Samookaleczanie się.

24.11.08, 18:39
Zaczęło się w 2 klasie gimnazjum(5 lat temu)-przez ciekawość z koleżankami się
pocięłyśmy. Zauważyłam że to przynosi ulgę. Potem było cięcie się z okazji i
bez okazji.. Czasem brakowało miejsca na rękach. przez wakacje mniej się
cięłam. ale kiedy poszłam do liceum, nowe środowisko, ludzie, dużo
nauki-wróciło to z większą siłą. Nie wystarczało cięcie się w domu , żyletka
była cały czas ze mną-często w szkole,w toalecie się cięłam.
Pomógł mi przyjaciel. Kiedy się dowiedział o tym,na początku przyjeżdżał do
mnie na każde zawołanie,żeby tylko mnie uchronić przed cięciem. później
oswajał mnie z tym że nie może być cały czas ze mną. Zastosował szantaż - albo
przestaniesz się ciąć albo koniec znajomości. Pomogło. Na chwilę. Pocięłam
się. To on obraził się. Kiedy błagałam by zaczął się odzywać, On w szkole w
czasie przerwy wyciągnął mnie na środek korytarza i krzyknął - no pokaż ręce,
co tam masz! skąd ten bandaż?! Podziałało jak kubeł zimnej wody. Dużo potem
rozmawialiśmy. Jakbym się ja czuła gdyby moje dzieci się cięły, itp.
Nie cięłam się od kwietnia 2007 roku do kwietnia 2008. Potem znowu się
pocięłam. Ale tylko raz-bo przecież lato,a ja nie będę chodzić w długim
rękawie,do tego jakoś trzeba jakoś ćwiczyć na wf. Ostatnio wróciło to do mnie
ale ze zdwojoną siłą. Pocięłam sobie całe udo. Calutkie. Pomogło na chwilę.
ale wzięłam tabletki i usnęłam. W sobotę miałam jakiś dołek. zaczęłam szukać
żyletki. nie było jej ani w portfelu,ani w żadnej z szafek.wpadłam w furię.
dostałam drgawek,zaczęłam płakać i krzyczeć. to było straszne! wyrzucałam
wszystko z szafek w poszukiwaniu czegoś ostrego...znalazłam. pocięłam się i
miałam na chwilę spokój.
po ostatnim razie sie przestraszyłam-zachowałam się jak narkoman na
głodzie!Nie wiem jak mam sobie z tym poradzić-przyjacielowi nie powiem o tym
bo wiem że jak to zrobię to się przestanie odzywać do mnie,a tego nie zniosę.
Wizyta w poradni psychologicznej mi nie pomogła. Babka mówiła,że to źle że
tak robię,że muszę znaleźć inny sposób na stres,że może pobiegam,albo
pospaceruję.potem stwierdziła że musi pogadać z rodzicami-na to jej nie
pozwolę. Bo rodzice uważają że jakie ja mogę mieć problemy.sami mnie zawsze
dołują...
Nie mam pojęcia co robić...
    • xcvfpedsczjx Re: Samookaleczanie się. 24.11.08, 19:02
      rzeczywiscie z tego co na mysl mi przychodzi w tej sytuacji to pomoc moze
      intensywna aktywnosc fizyczna...
    • nangaparbat3 Re: Samookaleczanie się. 24.11.08, 19:26
      To sie leczy psychoterapią - na ogół długotrwałą.
      Powinnas po prostu pójśc do poradni zdrowia psychicznego, pogadac z lekarzem, on
      prawdopodobnie skieruje Cie do psychologa.
      Trzymaj sie :)
    • aiczka Re: Samookaleczanie się. 26.11.08, 02:28
      Z tego co piszesz wynika, ze:
      1. rodzice Cie doluja i nie doceniaja Twoich problemow,
      2. nie chcesz, dac im szansy na zmiane postawy na skutek rozmowy z psycholozka.
      Mysle, ze powinnas jednak przemyslec te kwestie. Na podstawie podanych przez
      Ciebie dat nie jestem pewna, czy jeszcze chodzisz do szkoly, czy juz nie - w
      kazdym razie dosc prawdopodobne, ze rodzice jeszcze przez pare lat beda stanowic
      Twoje bezposrednie otoczenie i lepiej by bylo, gdyby bylo to otoczenie przyjazne
      i pomocne.

      Nie jestem psychologiem, ale mam wrazenie, ze _potrzebujesz_ zainteresowania (i
      w Twoim odczuciu i obiektywnie), prawdopodobnie wizyta u psychologa zapewnilaby
      Ci zainteresowanie rodzicow. Czy powiedzialas przyjacielowi, ze dojrzalas do
      terapii? Jesli powiesz mu o tym i o tym, ze juz bylas u psychologa itd. to po
      pierwsze jest nadzieja, ze nie obrazi sie na Ciebie za ostatni wyskok a po
      drugie, ze bedzie Cie wspieral, rozmawial z Toba, zacheci do kontynuowania
      spotkan z psycholozka (czy poszukania kogos innego). Bedziesz tez miala z kim
      porozmawiac o tym, co Ci sie w psycholozce nie podoba ^_^, skonfrontowac to z
      opinia drugiej osoby.

      Rozumiem, ze nie bardzo dogadalas sie z przydzielona Ci pania psycholog. Byc
      moze z inna osoba znalazlabys lepszy kontakt - warto sprawdzic.
      Nam napisalas, ze "Babka mówiła,że to źle że tak robię, że muszę znaleźć inny
      sposób na stres". Byc moze urazila Cie forma w jakiej to powiedziala? Bo
      przeciez, skoro zglosilas sie do poradni to zdajesz sobie sprawe, ze cos nie
      jest w porzadku i nie trzeba Ci tego powtarzac? To naturalna reakcja - nikt nie
      lubi "niepotrzebnego trucia". Jednak na poczatku relacji - nawet z terapeuta,
      ktory powinien sie wykazywac fachowoscia w kontaktach z ludzmi - zazwyczaj
      dochodzi do rozmaitych nieporozumien. Nie zawsze udaje sie np. uciec od
      wczesniejszych swoich doswiadczen i na poczatku traktuje sie nowopoznana osobe
      jak inne, ktore cos z nia laczy. Lekarstwem na to jest blizsze poznanie. Warto
      zastanowic sie, co Ci przeszkadza u psycholozki i sprobowac jej po prostu o tym
      powiedziec.

      "Bieganie i spacerowanie" rzeczywiscie brzmi nieciekawie. Na pewno nie pomoze
      rozladowac sie, gdy nachodzi Cie stan takiego ostrego pobudzenia, jaki opisalas.
      Wtedy bardziej pomocny jest taniec w stylu pogo (mozesz sprobowac sobie nastawic
      glosna, ostra muzyke i szalenczo poskakac po pokoju). Z pewnoscia nie jest to
      jednak stan, ktory nalezy "leczyc" objawowo - dobrze, jesli uda Ci sie uniknac
      epizodu "ciecia", ale celem jest unikniecie budzenia sie takich potrzeb.
      Jakas aktywnosc uprawiana regularnie moze Ci pomoc na dluzsza mete. Nie musi to
      byc "nudne" bieganie. Mnie do glowy przychodzi WuShu - to kung-fu bez walki,
      troche na zasadzie gimnastyki artystycznej. Szybkie ruchy, duzo energii, a jak
      Cie "nosi" to mozesz isc pocwiczyc.
      Mozesz tez probowac uczucia, ktore Cie rozpieraja i popychaja do "ciecia"
      probowac skoncentrowac i przelac w cos "artystycznego". Nie mam pojecia, co by
      Ci odpowiadalo, ale byc moze malowanie, rysowanie, muzyka? czy cos podobnego
      przyniosloby Ci ulge? Mozesz przeanalizowac jaki ksztalt/kolor ma to co czujesz,
      wymyslic jak odtworzyc to na papierze czy plotnie. Byc moze zamiast ciac siebie,
      wystarczy ze namalujesz torturowana postac? Moze uda Ci sie zadawac bol i rany
      takiej symbolicznej sobie? Nie zaniedbuj tu fizycznej strony malowania (czy
      innej wybranej czynnosci), mocne kreski, pociagniecia pedzla, nakladanie grubych
      warstw farby, glosne dzwieki - to tez elementy pozwalajace rozladowac napiecie.

      Zdecydowanie w kazdym razie powinnas poszukac pomocy, kogos kto Ci pomoze
      znalezc i leczyc _przyczyny_ dla ktorych czujesz sie zle. Jak nie u tej
      psycholozki to u kogo innego. I nie wykluczac rodzicow, przyjaciela ze swojego
      swiata i problemow.
      • xcvfpedsczjx Re: Samookaleczanie się. 26.11.08, 09:41
        > Wtedy bardziej pomocny jest taniec w stylu pogo (mozesz sprobowac sobie nastawi
        > c
        > glosna, ostra muzyke i szalenczo poskakac po pokoju).

        taka muzyka moze jednak tylko podsycic emocje ktore doprawidzily do cięcia się,
        bieganie jest o tyle dobre, że wycisza, tylko ze najlepiej postawic sobie jakis
        mobilizujacy cel do tego, np: start w dlugodystansowym biegu itp
        • aiczka Re: Samookaleczanie się. 27.11.08, 00:59
          No to juz pewnie indywidualna sprawa - ja sie w ten sposob ROZladowuje
          (oczywiscie, kiedy muzyce potowarzyszy tanczenie i spiewanie - to to jest ten
          element rozladowujacy napiecie).
      • 1grosik2 Re: Samookaleczanie się. 26.11.08, 16:27
        Kiedyś próbowałam biegać. ale po pewnym czasie nie chciało mi się ruszać tyłka z
        domu -bo trzeba wyjść i się zacząć ruszać. a tak-to sięgam po żyletkę i ciach.

        Jeszcze chodzę do szkoły,jestem w klasie maturalnej.
        Mój przyjaciel wie że chciałabym chodzić na terapię, ale sam kiedyś chodził do
        psychologa(wysłała go szkoła bo wariował na lekcjach) i uważa że psycholog nic
        nie daje.
        Z inną psycholożką znalazłabym kontakt-tylko że nie stać mnie na porządną terapię;/
        Nawet nie chodzi o to że mnie uraziła-ale chyba nie tego oczekiwałam. coś
        takiego może mi powiedzieć każdy. ja sama wiem że powinnam znaleźć inny sposób
        na odstresowanie i odreagowanie.
        próbowałam kiedyś malować-tak jak mówisz. ale siadałam nad białą kartką i nie
        robiłam nic oprócz zgniatania jej - nie potrafiłam nic narysować. to mnie
        strasznie wkurzało.
        Boję się "wtajemniczyć" rodziców. Tym bardziej że jak wcześniej chodziłam do
        psychologa(powiedziałam że chodzę tam bo nie mogę się skupić na nauce i nie
        radzę sobie z kontaktami z ludźmi) to mama była bardzo niezadowolona.
        Stwierdziła że obcy człowiek mi nie pomoże. a kiedy powiedziałam jej wszystko co
        powiedziałam psycholożce-stwierdziła że ona problemu nie widzi,że takie życie i
        że muszę sama sobie poradzić.
        • xcvfpedsczjx Re: Samookaleczanie się. 26.11.08, 17:15
          > Kiedyś próbowałam biegać. ale po pewnym czasie nie chciało mi się ruszać tyłka
          > z
          > domu -bo trzeba wyjść i się zacząć ruszać

          Mowie wiec ze musisz sobie znalesc jakas motywacje! Moze lepszy pod tym wzgledem
          bedzie rower - tu latwiej da sie zmierzyc postepy (wystarczy licznik, wiecej km,
          najwieksza srednia predkosc itp), bo takie bieganie w kolko to faktycznie jest
          bez sensu wg mnie.

          ale pewnie jest tez mnostwo innych aktywnosci "samomobilizujacych sie" przy
          odpowiednim podejsciu
        • nangaparbat3 Re: Samookaleczanie się. 27.11.08, 18:11
          Grosiku,
          chyba trzeba wtajemniczyc rodzicow - moze nie we wszystko, ale na pewno w to, ze
          potrzebujesz fachowej pomocy. Gdybym byla Twoja mamą, poszlabym z Toba do
          psychiatry, zeby na przyklad wykluczyc depresje - albo zacząc ja leczyc.
          I nie sluchaj tak tego kolegi, on nie jest wyrocznia, naprawdę.
          • aiczka Re: Samookaleczanie się. 04.12.08, 21:58
            Tez wlasnie ostatni pomyslalam, ze psychiatra - chociaz to brzmi powaznie- bylby
            lepszy od psychologa. Chodzi o to, ze psychiatra ma za soba "zwykle" studia
            medyczne i w zwiazku z tym jest w wiekszym stopniu w stanie sprawdzic, czy te
            silne napiecia popychajace Cie do "ciecia sie" nie maja przypadkiem zrodla w
            nadmiarach/niedoborach jakichs substancji itp.
          • 1grosik2 Re: Samookaleczanie się. 06.12.08, 11:11
            nangaparbat3 - ostatnio już miałam pogadać z moją mamą. ale akurat oglądała
            "barwy szczęścia" i tam jedna bohaterka chyba ma depresję i się leczy. i
            usłyszałam jak mama mówi że depresja to użalanie się nad sobą,że wzięłaby się za
            siebie i po sprawie,że wydziwia itp itd ;/ przestraszyłam się i do rozmowy nie
            doszło.
            • poprostu_basia Re: Samookaleczanie się. 06.12.08, 13:00
              Wcale Ci się nie dziwię że po takim komentarzu się przestraszyłaś i nic nie
              powiedziałaś... A ojciec? może on ma rozsądniejsze podejście?
              Zdecydowanie nie powinnaś przerywać terapii, to jest BARDZO poważny problem i
              sama sobie z nim nie poradzisz nawet jeśli uda Ci się zapanować czasami nad
              epizodami cięcia się.
              trzymaj się!
              • xcvfpedsczjx Re: Samookaleczanie się. 07.12.08, 20:58
                tylko sama! sama i tylko sama musi sobie z tym poradzic, nikt inny za nia sobie
                z tym nie poradzi!
                • olc-iak Re: Samookaleczanie się. 07.12.08, 21:34
                  Nie musisz sama sbie z tym poradzic naprawde i nie sluchaj tych co
                  tak mowia. w sumie widze pewne podobienstwo do mojej sytuacji,
                  chetnie powiedziala bym ci kilka rzeczy ale mam ostanio wrazenie ze
                  moi rodzice mnie kontroluja na kazdym kroku wiec jezeli chcesz
                  podaj e-mail to ci cos na pisze... ..
                • aiczka Re: Samookaleczanie się. 07.12.08, 22:21
                  Nieprawda. Wiele objawow psychicznych powodowanych jest przez czynniki
                  fizjologiczne - w takim wypadku opcja samodzielnego poradzenia sobie w ogole nie
                  wchodzi w gre.
                  • xcvfpedsczjx Re: Samookaleczanie się. 08.12.08, 12:44
                    czy ja powiedzialem ze samodzielnie albo samotnie?

                    Chodzilo mi o to, ze to ona musi sobie poradzic z tym problem, specjalisci moga
                    w tym jedynie pomoc (niestety najgorsze jest to, ze niektorzy z nich potrafia
                    czasem nawet zaszkodzic)
              • 1grosik2 Re: Samookaleczanie się. 08.12.08, 21:18
                poprostu_basia - tata kiedyś miał depresję i też miał w wojsku czas kiedy
                żyletka to była jego przyjaciółka. do teraz sobie z tym nie poradził więc nie
                wiem czy rozmowa z nim by pomogła.

                Potrafią zaszkodzić?jeju teraz to się już całkiem przestraszyłam wizyty u
                psychologa....
                • xcvfpedsczjx Re: Samookaleczanie się. 09.12.08, 13:27
                  ale generalnie to nie ma sie czego bac tylko poprostu trzeba pojsc.

                  Psychologa obejmuje tajemnica lekarska i nic na zewnatrz sie nie moze wydostac.

                  W kazdym razie jesli sama nie jestes w stanie wpasc na to co zrobic zeby
                  przestac sie ciac to musisz poszukac kogos kto Ci pomoze na to wpasc.
    • archiwalda Re: Samookaleczanie się. 26.01.09, 14:35
      a może grosiku napiszesz cos więcej co Cie tak dołuje i wprowadza w
      taki nastrój??
      myślę, że chwila refleksji nad swoimi emocjami nie zaszkodziłaby.
      jestes w maturalnej klasie, czyli jestes osoba pełnoletnią a takie
      niekontrolowane wybuchy wsciekłości są dośc infantylne.

      U takich młodych osób b. często mozna widziec "ból istnienia" i
      ogólna alienacje od wszystkich i wszystkiego i przeświadczenie, że
      cały świat ich nie rozumie i jest przeciwko nim biednym, a zwłaszcza
      ci wredni rodzice, którzy "czepiają się", gdy mają czelnośc czegos
      oczekiwać. Niestety nie towarzyszy temu najczęściej zastanowienie
      nad włąsnym stosunkiem do rzeczonego świata, a szkoda.
    • croyance Re: Samookaleczanie się. 26.01.09, 23:58
      Nie zostawaj z tym sama, KONIECZNIE szukaj pomocy. Nie czekaj, az
      potniesz sie zbyt gleboko albo dostaniesz jakiejs infekcji - wtedy
      psychiatra sam przyjdzie do Ciebie, ale nie Ty bedziesz ustalala
      zasady gry. Moze i by to bylo wyjscie, ale dopoki masz wybor, szukaj
      pomocy sama. Pomijajac cala sfere psychologiczna, mozesz zrobic
      sobie ogromna krzywde fizycznie.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja