onaonaona333
02.12.08, 16:13
Witam
Mam 27 lat.
Od kilku lat jestem w związku z facetem, nie układa nam się zbyt
dobrze i nigdy nie układało.
Dzieli nas pare km, widujemy się tak jakby weekendowo.
Praktycznie nie uprawiamy seksu. Kiedyś mnie zdradzał, zdarzało się
że mnie pobił, raz prawie mnie udusił.
Kilka razy od niego odchodziłam, ale zawsze wracałam na kolanach -
taką sobie suke wychował.
Nie potrafię mu się sprzeciwić, boje sie wszystkiego.
Chciałam sie zabić, wpadłam w narkotyki. Ale to juz mam chyba za
soba, przynajmniej to drugie.
Ja chyba go kocham.. chociaż nie wierzę, że mogłabym być z nim
szczęśliwa, no ale chyba nie umiem być też szczęśliwa bez niego -
czuję, że on na zawsze już będzie w mojej głowie.
Na pewno jest to strasznie toksyczny związek - połączenie strachu z
uzależnieniem.
Nie wiem czy to prawdziwa miłość - do tego potrzebna jest też chyba
wierność i szacunek?
A ja go chyba nie szanuję - bo go zdradziłam i poznałam kogoś
innego. Kogoś o kim nie mogę przestać myśleć, z kim czuję się dobrze
jak z nikim innym, w łóżku i poza nim..
Wiem, że nie mogę mieć wszystkiego, ale nie umiem wybrać. Boję się,
że mimo że się zaangażuje w nowy związek, to za miesiąc albo rok
wrócę na kolanach do "starego". A co jak on już mnie wtedy nie
przyjmie z otwartymi ramionami?
I co z tym "nowym", jak on by to zniósł? Boję się, że on straci
cierpliwość i mnie zostawi, a tego, jesli się naprawdę mocno
zaangażuję już bym chyba nie zniosła. Zresztą i tak już stwierdził
że to dla niego za dużo i "zdegradował" mnie z roli cudownie
zapowiadającej się znajomości do zwykłej kochanki.. chociaż mam
wrażenie, że to tylko słowa, a cały czas liczy na to, że będzie mógł
mi dać jeszcze jedną szansę.. jeśli na nią zasłużę... :((
A może ja się ciągle łódzę, że "jakoś to się jeszcze ułoży" z
tym "starym"..
Naprawdę nie wiem co zrobić ze sobą, już i tak ostro namieszałam :(