bratowa-kosc niezgody

07.12.08, 09:33
witam
nasz zwiazek trwa 4 lata.maz jest obcokrajowcem.mieszkamy za granica
tzn oboje z dala od swoich krajow.W pl. i w jego kraju jestesmy
goscmi.rodzine meza w calym zwiazku spotkalam tylko 4 razy z czego 3
razy na krotko,po 2 tyg. gora.Z mezem komunikuje sie po angielsku(
nie mieszkamy UK),z jego rodzina na migi.Przed ostatnia wizyta
postanowilam zaczac uczyc sie jego jezyka aby moc choc troche
komuikowac sie z jego rodzina.dodam ze jezyk ten jest trudny,i
przydatny tylko i wylacznie w jego kraju.
Po ostatniej 4 wizycie dowiedzialam sie ,ze powiedzialam cos co
zostalo odebrane na opak,cos co dla mnie jest totalnie niefortunnym
nieporozumieniem wynikajacym z bardzo ubogiej komunikacji.po
miesiecznym pobycie,gdzie staralam sie jak moglam,przechodzilam sama
siebie,mozg mi parowal,bylam mila,pomocna,na kazde skinienie,uczylam
dzieci siostry meza gry na instrumecie(jestem po akademi muzycznej)
uczylam angielskiego,interesowalam sie kuchnia i tradycjami,z
czystym sumieniem moge powiedzic ze bylam na medal, zostaje
skwitowana(po jednej kulawej wypowiedzi) jako zla podstepna slodka
zmijka ktora odsuwa meza od rodziny,a siebie stawia jako jedyna
liczaca sie osobe w jego zyciu-jednym slowem pomowienie.
kiedy sie o tym dowiedzialam zrozumialam nagla ozieblosc do mnie w
ostatnich dniach pobytu a nawet ze strony siostry meza chamskie
zachowanie w stosunku do mojej osoby.czuje sie teraz dotknieta cala
ta sytuacja,nieslusznie oskarzona, mam niesmak,spadla mi chec do
nauki jezyka(choc nadal chodze na kurs),nie mam ochoty interesowac
sie juz wiecej tym co u nich slychac,dzielic sie tym co u nas
nowego.maz jest zniesmaczony ta cala sytuacja.kazda rozmowa z
rodzina konczy sie klotnia.choc maz wyjasnial o co chodzilo w calej
sytuacji,skad nieporozumienie,dlaczego powiedzialam co powiedzialam
i co mialam na mysli, do rodziny meza jak grochem o sciane.w
ostatecznosci dla zalagodzenia sytuacji przyznali racje mezowi ze
skoro tak twierdzi to i byc moze racje ma( choc w glowach decyzja
zapadla) w koncu zna mnie lepiej i oni beda mnie akceptowac tak czy
inaczej ze wzgledu na szacunek do meza i faktu ze jestem jego zona.
rodzina manipulowala mezem w poprzednim zwiazku i w 90% przyczynila
sie do rozpadu tamtego zwiazku.
sytuacja w tej chwili wyglada tak ze maz przestal dzownic do
domu,nigdy nie dzwonil zbyt czesto ale teraz jest rzeczywiscie duzo
rzadziej. ma do nich zal,nie skrywa tego,jest rozczarowany, ale w
koncu to jego rodzina, ma do niej slabosc.z siostra nie chce w ogole
rozmawiac bo po tym jak mu opowiedzialam jak sie wobec mnie
zachowywala jest poprostu ciagle zly i czeka az mu przejdzie aby moc
bez krzykow przeprowadzic rozmowe.ja choc o mnie jest cala ta
klotnia nie mam w tym udzialu.nic mezowi nie narzucam,nie daje
rad,staram sie zrozumiec i rozumiec zaistniala sytuacje i ich
zasciankowe myslenie.zreszta moj maz byl ze mnie dumny podczas
pobytu tam.zna mnie wiec widzial jak sie staralam,jak sie
przelamywalam,w koncu tak rzadko ich widze ze moge sie postarac.sam
mowi w 3 jezykach i wie ile wysilku kosztuje nauka jezyka zwlaszcza
jak sie w danym kraju nie mieszka,docenia to.docenia mnie za to ze z
tak skapa wiedza przelamywalam sie do rozmowy,no i przede wszystkim
za to ze w ogole podjelam sie nauki jezyka bo nam w zyciu nie jest
on potrzebny do komunikowania sie,wie, ze zrobilam to dla jego
rodziny dlatego jeszcze zaparciej solidaryzuje sie ze mna.Z rodzina
sie nie zgadza i zdecydowanie oziebil stosunki.tylko co za tym
idzie...
rodzina meza idzie w zaparte.powiem krotko chodzi tu o siostre meza
(manipulantke jakich malo)i jego matke wpatrzona w corke. teraz sa
placze i pretensje.znowu ja jestem ta najgorsza.okazuje sie ze odkad
jest ze mna rzadko przyjezdza,nie dzwoni tak czesto jak 5 lat
temu,ponoc wedlug nich w ogole sie nimi nie interesuje,a to wszystko
to taka bzdura ze az szkoda mi meza ze musi to wysluchiwac.siostra
niejako wyparla sie chamskiego zachowania i przyznaje tylko ze nie
byla az taka mila...
przyklad..
podczas miesiecznego pobytu tam 3 tyg spedzilam sama poniewaz maz
musial wyjechac do innego miasta(miast) w interesach.nie musze pisac
jak czulam sie samotna, w obcym kraju, w sumie z obcymi
ludzmi,czekalam na niego jak na zbawienie.w dniu jego powrotu
(ktorego sie juz doczekac nie moglam) siostra ze swoim mezem bez
poinformowania mnie sama wyjechala po niego na lotnisko twierdzac
potem ze dla mnie 10rano to za wczesnie.nie mam takiej godziny ktora
bylaby nieodpowiednia aby wyjechac po meza ktorego kocham za ktorym
tesknie i ktorego potrzebuje.jednak bratowa chyba chciala pokazac
kto tu rzadzi wiec uznala za stosowne w ogole sie mnie o to nie
pytac.w koncu kim jest zona???w stosunku do rodzonej jedynej
siostry???nikim!!!
Siostra robi z siebie cierpientnice,placze,tlumaczy ze nie winna,ze
dobra i ze szczera,ze dla brata moglaby umrzec i inne wzniosle
pierdoly ktorych juz nie moge sluchac.mieli trudne dziecinstwo bo
ich ojciec zmarl i kiepsko ciagneli finansowo.pomagali sobie
nawzajem ,wspierali sie itd jak to w rodzinie ale to bylo 15 lat
temu.maz zawsze zachwalal swoja siostre,wie,ze dla niego zrobi
wszystko, dlatego tak przykro jest mi odkryc inna, smutna prawde.czy
ona wymyslila ta cala sytuacje tzn to owe wyimaginowanie
nieporozumienie bo poczula sie zagrozona???czy zamiast zaborczej
tesciowej mam zaborcza bratowa???czy moze byc cos takiego???przeciez
ona ma meza, swoje dzieci, my z mezem mamy tylko siebie i maz kocha
mnie nad zycie.co w tym zlego?jako dobra siostra powinna sie cieszyc
ze szczescia brata a nie szukac dziury w calym.
marzeniem meza jest aby wszystko sie wkoncu rozwiazalo.nie ukrywa ze
oczekuje ode mnie wyrozumialosci i dobrych checi.jednak ja nie wiem
co mam zrobic.on chce aby nagle zapadla milosc ale czy to mozliwe???
prosze poradzcie mi jaka mam przyjac pozycje??czy wybaczyc i dac
szanse(choc powiem szczerze ze moja duma jest bardzo urazona),czy
pokazac w koncu kto tu rzadzi??w tej chwili moje uczucia to
zal,rozczarowanie,niechcec itp.nie chce byc ta ktora ma byc
wyrozumiala i rozumiejaca,ta ktora ma sie wkladac jakiekolwiek
starania do zazegnania nieporozumienia(tak jak mam mowi dziecku -
oddaj zabawke bo jestes starszy i madrzejszy)...chyba sie wypalilam
i nie mam sily juz wiecej podlizywac sie rodzinie meza...starac sie
o uznanie i akceptacje.
co zrobic???
    • malakas Re: bratowa-kosc niezgody 07.12.08, 10:27
      Za długie, chaotyczne, niechlujne. Równie dobrze mozna pisać do
      szuflady.
    • no1teresa nic nie robic 07.12.08, 17:35
      badz zwyczajnie w porzadku, zachowaj spokoj, rob swoje i zadnego podlizywania
      sie, zaslugiwania sie, absolutnie nic;
      ja to bym sie nawet odsunela, a w przypadku kontaktow, ktorych za nic nie daloby
      sie uniknac, zachowywalabym sie uprzejmie, ale chlodno i z dystansem
    • kol.3 Re: bratowa-kosc niezgody 07.12.08, 17:42
      Przede wszystkim - zachowaj spokój. Nie sądzę abyście rodzinę męża
      odwiedzali po tym incydencie często, więc i okazji do konfrontacji
      będzie mniej. Jak widać Twoja uprzejmość w stosunku do rodziny
      męża, zainteresowanie, pomoc, nauka zostały potraktowane jako
      słabość, w rezultacie rodzina weszła Ci na głowę. Starałaś się z
      nimi zintegrować, Twoja wypowiedź w ich języku została mylnie
      zinterpretowana i uznano Cię na osobę fałszywą i starano skłocić z
      mężem..
      Byłabym bardzo ostrożna w dalszych kontaktach, w grę wchodzą z
      pewnoscią spore różnice w mentalności i obyczajach.
      • marzeka1 Re: bratowa-kosc niezgody 07.12.08, 18:12
        " w grę wchodzą z
        pewnoscią spore różnice w mentalności i obyczajach."- a tego nie dasz rady zmienić.Zależy co to za kraj, kultura.
        • shachar Re: bratowa-kosc niezgody 07.12.08, 18:21
          rozrysowalam sobie tabelke, kto nie mowi po angielsku i kto jest czyim kuzynem i
          wyszlo mi ze kosc byla z szynki, a do oblizywania to nagle wszyscy niekoszerni
    • greengrey Re: bratowa-kosc niezgody 07.12.08, 20:16

      rzecz się dzieje w świecie dorosłych- więc jak na dorosłych
      przystało należałoby to po dorosłemu rozwiązać

      myślę,że nie ma co zaogniać dalej tego konfliktu- bo nikomu on nie
      służy, ale też bratowa za swoje zachowanie i traktowanie ciebie
      powinna po prostu przeprosić

      jeśli nie umiała ci tego powiedzieć, że jedzie na lotnisko po
      twojego męża - mogła rękami pokazać samolot, napisać na kartce imię
      męża + aeroport- i NA PEWNO byś wiedziała o co chodzi.

      tłumaczenie że 10 to za wcześnie dla ciebie jest po prostu śmieszne.

      dlatego należy przypuszczać, że na lotnisko nie wzięła cię celowo-
      zeby ci sprawić przykrość i pokazać kto tu jest dobry dla brata i
      kto tu rządzi

      uważam,że jeśli po sugestii męża,żeby cię przeprosiła, lub żeby
      przeprosiła oboje was, ona to zrobi, trzeba dać spokój i dać sobie
      szansę ulożyć wasze stosunki choć względnie poprawnie

      jednak biorąc pod uwagę ich " numery" uważam, że należy ci się takie
      zadośćuczynienie za ich zachowanie, bo zrobili ci bezsensowną krzydę
      z czystej zazdrości

      ciekawe czy są w stanie okazać trochę skruchy?

      jeśli tak, to naprawdę nie ma co dłużej tego ciągnąć- choćby dla
      twojego męża

      a jeśli nie, to... będzie ci trudniej
    • mikkaz Re: bratowa-kosc niezgody 07.12.08, 20:31
      Nie chcę być niemiła, ale w tak długim i "ciasnym" tekście należało by używać
      dużej litery na początku zdania i jakichś sensownych akapitów. Inaczej tekst
      jest nieprzyjemny do czytania.
      Nie tylko Tobie od bratowej się szacunek należy. Czytelnikom też należy się
      szacunek tym bardziej że prosisz tu o radę. :-/
      • malakas Re: bratowa-kosc niezgody 07.12.08, 21:02
        No co Ty! Przecież to nie forum "polszczyzna":-)
        O spacjach nie wspomnę.
    • ca-ti Re: bratowa-kosc niezgody 07.12.08, 21:27
      A tak poza wszystkim - bratowa to żona brata, a siostra męża to
      szwagierka.
      • malakas Re: bratowa-kosc niezgody 07.12.08, 21:33
        Freudowska pomyłka:-) No bo kto tu jest bratową i stanowi kość
        niezgody między rodzeństwem?
        • ca-ti Re: bratowa-kosc niezgody 07.12.08, 22:01
          malakas napisał:

          > Freudowska pomyłka:-) No bo kto tu jest bratową i stanowi kość
          > niezgody między rodzeństwem?

          Dobre... Ale jednak nie wyciągałbym zbyt pohopnych wniosków.
          Szwagierka może mieć nadmiernie rozwiniętą potrzebę kontroli, to się
          zdarza.
          • kateoz Re: bratowa-kosc niezgody 09.12.08, 06:26
            Troche przykre ,kiedy czlowiek dzieli sie problemem,prosi o rade a
            wzamian otrzymuje nieprzyjemne komentarze.Post byl chaotyczny i
            niechlujny bo pisalam go w bardzo niekomfortowych warunkach z
            ograniczonym limitem czasowym.Okazanie braku szacunku przez to do
            forumowiczow nie bylo moim zamiarem.Post byl dlugi bo chcialam
            umiescic jak najwiecej informacji.A z nazwaniem siostry meza,
            bratowa, poprostu sie zapedzilam,pomylilam...Po co te wszystkie
            ataki,nie rozumiem ???

            Dziekuje pozostalym osobom za rady.

            Fakt jest taki ,ze roznimi sie mentalnoscia i kultura,ale w koncu
            ludzie to ludzie ,motywy postepowania moga byc takie same.W jezyku
            meza moge juz samodzielnie budowac zdania,wiem jak jest lotnisko,
            samolot itp..Wiem tez ,ze ona zrobila to celowo,ale nie wiem co
            chciala przez to pokazac,udowodnic...co jej w glowie siedzialo??
            Problem w tym, ze ona nie poczuwa sie do przepraszania mnie za
            cokolwiek.Przeciez ona jest niewinna!!
            Siostra meza ,szwagierka : ) ,przeraza mnie,bo z przemilej kobiety,z
            minuty na minute zmienila sie w jadowita zmije.
            • ca-ti Re: bratowa-kosc niezgody 09.12.08, 09:39
              kateoz napisała:

              > Troche przykre ,kiedy czlowiek dzieli sie problemem,prosi o rade a
              > wzamian otrzymuje nieprzyjemne komentarze.Post byl chaotyczny i
              > niechlujny bo pisalam go w bardzo niekomfortowych warunkach z
              > ograniczonym limitem czasowym.Okazanie braku szacunku przez to do
              > forumowiczow nie bylo moim zamiarem.Post byl dlugi bo chcialam
              > umiescic jak najwiecej informacji.



              Nie znamy Cię, nie znamy tez Twoich intencji i zamiarów.. Pojawiasz
              się i piszesz, a my reagujemy. Widzimy tylko to co nam pokazałaś.
              Malakas poczuł co poczuł i Cię o tym poinformował. Czy myślisz, że
              nie miał do tego prawa? Bo ja myślę, że miał. Nikt z czytających nie
              wie w jakich warunkach piszesz i nie musi tego wiedzieć. Dlaczego
              zakładasz, że należy Ci się jakaś taryfa ulgowa?
              Ja poczułam coś innego - i dałam temu wyraz - a jednak i mnie
              posądziłaś o wrogość.


              A z nazwaniem siostry meza,
              > bratowa, poprostu sie zapedzilam,pomylilam...Po co te wszystkie
              > ataki,nie rozumiem ???


              Możliwe, że zapędziłaś się również w innych sprawach. Nie potrafisz
              odróżnić ataku od dywagacji. Możliwe, że nie potrafisz odroznić
              rowniez innych rzeczy. Masz za to łatwość pokazywania, że "masz za
              złe".

              Freudowska pomyłka to coś co zdarza się każdemu z nas, a osoby mniej
              bezkrytyczne wobec siebie niż Ty, potrafią zrobić z takiego
              uświadomienia duży użytek. Polecam.


              >

              > Dziekuje pozostalym osobom za rady.
              >
              > Fakt jest taki ,ze roznimi sie mentalnoscia i kultura,ale w koncu
              > ludzie to ludzie ,motywy postepowania moga byc takie same.W jezyku
              > meza moge juz samodzielnie budowac zdania,wiem jak jest lotnisko,
              > samolot itp..Wiem tez ,ze ona zrobila to celowo,ale nie wiem co
              > chciala przez to pokazac,udowodnic...co jej w glowie siedzialo??



              Zapytaj ją o to.




              > Problem w tym, ze ona nie poczuwa sie do przepraszania mnie za
              > cokolwiek.Przeciez ona jest niewinna!!
              > Siostra meza ,szwagierka : ) ,przeraza mnie,bo z przemilej
              kobiety,z
              > minuty na minute zmienila sie w jadowita zmije.


              A Ty nie?
    • luzbel26 Re: bratowa-kosc niezgody 09.12.08, 13:24
      w dniu jego powrotu
      > (ktorego sie juz doczekac nie moglam) siostra ze swoim mezem bez
      > poinformowania mnie sama wyjechala po niego na lotnisko twierdzac
      > potem ze dla mnie 10rano to za wczesnie.nie mam takiej godziny
      ktora
      > bylaby nieodpowiednia aby wyjechac po meza ktorego kocham za
      ktorym
      > tesknie i ktorego potrzebuje.jednak bratowa chyba chciala pokazac
      > kto tu rzadzi wiec uznala za stosowne w ogole sie mnie o to nie
      > pytac.w koncu kim jest zona???w stosunku do rodzonej jedynej
      > siostry???nikim!!!

      to nie planowalas po niego pojechac na lotnisko?Bylo wsiasc w
      taksowke i jechac,niezaleznie od szwagierki i jej meza.
Pełna wersja