quiq
18.11.08, 17:20
Dwaj wspólnicy, dobrze prosperująca mała firma. Jeden z nich
wyjeżdża i po powrocie dowiaduje się że tamten nie chce już dalszej
współpracy. Ot, niby z powodu, że nigdy się nie dogadywali i on ma
dosyć.
Znają się kilkadziesiąt lat. Różnie bywało, ale dałabym sobie uciąż
rękę za uczciwość tamtego.
Chce spłacić wspólnika /czyli mojego męża/, ale tak do końca to
właściwie sam nie wie, co by chciał. Od dłuższego czasu jego "praca"
wygląda tak, że wpada raz dziennie i pod pozorem spraw w banku itd.
i znika z firmy. Nie jeździ jednak jak dawniej po kochankach /chyba
już ich nie ma/, ale... siedzi w domu. A domatorem raczej nie jest.
Co może skłonić faceta do takiego postępowania, do przekreślenia
tylu lat przyjaźni? Do postawienia sprawy na ostrzu noża i właściwie
okradzenia wspólnika? Bo miał pełnię władzy, przecież zawsze sobie
ufali, był dla mojego męża czymś więcej niż brat.
Powtarza, że ma dosyć. Ale czego? Co się stało?
Nie jest typem liczykrupy, nie ciuła każdego grosza, stać go
na "gest". Ich prawnik złapał się za głowę słysząc o jego decyzji i
stwierdził, że go nie poznaje, że z nim dzieje się coś bardzo złego.
Ale co? Depresja? Kryzys wieku średniego faceta ledwie 40-letniego?
Żadne traumatyczne zdarzenie w jego rodzinie nie wystąpiło, nikt nie
umarł, żona nie przyprawiła mu rogów, dziecko zdrowe. Żyje
spokojnie, nic mu nie brakuje. No, trochę zdrowie szwankuje, ale
komu nic nie dolega?
Może Wy coś wymyślicie? Bo ja nie bardzo wiem już nawet, w którym
miejscu doszukiwać się przyczyny...