białe małżeństwo

15.12.08, 16:05
Moje białe małżeństwo trwa już kilkanaście lat. Mąż nigdy nie był wulkanem seksu, ale odkąd ja zaprzestałam inicjowania sytuacji erotycznych - seks zanikł zupełnie. Mamy po trzydzieści kilka lat, dwoje dzieci. Przyznam, że zaczęłam szukać kogoś innego, żeby zaspokoić potrzebę ciepła i erotyki. Czuję się z tym okropnie, ale może jest to jakieś wyjście?
Nasz związek poza seksem jest mocno średni. Mamy niewielu wspólnych znajomych, a mąż jest często zmęczony. Jesteśmy finansowo niezależni od siebie i ogólnie zabija mnie ten chłód. Mam wrażenie, że każdy żyje własnym życiem, a tego wspólnego jest niewiele. Warto to ciągnąć?
    • forgetmenot30 Re: białe małżeństwo 15.12.08, 17:38
      cóż, musisz sobie odpowiedzieć na pytanie czy jesteś w stanie być
      sama przez jakiś czas (być może nawet kilka lat), zanim znajdziesz
      kogoś bardziej dopasowanego... samotność moim zdaniem jest
      straszniejsza od bycia z razem (jakiekolwiek ono by nie było), ale
      przynajmniej jest nadzieja na coś lepszego... Ja jednak najpierw
      podjęłabym wszelkie kroki, żeby uratować małżeństwo, łącznie z
      terapią u psychologa/sexuologa - żebyś potem nie miała wyrzutów
      sumienia. powodzenia!
    • marzeka1 Re: białe małżeństwo 15.12.08, 17:41
      Gdyby pisała to 60+, pewnie poradziabym ciągnąć dalej, ale gdy pisze to 30+, to robi się smutno. Chyba masz 2 wyjścia- szczera rozmowa z męzem i terapia, ożywienie tej sfery życia, a przy okazji innych, albo odejście.Bo na takie tkwienie dla samego tkwienia w związku- szkoda życia,
      • bata-her Re: białe małżeństwo 15.12.08, 18:01
        Dziękuję za Wasze odpowiedzi. Były rozmowy, była wizyta u seksuologa. Mąż zamyka oczy na problem, nie chce o tym słyszeć ani mówić, chce utrzymania status quo. Chyba boi się samotności, tego, że dzieci naturalnie zostaną ze mną. Ja nie. I tak czuję się strasznie samotna, a do tego obarczona odpowiedzialnością za niego. Przyznam, że to męczące. Wolałabym być samotna, ale przynajmniej wolna. Cierpię, muszę przyznać, bo jak patrzę na jego zbolałą minę to jest mi przykro. Tkwię z nim dla niego. Nie wiem czy ma przede mną jakieś tajemnice, ale jest często wyłączony, wycofany, czasem nie słyszy co do niego mówię, a to już jest podejrzane i upokarzające dla mnie.
        • forgetmenot30 Re: białe małżeństwo 15.12.08, 18:29
          skoro byłaś już u seksuologa, to pewnie się ze mną zgodzisz, że
          chodzenie do niego nie ma sensu. też to przerabiałam. mi niestety do
          decyzji o odejściu potrzebne były "namacalne dowody", bo wcześniej
          nawet jak coś widziałam, to on mi mówił, że białe jest czarne, a ja
          wierzyłam... teraz wiem, że faceci nie funkcjonują bez seksu, więc
          nawet jeśli jesteś święcie na 100% przekonana, że Cię nie zdradza,
          to jednak poobserwuj go bacznie, zbadaj wszystko co wydaje się
          chociaż trochę podejrzane, sprawdź co robi w internecie. może jak
          tutaj coś odkryjesz, to będzie Ci łatwiej podjąć decyzję.
          Przepraszam, że tak piszę o tej zdradzie, wiem że niemiło o tym
          słuchać, ale po prostu sama przez to przeszłam i wiem jaki człowiek
          potrafi być ślepy i głuchy :(
          • bata-her Re: białe małżeństwo 15.12.08, 18:54
            forgetmenot30 napisała:

            > Przepraszam, że tak piszę o tej zdradzie, wiem że niemiło o tym
            > słuchać, ale po prostu sama przez to przeszłam i wiem jaki człowiek
            > potrafi być ślepy i głuchy :(

            Nie ma za co przepraszać:) Właśnie najgorsze jest to, że mnie rusza, gdyby kogoś miał. Wtedy łatwiej byłoby mi odejść, a tak - bierze mnie na litość, jest wiecznie chory, zalatany w pracy, ma masę obowiązków i "już nie wyrabia" i jak ja mogłabym go zostawić takiego biednego i chorego?... Raz już kogoś miał i ja wybaczyłam, bo błagał o to. Od tamtej pory kocham go jak brata i nie potrafię znaleźć już dla niego innych uczuć.
            • forgetmenot30 Re: białe małżeństwo 15.12.08, 19:05
              mój nie brał mnie na litość tylko na miłość. w każdej innej
              dziedzinie życia był tak cudowny, tak kochany i tak epatujący
              miłością, czułością, troskliwością i opiekuńczością że po prostu nie
              mogłam sobie wyobrazić, że mógłby mnie zdradzać. mam nadzieję, że u
              Ciebie tak nie jest. cóż ciężkie to życie, ale gdyby było łatwe, to
              byśmy go nie potrafili docenić. jestem pewna, że wszystko się u
              Ciebie poukłada, tylko działaj, w końcu każdy z nas jest kowalem
              własnego losu...
            • marzeka1 Re: białe małżeństwo 15.12.08, 20:06
              ". Raz już kogoś miał i ja wybaczyłam, bo błagał o to."- tzn., że z tą osobą miał seks, a ciebie bierze na litość, że on "biedny miś"??? wybacz, ale na coś takiego szkoda życia, chyba że życie z męzem jak z bratem odpowiada ci.
          • kasilla26 Re: białe małżeństwo 17.12.08, 10:35
            Zgadzam się w 100% !
    • moon_witch Iskra zgasła 15.12.08, 21:30
      A czy potrzeby dzieci są zaspakajane? Za rogiem królewicz z bajki
      nie czeka, nie zwłaszcza na kobietę z dwójką dzieci. Rzuć fantazją
      do przodu, jesteś po rozwodzie, spotykasz tych miśków, jeden za
      drugim, który lepszy, dzieci na to patrzą, widzą mamę samotną
      zalataną w poszukiwaniu...ogiera.Dobrego do spania. Ich potzreeby
      są spychane na plan dalszy. Będziesz miaął czas na rozmowy
      zinteresowania dziecmi, ganiając na randki z nowymi ogierami...
      Seks to przyjemność, bliskość, to dużo, ale jakze i mało, aby
      zepchnąć wartość człowieka pomiędzy krocze.
      Przecież twój maz ma jakieś i inne wartosci jako człowiek.Napewno
      twoje dzieic ojca kochają i potrzebują i on kocha swoje dzieci, czy
      jak?. Co da ewentualny kochanek, tobie dzieciom, zastąpi im ojca?
      Czy dużo takich facetów błąka się po swiecie, którzy szanują dzieci
      kochanki?
      Rozwalać dom z powodu seksu to głupota. Tak jak głupotą jest
      nadawanie seksu wielkiej miary i wartości. Obudź sie kobieto abyś
      się nie obudziła z palcem w nocnku, z powodu zwykłej głupoty jaką
      sobie i dzieciom zamierzasz zgotować. O tanich fagasów do seksu
      jest dziś łatwo, ale o człowieka wartościowego do życia jest
      trudno. Stawiaj wartość i szanuj to co masz w odpowiednim punkcie,
      a nie w ...dupie!
      • malakas Re: Iskra zgasła 16.12.08, 07:41
        moon_witch, jestem pod wrażeniem.
        Podpisuję się ręcamy i nogamy.
        Na 99% gościu stuka kogoś na boku. Nie widzę przeszkód by i ona nie
        pozostawała mu dłużna. Wielkie mi mycyje :-)
        A małżeństwo to instytucja!
        • leda16 Re: Iskra zgasła 16.12.08, 16:14
          malakas napisał:

          > moon_witch, jestem pod wrażeniem.
          > Podpisuję się ręcamy i nogamy.


          :))))))) Malakas, czy na prawdę Twoje jaja są takie wielkie, jak berety?
      • verbavolant Re: Iskra zgasła 21.01.09, 17:08
        Nie masz racji co do istoty sprawy. Seks jest naturalną konsekwencją
        bliskości, miłości i przyjaźni małżeńskiej. Jego brak świadczy o
        zetlałym uczuciu i braku zainteresowania ze strony partnera a taki
        stan w małżeństwie jest na dłuższą metę nie do zniesienia. Co do
        dzieci to nie widząc na codzień ciepłych uczuć u swoich rodziców nie
        będą ich potrafiły odtworzyć we własnych związkach. Dzieci uczą się
        na przykładzie dawanym przez rodziców. Brak zainteresowania seksem
        ze strony jednego z partnerów jest nienaturalny i niszczący związek.
        Pytanie tylko dlaczego tak jest. Możliwości są różne. Facet
        zdradził. Być może ma w pamięci tamten związek i tamte uniesienia i
        teraz odrabianie "pańszczyzny" go nie kręci. Zdarza się tak w
        związkach gdzie małżonkowie byli dla siebie pierwszymi partnerami
        seksualnymi i nie mieli żadnego porównania. Mąż pokajał się bo jego
        system wartości nakazywał mu powrót do żony i lojalność wobec niej,
        ale jego pamięć seksualna podsuwa mu obrazy z przeszłości i te się
        mają nijak do rzeczywistości. Tkwi w związku dla przyzwoitości, ale
        jeśli nie ma tam ciepła i zaufania to i z seksu nic nie będzie. Ona
        czuje sie odrzucona i niekochana (słusznie) i spirala sama się
        nakręca. Inną przyczyną może być niezdolność do odbycia stosunku.
        Małżonkowie stali się wzajemnymi "obserwatorami", zatracili
        spontaniczność, odgrywają role seksualne. Jak w tej sytuacji coś ma
        z tego wyjść. On się boi, że ona go obserwuje i ocenia. Czuje się
        jak na egzaminie. Ona mu nie pomaga bo ma do niego pretensje i boi
        się, że przejawiając odważniejsze zachowania w łóżku narazi się na
        śmieszność. Mówią, że nie ma impotentów, są tylko leniwe kobiety.
        Coś w tym jest. I ostatnia możliwość to jego zaburzenia spowodowane
        jakąś inną chorobą. Jeśli brakuje bliskości to facet nigdy o tym nie
        powie żonie. Boi się śmieszności i porzucenia. Zaczyna być zapędzony
        w "kozi róg" co potęguje jeszcze bardziej jego uraz psychiczny i
        koło się zamyka.
        Reasumując to seks rodzi się w głowie. Czy to z potrzeby miłości,
        bliskości czy też dla samej zwierzęcej chuci. Jeśli żadna z tych
        przyczyn pożycia nie istnieje to należy się dogadać dlaczego tak
        jest. I to jest pierwszy krok do odtworzenia bliskości. Tkwienie w
        dziwnym związku jest niszczące dla całej rodziny. Życie ma sens
        jeśli z kimś je dzielimy a nie żyjemy obok siebie. A co do trudności
        ze znalezieniem odpowiedniego następcy to jest dużo prawdy w tym co
        piszesz ale to już zupełnie inna bajka.
    • nawrocona5 Re: białe małżeństwo 15.12.08, 21:42
      Polecam forum "Brak seksu w małżeństwie"
      Nie wiem, czy znajdziesz tam receptę na rozwiązanie swoich problemów, ale z
      pewnością nikt nie będzie Ci wmawiał, że seks jest g..o wartą sprawą, nikt tez
      nie będzie nazywał partnerów seksualnych "ogierami"
      Możesz liczyc na rzeczowe i rozsądne potraktowanie, bo przez tamto forum
      przewinęło się mnóstwo ludzi z takimi problemami, jak Twój.
      • moon_witch O jakże wielki problem... 15.12.08, 21:53
        Niedopchanie krocza!
        • alterego4 Re: O jakże wielki problem... 15.12.08, 21:57
          No sądząc po niektórych postach - spory.
        • gadagad Re: O jakże wielki problem... 15.12.08, 22:15
          Nie każdy to umie tak dobrze sam jak ty,co drwisz z LUdzkich potrzeb?
        • bez_energii Re: O jakże wielki problem... 15.12.08, 22:22
          moon_witch napisała:

          > Niedopchanie krocza!

          Jak widzę takie wredne posty, to mnie krew zalewa!
          • moon_witch Re: O jakże wielki problem... 15.12.08, 22:41
            Mnie też zalewa krew jak czytam takie durne badzwie nie wiadomo
            skad to, co to za człowiek po drugiej stronie Internetu, ktory
            podsyca w durnej dupie chęc rozwodu, cheć i szukania 'lepszego
            partnera'...Ot inteligencja!
            W imię doru...ia krocza! Wstyd i hańba! To już dzis się nie liczą
            wartości rodzinne tylko ta dopchana pi...! Bo mamusię musi ktoś
            przytulić, bo taka malutka i bezbronna, szkoda jedynie tego faceta
            i tych dzieci!
            Gdyby mamusia nie dupą mysłała, a głową to miałaby, to co tak
            bardzo pragnie w swoim własnym związku.
            • utalia Re: O jakże wielki problem... 15.12.08, 23:25
              No jakos nie bardzo chcesz zauwazyc ze ten wspaniały maz rodziny-
              ojciec dzieciom juz ja kiedys zdradził! MUsiał komus to krocze
              dopchnąć....A ty doradzasz aby zrezygnowała "kobita" z siiebie? Dla
              takiego "wartościowego meża"? Acha a moze ty z tych
              średniowiecznych? co to kobieta rozpustnica a facet doświadczony?
              • moon_witch Re: O jakże wielki problem... 15.12.08, 23:27
                Nigdzie nie piszę ze on jest wspaniały raczej są siebie warci.

                • hermina5 Re: O jakże wielki problem... 20.01.09, 14:41
                  Durna dupa i niedopchnięta pi... pisałeś o niej, a nie o nim.

                  A poza tym, wystarczy przeczytać ten post uwaznie, zeby zrozumieć, z
                  eona pisze chłód emocjonalny, a nie li tylko brak seksu.

                  Wiesz co to jest chłod emocjonalny? To taka fajna sprawa, ze
                  człowiek nei tylko nie kocha sie z toba, ale nie przytuli cię i nie
                  powie dobrego słowa ani tobie, ani dzieciom nigdy. To wykańcza po
                  cichu i kończy się tym, ze dzieciaki w ogóle nie potrafią wyrazać
                  uczuć- " bo w domu się tak nie robiło" . Wyjdzpozatreny "krocza
                  damskiego", które tak dogłenie poznałeś, ze nazywasz kogoś durną
                  dupa, po jednym poscie.
            • nawrocona5 Re: O jakże wielki problem... 16.12.08, 07:15
              moon_witch napisała:

              > W imię doru...ia krocza! Wstyd i hańba! To już dzis się nie liczą
              > wartości rodzinne tylko ta dopchana pi...!

              Skleć sobie z tego jakąś zgrabną sygnaturkę, żeby ludzie, którym udzielasz rad
              na tym forum, wiedzieli od razu, z kim maja do czynienia:/

              Udzielam Ci pochwały w imieniu Ojca Dyrektora za krzewienie własciwych wartości
              na forum:D

              Bo mamusię musi ktoś
              > przytulić, bo taka malutka i bezbronna, szkoda jedynie tego faceta
              > i tych dzieci!

              Mamusia też człowiek:)
              Skoro mąż ma ją w doopie, to dlaczego ona ma się nad nim użalać?
              Z pierwszego postu nie wynika, że jest to doskonałe małżeństwo, a seks jest
              JEDYNYM problemem.



              • milet1 Re: O jakże wielki problem... 16.12.08, 09:12
                To parę słów z punktu widzenia faceta. Możesz go rzucić, ale jeśli jedynym
                powodem jest to że nie układa wam się w łóżku, to jesteś głupiutka. Wejdź sobie
                na jakiś portal randkowy. Znajdziesz tam tabuny samotnych kobiet z dziećmi.
                Żebrzących o faceta, dosłownie żebrzących. Bo łatwo jest spotkać kogoś kto cię
                przeleci, ale trudniej kto pojedzie z tobą na wakacje, spędzi wigilię, pójdzie
                na zakupy, przytuli. Kobiet z dziećmi nikt nie chce, bo to tylko kłopot. Za
                kilka lat przemienisz się w samotną, sfrustrowaną kobietę, która przysysa się do
                swoich dzieci. Może wina jest też po twojej stronie. Jesteś zaniedbana, leżysz
                jak kłoda, nie czytasz książek, nie próbujesz podróżować, nie kształtujesz
                swojego charakteru, nie zmieniasz się. Jesteś tylko mało atrakcyjną żoną.
                Samotność i rozwód jest dla ludzi silnych, z naprawdę mocnym charakterem. Tacy
                zyskują. A jeśli go nie masz, to tylko zrujnujesz życie swoje i dzieciom.
                Będziesz cierpieć, wydzwaniać do niego. Związek z drugim człowiekiem nie jest
                łatwy. Jeśli jesteś ładna, ale naprawdę ładna - nie taka sobie - to możesz
                ryzykować. Rzuć go i szukaj nowego ciekawszego. Ale Jeśli masz mało do
                zaoferowania ( musisz rywalizować z kobietami młodszymi bez dzieci, to
                znajdziesz tylko gorszego od swojego męża. A takich jest pełno w sieci. Mam 35
                lat, nie mam dzieci, mam partnerkę, dobry zawód, skończone studia. Jak większość
                facetów nie związałbym się z kobietą z dzieckiem. Dlaczego? Bo nie muszę, jest
                tyle pięknych, młodych, samotnych kobiet bez zobowiązań. Statystycznie w mieście
                jest mało mężczyzn, jeszcze mniej jest tych co skończyli jakąś szkołe, a tych co
                chcą założyć rodzinę jeszcze mniej, odrzucimy rencistów, młodych emerytów,
                starców - no mała pula ci została. A małżeństwo to nie tylko seks, zajmuje ci w
                w przeciągu najlepszym wypadku 1 sekundę każdego dnia (i to raczej
                profesjonalistkom). A co z resztą?
                • ewiku punkt widzenia faceta... 16.12.08, 10:20
                  no cóż, jeżeli ma się ten męski punkt widzenia skupiony tylko na kobiecej
                  urodzie i młodości to raczej nie jest się w stanie zrozumieć potrzeb kobiecego
                  serca, więc lepiej nie zabierać głosu.

                  A co do szans po rozwodzie to każda kobieta może mieć następnego partnera
                  życiowego ( o kochankach nie wspomnę) ale pod warunkiem, że dokładnie pozna
                  siebie i swoje potrzeby a to już zupełnie inna sprawa.


                  ----------------------------------------------
                  Sztuką jest minąć koniec i iść dalej...
                  • moon_witch Re: punkt widzenia faceta... 16.12.08, 10:23
                    ewiku ty pieknie piszesz ale to teorie nie majace pokrycia z
                    rzeczywistoscia!

                    • ewiku Re: punkt widzenia faceta... 16.12.08, 13:12
                      moon_witch napisała:

                      > ewiku ty pieknie piszesz ale to teorie nie majace pokrycia z
                      > rzeczywistoscia!
                      >

                      ... to nie teoria tylko praktyka a po części nawet własne doświadczenia (jakoś
                      nie lubię pisać bezpośrednio o sobie ale w tym co piszę nic nie jest wyssane z
                      palca tylko są to lata doświadczeń i pracy nad sobą a nie innymi).



                      ----------------------------------------------
                      Sztuką jest minąć koniec i iść dalej...
                      • moon_witch Re: punkt widzenia faceta... 16.12.08, 14:35
                        No ewiku, a gdzie tobie nad sobą pracować, toć ty taka idealna!
                        Ten facet na górze dał dość konkretny opis sytuacji samotnych
                        kobiet z dziecmi, no chyba że ty bezdzietna była.
                • moon_witch dzieki milet za ten post! 16.12.08, 10:21
                  Moze jej oczy sie przetra, zobaczy rzeczywistosc jaka jest, zamiast
                  sluchac zawistnych rad ciot Internetowych ktore doprowadza ze i ona
                  wpadnie w to bagno samotnych matek, w ktorym to badzwie po uszy
                  siedzi!
                • springerka Re: O jakże wielki problem... 20.01.09, 14:31
                  Po przeczytaniu Twojej wypowiedzi mam wrażenie, że swiat zalewa fala
                  samotnych kobiet z dziećmi, które szukają dla siebie drugiej szansy
                  w życiu. A może jednak to nie jest tak. Te kobiety nie biorą się
                  znikąd przecież. One maja swoje historie, w których niejednokrotnie
                  był mężczyzna, one zostaja samotne dlatego właśnie, że od kogoś
                  odeszły lub ktos je zostawił. Gdzie zatem podziewa się ten "ktoś"??
                  Czy w społeczeństwie nie ma samotnych facetów "z odzysku"?? Czy
                  wszyscy oni rzucaja się na młode i piekne kobiety?? "Młode i piękne"
                  nie oznacza, że głupie. Skoro faceci wolą wiązać się z młodymi
                  kobietami bez "zobowiązań" w postaci dzieci, to w przypadku kobiet
                  sytuacja wygląda identycznie - wola facetów bez przeszłości, nie
                  naznaczonych negatywnymi doświadczeniami, nie ukształtowanych
                  nieudanym zwiazkiem....
                  Myslę, że tyle, ile jest samotnych kobiet z "zyciorysem", tyle samo
                  jest facetów - rozwód czy rozstanie zawsze dotyczy dwóch stron. I to
                  nie jest tak, że na 100% trafi Ci się ktoś gorszy. Ludzie rozstają
                  się bo czują się oszukani (zdrada), bo nie pasuja do siebie, co
                  wcale nie oznacza, ze nie dopasuja się juz z nikim innym....
            • bez_energii Re: O jakże wielki problem... 16.12.08, 09:21
              Kto mówi o jakimś podsycaniu. Chodzi o Twój dobór słów, krytykę z
              góry. Jeśli masz inne wartości, to nie musisz od razu je tak
              wykrzykiwać i w takiej formie.
            • leda16 Re: O jakże wielki problem... 16.12.08, 16:20
              moon_witch napisała:

              > To już dzis się nie liczą
              > wartości rodzinne tylko ta dopchana pi...!

              Liczą się, liczą! Moon-witch, uczyń mi ten zaszczyt i bądź moją synową ;).


    • seksuolog Zadawniona sprawa 16.12.08, 11:04
      bata-her napisała:

      > Moje białe małżeństwo trwa już kilkanaście
      lat. Mąż nigdy nie był wulkanem seks
      > u, ale odkąd ja zaprzestałam inicjowania
      sytuacji erotycznych - seks zanikł zup
      > ełnie. Mamy po trzydzieści kilka lat,
      dwoje dzieci.


      Niestety problem jest ogromny bo bardzo
      zadawniony. I niestety nie ma tu zadnej
      czarodziejskiej metody rozwiazania.


      >Przyznam, że zaczęłam szuka
      > ć kogoś innego, żeby zaspokoić potrzebę
      ciepła i erotyki. Czuję się z tym okrop
      > nie, ale może jest to jakieś wyjście?

      Nie jest to dobre wyjscie, tak czy owak
      prowadzi do ostatecznego rozbicia zwiazku
      wiec uczciwiej byloby to ostatecznie
      rozwiazac.

      > Nasz związek poza seksem jest mocno
      średni. Mamy niewielu wspólnych znajomych,
      > a mąż jest często zmęczony. Jesteśmy
      finansowo niezależni od siebie i ogólnie z
      > abija mnie ten chłód. Mam wrażenie, że
      każdy żyje własnym życiem, a tego wspóln
      > ego jest niewiele. Warto to ciągnąć?

      Tu widac ze sprawa nie jest dla seksuologa,
      co najmniej nie tylko dla seksuologa.

      Nalezaloby przeprowadzic najpierw
      szczegolowa analize zwiazku i probowac
      terapii psychologicznej. Sprawa zaczyna sie
      od pytan dlaczego zwiazek jest chlodny, czy
      byl kiedys goracy a jesli tak to kiedy i jak
      sie to skonczylo.

      Nastepnie sa pytania dlaczego maz nie
      wykazuje ochoty na seks: czy wynika to z
      braku uczuc, stresu pracy, niskiego popedu,
      zaspokajania na boku, czy w ogole interesuje
      sie seksem i tak dalej. Dalsze sprawy to czy
      jest jeszcze jakis poziom bliskosci, np. co
      jest jeszcze mozliwe: trzymanie sie za rece,
      przytulanie, pieszczoty czy nic z tego.
      Jezeli jakies resztkowe poziomy bliskosci sa
      to mozna probowac je odbudowywac.

      Sprawa jest bardzo trudna bo zastarzala, z
      takimi problemami nie wolno latami nic nie
      robic, nawet miesiac czy kilka tygodni
      zalamania wspolzycia czy szerzej mowiac
      braku bliskosci to syrena alarmowa. Jest
      wiec w tym rowniez sporo twojej winy ze
      doszlo do takiej sytuacji. W ogole konieczna
      bylaby opinia meza na temat zwiazku i jak on
      widzi ciebie.

      Ogolnie nie poleca sie obecnie tkwienia w
      beznadziejnych zwiazkach tak jak to bylo
      kiedys, ze wzgledu na opinie czy na dzieci.
      Z drugiej strony rozwod i zycie po nim to
      oczywiscie moze byc nie lada problem wiec
      nie mozna tez nikogo namawiac do takiego
      kroku, kazdy musi podjac decyzje sam.
      • bata-her Re: Zadawniona sprawa 16.12.08, 11:59
        seksuolog napisała:

        > Ogolnie nie poleca sie obecnie tkwienia w
        > beznadziejnych zwiazkach tak jak to bylo
        > kiedys, ze wzgledu na opinie czy na dzieci.
        > Z drugiej strony rozwod i zycie po nim to
        > oczywiscie moze byc nie lada problem wiec
        > nie mozna tez nikogo namawiac do takiego
        > kroku, kazdy musi podjac decyzje sam.

        Dziękuję. Życie po rozwodzie pod względem organizacyjnym i materialnym byłoby dla mnie prostsze, niż teraz. Większość rzeczy robię sama, łącznie z zajmowaniem się dziećmi. Jestem też niezależna finansowo. Może kiedyś nie polecano rozwodów właśnie z powodu zależności finansowej kobiet. Teraz to się zmieniło. Najbardziej obawiam się nieznanego, potencjalnych konfliktów... Samotności nie obawiam się, bo teraz czuję się już wystarczająco samotna. Po prostu tchórz ze mnie. Co do opinii pana w sprawach damsko męskich - owszem, jestem podobno bardzo ładna, nawet nie taka sobie. Tylko wcale nie chodzi mi o znalezienie kogoś. To drugorzędna sprawa. Problemem jest rozstanie, wyjście z pewnego rodzaju klatki.
        • ewiku wygoda... 16.12.08, 13:25
          ktoś kiedyś powiedział, że tkwimy w jakiejś sytuacji (obojętnie jakie powody
          sobie nie wymyślimy) tak długo, dopóki ta sytuacja naprawdę! nam nie przeszkadza
          bo dopiero wtedy jesteśmy gotowi i mamy odwagę na zmiany.

          Tak więc, jeżeli poczujesz prawdziwie, że masz dość Twojego małżeństwa to
          "posprzątaj" w swoim życiu tak, żebyś naprawdę poczuła się wolna i szczęśliwa
          (wolność to pierwszy stopień do szczęścia)



          ----------------------------------------------
          Sztuką jest minąć koniec i iść dalej...
          • moon_witch Re: wygoda... 16.12.08, 14:38
            (wolność to pierwszy stopień do szczęścia)

            ...

            O jakiej wolnosci moze marzyć matka dwójki dzieci, gdy na nią spada
            cały obowiazek...Ohhh te durne frazesy wycięte z książeczek
            psychologicznych niedouczków psychologów....
            • ewiku Re: wygoda... 16.12.08, 16:06
              moon_witch napisała:

              > (wolność to pierwszy stopień do szczęścia)
              >
              > ...
              >
              > O jakiej wolnosci moze marzyć matka dwójki dzieci, gdy na nią spada
              > cały obowiazek...Ohhh te durne frazesy wycięte z książeczek
              > psychologicznych niedouczków psychologów....


              ... nawet nie wiedziałam, że psycholodzy piszą o szczęściu bo przecież większość
              z nich jest psychologami dlatego, że samemu sobie w życiu nie radzi.

              A co do wolności kobiety to jeżeli będziemy traktować dzieci jako balast czy
              przeszkodę w zdobywaniu tej wolności to faktycznie po co cokolwiek zmieniać,
              przecież niewolnik też człowiek.


              ----------------------------------------------
              Sztuką jest minąć koniec i iść dalej...
              • moon_witch Re: wygoda... 16.12.08, 16:12
                A ty ewiku, masz dzieci? Czy tylko jedynie marzysz sobie o
                dzieciach, bo cos mi sie wydaje, ze nie masz pojęcia o sprawie, o
                ktorej piszesz tak górnolotnie.
                • hatroha [...] 16.12.08, 16:37
                  Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                • ewiku Re: wygoda... 16.12.08, 17:50
                  moon_witch napisała:

                  > A ty ewiku, masz dzieci? Czy tylko jedynie marzysz sobie o
                  > dzieciach, bo cos mi sie wydaje, ze nie masz pojęcia o sprawie, o
                  > ktorej piszesz tak górnolotnie.


                  ... pisałam, że nie lubię mówić o sobie ale skoro tak wypytujesz to odpowiem:
                  jestem spełnioną matką dorosłego syna i przyjaciółką młodszego od siebie
                  partnera i pisząc na forum nie muszę podpierać się ani romansidłami dla panienek
                  ani pseudo psychologicznymi poradnikami dla zagubionych kobietek.


                  ----------------------------------------------
                  Sztuką jest minąć koniec i iść dalej...
                  • moon_witch Re: wygoda... 16.12.08, 18:20
                    hatroha, to pewnie ten twój młodszy partner, stad jego gwałtowna
                    reakcja na posty, ktore w jego mniemaniu uderzają w tę starszą
                    partnerkę...:/
                    • ewiku Re: wygoda... 17.12.08, 10:13
                      moon_witch napisała:

                      > hatroha, to pewnie ten twój młodszy partner, stad jego gwałtowna
                      > reakcja na posty, ktore w jego mniemaniu uderzają w tę starszą
                      > partnerkę...:/


                      ... nie odpowiadam za reakcje innych uczestników forum i nie potrzebuję wsparcia
                      ani pomocy i to jeszcze tego typu.
                      hatrocha to może być każdy bo jego/jej post nijak nie dotyczy tematu tego wątku.


                      ----------------------------------------------
                      Sztuką jest minąć koniec i iść dalej...
          • bata-her Re: wygoda... 16.12.08, 15:14
            ewiku napisała:

            > ktoś kiedyś powiedział, że tkwimy w jakiejś sytuacji (obojętnie jakie powody
            > sobie nie wymyślimy) tak długo, dopóki ta sytuacja naprawdę! nam nie przeszkadza
            > bo dopiero wtedy jesteśmy gotowi i mamy odwagę na zmiany.

            To prawda. Ludziom wygodniej jest nic nie robić, nawet jeśli wszystko w małżeństwie szwankuje. Wiadomo, że nie ma związków idealnych, ale są związki całkiem niezłe. A mój jest niestety, do d. Tkwienie w nim jest wygodne, bo przynajmniej cały czas się poruszamy w obszarze, który dobrze znamy. Jaki by nie był.
            Uprzejme pytanie do Seksuologa: czy warto robić listę "za i przeciw"? Praktykuje się to w psychologii? Z góry dzięki za odpowiedź:)
            • seksuolog Re: wygoda... 16.12.08, 20:32
              bata-her napisała:

              > To prawda. Ludziom wygodniej jest nic nie robić, nawet jeśli
              wszystko w małżeńs
              > twie szwankuje. Wiadomo, że nie ma związków idealnych, ale są
              związki całkiem n
              > iezłe. A mój jest niestety, do d. Tkwienie w nim jest wygodne, bo
              przynajmniej
              > cały czas się poruszamy w obszarze, który dobrze znamy. Jaki by
              nie był.

              Tak jest. Ale jednak z biegiem czasu zbieraja sie negatywne
              odczucia co prowadzi do pogarszania sie ogolnego nastroju
              psychicznego. Staly brak zaspokojenia seksualnego ma w tym tez duzy
              udzial ktory objawia sie w pozniejszym wieku pesymizmem,
              zgorzknieniem, niska dynamika zyciowa.

              > Uprzejme pytanie do Seksuologa: czy warto robić listę "za i
              przeciw"? Praktykuj
              > e się to w psychologii? Z góry dzięki za odpowiedź:)

              Jest to bardzo wskazane. Dokladne przemyslenie sprawy i
              sporzadzenie dokumentacji (czyli historii, twoich oczekiwan,
              mozliwych planow dzialania) na papierze. To porzadkuje myslenie i
              pozwala na poprawianie dokumentacji az bedzie to ostateczna wersja.
              Nie jest wskazane dzialanie impulsywne bez zastanowienia. Wskazane
              jest przedstawienie swojego stanowiska partnerowi na papierze
              zamiast robienia emocjonalnych chaotycznych dyskusji.
              • bata-her Re: wygoda... 17.12.08, 10:29
                seksuolog napisała:

                > Staly brak zaspokojenia seksualnego ma w tym tez duzy
                > udzial ktory objawia sie w pozniejszym wieku pesymizmem,
                > zgorzknieniem, niska dynamika zyciowa.

                Właśnie, właśnie. Sam seks z byle kim można mieć na pstryknięcie palcem. Tylko co z tego? Chodzi o gotowość męża do tego seksu, jego pozytywne nastawienie, otwartość, czułość, a nawet taką zwykłą troskę na co dzień. Mąż kiedy może unika wczesnych powrotów do domu, unika rozmów ze mną. Nie ma takiego odruchu, żeby zrobić jakieś zakupy do domu, coś posprzątać, ugotować, czy nawet zapytać, czy chciałabym, by to zrobił. Kiedyś walczyłam, ustalaliśmy podział obowiązków, ja się w tym spalałam, a za jakiś czas znów wszystko wracało do normy - czyli on unika domu. Jestem zablokowana, nie inicjuję już seksu, pytam siebie: w imię czego? żeby mu ułatwiać zadanie? Żeby miał prawo mówić: "no przecież jest ok"? Dodam, że dla niego tak jest ok i chciałby, żeby to tak trwało. Jestem coraz bardziej zgorzkniała. Niby czasem angażuje się w sprawy domowe, ale głównie polega to na słownym dopingowaniu mnie do robienia różnych rzeczy.

                > Nie jest wskazane dzialanie impulsywne bez zastanowienia. Wskazane
                > jest przedstawienie swojego stanowiska partnerowi na papierze
                > zamiast robienia emocjonalnych chaotycznych dyskusji.

                Bardzo trafna uwaga. Też o tym myślałam mgliście, ale to chyba dobry pomysł - żeby wszystko zaplanować, zaplanować strategię odejścia i przygotować się na ewentualne przeciwności.
        • seksuolog Re: Zadawniona sprawa 16.12.08, 14:59
          bata-her napisała:

          > Dziękuję. Życie po rozwodzie pod względem organizacyjnym i
          materialnym byłoby d
          > la mnie prostsze, niż teraz. Większość rzeczy robię sama, łącznie
          z zajmowaniem
          > się dziećmi. Jestem też niezależna finansowo. Może kiedyś nie
          polecano rozwodó
          > w właśnie z powodu zależności finansowej kobiet. Teraz to się
          zmieniło. Najbard
          > ziej obawiam się nieznanego, potencjalnych konfliktów...

          Zawsze jednak rozwod okazuje sie wstrzasem. W twoim przypadku
          odpadaja problemy bardziej przyziemne wiec jednak to mozliwosc
          trzeba rozwazyc.

          >Samotności nie obawiam
          > się, bo teraz czuję się już wystarczająco samotna. Po prostu
          >tchórz ze mnie.

          Wobec tego zeby nie tkwic w niepewnosci trzeba sobie zrobic
          autoterapie: Decyzje o dalszym zyciu podejmuje do... Po tym terminie
          przestane sie zameczac rozwazaniem roznych mozliwosci.

          > Co do opinii pana w sprawach damsko męskich - owszem, jestem
          podobno bardzo ładn
          > a, nawet nie taka sobie. Tylko wcale nie chodzi mi o znalezienie
          kogoś. To drug
          > orzędna sprawa. Problemem jest rozstanie, wyjście z pewnego
          rodzaju klatki.

          Bylo wspomniane ze problemem jest brak seksu. Te sprawy ida w
          parze. Wyjscie z klatki jest wskazane.
          • moon_witch Zegzuolog! 16.12.08, 18:32
            Bylo wspomniane ze problemem jest brak seksu. Te sprawy ida w
            parze. Wyjscie z klatki jest wskazane.
            ...

            Gdzie ty tu klatkę widzisz,co, urojenia masz? Co ty radzisz
            ludziom, co dla paru poklasków twojej znikomej wiedzy doradziłbys
            największą głupotę durnej siksie!

            Poczytaj sobie jej wypowiedzi, to zimna wyrachowana egoistka!
            Która empatii dla dzieci, ani męza nie ma. Tylko o sobie ten zimny
            babsztyl myśli.
            • seksuolog A kysz witch! 16.12.08, 20:21
              moon_witch napisała:

              > Gdzie ty tu klatkę widzisz,co, urojenia masz? Co ty radzisz
              > ludziom, co dla paru poklasków twojej znikomej wiedzy doradziłbys
              > największą głupotę durnej siksie!

              ACzytaj teksty tej osoby

              > Poczytaj sobie jej wypowiedzi, to zimna wyrachowana egoistka!
              > Która empatii dla dzieci, ani męza nie ma. Tylko o sobie ten
              zimny
              > babsztyl myśli.

              Obciachowy prymityw wyziera z twoich genialnych wypocin.
              • moon_witch Re: A kysz witch! 16.12.08, 21:07
                Z twoich za to niedoszły amator seksuologii i psychologii, ktoremu
                dość często raczki drżą. Ty masz problemy z alkoholem, nie trudno
                to zgadnąć.
    • hazzard Re: białe małżeństwo 16.12.08, 15:11
      przeczytałam wszystkie wypowiedzi i wydaje mi się, że problem nie tkwi tylko w
      seksie czy jego braku, ale ogólnie w braku bliskości, czułości, zainteresowania
      wzajemnego swoimi sprawami. Seks to przecież nie wszystko. To ważną sfera w
      każdym związku, ale nie jego podstawa! rozumiem, że żyjecie oboje nie ze sobą, a
      obok siebie, każde zajęte sobą, swoim życiem, pracą, sprawami - nie ma poczucia
      więzi, bliskości, choćby przyjaźni. Faktycznie potwierdzam, że gdyby to napisała
      60-latka, to można by się nie dziwić, ale w przypadku pary ludzi po 30-tce to
      naprawdę przykre i smutne.
      • bata-her Re: białe małżeństwo 16.12.08, 15:17
        hazzard napisała:

        > przeczytałam wszystkie wypowiedzi i wydaje mi się, że problem nie tkwi tylko w
        > seksie czy jego braku, ale ogólnie w braku bliskości, czułości, zainteresowania
        > wzajemnego swoimi sprawami. Seks to przecież nie wszystko.

        Zgadza się. Seks jest dopiero wyrazem bliskości. A tej brakuje najbardziej. Bo gdyby była - pewnie byłby i seks.
      • seksuolog Re: białe małżeństwo 16.12.08, 20:44
        hazzard napisała:

        > przeczytałam wszystkie wypowiedzi i wydaje mi się, że problem nie
        tkwi tylko w
        > seksie czy jego braku, ale ogólnie w braku bliskości, czułości,
        zainteresowania
        > wzajemnego swoimi sprawami. Seks to przecież nie wszystko. To
        ważną sfera w
        > każdym związku, ale nie jego podstawa!

        Takie sformulowanie wymaga komentarza. Lepiej wyobrazic sobie to
        jako konstrukcje wspierajaca sie na kilku kolumnach. Seks jest
        jedna z tych kolumn, zycie rodzinne druga, poczucie bliskosci
        trzecia. Wszystko jest razem tak powiazane ze jesli jedna kolumna
        zawodzi to cala konstrukcja zaczyna sie chwiac i walic. Czyli seks
        jest podstawa zwiazku ale nie jedyna a z drugiej strony kazda z
        tych podstaw musi spelniac swoja role wiec bez seksu w normalnych
        warunkach zwiazek nie dziala.
        • moon_witch Konstrukcja na trzech filarach 16.12.08, 21:05
          zawsze będzie się chwiać. Podstawą udanego związku jest nie tyle
          seks i bliskosć, a umiejętność komunikacji. Widocznie komunikacja
          niewypala w tym związku, osoby mówią tym samym jezykiem, ale do
          siebie nie docierają. Nie rozumieją siebie od środka.Nie mówią do
          siebie, przez siebie, mówią jedynie o sobie,unikają, nie słuchają i
          nie wsłuchuja się w drugą stronę. Dlatego konieczna w takich
          wypadkach jest profesjonalna terapia i pomoc dla tej rodziny zanim
          stanie się nieszczęście.

          Zaden szanujacy psycholog ani terapeuta w życiu nie namówiłby
          klienta na rozwód. Robią to zawsze amatorzy i robią to zawsze żle!
          • ewiku Rozwód - pozytywnie...Co przed!? 17.12.08, 10:24
            moon_witch napisała:

            > zawsze będzie się chwiać. Podstawą udanego związku jest nie tyle
            > seks i bliskosć, a umiejętność komunikacji. Widocznie komunikacja
            > niewypala w tym związku, osoby mówią tym samym jezykiem, ale do
            > siebie nie docierają. Nie rozumieją siebie od środka.Nie mówią do
            > siebie, przez siebie, mówią jedynie o sobie,unikają, nie słuchają i
            > nie wsłuchuja się w drugą stronę. Dlatego konieczna w takich
            > wypadkach jest profesjonalna terapia i pomoc dla tej rodziny zanim
            > stanie się nieszczęście.
            >
            > Zaden szanujacy psycholog ani terapeuta w życiu nie namówiłby
            > klienta na rozwód. Robią to zawsze amatorzy i robią to zawsze żle!


            ... to zrozumienie drugiego to jest tzw. "bratnia dusza", która albo jest w
            partnerze albo nie i trzeba wielkiej! potrzeby wewnętrznej, żeby w czasie
            terapii coś sie zmieniło.

            Domyślam się, że przez lata spróbowałaś już wszelkich argumentów i jak sama
            piszesz bez skutku, więc po co tu jeszcze terapia? Chyba, że kochasz jeszcze
            męża i masz siłę do walki (chociaż z drugiej strony o miłość się nie walczy bo
            to nie front tylko serce ale to już inna sprawa).

            P.S. żaden terapeuta faktycznie nie poradzi rozwodu bo straci źródło kasy w
            postaci pacjenta a z drugiej strony rzadko który ma dość odwagi, żeby
            zaproponować tak radykalne rozwiązanie.
            Chyba, że się mylę i są terapeuci, którym naprawdę zależy na dobru pacjenta ale
            ja o takim nie słyszałam.


            ----------------------------------------------
            Sztuką jest minąć koniec i iść dalej...
            • bata-her Re: Rozwód - pozytywnie...Co przed!? 17.12.08, 10:39
              ewiku napisała:


              > P.S. żaden terapeuta faktycznie nie poradzi rozwodu bo straci źródło kasy w postaci pacjenta a z drugiej strony rzadko który ma dość odwagi, żeby zaproponować tak radykalne rozwiązanie.
              > Chyba, że się mylę i są terapeuci, którym naprawdę zależy na dobru pacjenta ale
              > ja o takim nie słyszałam.

              To chyba do mnie było, choć odpowiedź bezpośrednio pod postem wiedźmy wyjącej do księżyca:)
              Ja chodzę do psychologa już od jakiegoś czasu, wzmacnia mnie to i psycholog jest ok, ale nie doradza żadnych kroków. Raczej buduje wiarę, wspiera, pomaga dotrzeć do samej siebie i do sedna sprawy. Cenię to, ale to wciąż nie rozwiązuje problemu. Ba! Gdyby to było takie proste. Albo stagnacja i tkwienie w obecnym układzie, albo ofiara, cierpienie i żal, ale przynajmniej postęp. Nie ma siły.



              > ----------------------------------------------
              > Sztuką jest minąć koniec i iść dalej...
              • ewiku Re: Rozwód - pozytywnie...Co przed!? 17.12.08, 11:38
                wiadomo, że psycholog nie podejmie za Ciebie decyzji o Twoim życiu a poza tym,
                myślę, że tu na forum też nie przeczytasz niczego konkretnego bo żaden z
                forumowiczów nie zna prawdziwego obrazu sytuacji i Twoich motywów takiego czy
                innego postępowania.

                Dlatego jedynym wyjśćiem dla Ciebie jest to co pisałam wcześniej, jak zrozumiesz
                czego chcesz naprawdę! to znajdziesz silę i sposób jak "posprzątać" w Twoim
                życiu i oby stało się to jak najszybciej bo szkoda życia na trwanie w iluzji.
                Powodzenia.

                P.S. czasem takie decyzje przychodzą po następnych nieudanych świętach.

                ----------------------------------------------
                Sztuką jest minąć koniec i iść dalej...
              • seksuolog Psycholog to dobry krok 17.12.08, 13:19
                bata-her napisała:

                > Ja chodzę do psychologa już od jakiegoś
                czasu, wzmacnia mnie to i psycholog jes
                > t ok, ale nie doradza żadnych kroków.
                Raczej buduje wiarę, wspiera, pomaga dotr
                > zeć do samej siebie i do sedna sprawy.
                Cenię to, ale to wciąż nie rozwiązuje pr
                > oblemu. Ba! Gdyby to było takie proste.
                Albo stagnacja i tkwienie w obecnym ukł
                > adzie, albo ofiara, cierpienie i żal, ale
                przynajmniej postęp. Nie ma siły.
                >
                Psycholog to bardzo dobry krok. Ale warto
                wziac tez pod uwage mozliwe konsekwencje
                dlugotrwalego braku regularnego wspolzycia,
                szczegolnie jesli potrzeby sa spore. Bez
                wspolzycia mozna zyc ale czesto efektem sa
                problemy psychiczne w pozniejszym wieku,
                mowi sie tez o zwiazkach z roznymi
                chorobami. Na to mozna patrzec z punktu
                widzenia wyzszych uczuc ale jest tez
                bardziej przyziemny aspekt z gatunku
                podstawowej higieny psychofizycznej:
                regularne porzadne przebzykanie jako
                niezbedne do prawidlowego funkcjonowania
                organizmu.
    • maja.kozak Re: białe małżeństwo 17.12.08, 13:59
      Znalazłam kiedyś taki kawał, który doskonale opisuje sytuacje
      małżeństwa:
      Wraca mąż z pracy, otwiera mu żona, podaje kapcie, obiad, pwko,
      gazetkę, włącza jego ulubioną sportową stację telewizyjną i nic nie
      mówiąc wychodzi do kuchni do swoich codziennych zajęć. I jest tak
      każdego dnia. Jednak pewnego wieczoru żona wpada do pokoju i pyta:
      -Kochanie, powiedz mi co to jest konsternacja?
      Mąż składa gazetę zirytowany, że mu się przerywa i mówi:
      -Widzisz, kochanie, gdybyś to ty wróciła wcześniej do domu po pracy,
      a ja tu zabawiałbym się z inną kobietą, to u ciebie właśnie wtedy
      wystąpiłaby konsternacja.
      -Ahaaa....
      Po dziesięciu minutach żona znów przerywa mężowi lekturę:
      -To znaczy, że gdybyś ty wrócił wcześniej do domu, a ja tu
      zabawiałabym się z innym mężczyzną...
      -Nie, nie, nie, kochanie, ja cię bardzo proszę! Ty nie myl kurestwa
      z konsternacją!

      No i cała prawda o mężczyznach...
    • koala_tralalala Gej? 17.12.08, 21:25
      Pracuje z gejami, dlatego znam wielu ktorzy maja zony i dzieci (sa
      wsrod nich osoby znane wszystkim Polakom)...
      Na podstawie tego co piszesz mysle ze jest bardzo prawdopodobne ze
      Twoj maz woli panow, ale z jakichs powodow (rodzina, zwyczaje,
      presja) ozenil sie. Takich malzenstw jest naprawde sporo.
      • moon_witch Re: Gej? 18.12.08, 15:29
        Moze byc tez i to.
        Prawda jest taka ze wiekszosc konczy jako biale malzenstwa
        wczesniej czy pozniej. Czlowiek nie jest wydolny wtym cale swoje
        zycie.

        Jezeli maz narzeka na brak sil i przemeczenie to moze brak mu
        hormonu testosteronu. Moglby pojsc po taki do lekarza, wielu
        mezczyznom jest brak tego hormonu.
    • seksuolog Zdrowie czarno na białym 18.12.08, 22:34

      Akurat powieszono artykul w ktorym jest czarno na białym o wplywie
      wspolzycia na szeroko pojety stan zdrowia:

      zdrowie.onet.pl/1523134,2042,0,3,,czy_naprawde_seks_jest_zdrowy,seks.html
      • malakas Re: Zdrowie czarno na białym 18.12.08, 22:52
        Czarno na białym? Zaiste rozczarowałem się Kolego Waszym
        bezkrytycznym stosunkiem do tzw. "badań"
        Stek bzdur, kompromitacja nauki
        • seksuolog Re: Zdrowie czarno na białym 19.12.08, 14:32
          malakas napisał:

          > Czarno na białym? Zaiste rozczarowałem się Kolego
          Waszym
          > bezkrytycznym stosunkiem do tzw. "badań"
          > Stek bzdur, kompromitacja nauki

          Walnij sam cos madrzejszego zamiast zwyklego bredzonka
          w ktorym sie lubujesz.
    • wredzioszek jedna osoba mowi brednie.kobieta w 19.12.08, 02:27
      Twoim wieku ma prawo pragnac seksu, a nie bialego malzenstwa.to zrozumiale ze
      masz takie pragnienie. więź trzydziestoparoletniej kobiety i mezczyzny powinna
      sie wyrazac rowniez w seksie. nie sluchaj osob ktore wulgaryzuja na forum to ze
      pragniesz seksu.masz do tego pelne prawo w swoim malzenstwie. a brak seksu dla
      kobiety w Twoim wieku moze byc wrecz cierpieniem. w pelni Cie rozumiem. pytanie
      co zrobic. moim zdaniem powinnas dokladnie przyjrzec się meżowi, czy aby nie ma
      kogos na boku. bądź uważna. ale nic mu nie mow dopoki nie bedziesz miala
      pewnosci ze jest uczciwy lub nie wobec Ciebie. tym bardziej ze mial juz jakis
      epizod. jesli wykluczasz kochanke, to pomysl czy rzeczywiscie nie jest
      przepracowany albo w depresji. cos tu jest nie tak. jestem tylko laikiem, ale
      uwazam ze trzydziestoparoletni zdrowy facet powinien chciec seksu. no , dobra.
      moze nie zawsze. ale z tego co piszesz to brak seksu stal sie rutyna. a czy u
      seksuologa byl w ogole jakis wniosek, czy tak po prostu zakonczyliscie wizyte...
      bo to tez jest istotne.wlasciwie to kto zdecydowal ze przestajecie tam
      chodzic...hm, nie wiem , przychodzi mi tez prozaiczne pytanie-czy dbasz o
      siebie, wiesz nigdy nie bedzie tak jak za czasow fascynacji mlodzienczej , ale
      mozecie tez tworzyc bogata wiez.czy dajesz mezowi szanse by widzial ze jestes
      zadbana,czy po prostu domagasz sie seksuw przyslowiowej barchanowej koszuli..nie
      odpowiadaj mi, tylko samej sobie.moim zdaniem zbadaj dokladnie jaka jest
      przyczyna ze Twoj maz tak Cie traktuje. co z nim sie dzieje. oszukuje? jest
      chory na depresje? znajac przyczyne bedziesz mogla cos moze wymyslic.
      rzeczywiscie zgadzam sie ze seks to nie wszystko, ba moze byc przyczyna
      ryzykownych , złych decyzji.ale jednak wspieram Cie w tym że masz prawo do seksu
      w malzenstwie teraz a nie za 100 lat. zbadaj sprawy, musi byc jakies
      wyjasnienie.rzeczywiscie polecam Ci takze forum "brak seksu w malzenstwie".
      wpisz te slowa w google a znajdziesz. aha, piszesz ze u was chlod, no ale jesli
      obydwoje zrobicie jakis wysilek by sie na nowo odnalezc to chyba mozna to
      zmienic. ja mam ciagle wrazenie ze nie zbadalas swojego malzenstwa do konca. czy
      warto ciagnac- warto- ale musicie we dwoje sie przykladac. trzeba rozmawiac,
      trzeba sie zmieniac, trzeba sie sluchac. no ale musicie miec zalozenie ze jest
      miedzy Wami rozmowa, to ona buduje bliskosc. zycze Ci by wszystko sie dobrze
      ulozylo, i bys mogla cieszyc sie udanym seksem ze swoim mezem. pozdrawiam.
Pełna wersja