26_ona_kasia
18.12.08, 21:49
Chciałabym napisać o pewnej przypadłości, która mnie obecnie dotyka.
Jestem wykształconą osobą, atrakcyjną z zewnątrz kazdy by pomyślał,
ze niczego mi nie brakuje. Mam wspaniałych przyjaciól i dla nich
jestem otwarta, rozrywkowa, rozesmiana niczym dusza towarzystwa, a...
w pracy lub wsród ludzi, którzy nie sa moimi znajomymi nie umiem
tak sie zachować. SPINAM się, denerwuje... nie potrafię się
wyluzować, a w konsekwencji czuję niechęć innych osób do mnie. Nie
umiem normalnie zagadać, na luzie rozmowy żeby nie brzmiała
sztucznie. Staram się być soba, ale... no własnie nie jestem!
Niedawno zaczelam prace w nowej firmie. Tak jak w poprzedniej
odczywam dyskomfort z powodu ludzi, którzy mnie otaczają. Nie
wszystkich, ale więszkości... Zdarzają się tylko pojedyncze
jednostki w tłumie, z którymi czuje się swobodnie i moge pogadac nie
mysląc ze oni źle mnie odbierają lub odbiorą lub czy polubią czy
nie. Zauwazylam, że to sa ludzie b wyluzowani i "nie oceniający". A
reszta po prostu mam wrazenie jakby mnie nie lubiła i uwazala mnie
za dzwiną osobę. A przeciez tak nie jest! Jestem normalna, kochają
mnie przyjaciele... Nie rozumiem tego. To mnie męczy. W konsekwencji
zamykam się w sobie i jest jeszcze gorzej, bo zaczynam tak sie bać
tych ludzi, ze uciekam... od kontaktu.
Kiedys (w poprzedniej pracy) powiedzialam sobie, że musze sie
przełamać i spróbowac polubić tych ludzi, wkupić się i probowałam..
wyjechalam na wyjazd sluzbowy, ale był to najgorszy mój wyjazd w
zyciu! Rozmawialam tylko z 1 osobą - i to z facetem, który na mnie
leciał!, a reszta to miałam wrazenie jakby rozmawiala ze mną z
łaski. A przeciez nic im nie zrobiłam!!! chciałam ich lubić!!! byłam
miła!!! zawsze jestem miła!!! a czułam, że męczyło ich moje
towarzystwo, denwerowała ich moja obecnosc...
Pisze teraz na forum to, bo juz nie radze sobie w kolejnej pracy
podobnie jest, wiec cos w tym jest! ale co??? moze mi cos
poradzicie???prosze...