46 lat ,czy to juz koniec?

20.12.08, 10:18
Moze to głupie co pisze ,ale mam doła.
Nie mam na nic siły ,nic mi sie nie chce .Jestem juz starucha ktora
nie widzi sensu zycia .Dwoje dorosłych dzieci i maz(alkocholik)stale
niezadowolony i poirytowany.
Wszyscy mi mowia (swietnie wygladasz ,nie wygladasz na swoje
lata ,jestes jeszcze mloda ).Ja nie moge na siebie patrzec .
Juz wiem ze nic dobrego w zyciu mnie nie spotka .Po co to ciagnac?
Najgorsze jest to ,ze w zyciu codziennym stale gram ,nie jestem
soba ,udaje ,klamie ,robie wszystko zeby inni byli zadowoleni .Ale
juz nie mam sily .Jestem tchorzem nie mam odwagi mowic prawdy ani
mezowi ,ani dzieciom .Udaje ze jest ok ,nikt nawet nie domysla sie
co siedzi w mojej glowie .Zycie nie daje mi radosci .Chcialabym
zasnac i nigdy sie nie obudzic
    • pielgrzym_dnia_wczorajszego Re: 46 lat ,czy to juz koniec? 20.12.08, 10:54
      Znajdź ośrodek leczenia uzależnień i idź na terapię dla współuzależnionych.
      A na początek przeczytaj "Koniec współuzależnienia".
      • kabronka Re: 46 lat ,czy to juz koniec? 20.12.08, 11:39
        jeżeli piszesz to co piszesz ,to znaczy ze rozumiesz o czym mowie
        Od dawna myslalam o tym ,ale brak mi sil zeby wogole isc
        gdziekolwiek ,ale Twoja rade wzielam sobie do serca dziekuje
    • shangri.la Re: Nie:) 20.12.08, 11:18
      Każdy moment jest dobry, aby zmienić w swoim życiu coś, na lepsze;)
      Nie słuchaj bredni o "współuzależnieniach", to wymysł nawiedzonych psycho,
      którzy wmawiając ofiarom ludzkich niegodziwości poczucie winy, chcą sobie
      pomnożyć klientów!

      Dzieci odchowane, zdrowie i uroda Ci dopisują, niejedna kobieta Ci pozazdrości:)
      Pana małżonka wyślij na terapię , a sama ciesz się życiem.
      Pozdrawiam i trzymaj się:)
      • pielgrzym_dnia_wczorajszego Re: Nie:) 20.12.08, 11:25
        Problemy psychologiczne rodzin alkoholików są przedmiotem badań od lat czterdziestych dwudziestego wieku.
        W państwowych ośrodkach leczenia uzależnień terapia dla współuzależnionych jest jedną z dwóch obowiązkowych i zawsze finansowanych przez państwo (oprócz oczywiście terapii dla uzależnionych).
        Nie jestem psychologiem, ani terapeutą, problem poznałem niestety z własnego doświadczenia.
        Twoja rada to zwykły bełkot i pseudopocieszanie przypominające mówienie osobie w depresji "weź się w garść, ptaszki ćwierkają".
        • kmsanczia Re: Nie:) 20.12.08, 14:14
          'Współuzależniony' to jak sama nazwa wskazuje ktoś kto też pije. ;)
          Nie słuchaj pseudo-psycholi, bo to teoretycy. Deprecha nie jest niczyją winą, to
          się po prostu dzieje, a przyczyny są różne. Wiek nie ma tu nic do rzeczy, miałam
          to samo w wieku 25-28 lat. Wyszłam sama, bez psychotropów i jakichkolwiek leków,
          psychole poza wyciągnięciem kasy nic nie zrobili. Pomaga wyjście do ludzi, ale
          nie mających podobne problemy, tylko 'normalnych'. To jest powolny proces,
          czasem euforia, czasem wraca się na dno ale nigdy nie tak głęboko.
          Pozdrawiam i 3maj się. :) Dasz radę, nawet jeśli w to nie wierzysz.
          ps. Odpływanie w sen i nierealne marzenia nie jest dobre, chociaż wiem że
          chwilowo pomaga. Staraj się odnajdywać radość w prostych czynnościach. Mi
          pomogło prasowanie. ;)
          • sankanda Re: Nie:) 20.12.08, 14:34
            > 'Współuzależniony' to jak sama nazwa wskazuje ktoś kto też
            pije. ;)

            Bzdura ! Podjecie przez te kobiete terapii w swoim interesie jest
            niezbedne. A nazwe to ty po swojemu zinterpretowalas....
            "Dasz rade nawet, jak nie wierzysz ..." i dalej lecisz ten belkot,
            bo w koncu komp ciagnie tyle, co zarowka, a ty masz i tak swoje
            zycie.
            Wstydz sie, "pocieszycielko".
            • kmsanczia Re: Nie:) 21.12.08, 22:14
              sankanda napisała:
              > Bzdura ! Podjecie przez te kobiete terapii w swoim interesie jest
              > niezbedne. A nazwe to ty po swojemu zinterpretowalas....

              Masz z tego jakąś kasę? ;)
              Kobieta pisze dość długi post, o wieku, o beznadziejności, o tym że nic ją już w
              życiu nie spotka - typowa deprecha. A wy widzicie tylko męża alkoholika...
              ciekawe... To jest forum dla żon alkoholików? ;)

              > "Dasz rade nawet, jak nie wierzysz ..." i dalej lecisz ten belkot,
              > bo w koncu komp ciagnie tyle, co zarowka, a ty masz i tak swoje
              > zycie.

              Jasne. Wpadłam tu przypadkiem i zobaczyłam że człowiek ma podobny problem który
              sama miałam I SOBIE PORADZIŁAM. Skreślam kilka słów pod wpływem impulsu - może
              pomogę? A tu chamskie trolle się wcinają, no nieźle. Do niej pisałam, niech
              zrobi z tym co chce. Basta.

              > Wstydz sie, "pocieszycielko".

              Nie mam czego. Byłam tam gdzie ona, wyszłam z tego, żadna ściema. Life goes on i
              ona kiedyś będzie żyć normalnie. Na pewno nie pomoże jej wmawianie, że picie
              męża jest jej winą. I na piciu męża jej świat się nie kończy. Wiele czynników
              składa się na depresję.
              • pielgrzym_dnia_wczorajszego Re: Nie:) 22.12.08, 00:31
                Ona całkiem prawdopodobne ma problem. Picie męża nie ma już żadnego znaczenia. Nie jest jej żadną winą, nikt Autorce tego nie wmawiał, nie mam pojęcia jaka pokręcona logika doprowadziła Cię do tego wniosku. I jak możesz pisać, że "byłaś tam, gdzie Autorka"? Skąd wiesz, gdzie ona jest? Tak to już niestety jest, że pijący partner działa destrukcyjnie na bliskich - i to niestety jest ich problem, który często nie ustępuje NAWET po wytrzeźwieniu/śmierci alkoholika.
              • sankanda Re: Nie:) 22.12.08, 12:00
                to cudownie, skoro Tobie udalo sie wyjsc z dalu samodzielnie.
                niestety, na ogol kobiety uzaleznionych od alkoholu i agresywnych to
                ofiary, ktore bez wlasnej, swiadomej woli, wpieraja uzaleznienie
                kompana i cierpia na to samo, tylko inaczej. dlatego terapia dla
                osobny zyjacej z alkoholikiem okazuje sie skuteczniejsza od leczenia
                samego alkoholizmu. nastepuje zmiana w osobie "uzaleznionej od
                uzaleznionego" i bardzo czesto ma to pozytywny wplyw na zachowanie
                uzaleznionego. wiesz, punkt widzenia na temat ofiar np. w pracy, w
                zyciu rodzinnym, towarzyskim troche sie zmienia. o ile trudno jest
                nie wspolczuc osobie moralnie cierpiacej, to jednak trzeba
                zaakceptowac mysl, ze ofiara jest wspoltworca swojego losu, na ktory
                podswiadomie sie godzi. Ty potrafilas sie oprzec i stanac na
                wlasnych nogach, ale na ogol kobietom jest trudno wyjsc
                samlodzielnie z blednego kola.
    • kaa.lka Re: 46 lat ,czy to juz koniec? 20.12.08, 11:21
      mnie sie dzisiaj snil wiadukt kolejowy,bardzo wysoki taki. zelazna
      droga, powiedzmy nad przepascia miejska.nie byly to jakies widoki
      ekstra. raczej takie popularne, ale bardzo wysokie widoki.no w
      kazdym razie wiadukt jak sie patrzy

      nie chcialam juz jednak ciagnac tego snu, bo partner senny(nota bene
      pisze sie alkoholik a nie alkocholik) nie umial lezc przez ten
      wiadukt. opieral sie i choc mowie mu, ze ma skrzydla itd.
      to on, ze nie, bo nie wierzyl mi (on nie jest alkoholikiem tylko
      niewiernym).
      w sumie wiec, rozumiem Twoje zniechecenie, Broniu, lecz gdy sama
      zesnisz na amen to czy bedziesz umiala wrocic?a i czy we snie
      czy na jawie warto snic jak sie ma upiornego partnera?



      tak juz zupelnie na boku to powiem Ci ze masz pewnie syndrom
      swiateczny.
      no to wspolczuje
      pozdrawiam
      ka







    • mona.blue Re: 46 lat ,czy to juz koniec? 20.12.08, 14:47
      Idź na terapię dla współuzależnionych,nie słuchaj tych co Cię
      zniechęcają.

      Ja przeszłam taką terapię, była ona bardzo fajna i owocna.

      Jeszcze dwa lata temu mogłabym napisać to co Ty.

      Dzisiaj jestem już po rozwodzie, naprawdę zadowolona z życia, może
      nawet szczęśliwa.
      • mona.blue Re: 46 lat ,czy to juz koniec? 20.12.08, 14:48
        I też bardzo polecam książkę "Koniec współuzależnienia" Mellody
        Beatie, w swoim czasie nie rozstawałam się z nią, jest świetna i
        bardzo pomocna.
    • kol.3 Re: Definitiwny. 20.12.08, 17:48
Pełna wersja