Rodzina nie akceptuje mojego związku - co robić?!

05.10.08, 21:36
Witam, Mam nietypowy problem. Chociaż właściwie nie ja, tylko moja rodzina. Cała rzecz polega na tym, że zakochałam się w kobiecie. Co więcej - 42 letniej, czyli ponad dwa razy starszej ode mnie. To uczucie jest odwzajemnione, niestety moja ukochana mieszka na innym kontynencie i dopiero w przyszłym roku będziemy razem. Moja rodzina nie akceptuje tego związku i utrudnia mi na każdym kroku i tak niełatwą dla mnie sytuację. A ja nigdy w życiu nie czułam się tak szczęśliwa jak z tą kobietą! Dla rodziny było to tym większe zaskoczenie, że nigdy nie przejawiałam takich skłonności, dopiero przy Niej obudziło się to we mnie. Jestem pewna, że to miłość na całe życie, pasujemy do siebie absolutnie pod każdym względem i uzupełniamy się idealnie. Kiedy tylko ją widzę, nie mogę pohamować uśmiechu ? To nie jest "jakaśtam" wirtualna miłość (nie mam nic przeciwko takim kontaktom czy związkom, chcę tylko podkreślić, że znamy się i kontaktujemy nie tylko przez Internet), to jest prawdziwe uczucie, dla którego jestem w stanie zostawić tutaj, w Polsce, wszystko i przenieść się do Niej. Gdyby rodzina tego po prostu nie akceptowała, jeszcze bym to jakoś zniosła, ale oni piętrzą przede mną problemy i utrudniają mi w każdy możliwy sposób. Zdarzało się już, że babcia razem z matką wyłączały mi korki, kiedy z Nią rozmawiałam. Na nic prośby, na nic groźby. Wszystko skończy się chyba zerwaniem kontaktów, kiedy do Niej wyjadę, jeśli oni nie zmienią podejścia. Zawsze miałam wsparcie w moim ojcu, a teraz?
Teraz nawet na mnie nie spojrzy. Niewiele trzeba było, by wyparł się córki. Na początku moja miłość była traktowana jak młodzieńcza fanaberia, ale kiedy okazało się, że to naprawdę poważny związek, po prostu mnie odrzucił. Jedyne osoby, które jeszcze ze mną normalnie rozmawiają, to moje siostry. Próbowały jakoś przekonać rodzinę, ale nic z tego - są nieugięci. W ten sposób jeszcze trudniej mi znosić rozstanie z ukochaną. Pomocy! Co mam zrobić? Starać się ich jakoś przekonać, żeby mnie nie skreślali czy po prostu odpuścić, wyjechać i utracić kontakt z nimi? Nie chciałabym tego, ale jeśli oni się nie zmienią...?
    • elielieli Re: Rodzina nie akceptuje mojego związku - co rob 05.10.08, 21:41
      Podobnie robiliby gdyby jakis facet probowal "zabrac" im
      corcie/wnuczke. Nie przejmuj sie niczym. Jak cie na prawde kochaja
      to kiedys to zaakceptuja. Postaw ich przed faktem dokonanym.
    • malakas Re: Rodzina nie akceptuje mojego związku - co rob 05.10.08, 21:50
      Nie od rzeczy byłoby sie napić. A potem kupic bilet...
      Zdrowie cioci!
    • grzehuu Re: Rodzina nie akceptuje mojego związku - co rob 05.10.08, 22:37
      ja był bym skłonny poświęcić rodzinę dla ukochanej. Weż pod uwagę fakt że jak z
      niej zrezygnujesz możesz już takiej drugiej nie spotkać. Wg. mnie trzymaj się
      swojego jeśli jesteś w 100%pewien :) Powodzenia i nie poświęcaj miłości
      • holdcut Re: Rodzina nie akceptuje mojego związku - co rob 05.10.08, 23:42
        PewnA, właśnie w tym tkwi z ich strony problem, że jestem kobietą i kocham też
        kobietę ...
    • nime Współczuję twoim rodzicom... 05.10.08, 23:42
      ...to tragedia! Rozumiem, że są zrozpaczeni.

      Poza tym, jeśli dobrze rachuję, masz ok. 20 lat - i chcesz się wpakować w
      pedalski związek z jakąś starą babą, której nawet dobrze nie znasz, która jest
      cudzoziemką i mieszka na inny kontynencie. Pewnie jeszcze się tam do niej
      wybierasz. Ty się weź zastanów co Ty robisz ze swoim życiem, poważnie. Twoi
      rodzice mają rację.
      • holdcut Re: Współczuję twoim rodzicom... 06.10.08, 00:14
        Gdzie napisałam, że jej nawet dobrze nie znam? Bo sobie nie przypominam, więc nie wiem skąd ten wniosek.
        A co ma do rzeczy fakt, że jest cudzoziemką i mieszka na innym kontynencie? Czy gdyby była Polką mieszkającą na drugim końcu Polski, to robiłoby jakąkolwiek różnicę? Od kiedy uczucia traktuje się terytorialnie? Ta "stara baba" (nie ma co, potrafisz prowadzić dyskusję na poziomie) wygląda zapewne teraz lepiej, niż Twoja żona / dziewczyna kiedykolwiek wyglądała. "Pedalski związek" jest zapewne w Twoim ograniczonym mniemaniu gorszy niż heteroseksualny?
        Ty się zastanów się zanim kogoś znowu pochopnie ocenisz.
        • nime Re: Współczuję twoim rodzicom... 06.10.08, 00:34
          Słuchaj, ja Ci dobrze życzę ale oczywiście zrobisz jak chcesz. Gotów się jestem
          założyć że najdalej za 4-5 lat będzie po wszystkim a Ty będziesz cierpieć.
          Wiedzą to też Twoi rodzice i dlatego stają na głowie, żeby Cię przed tym
          ochronić - czego Ty nie rozumiesz. Zaślepia Cię coś, co uważasz za "miłość" -
          jakaś fascynacja bez sensu. I tak, to że jest to związek homoseksualny jest
          jeszcze gorsze, bo dodatkowo do tego dochodzi całe cierpienia związane z tym, że
          w swoim sumieniu zawsze będziesz wiedzieć, że jest to zboczone i złe.

          Oczywiście wiem, że nic co napiszę nie przemówi do Ciebie nijak. Tym bardziej mi
          Ciebie żal. Dzisiejszy świat też nie pomaga, pokrzyczą tu wszyscy zaraz o
          "tolerancji" i innych takich bzdurach. Ale prawda jest jaka jest i skutki tego
          co teraz chcesz zrobić przyjdą i będą. Współczuję więc Twoim rodzicom, bo oni to
          wszystko też wiedzą i muszą patrzeć jak ich dziecko niszczy swoje życie, jak
          zapada się w zło i kompletnie ogłuchło. To naprawdę ogromna tragedia.
          • holdcut Re: Współczuję twoim rodzicom... 06.10.08, 00:39
            Ok, nie ma o czym rozmawiać, skoro uważasz to za "zboczone i złe".
            Właśnie mi udowodniłeś, że jesteś idiotą, niestety. Kolejnym egzemplarzem, który
            krzyczy o zboczeniu, a nie ma pojęcia o czym mówi.
            Wolę zapadać się w "zło", niż w taką głupotę, w jakiej Ty jesteś pogrążony.
            • nime Re: Współczuję twoim rodzicom... 06.10.08, 00:41
              Wolisz wpadać w zło? Tym bardziej współczuję. Naprawdę nie wiesz co czynisz...
              • mruff Re: Współczuję twoim rodzicom... 06.10.08, 08:26
                Ok. To Twoje życie, zrobisz co uznasz za słuszne.
                Zastanów się tylk-weź koniecznie pod uwagę fakt-co tam na drugim
                końcu świata zrobisz, gdy zostawi Ciebie ta kobieta? Gdyby to był
                facet zapytałabym o to samo.

                Minusem całej sytuacji jest to,że nauczysz się seksu z kobietą i już
                nigdy facet Ciebie nie rozpali.Przed Tobą całe życie.

                Wielu ludziom w tym amoku w którym jesteś Ty wydawało się, że to
                jest TEN/TA, a potem...rozczarowanie, które u Ciebie może mieć
                więcej konsekwencji niż łzy.
                • elielieli Re: Współczuję twoim rodzicom... 06.10.08, 08:46
                  Milosc kobiety nie wypala sie jak (domniemana) milosc mezczyzny.
                  Nawet gdyby ten zwiazek mial trwac 4-5 lat, to i tak zostana jej
                  piekne wspomnienia i najlepsza przyjaciolka. Powodzenia!
                  • my_dying_bride Re: Współczuję twoim rodzicom... 06.10.08, 09:04
                    elielieli napisała:

                    > Milosc kobiety nie wypala sie jak (domniemana) milosc mezczyzny.
                    >


                    co Ty za glupoty piszesz?
                    zapewniam Cie, ze milosc to tylko reakcje chemiczne organizmu +
                    instynkt, ktory u kazdego sie wypala- ale wypalajac sie, moze ew.
                    miec szanse na ewolucje w nowy twor bedacy zbitka przyjazni,
                    oddania, tolerancji etc

                    nie ma znaczenia, czy to milosc kobiety czy mezczyzny

                    mylisz chyba milosc z egzaltacja

                    • elielieli Re: Współczuję twoim rodzicom... 06.10.08, 10:53
                      zapewniam Cie, ze milosc to tylko reakcje chemiczne organizmu

                      Wystarczy ze tyjestes o tym przekonana, innych nie zapewniaj.
                • elielieli Re: Współczuję twoim rodzicom... 06.10.08, 15:23
                  "Minusem całej sytuacji jest to,że nauczysz się seksu z kobietą i
                  już nigdy facet Ciebie nie rozpali.Przed Tobą całe życie."

                  A tego zapyzialego myslenia gdzie cie nauczyli?

    • psychoguru Nie lekceważ opinii innych 06.10.08, 11:13
      holdcut napisała:

      > Witam, Mam nietypowy problem. Chociaż
      właściwie nie ja, tylko moja rodzina. Cał
      > a rzecz polega na tym, że zakochałam się w
      kobiecie. Co więcej - 42 letniej, cz
      > yli ponad dwa razy starszej ode mnie.

      PONAD 2x starszy partner to temat z DUZYMI
      znakami zapytania. Nawet mozna postawic
      pytania czy moze jestes jeszcze nastolatka i
      moze robisz sobie tutaj jajnikowe dowcipy.

      Normalnie (moga byc baaardzo rzadkie
      wyjatki) odradza sie takie zwiazki. Bo taka
      roznica wieku przejawia sie w wielu sprawach
      poczynajac od ogolnej postawy zyciowej do
      bardzo praktycznych rzeczy. Tylko i
      wylacznie dla ilustracji: np. mlodszy
      partner chcialby pohasac w dyskolach a ten
      starszy woli obejrzec dyskusje w telewizji
      co dla mlodszego jest przynudzaniem
      wapniakow, albo po prostu starszy partner
      sapie, chrapie i pierdzi co dla mlodszego
      jest okropnie niestetyczne.

      Praktyka dowodzi tez ze zwiazki o tak duzej
      roznicy wieku wynikaja z problemow w
      profilach partnerow. Na przyklad starszy
      partner z trudnym charakterem i po kilku
      nieudanych zwiazkach poluje na kogos bardzo
      mlodego w nadziei ze uda sie go naginac do
      swojego stylu zycia. A mlody partner jest
      zagubiony, niedojrzaly i szuka oparcia w
      kims "doswiadczonym". Zwiazki takie sa
      nietrwale, roznice wychodza po 6-12
      miesiacach. Ale gdyby myslec o dluzszej
      przyszlosci to nie maja tez dobrych
      perspektyw w sytuacji gdy jeden partner
      zmierza w kierunku starosci a drugi dopiero
      zaczyna rozkwitac.

      W tym wypadku opinie rodziny koniecznie
      trzeba wziac pod uwage. Moga to wyrazac w
      moherowy sposob tak jak tutaj ludzie o
      radyjnych pogladach ale sam problem roznicy
      wieku jest i to niewykle powazny.

      Byc moze dobrze byloby sie udac na rozmowy z
      terapeuta. Pomoglby to wyswietlic powody dla
      ktorych wpadlas w ta sytuacje. To moze
      wygladac na przypadek ale tak nie jest, to
      wynika z profilu osobowosci i historii
      zycia.
      • elielieli Re: Nie lekceważ opinii innych 06.10.08, 11:45
        "Normalnie (moga byc baaardzo rzadkie
        wyjatki) odradza sie takie zwiazki".
        No i jeszcze jeden psycholog, ktory wie co jest NORMALNE...

        Odradza sie takie zwiazki.
        To jeszcze dodaj kto je odradza!

        Roznica wieku:
        mlode malzenstwa (hetero) z minimalna roznica wieku rozchodzaa sie
        przecietnie po 3 latach...
        • malakas Re: Nie lekceważ opinii innych 06.10.08, 13:00
          elielieli napisała:

          > Roznica wieku:
          > mlode malzenstwa (hetero) z minimalna roznica wieku rozchodzaa sie
          > przecietnie po 3 latach...

          Wlazla do biura i wypila kałamarz
        • psychoguru Re: Nie lekceważ opinii innych 06.10.08, 14:07
          elielieli napisała:

          > "Normalnie (moga byc baaardzo rzadkie
          > wyjatki) odradza sie takie zwiazki".
          > No i jeszcze jeden psycholog, ktory wie co
          jest NORMALNE...

          Jednak wyglada na to ze trzeba bedzie
          otworzyc wontal 3xeli. Wyraz "Normalnie" byl
          uzyty w sensie "zwykle" co zreszta
          podkreslalo stwierdzenie w nawiasie.

          > Odradza sie takie zwiazki.
          > To jeszcze dodaj kto je odradza!

          Praktycznie wszyscy, zaczynajac od
          specjalistow a konczac na ludziach o
          zdrowym rozsadku.

          > Roznica wieku:
          > mlode malzenstwa (hetero) z minimalna
          roznica wieku rozchodzaa sie
          > przecietnie po 3 latach...

          Jak zwykle wychodzi sekciarski brak logiki.
          Tu sie nie mowi o problemach mlodych
          malzenstw, nie ma tez nic do rzeczy
          orientacja ktora nie wiadomo z jakiego
          powodu wtykasz. Chodzi o podstawowe warunki
          do stalego zwiazku. Ogromna roznica wieku
          jest takim samym przeciwwskazaniem jak
          nieustabilizowana ekonomia, akoholizm,
          zachowania asocjalne, choroby psychiczne.
          Wiec oczywiscie moze sie zdarzyc ze zwiazek
          z alkoholikiem bedzie udany, z kryminalista
          bedzie super, a ze schizofrenikiem bedzie
          bajkowo. Tylko ze prawdopodobienstwo tego
          jest niewielkie.
          • elielieli Re: Nie lekceważ opinii autorki 06.10.08, 14:15
            Szkoda tylko ze ty w swoim ksiazkowym i normatywnym
            doradztwie ...pominelas opinie autorki:"To uczucie jest
            odwzajemnione, niestety moja ukochana mieszka na innym kontynencie
            i dopiero w przyszłym roku będziemy razem. Moja rodzina nie
            akceptuje tego związku i utrudnia mi na każdym kroku i tak niełatwą
            dla mnie sytuację. A ja nigdy w życiu nie czułam się tak szczęśliwa
            jak z tą kobietą! "
            Rozumiesz juz teraz o czym mowisz czy jeszcze nie?
            Wszystko postanowione, ona jest szczesliwa, do pelni szczescia
            brakuje jeszcze roku, ale ona nie chce stracic uczuc rodziny. I
            pyta sie co zrobic z rodzina a nie z jej uczuciem do tej kobiety.
          • elielieli Re: Nie lekceważ opinii innych 06.10.08, 14:19
            "Wszystko skończy się chyba zerwaniem kontaktów, kiedy do Niej
            wyjadę, jeśli oni nie zmienią podejścia".
            To jest problem na ktory szuka sposobu.
            "to wynika z profilu osobowosci i historii zycia."

            Napewno nie chce zmieniac ani swojej osobowosci (bo to nie mozliwe)
            ani historii zycia (bo to pranie mozgu).
            • malakas Re: Nie lekceważ opinii innych 06.10.08, 14:39
              elielieli napisała:

              > Napewno nie chce zmieniac ani swojej osobowosci (bo to nie
              mozliwe)

              Już ktoryś raz to słyszę. Mocno podejrzany aksjomat.

              • elielieli Re: Nie lekceważ opinii innych 06.10.08, 15:02
                No, dobrze to nazwalas i sama sobie odpowiedzialas: osobowosc to
                aksjomat. Gdyby dala sie zmienic nie bylaby osobowoscia tylko czyms
                przejsciowym.
                • malakas Re: Nie lekceważ opinii innych 06.10.08, 15:53
                  elielieli napisała:

                  > No, dobrze to nazwalas i sama sobie odpowiedzialas: osobowosc to
                  > aksjomat. Gdyby dala sie zmienic nie bylaby osobowoscia tylko
                  > czyms przejsciowym.

                  Bez urazy 3xeli, ale albo masz problem z językiem polskim albo na
                  szkołe rzucałaś kamieniami. Sprawdź Ty se w jakiej wikipedii co to
                  aksjomat.
          • elielieli Re: Nie lekceważ opinii innych 06.10.08, 15:32
            Psycholgulu napisala: "Ogromna roznica wieku
            jest takim samym przeciwwskazaniem jak
            nieustabilizowana ekonomia, akoholizm,
            zachowania asocjalne, choroby psychiczne".

            wiec wg. ciebie ogromna roznica wieku jest czyms w rodzju
            patologii, porownywalnym z alkoholizmem, choroba psychiczna?
            Sama siebie nie osmieszaj.
            • psychoguru Re: Nie lekceważ opinii innych 06.10.08, 18:24
              elielieli napisała:

              > wiec wg. ciebie ogromna roznica wieku jest czyms w rodzju
              > patologii, porownywalnym z alkoholizmem, choroba psychiczna?
              > Sama siebie nie osmieszaj.

              Co za idiotyczne porownywanie. Mowa jest o najrozmaitszych
              przeciwskazaniach do zakladania stalego zwiazku a sa one tak rozne
              ze porownywanie ich jest kompletnie bez sensu. Zwiazek osoby
              nastoletniej z 40+ wynika z problemow osobowosciowych jednej lub
              obu z nich (*prawie* na pewno).
      • elielieli Re: Nie lekceważ opinii innych 06.10.08, 11:54
        "albo po prostu starszy partner
        sapie, chrapie i pierdzi co dla mlodszego
        jest okropnie niestetyczne".

        Starsze panie (a juz napewno nie 40-letnie) nie sapia i nie
        pierdza, a faceci i owszem, nawet mlodzi!
        • malakas Re: Nie lekceważ opinii innych 06.10.08, 12:59
          elielieli napisała:

          > Starsze panie (a juz napewno nie 40-letnie) nie sapia i nie
          > pierdza, a faceci i owszem, nawet mlodzi!

          Chyba zyjesz na innej planecie. Owszem i sapia i pierdzą. Oh pardon.
          Damy nie pierdzą, tylko "maja gazy" :-)
          Z uwagi na pozostawanie w toksycznych związkach. Ole!
    • holdcut Re: Rodzina nie akceptuje mojego związku - co rob 06.10.08, 15:02
      Pomijając już wszystko inne, taki wyjazd to przecież dla mnie szansa.
      Skończę studia na renomowanym zagranicznym uniwersytecie, zdobędę doświadczenie zawodowe (tak, będę pracować, nie zamierzam być na czyimś utrzymaniu) - jeśli wszystko dobrze pójdzie, będę pracować jako grafik. Nauczę się bardzo dobrze języka - mam na myśli zarówno zwyczajne, codzienne użycie, jak i opanowanie słownictwa zawodowego i technicznego. Zawsze mogę wrócić, z dobrym wykształceniem, oszczędnościami ... albo tam po prostu zostać.
      Dzięki dłuższemu pobytowi za granicą poznam wielu nowych ludzi, przecież nie będę tam siedziała pod kloszem.
      Niestety te argumenty absolutnie nie trafiają do rodziny. Oni widzą tylko jedno - to, że chodzi o kobietę i to starszą. Cała reszta w ogóle nie ma dla nich znaczenia.
      • elielieli Re: Rodzina nie akceptuje mojego związku - co rob 06.10.08, 15:19
        Sa i dobre strony zwiazku ze starszym partnerem, ale jak sama juz
        zobaczylas dla polskich psychologow jest tak jak dla twojej
        rodziny:cala reszta nie ma znaczenia.
        Wyjedz za granice, w innym klimacie zobaczysz ze od starszego
        partnera mozna sie duzo nauczyc. A w ogole to traktuj te sytuacje
        jako proces indiwiduacji: mozesz dobrze trafic a mozesz sie pomylic
        i strasznie przejechac, ale przynajmniej probowalas sie poznac
        (sama siebie...).Jezeli zostaniesz, zostaniesz zasymilowana i
        przywrocona na lono rodziny i spoleczenstwa, tylko jaki z tego
        pozytek DLA CIEBIE?
        Ja mysle ze milosc rodzica nie moze ograniczac sie do sztywnych
        nakazow/zakazow. Jezeli w ogole cie kochali, to po jakims czasie
        stosunki dojda do normy.
        Przyszlosc mlodej dziewczyny nie jest u boku jej matki czy babci...
      • psychoguru Pierwsza naiwna 06.10.08, 18:40
        holdcut napisała:

        > Pomijając już wszystko inne, taki wyjazd to przecież dla mnie
        szansa.
        > Skończę studia na renomowanym zagranicznym uniwersytecie, zdobędę
        doświadczenie
        > zawodowe (tak, będę pracować, nie zamierzam być na czyimś
        utrzymaniu) - jeśli
        > wszystko dobrze pójdzie, będę pracować jako grafik.

        Chwileczke: To ta osoba ci to wszystko proponuje, ofiarowuje i tym
        kusi??? Nie zamierzasz byc na czyims utrzymaniu a myslisz o
        studiach na "renomowanym" uniwersytecie??? Ta osoba z innego
        kontynentu ci to tak z milosci wszystko obiecuje i sfinansuje?
        Czy ty czasem nie chodzilas do szkoly pod gorke?

        >Nauczę się bardzo dobrze
        >jezyka - mam na myśli zarówno zwyczajne, codzienne użycie, jak i
        opanowanie słown
        > ictwa zawodowego i technicznego. Zawsze mogę wrócić, z dobrym
        wykształceniem, o
        > szczędnościami ... albo tam po prostu zostać.

        Oszczędności, hoho. A moze od razu myslec ze zostaniesz milionerka?

        > Dzięki dłuższemu pobytowi za granicą poznam wielu nowych ludzi,
        przecież nie bę
        > dę tam siedziała pod kloszem.

        Tak, bedzie wspaniale i cudownie. Raj za darmo, dzieki milosci.

        > Niestety te argumenty absolutnie nie trafiają do rodziny. Oni
        widzą tylko jedno
        > - to, że chodzi o kobietę i to starszą. Cała reszta w ogóle nie
        ma dla nich zn
        > aczenia.

        Jezeli opowiadasz takie bajki rodzicom to jasne ze nie wierza no bo
        w to tylko pierwsza naiwna uwierzy. Za to w mediach jest pelno o
        naiwnych kotrym obiecywano renomowane uniwersytety a wyladowaly w
        burdelach i to malo renomowanych, z praca na akord i trzy zmiany.

        Na dodatek jesli sadzisz ze wyjazdy to raj to poczytaj na tym forum
        wypowiedzi osobniczki elielieli i na forum emigracja tez. Po
        kilkunastu latach pobytu zagranica efektem jest sekciarstwo i
        puszczanie pawi na krajowym forum. Jakby ta osoba byla porzadnie
        usadowiona w swoim miejscu to by tutaj nie popisywala sie swoimi
        problemami psychologicznym, nie?
        • holdcut Re: Pierwsza naiwna 06.10.08, 20:17
          Jeśli ja miałam do szkoły pod górkę, to Ciebie edukacja chyba w ogóle ominęła.
          Czy ja gdzieś napisałam, że ona mnie czymkolwiek "kusi"? Wystarczy ciężka praca,
          stypendium i umiejętności. W życiu nie ma niczego za darmo. Uważasz, że
          renomowaną uczelnię można skończyć tylko będąc na czyimś utrzymaniu? Współczuję.
          Już teraz, bez etatu, pracując tylko na umowę - zlecenie dałam radę zgromadzić
          sporo oszczędności. Chcieć to móc, przykro mi, że Ty tak nie dajesz rady.

          Jak rozumiem, podczas pracy za granicą w ogóle się nie oszczędza, tak?
          Oczywiście, za to Polska to kraina mlekiem i miodem płynąca, można bez problemu
          mieć kasę na życie, przyjemności i wakacje. A z pracą nie ma żadnych problemów.
          No i jest gigantyczne zapotrzebowanie na ludzi w moim fachu. Jasne.

          Nie, nie raj za darmo. I nie dzięki miłości. Mam wrażenie, że straszna zazdrość
          z Ciebie przemawia. Ciężka praca owocuje, po prostu. A że Tobie się uczyć nie
          chciało, to nie znaczy, że każdy jest taki leniwy. Nie wiem jak według Ciebie
          wygląda przebywanie za granicą, izolowałbyś się pewnie od ludzi z powodu
          nieznajomości języka? Ja tego problemu nie mam i nie wyobrażam sobie wyjazdu
          gdziekolwiek na dłużej, podczas którego bym nie nawiązała wielu nowych znajomości.

          Mnie nikt nie obiecuje niczego. Co, "pośrednik" ma mi załatwić uniwersytet?
          Dzięki wielkie, niektórzy i w Polsce tak kombinują, ja wolę sama dojść do
          wszystkiego. "Pierwsza naiwna", tak? Nie wiem, sądzisz, że każdy jest taki jak
          Ty czy w czym problem? Zresztą, w ogóle nie skupiłeś się na pytaniu zawartym w
          moim poście i problem robisz tam, gdzie go nie ma. A jeśli Twoim zdaniem efektem
          emigracji jest sekciarstwo, to patrząc na Twoje posty powiedziałabym, że efektem
          pozostania w kraju jest zazdrość i niestety głupota. Starasz się pisać z pozycji
          "mądrego i oświeconego", a te Twoje dobre rady są śmieszne.

          W ogóle nie znasz mojej sytuacji, a od razu robisz ze mnie idiotkę, która
          wyląduje w burdelu, bo uwierzyła w czyjeś bzdury. Tylko dlatego, że sobie
          wszystko postanowiłeś dopowiedzieć.
          Pogratulować, doprawdy.
          • santiago30 Re: Pierwsza naiwna 06.10.08, 22:10
            Skoro nie chcesz odpowiedzi to po co pytasz? Ludzie poświęcaj czas, żeby Ci
            poradzić a Ty reagujesz agresją bo to się nie zgadza z tym co sobie wymarzyłaś?

            A w ogóle czytając to co piszesz można mieć wrażenie, że dla Ciebie ten układ to
            po prostu okazja na wyjazd z Polski i ustawienie się w innym świecie. Jeśli ta
            "miłość" wygląda podobnie z drugiej strony to ładnie się to wszystko zapowiada -
            wzajemne wykorzystywanie i potem klops.
          • elielieli Re: Pierwsza naiwna 06.10.08, 22:15
            Gratuluje, ja tu spedzilam pare wieczorow zeby dojsc do tego co ty
            napisalas o psycholugulu.
            Moge ci cos poradzic?
            Nie pytaj o rady. Jestes dojrzala osoba a swoja decyzje juz
            wywazylas az za bardzo. Wyjedz, ciesz sie zyciem , omijaj ludzi z
            ciemnogrodu. A wrazie gdyby kiedys mialo cos nie wyjsc ( w co nie
            wierze, widac ze polegasz na sobie, to dlaczego mialo by nie
            wyjsc..?)to przeciez nie masz gwarancji ze w Polsce byloby lepiej.
            Jedyny problem z rodzina-mow im czesto jak bardzo ich kochasz ale
            nie wdawaj sie w dyskusje.
            • elielieli Re: Pierwsza naiwna 06.10.08, 22:18
              Wez tez pod uwage ze tu czesto jedna i ta sama osoba wali te same
              glupoty pod jednym nickiem aby dac pozor "opini publicznej".Zmien
              forum tak jak i ja to robie. Dosyc z chamami.
            • santiago30 Dojrzała osoba? 06.10.08, 22:53
              elielieli napisała:

              > Nie pytaj o rady. Jestes dojrzala osoba a swoja decyzje juz
              > wywazylas az za bardzo.

              20-o latka dojrzałą osobą? Wolne żarty... Ja sam mam dopiero trzydziechę a już
              się dziwię jaki durny byłem jak miałem te 20 lat. Na szczęście nie wpadło mi
              wtedy do głowy związać się z jakimś facetem w USA i pojechać tam do niego na
              piękne oczy...
              • holdcut Re: Dojrzała osoba? 06.10.08, 23:09
                Santiago, 3 dychy masz, za dalej nie potrafisz czytać ze zrozumieniem.
                Poświęcasz swój czas na udzielenie mi odpowiedni na pytanie, którego nie
                zadałam. Gdybyś był łaskaw przeczytać mojego pierwszego posta, wiedziałbyś, że
                pytam o co, co zrobić z rodziną, a nie o to, czy mój plan na życie jest dobry.
                To jest akurat moja sprawa i nic Ci do tego.
                Ja szukam tylko sposobu wyjścia z sytuacji w której rodzina się ode mnie odcina.

                A wiek mimo wszystko nie jest w wyznacznikiem dojrzałości. Liczy się
                doświadczenie życiowe. Aż mi się przypomniało zasłyszane gdzieś zdanie:
                Mężczyzna do 3 roku życia się rozwija, a potem tylko rośnie.

                Pozdrawiam
                • santiago30 Re: Dojrzała osoba? 06.10.08, 23:31
                  holdcut napisała:

                  > Santiago, 3 dychy masz, za dalej nie potrafisz czytać ze zrozumieniem.
                  > Poświęcasz swój czas na udzielenie mi odpowiedni na pytanie, którego nie
                  > zadałam.

                  Po pierwsze, to nie odpowiadałem Tobie.
                  Po drugie - skąd ta agresja?

                  > Gdybyś był łaskaw przeczytać mojego pierwszego posta, wiedziałbyś, że
                  > pytam o co, co zrobić z rodziną, a nie o to, czy mój plan na życie jest dobry.
                  > To jest akurat moja sprawa i nic Ci do tego.

                  Po trzecie: właśnie - "co zrobić z rodziną". Znaczy jak ją tak zaczarować i
                  zmienić, żeby się z Tobą zgodziła i zaakceptowała Twój plan na życie, ba, by
                  podzielała Twój wobec tego planu zachwyt. Jak ją ulepić tak, żeby była taką jaką
                  chcesz, żeby się dopasowała do Ciebie.

                  Nie dociera do Ciebie, że nie możesz nic "zrobić z rodziną" bo ich reakcja jest
                  naturalną reakcją ludzi doświadczonych i życie znających na to, że brniesz w bagno?

                  Mnie to wisi, bo Cię nie znam, brnij sobie - poobijasz sobie d..ę to kiedyś
                  zmądrzejesz. Albo i nie. Ale oni Cię kochają, ciężko im machnąć ręką na to, że
                  właśnie zamierzasz sobie zwichnąć życie.

                  > Ja szukam tylko sposobu wyjścia z sytuacji w której rodzina się ode mnie odcina
                  > .

                  Zrozum, nie ma dobrego wyjścia takiego, żeby wszyscy byli zadowoleni. NIE MA.

                  > A wiek mimo wszystko nie jest w wyznacznikiem dojrzałości. Liczy się
                  > doświadczenie życiowe.

                  Jasne. A skąd się bierze doświadczenie życiowe, no skąd? Z życia. Więc wiek jest
                  pewnym dobrym przybliżeniem, bo żyjąc ca 10 lat więcej niż Ty przeżyłem ciut
                  więcej. Z koleji Twoi rodzice pewnie mają jeszcze więcej i naprawdę niejedno
                  widzieli.

                  Ale jasne, wiek o niczym nie decyduje. W ogóle starzy to tylko smęcą, są
                  niemądrzy i nie rozumieją miłości, prawda?

                  > Aż mi się przypomniało zasłyszane gdzieś zdanie:
                  > Mężczyzna do 3 roku życia się rozwija, a potem tylko rośnie.

                  Znowu agresja. Lepiej Ci od tego?
                  • elielieli Re: Dojrzała osoba? 06.10.08, 23:36
                    "Znaczy jak ją tak zaczarować i
                    zmienić, żeby się z Tobą zgodziła i zaakceptowała Twój plan na
                    życie, ba, by
                    podzielała Twój wobec tego planu zachwyt."
                    A CZEMU nie? Dlaczego znowu rodzina nie moglaby zrozumiec ze
                    dziewczyna chce zyc na wlasna reke i ma wlasny pomysl na zycie? To
                    chyba nie przestepstwo?
                    Przeciez nie zabraniajac jej zyc moga jej czegokolwiek nauczyc, tym
                    bardziej zycia. O czym my tu dyskutujemy?
                    • santiago30 Re: Dojrzała osoba? 07.10.08, 00:03
                      Zabraniać nie mogę ale akceptować nie muszą. I nie ma żadnej magicznej metody by
                      ich do tego przekonać czy zmusić. Sorki, ale nie ma.
              • elielieli Re: Dojrzała osoba? 06.10.08, 23:27
                O ile mi wiadomo egzamin "dojrzalosci" zdaje sie w wieku 17-18 lat.
                Dojrzalosc holdcut widac po tym jak ocenia osoby. Ja sie o wiele
                dluzej zastanawialam co jest nie tak z psycholgulu, ona na to
                wpadla po paru godzinach.
                Coz, faceci wiadomo...wieczni chlopcy
                A cham chamem, na wieki wiekow.
          • psychoguru Re: Pierwsza naiwna 06.10.08, 23:18
            holdcut napisała:

            > Jeśli ja miałam do szkoły pod górkę, to Ciebie edukacja chyba w
            ogóle ominęła.
            > Czy ja gdzieś napisałam, że ona mnie czymkolwiek "kusi"?
            Wystarczy ciężka praca
            > ,
            > stypendium i umiejętności. W życiu nie ma niczego za darmo.
            Uważasz, że
            > renomowaną uczelnię można skończyć tylko będąc na czyimś
            utrzymaniu? Współczuję
            > .

            Renomowana uczelnie zagranica tak od reki mozna zaczac i skonczyc?
            Stypendium daja kazdemu??

            > Już teraz, bez etatu, pracując tylko na umowę - zlecenie dałam
            radę zgromadzić
            > sporo oszczędności. Chcieć to móc, przykro mi, że Ty tak nie
            dajesz rady.
            > Jak rozumiem, podczas pracy za granicą w ogóle się nie oszczędza,
            tak?
            > Oczywiście, za to Polska to kraina mlekiem i miodem płynąca,
            można bez problemu
            > mieć kasę na życie, przyjemności i wakacje. A z pracą nie ma
            żadnych problemów.
            > No i jest gigantyczne zapotrzebowanie na ludzi w moim fachu.
            Jasne.

            A gdzie tu byla o tym mowa? Nikt nie mowi ze nie masz wyjezdzac
            zagranice. Ale to co piszesz ze o swojej znajomosci
            (internetowej???) z osoba "ponad" 2x starsza oraz o studiach na
            renomowanych uniwerkach do ktorych trzeba sie najpierw nauczyc
            jezyka to sie qpy nie trzyma. Spojrzyj realnie na zycie, 99% ludzi
            wyjezdzajacych zagranice bez wyksztalcenia i jezyka egzystuje na
            zmywakach i tasmach. Oczywiscie to bardzo dobrze ze sobie radza w
            ciezkiej pracy tylko nie marza o renomowanych uniwerkach.

            > W ogóle nie znasz mojej sytuacji, a od razu robisz ze mnie
            idiotkę, która
            > wyląduje w burdelu, bo uwierzyła w czyjeś bzdury. Tylko dlatego,
            że sobie
            > wszystko postanowiłeś dopowiedzieć.
            > Pogratulować, doprawdy.

            Ale kto tu mowil ze TY wyladujesz? Mowa byla tylko o tym ze media
            opisuja pelno takich przypadkow naiwnych wiec rodzina slusznie
            zwraca cie uwage na rozne mozliwe ryzyka. W twoim przypadku
            naiwnosc na pewno jest w wiazaniu sie z partnerem w wieku podobnym
            do twojej matki i mrzonkach o "renomowanych" studiach. Aha, a po
            drodze musisz sie jeszcze nauczyc biegle jezyka zeby podjac te
            renomowane studia. I jeszcze bedziesz ciezko pracowac zeby
            oszczedzac. A twoj partner bedzie ci w tym wszystkim matkowac.

            W tym wszystkim najpierw nalezaloby sie zastanowic nad osobowoscia
            twojego kandydata na stalego partnera. No bo ty jestes jak widac
            mloda i malo realistyczna zyciowo ale osoba 40+ to co innego. Wiec
            bardzo prawdopodobne jest ze ta osoba jest pod jakimis wzgledami
            problemowa.

            Przy okazji skoro to podkreslasz, plec tej osoby jest kompletnie
            bez znaczenia, w ogole nie ma tutaj o tym mowy. Mozna by sie
            ewnetualnie zastanawiac czy twoja orientacja jest w pelni
            ukierunkowana lub moze jest bi i w jakiej proporcji. W tym celu
            nalezaloby okreslic profil seksualny i historie zycia w tym
            obszarze.
            • holdcut Re: Pierwsza naiwna 07.10.08, 00:17
              -----> "Renomowana uczelnie zagranica tak od reki mozna zaczac i skonczyc?
              Stypendium daja kazdemu?"

              Nie, nie każdemu. Tym, którzy na nie zasługują i mają osiągnięcia. Trzeba było zakuwać za młodu, to może być się też mógł czymś pochwalić.

              -----> "A gdzie tu byla o tym mowa? Nikt nie mowi ze nie masz wyjezdzac zagranice. Ale to co piszesz ze o swojej znajomosci (internetowej???) z osoba "ponad" 2x starsza oraz o studiach na renomowanych uniwerkach do ktorych trzeba sie najpierw nauczyc jezyka to sie qpy nie trzyma. Spojrzyj realnie na zycie, 99% ludzi
              wyjezdzajacych zagranice bez wyksztalcenia i jezyka egzystuje na zmywakach i tasmach. Oczywiscie to bardzo dobrze ze sobie radza w ciezkiej pracy tylko nie marza o renomowanych uniwerkach."

              Nie, znajomość nie jest internetowa, nie wiem, skąd taki wniosek. Przeczytałbyś pierwszy post, to byś wiedział. Językiem władam w stopniu bardzo dobrym, kolejne błędne założenie z Twojej strony?
              Jest różnica między wyjeżdżaniem za granicę na studia, a wyjazdem zarobkowym. To Twoje 99% to ludzie, którzy nawet nie myślą o kontynuowaniu edukacji. Możesz sobie śmiało marzyć na swoim zmywaku o czym tylko chcesz, ja wolę się uczyć.


              -----> "Ale kto tu mowil ze TY wyladujesz? Mowa byla tylko o tym ze media opisuja pelno takich przypadkow naiwnych wiec rodzina slusznie zwraca cie uwage na rozne mozliwe ryzyka. W twoim przypadkunaiwnosc na pewno jest w wiazaniu sie z partnerem w wieku podobnym
              do twojej matki i mrzonkach o "renomowanych" studiach. Aha, a po drodze musisz sie jeszcze nauczyc biegle jezyka zeby podjac te renomowane studia. I jeszcze bedziesz ciezko pracowac zeby oszczedzac. A twoj partner bedzie ci w tym wszystkim matkowac."

              Ależ przez Ciebie gorycz przemawia. Mam wrażenie, ze wylewasz tutaj swoje żale i biadolisz nad TWOIM życiem, które nie jest takie, jak sobie wymarzyłeś. Dla Ciebie studia za granicą to mrzonka, dla mnie bardzo realna sprawa. Po raz kolejny - trzeba się było uczyć, to może teraz miałbyś ciekawsze zajęcie niż wyładowywanie się na forach internetowych.
              Co do uwagi o matkowaniu - wyczuwam problem - czyżby wciąż nieodcięta pępowina?


              -----> "W tym wszystkim najpierw nalezaloby sie zastanowic nad osobowoscia twojego kandydata na stalego partnera. No bo ty jestes jak widac mloda i malo realistyczna zyciowo ale osoba 40+ to co innego. Wiec bardzo prawdopodobne jest ze ta osoba jest pod jakimis wzgledami problemowa."

              Faktycznie, chcąc podjąć studia za granicą wykazuję się wręcz całkowitą nieporadnością życiową i brakiem jakiegokolwiek realizmu. Przecież ja w ogóle nie myślę o przyszłości! Poza tym dziękuję, że mnie oświeciłeś, nie zdawałam sobie sprawy, że po 40 ludzie stają się problemowi.


              -----> "Po pierwsze, to nie odpowiadałem Tobie.
              Po drugie - skąd ta agresja?"

              To ciekawe, pewna byłam, że to do mnie kierowane, bo któż inny z tego wątku oczekiwał rady? A bronienie swoich racji to nie agresja.


              -----> "A w ogóle czytając to co piszesz można mieć wrażenie, że dla Ciebie ten układ to po prostu okazja na wyjazd z Polski i ustawienie się w innym świecie. Jeśli ta "miłość" wygląda podobnie z drugiej strony to ładnie się to wszystko zapowiada -
              wzajemne wykorzystywanie i potem klops. "

              A może po prostu chcę stanąć własnych nogach tak szybko jak się da, bez niczyjej pomocy? Niektórzy nie potrafią być samodzielni, spoko. Ja chcę żyć na własny koszt.


              -----> "Po trzecie: właśnie - "co zrobić z rodziną". Znaczy jak ją tak zaczarować i zmienić, żeby się z Tobą zgodziła i zaakceptowała Twój plan na życie, ba, by
              podzielała Twój wobec tego planu zachwyt. Jak ją ulepić tak, żeby była taką jaką chcesz, żeby się dopasowała do Ciebie."

              Faktycznie, zapomniałam, to ja mam MOJE życie dopasować do ich idealnego planu i wizji świata. Bo tak jest oczywiście najlepiej.


              -----> "Nie dociera do Ciebie, że nie możesz nic "zrobić z rodziną" bo ich reakcja jest naturalną reakcją ludzi doświadczonych i życie znających na to, że brniesz w bagno?"

              Uwierz mi, że bagna to ja już w swoim życiu doświadczyłam i teraz mam okazję się z niego wyrwać. No ale dla Ciebie zapewne "zboczenie" samo w sobie jest już bagnem, a dorzucić do tego zagranicę, to po prostu orgia.

              -----> "Mnie to wisi, bo Cię nie znam, brnij sobie - poobijasz sobie d..ę to kiedyś zmądrzejesz. Albo i nie. Ale oni Cię kochają, ciężko im machnąć ręką na to, że właśnie zamierzasz sobie zwichnąć życie."

              A nie pomyślałeś, że to właśnie oni teraz próbują mi zwichnąć życie i podciąć skrzydła?


              -----> "Jasne. A skąd się bierze doświadczenie życiowe, no skąd? Z życia. Więc wiek jest pewnym dobrym przybliżeniem, bo żyjąc ca 10 lat więcej niż Ty przeżyłem ciut więcej. Z koleji Twoi rodzice pewnie mają jeszcze więcej i naprawdę niejedno
              widzieli. "

              Przeżyć to przeżyłeś więcej lat. Jedyna pewna rzecz. Ludzi nie kształtuje wiek, tylko sytuacje, w których się znajdowali i nawet 15-latek może być bardziej doświadczony życiowo niż Ty. Zawsze mnie bawiło, kiedy ktoś używał wieku jako argumentu na potwierdzenie jego "mądrości".


              Nie myl agresji z sarkazmem tudzież ironią.


              elielieli - dzięki za wsparcie :)
            • rzeka.suf Re: Pierwsza uprzedzona? 07.10.08, 01:09
              ja tylko nt zagranicy:
              czy psychoguru kiedykolwiek bylo za granica?
              czy wiedze nt zagranicy opierasz na ' mrozacych krew w zylach' doniesieniach
              superexpresu?
              czy serio uwazasz za poprawne, budowania przekonan nt zagranicy na podstawie
              wypowiedzi kilkunastu forumowiczow?
              wiadomo, ze zagranica to nie raj, tak samo jak rajem nie jest polska. raj na
              ziemi po prostu nie istnieje.

              jasne, ze nie warto popadac w jakis szalenczy amok i lekcewazyc potencjalne
              zagrozenia, ale nie ma po co ich wyolbrzymiac.
              na ogol poslugujesz sie w swoich wywodach regulami, tym razem - w odniesieniu do
              zagranicy - opierasz sie na wyjatkach.
              dziewczyna doklada ci dane: dobra znajomosc jezyka, sklonnosc do polegania na
              samej sobie i swojej pracy, chec i latwosc zawierania kontaktow z ludzmi.
              ' wroze', ze ona poradzi sobie z zyciem lepiej niz pracujac na zmywaku lub w
              burdelu, nawet bez pomocy partnerki.


              • mruff Re: rodzina 07.10.08, 07:46
                Jak to nie wiesz co z nimi zrobić?

                "pa mamo,tato,jadę za granicę studiować i do miłości swego życia"
                jeśli będziecie chcieli-przylecę na święta
                dbajcie o siebie

                Co w tym skomplikowanego? Innego wyjścia nie masz
              • psychoguru Re: Pierwsza uprzedzona? 07.10.08, 08:56
                rzeka.suf napisała:

                > ja tylko nt zagranicy:
                > czy psychoguru kiedykolwiek bylo za
                granica?
                > czy wiedze nt zagranicy opierasz na '
                mrozacych krew w zylach' doniesieniach
                > superexpresu?
                > czy serio uwazasz za poprawne, budowania
                przekonan nt zagranicy na podstawie
                > wypowiedzi kilkunastu forumowiczow?
                > wiadomo, ze zagranica to nie raj, tak samo
                jak rajem nie jest polska. raj na
                > ziemi po prostu nie istnieje.

                No przeciez wlasnie o to chodzi. A co
                powiesz jesli ktos mowi ze jak pojedzie
                zagranice to skonczy studia na renomowanym
                uniwerku bo dostanie stypendia, przy okazji
                edzie pracowal i zrobi duze oszczednosci a
                potem dostanie znakomita prace? I jeszcze
                bedzie zyl w szczesliwym zwiazku z partnerem
                w wieku rodzicow?

                Zamiast opowiadania takich bajek lepiej grac
                w totolotka, prawdopodobienstwo powodzenia
                jest podobne ale kasa wieksza.

                > jasne, ze nie warto popadac w jakis
                szalenczy amok i lekcewazyc potencjalne
                > zagrozenia, ale nie ma po co ich
                wyolbrzymiac.


                Przeciez tak bylo napisane: realnie biorac
                99% ludzi wyjezdzajacych zagranice bez
                wyksztalcenia i jezyka nie konczy zadnych
                renomowanych uniwerow tylko zasuwa na
                zmywakach. To nie jest wyolbrzymianie.


                > na ogol poslugujesz sie w swoich wywodach
                regulami, tym razem - w odniesieniu d
                > o
                > zagranicy - opierasz sie na wyjatkach.
                > dziewczyna doklada ci dane: dobra
                znajomosc jezyka, sklonnosc do polegania na
                > samej sobie i swojej pracy, chec i latwosc
                zawierania kontaktow z ludzmi.
                > ' wroze', ze ona poradzi sobie z zyciem
                lepiej niz pracujac na zmywaku lub w
                > burdelu, nawet bez pomocy partnerki.

                I tu popelniasz zasadniczy blad. A wynika on
                z tego ze jest bardzo duze
                prawdopodobienstwo ze ta osoba zyje w
                swiecie fantazji. Podstawowy brak realizmu
                widac od razu z tej hecy z partnerem i do
                tego fantazje na temat renomowanych
                uniwerkow. Osoba podchodzaca do zycia
                realistycznie nie bedzie sobie zawracala
                glowy pratnerami w wieku rodzicow a plany
                wyjazdu zagranice oceni na podstawie
                doswiadczen innych. Przeciez jest te
                kilkaset tysiecy ludzi co wyjechalo bez
                wyksztalcenia (lub nawet z wyksztalceniem
                tylko nieprzydatnym) do Londka w ostatnich
                latach. I co oni robia, pokonczyli jakies
                renomowane Oxfordy? I to jeszcze byly
                wyjazdy w ramach Unii gdzie od razu uzyskuje
                sie wszelkie prawa a oplaty za studia sa na
                poziomie miejscowych obywateli, a ta osoba
                mowi o wyjezdzie na inny kontynent gdzie
                jest o wiele trudniej.
                • rzeka.suf rozwazna i romantyczna ? 08.10.08, 00:47
                  'A co
                  powiesz jesli ktos mowi ze jak pojedzie
                  zagranice to skonczy studia na renomowanym
                  uniwerku bo dostanie stypendia, przy okazji
                  edzie pracowal i zrobi duze oszczednosci a
                  potem dostanie znakomita prace? I jeszcze
                  bedzie zyl w szczesliwym zwiazku z partnerem
                  w wieku rodzicow? '
                  powiem: powodzenia, a najpierw zapytam, jak sobie radzi tam, skad pochodzi, aby
                  wybadac jakie ma podstaw do sukcesu.
                  spojrze tez sceptycznie i postaram sie zasiac ziarno niepewnosci ( o, do tego
                  mam prawdziwy talent heh ;)
                  ale wizje apokalipsy roztaczac bede jedynie z przymruzeniem oka, o ile we
                  wczesniejszym wywiadzie nie wyjdzie, ze mam do czynienia z fanatasta - nierobem
                  snujacym mrzonki.
                  o zwiazku z partnerem w wieku rodzicow wypowiadac sie nie bede. mnie to nie
                  kreci, innych - moze. nie mam wiedzy na temat, nic do sprawy zatem nie wniose.
                  w sumie, dobrze by bylo, aby ktos dziewczynie pomatkowal nieco zanim rozwinie
                  skrzydla. a jednak nie powinna ona na to liczyc. powinna szacowac swoje szanse z
                  pominieciem ewentualnej pomocy ze strony ukochanej, w oparciu o kontakt z
                  ludzmi o podobnym do jej profilu, ktorzy na podobny krok sie odwazyli.

                  'realnie biorac
                  99% ludzi wyjezdzajacych zagranice bez
                  wyksztalcenia i jezyka nie konczy zadnych
                  renomowanych uniwerow tylko zasuwa na
                  zmywakach.'
                  link do badan poprosze, jak mnie bene nauczyla :)))
                  a tak od siebie powiem: niekoniecznie na zmywakach - mozna pracowac na innych
                  stanowiskach w restauracjach, w fabrykach, w sklepach itp. czy osiagnie cos
                  wiecej zalezy od umiejetnosci spolecznych danej osoby, jej samozaparcia,
                  konsekwencji, realizmu, optymizmu.
                  wobec tego co piszesz dalej, powiem: warto - asekurancko, no coz - zachowac
                  maksymalnie dobre stosunki z rodzina, jesli zdecyduje sie wyjechac. nie warto
                  palic za soba mostow ani podejmowac wiazacych decyzji w stanie egzaltacji.
                  uwazam, ze pomysl na np roczne wspolne zamieszkanie gdzies w europie, jaki
                  podsuwa yoko, jest bardzo dobry.
                  rozwazanie kwestii: 'czy byłabyś skłonna wyjechać na studia i do pracy, i
                  zostawić wszystko gdybyś nie była zakochana?? Czy robisz to wyłącznie dla niej?
                  ', rozwazenie prawdziwej motywacji i ewentualnych racjonalizatorskich dla niej
                  przykrywek jest po prostu kluczowe. niektore zakochane 20latki to zapewne umieja...


              • elielieli Re: Pierwsza uprzedzona? 07.10.08, 09:28
                Dajcie spokoj. Przy okazji tego watku wyszla cala kompetencja
                psychologiczna psycholagulu.Nie wiem dlaczego, ale to chyba
                jego/jej wiedza wyplywa wprost z podrecznikow z I° roku i zazartej
                lektury "Charakterow"...chociaz nie sadze bo skorzystalam z linka i
                przezytalam jeden artykol, byl na wiekszym poziomie niz ten
                reprezentowany przez psycho.
                No i jeszcze ten problem z osobowoscia...smiechu warte. Wszystko co
                psycholgulu wie o osobowosci, to roznica wieku...Nie znalazlam w
                zadnej teorii osobowosci zmianki o roznicy wieku, ale wiadomo:ja
                sie musze douczyc i prosic ja (ktos tu na forum mi sugerowal ze to
                baaardzo madra dziewczyna-wiec "ja") o rade i lekture (te
                obowiazkowa?te jedynie prawdziwa?)
                Holdcut, czy uwierzysz czy nie, ja bylam jeszcze mlodsza niz ty
                teraz, wyjechalam w ciemno, jezyka znalam tyle co moglam sie
                nauczyc po paru godzinach.Pracowalam jako baby sitter i nigdy nie
                zalowalam ze tak pracuje, zwiedzilam sporo swiata z rodzina u
                ktorej pracowalam.Po kilku latach zmienilam prace, wynajelam
                mieszkanie, poszlam na studia, dostalam stypendium.
                Nie zaluje ani jednego dnia.Kiedy jestem w Polsce i widze w jakich
                sytuacjach tkwia moje kolezanki, wtedy robi mi sie zal.Kazdego
                dnia dziekuje Bogu za mozliwosc uksztaltowania mojego zycia takim,
                jakie je chcialam.
                • psychoguru Re: Pierwsza uprzedzona? 07.10.08, 21:29
                  elielieli napisała:

                  > Dajcie spokoj. Przy okazji tego watku wyszla cala kompetencja
                  > psychologiczna psycholagulu.Nie wiem dlaczego, ale to chyba
                  > Nie zaluje ani jednego dnia.Kiedy jestem w Polsce i widze w
                  jakich
                  > sytuacjach tkwia moje kolezanki, wtedy robi mi sie zal.Kazdego
                  > dnia dziekuje Bogu za mozliwosc uksztaltowania mojego zycia
                  takim,
                  > jakie je chcialam.

                  Tyle ze jak widac masz powazne problemy psychologiczne, zarazilas
                  sie sekciarstwem i na polskich forach maniakalnie wypisujesz tony
                  bzdur. Jak ktos ma super zagranica to nie ma potrzeby misjonarstwa
                  w kraju.
                  • malakas Re: Pierwsza uprzedzona? 07.10.08, 21:34
                    A o co chodzi własciwie z tym sekciarstwem? Jakis konik a
                    la "dziecko gloduje, bo jest okradane" Kolegi polubu? Pytam, bo nie
                    wiem czyje zdrowie wypić, a toast ważna rzecz...
                    • elielieli Re: Pierwsza uprzedzona? 07.10.08, 21:42
                      A ty jeszcze czytasz posty psycholagulu??? Tak na trzezwo? No to
                      masz zdrowie!
                    • psychoguru Re: Pierwsza uprzedzona? 08.10.08, 21:12
                      malakas napisał:

                      > A o co chodzi własciwie z tym sekciarstwem?

                      Poczytaj co i jak wypisuje 3xeli. Bomarduje forum, czesto pisze
                      kilka tekstow jeden po drugim. Wtraca bez przerwy kawalki o
                      koscielnym terrorz w Polsce, i promuje skrajny ruch wyzwolenia
                      kobiet. Wszystko z religijnym zapalem - to sie nazywa sekciarstwo.
                      Do tego jeszcze dochodzi bredzenie z forum emigracja.
    • yoko0202 Re: Rodzina nie akceptuje mojego związku - co rob 07.10.08, 12:56
      holdcut, rozumiem doskonale co czuje Twoja rodzina, i Ciebie też
      rozumiem, ot zakochałaś się, każdego kiedyś trafia:)
      nie zawsze jednak musi się to wiązać z rzucaniem wszystkiego co
      znałaś do tej pory, bo wtedy jest jak widać trudniej.
      O ile oczywiście nikt nie przekona Cię, że jak się człowiek zakocha
      to zawsze się wydaje że to ta jedyna osoba i już na zawsze i do
      grobu, a bywa różnie niestety, o tyle odpowiedz sobie szczere na
      pytanie: czy byłabyś skłonna wyjechać na studia i do pracy, i
      zostawić wszystko gdybyś nie była zakochana?? Czy robisz to
      wyłącznie dla niej?
      To jest bardzo groźne, jeżeli jedna osoba zastępuje Ci nagle
      wszystko, rodzinę znajomych i dotychczasowe życie. Czy nie ma
      możliwości, żeby wypracować jakiś kompromis? Mówisz, że w grę
      wchodzi inny kontynent - może byłaby taka opcja, żebyście na np. rok
      zamieszkały razem gdzieś bliżej Polski, tj. w Europie? Może przez
      ten czas rodzice pogodziliby się z myślą o Twoim związku, ty byłabyś
      bliżej domu i miała jednak jakieś poczucie bezpieczeństwa i
      bliskości rodziny? O ile stan zakochania jest wspaniały i do
      pozazdroszczenia, o tyle trochę zdrowego rozsądku i strategicznego
      planowania nigdy nie zaszkodzi:)
    • spinline Mlodosc, mlodosc, mlodosc... 11.10.08, 14:50
      Szalona milosc, ktora wierzy w wiecznosc.

      Nic nie trwa wiecznie. W udanych zwiazkach ulega nowej kreacji i
      przestawianiu na inne tory.

      Natomiast zakochanie w pani podwojnie starszej od ciebe duzo mowi o
      twoich skrytych potrzebach...
Pełna wersja