problem z zaakceptowaniem swojego dziecka

01.11.08, 17:01
witam
mam naprawdę spory problem - razem z zoną posiadamy dziecko
(pierwsze) od 5 miesięcy i pomimo wysiłku nie mogę go zaakceptować -
a może sytuacji, nowego życia, problemów obecnych jak i przyszłych.
Jest to nasze pierwsze dziecko, wypragnione przez moją żonę. Wiem,
że to bluźnierstwo ale gdybym mógł cofnąć czas, zrobiłbym to. Nie
mogę sobie z tym poradzić, chodzę zdołowany od kilku tygodni, nie
śpię w nocy, cały czas chcę mi się ryczeć gdy pomyślę sobie jaki
dotychczas miałem spokój, jak spokojnie żyłem, nie wiem co robić ?
Pewnie niektórzy czytając to mnie przeklną, pomyślą że poprzewracało
mi sie w głowie, nawet może by mnie i spalili na stosie ale nie daję
juz rady ! Dziecko jest kochane, ładne, zdrowe, żona jest świetną i
troskliwą matką a ja wymiękam. Nawet czasami rozmyślam o odejściu od
nich - zdaję sobie sprawę, że to wybitnie egoistyczna poza ale tylko
to mi przychodzi do głowy.
Nie wiem, iść z tym do specjalisty, pewnie mnie wyśmieje.
pozdrawiam
HP
    • elielieli Re: problem z zaakceptowaniem swojego dziecka 01.11.08, 17:12
      Nikt cie nie wysmieje, idz do specjalisty i przerob ten twoj lek
      przed opuszczeniem. Zona dotychczas zajmowala sie tylko toba, co
      dawalo ci zludne poczucie bezpieczenstwa. Od kiedy pojawila sie
      konkurencja i zabraklo uwagi zony -twoj swiat prysl.Musisz
      popracowac z kims aby sie dowiedziec skad bierze sie to poczucie
      opuszczenia i jak ewoluowac do pozycji ciut bardziej dojrzalej, z
      ktorej to bedziesz mogl ty sam dawac poczucie bezpieczenstwa zonie
      i malenstwu. A na razie to potrzebujesz tylko troche ludzkiego
      ciepla i uwagi ze strony dobrego specjalisty.
      • hp1115 Re: problem z zaakceptowaniem swojego dziecka 01.11.08, 21:16
        elielieli napisała:

        > Nikt cie nie wysmieje, idz do specjalisty i przerob ten twoj lek
        > przed opuszczeniem. Zona dotychczas zajmowala sie tylko toba, co
        > dawalo ci zludne poczucie bezpieczenstwa. Od kiedy pojawila sie
        > konkurencja i zabraklo uwagi zony -twoj swiat prysl.
        Nie, to nie chodzi o to że żona poświęca sporo czasu dziecku -
        mojego przypadku to totalnie nie dotyczy. Ja tak naprawdę nigdy nie
        lubiłem dzieci ... żona też na początku nie chciała ale dopadł ją
        instynkt macierzyński i "koniec". Wszyscy znajomu mówili, że życie
        bez dzieci nie będzie miało sensu, że pokocham je od pierwszego dnia
        narodzin ... próbowałem i na początku nie było aż tak źle, ale im
        dalej tym gorzej. Gdy ktoś pyta mnie czy czuję sie ojcem, niestety
        zaprzeczam.
        • elielieli Re: problem z zaakceptowaniem swojego dziecka 01.11.08, 21:21
          idz na terapie. W sumie co ci to dziecko przeszkadza? Ludzie
          trzymaja psy, koty, kroliki, chomiki, myszy, szczury, weze w wannie
          i z czasem sie do nich przyzwyczajaja i zakochuja. To nie jest tak
          jak mowisz. Pojawienie sie dziecka obalilo twoj status jedynego
          mezczyzny (cos mi tu mowi, ze to syn...) w zyciu twojej zony.
          Zachwiala sie rownowaga. Sprobuj ja przywrocic mniej drastycznymi
          sposobami niz porzucanie zony z malutkim dzieckiem.
          • hp1115 Re: problem z zaakceptowaniem swojego dziecka 02.11.08, 08:51
            elielieli napisała:

            > idz na terapie. W sumie co ci to dziecko przeszkadza? Ludzie
            > trzymaja psy, koty, kroliki, chomiki, myszy, szczury, weze w
            wannie
            > i z czasem sie do nich przyzwyczajaja i zakochuja. To nie jest tak
            > jak mowisz. Pojawienie sie dziecka obalilo twoj status jedynego
            > mezczyzny (cos mi tu mowi, ze to syn...) w zyciu twojej zony.
            Nie, to problem tylko i wyłącznie ze mną - obudził się (wrócił)
            wielki egoista i samotnik. Czy żona zmieniła do mnie przez malucha
            stosunek - zdecydowanie nie. Jesteśmy po ślubie 11 lat i dopiero
            teraz mamy dziecko. Sam już nie wiem czy to ono własnie uświadomiło
            mi, że jednak jestem typem osoby, która najlepiej czuje się sama.
            Lubię gdy nikogo nie ma w domu, gdy mam święty spokój - po co mi to
            było ???!!! A co do płci, to dziewczynka.

    • moon_witch To bardzo poważny problem. 01.11.08, 17:54
      Do rodzicielkiego obowiazku nalezy dorosnac. Przypuszczam,ze nigdy
      nie chciales tak naprawde tego dziecka. Twoje uczucia sa podobne do
      uczuc milionow mezczyzn na calym swiecie w podobnej sytuacji. Jedni
      znosza to lepiej inni nie. Zanim podejmiesz ostateczna decyzje
      porozmawiaj z profesjonalista. Za granica sa specjalnie poradnie
      dla ludzi w kryzysie o podbnym przebiegu. Nie lekceważ tego. Tylko
      niedoswiadczony psycholog moglby to zlekcewazyc.
    • mahadeva Re: problem z zaakceptowaniem swojego dziecka 01.11.08, 18:27
      No sluchaj - badz odpowiedzialny. Ja nie chce miec dzieci, bo wiem, czym to
      pachanie - sam mogles to przewidziec... Ale mimo to sie zdecydowales - wiec
      teraz badz dobrym ojcem! Chcesz odejsc - nie kochasz zony? Moze sie umowicie, ze
      to ona bedzie bardziej sie zajmowac dzieckiem - pewnie jej to bedzie pasowac...
      Rozluznisz sie i powoli zaakceptujesz, ze dziecko jest i ze wcale tak bardzo nie
      musi przeszkadzac w zyciu. To nie trogedia - wiekszosc ludzi daje sobie z tym
      rade! Pozdrawiam
      • hp1115 Re: problem z zaakceptowaniem swojego dziecka 01.11.08, 21:19
        mahadeva napisała:

        > No sluchaj - badz odpowiedzialny. Ja nie chce miec dzieci, bo
        wiem, czym to
        > pachanie - sam mogles to przewidziec... Ale mimo to sie
        zdecydowales - wiec
        > teraz badz dobrym ojcem!
        No jednak chyba nie zdawałem sobie co to za trud.

        > Chcesz odejsc - nie kochasz zony?
        Kocham i byłby mi jej żal jak diabli odchodząc.

        > Moze sie umowicie, ze
        > to ona bedzie bardziej sie zajmowac dzieckiem - pewnie jej to
        bedzie pasowac...
        > Rozluznisz sie i powoli zaakceptujesz, ze dziecko jest i ze wcale
        tak bardzo ni
        > e
        > musi przeszkadzac w zyciu. To nie trogedia - wiekszosc ludzi daje
        sobie z tym
        > rade!
        tak większość daje ... ale nie wiem czy ja do tej grupy należę
        • horpyna4 Re: problem z zaakceptowaniem swojego dziecka 04.11.08, 20:22
          A mnie się wydaje, że przechodzisz to samo, co u kobiet nazywa się
          depresją poporodową. Tyle, że u kobiet może to być bardziej
          zauważalne, bo wszyscy oczekują od nich czułego zajmowania się
          dzieckiem. A one dopiero wtedy przeżywają koszmar.
          Faceci w takich przypadkach mogą pozwolić sobie np. na pójście z
          kuplami na piwo i starają się o tym nie myśleć. Ty o tym myślisz i
          przeraża Cię to. No cóż, jesteś wrażliwy.
          Możesz porozmawiać z psychologiem, ale największą pociechą tak
          naprawdę jest to, że dziecko kiedyś urośnie i przestanie być
          dzieckiem. Za kilka - kilkanaście lat możesz być już kumplem swojego
          potomka, zamiast tradycyjnym ojcem. To chyba nienajgorsza
          perspektywa?
          • krytykantka07 Re: problem z zaakceptowaniem swojego dziecka 04.11.08, 20:35
            W życiu nie zgadnnę jak można rozczulać się nad egoistycznym
            pozbawionym uczuć zimnym draniem. A co by było, gdyby dziecko
            urodziło się kaleką lub z jakąś wadą? Ta kanalia wzięłaby nogi za
            pas, bo za dużo obowiązków by mu się dostało. Tacy niedojrzali
            emocjonalnie ludzie zanim zaczną podrywać jakąś kobietę powinni być
            przebadani pod kątem przyszłego ojcostwa i jeśli nie rokują nadziei
            na to, że będą odpowiedzialnymi ojcami to kobieta ma prawo o tym
            wiedzieć. Sama wtedy podejmie decyzję co z takim facetem zrobić.
    • nangaparbat3 Re: problem z zaakceptowaniem swojego dziecka 02.11.08, 13:01
      Jeśli chcesz cos z tym zrobic, to zajmij sie dzieckiem. NAjpierw mu sie uważnie przyjrzyj - sprobuj wyobrazic sobie, co czuje, co myśli, jak widzi świat, Ciebie.
      Wyslij zone do kosmetyczki, do kina, na plotki - zostań z małą sam kiedy tylko mozesz, przewijaj, karm, gadaj do niej, tul ją, patrz jej w oczy.
      Jeśli uda Ci sie wtedy zapomniec o sobie choc od czasu do czasu, zaakceptujejesz ją.
      Jesli sie nie uda, to masz problem, ale ze soba.
      Myślę jednak, ze gdyby nie bylo szansy, nie pisalbys tu, nie martwiłbys się, odpusciłbys i wyprowadził się albo inaczej odizolowal od zony i dziecka.
      Acha - pamietaj, że jesteś najwazniejszym mężczyzna w zyciu corki - i nie ona o tym zadecydowała.
      Życzę powodzenia i pozdrawiam serdecznie.
    • lucerka Re: problem z zaakceptowaniem swojego dziecka 02.11.08, 18:59
      Matko jedyna....jake terapie? Zadna terapia ci nie jest potrzebna.
      To nic zlego, ze nie mozesz dziecka zaakceptowac - to normalne.
      Spoleczenstwo z gory zaklada, ze dziecko nalezy kochac i byc nim
      zachwyconym od pierwszego dnia jego zycia. Ale rzeczywistosc jest
      inna i wiecej szkod moze narobic poczucie winy, w ktore sie
      wpedzasz, niz sam fakt braku zainteresowania dzieckiem.

      Jedyna sluszna terapia jest...czas. Daj sobie czas na zaakceptowanie
      dziecka. Pieciomiesieczne dziecko spi, je i sadzi w
      pieluchy...niektore matki sie tym zachwycaja ale facetow to nie
      rusza. Dopiero jak otworzy buzie, zacznie mowic, zacznie cie
      aktywnie sluchac nawiazesz wiez z dzieckiem. To moze potrwac nawet
      pare lat. W miedzyczasie staraj sie byc przy dziecku zeby nie
      stracic go "z oczu". To wszystko.
      • ejana Re: problem z zaakceptowaniem swojego dziecka 03.11.08, 08:59
        Mysle, ze niewielu z nas ma swiadomosc, jak wiele moze my zmieniac w sobie i
        jaki mamy potencjal
        - nic nie musi byc na zawsze i wszystko moze ewaluowac.
        W tym caly urok zycia :)) i nadzieja.

        Nie nalezy sie bac takich uczuc.

        Ktos juz tu napisal, ze bardzo wielu męzczyzn i kobiet nie moze sobie poradzic
        ze slodyzcza posiadania dziecka.
        Najwazniejsze to nic na sile.
        Porozmawiaj z zona, powiedz jej szczerze, co czujesz i ze chcesz byc z nimi i
        nad tym pracowac. Jesli ona to zrozumie i zaakceptuje to wpusci troche powietrza
        w wasze relacje i nie bedziesz czul takiej presji i cisnienia, ze cos MUSISZ.
        Do milosci nie mozna zmusic, ona musi pojawic sie sama i trzeba dac jej szanse i
        czas.
        Pytanie jest tylko - dlaczego nie lubisz dzieci ?
        Moze problem tkwi gdzies glebiej.
        Moja wiedza psychologiczna jest przecietna, ale w takim momencie zastanowilabym
        sie wlasnie nad tym.
        Jakie jest to dziecko w Tobie ? Co z niego ci zostalo ? Co w nim lubisz, czego
        nienawidzisz ? Jak to sie przeklada na Twoje zycie ?
        Tych pytan moze byc duzo.
        Dlaczego Twoja zona nie chciala dzieci ? Moze w czyms jestescie podobni ? Co to
        jest to podobienstwo ?
        Napisz sobie na kartce papieru, tak spontanicznie i zobacz, co z tego sie
        pojawi, moze byc to jakas wskazowka.
        Mozesz tez skorzystac z porady psychologa, nie musi to byc od razu terapia.
        Zaden psycholog nie zlekcewazy, ani nie wysmieje takiego problemu.
        Znam taka sytuacje z mojej rodziny, moj brat nie akceptowal swojej corki,
        potrzeba bylo lat i cierpliwosci mojej bratowej. Teraz sie bardzo kochaja, on
        jest z niej dumny dumny, a jest z czego.

        Nic nie jest na zawsze i nigdy nie nalezy tracic nadziei,
        ze mamy wplyw na to jak zyjemy
        i jak zyja ludzie,
        ktorych kochamy.
        • leda16 Re: problem z zaakceptowaniem swojego dziecka 03.11.08, 12:22



          > Najwazniejsze to nic na sile.


          I faktycznie - trudno na siłę zachwycać się niemowlęciem, skoro obiektywnie nie ma w nim nic zachwycającego; ani pogadać, ani pomilczeć na rybach.


          > Porozmawiaj z zona, powiedz jej szczerze, co czujesz i ze chcesz byc z nimi i
          > nad tym pracowac. Jesli ona to zrozumie i zaakceptuje to wpusci troche powietrz a w wasze relacje


          Wiesz co, okno, to On sam może otworzyć. I nie powietrza tam brakuje, tylko uczucia oraz zainteresowania niemowlęciem. Jest irytacja w odpowiedzi na ograniczenie wolności, brak spokoju,większe zobowiązania, jakieś podświadome pretensje. Żona nic na to nie poradzi, w domu ma kierat, kręci się w problemach zupek, kupek i spacerów, oczekuje od świeżo upieczonego tatusia wszechstronnej pomocy i wyręki. A On jej w odpowiedzi zacznie nawijać, że na bachora patrzy jak na zbędny kłopot. Wkurzy się baba jak amen w pacierzu i awantura gotowa ze skutkami do przewidzenia - wyląduje w salonie zamiast w małżeńskim wyrku a teściowa pierwsza się dowie o wyrodnym zięciu, jakiego do swojej rodziny przyjęła. Też się wkurzy. Wkurzyć teściową to tak, jak pocałować tygrysa pod ogon (zawsze to powtarzam własnym synom, jeszcze nie żonatym), przyjemnosć żadna, ryzyko duże. Ryzyko rozbicia małżeństwa (damy sobie radę córuś, olej tego...)!



          > Pytanie jest tylko - dlaczego nie lubisz dzieci ?


          Ja też nie lubię dzieci bo są nudne, i nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia. Nie znaczy to, że nie kocham własnych ;). Ale bawiłam się z nimi z czystego obowiązku a nie dla przyjemności. Zresztą cóz to za przyjemność dla wykształconej osoby udawać kierowcę autobusu czy ekspedientkę w sklepie :(.

          >
          > Jakie jest to dziecko w Tobie ? Co z niego ci zostalo ? Co w nim lubisz, czego
          > nienawidzisz ?

          To dziecko było w NIEJ, On tylko zapłodnił. Jest dorosłym męzczyzną ok. 40-stki.Jeżeli był w Nim nawet brat-bliźniak, to już dawno został wchłonięty przez jego tkanki i wydalony. Więc nie infantylizuj Go wypisując brednie, że w Nim siedzi jakiś dzieciak. A jeśli siedzi w Tobie to albo jesteś w ciąży albo masz urojenia. Tertium non datur...na urojenia haloperidol skutecznie działa. Mężczyźni nie zachodzą w ciążę, jakbyś nie wiedziała ;).




          > Dlaczego Twoja zona nie chciala dzieci ?

          On pisze, że żona chciała, tylkonie mieli ku temu warunków.



          Moze w czyms jestescie podobni ? Co to
          > jest to podobienstwo ?


          Na pewno po 11 latach współzycia upodobnili się do siebie. I co z tego?


          > Zaden psycholog nie zlekcewazy, ani nie wysmieje takiego problemu.


          A pewnie. Kasy nigdy nie nalezy lekceważyć, niezależnie od okazji.


          > Znam taka sytuacje z mojej rodziny, moj brat nie akceptowal swojej corki,


          Rozumiesz różnicę miedzy akceptacją a zainteresowaniem? Autor wątku akceptuje fakty, ale się nimi nie zachwyca. Ot, cały problem.



          • ca-ti Re: problem z zaakceptowaniem swojego dziecka 03.11.08, 19:58
            leda16 napisala;
            > >
            > > Jakie jest to dziecko w Tobie ? Co z niego ci zostalo ? Co w nim
            lubisz,
            > czego
            > > nienawidzisz ?
            >
            > To dziecko było w NIEJ, On tylko zapłodnił. Jest dorosłym
            męzczyzną ok. 40-stki
            > .Jeżeli był w Nim nawet brat-bliźniak, to już dawno został
            wchłonięty przez jeg
            > o tkanki i wydalony. Więc nie infantylizuj Go wypisując brednie,
            że w Nim siedz
            > i jakiś dzieciak. A jeśli siedzi w Tobie to albo jesteś w ciąży
            albo masz uroje
            > nia. Tertium non datur...na urojenia haloperidol skutecznie
            działa. Mężczyźni
            > nie zachodzą w ciążę, jakbyś nie wiedziała ;).
            >



            Naprawdę nie rozumiesz co to znaczy mieć dziecko w sobie? Czy tylko
            prowokujesz, negując teorie, co do których nie masz przekonania?
            Tylko po co od razu chłostać batem po oczach, obrażać, krzyczeć o
            bzdurach, urojeniach?...
            >
            >
            >
            >
            >
            > > Zaden psycholog nie zlekcewazy, ani nie wysmieje takiego
            problemu.
            >
            >
            > A pewnie. Kasy nigdy nie nalezy lekceważyć, niezależnie od okazji.



            Po co ta agresja? Dlaczego obrażasz ludzi, których nawet nie znasz?
            Po co generalizujesz - nie przyszło Ci nigdy na myśl, że
            generalizowanie jest kłamstwem?
            >
            >
            > > Znam taka sytuacje z mojej rodziny, moj brat nie akceptowal
            swojej corki,
            >
            >
            > Rozumiesz różnicę miedzy akceptacją a zainteresowaniem? Autor
            wątku akceptuje f
            > akty, ale się nimi nie zachwyca. Ot, cały problem.


            Autor wątku właśnie nie akceptuje faktu jakim jest pojawienie się
            na świecie jego córki. Pisze nawet, że chciałby cofnąć czas. O braku
            akceptacji pisze już w samym tytule. O zachwytach (lub ich braku)
            nie wspomina, bo walczy z sobą i chęcią cofnięcia czasu lub ucieczki
            z domu.


            Czytając Ciebie, Leda, miałam wrażenie, że jestem atakowana przez
            owego tygrysa, o którym gdzieś tam wspominasz... Poziom agresji jaki
            prezentujesz, przeraża mnie, przykro mi...
            Ludzie się różnią nie tylko kolorem włosów i oczu, ale i poglądami.
            Weź to pod uwagę.
            >
            >
            >
            • leda16 Re: problem z zaakceptowaniem swojego dziecka 03.11.08, 22:27
              ca-ti napisała:
              Naprawdę nie rozumiesz co to znaczy mieć dziecko w sobie? Czy tylko
              > prowokujesz, negując teorie, co do których nie masz przekonania?
              > Tylko po co od razu chłostać batem po oczach, obrażać, krzyczeć o
              > bzdurach, urojeniach?...


              Nie ca-ti, to nie ja prezentuję tutaj egzaltowane, histeryczne wrzaski w obronie pseudonaukowych, nie popartych rzetelnymi wynikami badań empirycznych "teorii", które obrażają inteligencję każdego rozsądnie, racjonalnie myślącego człowieka, tylko Ty. Już kilkaset lat temu Descartes upominał ludzi mających pretensje do logicznego rozumowania i mocnego stapania po Ziemi, by "bytów nie mnożyć, fikcji nie tworzyć" Ja zgodnie z tą zasadą światłego filozofa, tylko śmieję się z osób naiwnych i na tyle sugestywnych, żeby te brednie o "wewnętrznym dziecku" bezkrytycznie łykać. Nic na to nie poradzę, że odbierasz to jako agresję. Widać prawdziwej agresji nigdy nie widziałaś. Hoduj sobie wewnętrznego bachora, skoro To Cię urządza, ale nie waż się insynuować agresji komuś,kto twierdzi, że bujasz w obłokach i roisz o rzeczach nie istniejących.

              >

              > > A pewnie. Kasy nigdy nie nalezy lekceważyć, niezależnie od okazji.
              >
              Po co ta agresja? Dlaczego obrażasz ludzi, których nawet nie znasz?


              Specjalnie zostawiłam moją na wskroś racjonalną wypowiedź, żebyś mi w niej wskazała elementy agresywne i napisała, których konkretnie ludzi obrażam; jeśli oczywiście potrafisz...



              > Po co generalizujesz - nie przyszło Ci nigdy na myśl, że
              > generalizowanie jest kłamstwem?


              Nie. Może dlatego, że wiek dziecięcy mam już dawno za sobą, a podczas bycia dzieckiem uzyskałam dostatecznie wiele informacji, żeby nie traktować uogólniania jako synonimu kłamstwa. Inaczej już na pierwszym roku studiów oblałabym egzamin z...semantyki. Tak ca-ti.



              > Czytając Ciebie, Leda, miałam wrażenie, że jestem atakowana przez
              > owego tygrysa, o którym gdzieś tam wspominasz... Poziom agresji jaki
              > prezentujesz, przeraża mnie,



              Spokojnie, ja też z pewna grozą patrzę na obrazy Salvatore Dali. Ależ jakie one są piękne i surrealistyczne w tej całej swojej grozie - ot np. ten obraz, gdzie jest tygrys skaczący na młodą, nagą, śpiącą na lodzie kobietę...Ubierz się ca-ti i wstań z tego lodu. Od razu zrobi Ci się przyjemniej ;).


              > Ludzie się różnią nie tylko kolorem włosów i oczu, ale i poglądami.
              > Weź to pod uwagę.


              Właśnie, i vice versa ca-ti...
              • ca-ti Re: problem z zaakceptowaniem swojego dziecka 03.11.08, 23:06
                leda16 napisała:

                > ca-ti napisała:
                > Naprawdę nie rozumiesz co to znaczy mieć dziecko w sobie? Czy
                tylko
                > > prowokujesz, negując teorie, co do których nie masz przekonania?
                > > Tylko po co od razu chłostać batem po oczach, obrażać, krzyczeć
                o
                > > bzdurach, urojeniach?...
                >
                >
                > Nie ca-ti, to nie ja prezentuję tutaj egzaltowane, histeryczne
                wrzaski w obroni
                > e pseudonaukowych, nie popartych rzetelnymi wynikami badań
                empirycznych "teorii
                > ", które obrażają inteligencję każdego rozsądnie, racjonalnie
                myślącego człowie
                > ka, tylko Ty.



                Udowodnij to. Gdzie, kiedy wrzeszczałam histerycznie w obronie
                jakichś teorii, obrażających inteligencję każdego rozsądnie,
                racjonalnie myślącego człowieka?





                Już kilkaset lat temu Descartes upominał ludzi mających pretensje
                > do logicznego rozumowania i mocnego stapania po Ziemi, by "bytów
                nie mnożyć, f
                > ikcji nie tworzyć" Ja zgodnie z tą zasadą światłego filozofa,
                tylko śmieję się
                > z osób naiwnych i na tyle sugestywnych, żeby te brednie
                o "wewnętrznym dziecku
                > " bezkrytycznie łykać.


                Nikt Ci nie broni zgadzać się z Kartezjuszem, czy kimkolwiek chcesz,
                ale to, że śmiejesz się z inaczej niż Ty myślących, nie stawia Cię
                już w szeregu ludzi światłych, niestety...
                Nawiasem mówiąc, nikt rzeczywiście światły, nigdy nie nazwie samego
                siebie światłym.



                Nic na to nie poradzę, że odbierasz to jako agresję.


                To prawda, na szczęście nikt, a więc i Ty, nie ma wpływu na to co i
                jak odbieram. Sama decyduję o tym co i jak odbieram. Ciebie właśnie
                jako osobę agresywną.


                Wid
                > ać prawdziwej agresji nigdy nie widziałaś.


                Skąd ten wniosek? Skąd wiesz co widziałam, a czego nie?



                Hoduj sobie wewnętrznego bachora, sk
                > oro To Cię urządza, ale nie waż się insynuować agresji komuś,kto
                twierdzi, że b
                > ujasz w obłokach i roisz o rzeczach nie istniejących.



                Właśnie dałaś niezły popis agresji. Nie waż się...hoduj bachora...
                roisz sobie...
                Nawiasem mówiąc, nigdzie nie napisałam, ze wierzę w tę czy inną
                teorię, a mój post był przyczynkiem do Twojej wymiany zdań z inną
                forumowiczką, której poglądy wyśmiewałaś.
                >
                > >
                >
                > > > A pewnie. Kasy nigdy nie nalezy lekceważyć, niezależnie od
                okazji.
                > >
                > Po co ta agresja? Dlaczego obrażasz ludzi, których nawet nie
                znasz?
                >
                >
                > Specjalnie zostawiłam moją na wskroś racjonalną wypowiedź, żebyś
                mi w niej wska
                > zała elementy agresywne i napisała, których konkretnie ludzi
                obrażam; jeśli ocz
                > ywiście potrafisz...
                >


                Obrażasz psychologów. Nie tylko w tym jednym poście zresztą.
                >
                >
                > > Po co generalizujesz - nie przyszło Ci nigdy na myśl, że
                > > generalizowanie jest kłamstwem?
                >
                >
                > Nie. Może dlatego, że wiek dziecięcy mam już dawno za sobą, a
                podczas bycia dzi
                > eckiem uzyskałam dostatecznie wiele informacji, żeby nie traktować
                uogólniania
                > jako synonimu kłamstwa. Inaczej już na pierwszym roku studiów
                oblałabym egzamin
                > z...semantyki. Tak ca-ti.
                >
                >
                >
                > > Czytając Ciebie, Leda, miałam wrażenie, że jestem atakowana
                przez
                > > owego tygrysa, o którym gdzieś tam wspominasz... Poziom agresji
                jaki
                > > prezentujesz, przeraża mnie,
                >
                >
                >
                > Spokojnie, ja też z pewna grozą patrzę na obrazy Salvatore Dali.
                Ależ jakie one
                > są piękne i surrealistyczne w tej całej swojej grozie - ot np.
                ten obraz, gdzi
                > e jest tygrys skaczący na młodą, nagą, śpiącą na lodzie
                kobietę...Ubierz się ca
                > -ti i wstań z tego lodu. Od razu zrobi Ci się przyjemniej ;).
                >
                >
                > > Ludzie się różnią nie tylko kolorem włosów i oczu, ale i
                poglądami.
                > > Weź to pod uwagę.
                >
                >
                > Właśnie, i vice versa ca-ti...

                To już piaskownica...

                Niestety, niewiele masz do powiedzenia, poza tym, że uważasz siebie
                za osobę nieomylną. Piszesz ponadto dość nieskładnie, więc trudno
                pojąć o co Ci chodzi. Niemniej wrażenie napastliwości pozostaje.
                Wiem, że to co piszę, to jak rzucanie grochem o ścianę, chociaż kto
                wie?... Staram się nie przekreślać ludzi, nawet jeśli sami bardzo
                się starają o skreślenie ich z listy poważnych dyskutantów.

                • leda16 Re: problem z zaakceptowaniem swojego dziecka 04.11.08, 19:28

                  >
                  > > ca-ti napisała:

                  > > > Tylko po co od razu chłostać batem po oczach, obrażać, krzyczeć
                  > o bzdurach, urojeniach?...

                  Udowodnij to. Gdzie, kiedy wrzeszczałam histerycznie w obronie
                  > jakichś teorii, obrażających inteligencję każdego rozsądnie,
                  > racjonalnie myślącego człowieka?


                  Tak odebrałam Twoją powyższą wypowiedź.



                  > Nikt Ci nie broni zgadzać się z Kartezjuszem, czy kimkolwiek chcesz,


                  Ależ owszem - moją akceptację dla podanej przez Kartezjusza racjonalnej podstawy rozumowania nazywasz "chlastaniem batem po oczach" itp.


                  > ale to, że śmiejesz się z inaczej niż Ty myślących, nie stawia Cię
                  > już w szeregu ludzi światłych, niestety...


                  To nie jest kwestia śmiechu z inaczej myślących, tylko śmiechu z traktowania z powagą absurdalnej, wydumanej koncepcji, która nawet na miano naukowej teorii nie zasługuje.


                  > Skąd ten wniosek? Skąd wiesz co widziałam, a czego nie?


                  Wyraziłam przypuszczenie na podstawie tego, co napisałaś.


                  > Obrażasz psychologów.

                  Obrazić można konkretną osobę, nie całą grupę zawodową.










                  • ca-ti Re: problem z zaakceptowaniem swojego dziecka 05.11.08, 18:31
                    leda16 napisała:

                    >
                    > >
                    > > > ca-ti napisała:
                    >
                    > > > > Tylko po co od razu chłostać batem po oczach, obrażać, krzycz
                    > eć
                    > > o bzdurach, urojeniach?...
                    >
                    > Udowodnij to. Gdzie, kiedy wrzeszczałam histerycznie w obronie
                    > > jakichś teorii, obrażających inteligencję każdego rozsądnie,
                    > > racjonalnie myślącego człowieka?
                    >
                    >
                    > Tak odebrałam Twoją powyższą wypowiedź.
                    >
                    >
                    >
                    > > Nikt Ci nie broni zgadzać się z Kartezjuszem, czy kimkolwiek
                    chcesz,
                    >
                    >
                    > Ależ owszem - moją akceptację dla podanej przez Kartezjusza
                    racjonalnej podstaw
                    > y rozumowania nazywasz "chlastaniem batem po oczach" itp.
                    >
                    >
                    > > ale to, że śmiejesz się z inaczej niż Ty myślących, nie stawia
                    Cię
                    > > już w szeregu ludzi światłych, niestety...
                    >
                    >
                    > To nie jest kwestia śmiechu z inaczej myślących, tylko śmiechu z
                    traktowania z
                    > powagą absurdalnej, wydumanej koncepcji, która nawet na miano
                    naukowej teorii n
                    > ie zasługuje.
                    >
                    >
                    > > Skąd ten wniosek? Skąd wiesz co widziałam, a czego nie?
                    >
                    >
                    > Wyraziłam przypuszczenie na podstawie tego, co napisałaś.
                    >
                    >
                    > > Obrażasz psychologów.
                    >
                    > Obrazić można konkretną osobę, nie całą grupę zawodową.
                    >
                    >
                    >




                    Nie będę się wdawać z Tobą polemikę, bo...nie ma po co. Twoje
                    odpowiedzi świadczą o tym, że jest to bezcelowe. Chcesz pozostać w
                    swoim świecie, gdzie tylko Ty masz rację, tylko Ty wiesz jaka teoria
                    jest słuszna, a jaka nie, wiesz nawet co ja widziałam w życiu, a
                    czego nie (to już kuriozum), to sobie w nim pozostań. Mnie nic do
                    tego.
                    Każdy wybiera dla siebie los, więc nawet Ci nie współczuję.
                    Współczuję jedynie osobom, które spotykasz w relu (jeśli tam
                    prezentujesz to co tutaj, bo przecież wcale tak nie musi być).



                    >
                    >
                    >
                    >
                    >
                    >
                    >
              • nangaparbat3 ledo 04.11.08, 07:52
                Przypisujesz sobie racjonalizm, ale Twoje wypowiedzi az kipia od emocji -
                złosci, strachu, zawisci. Sama popatrz, jakim jezykiem piszesz.
                a pisząc podobnym: własnie w Tobie tkwi zrozpaczony, niekochany bachor, ktory
                nie moze zniesc, ze innym bez wiekszego wysilku dane jest kochac i doswiadczac
                radosci dawania.
        • ejana Re: problem z zaakceptowaniem swojego dziecka 04.11.08, 10:58
          Rzeczywiscie, niewlasciwie cos odczytalam. Sorry :)
          Jesli Twoja zona chciala dziecko i akceptuje je w pełni, to mysle, ze bedzie Wam
          łatwiej sobie tez z tym poradzic.
          Bo to jest na dzisiaj Wasz wspolny problem.
          Z kochajacą kobieta mozna przezwyciezac wiele trudnosci w zwiazku.
      • leda16 Re: problem z zaakceptowaniem swojego dziecka 03.11.08, 09:48
        Lucerka, masz całkowitą rację. Pedocentryzm to wymysł ostatniego 10-cio lecia, podobnie jak szukanie pomocy na urok i sraczkę u terapeutów :). 5-cio miesięczne dziecko jest rzeczywiście nudne a robota przy nim totalnie ogłupiająca, zwłaszcza dla osoby, która przywykła do innego trybu życia. Piszę to jako matka 2 na szczęście dorosłych już synów. A swoje przyszłe wnuki mam nadzieję oglądać rzadko i z daleka :).
      • nangaparbat3 Re: problem z zaakceptowaniem swojego dziecka 03.11.08, 20:22
        >>>>Pieciomiesieczne dziecko spi, je i sadzi w
        pieluchy...niektore matki sie tym zachwycaja ale facetow to nie
        rusza.


        Pieciomiesieczne dziecko znakomicie nawiazuje kontakt, jesli tylko ma z kim. I
        facetów to owszem, rusza.
        Pieciomiesieczne dziecko już od dawna usmiecha sie do rodzicow - i to rusza,
        nawet obcych ludzi.
        Z pieciomiesiecznym dzieckiem mozna sie już znakomicie bawic i miec z tego kupe
        radochy - wystarczy odrobina wyobraźni.


        Nie wiem, z jakimi dziecmi i rodzicami masz do czynienia, ale wypisujesz tutaj
        jakies bzdury.
        • lucerka Re: problem z zaakceptowaniem swojego dziecka 05.11.08, 09:47
          > Nie wiem, z jakimi dziecmi i rodzicami masz do czynienia, ale
          wypisujesz tutaj
          > jakies bzdury.

          No wlasnie, na szczescie, mam do czynienia z ROZNYMI rodzicami. I
          tymi, ktorzy zaczwycaja sie usmiechem niemowlecia i tymi, ktorzy
          odczuli ulge, gdy ich dziecko nauczylo sie jezdzic na rowerze i
          lowic ryby.
    • kryzolia Re: problem z zaakceptowaniem swojego dziecka 03.11.08, 11:52
      Nie rób głupot. Zostań tam gdzie jesteś.
      Ja jako matka nie przypominam sobie, żebym kochała swoje nowonarodzone dziecko.
      Przyszło to jakoś niezauważalnie, z czasem.
      Nieraz oglądam jakiś film gdzie rodzice mówią jak to kochają swoje dziecko,
      które jest jeszcze w brzuchu i usiłuję ich zrozumieć.

      Zostań z żoną i dzieckiem , nie panikuj, nie szukaj w sobie uczuć których nie
      ma, nie chodx po lekarzach...

      Zajmuj sie dzieckiem w miarę swoich możliwości, skoro możesz czas poświęcać np.
      pracy to możesz również różne rzeczy robić przy dziecku, nie wszystko co w życiu
      robimy nas rajcuje..

      Większość z nas wolałaby aby dzieci same sie wychowały bez naszych poświęceń...
      ale to nie jest możliwe....

      • zezowatana1021 Re: problem z zaakceptowaniem swojego dziecka 03.11.08, 15:17
        Miłość to nie spojrzenie na dziecko-to nie pstryknięcie palcami,
        miłość przychodzi wraz z pracą włożoną w dziecka wychowanie a
        zaczyna się prozaicznie - karmienie,przewijanie,spacerki ,czytanie
        bajek-pokazywanie i uczenie świata.Nie trać czasu na rozmyślania
        jaki to jesteś nieszczęśliwy-zrób pierwszy mały kroczek, potem
        drugi,trzeci...za parę miesięcy będziesz uczył tych pierwaszych
        kroczków swoją córeczkę-będziecie je razem stawiali.A co to
        specjalisty-skorzystaj-nie zaszkodzi-ale zacznij
        pracować,pracować,pracować....życzę powodzenia!
    • moon_witch Czytając... 03.11.08, 15:16
      cały ten wątek nasuwa mi się takie pytanie, a gdzie jest dobro
      dziecka? I czy nie spełniając potrzeb dziecka, rodzina tego typu
      nie jest już rodziną, o dużej dysfunkcji. Brak w niej uczuć,
      zainteresowania, ze strony ojca, jest już spora dysfunkcją, co
      sprawia,ze przyszłość tego dziecka jest juz pod znakiem zapytania.
      Przecież głupotą jest powiedzieć:" dziecko mi przeszkadza, zajmuje
      czas, nie daje spokoju". "Dziecko jest nudne i nieciekawe:- jak tu
      ktoś napisał wcześniej dla osoby wielce wykształconej, która ma się
      zabawiać z dzieckiem w sklepową.Jakież to poniżenie.DDDD

      Dzieci są jakie są. Wszyscy byliśmy kiedyś małymi dziećmi.
      Ta mała istota na świat się nie zapraszała. A jak już jest, to
      zasługuje na wszystko co najlepsze ze strony rodziców.
      Sam się nad tym zastanów. Co kieruje twoim postępowaniem. Moim
      zdaniem nie tylko potrzebą bycia samemu i wygodnego życia ale tez i
      potwornym egocentryzmem. To dziecko pokazuje co się z tobą dzieje,
      gdy tracisz kontrolę nad twoim domowym rewirem. Kim się stajesz i
      kim w sumie jesteś? Skąd bierze się taki egzystencjonalny lęk?
      Egocentryczni bywają ludzie o pewnych typach neuroz, dlatego
      wcześniej ci radziłam porozmawiać ze specjalistą.
      Powinieś też pamiętać,ze własnie w tym przedziale wiekowym mózg i
      psychika dziecka bardzo się rozwija. Kszatłtuje się podświadomość
      dziecka. Dziecko bardzo reaguje na dotyk.Wyraz twarzy...i o dziwo
      jest doskonałym tłumaczem mimiki. Rozmawiając z takim maluchem
      trzeba pamiętać,ze takie dziecko koduje wszystko w swojej pamięci.
      A to ma wpływ na jego dalszy rozwój jako osoby.
      Czasami ludzie latami siedzą i grzebią w swojej psychice
      zastanaiwajac się, co jest przyczyną np. depresji. A gdzieś tam z
      tego okresu moga sięgać korzenie choroby.
      To, jako ojciec, powienieś pamiętać.
      Każdy człowiek ma potrzebę wygodnego życia, dużo wiem na ten temat,
      bo sama jestem matką dwójki dzieci.Pomiędzy nimi jest jedynie 11
      mieś. róznicy wiekowej. Czyli nic. O wygodnym spaniu marzyłam przez
      pierwsze ...4 lata.

      Wszyscy przez to przechodzą, jednak dzieci szybko wyrastają i nie
      nalezy wpadać w panikę i robic głupoty, typu zostawić żonę i
      córeczkę i jak ostani tchórz pójść po najprostszej linii oporu.
      Czegoś takieo nie wybaczy ci żona nigdy. Ani dziecko, które
      zostawisz.
      Zawalcz o to aby być dobrym ojcem i nie krzywdz, ani zony ani
      dziecka, szukaj porady u specjalisty psychiatry.Ci ludzie dobrze
      znają psychikę i szybko wykryją co jest powodem takiego stanu jaki
      masz. Tutaj na forum będą ci ludzie jedynie bzdury pisać i mało kto
      napisze coś bardziej sensownego.
    • dekadencja1 Re: problem z zaakceptowaniem swojego dziecka 03.11.08, 16:29
      Jak się tak głebiej zastanowić, to taki mały człowiek zwany przez
      niektórych dzieckiem, tak naprawdę niewiele potrzebuje. Trochę
      cierpliwej uwagi w towarzyszeniu mu w odkrywaniu świata i swoich
      możliwości. I ile pracy i energi potrafi włożyć w studiowanie dużego
      palca swojej prawej nogi, czubka swojego nosa, a potem coraz dalej i
      rozleglej...
    • ca-ti Re: problem z zaakceptowaniem swojego dziecka 03.11.08, 20:09
      Trudna sprawa. Szanuję to, że potrafiłeś się przyznać - sam przed
      sobą - do faktu, że nie akceptujesz swojego dziecka. Współczuję Ci,
      bo zrobiłeś coś wbrew sobie (powołałeś je na świat), coś czego nie
      da się cofnąć, zmienić.
      Dziecko to nie piesek, kotek, wąż, ani chomik - jak ktoś próbował
      sugerować - dziecko to człowiek, wobec którego masz zobowiązania.
      Nie piszę tego aby prawić Ci morały. Myślę, że doskonale Cię
      rozumiem. Ale nic już nie możesz zrobić. Jeśli ponad wszystko cenisz
      sobie święty spokój, zrobisz coś pewnie, aby go mieć. Jeśli masz
      sumienie i jesteś człowiekiem odpowiedzialnym, to nigdy jednak nie
      zaznasz już takiej wolności, jak w czasie zanim dziecko pojawiło się
      na świecie. Obojętnie czy odejdziesz od żony, czy nie, będziesz
      myślał o swoim potomku, łożył na niego, z czasem może tęsknił, może
      nawet go pokochasz... To wbrew pozorom nie jest niemożliwe. Ale póki
      co, nie wiadomo jak będzie.
      Żyj tym co jest, czasu nie cofniesz, staraj się podejmować decyzje w
      zgodzie z sobą.
      Całkowita wolność nie jest możliwa. Poza tym, czy jest ona czymś
      naprawdę aż tak pożądanym?...
      • elielieli Re: problem z zaakceptowaniem swojego dziecka 03.11.08, 22:40
        dla czego napisales ten post. Zalozmy ze ktos by w koncu zgadl i
        powiedzial ci dlaczego sie tak dzieje, chcialbys ratowac twoje
        malzenstwo. Ile/co jestes na prawde, konkretnie gotow poswiecic na
        ratowanie rodziny?
    • malakas Re: problem z zaakceptowaniem swojego dziecka 04.11.08, 11:29
      No niestety Kolego, nie ma letko...łaski nie robisz. Ruszając tylko
      tyłkiem przypadkowo zostałeś Kreatorem.
      A wciąż żyjąc spłacasz dług (Kol. polubu zaświadczy:-)
      Tatusiowi też niekoniecznie musiałeś być na rękę...
    • mrufencja Re: problem z zaakceptowaniem swojego dziecka 04.11.08, 11:33
      męska wersja depresji poporodowej? nie umiesz sie odnalezc w nowej sytuacji i tyle
      • malakas Re: problem z zaakceptowaniem swojego dziecka 04.11.08, 11:37
        Tyle to on wie.
        Chodziło chyba o remedium
        • ziopia4 Re: problem z zaakceptowaniem swojego dziecka 04.11.08, 12:26
          Facet ma napewno problem i problem bedzie sie zwiekszal wraz z
          dorosloscia dziecka male dzicko wystarcczy nakarmic i przewinac a tu
          takie malenstwo jak zacznie chodzic dopiero wymaga dogladania i
          calodniowej opieki zanim sie nauczy chodzic i mowic ilez nalezy mu
          poswiec cierpliwosci i mysle ze sama kobieta tez nie podola u boku
          takiego meza egoisty . Musisz zasiegnc porady u pschychologa i
          chyba jako dorosly pokazac ze sobie radzisz z problemem . Coz
          zycie moze tylko okazac sie piekniejsze z dwiema kobietami pozatym
          zona by sie zmarniala przy twoim boku pomysl o niej ona jest
          szczesliwa .Po 25 latach doczekasz sie swojeo spokoju i samotnosci
          a doswidczysz w chorobie jej pomocy zobaczysz kto przyjdzie co dac
          pic jak bedzisz stary i chory zapewne bedzisz liczyl tylko na swoja
          corke kto cie podniesie z podlogi jak zaczniej ciagle ze starosci
          przewracac sie ?Coz dla mnie kobiety wychowanie moich dzieci nie
          bylo latwe dzis cie zapewniam mam to co pragnelam spooj i cisze ale
          za to jakwracaja na wecendy to sie czuje jak ty ale wszstko mozna
          przezyc .Samemu nie jest latwo w zyciu sam widzisz ze pokochales
          swoja zone i dobrze ci z nia .Najwyzej moze znajdz sobie jakas
          prace dodatkowa abys mniej spedzal czasu w domu pozatym mozesz
          sobie wsadzis korki do uszow i udawac ze jestes sam w domu :)
          powodzenia z problemem
    • endorfinkaa Re: problem z zaakceptowaniem swojego dziecka 04.11.08, 22:14
      Dokładnie jakbym słyszała mojego męża...
      Na początek przestraszę, że nam dojście do jako takiego ładu po pojawieniu się naszego dziecka zajęło ponad rok.
      Spróbuję powiedzieć jak taka sytuacja wygląda od strony żony-matki.
      1. Miało być pięknie a nie jest. Nagle z osoby, która jest niezależna stajesz się elementem wyposażenia dziecka. Karmisz, przewijasz dbasz, spacerujesz bawisz się. Do tego często prowadzisz dom (gotowanie, pranie, sprzątanie). I często nie masz z kim pogadać nawet o niczym - dziecko niestety nie jest partnerem do rozmowy. Nieustanne monologi mogą doprowadzić do szału.
      2. Mąż spodziewa się, że wszystko będzie bez zmian. Codziennie obiadek, mieszkanie posprzątane, zakupy zrobione etc. Żona zadbana - uczesana, umalowana i najlepiej na obcasie. I oczywiście ta sama chęć na sex co przed dzieckiem.
      3. Zamiast tego -po domu (niestarannie posprzątanym) krąży zmęczona bo koszmarnie niewyspana zmora (worki pod oczami, fryzura raczej praktyczna niż elegancka) i oznajmia, że obiadu nie ma bo dziecko miało kolkę i musiała pół dnia nosić je na rękach. Oczywiście wieczorem odmawia sexu.
      4. Żona jest wściekła bo ona zasuwa w domu i przy dziecku a mąż nic nie robi. Nawet niech nie robi w domu - wystarczy, że weźmie dziecko na spacer w koło domu a jak zacznie płakać bo głodne to przyniesie do domu.
      5. Frustracja męża narasta, frustracja żony narasta. Ponieważ strony nie chcą porozmawiać na temat problemu problem narasta.

      Moja sugestia jest prosta - porozmawiaj z żoną. Najpierw zastanów się dlaczego chcesz odejść i czy to rozwiąże problem (WASZ nie TWÓJ). A jak żona będzie chciała alimentów? A jak Twoi rodzice będą chcieli widywać wnuka? A jak poradzisz sobie z poczuciem winy? A jak potem dojdziesz do wniosku , że chcesz widywać swoją córkę a ona powie Ci spadaj? Zajmij się żoną- nie dzieckiem. Pomyśl, że to głownie jej życie wywróciło się do góry nogami. Ty możesz pójść z kumplami na piwo - nikt nie zadzwoni żebyś wrócił bo trzeba nakarmić dziecko;)

      Nie mam ochoty uzewnętrzniać się za bardzo na Forum. Jak chcesz pogadać o tym co Tobie (i mi chyba też chociaż widziane z drugiej strony) się przytrafiło to napisz na maila.
    • mar.gro Re: problem z zaakceptowaniem swojego dziecka 05.11.08, 14:07
      mogę Ci tylko życzyć że te uczucie niedługo minie jak zobaczyszile radości daje
      dziecko....a jak nie no to współczuję.....Twojemu dziecku
Pełna wersja