Gość: Richelieu*
IP: *.localdomain / 192.168.0.*
17.10.03, 17:08
Wyszłam
Nie widzi mnie nikt bo każdy sobie strąca opadnięte liście z własnych
płaszczy. Taszczy swoje wielkie siaty czując się w obowiązku pożreć mnie
wzrokiem bo wyglądam na taką co to siat z wystającym porem i główką kapusty
nosić nie muszę. Chcę otorzyć usta i na tym się kończy, bo a nuż siaty z
porami powiedzą, że jestem głupia i nic nie mam do powiedzenia, a w ogóle to
powinnam mówić wtedy gdy mnie o to poproszą. Najlepiej nigdy.
Więc usiadłam na krawężniku, podwinęłam kolano, podniosłam kołnierz,
zaciągnęłam żaluzje, nie ma mnie. Pół żółtego drzewa opadło na mnie.
Kolorowa się zrobiłam, ciekawa. Zobaczyli.
A dlaczego ty właściwie nic nie mówisz? Te same siaty wyjść ze zdumienia nie
mogą. Zabroniły mi, uznały swoją siatowatość za ważniejszą od mojej
teczkowatości.
Ależ mów żółta teczko. radośnie
ok, jak mówić to mówić. na żółto
tydzień później
a dlaczego ciebie tak tu dużo, wszędzie śmiecisz liśćmi, posprzątaj to i
wynocha. za dużo, za głupio
znowu
na krawężniku z teczkami, a nie siatką z wystającym porem czekam aż następne
drzewo rozbierze się przy mnie