tonika_a
30.10.03, 14:43
Witam,
chcę wam opowiedzieć pewną historię. Jednocześnie proszę was abyście
przeanalizowali ją dokładnie i postarali się mi pomóc. Dziękuję.
Kiedy miałam 18 lat byłam nieszczęśliwą, zakompleksioną dziewczyną, która
nigdy dotychczas nie była w żadnym poważnym, prawdziwym związku z facetem.
Byłam nieszczęśliwa i generalnie czułam się odrzucona przez rówieśników z
bardzo różnych powodów, które właściwie nie mają dla tej opowieści znaczenia.
W moim życiu było zaledwie parę osób z którymi się regularnie spotykałam i
przyjaźniłam. Wśród nich był On - nazwijmy go Tomasz. Znaliśmy się od lat,
mieszkaliśmy na tym samym osiedlu. Pewnego dnia wyznał mi, że kocha mnie od
kiedy tylko się poznaliśmy. Byłam zaskoczona i raczej niechętna zmianie
naszych ówczesnych relacji. Jednak im częściej się spotykaliśmy, im bardziej
on wrastał w moje życie tym więcej do niego czułam. I stało się - ja także
zakochałam się w nim. Byliśmy naprawdę blisko, ja brnąc w ten związek coraz
głębiej powoli zaniedbywałam wszystko i wszystkich dookoła, aż w końcu
byliśmy tylko my - ja i on. Po kilku latach zaczęły się rozmowy o wspólnym
zamieszkaniu, ślubie, dzieciach - byłam szczęśliwa. I nagle zachorował mój
Tata. W tym samym czasie Tomasz przeżył poważne kłopoty rodzinne, które
bardzo go zmieniły. Ja zaczęłam nową szkołę. Odsuwaliśmy się coraz bardziej
od siebie - chociaż wtedy tego nie zauważałam. Tomasz poznał kogoś -
sąsiadkę, mieszkającą w tym samym bloku, mężatkę, matkę, przyjaciółkę jego
matka - osobę soro od siebie starszą. CZy na zdrowy rozum ona mogła stanowić
dla mnie zagrożenie, dla mojego związku? Byłam przekonana, że nie. Przez
osiem długich miesięcy Tomasz okłamywał mnie, zdradzał (nie tylko z nią) i
wręćz pastwił się psychicznie. To był szok. Mój ukochany Tata umierał, a
najważniejszy człowiek świata po kawałku wgniatał mnie w ziemię. NIe chcę do
tego już wracać. To był koszmar. W dwa miesiące po naszym rozstaniu ta
kobieta, sąsiadka urodziła mu dziecko. Do dziś z jego ust nie usłyszałam ani
słowa. O wszystkim dowiedziałam się od przypadkowych osób.
I tu zaczyna się zasadnicza część histori: w trzy miesiące później, kiedy
ciągle jestem w stanie totalnego oszołomienia spotkałam Marcina. Znałam go
zdawkowo z dawnych lat. Zaczynamy się spotykać, ot po prostu, on wie co
przeżywam i stara się mi pomóc. Po czterech miesiącach całujemy się pierwszy
raz. Powoluteńku wpuszczam go do mojego świata. Pół roku później wiem, że coś
do niego czuję i chcę z nim być. To najwspanialszy facet świata. Jest czuły,
oddany, niesamowicie inteligentny. Kocham Go. A dwa miesiące później, na suto
zakrapianej imprezie wracam do domu razem z Adamem - przyjacielem Marcina. Do
niczego między nami nie dochodzi, ale złe ziarno zostaje zasiane. Zaczynam o
nim myśleć, wyobrażać sobie jakby to było gdyby....Rozstaję się z MArcinem.
Tak w skrócie wygląda historia, która doprowadziła mnie do miejsca w którym
jestem dzisiaj. Od trzech lat jestem z Adamem, ale ciągle widuję się z
MArcinem. On nigdy nie pogodził się z naszym zerwaniem, przez cały ten czas
nie był z żadną kobietą i wciąż jest moim największym i najlepszym
przyjacielem. Kocham ich obu. Wiem, że historia sprzed lat, to co zrobił mi
Tomasz odbija się do dziś na moim postępowaniu, na mojej psychice. Boję się
ufać, zawierzyć, oddać się - dlatego nie podejmuję ostatecznej decyzji. Ale
to jest już moment krytyczny. NIe mogę tak dłużej, wiem jak bardzo
skrzywdziłam ich obu. I muszę wybrać jednego z nich, ale....NIe wiem którego,
nie potrafię zdecydować. Chcciałabym abyście jako ludzie całkowicie mi obcy i
przez to obiektywni sróbowali znaleźć klucz do tej historii. Bardzo dziękuję
za wszelkie wskazówki.
tonika.