Do osób tkwiących w nieudanych związkach

07.10.08, 09:37
dlaczego właściwie w nich tkwicie?
ja tkwię, ale nie wiem dlaczego.
Nie oczekuję bynajmniej, żeby ktoś z forum wytłumaczył mi moje
powody:) ale chciałabym usłyszeć Wasze historie i może jakoś
sprowokować się do kolejnych przemyśleń.
czerwona lampka zapalała mi się już dawno; minęły pierwsze
uniesienia; na dzień dzisiejszy mieszka u mnie facet, którego ledwo
toleruję, nasze życie to marazm bez namiętności, zero wspólnych
pasji, planów, perspektyw na przyszłość
przyziemne powody bycia razem odpadają: nie mamy ślubu, mamy dzieci
z poprzednich związków, ale nie wspólne; jestem niezależna
finansowo, w zasadzie od lat liczę tylko na siebie.
po kilku latach razem, skłaniam się ku opinii, że przyzwyczajenie to
straszna i destrukcyjna siła, a może to strach przed samotnością??
Może to strach, że zrobiłabym głupotę? Może to tak ma być – 1,5 roku
bajki, i męka przez kolejne 50 lat, a ja liczę na cuda??? Może
jestem dziwna, nietolerancyjna, skrzywiona i szukam ideału, którego
nie ma???
Ostatnio zapytałam sama siebie, czy gdybym była o 10 lat młodsza to
bym odeszła? – na 99% tak... zawsze jakaś wskazówka heh…
Jak jest u Was? Co Wami kieruje, że tkwicie w związku, w którym nie
jesteście szczęśliwi?
    • mruff Re: Do osób tkwiących w nieudanych związkach 07.10.08, 10:58
      definicja szczęścia zmienia się wraz z wiekiem i doświadczeniem
      życiowym
      utopią jest namiętny związek przez 15 lat, super odlotowy seks itd.

      Odpowiedź na pytanie jest prosta: bo nie wiadomo czy:
      a)znajdzie się ktoś odpowiedniejszy od obecnego partnera
      b)bo samotność jest mocno dołująca, do tego droga, no i samej trzeba
      naprawiąc kran (albo wzywać hydraulika czyli droga)
      c)rozstanie=zawirowania, układanie życia na nowo, a stabilizacja
      jest cenna
      d)bo odejście to ryzyko pod wieloma względami (patrz pkt.a)
      • kobieta_na_pasach Re: Do osób tkwiących w nieudanych związkach 07.10.08, 11:29
        bo moze liczymy ,ze wroci tamto, co bylo?
        Ja tkwie, bo nie mam dowodow na zdrade. Mam tylko donos na NK,ze cos
        takiego mialo miejsce.No i intuicje,ze to prawda.Analizuje kazdego
        dnia ostatnie dwa lata naszego zycia (19 lat razem) i stwierdzam,ze
        on mial (ma) naprawde romans. Zmiana zachowania, tlumaczona
        wczesniej jego zapracowaniem (delegacje, nadgodziny, jest kierowca),
        przemeczeniem, zestresowaniem itp. Wszystko "łykalam" do
        momentu,kiedy nie dostalam tamtych emaili. Oczywiscie sie nie
        przyznal i sie nie przyznaje.Zrobil ze mnie paranoiczke. A ja go tak
        kochalam. On tez mmnie czesto zapewnial o swojej milosci (choc czyny
        czesto zaprzeczaly). Wykrzyczal,ze ma dosc, ze to ja wszystkiemu
        jestem winna.Potem zgoda, wspolny urlop, a po urlopie mala wymiana
        zdan i...cos peklo.Ponad miesiac temu. Jemu widze,ze nie zalezy,mnie
        juz tez chyba nie. Nie dal mi wyboru.Gdyby sie przyznal moglabym
        przynajmniej wybaczyc, a tak? Musze sie meczyc z myslami, szukac
        dowodow, raz przekonywac siebie,ze to nieprawda innym razem ,ze
        zdradzil.
        Trudno mi uwierzyc,ze z wielkiej milosci zrobilo sie NIC. Trudno
        uwierzyc, tym bardziej, ze powiedzial kiedys,ze jestesmy na siebie
        skazani , w znaczeniu pozytywnym (mam nadzieje).
        • mruff Re: NK 07.10.08, 11:42
          co rusz napotykam się na forach na opowieści jak to przez NK ktoś
          kogos odnalazł, romans, donosy,wątpliwości.Ogołnie jedno wielkie
          bagno.
          DLATEGO ja nie mam tam profilu. Nie chcę by dawne miłości mnie
          odnalazły, bo wyjechałam 600km z rodzinnego miasta. Nie chcę kusić
          losu,komplikować. Po co mi to?
        • yoko0202 Re: Do osób tkwiących w nieudanych związkach 07.10.08, 12:36
          dowodów na zdradę też nie mam, podejrzenia mam.
          ale sama zrozumiałam, że szukanie dowodów na zdradę to po prostu
          szukanie jakiegoś pretekstu żeby odejść, bo najzwyczajniej w świecie
          nie umiem powiedzieć: nie kocham cię już/coś się skończyło,
          wypaliło/nic z tego nie będzie, nie chcę już z tobą być
          • mona.blue Re: Do osób tkwiących w nieudanych związkach 07.10.08, 14:43
            > szukanie jakiegoś pretekstu żeby odejść, bo najzwyczajniej w
            świecie nie umiem powiedzieć: nie kocham cię już/coś się skończyło,
            > wypaliło/nic z tego nie będzie, nie chcę już z tobą być

            Jeżeli tak czujesz to odejdź. Daj sobie szansę na lepsze życie.
          • kobieta_na_pasach Re: Do osób tkwiących w nieudanych związkach 07.10.08, 14:52
            ja umialabym powiedziec.nie przekreslilam naszego zwiazku tylko
            dlatego,ze ktos cos napisal.ale przez te pol roku duzo myslalam i
            wszystko zaczelo mi sie ukladac jak puzzle w jeden obrazek.dopoki
            nie dostalam maila na NK to zastanawialam sie,co tak odmienilo
            mojego meza.albo kto. i te zmiany pasuja do typowego obrazu
            zdradzajacego.czekam , nic mi nie pozostaje.
            • yoko0202 Re: Do osób tkwiących w nieudanych związkach 07.10.08, 17:05
              ale na co czekasz? na dowody zdrady? co by to zmieniło? myślisz, że
              on by przeprosił, ty być wybaczyła, i byłoby jak dawniej?
              • kukurydzazpuszki12345 Re: Do osób tkwiących w nieudanych związkach 07.10.08, 20:13
                ja boję się odejść bo:
                1. tak naprawdę wciąż go kocham i mam nadzieję na poprawę
                2. boję się, że każdy facet jest taki sam i wolę już męczyć się z
                moim, którego dobrze znam niż poznawać nowego, iść na nowe
                kompromisy, nauczyć tolerować się kolejne wady a za pięć lat znowu
                wpaść w taką próżnię
                3. nie wiem gdzie bym zamieszkała
                4. nie wiem czy sama bym się utrzymała
                5. nie wiem czy zniosłabym samotność
                6. nie wiem czy nie oczekuję po prostu za wiele i nie wyolbrzymiam
                sprawy i za miesiąć nie żałowałabym tego rozstania
                7. nic już nie wiem :(
                • aniakl.4 Re: Do osób tkwiących w nieudanych związkach 07.10.08, 23:12
                  yoko0202 ile masz lat ze tak boisz si e zmienic cokolwiek w swoim
                  zyciu ale wiedz ze milosc znowu moze trwac krotko moze znowu kilka
                  lat a pozniej to rutyna sie wkrada w zycie i meskie panoszenie sie
                  naszych panow w domach jak zarzadcy hehe folwarkow ale poki sie
                  daje to chyba warto walczyc o swoj zwiazek a na zdrade dobre
                  lekarstwo zrobic tak samo z milym z marzen facetem ja bym takiej
                  okazji nie przepuscila a swoja droga kochanke przelotna mojego
                  meza do dzis przyjmuje w domu a co mi tam lepiej wroga miec na oku i
                  znam kobiety co po 50 zmienily facetow a jak odmlodzialy a jakie
                  piekne sie zrobily hmm to ci cos moze dac do myslenia zwlaszcza jak
                  nic kapletnei nic was nie laczy to moze warto srubowc a moze on
                  siedzi z toba bo mu tak dobrze z twoja sytuacja materialna a masz
                  na iego wydawac to wydaj na kosmetyczke dobre cremy masaze
                  relaksujace saune i wogle zcznij uzywac wygod tego swiata zycze ci
                  powodzenia i nigdy nie czuj sie stara na milosc nigdy za pozno wiem
                  co mowie pracuje z ludzmi wiem co mysla slucham czesto ich rad
                  • malakas Re: Do osób tkwiących w nieudanych związkach 07.10.08, 23:38
                    Łał. Ja nawet po litrze lepiej trafiam w klawisze. Szacun i zdrówko.
                    • kobieta_na_pasach Re: Do osób tkwiących w nieudanych związkach 08.10.08, 11:26
                      dobre!

                      malakas napisał:

                      > Łał. Ja nawet po litrze lepiej trafiam w klawisze. Szacun i
                      zdrówko.
                  • kobieta_na_pasach Re: Do osób tkwiących w nieudanych związkach 08.10.08, 11:26
                    wiesz co, opowiadasz brednie.ja traktuje to,co jest miedzy dwojgiem
                    ludzi, powaznie.i mam do siebie szacunek.czego o tobie zycze.
                • ca-ti Re: Do osób tkwiących w nieudanych związkach 07.10.08, 23:36
                  kukurydzazpuszki12345 napisała:

                  > ja boję się odejść bo:
                  > 1. tak naprawdę wciąż go kocham i mam nadzieję na poprawę

                  Kochasz go warunkowo czy jak? Po co Ci zmiana, może gdyby był inny
                  nie kochałabyś go?

                  > 2. boję się, że każdy facet jest taki sam i wolę już męczyć się z
                  > moim, którego dobrze znam niż poznawać nowego, iść na nowe
                  > kompromisy, nauczyć tolerować się kolejne wady a za pięć lat znowu
                  > wpaść w taką próżnię


                  To albo taki sam, albo inny. Jak będzie miał inne wady, to chyba
                  jednak nie taki sam będzie, co? Może te inne bardziej Ci będą
                  odpowiadały?


                  > 3. nie wiem gdzie bym zamieszkała

                  Czyli jesteś bluszczem. Uważasz się głupszą, mniej zaradną od tego
                  beznadziejnego faceta. On potrafi zarobić na mieszkanie, a Ty nie?



                  > 4. nie wiem czy sama bym się utrzymała


                  Jak wyżej.


                  > 5. nie wiem czy zniosłabym samotność


                  Sprawdź.



                  > 6. nie wiem czy nie oczekuję po prostu za wiele i nie
                  wyolbrzymiam
                  > sprawy i za miesiąć nie żałowałabym tego rozstania


                  Jak wyżej.


                  > 7. nic już nie wiem :(


                  Jak to? Wiesz, że zginiesz bez tego gościa, którego najchętniej
                  wymieniłabyś na innego, tylko brak Ci wiary w siebie i pomyślny
                  finał zamiany. A on o tym wie?
                  • 1asiazielinska Re: Do osób tkwiących w nieudanych związkach 08.10.08, 00:23
                    Sluchajcie ja tez jestem w zwiazku ktory nie ma szans, sa ciagle
                    awantury i bijatyki. Szczerze mowiac to mam ze soba problemy, nie
                    umialam go szanowac, wyzywalam, w koncu nie wytrzymal i oddal mi w
                    sobote, non stop byly jazdy ale wczoraj mnie jeszcze oszukal,glupi
                    powod ale sklamal - i to w oczy, bo dowod mialam - co to znaczy ze
                    ktos zlapany za reke mowi ze to nie jesgo reka??????intryguje mnie
                    bardzo takie podejscie, jesli ktos mnie przylapuje na klamstwie to
                    ja od razu wiem ze to koniec-trzeba sie tlumaczyc....ktora postawa
                    wiec jest nie prawidlowa???prosze o pomoc bo ja na prawde sie
                    zagubilam, czy jest sens wmawiac takiej osobie klamstwo????przeciez
                    on i tak sie nie przyznaje i klamie w zywe oczy.....
                    • yoko0202 Re: Do osób tkwiących w nieudanych związkach 08.10.08, 09:12
                      czyli patologiczny kłamca, u mnie tak samo
                      ściemnia tak, że w południe w czerwcu słońce zachodzi
                      • ursz-ulka Re: Do osób tkwiących w nieudanych związkach 30.11.08, 19:16
                        Mój nie kłamie, tylko notorycznie sobie pewnych rzeczy nie może
                        przypomnieć... Doprowadza mnie todo szewskiej pasji.
              • kobieta_na_pasach Re: Do osób tkwiących w nieudanych związkach 08.10.08, 11:22
                yoko0202 napisała:

                > ale na co czekasz? na dowody zdrady? co by to zmieniło? myślisz,
                że
                > on by przeprosił, ty być wybaczyła, i byłoby jak dawniej?


                dokladnie,na dowody.dla sadu nielicza sie poszlaki tylko dowody. nie
                przebaczylabym i on o tym dobrze wie.dlatego uwazam,ze albo to byl
                paszkwil, albo doskonale sie ukrywal.
    • wen_yinlu Re: Do osób tkwiących w nieudanych związkach 11.10.08, 13:07
      Ja w sumie tkwię w związku, który mogłabym nazwać nieudanym przez jedną rzecz -
      przeszłość. Kłamstwa, brak empatii i bezduszny egoizm, porzucenie kiedy byłam w
      ciąży, jakieś durne fascynacje innymi, coraz to innymi na przestrzeni lat.
      Minęło sporo czasu od tego wszystkiego, widać zmiany na lepsze przynajmniej na
      powierzchni, wspólne plany, ale... no właśnie, zastanawiam się czy nie
      wytworzyło się we mnie coś odruchowego na anty-, w związku z przeszłymi
      doświadczeniami. Taki podskórny brak zaufania + ambiwalencja, że kiedy pojawiają
      się momenty spokoju i radości gdzieś wewnątrz włącza się jednocześnie odruch
      ucieczki.
      Myślałam, że to minie z czasem - nie, nie mija. Cały czas się łudzę - mamy
      wspólne zainteresowania, plany, w łóżku nie jest źle, lubimy spędzać razem czas,
      ale... Przez te wszystkie koszmarne wspomnienia czasem myślę, żeby rzucić to
      wszystko w diabły, jednak z drugiej strony mi żal, nasz związek ma dla mnie
      wartość i przyszłość przed sobą. I tak mijają kolejne miesiące.
    • love77 Re: Do osób tkwiących w nieudanych związkach 12.10.08, 22:38
      ja jestem w trochę innej sytuacji;
      jesteśmy 10 lat razem, 5 lat po ślubie, którego jak się niedawno
      dowiedziałam, ja chciałam
      chciałam też dziecka i mamy ;)
      w zasadzie nasz związek opierał się na wspólnych zainteresowaniach,
      ale także na tym, że zawsze wydawało mi się, że bez niego sobie z
      niczym nie poradzę
      i kiedy teraz wreszcie po paru latach poszłam do pracy to okazało
      się, że dobrze sobie radzę, zarabiam i w zasadzie nie wiem dlaczego
      wcześniej nie wierzyłam, że to możliwe
      może dlatego, że rodzice powtarzali mi, że z nim to sobie na pewno
      dam radę, że będą o mnie spokojni (jestem jedynaczką)
      nie wiem co robić, mam dosyć, nie mam ochoty na sex z nim,
      codziennie kładę się do łóżka z nadzieją, że nie będzie nic ode mnie
      chciał
      nie chcę mieć wspólnych planów, przeraża mnie nawet wizja wyjazdu na
      narty
      wiem, że może to wszystko moja wina, ale strasznie się męczę a z
      decyzją zwlekam tylko z obawy o dziecko
      dodam jeszcze, że mąż mnie nie bije, nie jest alkoholikiem i nie ma
      kochanki
      i jak ja mam komukolwiek wytłumaczyć, dlaczego chcę odejść?
      mam 31 lat i cichą nadzieję, że mogłabym sobie jeszcze ułożyć życie,
      choćby sama...
      pozdrawiam ;)
      • nieznajoma07 To strach 15.10.08, 20:11
        To tylko strach was trzyma w tych związkach bez sensu i przyszłosci
        strach przed samotnością i zaczynaniem na nowo
        a pomyśleć , że inni w wieku 30lat dopiero wchodzą w życie
        a nie zaczynają następne

        to smutne
        • mataharii Re: To strach 15.10.08, 20:19
          czy ja wiem ?strach to jedno myśle, że niektórzy lubują sie w tym i
          potrafia zatruć życie drugiemu i dlatego nie odejdą bo ich życie
          byłoby nudne i bez emocji -o kwestii podziału mieszkania chciażby
          nie wspomnę
          a wniosek? może taki by faktycznie rozsądniej podchodzić do zbyt
          szybkiego zamieszkiwania razem
          ,, po co kupować całego świniaka, kiedy potrzbujesz tylko kiełbaskę"
          • yoko0202 Re: To strach 22.11.08, 20:22
            mataharii napisał:

            > a wniosek? może taki by faktycznie rozsądniej podchodzić do zbyt
            > szybkiego zamieszkiwania razem
            > ,, po co kupować całego świniaka, kiedy potrzbujesz tylko
            kiełbaskę"

            taaaa, klasyka - mądry Polak po szkodzie; i serce i klucze do
            mieszkania podarowałam znowu za wcześnie
    • tigerenergy Re: Do osób tkwiących w nieudanych związkach 21.11.08, 20:31
      wal cie sie na ryj
      • yoko0202 Re: Do osób tkwiących w nieudanych związkach 22.11.08, 12:26
        tigerenergy napisał:

        > wal cie sie na ryj

        dziękujemy za dogłębną analizę tematu
    • ona_37 Re: Do osób tkwiących w nieudanych związkach 23.11.08, 00:27
      yoko0202 napisała:

      > dlaczego właściwie w nich tkwicie?
      > ja tkwię, ale nie wiem dlaczego.
      > na dzień dzisiejszy mieszka u mnie facet, którego ledwo
      > toleruję,
      > przyziemne powody bycia razem odpadają
      > po kilku latach razem, skłaniam się ku opinii, że przyzwyczajenie to
      > straszna i destrukcyjna siła, a może to strach przed samotnością??
      > Może to strach, że zrobiłabym głupotę? Może to tak ma być

      Pogubiłaś się w tym wszystkim.Emocje opadły,więc czas byś zastanowiła się nad
      swoim życiem.Nie masz ślubu,nie macie wspólnych dzieci,jesteś niezależna,więc
      nad czym się zastanawiasz?Boisz się samotności chcesz dalej tkwić w takim chorym
      zwiazku? Tkwisz w tym zwiazku bo siła przyzwyczajenia trzyma Cię przy nim.
      • yoko0202 Re: Do osób tkwiących w nieudanych związkach 23.11.08, 13:58
        ona_37 napisała:

        > Pogubiłaś się w tym wszystkim.Emocje opadły,więc czas byś
        zastanowiła się nad swoim życiem.Nie masz ślubu,nie macie wspólnych
        dzieci,jesteś niezależna,więc> nad czym się zastanawiasz?Boisz się
        samotności chcesz dalej tkwić w takim chorym zwiazku? Tkwisz w tym
        zwiazku bo siła przyzwyczajenia trzyma Cię przy nim.

        chyba nie boję się samotności - w takim związku doskonale poznaje
        się jej smak, bo nie ma juz wspólnych rozmów, spędzania razem czasu,
        właściwie wszystko robimy oddzielnie, śpimy oddzielnie - zachowujemy
        się jak współlokatorzy, jednak niezwykle uprzejmi i życzliwie
        nastawieni do siebie - czyli mówimy do siebie kochanie, misiuniu, a
        może chcesz herbatki, milego dnia skarbie itp itd.
        Myślę więc że to nie jest strach przed samotnością, tylko przed
        popełnieniem błędu – przed odrzuceniem czegoś, co teoretycznie
        wydaje się nie takie znowu okropne – jest przecież wzajemny
        szacunek, miłe słowo, chęć pomocy w codziennych sprawach. To chyba
        strach przed przedwczesnym złożeniem broni – bo może nic lepszego
        już mnie nie spotka…
    • flowerbomb5 Re: Do osób tkwiących w nieudanych związkach 23.11.08, 14:27
      Ja tez tkwie w beznadziejnym zwiazku, ktory dodatkowo jest dla mnie
      destrukcyjny.
      Maz jest beznadziejny, nic nie robi, nic mu sie nie chce, o
      wszystkim zapomina, nie pracuje, zero zainteresowan, zero energii,
      no takie zombi. Zgryzliwy, nieznosny. Koszmar jeden wielki. A ja tak
      siedze jak niemadra, bo nie mam sily walczyc. Powinien sie leczyc,
      ale nie chce. Nie raz go bralam do lekarza, a on mowi lekarzowi ze
      jest zdrowy, wiec nikt mu nie da na sile lekow. Na moje oko to jest
      depresja. Ale co mam zrobic, on nie chce sie leczyc. Nie pomagaja
      prosby ani grozby, no nic nie pomaga. Oczywiscie utrzymuje lobuza, a
      on nawet smieci nie chce wyniesc, nie mowiac juz o tym zeby cos
      zrobil kolo domu. Beznadziejny jest. Juz pare razy sie umawialam z
      adwokatem, ale jakos nie poszlam. Brak mi sil i energii. Jestem
      zdolowana sytuacja.
      • malakas Re: Do osób tkwiących w nieudanych związkach 23.11.08, 14:31
        Wart Pac pałaca...
      • yoko0202 Re: Do osób tkwiących w nieudanych związkach 23.11.08, 18:39
        flowerbomb5 napisała:

        Juz pare razy sie umawialam z
        > adwokatem, ale jakos nie poszlam. Brak mi sil i energii. Jestem
        > zdolowana sytuacja.

        a może Tobie pomógłby specjalista? Ja, jak się okazało, miałam
        depresję i pojęcia o tym nie miałam. Po kilku miesiącach leczenie
        farmakologicznego jest ogromna zmiana - co prawda w związku bez
        przyszłości tkwię nadal, lecz z każdym kolejnym tygodniem mam coraz
        więcej siły, realizuję swoje własne plany, a wszystko po to żeby być
        ostatecznie pewną, że sama dam sobie radę i wytrwam w mojej decyzji
        o rozstaniu (dotychczas "rozstawaliśmy" się kilka razy, a najdalej
        po jednym dniu ulegałam prośbom i obietnicom zmiany na lepsze...
        oczywiście nic z tego na dłuższą metę nie wynikało). Jestem inna,
        silniejsza i bardziej pewna siebie. Sytuacja mnie już nie przeraża,
        po prostu na spokojnie szukam najlepszego dla siebie wyjścia.
      • xcvfpedsczjx Re: Do osób tkwiących w nieudanych związkach 25.11.08, 16:47
        na jakis czas przestan mu pomogac
    • yoko0202 i jeszcze jedno 25.11.08, 16:35
      właściwie dopiero dzisiaj zdałam sobie sprawę, że jestem zupełnie
      wolnym człowiekiem i mam prawo do decydowania o tym, co robię w
      życiu, z kim jestem w związku, i kiedy taki związek zakończę
      do tej pory czułam się jak w pułapce i szczerze mówiąc nie zdawałam
      sobie sprawy z powyższego

      ogólnie sytuacja u mnie dramatyczna - partner chyba widzi, że jest
      fatalnie, kilka dni temu awantura i wrzaski .... a dzisiaj rano
      biżuteria w prezencie i deklaracja że rezerwujemy termin ślubu na
      luty...
      wszystko we mnie krzyczy NIE, jestem na krańcu wytrzymałości, a
      decyzja o porozmawianiu z nim o rozstaniu przypomina decyzję i
      pójściu do dentysty na rwanie zęba bez znieczulenia przy zapaleniu
      okostnej; wiem, że będzie się opierał, nie będzie chciał się
      wyprowadzić, i będzie próbował przekonywać że jesteśmy dla siebie
      stworzeni i trzeba jeszcze spróbować... na samą myśl o tej rozmowie
      drżą mi ręce i ściska w żołądku
      • eweeek Re: i jeszcze jedno 26.11.08, 16:18
        jeśli jesteś jeszcze przed ślubem, i coś ci mówi nie, to
        najwyraźniej to nie jest TEN... uwierz mi, albo teraz albo nigdy...
      • ona_lina21 Re: i jeszcze jedno 28.11.08, 18:42
        Witajcie!
        U mnie podobnie...
        Jestem 5 lat z pierwszym chłopakiem. Mieszkamy razem 2 rok.
        Przeszkadza mi jego brak ambicji, zainteresowań...nie mamy nawet o czym
        rozmawiać. Zero wspólnych planów, on żyje dniem dzisiejszym...a ja jestem
        zupełnie inna pod tym względem. Drażnimy się z wzajemnością, czasem nie wiem czy
        przypadkowo czy celowo, codziennie nagminnie, zawsze jest powód zeby się na
        siebie powkurzać. On twierdzi że ma"zarąbany charakter" wie jaki jest...ze
        przesadza, ze marudzi ze sie wciaz czepia pierdołów. Nie mam siły już na ten
        związek. Zbyt duży rozdźwięk osobowości, ze zbyt różnej gliny jesteśmy
        ulepieni...to nie przejdzie. Obawiam się że przywiązanie nas trzyma przy sobie.
    • hatroha Re: Do osób tkwiących w nieudanych związkach 30.11.08, 08:56
      "ja tkwię, ale nie wiem dlaczego. "

      z lenistwa i strachu
      • ona_lina21 Re: Do osób tkwiących w nieudanych związkach 30.11.08, 18:45
        > "ja tkwię, ale nie wiem dlaczego. "
        >
        > z lenistwa i strachu
        nic dodać nic ująć
        • yoko0202 Re: Do osób tkwiących w nieudanych związkach 05.12.08, 17:56
          ona_lina21 napisała:

          > > "ja tkwię, ale nie wiem dlaczego. "
          > >
          > > z lenistwa i strachu
          > nic dodać nic ująć

          niby ze strachu - ok, rozumiem
          ale, że z lenistwa - czyli jak? w czym to lenistwo w takiej sytuacji
          się przejawia?
          • ona_lina21 Re: Do osób tkwiących w nieudanych związkach 01.01.09, 01:07
            banalna sprawa ale przykra zarazem. Zbyt duży leń żeby się pchać w coś nowego.
            Zaczynać z kimś nowym od nowa, od początku.
    • onnamore Re: Do osób tkwiących w nieudanych związkach 01.12.08, 14:59
      czy mój związek jest udany? nie. czy dalej z nim jestem? tak. dlaczego z nim
      jestem? z przyzwyczajenia. ze stabilności. z kwestii ekonomicznych. dzieci. czy
      zamierzam to zmienić? tak/nie/nie wiem...
      • huberat Re: Do osób tkwiących w nieudanych związkach 01.12.08, 15:19
        Jak trzyma Cię stabilność to związek nie może być taki nieudany. Robisz z igieł
        widły.
        • onnamore Re: Do osób tkwiących w nieudanych związkach 01.12.08, 15:47
          naprawdę? a co ty wiesz o moim związku? znasz mnie? wiesz kim jestem? znasz męża
          i jego problemy? wiesz dlaczego od dwóch lat nie uprawialiśmy seksu? wiesz
          dlaczego mam kochanka? wiesz dlaczego on to toleruje? nie wiesz nic. nie
          wypowiadaj się jak nie wiesz nic.
          • greengrey Re: Do osób tkwiących w nieudanych związkach 01.12.08, 16:03

            onamore, może nie warto rzucać się na huberata, pewnie,że on/ona nie
            wie o Tobie nic.. nie czuję jednak od niego/niej do Ciebie- agresji..

            ważniejsze, czy Ty wiesz, dlaczego to wszystko dzieje się w Twoim
            życiu..
          • geaddy Re: Do osób tkwiących w nieudanych związkach 01.12.08, 16:13
            A znasz mojego dziadka?! A mojego psa widziałeś? AA wiesz gdzie mieszkam i ile
            zarabiam? A kto jest moją ciotką? Nie wiesz? To się nie wypowiadaj, bo nic o
            mnie nie wiesz:P:P:P Dziewczyno zluzuj:) nikt nie zna dokładnie Twojej sytuacji,
            ale i tak staramy CI się pomóc, podać jakieś oparcie, żebyś miała na co upaść
            jak się potkniesz:) Powiedz coś więcej o sytuacji to będziesz miała konkretne
            odpowiedzi. Czemu nie uprawiacie seksu od dwóch lat?
            • onnamore Re: Do osób tkwiących w nieudanych związkach 02.12.08, 10:22
              bo mój partner nie jest już sprawny w tej kwestii. i tyle. zadowolony? wystarczy?
              • nintendoboy Re: Do osób tkwiących w nieudanych związkach 02.12.08, 11:56
                Jesli sie zachowujesz w ten sam sposob w lozku jak na forum, to mu sie nie
                dziwie. Mi tez by nie stanal jakby ktos na niego krzyczal:) ale nie przejmuj
                sie, to nie jest powazne zaburzenie, niech pojdzie do lekarza, ten mu wyda
                recepte i bedzie jak nowo narodzony. dziwi mnie, ze jeszcze tego nie
                zrobiliscie, moze macie jakies problemy z dialogiem w domu? to, ze on akceptuje
                twojego kochanka tez jest dla mnie nie pojete. co z niego za facet.
              • xcvfpedsczjx Re: Do osób tkwiących w nieudanych związkach 02.12.08, 12:28
                rece mu amputowali? jezyk obcieli?
                czy nie stac was na baterie?
                • onnamore Re: Do osób tkwiących w nieudanych związkach 02.12.08, 13:03
                  stary impotent. tyle mam do powiedzenia.
                  • ikastaj Re: Do osób tkwiących w nieudanych związkach 02.12.08, 14:04
                    SŁUCHAJ NO KOBIETO. ZACZYNASZ MNIE WKURZAĆ NA POTĘGĘ. JEŚLI JESTEŚ TAKA NON STOP
                    W REALU JAK TUTAJ, TO ŻAL MI TEGO KOLESIA. TO NIE JEST PRZYPADŁOŚĆ, Z KTÓREJ
                    TRZEBA DRWIĆ, ALE POMAGAĆ W TEJ KWESTII. TWÓJ MĄŻ POTRZEBUJE OPARCIA W TOBIE, BO
                    SIĘ NIE SPRAWDZA W KWESTII DLA NIEGO ZAPEWNE CHOLERNIE WAŻNEJ A TY GO NAZWASZ
                    STARYM IMPOTENTEM?!?!?!?!?! CO Z CIEBIE ZA PARTNERKA! JAKBY CI NA NIM ZALEŻAŁO
                    TO BYŚ GO SAMA ZABRAŁA DO LEKARZA, ŻEBY MU PRZYPISAŁ MAXIGRĘ I BYŁOBY PO
                    PROBLEMIE ZE WZWODEM. ALE NIE. TY WOLISZ GO SUKUBIE JEDEN OSKARŻYĆ O NIEMĘSKOŚĆ.
                    NAPRAWDĘ, NAPEWNO TY SAMA JESTEŚ CUDOWNA I NIE MASZ PROBLEMÓW. OBY CIEBIE TEN
                    TWÓJ KOCHANEK ZARAZIŁ JAKĄŚ BAKTERIĄ.
                    • malakas Re: Do osób tkwiących w nieudanych związkach 02.12.08, 14:11
                      No i co te morde wydziera. Nie lepiej nie napić? :-)
                    • jarasmak Re: Do osób tkwiących w nieudanych związkach 02.12.08, 14:33
                      chciałem coś ci odpowiedzieć ale post ikastaja wyczerpał temat. mam nadzieję, że
                      cię facet rzuci.
    • menscizna Re: Do osób tkwiących w nieudanych związkach 02.12.08, 00:43
      Mam swój post pod tytułem "jestem pantoflarzem", zakończony tym, że żona się
      wyprowadziła na amen - będzie rozwód.

      Latami dawałem się okiełznywać, wchodzić sobie na głowę, zero kolegów, zero
      zainteresowań - brak czasu dla siebie (i przez siebie...)

      Dziś: pracuję w domu na zlecenie, w wolnych chwilach lecę do dzieciaka (zabawa,
      kładzenie spać, pomoc w nauce), regularnie dbam o kuchnie, gotuję gdy mogę,
      sprzątam i pomagam sprzątaczce sprzątać, do tego zajmuje się własną firmą
      (allegro i takie tam), rachunkami, i wszędzie gdzie jedzie żona "to mnie
      zabiera" - zazwyczaj kieruję autem - na zakupy żywieniowe i nawet ubraniowe.

      A dlaczego to wszystko? Bo ja wiem? Nadopiekuńcza matka, brak ojca, dominująca
      żona, chęć przypodobania się, nie ranienia nikogo. Spadło mi libido, spadł
      instynkt samoobrony własnego ja. Może było tak łatwiej???

      ALE OTWORZYŁEM OCZY. Idą zmiany.
    • menscizna Re: Do osób tkwiących w nieudanych związkach 02.12.08, 00:57
      I dlaczego tu piszą same kobiety???? Może to sobie przemyślcie.
      • yoko0202 Re: Do osób tkwiących w nieudanych związkach 02.12.08, 16:56
        menscizna napisał:

        > I dlaczego tu piszą same kobiety???? Może to sobie przemyślcie.

        Podczas rozmowy z moim partnerem kilka tygodni temu (kolejnej w tym
        roku zresztą) wspomniałam o jego codziennym przychodzeniu do domu
        późnym wieczorem, łącznie z weekendami. W odpowiedzi usłyszałam -
        ale o co ci chodzi? co niby mamy robić razem? tobie się wydaje, że
        jak niby żyją ludzie w naszym wieku i co robią takiego specjalnego?

        brak mi słów. jeżeli inni ludzie w wieku produktywnym:) żyją tak,
        jak my, to populacja rychło wyginie (wskaźnik urodzeń spadnie do
        zera, ewentualnie umrzemy z nudów...)

        może piszą kobiety, bo widzą problem, a niektórzy mężczyźni problemu
        jednak nie widzą?? pod rozwagę.

        • xcvfpedsczjx Re: Do osób tkwiących w nieudanych związkach 02.12.08, 17:36
          moze pisza mezczyzni tylko moze trzeba wysilic wzrok zeby to zauwazyc?
          bo wcale ich tak malo nie ma tu.
          • menscizna Re: Do osób tkwiących w nieudanych związkach 03.12.08, 02:01

            > moze pisza mezczyzni tylko moze trzeba wysilic wzrok zeby to
            zauwazyc?
            > bo wcale ich tak malo nie ma tu.

            a to przepraszam, może było późno. miałem wrażenie, że same kobitki -
            i tak jakośc mnie natchnęło dlaczego?
            -bo bardziej lubia sie wygadać?
            -bo jak napisała koleżnaka wyżej - szybciej widzą że coś nie gra
            -bo jak napisał ktoś na innym forum - kobiety są bardziej
            prospołeczne, więc się udzielają na społeczności forum
            -bo może krócej pracują (ale zaraz raban dostanę...).
            -bo może statystycznie dłużej żyją, no może przsadziłem.

            Ale kochani/kochane, trzymajcie się wszystkie/wszyscy, wierzcie w
            siebie, często najbardziej boimi się czasu, jaki będą trwały zmiany,
            a nie samych zmian.
            • xcvfpedsczjx Re: Do osób tkwiących w nieudanych związkach 03.12.08, 09:51
              -bo może krócej pracują (ale zaraz raban dostanę...).

              oj to chyba to, przede wszystkim
    • michkord Re: Do osób tkwiących w nieudanych związkach 02.12.08, 02:18
      r
    • eweli-na15 Re: Do osób tkwiących w nieudanych związkach 06.12.08, 21:57
      A ja właśnie po 5 latach toksycznego dla mnie związku rozstałam się z facetem i
      to na dobre.Również moja pierwsza młodość już dawno minęła, też jestem
      niezależna finansowo, też nie było wspólnych dzieci. Jestem zdania,że lepsza
      jest autentyczna samotność, dająca możliwości pełnego decydowania o swoim czasie
      i o sobie samej, niż samotność we dwoje.Jeżeli jest tak, jak to opisałaś to daj
      sobie szansę na inny,lepszy związek, (który może będzie, a może nie), ale w tym
      związku na pewno już niczego nie będzie.Jeżeli fascynacja i miłość nie przejdą z
      czasem w pełną czułości bliskość, to będzie pogłębiała się obcość, a
      jednocześnie będziesz uwiązana, no bo trudno szukać innego partnera mieszkając z
      obecnym.To by było nie fair.
    • zyrion Re: Do osób tkwiących w nieudanych związkach 02.01.09, 18:59
      ja tez tkwilem w toksycznym zwiazku przez 7 lat, ale na szczescie udalo mi sie z
      tego uwolnic, chociaz grozila mi nawet ze sobie cos zrobi jak ja zostawie, ale
      wtedy mialem juz to naprawde gdzies. Teraz od 2 lat jestem sam co tez nie jest
      najlepsze ale wciąż wierzę ( być może naiwnie) że spotkam jeszcze kobietę w
      której się naprawdę zakocham i stworzę z nią udany związek.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja