Zarozumialstwo kontra brak skromności.

13.12.08, 14:38
Jest takie często spotykane zjawisko społeczne:

Jest sobie pewna osoba: miła, uczynna, lubi chwalić innych, lubi
innym pomagać, szczerze martwi się o innych, itp..
I ta osoba podoba się sobie, wie, w czym jest dobra, a w czym nie; i
lubi siebie taką, jaka jest. Przy tym, potrafi wprost pochwalić się
swoimi zaletami i nie wstydzi się wad.

Nie chwali się jednak w ten sposób!:
"Jestem piękniejsza od ciebie."

Ale, np.:
"Ty jesteś piękna. Ja też jestem piękna."

Ta osoba nie czuje potrzeby, aby być skromną. I to się nie podoba
ludziom z jej otoczenia. Chociaż nie wywyższa się nad nimi!
Czy Wy również widzicie takie sytuacje? Sami jesteście posądzani o
zarozumialstwo, bo lubicie siebie lub Wy kogoś posądzacie? Napiszcie
coś, proszę, na ten temat, bo mnie to osobiście intryguje.
    • shangri.la Re: Zarozumialstwo kontra brak skromności. 13.12.08, 15:52
      Na forum jesteśmy posądzani o bardzo różne dziwne rzeczy, ale tym akurat nie
      warto się przejmować:)
      • a.darko Re: Zarozumialstwo kontra brak skromności. 13.12.08, 16:10
        Święta racja :)
    • viel Re: Zarozumialstwo kontra brak skromności. 13.12.08, 15:57
      Nigdy nie byłam posądzana o zarozumialstwo.
      Zarozumialstwo wynika z braku poczucia wartości. I jest kojarzone z
      samobroną.

      Brak skromności to też przywara zaścianka.
      Cenię ludzi z klasą, którzy pozwalają lśnić innym i nie czując
      potrzeby lśnić ich kosztem.
      Zasada "ty jesteś piękna, ale ja też jestem piękna." Jest
      infantylna i jest powielana posród dzieci z przedszkola.

      Wsyscy jesteśmy gdzieś piękni i gdzieś mniej piękni.
      • a.darko Re: Zarozumialstwo kontra brak skromności. 13.12.08, 16:10
        Chodziło bardziej o to, że osoba "zarozumiała" nie twierdzi, że inni
        sa brzydsi od niej, wręcz docenia innych, ale nie widzi powodu, dla
        którego ma ukrywać, że podoba się sobie.
        • viel Re: Zarozumialstwo kontra brak skromności. 13.12.08, 16:15
          hihihi podoba sie sobie polowa ludzkosci.To jest normalne.
          • sankanda Re: Zarozumialstwo kontra brak skromności. 13.12.08, 16:34
            a czy jest normalne, ze druga polowa ludzkosci nie podoba sie
            sobie ?
            (psss, dalajlama's joke...:))
            • viel Re: Zarozumialstwo kontra brak skromności. 13.12.08, 17:45
              druga polowa w pieluszki siusia...hihihi
              psss.pampers joke
    • asidoo Re: Zarozumialstwo kontra brak skromności. 13.12.08, 22:55
      Wydumany problem
      • a.darko Re: Zarozumialstwo kontra brak skromności. 13.12.08, 23:20
        W jakim sensie?
    • ca-ti Re: Zarozumialstwo kontra brak skromności. 14.12.08, 21:04
      a.darko napisała:

      > Jest takie często spotykane zjawisko społeczne:
      >
      > Jest sobie pewna osoba: miła, uczynna, lubi chwalić innych, lubi
      > innym pomagać, szczerze martwi się o innych, itp..
      > I ta osoba podoba się sobie, wie, w czym jest dobra, a w czym nie;
      i
      > lubi siebie taką, jaka jest. Przy tym, potrafi wprost pochwalić
      się
      > swoimi zaletami i nie wstydzi się wad.
      >
      > Nie chwali się jednak w ten sposób!:
      > "Jestem piękniejsza od ciebie."
      >
      > Ale, np.:
      > "Ty jesteś piękna. Ja też jestem piękna."
      >
      > Ta osoba nie czuje potrzeby, aby być skromną. I to się nie podoba
      > ludziom z jej otoczenia. Chociaż nie wywyższa się nad nimi!
      > Czy Wy również widzicie takie sytuacje? Sami jesteście posądzani o
      > zarozumialstwo, bo lubicie siebie lub Wy kogoś posądzacie?
      Napiszcie
      > coś, proszę, na ten temat, bo mnie to osobiście intryguje.




      Prostota jest cenną zaletą. Proponuję, abyś napisała ten tekst
      jeszcze raz, używając pierwszej osoby. Rozumiem, że moga być dwa
      warianty tej opowieści:
      1. Ty jesteś ową zarozumiałą osobą, której nikt nie rozumie.
      2. Obserwujesz jakąś osobę i uważasz ją za zrozumiałą.

      No więc jak to jest?
      • a.darko Re: Zarozumialstwo kontra brak skromności. 14.12.08, 23:17
        Widzisz, tak naprawdę, to nie jestem zarozumiała. Jeśli wiem, że mam
        zalety, to mówię o nich otwarcie, bo nie lubię sztucznej skromności.
        Z wadami jest podobnie.
        Ludzie często atakują mnie, ale i podobne do mnie osoby, więc to tak
        ogólnie o ludziach.
        • malakas Re: Zarozumialstwo kontra brak skromności. 14.12.08, 23:36
          Coś mieszasz. Zarozumialość nie jest prostym antonimem skromności. W
          pojęciu zarozumiałość już sie mieści element przesady, natomiast do
          skromności musielibyśmy dodać slówko "przesadna" aby choc troche to
          wszystko zrównoważyć. Ty byś zaraz chciała skromność utożsamic z
          kompleksami, a przecież to nie to samo. Bycie skromnym nie oznacza
          umniejszania swoich zalet. Skromność nie jest koniecznie fałszywą
          samowiedzą. A zarozumiałość owszem. Widocznie otoczenie nie podziela
          Twojego samozachwytu nad własnymi przymiotami, a zamiast słuchać
          szczerych deklaracji nt. wad wolałoby pewnie bys ich nie miała bądź
          z nimi walczyła.
    • do.cen A mój problem jest praktyczny 15.12.08, 09:54
      Otóż na Święta przyjeżdża do nas mój brat ze swoją rodziną. Oni
      mieszkają bardzo daleko i nie widzieliśmy się 5 lat, więc jestem za
      nim bardzo stęskniona. Mam tylko ogromny problem z bratową, co psuje
      mi nastrój i świąt i radość spotkania z bratem:( Ona jest i
      zarozumiała, i nieskromna i wogóle to taka samochwała. Nie ma u nas
      w rodzinie żadnych większych sukcesów życiowych i ona też takiego
      nie odniosła, ponadto obie już dawno lata młodości i urody mamy za
      sobą. Natomiast ona jest ciągle zakochana w sobie i ciągle opowiada
      jaka to ona jest piękna, że powinna zostać modelką, że ciągle każdy
      mężczyzna się do niej przystawia. Na początku mnie to śmieszyła,
      potem zaczęło drażnić, w tej chwili jestem u granic wytrzymałości i
      mam ochotę jej wykrzyczeć: spójrz wreszcie w lustro i przestań
      chrzanić ! Unikam spotkania i rozmów z nią, ale teraz będą mieszkać
      u nas przez 3 tygodnie! Boję się doprowadzić do otwartej
      konfrontacji, bo mój brat jest w niej bardzo zakochany, a ona obraża
      się śmiertelnie na każdą krytykę. Wyjechać też nie mogę, w pracy
      nadgodzin nie będzie, bo firma zamknięta w przerwie świątecznej.
      Czuję się okropnie i nie mam pojęcia jak się przed tym obronić. Już
      się zastanawiam, czyby może wybić jakąś szybę wystawową, może by
      mnie posadzili do więzienia na te 3 tygodnie;-) ?
      • ca-ti Re: A mój problem jest praktyczny 15.12.08, 11:24
        do.cen napisała:

        > Nie ma u nas
        > w rodzinie żadnych większych sukcesów życiowych i ona też takiego
        > nie odniosła,


        Sukces sukcesowi nierówny.
        Powinna równać do szeregu, czyli przeciętniactwa w Waszej rodzinie,
        a nie robi tego? Mierzysz ją swoją miarą, a dla niej sukcesem może
        być udane małżeństwo, dzieci, satysfakcjonująca praca (jakakolwiek
        jest, nie każdy musi być gwiazdą tv lub sławnym naukowcem). Nic nie
        piszesz o swojej sytuacji; niewykluczone, że chciałabyś żyć jak ona,
        stąd ta nienawiść.




        ponadto obie już dawno lata młodości i urody mamy za
        > sobą.



        Młodość i uroda to rzecz względna. Możliwe, że Ty je masz za sobą
        (albo nigdy nie byłaś ani młoda, ani piękna, to też się zdarza). A
        ona wciąż czuje się i młoda i piękna. Co w tym złego? Lepiej
        zgorzknieć?



        Natomiast ona jest ciągle zakochana w sobie i ciągle opowiada
        > jaka to ona jest piękna, że powinna zostać modelką, że ciągle
        każdy
        > mężczyzna się do niej przystawia.



        Może sie przystawia, skąd wiesz, że nie? Podobno pięć lat jej nie
        widziałaś...



        Na początku mnie to śmieszyła,
        > potem zaczęło drażnić, w tej chwili jestem u granic wytrzymałości
        i
        > mam ochotę jej wykrzyczeć: spójrz wreszcie w lustro i przestań
        > chrzanić ! Unikam spotkania i rozmów z nią, ale teraz będą
        mieszkać
        > u nas przez 3 tygodnie! Boję się doprowadzić do otwartej
        > konfrontacji, bo mój brat jest w niej bardzo zakochany,



        No widzisz. Jej własny mąż jest w niej wciąż zakochany. Myślisz, że
        ona mu coś dosypuje do jedzenia, żeby tak czuł? Dlaczego tak
        deprecjonujesz własnego brata i jego uczucia?



        a ona obraża
        > się śmiertelnie na każdą krytykę. Wyjechać też nie mogę, w pracy
        > nadgodzin nie będzie, bo firma zamknięta w przerwie świątecznej.
        > Czuję się okropnie i nie mam pojęcia jak się przed tym obronić.



        Przed czym konkretnie? Przed widokiem szczęśliwej bratowej i brata
        czy raczej przed samą sobą?


        Już
        > się zastanawiam, czyby może wybić jakąś szybę wystawową, może by
        > mnie posadzili do więzienia na te 3 tygodnie;-) ?



        Zrób najpierw coś ze sobą, ze swoim poczuciem własnej wartości, a
        następnie przypomnij sobie, że Święta to coś więcej niż wyżerka i
        świecidełka na choince...
        • do.cen Re: A mój problem jest praktyczny 15.12.08, 14:41
          Ca-ti dotknęła ważnej sprawy o której nie napisałam: ja w ogóle nie
          mam czego jej zazdrościć.Jesteśmy lepiej sytuowani materialnie, mamy
          duży dom, wakacje dwa razy w roku, jestem kierownikiem sporego
          zespołu odnoszącego sukcesy, mam dwójkę wspaniałych synów (brat nie
          ma dzieci:(( ). Co do urody to jest to kwestia gustu, ale stać mnie
          na dobre ciuchy, kosmetyczkę, fryzjera, botoks i wybielanie zębów,no
          i jestem od bratowej z 60kg szczuplejsza, więc naprawdę nie mam
          kompleksów. Z tymi sukcesami chodzi mi o to, że nikt nie dostał
          Nobla, nie jest na liście Forbesa, ani nie nie został człowiekiem
          roku w Gali. Takie zwyczajne sukcesy to mamy, oczywiście. Bratowa
          też nie bieduje, normalnie żyje po prostu, no ale jeżeli już została
          wywołana taka licytacja, to ja stwierdzam, że mam więcej od życia.
          Dlatego też nie znajduję zrozumienia u swoich bliskich, bo gdy im
          mówie o tej sytuacji, to wszyscy to bagatelizują, w tym typie: "no,
          przestań, przecież ty masz to czy tamto lepsze niż ona".
          Chodzi o to, że ona doprowadza mnie do szału swoimi przechwałkami,
          często zresztą zmyślonymi. Na przykład: ostatnio przywiozła 10 zdjęć
          swojej zmywarki do naczyń i truła mi o niej 2 godziny ! Zaznaczam,
          że to zwyczajna zmywarka nie żaden cud techniki. I co ja mam jej
          powiedzieć, że mam zmywarkę od zawsze i się nie chwalę? Albo
          opowiada dyrdymały, że zaczepił ją na ulicy fotograf z pisma
          kobiecego i chce żeby wystąpiła w sesji,bo jest taka piękna ale ona
          się nie zgodziła, bo nie ma czasu. No dajcie spokój, kobieta po
          czterdziestce i ponad 100 kg wagi??? Albo, idziemy razem spotykamy
          kolegę, następuje normalna wymiana zdań, a potem ona opowiada wszem
          i wobec jaki to on jest zakochany w niej i opowiada zmyślone
          komplementy które niby jej opowiadał! Powinnam wtedy sprostować?
          To też nie chodzi o to, że ona mi czegoś zazdrości, bo ona każdemu
          takie dyrdymały opowiada. Ale mnie to wkurza, bo muszę z nią
          siedzieć przez święta.
          • mozambique Re: A mój problem jest praktyczny 15.12.08, 15:02
            wy naprawde macie ok 40-tki ???

            sądząc po poziomie i temacie sporu dałabym wam ok 14
            • do.cen Re: A mój problem jest praktyczny 15.12.08, 21:24
              No to możesz sobie wyobrazić co czuje kobieta po 40stce, gdy druga w
              tym samym wieku opowiada jej takie banialuki!To nie jest spór, ja
              się zazwyczaj w ogóle nie odzywam, albo potakuję (bo jak coś powiem
              to jest wielka obraza majestatu i nieodzywanie się tydzień).
              Jakakolwiek jest przyczyna jej zachowania, czy kompleksy, czy
              niedojrzałość, czy wszystko na raz, ja tego psychicznie nie
              wytrzymuję. Macie jakieś pomysły żeby przetrwać ten czas?
              • a.darko Re: A mój problem jest praktyczny 15.12.08, 23:53
                Wiesz, to jest tak, że jak ta kobieta opowiada o sobie z takim
                zachwytem, to znaczy, że nie ma kompleksów. Po prostu, zaakceptuj to
                i... też zacznij nawijać o sobie.
                • do.cen Re: A mój problem jest praktyczny 16.12.08, 09:04
                  Moim zdaniem, to nie chodzi o to że ona nie ma kompleksów, tylko że
                  żyje w jakiś zupełnie nierealnym świecie. Dodatkowo robi ze mnie
                  idiotkę, marionetkę, bo robię coś co mi zupełnie nie pasuje- czyli
                  jej potakuję. Chwalenie się czymś oczywistym, jest jawnym
                  pokazaniem, że ma się rozmówcę za idiotę. Np. gdy spotykam kogoś na
                  ulicy i mówię do niego: "kupiłam sobie futro", to przecież traktuję
                  tą osobę jak kogoś nierozgarniętego, bo przecież ona widzi że mam
                  futro.Jakby chciała, toby sama skomentowała.
                  • a.darko Re: A mój problem jest praktyczny 16.12.08, 11:55
                    Bo to jest tak, że niektórzy są ekstrawertyczni i lubią nawijać o
                    sobie, choćby ... dla samych siebie ;) Ona nie chce Cię wkurzyć,
                    tylko zadowala siebie samą.
                  • ca-ti Re: A mój problem jest praktyczny 16.12.08, 18:37
                    do.cen napisała:

                    > Moim zdaniem, to nie chodzi o to że ona nie ma kompleksów, tylko
                    że
                    > żyje w jakiś zupełnie nierealnym świecie.


                    To jej świat, ma do tego prawo. Twoim prawem jest żyć w swoim
                    świecie.


                    Dodatkowo robi ze mnie
                    > idiotkę, marionetkę, bo robię coś co mi zupełnie nie pasuje- czyli
                    > jej potakuję.


                    Nie ona z Ciebie robi, tylko Ty sama z siebie robisz marionetkę. Ona
                    nie ma żadnego wpływu na to co Ty czujesz i co robisz. Czy sądzisz,
                    że każdy na Twoim miejscu potakiwałby głową, czy może wybrałby inne
                    możliwości w tej sytuacji? Ty wybrałaś potakiwanie. Żle Ci z tym ale
                    odpowiedzialnością za swoje samopoczucie obarczasz bratową.
                    Dopóki nie dostrzeżesz możliwości zmiany swojego zachowania, bez
                    względu na to co robi i mówi bratowa, będziesz się tak czuć.



                    Chwalenie się czymś oczywistym, jest jawnym
                    > pokazaniem, że ma się rozmówcę za idiotę. Np. gdy spotykam kogoś
                    na
                    > ulicy i mówię do niego: "kupiłam sobie futro", to przecież
                    traktuję
                    > tą osobę jak kogoś nierozgarniętego, bo przecież ona widzi że mam
                    > futro.Jakby chciała, toby sama skomentowała.



                    Nie jest w dobrym tonie komentowanie czyjegoś wyglądu, nawet
                    komplementy trzeba umieć prawić... Można popaść w lizusostwo lub
                    protekcjonalizm. Ale to już zalezy od niuansów, zależy kim jest
                    osoba komplementowana; czasem jednak warto to zrobić, jeśli z osobą
                    komplementowaną łączą nas zażyłe stosunki, a chcemy szczerze sprawić
                    jej przyjemność.

                    Również chwalenie się jest zachowaniem poniżej pewnego poziomu, acz
                    z pewnymi wyjątkami. Nie ma chyba człowieka, który nie lubiłby
                    pochwalić się przed bliskimi czymś co sprawia mu radość, satysfakcję.
                    Co w tym złego? Może dla Twojej bratowej ta zmywarka jest właśnie
                    cudem świata, mimo iż Ty od dawna masz dużo lepszą?


                    To co masz do zrobienia w tej sytuacji, to wyłącznie zaakceptować
                    fakt, że ona taka jest. Pomyśl, dlaczego miałaby się zmieniać dla
                    Ciebie? Jest jaka jest.
                    Do Ciebie natomiast należy decyzja czy chcesz ją widywać. Rozumiem,
                    że z niektórymi osobami można nie chcieć się widywać, ale wtedy
                    pozostaje WŁASNA decyzja - odcinam się.
                    Uprzedzę Twoja ewntualna wymówkę, że tak się nie da, bo to przecież
                    rodzina, żona brata... Otóż, zapewniam Ci, że się da. Jeśli
                    natomiast nie chcesz się odcinać, zaakceptuj fakt, że wybierasz
                    kontaktowanie się ze wszystkimi konsekwencjami tego faktu.

                    Z Twojego postu wynika dla mnie jeszcze coś. Czujesz się od niej
                    lepsza i denerwuje Cię, że ona, takie "nic" z nadwagą, śmie
                    kwestionować Twoją OCZYWISTĄ wyższość.




                    • do.cen Re: A mój problem jest praktyczny 17.12.08, 08:31
                      Rzeczywiście jest dużo racji w tym co napisałyście. Szczerze mówiąc
                      pozwoliło mi to spojrzeć z zupełnie innej strony na siebie i na nią.
                      I chyba tak, naprawdę mam poczucie wyższości:(((
                      Nie chcę unikać kontaktów z nią, bo same widzicie, że poprzez takie
                      sytuacje można dotrzeć do głębi samego siebie i odkryć w sobie coś
                      nowego. To spotkanie z nią napełnia mnie przerażeniem i zaczynam
                      panikować, boję się tego. Chciałabym ułożyć sobie jakoś poprawnie
                      stosunki z nią, ale nie wiem jak mam się zachować żeby nie potakiwać.
                      • sankanda Re: A mój problem jest praktyczny 17.12.08, 09:51
                        a moze ty jestes ... zakochana ? ;):))
                      • ca-ti Re: A mój problem jest praktyczny 17.12.08, 19:32
                        Powinnaś sobie pograulować - jesteś otwarta na nowe spojrzenie na
                        samą siebie, potrafisz się zdystansować i przyznać, że czujesz
                        wyższość. Takie uświadomie to pierwszy krok do zmiany w sobie. Może
                        nawet ten najistotniejszy, bo po nim nic nie może być takie samo jak
                        wcześniej.
                        Pozostaje Ci zaufać sobie i swojej mądrości. Nie rób nic wbrew
                        sobie. Zaufaj też otoczeniu (w tym wypadku bratowej), że zaakceptuje
                        Cię nawet wtedy gdy nie będziesz mu cały czas potakiwać. Trzymam
                        kciuki, będzie dobrze.
    • wyssana.z.palca Re: Zarozumialstwo kontra brak skromności. 17.12.08, 18:24
      Ja osobiście nie lubię mówic o sobie i nie lubie tez tego u innych.
      Jak inni, czesto niepytani opowaidaja jacy to sa och i ach. Mysle,
      ze oceniaja nas inni i to co oni o nas mowia (Ci, ktorzy nas znaja a
      nie postronne osoby cozywiscie) sa jakas miara, wyznacznikiem tego,
      jacy jestesmy. Kazdy pozostawia swoje odbicie w spoleczenstwie. I
      mowienie o sobie ze jest sie takim siakim, kiedy nikt inny tak nie
      twierdzi jest niefajne. Trudno byc obiektywnym w stosunku do samego
      siebie.
      • sankanda Re: Zarozumialstwo kontra brak skromności. 17.12.08, 18:48
        ja tez nie lubie przebywac w towarzystwie osob, ktore wszystko
        sprowadzaja do swojej osoby. coz, widocznie uwazaja, ze ich osoba
        jest bardziej interesujaca od innych ;) ale w rzeczywistosci, jesli
        postawa taka nie wynika ze zwyklego ograniczenia umyslowego, to
        niestety, najczesciej moze swiadczyc o niskim poczuciu wartosci
        takiej osoby, ktora nadrabia "mina i slowem". a dlaczego jedni
        reaguja ze zloscia na takie zachowanie, podczas gdy inni przechodza
        do porzadku dziennego, zachowujac spokoj ducha - to jeszcze inna
        para kaloszy :)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja