przyjaznia tylko zwyklym codziennym
        zyciem
    • ca-ti Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 01.10.08, 00:12
      Myślę, że można już zweryfikować powiedzenie, że prawdziwych
      przyjaciół poznaje się w biedzie i mówić, że prawdziwych przyjaciół
      poznaje się wtedy jak nam się zaczyna lepiej powodzić.

      Stereotyp jest taki, że jak ktoś zaczyna się bogacić, to zapomina o
      starych przyjaciołach i to czasem oczywiście jest prawda, ale kto
      wie czy nie częściej dzieje się akurat całkiem odwrotnie.
      Uczucie zawiści u tych, którzy zostali w tyle jest tak silne, że nie
      wahaja się aby docinać swoim przyjaciołom, odwracać się od nich,
      projektujując na nich ów nieszczęsny stereotyp...

      • vincentyna Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 01.10.08, 00:17
        Z tym, ze ja wcale o starych przyjaciolach nie zapominam (bo niby czemu), to
        raczej oni sie separuja...
        I wlasnie na tym polega moj problem, ze moi starzy przyjaciele mnie olali, kiedy
        ja zabiegam o nich.
        • lusia501 Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 01.10.08, 00:35
          Może staliście się nudni dla przyjacół, szczycąc się jedynie swoim bogactwem,
          albo jeszcze gorzej wasze zarobki nie są zą tak wiekie jak je przedstawiacie.
          Znam faceta, który chwalił się kosztami wyjazdu na weekend. Po pół roku
          zapomiał ( wiadomo, kłamstwo ma krótkie nogi) i okazało się, wynajmował pokój za
          u gospoarza za "grosze"
          I co sąszić o takim facecie?
          Szczerość wśród prawdziwych przyjacół, to podstawa.
        • ca-ti Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 01.10.08, 00:51
          vincentyna napisała:

          > Z tym, ze ja wcale o starych przyjaciolach nie zapominam (bo niby
          czemu), to
          > raczej oni sie separuja...
          > I wlasnie na tym polega moj problem, ze moi starzy przyjaciele
          mnie olali, kied
          > y
          > ja zabiegam o nich.


          Ależ doskonale rozumiem co chcesz powiedzieć. Sama mam podobne
          doświadczenia.
          To dotyczy zresztą nie tylko pieniędzy ale i innych atrybutów
          powodzenia: dobry związek, udane dzieci, ciekawa praca, no wszystko
          może być powodem zawiści...

          W biedzie - wbrew pozorom - nie tak trudno o przyjaciół, a
          przynajmniej życzliwe dusze. Człowiek biedny budzi współczucie,
          potrzebę opieki, a nierzadko jest doskonałym "sposobem" na
          dowartościowanie się otoczenia. Można w bardzo prosty sposób poczuć
          się lepiej w dwójnasób ("są biedniejsi ode mnie" oraz "jaki to
          jestem szlachetny, że mu pomagam").
          Ludzie lubią czuć się w porządku, a więc tylko zupełne dranie
          odwracają się od przyjaciela, który popadł w tarapaty.

          Gorzej jak się z biedy i kłopotów podnosimy. Przyjaciele często
          wtedy znikają. A jeśli nie tylko odbijamy się od dna ale zaczynamy
          szybko piąć się w górę, to już przyjaciołom trudno znieść.
          Uważam, że łatwiej ludziom współuczestniczyć z innymi w ich smutku
          niż w ich radości i powodzeniu. Nie wiem czy to ogólnoludzka
          przypadłość, czy tylko - niestety - nasza polska...

          Nie twierdzę, że tak jest zawsze, ale dość często.
          Mnie się to niestety przydarzyło.


          • mruff Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 01.10.08, 08:33
            Skoro tak Wam zależy na starych przyjaciołach to spotykajcie się tak
            jak na dawnej stopie.
            Czy to zaraz musi być restauracja?
            Czy musicie jadać już tylko w dobrych knajpach?

            Starzy znajomi nie sepraują się-to Wy stawiacie wysoko poprzeczkę
            której oni nie są w stanie przeskoczyć, choćby chceili.

            Co do zawiści- z tym osądem byłabym ostrożna, bo stawiaszprzyjaciół
            w świetle ludzi "zazdrośników" i źle życzących.
            A może dla Was są już mniej atrakcyjni? Jako niezaradni życiowo i
            nie umiejący kasy zarobić?

            PS.Przecież możecie zaprosić ich do siebie do domu na kolację:)
            • mozambique Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 01.10.08, 11:42
              no wiesz , mruff, skoro sie ma wysokei dochody to normalen ze na
              łikendowy wypad leci sie na Seszele a nie do jakiegos tam Szczyrku.
              wstyd byłoby gdzie indziej "wiecie, z naszymi dochodami". I potem
              zdziwieni ze inni musza pieniadze na rate kredytu odkłądac .

              zresztą po samym tonie wpisu autorki wątku widac ze im kasa do łba
              strzeliła
              i wcale sie nie dziwię byłym przyjaciołom ze ich unikają
              • mozambique Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 01.10.08, 11:50
                POza tym "

                - nasi starzy przyjaciele nie mogli "dotrzymac nam kroku" - to
                okreslenei które bardzo duzo mówi o vincentynie, wywyższacie sie
                starsznie co innycm moze zwisac i powiewac ale waszych przyjaciól
                boli szczególnei


                - nasi starzy przyjaciele zaczeli byc zawistni. Komentarze, plotki,
                docinki
                itp. Jestesmy pewni na 100%, ze to jest tylko i wylacznie zwiazane z
                gruboscia
                naszego portfela...

                jak widac wasz portfel przesłonił wam cały swiat , ja jednak raczje
                podejrzewac ze te docinki odnosza sie łwoieni do waszmeu systemu
                wartosci i tego ze staliscie sie wąłsnei "chodzącymi portfelami" "
                inni nie moga dotrzymac wam kroku". To wręcz tryska z twojego wpisu

                miałm kiedys takiego znajomego, poprzez "wżenieinie" sie w bardoz
                bogata rodzinę saa stał sie z dnia na dzien bardoz zamożny, i wprost
                nie dało sie z nim wytzrymac , zamiast oczu miał po porstu dwie
                monety Euro ( jak w jednej kreskówce z Kaczorem Donaldem), nie
                potrafił nagel mówic na zaden temat nie majacy związku z
                syskim/kursem walut/kupnem /sprzedażą. Rzyg! . Bez zalu zerwałam z
                nim znajomosc, inni z naszego "towarzystwa" też
              • cwikson Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 03.10.08, 09:33
                Widzisz, nie koniecznie. Jesli ktos byl, ze tak powiem, od urodzenia dobrze ustawiony, to dla niego, rzeczywiscie, weekend w Szczyrku to moze byc cos wyjatkowo nieatrakcyjne. Ale jesli ktos przez wiekszosc zycia nie mogl sobie pozwolic na wyjazdy zagraniczne, a teraz dobrze mu sie wiedzie, to chce z tego skorzystac. I naturalne jest, ze chcialby np. na wakacje zagraniczne (chyba nikt nie neguje, ze dwa tygodnie np. w Grecji to jednak cos atrakcyjniejkszego niz na Helu) pojechac ze znajomymi, czy przyjaciolmi. Znajomych stac tylko na wyjazd, powiedzmy, nad pobliskie jezioro, natomiast ci lepiej ustawieni, moga w koncu zrealizowac swoje np. ciche marzenia o wyjezdzie do dajmy na to Afryki. Na dwa wyjazdy nie maja czasu bo praca nie pozwala. I tu pojawia sie problem. Bo jesli np. jezdzilismy z tymi znajomymi co roku na biwak nad to jezioro, to moze im byc przykro, ze chcemy teraz poleciec sami (ich nie stac) na allinclusiv, bo zawsze o tym marzylismy. I jesli jedna i druga strona nie poradzi sobie z tymi nowymi realiami (ze juz nie zawsze bedziemy mogli robic wszystko wspolnie, bo jednych bedzie stac, zeby realizowac swoje marzenia, a innych nie) to moze to oznaczac koniec, ze tak powiem, zwiazku towarzyskiego.
            • kaa.lka Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 01.10.08, 13:04
              tez tak mysle mruff.
              i jesli juz komentowac..
              z przyjaciolmi sie jest,chyba, w biedzie i nie tej materialnej.
              nie rozwazalabym wiec kto jest :(winny:)tej przyjazni, tylko czy sie
              ja chce kontynuowac w takim ksztalcie w jakim zostala "wykreowana".
              decydujac we wlasnym sumieniu,czy to w ogole jest przyjazn, pytania
              zadawaj tylko tym, ktorych zdecydujesz sie tak nazwac.
              pozdrawiam.
              ka
          • szarylemur Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 01.10.08, 18:32
            'Mnie się to niestety przydarzyło.'

            a to dobre! ;)
            w zwiazku z wnioskami do jakich doszlas - ludzie wola tych, ktorym sie kiepsko
            wiedzie - pokazujesz sie jako swego rodzaju ofiare, liczac na zyczliwosc chyba?

            w temacie: moj pies atakuje tylko wieksze i silniejsze od siebie psy - ambicja
            dominacji. moze u ludzi to atawizm jest jakis?
            a moze zbyt daleko idace porownanie ( moje )?
            • ca-ti Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 01.10.08, 18:46
              szarylemur napisała:

              > 'Mnie się to niestety przydarzyło.'


              Cytujesz najprawdopodobniej mnie, chociaż mogę się mylić, ale niech
              tam...

              >
              > a to dobre! ;)
              > w zwiazku z wnioskami do jakich doszlas - ludzie wola tych, ktorym
              sie kiepsko
              > wiedzie - pokazujesz sie jako swego rodzaju ofiare, liczac na
              zyczliwosc chyba?
              >



              > w temacie: moj pies atakuje tylko wieksze i silniejsze od siebie
              psy - ambicja
              > dominacji. moze u ludzi to atawizm jest jakis?
              > a moze zbyt daleko idace porownanie ( moje )?
              >


              Mówią, że pies upodabnia się do właściciela. Jakieś dalsze
              wnioski?...
              • lusia501 Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 01.10.08, 21:39
                Czytałam niedawno wpis osoby, która slarżyła się,
                że gdy znalazła się w biedzie pozostała całkiem sama.
              • szarylemur Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 02.10.08, 00:50
                'Mówią, że pies upodabnia się do właściciela. Jakieś dalsze
                > wnioski?...'
                och, wiele, ale nie bede sie nimi z toba tutaj dzielic, co na pewno cie ucieszy.
                powiem tylko, ze my oboje, znaczy i ja i moj pies, miewamy dominatorskie zapedy,
                oboje tez i innych rzeczy sie od siebie i ze soba nauczylismy :)

                a poza tym,
                pytam czy nie uwazasz, ze czyjes powodzenie po prostu wyzwala w wiekszosci ludzi
                atawistyczna zazdrosna ambicje maskowana na rozne sposoby? kiedy dochodzi do tej
                ambicji swiadomosc niemoznosci dorownania temu komus, zaczyna sie unikanie,
                wynajdywanie wad tej osoby kompensujace frustracje.
                a jesli dolaczyc jeszcze zawoalowana lub nonszalancka poze ' patrzcie na co mnie
                stac, patrzcie co osiagnelam' w co bardziej ambitnych i zakompleksionych osobach
                zaczyna wrzec.
                nie czytalam calego watku, odpowiadam tylko na post, ktory cytuje.
                ---
                a jesli chodzi o psa:
                moj pies lubi tez wskoczyc na murek i stamtad warczec na duzego psa. a, choc
                pokojowo jest nastawiony do mniejszych, i te potrafi skubnac jesli go
                zdenerwuja. generalnie nienawidzi tez bialych pudelkow i wszelkich bialych
                kudlatych srednich pieskow. i bigli. i bokserow. ale poza tym jest bardzo milym
                i spokojnym psem ;)

                ---
                Joy follows them like a shadow that never leaves them.
                • turbo_wesz Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 03.10.08, 08:25
                  twój pies to rasista :D
    • silny Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 01.10.08, 12:52
      Problemem nie są tyle wasze zarobki co to, że wraz z zarobkami zmieniliście się.
      Jak sama piszesz macie inny "status" a starzy znajomi "nie mogą dotrzymać kroku".
      Gdybyście "pozostali na ziemi" i zachowywali (konsumowali) tak samo jak
      wcześniej, to nie byłoby problemu a zamiast plotek i "zawiści" byłby z ich
      strony respekt.
      Ale "pozostanie na ziemi" przy większej kasie to dla większości ludzi, zwłaszcza
      w tradycyjnie biednej i szpanerskiej Polsce wielka sztuka.
      • ca-ti Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 01.10.08, 14:39
        silny napisał:

        > Problemem nie są tyle wasze zarobki co to, że wraz z zarobkami
        zmieniliście się
        > .
        > Jak sama piszesz macie inny "status" a starzy znajomi "nie mogą
        dotrzymać kroku
        > ".
        > Gdybyście "pozostali na ziemi" i zachowywali (konsumowali) tak
        samo jak
        > wcześniej, to nie byłoby problemu




        Ale dlaczego mieliby konsumować tak jak wcześniej? Co złego jest w
        lepszym mieszkaniu, samochodzie czy wczasach na Seszelach?
        Dlaczego profity z własnej pracy mieliby ukrywać? Żeby nie robić
        przykrości znajomym?
        Czy nie można po powrocie z Seszeli (bogaci) oraz Mazur (biedni)
        usiąść razem i pooglądać zdjęcia stąd i stąd, powspominać?

        Przecież autorka wątku pisze, że zabiega o znajomych, a oni się
        odwrócili. To oni mają więc problem z własnymi emocjami, z zawiścią
        głównie, z chciwością.
        Dlaczego z góry zakładać, że Ci którzy mają mniej pieniędzy są
        bardziej interesujący, szlachetniejsi?
        To nie jest aż takie proste, a ubóstwo to żadna cnota, a często brak
        odwagi, pracowitości, lenistwo intelektualne...

        Powiem tak: idioci bywają w każdej grupie społecznej, wśród
        bogatych, biednych, wykzształconych i nie.
        Jeśli ktoś robi kreskę i ma prosty sposób podziału, a mnie jako
        osobę zamożną wsadziłby od razu do szuflady ze snobami i durniami,
        którzy mają w zamiast źrenic euro, to mu współczuję i nie chciałabym
        go za przyjaciela, bez względu na ilość pieniędzy w jego portfelu.

        Świat jest dużo bardziej skomplikowany, chociaż sporej odwagi
        potrzeba aby to sobie uświadomić.



        a zamiast plotek i "zawiści" byłby z ich
        > strony respekt.
        > Ale "pozostanie na ziemi" przy większej kasie to dla większości
        ludzi, zwłaszcz
        > a
        > w tradycyjnie biednej i szpanerskiej Polsce wielka sztuka.
        • ca-ti Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 01.10.08, 15:12
          W społeczeństwach na wyższym poziomie rozwoju cywilizacyjnego niż
          nasze i innej mentalności, gdzie posiadanie dużych pieniędzy nie
          kojarzy się ludziom bezpośrednio z tym, że ktoś jest złodziejem,
          krętaczem, tylko ma jakiś talent, pasję, jest w czymś dobry,
          pracowity, a za to sowicie wynagradzany, w tych społeczeństawch
          bycie bogatym nie jest podejrzane.
          Majątki budują się tam przez pokolenia, nie bywają zwykle łutem
          szczęścia, efektem chwilej koniunktury, a co za tym idzie, bycie
          bogatym wiąże się z przynależnością do określonej klasy społecznej,
          określonym sposobem bycia, kultury życia.
          Bogaci ludzie zwykle sami nie konsumują tego co mają, tylko
          wspomagają biedniejszych,tworzą miejsca pracy, są mecenasami kultury.

          U nas bogatym się zadrości, tam aspiruje się do tego aby być jednym
          z nich. Ta druga postawa jest i zdrowsza i bardziej racjonalna.
          Niestety jest też trudniejsza. Wymaga wzięcia się za siebie,
          poszukania w sobie talentów, rozwijania ich, wymaga pracowitości,
          wzięcia całkowitej odpowiedzialności za siebie, podjęcia ryzyka.
          Dla wielu łatwiejszą drogą jest spędzanie swojego życia przed
          telewizorem i wygłaszania sądów iż większym respektem darzyliby
          znajomych, którzy ukryliby efekty swojego sukcesu finansowego, tak
          żeby ich nie kłuły w oczy.
          • mozambique Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 01.10.08, 15:45
            co ca-ti . od ciebei tez sie przyjaciele odsuneli ?

            a nowi "przyjaźnią " sie z tobą dopiero od moemntu gdy masz nową
            torebkę Prady ?

            "nas bogatym się zadrości, tam aspiruje się do tego aby być jednym
            > z nich. Ta druga postawa jest i zdrowsza i bardziej racjonalna."
            no jak widac , idelanie pasujesdz na nową przyjaciółke vincentyny,
            tylko dlaczego ona cały czas mysli o dawnych przyjaciołach a nie o
            nowych ? paradoks jakis ?

            ja z kolei przekonałąm sie o jednym - człowiek nie wybaczy drugiemu
            człwoiekowi tego ze ten był kiedys swiadkiem jego klęski ( biedy,
            upadku, kompromitacji). to latego ci nowobogaccy sami odcianja sie
            odawncyh przyjaciól , zeby ie musies ogladac w ich oczach samych
            siebei z okresu "sprzed" , gdy fajnei sie spedzało czas przy nad
            jeziorem, ognisku dyskutując o Kancie a teraz zosatja tylko
            rauty ,kawior i kanty .Nudno troche, co ?
            • mozambique Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 01.10.08, 15:52
              no i moze odkryje dla ciebei jaką Ameryke moze ale wiesz : oprócz
              bogactwa i ubóstwa istnieję jeszce cała, najwieksza strefa srednia (
              zgodnie z krzywą Gausa)

              ty jej nie zauwazasz, dla ciebei ten kto nie jest bogaty to jest
              ubogi czyli patologia , nie znasz innych mozlwosci ? to w sumei mi
              ciebei szkoda ,
              no ale dla mnie nigdy poziom finansowy nie był zadnym wyznacznikiem
              człowieczenstwa

              a jelsi myslisz ze na Zachodzie fortuny rodza sie uczciwa pracą od
              pucybyta do milionera to strasznie naiwna jestes. Sam Rockefeller
              keidys w zartach powiedział ze "pierwszy milion trzeab ukrasc a
              pierwszego wspólnika oszukać".
              • ca-ti mozambique 01.10.08, 17:54
                Chetnie bym z Tobą podyskutowała, gdyby udało Ci się przejść z
                poziomu schematów, stereotypów oraz drobnych złośliwości na poziom
                bardziej merytoryczny...
                Zresztą - może być i nie merytoryczny, ale choćby tylko logiczny...

                Na początek pytanie pod rozwagę: dlaczegóż to według Ciebie nie
                można rozprawiać o Kancie jedząc kawior?
                • kretynofil Hahahaha :) 03.10.08, 12:38
                  > Na początek pytanie pod rozwagę: dlaczegóż to według Ciebie nie można
                  rozprawiać o Kancie jedząc kawior?

                  Mozna. Wypada. Powinno sie. A nawet trzeba - zeby zachowac pozory :) I
                  koniecznie o niesprawiedliwosci spolecznej i glodzie w Afryce :)

                  A czlowiek by wolal pogadac o zasobnosci portfela :)

                  Wiecej dystansu kobieto, zwlaszcza do siebie i zbawiennej roli konsumpcji :)
          • silny Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 01.10.08, 16:01
            ca-ti napisała:

            > U nas bogatym się zadrości,

            Owszem ale również dlatego, bo demonstracyjne obnoszenie się ze swoim bogactwem,
            statusem materialnym, konsumpcją jest w Polsce tak samo obowiązkowe, jak w
            biednych krajach Ameryki. Łacińskiej albo w Rosji.
            Ludzie pozostający „na ziemi“ mimo dużego majątku to w Polsce spora rzadkość. W
            krajach skandynawskich np. to powszechne, że szef jeździ takim samym samochodem
            jak jego pracownicy, mieszka w niewiele większym domu i nie spędza czasu wolnego
            według zasady, im drożej tym lepiej.

            Ale to już zupełnie inna kultura.


        • silny Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 01.10.08, 15:49
          ca-ti napisała:

          > Ale dlaczego mieliby konsumować tak jak wcześniej? Co złego jest w
          > lepszym mieszkaniu, samochodzie czy wczasach na Seszelach?

          Nie ma nic złego ale jeśli konsumpcja i demonstrowanie nowego statusu przybiera
          takie rozmiary, że dawni znajomi „nie mogą dotrzymać kroku“ to raczej oczywiste,
          że znajomi muszą się odwrócić bo nie mają innego wyjścia. Nie mogą przecież
          „dotrzymać kroku“.

          > Dlaczego profity z własnej pracy mieliby ukrywać? Żeby nie robić
          > przykrości znajomym

          Z listu autorki wynika raczej, że nie chodzi tyle o profit, co o status i dużo
          większą konsumpcje.

          > Czy nie można po powrocie z Seszeli (bogaci) oraz Mazur (biedni)
          > usiąść razem i pooglądać zdjęcia stąd i stąd, powspominać?

          Nie, ponieważ taka rewia to szczyt braku taktu wobec uboższych znajomych.



          • mozambique Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 01.10.08, 15:55
            poodbnei jak do umeirającej na raka osoby nie idzie sie w odwiedziny
            do spzitala w najnowszym ciuchu od projektanta i w szałowej
            fryzurze prosto od frzyjera

            kwestia taktu

            ala moze takt to tez nie dotzrymwyanie kroku
          • ca-ti Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 01.10.08, 18:08
            silny napisał:

            > to racz
            > ej oczywiste,
            > że znajomi muszą się odwrócić bo nie mają innego wyjścia. Nie mogą
            przecież
            > „dotrzymać kroku“.


            Ja na to patrze z drugiej strony. Znajomi nie mogą dotrzymać kroku,
            we własnych głowach.
            Tzn. nie mogąc pozbyć się poczucia bycia gorszym, wolą się odwrócić
            a później kisić w żalu, jacy to oni są nieszczęśliwi, a tamci wredni.
            Jeśli pieniądz nie jest wyznacznikiem wartości człowieka, co
            podkreśla na tym forum co druga osoba, to dlaczego ci ubożsi mają
            taki problem z tym, żeby zaakceptować fakt istnienia bogatszych od
            siebie, nawet nowobackich, nawet chełpliwych i pozbawionych taktu?

            Posiadanie pieniędzy samo w sobie nie jest ani dobre, ani złe.
            Dopiero to jaki my sami mamy do tego stosunek, mówi o nas co nieco.
            Chodzi mi zarówno o stosunek do własnych pieniędzy, jak i cudzych.



            >
            > > Dlaczego profity z własnej pracy mieliby ukrywać? Żeby nie robić
            > > przykrości znajomym
            >
            > Z listu autorki wynika raczej, że nie chodzi tyle o profit, co o
            status i dużo
            > większą konsumpcje.
            >

            Według mnie to to samo.


            > > Czy nie można po powrocie z Seszeli (bogaci) oraz Mazur (biedni)
            > > usiąść razem i pooglądać zdjęcia stąd i stąd, powspominać?
            >
            > Nie, ponieważ taka rewia to szczyt braku taktu wobec uboższych
            znajomych.
            >

            Ja tak nie uważam. Oglądałam wiele zdjęć i słuchałam wielu opowieści
            o miejscach, w których nie byłam.

            >
            >
            • silny Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 02.10.08, 09:09
              ca-ti napisała:

              > Ja na to patrze z drugiej strony. Znajomi nie mogą dotrzymać kroku,
              > we własnych głowach.

              A ja patrzę na to, co napisała autorka wątku; że starych przyjaciół
              najzwyczajniej nie stać na dzielenie zamiłowań konsumpcyjnych, które realizuje
              po podniesieniu swego statusu materialnego.

              > Jeśli pieniądz nie jest wyznacznikiem wartości człowieka, co
              > podkreśla na tym forum co druga osoba, to dlaczego ci ubożsi mają
              > taki problem z tym, żeby zaakceptować fakt istnienia bogatszych od
              > siebie, nawet nowobackich, nawet chełpliwych i pozbawionych taktu?

              Biedniejsi nie mają z reguły żadnych problemów z bogatszymi od siebie
              przyjaciółmi, dopóki ci bogatsi nie chełpią się i nie obnoszą ze swoim
              bogactwem. To jest po prostu niesmaczne i nikt nie lubi ludzi niesmacznych i
              pozbawionych taktu.


              > Według mnie to to samo.

              No może według ciebie ale dla sporej części ludzi (zwłaszcza tych naprawdę
              zamożnych) profit i poziom konsumpcji albo status to dwie zupełnie różne rzeczy.
              Gdyby tak nie było to właściciel Ikei, jeden z najbogatszych ludzi na świecie
              nie jeździłby kilkunastoletnim samochodem i nie latał economy class. Ale
              człowiek ma klasę i mimo gigantycznego majątku pozostał z oboma nogami na ziemi.

              • ca-ti Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 02.10.08, 12:13
                silny napisał:

                >
                >
                > Biedniejsi nie mają z reguły żadnych problemów z bogatszymi od
                siebie
                > przyjaciółmi, dopóki ci bogatsi nie chełpią się i nie obnoszą ze
                swoim
                > bogactwem.


                Z mojego doświadczenia i obserwacji wynika coś innego. Ludzie
                biedniejsi ustawiają się na niższej pozycji wobec bogatszych (albo w
                ich mniemamniu bogatszych).Żeby nie generalizować, powiem, że nie
                wszyscy, tylko Ci zakompleksieni.
                A wtedy nawet gdyby ten bogatszy zachowywał sie niczym anioł,
                nieskażony ludzkimi słabościami typu pycha, to i tak nie ma szans. W
                najlepszym wypadku usłyszy, że jemu jest łatwiej być miłym,
                wyluzowanym, mieć klasę itp. bo go na to stać!
                To jest autentyczny przykład z życia.


                To jest po prostu niesmaczne i nikt nie lubi ludzi niesmacznych i
                > pozbawionych taktu.
                >

                To prawda. Ale zauważ jak często można zaobserwować postawę uniżenie-
                wazeliniarską w stosunku do bogatszego, od którego można coś uzyskać.
                To Ci się też wydaje takie szlachetne i na poziomie?
                Wtedy jakoś toleruje się w swoim otoczeniu nawet chama.
                >


                No może według ciebie ale dla sporej części ludzi (zwłaszcza tych
                naprawdę
                > zamożnych) profit i poziom konsumpcji albo status to dwie zupełnie
                różne rzeczy
                > .
                > Gdyby tak nie było to właściciel Ikei, jeden z najbogatszych ludzi
                na świecie
                > nie jeździłby kilkunastoletnim samochodem i nie latał economy
                class. Ale
                > człowiek ma klasę i mimo gigantycznego majątku pozostał z oboma
                nogami na ziemi
                > .
                >

                Znam ludzi z klasą, którzy jeżdżą świetnymi samochodami, nają
                wspniałe domy, domy, podróże i co tam jeszcze chcesz.
                Znam takich, którzy ledwo wytknęli nos biedy lub przecietności i już
                są z nich paniska...

                A tego gościa od Ikei nie znam osobiście, więc nie znam motywów jego
                postępowania. Gdyby podrążyć temat, mogłoby się okazać, że ma
                problem z zaakceptowaniem swojego bogactwa, albo cholera wie co
                jeszcze... Ale to gdybanie, więc nie ma sensu.
                Może też zwyczajnie nie lubi nowych samochodów, bo jest uczulony na
                zapach tapicerki :-))) (też przykład z życia).

                Ja natomiast bardzo lubię nowe samochody, dlatego często je zmieniam.
                Czy to świadczy o tym, że jestem prostaczką? Że nie szanuję ludzi,
                że się wywyższam?
                Są tacy,którzy mają z tym problem, że je zmieniam, ale nie zaprzątam
                tym sobie głowy, bo to ICH PROBLEM.

                Optuję za tym, żeby nie dzielić ludzi w tak prosty sposób: biedny -
                dobry i z klasą, bogaty - cham i prostak.

                • fomica Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 02.10.08, 16:28
                  Dobrze mówisz, cati, mam takie samo zdanie.
                  10 lat temu ze znajomymi z liceum jeździliśmy w góry osobowm pociągiem (bo
                  taniej), spali na podłodze, jedli jakies kluchy z garnka i myli sie w strumyku.
                  Wtedy to była frajda, ale: dzisiaj mam prace, krótki urlop, zarabiam i zmieniłam
                  sposób spędzania wakacji. Gdyby mi ktos zaproponował taki wyjazd dzis, nie
                  przyjęłabym propozycji, zmieniły mi sie potrzeby. Jeżeli ktos z moich znajomych
                  pozostał na etapie "wyjechać za jak najtaniej", "bawić sie za jak najtaniej", to
                  już jego problem, nie mój.
                  Po to codziennie wstaje z łózka i spędzam pół życia w pracy żeby móc na pewne
                  rzeczy sobie pozwolić. Po co mam ukrywac ze wstydem to że za moja prace ktos
                  jest gotów dobrze zapłacić? Nie ma w tym żadnej ostentacji, po prostu swobodne
                  korzystanie z życia. Sa takie rzeczy na które nie stać, np. nie mam wciąż
                  własnego mieszkania. A niektórzy koledzy maja, kupione przez rodziców, otrzymane
                  w spadku itd. Czy z powodu "oni maja a ja nie" mam zerwac wszelkie kontakty i
                  uważać ich za wrogów? Jakie to głupie.
                  Nie ma nic gorszego niż miec zakompleksionych znajomych, którzy wzędzie widza
                  kpine i lekceważenie, nawet tam, gdzie ich nie ma.
                  • ca-ti polskie piekło 02.10.08, 19:35
                    Ten wątek powinien się tak nazywać.
                  • hella_79 Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 02.10.08, 23:23
                    fomica napisał:

                    Jeżeli ktos z moich znajomych
                    > pozostał na etapie "wyjechać za jak najtaniej", "bawić sie za jak najtaniej", t
                    > o
                    > już jego problem, nie mój.
                    >

                    i tu leży pies pogrzebany - Ty nie pojedziesz na najtańszy wyjazd bo masz jakieś tam oczekiwania, ale musisz zrozumieć, ze dla niektórych szukanie najtańszej opcji to po prostu konieczność. i jeżeli któryś ze znajomych ma takie a nie inne podejście, to wiadomo, ze wasze drogi się rozejdą, bo nie będzie go stać na wspólne wypady. i to nie ma nic wspólnego z mentalnością - po prostu, albo są pieniądze, albo ich nie ma. jak mnie nie stać, to nie jadę. koniec, kropka. i to nie ze względu na zazdrość wobec bogatszych znajomych, a ze względu na stan mojego portfela.
                    • fomica Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 03.10.08, 08:20
                      Ty nie pojedziesz na najtańszy wyjazd bo masz jakie
                      > ś tam oczekiwania, ale musisz zrozumieć, ze dla niektórych szukanie najtańszej
                      opcji to po prostu konieczność.

                      To dość oczywiste, czego tu można nie rozumieć? Sama byłam w takiej sytuacji -
                      kilka lat temu.
                      Przeszkadza mi, że niektórzy takie osoby jak ja, cati czy vincentyna wyzywają od
                      snobów, nowobogackich, zadzierających nosa itd. Co za bzdury! Czy mój sposób
                      spędzania wakacji i wolnego czasu ma być uzależniony od zasobności portfela
                      znajomych? Nie mamy i nigdy nie mieliśmy wspólnego gospodarstwa. Mam sie
                      wstydzić że pracuję i zarabiam? Niektórzy w swoim zacietrzewieniu ocierają się o
                      absurd. Mnie tez na wiele rzeczy wciąż nie stać, ale nie uważam że ludzi których
                      stac to snoby i zarozumialcy, tylko dlatego że maja więcej niz ja.
                • silny Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 02.10.08, 18:05
                  ca-ti napisała:


                  > A tego gościa od Ikei nie znam osobiście, więc nie znam motywów jego
                  > postępowania. Gdyby podrążyć temat, mogłoby się okazać, że ma
                  > problem z zaakceptowaniem swojego bogactwa, albo cholera wie co
                  > jeszcze...

                  Nie trzeba wcale gdybać bo nie tylko on ale i bardzo wielu zamożnych ludzi na
                  Zachodzie żyje z zasady bardzo skromnie, szczególnie w Skandynawii ale również w
                  Niemczech, Szwajcarii. Konsumpcja i zamiłowanie do bizantyjskiego przepychu na
                  pokaz to cechy ludzi bogatych na wschodzie, w tym i w Polsce.

                  > Ja natomiast bardzo lubię nowe samochody, dlatego często je
                  > zmieniam. Czy to świadczy o tym, że jestem prostaczką?

                  Niekoniecznie. Świadczy jedynie o tym, że konsumpcja i status odgrywają dla
                  ciebie bardzo ważną rolę i że lubisz to demonstrować otoczeniu.
                  • ca-ti Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 02.10.08, 18:53
                    silny napisał:

                    >>
                    > > Ja natomiast bardzo lubię nowe samochody, dlatego często je
                    > > zmieniam. Czy to świadczy o tym, że jestem prostaczką?
                    >
                    > Niekoniecznie. Świadczy jedynie o tym, że konsumpcja i status
                    odgrywają dla
                    > ciebie bardzo ważną rolę i że lubisz to demonstrować otoczeniu.


                    A skąd Ty wiesz co odgrywa dla mnie jaką rolę? Znasz mnie? Jesteś w
                    mojej głowie?

                    To, że jeżdzę nowym samochodem dla jednych ma jakieś znaczenie, dla
                    innych nie. To co napisałeś o mnie, tak naprawdę świadczy o Tobie
                    samym. Widząc człowieka w nowym samochodzie myślisz sobie, że on
                    lubi demonstrować otoczeniu swój status i bogactwo. Śmieszne.
                    • silny Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 02.10.08, 19:23
                      ca-ti napisała:

                      > A skąd Ty wiesz co odgrywa dla mnie jaką rolę? Znasz mnie? Jesteś w mojej
                      głowie?

                      Właśnie napisałaś, że „bardzo“(!) „lubisz nowe samochody“.
                      Jeśli ktoś “bardzo” coś lubi to z reguły odgrywa to ważną rolę w jego życiu.
                      A tak się składa, że “nowe samochody”, zwłaszcza w Polsce to jeden z
                      podstawowych elementow konspumpcji i statusu. Stąd mój wniosek.

                      O tym, co lubisz poza tym oczywiście nic nie wiem.


                      > To, że jeżdzę nowym samochodem dla jednych ma jakieś znaczenie,
                      > dla innych nie.

                      Tutaj akurat chodziło o to, jakie ma to znaczenie dla ciebie.
                      • ca-ti Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 02.10.08, 19:34
                        silny napisał:

                        > ca-ti napisała:
                        >
                        > > A skąd Ty wiesz co odgrywa dla mnie jaką rolę? Znasz mnie?
                        Jesteś w moje
                        > j
                        > głowie?
                        >
                        > Właśnie napisałaś, że „bardzo“(!) „lubisz nowe samochody̶
                        > 0;.
                        > Jeśli ktoś “bardzo” coś lubi to z reguły odgrywa to ważną rolę w je
                        > go życiu.

                        tu moge się z Toba zgodzić. Jednak te role moga być rózne.


                        > A tak się składa, że “nowe samochody”, zwłaszcza w Polsce to jeden
                        > z
                        > podstawowych elementow konspumpcji i statusu.



                        Nie jestem widać typową przedstawicielką naszego narodu. Ty
                        natomiast tak.



                        Stąd mój wniosek.




                        Wniosek błędny. To że lubię nowe samochody nie znaczy, że lubię się
                        nimi chwalić, tylko lubię nimi jeździć. Nie wpadłeś na to, niestety.
                        Bo widzisz samochód to taka maszyna służąca do przemieszczania się.
                        Natomiast nowy samochod oprócz walorów estetycznych, posiada również
                        tę niezaprzeczalna zaletę, że się nie psuje.
                        Niektórzy - jak Ty - lokują w nim swoje ambicje, a i kompleksy
                        nierzadko. Ale - powtarzam - to ich (Twój) problem.


                        >
                        >
                        >
                        >
                        >

                    • hella_79 Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 02.10.08, 23:26
                      ca-ti napisała:


                      >
                      > To, że jeżdzę nowym samochodem dla jednych ma jakieś znaczenie, dla
                      > innych nie. To co napisałeś o mnie, tak naprawdę świadczy o Tobie
                      > samym. Widząc człowieka w nowym samochodzie myślisz sobie, że on
                      > lubi demonstrować otoczeniu swój status i bogactwo. Śmieszne.

                      gdyby konsumpcja i status nie miały dla Ciebie znaczenia, to byś miała w dupie czy samochód ma 3 lata czy 10, grunt, zeby jeździł i był wygodny.
                      • gadery Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 03.10.08, 10:04
                        > czy samochód ma 3 lata czy 10, grunt, zeby jeździł i był wygodny.
                        To się łatwo pisze. Sam się teraz rozglądam za samochodem. Zależy mi
                        między innymi na tym co i Tobie, czyli aby samochód jeździł (i to
                        nie do i z naprawy) i był wygodny. Dodatkowo zależy mi na
                        bezpieczeństwie (poduszki, kutyny, bezwypadkowy najlepiej ncap 4-5
                        gwiazdek). I co się okazało? Kupienie samochodu za rozsądną cenę,
                        który spełnia te kryteria (zwłaszcza bezwypadkowość) jest bardzo
                        trudne. W efekcie zacząłem się zastanawiać nad nówką. Właśnie
                        dlatego, że:
                        a) ma gwarancję,
                        b) mam pewność, że nie był bity (jak się słyszy jak się naprawia
                        samochody które powinno się zezłomować to włos staje na głowie) oraz
                        np nie wyłączono poduszek.
                        Gdyby w Polsce tak nie oszukiwano na samochodach to pewnie kupiłbym
                        używany, a tak to niestety jak człowiek chce mieć pewność to musi
                        kupić nowy. Dla mnie to nie jest snobizm tylko pewność, że z
                        ewentualnego wypadku wyjdę żywy.
                        • malakas Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 03.10.08, 10:07
                          gadery napisał:

                          > Dla mnie to nie jest snobizm tylko pewność, że z
                          > ewentualnego wypadku wyjdę żywy.

                          Na pewno to sie leży w trumnie
                        • ca-ti Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 03.10.08, 12:14
                          gadery napisał:

                          > jak człowiek chce mieć pewność to musi
                          > kupić nowy. Dla mnie to nie jest snobizm tylko pewność, że z
                          > ewentualnego wypadku wyjdę żywy.

                          Tego aspektu, o którym wspominasz nikt tu nie bierze pod uwagę,
                          sugerując posiadaczom nowych samochodów ( i nie tylko) posiadanie
                          również dolarów w oczach.


                          • kretynofil Cati, puknij sie w ten pusty leb... 03.10.08, 12:50
                            Jezu, jak ja mam dosyc tego zarozumialstwa nowobogackiej holoty...

                            Zwroc uwage, pani "madra", ze projektujesz swoje wady i swoje kompleksy na ludzi
                            ubozszych od Ciebie.

                            Piszesz, ze oni, patrzac na Twoj samochod, widza tylko nowobogackiego chama,
                            ktory nimi gardzi. Twierdzisz ze przypisuja Ci cechy, ktorych wcale, nic a nic
                            nie masz. Piszesz ze ta ich projekcja wlasnych kompleksow na Ciebie jest
                            niesprawiedliwa i Cie obraza.

                            Ladnie sobie to poukladalas.

                            Problem w tym, ze Ty sama takiej projekcji sie dopuszczasz, sama rozgrzewasz to
                            polskie pieklo, ZAKLADAJAC ze ktos, kto nie ma nowego samochodu patrzy na Ciebie
                            jak na nowobogackiego chama.

                            Dlaczego tak uwazasz? Z czego Ci to wyszlo? Na jakiej podstawie dokonalas takiej
                            oceny?

                            Mysle ze znam odpowiedz - Ty po prostu MUSISZ tak myslec. Dla Ciebie zawisc
                            maluczkich, niechec plebsu do Twojego "bogactwa" jest konieczna dla lepszego
                            samopoczucia. Wywyzszanie sie nad ich "polskie piekielko" jest dla Ciebie sensem
                            spelnienia.

                            No i jeszcze to uwielbienie dla nowych samochodow - wybacz, to typowo polska
                            religia.

                            I wlasnie przez takich jak Ty, w ktorych otoczeniu nie potrafilem sie odnalezc,
                            wyjechalem z Polski. Kazdy taki watek na forum utwierdza mnie w przekonaniu ze
                            dobrze zrobilem.

                            Mimo wszystko pozdrawiam i zycze milego zycia w oblezonej twierdzy "skromnego i
                            inteligentnego bogacza" :))))
            • hella_79 Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 02.10.08, 23:19
              ca-ti napisała:


              > Ja na to patrze z drugiej strony. Znajomi nie mogą dotrzymać kroku,
              > we własnych głowach.
              > Tzn. nie mogąc pozbyć się poczucia bycia gorszym, wolą się odwrócić
              > a później kisić w żalu, jacy to oni są nieszczęśliwi, a tamci wredni.
              >

              a mieści ci się w głowie, ze po prostu nie mogą dotrzymac kroku finansowo? że ich na pewne rzeczy nie stać? i ze na dłuzszą metę się ich drogi rozchodzą, bo brak wspólnych wypadów, brak wspólnych wspomnień - to wszystko powoduje, ze wiezy między ludźmi sie rozluźniają.

              z Twoich postwó ca-ti wyłania się obraz kogoś, kto ma dość ograniczony sposób postrzegania świata (szczególnie od strony materialnej) zrozum, że pieniadze sa barierą nie do przeskoczenia - jeżeli ich jest za mało na pewne sprawy, to po prostu się pewnych rzeczy nie robi/nie kupuje a wymaganie od osób będących na wyższej stopie "dotrzymania kroku" jest zdecydoanie nie na miejscu.
      • mekonly Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 02.10.08, 16:54
        Skoro przyjaciele sprawdzili sie niezawodnie przez 10 lat to
        dlaczego nie wpadliscie na pomysl zeby im pomoc, zeby dzwigneli sie
        do Waszego stanu portfela ? tak rozumiem przyjazn na dobre i na zle.
    • facettt nowe zarobki, nowi znajomi! 01.10.08, 14:54
      przyjaciele sie nie zmieniaja
      zmieniaja sie znajomi.

      nie udawaj, ze nie wiesz, gdzie zyjesz.
      • idac_swoja_droga Re: nowe zarobki, nowi znajomi! 01.10.08, 16:01
        U mnie jest sytuacja z kolei pochodną twojej sytuacji. Mieszkam od
        kilku lat w UK. Akurat tak się ułożyło że mam też własną firmę.
        Pracowaliśmy cięzko na nią i też teraz to procentuje.
        W UK jesli chodzi o rodaków to oni mieszkaja przeważnie na kupie ze
        współlokatorami, odznacza ich nie normalne (powtarzam nie normalne)
        zycie, ale minimalizm, oszczędzactwo. I tak obstawiam jest z 80%
        ludzi.
        My z kolei żyjemy normalnie. Mieszkamy z dzieckiem. Mamy ładny dom z
        ogrodem. I cały czas tak naprawdę przydaliby się ludzie wlasnie z
        dzieckiem, by maluchy sie mogly pobawic. I tu np. mamy problem jak
        znalezc "ludzi na pewnym, normalnym" poziomie.
        A niestety ludzie robią gały w domu i to nad odstrasza do
        przyprowadzania. Nie ze chce sie chwalic ale przykladowo wezmy
        salon. Stoi TV Full HD 52 cale, ok. 500plyt DVD, kino domowe i blu
        ray, nagrywarka, dwa dekodery o laptopie nie wspomnę. W domu mamy
        troche sprzetu.
        I moze to dziwne ale takie coś peszy nas, a i pewnie goście sobie
        swoje mysleli "jak to im sie powodzi". Nie mamy zamiaru tez ciagle
        tlumaczyc ze na to pracowalismy, ze nie oszczedzamy do granic
        mozliwosci itp. A niestety plotki się rozchodzą. Ludzi zaufanych
        mozna policzyc u nas na palcach jednej ręki.
        Celowo np. nie zmienialismy nigdy samochodu by w pracy nie rzucalo
        sie w oczy jak to sie powodzi. A dodam ze czesto łatwo nie jest.

        Nie dziwie sie zalozycielce postu. Z jednej strony dlaczego ma
        równać w doł. I tu wina lezy nie u niej , ale jej znajomych. Czy to
        jej wina ze oni nie zarabiaja na wyzszym poziomie? Mozna wyjsc i ze
        znajomymi i bez nich.
        Skoro pracowałas ciezko to teraz zbieraj tego owoce. A jak komus
        słoma wychodzi to niech spada.
        • facettt rozumiem to :) 01.10.08, 16:39
          az zanadto dobrze.
          tym niemniej:

          przyjaciele ze zmiana statusu sie nie zmieniaja
          a znajomi - i owszem :)
        • mruff Re: nowe zarobki, nowi znajomi! 02.10.08, 09:03
          idac_swoja_droga napisał:

          > I cały czas tak naprawdę przydaliby się ludzie wlasnie z
          > dzieckiem, by maluchy sie mogly pobawic. I tu np. mamy problem jak
          > znalezc "ludzi na pewnym, normalnym" poziomie.
          Najpierw zdefiniuj słowo "normalny poziom" bo wg mnie mylisz
          pojęcia. Szukacie ludzi o podobnym stanie majątkowym.

          > Nie dziwie sie zalozycielce postu. Z jednej strony dlaczego ma
          > równać w doł. I tu wina lezy nie u niej , ale jej znajomych. Czy
          to
          > jej wina ze oni nie zarabiaja na wyzszym poziomie?

          Kto mówi o równaniu w dół? Czy spędzanie czasu w domu, przy sałatce
          i winie za 20 zł to jakiś dół lub grzach bogacza? Podniebienie mu
          się zmieniło i go podrażni? Język zesztywnieje od wina?

          Z pewnością trudniej jest o przyjaźń ludzi w bardzo skrajnych
          sytuacjach życiowych bo różnią nas problemy.
          Mam przyjaciela w dużo gorszej sytuacji finansowej i zdrowotnej ode
          mnie, ale jeśli chcę by do mnie przyjechał(300km) to mu to ułatwiam.
          Nie idziemy wtedy do restauracji na obiad tylko gotuję w domu, nie
          planuję wypadów w drogie miejsca.Po prostu spędzamy czas ze sobą i
          nie możemy nagadać się. A u niego w domu cieszę się z mielonego na
          talerzu bo jem w towarzystwie przyjaciela.

          Dużo jeżdżę w góry i mimo,że stać mnie na "wypasione" noclegi to
          sypiam w chatce górskiej bez wody i prądu, bo są fajniejsi ludzie i
          nie ma rozmów o wysokości zarobków,o stanowiskach,o nowych
          krewetkach sprowadzanych z Pekinu, o dachówce itd.Rozmawiamy,
          cieszymy się sobą, pieczemy chleb z serem na starej kuchni.
          Jak zapraszam do siebie to robię coś smacznego ale bez "kosmosu" by
          nie wpędzać przyjaciół w zakłopotanie/kompleksy.

          Jak zależy nam na człowieku to dopasowujemy się do jego możliwości.
          • silny Re: nowe zarobki, nowi znajomi! 02.10.08, 09:11
            mruff napisała:

            > Dużo jeżdżę w góry i mimo,że stać mnie na "wypasione" noclegi to
            > sypiam w chatce górskiej bez wody i prądu, bo są fajniejsi ludzie i
            > nie ma rozmów o wysokości zarobków,o stanowiskach,o nowych
            > krewetkach sprowadzanych z Pekinu, o dachówce itd.Rozmawiamy,
            > cieszymy się sobą, pieczemy chleb z serem na starej kuchni.

            Mógłbym o sobie napisać to samo.
            • mozambique Re: nowe zarobki, nowi znajomi! 02.10.08, 12:55
              mrufff, to wlasnie miałam na mysli

              oby wiećej było takich ludzi wokół mnie ,zamoznych ale z mózgiem na
              swoim miejscu

              a ser jaki > żołty ? biały , owczy ? kozi?
              bo nigdy nie próbowałam
              • mruff Re: nowe zarobki, nowi znajomi! 02.10.08, 12:58
                mozambique napisała:

                > a ser jaki > żołty ? biały , owczy ? kozi?
                > bo nigdy nie próbowałam
                żółty, całodzienny z kanapek których nie zjadłam na szlaku :)))
              • mozambique Re: nowe zarobki, nowi znajomi! 02.10.08, 13:01
                kurcze włąsnie sobei uzmysłowiłam ze bede miała dzis w domu
                gosci , cholernie zamoznych przyjaciól zza granicy ( kilka
                prywatnych klinik)
                i podam im sałatke, żólty ser , pieczone paróweczki i wino za 23zł
                do tego muzyka z radyjka bo dopiero odkałdam "na full wypas kino
                domowe rozmiaru XXXXXLLLLLLLL kwadro-stereło-hifi"

                i oni bardzo sie z tego ucieszą, i bedą wcinać i oblizywac palce

                i dlatego wciaz jestesmy przyjaciółmi
          • idac_swoja_droga Re: nowe zarobki, nowi znajomi! 02.10.08, 19:23
            > I cały czas tak naprawdę przydaliby się ludzie wlasnie z
            > dzieckiem, by maluchy sie mogly pobawic. I tu np. mamy problem jak
            > znalezc "ludzi na pewnym, normalnym" poziomie.
            >Najpierw zdefiniuj słowo "normalny poziom" bo wg mnie mylisz
            >pojęcia. Szukacie ludzi o podobnym stanie majątkowym.

            Normalny poziom? Proszę, dzien dobry, przepraszam. I żeby ktos
            przyjmował to co zobaczy u mnie w domu normalnie, a nie myslał ze
            trafił na Rockefellerów. Zeby ich twarz nie pokazywała ze nagle
            złapali dystans. Zeby naturalną reakcją było normalne zachowanie a
            nie jakies "napięcie".
            Tak jak pisałem znalezc rodaków mieszkających tylko - mąż, żona i
            dzieci bez współlokatorów ciezko. A tacy wystarczą (oczywiscie nie
            jakies pijanstwo i dragi).
    • mrsnice Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 01.10.08, 21:57
      dopuki zylismy na tym samym poziomie, nie slyszelismy
      > zadnych komentow na temat naszych (sic!) wydatkow.

      dopuki, komenty... chyba wasz status majątkowy, nie idzie w parze z
      wykształceniem...
      A tak serio, ludzie czują się źle, kiedy widzą, że innym się udaje.
      Od razu mają doła, że są do niczego. Więc po co spotykać się z
      ludźmi, gdzie po spotkaniu człowiek sam siebie nie lubi i ma do
      siebie żale i pretensje? Lepiej spotkać się z "bidą", wtedy można
      sobie powiedzieć: "jestem gościu, mam LCD 42'! A oni lecą na 10
      letnim, kineskopowym czymśtam. Mam dwa pokoje, całe 39 metrów (nie w
      kredycie!). A oni w tym Lądku na 12 metrach w pięcioro!
      No po co się stresować, jak można się czuć zwycięzcą pełną gębą!
      • aniakl.4 Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 01.10.08, 22:11
        nawet nie o pieniazkach mozna przytaczac przyklady dla zroznicowania
        sie ja pokaze wam przyklad pieknego ogrodu jaki prowadzi moj maz z
        duma mozemy powiedziec ze jest u nas pieknie i wiele osob pyta co to
        za ogrodnik u nas pracuje moj maz z duma odpowiada ze to on sam a
        moja bliska znajoma pada ze zlosci coz jej maz tylko lezay
        popoludniami a ona sama sie tylko kraczy w kuchni rezultaty mamy
        nie wspomne ze i ja wstaje codziennie rano do pracy kiedy inni spia
        do poludnia i ciagle zmeczeni i z bolami glowy .....przykladow
        pojawi sie tutaj wiele zapewne ale co do pieniedzy to i ja nie
        mowie prawdy znjomym po co mam slyszec jeszcze wiecej uwag a
        niektorych ciekawskich poprostu nie wpuszczam za prog wiecie co
        ostanio odkrylam super naprawde super jak sie ma sporo kasy
        zaoferujcie sobie masaz relaksujacy w odpowiedniej atmosferze
        trwajacy cale popoludnie ale tak powaznie nie przyznajcie sie
        znajomym :)dbajcie o swoje rodziny to nawazniejsze ja z moim mezem
        bawie sie swietnie i nie wyobrazam sobie innych osob na wakacjach
        zreszta niezobowiazujacych
        znjomych milych grzecznych zawsze mozna spotkac pozdrawiam i bawcie
        jak mozecie
        • sbelatka Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 01.10.08, 23:15
          a prawda i tak jak zwykle leży sobie gdzies po środku..

          a zmiana.. pociąga za soba inna zmiane.. i ta kolejna zmianę..
          opieranie się temu prawu - może co najwyżej sprawic, ze człek
          zacznie sie czuć sfrustrowany... bo sie nie da utrzymać - chyba
          niczego - bez ruchu..i w bezruchu

      • pancwynar Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 03.10.08, 10:36
        mrsnice napisała:

        [...]
        > A tak serio, ludzie czują się źle, kiedy widzą, że innym się
        udaje.
        > Od razu mają doła, że są do niczego. Więc po co spotykać się z
        > ludźmi, gdzie po spotkaniu człowiek sam siebie nie lubi i ma do
        > siebie żale i pretensje? [itd....]

        Któtko? Głupoty gadasz.
        Albo masz nieszczęście spotykać się z takimi ludźmi.
        Mam grona fantastycznych znajomych (podkreślam- znajomych; nie
        przyjaciół). Razem jesteśmy ze sobą od początku studiów.
        Zaczynaliśmy mniej więcej z tego samego poziomu materialnego. Teraz
        jest w tow. dyrektor, własciciel firmy, stomatolog, własciciel
        apteki, ale i biurwa, pracownik najemny u prywaciarza, sprzedawca,
        tramp - obieżyświat itd. itp.
        Oczywiście część odeszła, doszła nowa, ale trzon się nie zmienia od -
        nastu (niedługo -dziestu) lat.
        Oczywiście zdarzają się scysje, obrażenia, jak między ludźmi,
        niektórych lubi się bardziej etc., ale nie zauważyłem, żeby ktoś
        miał problem, że tak zróżnicowaliśmy się materialnie.
        Ja na pewno nie mam. A jestem z 'podgrupy' biednieszej.
        I wiem, i widzę ile wysiłku czasu i nerwów kosztuje moich znajomych
        dążenie do poprawienia swojego materialnego statusu.
        I jedyne myśli jakie mam związku z tym to szacunek dla ich wysiłku i
        niekiedy sugestię, (gdy np. nie pojawiają się z braku czasu na kilku
        z rzędu spotkaniach/imprezach) aby trochę zwolnili bo skończą z
        wrzodami i nerwicą (jeden ze znajomych już z tym walczy, a 30.
        dopiero stuknęła).
        Nie jest dla mnie problemem, że niektórzy co kwartał wyrywają się na
        jakieś wojarze zagraniczne albo po raz kolejny zmieniają wystrój i
        osprzęt mieszkania.
        Ważniejsze, że na koniec zapraszają nas wszystkich do siebie, każdy
        przychodzi z tym na co ma ochotę (soczek, piwo, wino - czasami
        składniki i wspólne gotowanie jakiegoś mniej lub b. wydumanego
        przysmaku) i siadamy przy 46" FullHD z pad'ami od XBoxa/PS3,
        dziewczyny w dugim pokoju plotkują, a na koniec wszyscy zbieramy się
        w jedny pomieszczeniu przy stole i gadamy równie swobodnie i
        szczerze jak 10. lat wczesniej.
        Ale to sprawy drugorzędne.
        Najważniejsze jest to, że dzięki nim nauczyłem się b. dużo o tym jak
        należy postrzegać ludzi, do czego przywiązywac wagę, a co pomijać.
        A przede wszystkim fantastycznie spędzać czas wolny.
    • psychoguru Analiza spoleczna 02.10.08, 09:09
      Temat jak widac mocno dzieli co jest
      wynikiem tego ze spotyka sie sytuacje
      w obu kierunkach emocjonalnych: puszenie sie
      zamoznych i zawisc ubogich. Moze nie zawsze
      w skrajnych wydaniach ale mieszanki takich
      emocji sa raczej nieuniknione ze wzgledu na
      ogromny wplyw wzorcow dobr materialnych (czy
      szerzej mowiac zewnetrznych, takich jak
      budowa ciala) na emocje ludzi. Ludzie tez
      czesto racjonalizuja zle emocje negatywnymi
      stereotypami: bogaty to zlodziej, biedny to
      leniwy itd.

      Do tej sprawy trzeba podejsc rozsadnie. Jest
      normalne ze stosunki towarzyskie czy
      przyjacielskie w zyciu sie zmieniaja. Na
      przyklad ktos mial przyjaciela z mlodosci
      ktory poprzestal na wyksztalceniu
      podstawowym i pracuje jako pomocnik malarza
      a po pracy ciagnie browar podczas gdy
      przyjaciel wyksztalcil sie i jest np.
      lekarzem medycyny. Obie te osoby zyja wiec w
      roznych swiatach pojeciowych i trudno
      wymagac zeby sie przyjaznily (choc nie jest
      to wykluczone bo moze je laczyc zamilowanie
      do browaru:). Tak samo jest z zamoznymi,
      sposob spedzania czasu i krag ludzi zalezy
      od kasy. Na przyklad ktos jest zamoznym
      przedsiebiorca wiec nalezy do klubu
      golfowego, jezdzi konno, bierze udzial w
      przyjeciach a wakacje spedza w luksusowych
      osrodkach. Sila rzeczy zmienia sie krag
      ludzi i nawiazuja sie nowe kolka towarzyskie
      ii przyjaznie. Trudno wymagac by zyl stylem
      ludzi bez kasy.

      Zeby uniknac w tej dziedzinie nieporozumien
      ze starymi kregami "biednych zwyczajniakow"
      najlepsze jest chyba jednak poczucie humoru
      i wprowadzenie elementow otwartosci i
      przejrzystosci czyli swojego rodzaju
      spoleczna terapia majaca na celu
      umozliwienie ludziom "wyplucia" emocji a co
      najmniej nie robienia z nich tabu. Polega to
      na stwarzaniu okazji do szczerych rozmow
      wykazujacych nasza empatie i zrozumienie
      sytuacji przez co zacheca sie druga strone
      do "wypluwania" swoich emocji. Trudno podac
      dokladne recepty ale byloby to cos co
      pozwala na zlikwidowanie poziomu napiecia
      wynikajacego ze skrywania prawdziwych uczuc
      i falszywosci. Czyli cos w rodzaju "nie wiem
      jak bym reagowal jak bym to nie ja mial tyle
      kasy haha" czy "wiadomo ze jak sa duze
      roznice kasowe to moga powstawac napiecia bo
      ludzie zaczynaja sie oceniac przez nie i
      powstaja zle emocje oraz plotki" i tak
      dalej.
      • vincentyna Re: Analiza spoleczna 02.10.08, 23:50
        Psycho...
        Twoja odpowiedz jest super, niestety, zastosowanie je w zyciu bedzie
        trudnejsdze, ale moze dzieki Tobie sie na to zdecydujemy
    • mordaprostaczek źle zdiagnozowalas problem 02.10.08, 12:34
      miałem taką, może nie przyjaciółkę, ale znajomą
      jak dostała skrzydeł, wszyscy się cieszyli
      cóż, szybko okazało się, że np. podczas przypadkowych spotkań w knajpach nie
      odpowiada nawet na dzień dobry (nienachalne) , jesli ktoś nie był z jej sfery

      mysle że źle zdiagnozowalas problem
      problemem nie są róznice w zarobkach

      te roznice tylko problem obnażyły, ale sprawa jest głębsza
      • mruff Re: źle zdiagnozowalas problem 02.10.08, 12:49
        mordaprostaczek napisała:

        > te roznice tylko problem obnażyły, ale sprawa jest głębsza

        E tam głębsza- stereotypy.
        Temat rozwinął się bo powstały tu głosy,że na poziomie są tylko
        ludzie z kasą w portfelu, a reszta,to nieroby, lenie, nieudacznicy,
        zazdrośnicy i zakompleksieni ludkowie.
    • 363636r Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 02.10.08, 12:51
      Proza życia.Też mamy znajomych dużo majętniejszych niż my i możemy owszem
      odwiedzać się nawet dość często, robić wypady na łono natury itp.Niestety
      wspólne wakacje, dłuższe wyjazdy czy wypady w miasto odpadają.Nie stać nas po
      prostu na podobny sposób wydawania pieniędzy.Myślę, że byłoby to dla wszystkich
      niezręczne i krępujące.Pewnie chcieliby stawiać a przyjmowanie takich podarków
      nie jest przyjemne a gdybym raz czy drugi pozwolił sobie na dotrzymanie im kroku
      to przez resztę miesiąca musiałbym z rodziną jeść tynk ze ściany.
      Nie zazdroszczę im jednak, nie czuję zawiści, nie plotkuję.Przeciwnie-zawsze i
      wszędzie powtarzam, że do wszystkiego doszli uczciwą pracą i wielkim
      zaangażowaniem.Nie zmienia to jednak faktu, iż nie możemy spędzać razem bardzo
      wielu chwil.Proza życia.
    • maryko.m Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 02.10.08, 13:15
      Jestem "średniakiem" i mam w rodzinie (całkiem bliskiej) takich "bogaczy", którzy dorobili się, bo w odpowiedniej chwili dostali od rodziców duże wsparcie finansowe plus kontakty biznesowe. Potem, oczywiście, włożyli też wiele własnej pracy.

      Widujemy się raz-dwa razy do roku np. podczas świąt, które ze względu na całokształt dla mnie zawsze są popsute. Tym ludziom pieniądze wychodzą uszami! Nie ma z nimi normalnej, neutralnej rozmowy! Jest rozmowa wyłącznie o wydawaniu pieniędzy: jaką wypasioną furę kupili tym razem, na jakie drogie zagraniczne wakacje jadą w tym roku, do jakiej prywatnej szkoły posłali dziecko w tym roku, później szczegółowe opowieści o ich pozazawodowych rozrywkach: nowa strzelba, nowe meble, aerobik 5 razy dziennie, nowy ogród, nowy dom (dodam złośliwie: nowy biust i nowa twarz). Hasło: NOWE i DROGIE. A na koniec spotkania opowieść o tym, ile ich nastoletnia pociecha wydaje miesięcznie na benzynę (tyle, ile ja razem na dwa kredyty i jedzonko). To w zasadzie nie jest rozmowa, ale monolog przerywany od czasu do czasu naszymi pytaniami.

      To są niewątpliwie mili ludzie, pan domu jest zdolny i pracowity, życzę im wszystkiego najlepszego, ale NIE CIERPIĘ się z nimi spotykać!

      Ach - oni jak zapraszają na obiad, to nie zapraszają do siebie do domu (pani domu nie gotuje), ale do pobliskiej modnej i piekielnie drogiej restauracji.Oczywiście, lepiej bym się czuła pijąc lurowatą kawę u nich w domu z suchymi krakersami na dokładkę.

      Zawiść - no nie wiem. Mam ciekawy zawód, ciekawą pracę, własne mieszkanie, dobry gust (w przeciwieństwie do niektórych),wyjeżdżam na wakacje, chodzę do kina, teatru,knajp, uprawiam sporty, czytam książki, interesuję się polityką, nauką. A nasi rodzinni "bogacze" interesują się wyłącznie wydawaniem pieniędzy. Niewiele mamy wspólnego ze sobą, ot, co. Na każdym takim spotkaniu czuję się, jak straszliwie ubogi krewny zepchnięty gdzieś w kąt.
      • kotdachowy Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 02.10.08, 13:18
        Moze zafunduj im wycieszke, knajpe itp. czy to takie trudne zaplacic za kogos?
      • ca-ti Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 02.10.08, 13:55
        maryko.m napisała:

        >
        >
        > To są niewątpliwie mili ludzie, pan domu jest zdolny i pracowity,
        życzę im wszy
        > stkiego najlepszego, ale NIE CIERPIĘ się z nimi spotykać!



        Nie rozumiem w takim razie PO CO się z nimi spotykasz, skoro tak
        tego nie cierpisz?
        >

        > Ach - oni jak zapraszają na obiad, to nie zapraszają do siebie do
        domu (pani do
        > mu nie gotuje), ale do pobliskiej modnej i piekielnie drogiej
        restauracji.Oczy
        > wiście, lepiej bym się czuła pijąc lurowatą kawę u nich w domu z
        suchymi kraker
        > sami na dokładkę.
        >

        Zupełnie nie mogę pojąć dlaczego. Ktoś Ci funduje pyszne jedzenie, a
        Ty wolisz lurę i krakersy? I twierdzisz, że to nie zawiść? W takim
        razie masochistką jesteś?
        A nie potrafisz przyjąć tego jako daru od nich - to wbrew pozorom
        duża sztuka umieć coś przyjąć z wdzięcznością.
        Albo się nie spotykać, jak napisałam wyżej. Byłoby uczciwiej niż
        jeść za czyjeś pieniądze i nie znosić go.


        > Zawiść - no nie wiem. Mam ciekawy zawód, ciekawą pracę, własne
        mieszkanie, dobr
        > y gust (w przeciwieństwie do niektórych),wyjeżdżam na wakacje,
        chodzę do kina,
        > teatru,knajp, uprawiam sporty, czytam książki, interesuję się
        polityką, nauką.
        > A nasi rodzinni "bogacze" interesują się wyłącznie wydawaniem
        pieniędzy. Niew
        > iele mamy wspólnego ze sobą, ot, co. Na każdym takim spotkaniu
        czuję się, jak s
        > traszliwie ubogi krewny zepchnięty gdzieś w kąt.


        Sama odpowiadasz za to jak się czujesz.
        • mozambique Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 02.10.08, 14:25
          Zupełnie nie mogę pojąć dlaczego. Ktoś Ci funduje pyszne jedzenie, a
          Ty wolisz lurę i krakersy? I

          jak widac , dobra materialne ( pyszne jedzenie) nie kazdemu
          przysłaniają siwat

          lepsza kromka chleba w miłej atmosferze niz marcepany w nielubianym
          toarzystwie
          • ca-ti Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 02.10.08, 14:33
            mozambique napisała:

            > Zupełnie nie mogę pojąć dlaczego. Ktoś Ci funduje pyszne jedzenie,
            a
            > Ty wolisz lurę i krakersy? I
            >
            > jak widac , dobra materialne ( pyszne jedzenie) nie kazdemu
            > przysłaniają siwat
            >
            > lepsza kromka chleba w miłej atmosferze niz marcepany w
            nielubianym
            > toarzystwie


            Wyjściem jest nie utrzymywanie kontaktów z kimś kogo się nie lubi.
            Proste.
            Czytaj uważniej...
        • maryko.m Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 02.10.08, 18:20
          Bo to RODZINA! I nie z własnej woli się z nimi spotykam raz czy dwa do roku.
          • ca-ti Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 02.10.08, 18:57
            maryko.m napisała:

            > Bo to RODZINA! I nie z własnej woli się z nimi spotykam raz czy
            dwa do roku.


            A z czyjej? Współczuję Ci, jeśli jesteś ubezwłasnowolniona.
            Ja tam wybieram sobie towarzystwo do spotkań, nawet w kręgu rodziny.
            Ale ja jestem wolnym człowiekiem.
      • piecius Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 02.10.08, 21:56
        Takze znam takich obrzydliwie bogatych ludzi wywodzacych sie z wielkiej biedy i wyczuwam u nich chec zaglaskania kotka na smierc. Jesli robia przyjecie to wszystko musi byc po ich mysli idealnie a znajomi wymusztrowani maja sie dobrze bawic. Jednak wielu ludzi na takiej imprezie zwyczajnie łapie doła ze nie maja chocby połowy ich miesiecznych zarobków. Nie dziwie sie bogaczom bo żyje sie raz i jesli ktos ma tyle ze boi sie o to czy zdazy wydac wszystko do konca zycia to potrafie go zrozumiec, choc nie kreci mnie zblizanie sie do natury i latanie nago w palmowym gaiku na tropikalnej wyspie.
      • katarz1 Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 03.10.08, 09:11
        Cóż tu mówić? Po prostu twoi krewni to buraki, które zachłysnęły się kasą. Może
        wcześniej im jej brakowało, więc nic dziwnego że sa wciąż pod wrażeniem. Myślę
        że z czasem im to przejdzie. A może i nie, może ten typ tak ma? Też mam w
        otoczeniu zamożniejszych od siebie, ale nigdy się z czymś takim nie spotkałam.
        Tak że nie ma reguły, jedni się zachłystuja a inni nie.
    • prawdziwy.optymista Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 02.10.08, 14:22
      Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. A ja zawsze mówię, że przyjaciół
      poznaje się nie w wtedy kiedy nam źle ale wtedy gdy potrafią się cieszyć z
      naszych sukcesów. To nie byli Twoi przyjaciele. Nawet jeżeli Twój stosunek się
      do nich zmienił to przyjaciel powinien o tym porozmawiać i wyjaśniać. Ot, to
      byli zwykli znajomi. Znajdziesz sobie innych.

      ------------------------

      Czytam i popieram: kierowcatira.blox.pl
      • andi113 Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 02.10.08, 14:40
        Kiedyś spotkałam się z opinią,że ludzie,którym się powiodło
        finansowo,chętnie przebywają w towarzystwie mniej zamożnych,ponieważ
        wtedy wlasny sukces lepiej smakuje.Ale z kolei ci biedniejsi z
        oczywistych powodów niekoniecznie czują się dobrze w towarzystwie
        zamożnych znajomych.Może coś w tym jest?
        • prawdziwy.optymista Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 02.10.08, 15:25
          Masz rację, ale ja jestem zdania,ze PRAWDZIWA przyjaźń nie zwraca uwagi na
          grubość portfela.

          ------------------------

          Czytam i popieram: kierowcatira.blox.pl
        • pancwynar Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 03.10.08, 11:01
          Nie mam żadnych problemów z przebywaniem z moimi zamożnymi kolegami.
          A gdy na coś mnie nie stać (a często nie mam ochoty) po prostu mówię
          to głosno.
          I tak np jak miałem mozliwość wyjazdu na wycieczkę za ćwierć ceny
          (resztę pokrywali oni) po prostu powiedziałem, że nawet na cwiartkę
          nie będę mial kasy, mam inne marzenia i na nie składam kasę, a poza
          tym nie interesuje mnie miejsce w które jadą.:)
          Życzyłem im dobrej drogi i odebrałem klucze, aby wpadać do ich domu
          kwiatki podlać pod ich nieobecność.
          Można? Można:)
          Nikt się nie obraził
          Wrócili szczęsliwi i na początek zrobili imprezę z ogladaniem zdjęć
          (jak ktoś chciał - mnie nie pasjonują [prywatne zdjęcia z dalszych
          rejonów globu), smakowaniem egzotycznych trunków, 100% nasiadówa,
          ale z lepszym wystrojem..
      • i.see.you.baby Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 09.10.08, 08:50
        'przyjaciół
        poznaje się nie w wtedy kiedy nam źle ale wtedy gdy potrafią się cieszyć z
        naszych sukcesów.'

        ech, nic dodać nic ująć...
        • malakas Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 09.10.08, 09:21
          Autor i wyznawcy tej maksymy zyja w jakimś płaskim, jednowymiarowym
          swiecie.
          Czy oni nigdy nie doswiadczyli wiązki, wachlarza, pakietu czy jak
          tam to nazwać sprzecznych uczuć albo przynajmniej nie slyszeli o
          takowych? Izolowani od ambiwalencji szczęściem głupców?
          Sukces przyjaciela: bezinteresowana radość, niebezinteresowna
          nadzieja na udzial w sukcesie, ukłucie zazdrości, poczucie
          niesprawiedliwości tak o podlozu obiektywnym jak i subiektywnym (nie
          nalezało mu sie, mnie sie bardziej należalo), świadomość kosztów
          sukcesu, watpliwości natury etycznej etc. - tak spod grubego palca.
          Na przyjaciela w biedzie tez by sie trochę znalazlo. Wystarczy
          uruchomić wyobraźnię albo po prostu przypomniec sobie odnośne
          sytuacje w obu rolach.
          To niestety nie film o Bolku i Lolku.
          • i.see.you.baby Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 09.10.08, 12:33
            jak dla mnie wszelki wachlarz negatywnych uczuc zwiazanych z
            powodzeniem przyjaciela jest niewazny jesli ktos potrafi
            przezwyciezyc te uczucia i w koncu poczuc, a nawet okazac radosc co
            rowna sie bezinteresownosci, moim zdaniem oczywiscie. nie interesuje
            mnie ze ktos mial jakies niezbyt fajne mysli dotyczace mojego
            sukcesu, jesli nie bedzie o tym rozpowiadal i w koncu bedzie
            potrafil cieszyc sie ze mna. te uczucia ktore opisales sa bardzo
            ludzkie i czasami ciezko przed nimi uciec. wazne jest co czlowiek z
            nimi robi.
    • szadoka Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 02.10.08, 14:40
      strasznie to wszystko jadowite co piszecie.
      Dlaczego ktos mialby posypywac glowe popiolem z powodu sukcesu? I
      dlaczego nie mialby sie pochwalic sie tym, ze mu sie powiodlo. To
      znaczy, ze co , jak byl na wakacjach na Malediwach to ma nie
      opowiadac i nie chwalic sie zdjeciami bo mniej majetnym znajomym
      bedzie zal? Albo nie pochwalic sie nowym autem? Dlaczego?
      A czy to czesto nie jest tak , ze to"przyjaciele" zaczynaja nas
      traktowac gorzej bo na pewno nam "odwalilo" z powodu pieniedzy?
      • mozambique Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 02.10.08, 14:43
        ano wałsnie szadoka,
        to jest wąłsnie to czego nie rozumiesz
      • vincentyna Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 02.10.08, 15:01
        Wbrew sugestiom, nie szukalam grona biedniejszego ode mnie, by na ich tle
        "blyszczec". Mowa o znajomych od dekady. I o ile dekade temu wszyscy wcibnalismy
        zupki chinskie, to teraz mnie z mezem stac na znacznie lepsze dania.
        Stawianie probowalismy. Niestety na dluzsza mete jest krepujace dla obu stron.
        Wcale nie chodzimy "dolarami w oczach", ani nie snobujemy. Mieszkamy nadal w
        tym samym miejscu, mamy nadal to samo stare auto, wrecz bym powiedziala, ze na
        pierwszy rzut oka zyjemy skromniej niz znajomi.
        Wspolne spedzanie czasu to nie zadne Szeszele, ale wyjscie do kina, na bilard itd.
        Ktos slusznie zauwazyl, ze to byli tylko znajomi, przyjaciele przynajmniej by z
        nami pogdali, a jak by nam sodowka do glowy uderzyla, to prawdziwy przyjacioel
        by nas sprowadzil na ziemie, a nie robil dziewaczne komentarze i rozpuszczal
        ploty na miesie, ile my to niby nie mamy.

        Zawsze mi sie wydawalo, ze poziom intelektualny determinuje w czyim towarzystwie
        sie czlowiek dobrze czuje. A tu sie okazalo, ze niestety poziom materialny tez
        na to wplywa.
        P.S.
        Nie wspomne juz o tzw przyjaciolach co nas nieustannie o pozyczki prosza.
        • xolaptop Widocznie byli fałszywi. 02.10.08, 15:33
          Widocznie ci znajomi byli fałszywi. Ja zawsze mówię to, co myślę i każdemu, więc
          najwyżej ludzie twojego pokroju czasami skreślają mnie z listy płac. Za to mam
          przyjaciół w różnych kręgach, tzn. z klasy średniej i biednych. Kulczyka, ani
          jegu kumpla po fachu Krauzego jeszcze osobiście nie poznałem i zapewne żadna ze
          stron tego nie żałuje.
        • mozambique Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 02.10.08, 15:46
          Wcale nie chodzimy "dolarami w oczach", ani nie snobujemy. Mieszkamy
          nadal w
          > tym samym miejscu, mamy nadal to samo stare auto, wrecz bym
          powiedziala, ze na
          > pierwszy rzut oka zyjemy skromniej niz znajomi

          no to skąd to "nie dotrzymuja nam kroku " ?, w czym niby nie
          dotzrymują ?
          cos mi sie wydaje ze teraz wycofujesz sie rakiem z własnego
          stanowiska
        • trust2no1 Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 02.10.08, 16:07
          Wygląda na to, że mimo odniesionego sukcesu finansowego nadal nie
          opanowałaś życia w środowisku gdzie "jesteś zamożna" = "jesteś
          podejrzana". Co najmniej podejrzana. Tak to w okolicach między
          Bugiem a Odrą jest urządzone i jeśli chcesz to zmienić - no to
          zdrowia życzę:) Niby wszyscy są poprawni aż do obrzygu, ale gdzieś
          tam w tle jednak słychać "modlitwę Polaka" z tego filmu, co wiesz :)
          I co? I nic. Świata nie zmienisz. Znajomych jak najbardziej, zresztą
          z twojego postu wynika, że to już się stało. Ani ty nie jesteś
          lepsza, ani oni gorsi. Szliście razem jedną drogą, potem ty
          skręciłaś, oni poszli dalej.
    • drinkit A mnie zaintrygowało to... 02.10.08, 15:40
      ... że lwia częśc forumowiczów, szczególnie na początku watku
      załozyła, ze to vincentyna "zawiniła", ze pewnie szpanuje/chwali sie
      kasą/ zapomniala o przyjaciolach/ wywyższa sie, etc. Czyli z góry
      zakładacie, ze to jej wina - tu koło się zamyka i wracamy do
      zwyczajowego obsmarowywania z definicji osób, którym się powiodło.
      • mozambique Re: A mnie zaintrygowało to... 02.10.08, 15:47
        no skoro "nie dotrzymują vyncentynie kroku " to czego tu niby mozna
        sie spodziewać?
        • vincentyna Re: A mnie zaintrygowało to... 02.10.08, 23:28
          mozambique : biorac pod uwage Twoja sygnaturke, zdajesz sobie sprawe z postepu,
          zmian itd a jednoczesnie sie dziwisz, ze moi znajomi "nie dotrzymuja kroku" , co
          jest wyraznie zaznaczone w cudzyslowiu, i w zw. z tym oznacza, ze danych slow
          nie wolno odbierac doslownie.

          Chcialam uzyskac porade, uslyszalam jedyne ze jestem :
          a) snobka
          b) wywyzszajacym sie babsztylem
          c) egoistyczna swinia

          Piszac posta, liczylam na porade od osob w podobnej sytuacji. Niestety,
          wiekszosc osob skupila sie na zianiu zawiscia. Az kuzwa fajnie jest sie w PL
          wybic ponad srednia!

          -
          :*
          • malakas Re: A mnie zaintrygowało to... 02.10.08, 23:58
            W ktorym miejscu chcialas uzyskac porade? Bo ja nic takiego nie
            zauważyłem. Raczej posługujac sie wlasnym przykladem chciałać
            zainspirowac dyskusje ogólniejsza, co Ci sie zreszta udało. Pojawily
            sie rózne głosy i opnie, glupsze, madrzejsze, na temat, obok tematu -
            jak to na forum.
            Co chcialaś uslyszec? Same głosy wspierające, że niby Twoje rozterki
            i to, ze źle się w tej sytuacji czujesz to wyłącznie wina zawistnych
            znajomych.
            No to kupa niestety...
          • konto510 Re: A mnie zaintrygowało to... 03.10.08, 09:41
            vincentyna napisała:

            > Chcialam uzyskac porade, uslyszalam jedyne ze jestem :
            > a) snobka
            > b) wywyzszajacym sie babsztylem
            > c) egoistyczna swinia
            >
            > Piszac posta, liczylam na porade od osob w podobnej sytuacji. Niestety,
            > wiekszosc osob skupila sie na zianiu zawiscia. Az kuzwa fajnie jest sie w PL
            > wybic ponad srednia!
            >
            > -
            > :*

            usrała się bida i płacze
            sama o sobie piszesz tak:
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=650&w=85450963&a=85459764
          • pancwynar Re: A mnie zaintrygowało to... 03.10.08, 11:17
            nie przejmuj się tak
            już wyżej napisałem jestem sporo uboższy od moich znajomych i nie
            jest to dla mnie żaden problem
            oczywiście nie mogę sobie pozwolic na to co oni nie chodzimy razem
            na rauty, wyjazdy etc.
            i co z tego?
            ważne jakimi ludźmi są, że potrafimy poświęcić sobie wzajemnie czas
            pomóc
            głowa do góry
            nie wszyscy Polacy wspisują się w schemat zawistnego szczura
            zazdroszczącego innym "kasy"
            pozdr
          • aniakl.4 Re: A mnie zaintrygowało to... 05.10.08, 19:55
            nie ma sie co wyzywac i obwinac i szukac dziury w calym faktem jest
            ze bogacacym sie w naszym kraju ciezko jest utrzymac na tym samym
            poziomie znajmosci ale to faktycznie sztuka masz pieniadze to
            nawet o nich nie mysl urzadzaj imprezy na takim samym poziomie jak
            wczesniej znajomcyh przyjmuj nadal przy paluszkach polamanych i
            narzejak ze biznes idzie zle i pozyczki itd zobaczysz nawet nowy
            tv ful hd nie bedzie im przeskadzal coz czasem ewentualnie zapros
            ich do resto i zapalc bo to jednak czuc ze masz wecej kasy ale
            uwazaj jak raz zaprosilam kolezanke z mezem dziwnie po drodze
            spotkalismy ich synow z dziwczynami i za wszstko musielismy my
            zapalacic hehe i to az trzy kolejki tak ze nie oplaca sie czasami
            pokazywac ze masz wiecej
    • nowak11 Nic na siłę... 02.10.08, 15:55
      To naturalne. Jedni znajomi odchodzą, drudzy przychodzą... Jedni stają się
      przyjaciółmi, inni nie... Zmiana statusu społecznego (wykształcenie, kasa,
      pozycja) zawsze wiąże się ze stratą starych znajomości... Skoncentruj się na
      pozyskiwaniu nowych; życzę CI, abyś trafiła na szczerych i normalnych...:)
    • estta1 Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 02.10.08, 18:11
      to kwestia dobrego smaku, wyczucia, wychowania, zwał jak zwał.
      Zawsze się znajdzie ktoś biedniejszy i ktos bogatszy, na tym polega
      sztuka zycia ze żadnej z tych osób nie dajesz odczuć ani zazdrości
      ani pogardy. To nie jest trudne, mam przyjaciół w różnych grupach,
      do głowy mi nie przyszło robić selekcji przez portfel - po prostu
      różne rzeczy robi się z różnymi ludzmi. I nie kazdemu proponuje się
      to samo. Jak się mówi o przyjazni to się wie mniej więcej kogo na co
      stać.
    • s3p Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 02.10.08, 19:09
      Sama piszesz ze zmieniliscie tryb zycia, inne rozrywki itp itd.
      Jezeli chodzicie do innych drozszych knajp chociazby to niespodziewaj sie, ze
      ktos z twoich znajomych bedzie tam latal za wami i pozbywal sie ostatnich pieniedzy.
      To nie problem w znajomych tylko w Was samych.
    • alterego4 Z mojego własnego doświadczenia: 02.10.08, 23:39
      po kilkunastu latach pracy z dochodami sięgającymi 3-8 krotności średniej
      krajowej (zależy, w którym okresie) widzę to tak: każdy ma prawo do nacieszenia
      się pieniędzmi. Sam przerabiałem ten scenariusz - pochodząc z niezamożnej
      rodziny miałem to szczęście znaleźć się we właściwym miejscu i właściwym czasie
      - dziś nie mam żadnych problemów natury materialnej, podobnie moja najbliższa
      rodzina.
      Zanim przywykłem do tego stanu zapewne nieraz zachowałem się nietaktownie
      proponując wyjścia do drogich lokali (zawsze z zamiarem uregulowania rachunku
      osobiście), wożąc się taksówkami czy wydając kwoty, o których posiadaniu moi
      przyjaciele mogli tylko pomarzyć.

      Żadnego z nich nie straciłem. Myślę, ze miałem szczęście znać ludzi cieszących
      się moim sukcesem (w sensie finansowym), ani ja ani oni nie pogubiliśmy się w
      tym wszystkim. To jest możliwe.

      Docinki ludzi małego kalibru napędzane zwykłą zawiścią (w moim przypadku to
      członkowie rodziny) spływają po mnie jak po kaczce. Ja naprawdę nie dorobiłem
      się na niczyjej krzywdzie, po iluś latach dość rozpasanej konsumpcji mogę
      obecnie skoncentrować się na tym, że nie wszyscy mieli tyle szczęścia co ja -
      takiej refleksji życzę każdemu. Warto się trochę rozejrzeć dookoła. Sposobów i
      miejsc, w których można komuś pomóc jest bez liku i często de facto nie wymagają
      żadnych nakładów, a z całą pewnością nie trzeba być krezusem.
    • 328i Fajne masz problemy 02.10.08, 23:44
      No ale skoro masz kase i jestes zdrowa, a w firmie ktora zalozylas z mezem
      zapierdziela on, to moze i masz czas zajmowac sie takimi pie...mi.
      • ca-ti Re: Fajne masz problemy 02.10.08, 23:47
        328i napisał:

        > No ale skoro masz kase i jestes zdrowa, a w firmie ktora zalozylas
        z mezem
        > zapierdziela on, to moze i masz czas zajmowac sie takimi pie...mi.




        I to jest właśnie kwintesencja polskiego piekła.
        • vincentyna Re: Fajne masz problemy 02.10.08, 23:59
          I ja mysle, ze w tym tkwi sedno. Zamiast sie rozczulac nad faktem, ze komus sie
          nieudalo, powinnam sie rozkoszowac faktem, ze nam tak!
          Achhhhhhh....dlaczego, my Polacy, tak zle sie czujemy, odnoszac sukces???
          Dlaczego?
          • alterego4 Ja się czuję świetnie 03.10.08, 00:00
            ale dojście do tego poziomu samooceny zajęło mi sporo lat - miałem niski poziom
            wyjściowy.
          • malakas Re: Fajne masz problemy 03.10.08, 00:05
            > dlaczego, my Polacy, tak zle sie czujemy, odnoszac sukces???
            > Dlaczego?

            Mów za siebie.
            My Polacy wcale nie jestesmy tacy wyjatkowi, jakby sie nam wydawało.
            Niby dlaczego mielibysmy byc?
            Co to jest polskie piekiełko tak naprawde poza zgrabnie brzmiacym
            pustoslowiem, dosc bezkrytycznie powtarzanym na prawo i lewo?
          • ca-ti Re: Fajne masz problemy 03.10.08, 00:28
            vincentyna napisała:

            >..dlaczego, my Polacy, tak zle sie czujemy, odnoszac sukces???
            > Dlaczego?
            >


            To jest bardzo dobrze postawione pytanie. Odpowiedzi powinni szukać
            socjologowie.
            Odnieść sukces w Polsce to tyle samo co ściągnąć na siebie kłopoty.
            Każdy sukces: finasowy, zawodowy, osobisty...
            Ale jak to mówią: psy szczekają, karawana idzie dalej.
    • rayenne do cati i silnego przede wszystkim 03.10.08, 09:23
      Przyznam ze tresc tego wątku mnie powaliła na tyle, żeby zabrać
      głos. Cieszę się, że na tym świecie są tak myślące osoby jak pan o
      pseudonimie "silny". Cati czy vincentyno. Ja jednak uważam, że sam
      fakt iż "szacujecie" w głowie różnice majątkowe pomiędzy sobą a
      znanymi wam osobami, swiadczy o tym, że zamożność nie jest dla was
      sposobem na ułatwienie sobie życia (również poprzez bardziej
      komfortowy transport miejski ;) czy lepsze jedzenie) ale do jasnego
      określania swojego statutu społecznego (zdradzającego metodę tej
      hierarchizacji: vide: wysokość PITu). To straszne. Jezu. Ja nawet
      nie wiedziałam że są takie klucze wytrychy na "klasyfikowanie"
      znajomości: "lepszy status" "gorszy status" "lepsze knajpy" "gorsze
      knajpy" (te lepsze to niby jakie? bardziej modne i drogie, czy takie
      w których serwują po prostu twój przysmak fajnie czy specyficznie
      przyrządzony?) O Kancie cati można rozmawiać również przy kanapkach
      z białym serem i rzodkiewką, przy czym żaden z rozmówców nie miałby
      też problemu, gdbyby został zaproszony na kawior :) Moi przyjaciele
      dzielą się głównie na: kinomaniaków (dzwonisz po 22 i lądujesz na
      możliwie ostatnim seansie a potem siedzisz w Arkadii do 2.00 i
      przyglądając się sprzątaczom dyskutujesz zacięcie o filmie), "łowców
      tarapatów" - a to ci, z którymi umawiając się na wieczór, fundują ci
      najbardziej dziwne zbiegi okolicznosci w życiu :))) , "wysysaczy"
      mrożonych wiśni w kuchni (kurczę no naprawdę niektórzy kochają
      wiśnie z mrożonek), posiadaczy kuchni terapeutycznych (tam, gdzie
      sie chodzi wypłakac na życie i dostaje herbatę), podróżników -
      pasjonatów, artystów ..... itd. Sama myśl o zaklasyfikowaniu
      ich "podle" PITu wydała by mi się niestosowna i obrażająca - tak
      mnie jak i ich. Przecież wszyscy jako przyjaciele wiemy, kto ma
      jakie warunki, tyle, ze nikt tu nie ma z tym problemów - ani ci,
      którzy mają lepiej (bo przyjaźń to takie miejsce "bezpieczne" że
      nikt nie musi się czuć ani zażenowany pożyczając na kurtkę dla
      dziecka, ani skrempowany faktem iż może pożyczyć), ani mówiąc
      otwarcie, że do 28 ledwo dyszy finansowo i piwko ok ale w domu albo
      w gościach "u ciebie"). Kochajac swoich przyjaciół wszystko co
      robisz (i co chcesz robić z nimi wspólnie!) robisz tak, by wszyscy
      czuli się ok (co nie musi oznaczać, ze wbrew sobie).
      Chciałam tu przytoczyć niektóre historie moich przyjaźni ale
      wymagałoby to "powartościowania" ważnych dla mnie osób w
      upakarzający dla mnie sposób i czułabym się podle, gdybym samej
      sobie i nawet w szczytnym celu pozwoliła na coś takiego. Powiem
      tyle, są wśród moich znajomych i dyrektorzy banków, i nauczyciele z
      powołania i dziennikarze i laski które wychowują w domu dzieci i
      właściciele sklepów i nawiedzeni misjonarze w Afryce: wszyscy zaś
      dla siebie stanowimy wsparcie, szereg historii i emocji, które mogą
      nas wzbogacić, niezależnie od tego, czy w kuchni z lamperią, czy w
      restauracji Gesslerowej, czy pod namiotem w Szczyrku czy na
      seszelowskiej Praslin - bo tak naprawdę to nie środki są celem, ale
      to, co dzięki nim albo wbrew ich chronicznego braku potrafimy zrobić
      ze swoimi doświadczeniami :))) Pozdrawiam
      • ca-ti Re: do cati i silnego przede wszystkim 03.10.08, 12:39
        rayenne napisała:

        > O Kancie cati można rozmawiać również przy kanapkach
        > z białym serem i rzodkiewką, przy czym żaden z rozmówców nie
        miałby
        > też problemu, gdbyby został zaproszony na kawior :)


        Z tego zdania wynika dla mnie, ze jesteś moją oponentką. I bardzo
        mnie to zaskakuje. Gdzie, w którym miejscu wyczytałaś, że głoszę
        pogląd iż smakosze kawioru nie czytują Kanta?
        Nawiasem mówiąc, sądzę, iż mało kto go czytuje, ale rozumiem,
        że "Kant" jest tu symbolem wyższego poziomu intelektualnego,
        kojarzącego się wielu ludziom z brakiem nadmiernej konsumpcji dóbr
        materialnych.


        Przyznam,że z niejakim trudem przebrnęłąm przez Twój post - styl
        masz niestety dość mętny, jak dla mnie... Ale w meritum nie
        zauważyłam jakichś zasadniczych różnic pomiędzy Twoimi i moimi
        poglądami. Zakładam więc, że po prostu nie czytałaś mnie uważnie, a
        nie ze masz złą wolę...
        Pozdrawiam.
        • rayenne no wyobraź sobie moja droga cati że mam złą wolę 03.10.08, 14:11
          Czytałam w jednym z twoich postów że "i Kanta można czytać przy
          kawiorze". Ok. Ale można, ale można też i w wannie i wszędzie. No
          wyobraź sobie że dla mnie Kant to nie tylko "słowo wytrych",
          podobnie jak Arystoteles, Platon, Kartezjusz, ot, po prostu jestem
          po dawnych, solidnych studiach humanistycznych, obejmujących
          rozszerzony kurs filozofii (nie 3 tomy Tatarkiewicza a teksty
          źródłowe). I niezależnie od tekstu i jego mętności - po prostu
          uważam, że jesteś zarozumiała, brakuje Ci życiowej pokory, a to, co
          piszesz za jakiś czas zweryfikuje samo życie :))) |(i nie, że ci się
          noga podwinie czy coś w tym stylu.... to jest po prostu rozszerzenie
          horyzontów związanych z doświadczeniem)
          • rayenne cd. 03.10.08, 14:24
            przepraszam, urwało mi tekst: dlaczego uważam że jesteś zarozumiała?
            Bo wyobraź sobie (co zauważył już kretynofil) jak ślicznie
            wchłonęłaś zręczne hasełko "sami jesteśmy kowalami swojego
            bogactwa". Naprawdę? Uwzględniasz coś takiego jak przypadek?Los?Pech
            w życiu? Ja wierzę właśnie w to: nie tylko talent, siłę,
            determinację ale również okoliczności. Mam swoje lata i naprawdę nie
            wierzę, że bardzo zdeterminowane dziecko z PGRu w mazurskiej wsi
            jest w stanie osiągnąć to co dziecko z nieźle sytuowanej rodziny,
            która pozwala mu na dobry start życiowy. I nie chodzi tu tylko o
            kwestie stypendialne (sponsorzy, stypendia) ale o rozbudzenie
            pewnych aspiracji, pokazanie możliwości, ukierunkowanie. Podobnie
            rzecz się ma i potem: znam wielu bardziej utalentowanych ode mnie
            ludzi (nawet z mojej szkoły), którym w życiu się gorzej powodzi (ale
            nie to, że narzekają): są to wybory związane z miejscem
            zamieszkania, chorobą rodziców itp. Znam też takich, którzy wcale
            nie pracą ale koneksjami dorobili się takiej kasy o jakiej i ty i ja
            możemy sobie pomarzyć. I czego to dowodzi? Właśnie: niczego.
            Przypadek. Musisz być bardzo odważna żeby mówić ludziom, którzy mają
            gorzej : sami sobie na to zasłużyliście. Tyle. A tak nawiasem mówiąc
            z innej beczki: jak ci ludzie od średniowiecza (te majątki od
            pokoleń :))))) doszli do swoich bogactw? Czy w dobie systemu
            plemiennego lepiej tłukli po głowie pałką mniej agresywnych
            współplemieńców? A potem pałki zamienili na usankcjonowane prawem
            zdzieranie haraczy? Bomba.
            • ca-ti Re: cd. 03.10.08, 18:04
              rayenne napisała:

              > dlaczego uważam że jesteś zarozumiała?
              > Bo wyobraź sobie (co zauważył już kretynofil) jak ślicznie
              > wchłonęłaś zręczne hasełko "sami jesteśmy kowalami swojego
              > bogactwa". Naprawdę? Uwzględniasz coś takiego jak przypadek?Los?
              Pech
              > w życiu? Ja wierzę właśnie w to: nie tylko talent, siłę,
              > determinację ale również okoliczności.


              Wierzysz w co chcesz. Takie Twoje prawo.
              O moich własnych przekonaniach chętnie rozmawiam z kimś otwartym na
              dyskusję, i jestem przekonana, że mogłybyśmy znależć wspólną
              płaszczyznę, choć pewnie nie bez trudu...


              Mam swoje lata i naprawdę nie
              > wierzę, że bardzo zdeterminowane dziecko z PGRu w mazurskiej wsi
              > jest w stanie osiągnąć to co dziecko z nieźle sytuowanej rodziny,
              > która pozwala mu na dobry start życiowy. I nie chodzi tu tylko o
              > kwestie stypendialne (sponsorzy, stypendia) ale o rozbudzenie
              > pewnych aspiracji, pokazanie możliwości, ukierunkowanie. Podobnie
              > rzecz się ma i potem: znam wielu bardziej utalentowanych ode mnie
              > ludzi (nawet z mojej szkoły), którym w życiu się gorzej powodzi
              (ale
              > nie to, że narzekają): są to wybory związane z miejscem
              > zamieszkania, chorobą rodziców itp. Znam też takich, którzy wcale
              > nie pracą ale koneksjami dorobili się takiej kasy o jakiej i ty i
              ja
              > możemy sobie pomarzyć.




              Nie wiem jaka to "kasa" o której marzysz. Ja nie marzę o żadnej.
              Mam - i zawsze miałam - tyle ile potrzebuję. Nie możesz mieć pojęcia
              ile to jest, więc argument śmieszny.



              > Musisz być bardzo odważna żeby mówić ludziom, którzy mają
              > gorzej : sami sobie na to zasłużyliście. Tyle.



              Tu się zgadzam z Tobą, jestem odważna.


              Teraz dwa zdania tytułem wyjaśnienia pewnej kwestii. W tytule
              pierwszej części swojego postu napisałaś o swojej złej woli, co w
              zasadzie eliminuje Cię jako partnera do dyskusji. Ton i
              zacietrzewienie jakie prezentujesz, zdumiewają mnie...
              Nie będę się z Tobą licytować ilością dyplomów ani niczym innym.
              Nawet doświadczeniem życiowym, choć sugerujesz, że mi go brak (skąd
              to wiesz?).



              • rayenne bo.... 04.10.08, 01:55
                Bo życie - jak rzeka, poleruje nawet najtrwalsze kamienie; wraz z
                jej biegiem zdają się mniej kaleczyć.

                A co do odwagi, to było raczej ironicznie, ot taka odwaga w " " :
                odważny jest strażak, który wchodzi do płonącego budynku, człowiek,
                który przyznaje się do winy, dentysta leczący kogoś zarażonego
                HIVem, ale nie osoba, która wygłasza takie sądy.


                Pozdrawiam
    • towditowdi Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 03.10.08, 09:31
      vincentyna napisała:
      > - nasi starzy przyjaciele nie mogli "dotrzymac nam kroku" w
      sposobie spedzania
      > wolnego czasu, chodzi o wakacje ale tez o wyjscia do knajp,
      restauracji. Nagle
      > sie okazalo, ze nie mozemy znow razem isc do kina/restauracji/itd.

      Dlaczego to Oni powinni Wam "dotrzymać kroku"? - może trzeba było
      spędzac wspólny czas jak dotąd. Przecież mając zasobny portfel mozna
      wakacje spędzić takie jak dotąd ("tańsze"). Przecież na wakacjach to
      chyba towarzystwo, atmosfera jest najważniejsze a nie miejsce. A
      wyjście do kina? - są jakieś ekskluzywne, na które przeciętnie
      zarabiający nie mogą sobie pozwolić? - jeśli są to idźcie do takiego
      zwykłago multipleksu, jak kiedyś.

      > - nasi starzy przyjaciele zaczeli byc zawistni. Komentarze,
      plotki, docinki
      > itp. Jestesmy pewni na 100%,

      Może plotki, docinki pojawiły się bo woleliście wakacje spędzać nie
      z nimi a np. w jakiś egzotycznych miejscach. Może zamiast na pizzę
      wybieraliście najdroższą knajpę w mieście?

      Oczywiście macie do tego pełne prawo - Wasz wybór, Wasza kasa i
      wydajecie tyle ile chcecie i tak jak chcecie. Tylko skoro zalezy Wam
      na określonych znajomościach to dlaczego nie dostosować się do mniej
      zamożnych znajomych? Dlaczego oczekujesz że to Wszyscy maja Tobie
      dotrzymać kroku i spędzać czas tak jak Wy chcecie?

      Nie zapomne kiedyś pewnych wakacji - jechaliśmy na nie ze znajomymi:
      Oni dopiero co wyprowadzonym z salonu passatem, my starym kadetem,
      który co 50 km tak się grzał, że musiałem się zatrzymywać. I przez
      całą tę drogę oni zatrzymywali się z nami - i czas spędzony na
      parkingach równie miło wspominamy jak wspólnie przebyte gorskie
      szlaki czy wieczory przy piwku. I spaliśmy też na jednych kwaterach -
      z łazienka na korytarzu. Wspomne jeszcze, że nie były to ostatnie
      wspólnie spędzone wakacje. Nadal razem wyjeżdżamy i choć róznica w
      dochodach nadal znaczna to uwielbiamy ze sobą spędzać czas.
      Pozdrawiam
    • konto510 Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 03.10.08, 09:47
      vincentyna napisała:

      > Chcialam uzyskac porade, uslyszalam jedyne ze jestem :
      > a) snobka
      > b) wywyzszajacym sie babsztylem
      > c) egoistyczna swinia
      >
      > Piszac posta, liczylam na porade od osob w podobnej sytuacji. Niestety,
      > wiekszosc osob skupila sie na zianiu zawiscia. Az kuzwa fajnie jest sie w PL
      > wybic ponad srednia!
      >
      > -
      > :*

      usrała się bida i płacze
      sama o sobie piszesz tak:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=650&w=85450963&a=85459764
    • amambilis Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 03.10.08, 10:34
      Nie ma czegoś takiego, jak przyjaciele na całe życie. A w każdym razie nie za
      często. Ludzie są zawistni i tyle. Trzeba się z tym pogodzić.
      amabilis.blox.pl
    • veroy Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 03.10.08, 10:47
      to o czym piszesz jest naturalna koleja rzeczy. jak sama
      wywnioskowalas przyjaciele nie mogli dotrzymac kroku - wyjscia do
      kina i restauracji sa kosztowne i zwyczajnie w pewnym momencie
      zabraklo (im) kasy na takie ekscesy. takze zawisc nie jest tutaj
      niczym nowym ani niezwyklym :) na szczescie takze niczym szkodliwym.
      jak dla mnie cos, co sie szybko wybacza i czym nie warto sie
      przejmowac.

      Twoi przyjaciele prawdopodobnie odczuwaja podobny cios jak ty w tym
      momencie i takze czuja sie odtraceni. w koncu w pewnym momencie
      zabraklo ci wyobrazni, skoro nie uwzglednilas faktu, ze w pewnym
      momencie braknie im kasy na taka forme spedzania wolnego czasu i to
      po prostu musialo sie tak skonczyc. Musisz pamietac, ze zarobki to
      temat bardzo drazliwy i nikt sie wprost raczej nie przyzna, ze nie
      wyrabia finansowo.

      jesli zalezy ci na utrzymaniu starych przyjazni aranzuj spotkania w
      sposob, ktory nie wiaze sie z wydawaniem przez przyjaciol pieniedzy,
      przynajmniej nie w takiej ilosci jak kino czy restauracja
      (jednorazowy wypad jest oczywiscie ok ale regularne wyjscia juz
      powaznie nadszarpuja przecietny budzet rodzinny). u nas to
      rozwiazalo sie za pomoca imprezek domowych - rzadkich jak rzadkich
      (w sumie to pojecie wzgledne ;)) ale regularnych. zapros do siebie
      przyjaciol na male popijanko i zorganizuj niewielka wyzerke ,
      wpadnij do nich z butelka wina - innymi slowy spotkania z
      przyjaciolmi na poziomie, ktory nie spowoduje ,ze przy nastepnym
      sprawdzaniu stanu konta nie chwyca sie za glowy i nie krzykna, ze
      nie stac ich na spedzanie z wami czasu - bo tutaj nie chodzi o
      zawisc i o to ,ze przestali was lubic, tu chodzi wlasnie o to ,ze
      przy takich wydatkach taka przyjazn przestaje sie kalkulowac i mniej
      bolesnie jest sie powoli wycofac niz narazic na powazne
      nadszarpniecie dumy zwiazane z przyznaniem sie, ze nie ma sie forsy.
    • i.see.you.baby Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 09.10.08, 09:11
      przeczytałam cały wątek, bardzo ciekawy:)

      Vincentyno, ja nie mam jeszcze jakiejś super pracy, ale kończę niezłe studia, w trakcie których rozwijałam się bardzo względem swoich pasji, jak i towarzysko. w życiu bym nie przypuszczała, że takich rzeczy można zazdrościć, teraz już niestety wiem, że można.

      mam dwie świetne przyjaciółki, które nie do końca musiały ale dosyć wcześnie wyszły za mąż. obie jako nastolatki bardzo lubiły wyjścia do knajp, imprezy, kino, wyjazdy, ogólnie wszystko co wiąże sie z aktywnością pozadomową, tak to nazwijmy. z racji wczesnego zamążpójścia musiały z większości tych rzeczy zrezygnować. ja nie musiałam, a z racji wyjazdu na studia do większego miasta, zaczęłam korzystać z nich jak tylko mogłam. nasze pierwsze spotkania, kiedy ja rozemocjonowana opowiadałam , gdzie byłam, co robiłam wspominam niezbyt mile
      • i.see.you.baby Re: nowe zarobki, nowi przyjaciele? 09.10.08, 09:40
        za szybki enter;)

        wspominam niezbyt mile te pierwsze spotkania w czasie moich odwiedzin w domu, bo w reakcji na moje opowiesci, jedna koleżanka załapała doła, a druga posunęła się nawet do jakichs glupich komentarzy typu 'ajaj'. od tamtego czasu, w czasie rozmow skupiamy sie przewaznie na ich problemach. na moich tez, jesli takowe sie pojawia, choc nie jest ich zbyt wiele, a powodow do radosci, dumy o wiele wiecej. o tych ostatnich nie opowiadam prawie w ogole...

        w rezultacie, z jedną z przyjaciolek, kontakt mam bardzo sporadyczny i pytam: czy tak powinno byc?
        nie swiece, nie bije po oczach tym, czego ta druga osoba ma mniej, tak jak wedlug wielu osob powinni sie zachowywac bogaci.
        otoz uwazam że TAK BYC NIE POWINNO.
        dla moich przyjaciolek, wszystko jest po staremu, ja nadal jestem tą fajną, rowna dziewczyna, ale dla mnie nasze przyjaznie po prostu sie wypalaja. spotykam sie z nimi ze wzgledu na stare czasy, jak i dlatego, ze mam nadzieje na bardziej podobne tryby zyciaw przyszlosci, bo ja tez za jakis czas bede miala meza, bardziej uregulowane zycie, mniej czasu na przyjemnosci itd.

        co widać bardzo w tym wątku to afirmowanie przez polski(?) narod fałszywej skromności, wstydu i poczucia winy w sytuacji kiedy czlowiekowi wiedzie sie lepiej niz innym. widac to bardzo w atakach na ca-ti ( jak smie przyznawac sie snobka jedna ze lubi jezdzic nowymi samochodami! a to ze czesto je zmienia to juz w ogole bezczelnosc!!!);)
Pełna wersja