kenna
30.12.08, 03:43
Może najpierw zarysuję kontekst sytuacji.
Moja rodzina nie jest patologiczna, przynajmniej tak mi się wydaje. Studiuję w innym mieście od kilku lat, przyjechałam do domu na święta. Od samego mojego przyjazdu mama codziennie robi mi awantury. O powodach nie będę się rozpisywać są, hm... błahe. Chciałam jeszcze dodać, że te awantury wyglądają zwykle tak, że ona krzyczy, wyzywa mnie, czasem zdarza się jej uderzyć mnie, a ja siedzę i słucham, no bo co mam niby robić innego.
Minęło pół godziny od dzisiejszej awantury. M wchodzi do mojego pokoju i mówi, żebym więcej nie wkładała swoich ciuchów do pralki jak jestem w domu. Pytam się o co jej chodzi??
Mama: bo ja się brzydzę tobą i nie chcę prać ubrań swoich i twojej siostry razem z twoimi.
Ja; ???????
Mama: bo ja wiem, że ty jesteś k*rwą, puszczasz się na prawo i lewo, ja cię znam. Dlatego brzydzę się tobą. Nie chcę dotykać twoich ubrań zapaskudzonych przez różnych mężczyzn.
...
trochę mnie zamurowało, ale nie pierwszy raz usłyszałam coś takiego (w sprawie zasadności oskarżeń - jestem zaręczona od kilku lat i nie, nie puszczam się).
Ja; mamo, czy ty mnie chcesz obrazić czy o co ci chodzi?
M: nie, ja mówię szczerą prawdę. I poza tym, jak się odnosisz do matki? więcej szacunku gó...aro.
W ogóle, trochę mi głupio, że o tym piszę na forum... ale z drugiej strony... cholernie się wstydzę opowiedzieć o moich stosunkach w domu komukolwiek, a jednak, mimo wszystko, coś takiego potrafi zaboleć. Muszę sobie gdzieś ulżyć.
I pytanie? Co ja mam robić??? Jak na coś takiego reagować? Jasne, mogę zerwać kontakty... ale jednak to jest moja mama.
Najbardziej boli mnie to, że po kłótni, kiedy potrafi powiedzieć mi coś takiego, ewentualnie użyć argumentu: "masz zrobić tak a tak albo przywalę ci w ten głupi ryj" twierdzi, że nie mam do niej należytego szacunku, bo np zbywam to milczeniem albo wychodzę jak do mnie mówi.
Proszę, bardzo proszę o pomoc :(((