dziecko z poprzedniego związku męża

IP: *.elb.vectranet.pl / *.elb.vectranet.pl 18.10.03, 02:00
jesteśmy małżeństwem ponad dwa lata. nie mamy dzieci. mój mąż ma córkę z
poprzedniego związku (ślub brał raz - ze mną). dziewczynka ma 8 lat,
wychowywana jest przez matkę, która od ok. roku nie ma partnera (wcześniej
był stały, kilkuletni związek). mój problem polega na tym, że wciąż nie znam
dziecka mego męża, ponieważ matka dziecka nie życzy sobie tego. uważam taką
sytuację za chorą i nienaturalną. staram się rozumieć i szanować tą decyzję,
uważam jednak, że nie wolno stwarzać dziecku fałszywej wizji świata. ja
jestem, istnieję i chcę dla tego dziecka jak najlepiej. rozumiem, że dziecko
nie wychowywało się z ojcem, mąż jednak starał się kontaktować z dzieckiem,
na ile było to możliwe, utrudnieniem był fakt, że ostatnie parę lat
spędziliśmy poza Polską. rozumiem, że najpierw mąż sam musi odbudować
kontakty z córką, martwi mnie tylko postawa jej matki. czy mam rację, że ta
sytuacja powinna ulec zmianie? czy słusznie martwi mnie, jak dalej ułożą się
nasze stosunki? czy może ktoś miał podobne doświadczenia? co jest najlepsze
dla dziecka w tej sytuacji? proszę o pomoc.
    • Gość: matka Re: dziecko z poprzedniego związku męża IP: *.energis.pl 18.10.03, 02:32
      jestem samotną mamą i wydaje mi się, ze tamta kobieta nie radzi sobie z
      sytuacją i probuje , moze nieswiadomie, odegrac się na Twoim męzu w jedyny
      dostępny sposob- jest na tyle trzezwa ze nie bedzie jemu utrudniac kontaktow, w
      koncu rozumie, ze dziewczyncepotrzebny kontakt z ojcem, ale utrudni go z
      Tobą..moze jest niedojrzala i wydaje jej sie, ze jestes przyczyną ich
      rozstania..moze ma dola po rozpadzie kolejnego związku i nawrot gorzkich mysli
      pod adresem Twojego męża...

      cięzko jest byc samotną matką czy tez matką opiekującą się dzieckiem z
      rozbitego związku. Taka kobieta na codzien widzi, ze dziecku jest przez to
      cięzej, stara sie jak moze, ale jej trudno, boryka sie z wlasna niemoznoscia,
      poczuciem winy, etc. a jesli rozstanie nastapilo z inicjatywy Twojego meza, to
      zapewne nosi w sobie zal do neigo, ze nie stworzyli prawdziwej rodzin
      dziewczynce. nie pzeceniam roli pelnej rodziny, jeslito ma byc kosztem
      nieszczesliwych rodzcow, to nie ma sensu, tyko sie skrzywdzi dizecko..ale
      samotne macierzynstwo na codzien jest trudne.

      ja osobiscie nie rozumiem takiej postawy- mnie ogromnie zalezy, bymoje dziecko
      mialo jak najlpesze kontakty z ojcem, by jego nowa partnerka je lubila to sie
      wrecz modle, bo przeciez od tego zalezy dobro mojego dziecka w ogromnym stopniu.
      natomiast nie potepiam, bo jestem sobie w stasnie wyobrazic, co doprowadza
      kobiete do takiego stanu. zeszta, prawda wygladatak roznie z obu stron,
      przekonalam sie jak inaczej zupelnie widzimy rozne sprawy ja i tatus
      dziecka...i obie opowiesci, zupelie rozne, brzmia takprawdziwie- jak slucham
      jego, to rzeczywiscie, tak realnie brzmi- tylko dlaczego moja jest inna a
      dotyczy tej samej sytuacji?
      trudno sie dogadac czasem bardzo...

      niemniej moze cierpliwosc cos da. jak zobaczy, ze Twoj maz sie stara, ze ma
      dobra wole, jest zaangazowany jako ojciec tak naprawde, na powaznie, i pozwala
      jej miec cos do poweidzenia- slucha, nawet jelsi sie nie zgadza, jej teorii na
      temat dizecka, slucha o porblemach, razem podejmuja decyzje odnosnie corki- to
      zapewne nabierze zaufania co do jego dobrej woli i odpusci jej i bedzie mogl
      brac coreczke do was tez.

      wiesz, jst moze tak, ze dziecko przezylo juz sporo w swoim zyciu-odejscie ojca,
      nowy "tatus", jego odejscie- i jej mama widzi, jak trudno ziewczynka znosi
      zmiany, nowe bodzce, nowe osoby ktore jakos bezposrednio wplywaja na jej
      sytuacje- i mama boi sie, ze to bedzie kolejnym stresem dla dziecka. ja widze
      po moim jak sie zamamrtwia, ze ciocia go nie lubi, tlyko lubi tate... jak nie
      moze zoruzmiec, ze wujek juz nie bedzie przychodzil i mama smutna...dla dzieci
      to wszystko takie trudne, o wszystko sie obwiniaja.
      a codziennosc samemu z dizeckiem jest trudna i mama boi sie, ze dziecku jest
      ciezko, a sama zapracowana zestresowana ma wrazneieni ze nie umie zapewnic tyle
      ile mialoby normalnie w pelnym domu...w sensie uwagi i czulosci i opieki i
      cierpliwosci i czasu wspolnie spedzonego razem..w rodzinie to sie rozklada na 2
      osoby...

      mi jes trudno, mimo, ze dziecko widuje tate co weekend. jezeli Twoj maz
      zdecydowal sie na wyjazd za granice- ja np takiej sytuacji sobie nie wyobrazam,
      ani ja, choc moglam nie ywjechalam za granice, ani nie wierze, choc rozne
      rzeczy sie dzieja, ze atus zdecydowalby sie na taki krok, jesli nie mialby
      funduszy pozwalajacych mu odwiedzac dziecko ze 2 razy w miesiacu- a i to byloby
      dla dizecka bardoz trudne..i nie wiem, czy ojciec by sie zdecydowal na to.

      jzeli wiec Twoj maz wyjechal, ona to mogla odebrac jako w duzej mierze
      porzucenie dziecka w sensie okej jestem tatą, kocham, odiwedze, wysle prezent,
      zadzwonie, ale nie ma mnie blisko, gdy moje dziecko mnie potrzebuje, bo mam
      swoje zycie... taki tata od swieta bardzo. to budzi gorycz na pewno, we mnie by
      budzilo.

      dlatego dajcie jej czas... jesli Twoj maz naprawde sie postara sporbowac
      nadrobic, na ile to mozliwe, stracony czas z dzieckiem, to mysle ze po jakims
      czasie ona zrouzmie, ze moze na niego liczyc i mu zaufac w sprawach zwiazanych
      z corka- i wtedy przestanie robic trudnosci i Tobie...

      trzymam kciuki. to trudna sytucja dla wszystkich. moge tlyko poweidziec, ze
      dziewczynka ma szczescie, ze tata wybral taka a nie inna partnerke. ma w
      perspektywie zyskanie kolejnego czlonka rodziny, a nie utrate taty. jak byc
      moze bylo to postrzegane do tej pory-stad az taki brak zaufania.

      uda sie. ja tam wierze, ze najgorsze sytuacje mozna uzdrowic. widze to po
      swojej relacji z tatusiem dziecka. naprawde mozna wspaniale, jak na taka
      sytuajcie , sie dogadywac.

      ja ot bym w ogole sie chciala zaprzyjaznic z jego ukochana, z czasem, jak tamta
      juz sie odnajdzie w trudnej sytuacji ( ona to dopiero sie ma! czytalam rozne
      wypowiedzi "macoch" i doskonale rozumiem, on zawsze ma jakies zycie zupelnie
      obok niej, dzowni do nas, rozmawiamy o synku, smiejemy sie- jakos tam zawsze
      bedziemy rodzina w sensie rodzicami, to zawsze jakos laczy, choc nie ma mowy o
      opwrotach, zadne takei klimaty), nie oczywiscie jakos blisko, bo to by bylo
      jakies pewnie sztuczne dla niej, natomiast na tyle serdeczny podlapac kontakt,
      zeby moc swobodnie rozmawiac, zarotwac i kumplowac sie wokol spraw dzieciecych.
      marzy mi sie to.


      wierze w szczeslilwe rozwiazania. i w czas, ktory uzdrawia, pozwala ludziom
      dojrzec, uwolnic sie od przeszlosci, zaczynac nowe rozdzialy...
      proces, proces rozlozony w czasie..powolutku, krok po kroku... nie da sie na
      raz hop i juz teraz wszystko jest dobrze. ale powolutku-da sie...
      na pewno !:)





    • alfika Re: dziecko z poprzedniego związku męża 18.10.03, 02:45
      Ja bym wzięła na przeczekanie, na razie mąż powinien odbudować swoje kontakty z
      córką.
      Nie jest możliwym, ja tego nie umiem sobie wyobrazić, żeby nigdy miało nie
      dojść do waszego poznania.
      O swoją pozycję w życiu męża tylko się nie obawiaj - zresztą, możecie i o tym
      porozmawiać - czasem działamy automatycznie, obawiając się odbieranego
      terytorium - a tak można przecież widzieć decyzje (tymczasową) matki dziecka.
      Ona nie jest jednak w stanie decydować o Twoim terytorium - tu jeszcze jest
      ważny ojciec.
      Jako ojciec przecież może decydować, czy i kiedy dziecko pozna bardzo ważną
      osobę w życiu ojca, prawda?
      ale najpierw sam potrzebuje czasu, więc jeśli możesz cierpliwie poczekać - daj
      im ten czas, w takich sprawach często trzeba po prostu czekać.

      Pozdrawiam ciepło.
    • Gość: archiwald4 Re: dziecko z poprzedniego związku męża IP: *.pu.kielce.pl 18.10.03, 09:50
      Wiesz, tak myślę o twojej sytuacji i zdaje mi się, że nie jest ona taka zła.
      Mówię to z pozycji drugiej żony. Mój mąż był wcześniej żonaty, ma córkę już
      dorosłą, ale jak poznaliśmy się miała kilkanaście lat, mamy dwoje wspólnych
      dzieci. Myślę, że nie staraj się za wszelką cenę poznać z tą dziewczynką.
      Obecny stan daleki jest może od lansowanej wszędzie "poprawności" w kolejnych
      związkach, ale jest chyba wygodny. Jest to przede wszystkim problem Twojego
      męża. Po poznaniu się z nią pewnie będziesz czuła się w jakiś sposób
      zobowiązana do pamiętania o urodzinach, imieninach, atrakcjach dla niej itp. i
      ogólnie stwarzania miłej atmosfery. Może to nie być wcale takie miłe, panienki
      w tym wieku są bardzo humorzaste, a jeszcze ta pewnie odpowiednio nastawiona
      przez mamusię może Ci przyspożyć wiele przykrości i zbędnych stresów. Będzie
      pojawiał się problem wspólnego spędzania czasu, świąt, nieuniknionych kontaktów
      z jej matką, ewentualnych spotkań z jej rodziną przy jakiś ważnych sytuacjach
      np. komunii itp. A gdy z czasem pojawią się Wasze dzieci, wszystko będzie
      jeszcze trudniejsze. Nie masz się do czego rwać, raczej nie spodziewaj się, że
      będzie to taka lukrowana sytuacja: "poznałam milutką ośmiolatkę, bardzo się
      lubimy, chętnie spędzamy ze sobą czas i jest świetnie, stanowimy zgraną
      szczęśliwą trójkę", bardziej prawdopodobne, że kontakty z nią to
      przysłowiowe "dobrodziejstwo inwetarza", ktore będziesz musiała znosić skoro
      wyszłaś za faceta z zobowiązaniami. O co do fałszywej wizji świata i Twojej
      osoby, to chyba niewiele możesz zrobić, tak naprawdę dziecko będąc pod wpływem
      matki własnego zdania mieć nie będzie jeszcze przez ładne kilka lat, aż samo
      będzie umiało wydać osąd o otaczających go ludziach i sytuacjach.
    • seksuolog Nie pchac sie 18.10.03, 14:02

      Poprzednia partnerka meza zapewne ma powazne urazy.
      Z jej punktu widzenia ma spadek z tego nieslubnego
      zwiazku a partner beztrosko i wesolo sobie zyje z
      z zona.

      Jezeli przez kilka lat maz nie utrzymywal kontaktow
      z dzieckiem (czy placi na dziecko? porzadnie czy
      symbolicznie?) to w ogole jest pytanie w jakiej skali
      te kontakty mialyby byc odbudowywane i jak matka na to
      reaguje. A twoja postac jest w tym na tak dalekim planie
      ze nie ma po co pchac sie w uklad.

      Wydaje sie ze po prostu trzeba przyjac decyzje matki w
      tym wzgledzie. Szczegolnie jesli uklad jest typu: ty
      swiatowa dama a ona zagoniona kobiecina.
Pełna wersja