Milion kłopotów, jak sobie poradzić

06.01.09, 17:51
Chciałem sie wyzalic, a nie mam nikogo zaufanego, zeby opowiedziec swoja
historie. Jesli powiem dziewczynie, to wiem, ze w przyszlosci wykorzysta ten
fakt, tą wiedze przeciwko mnie, w jakiejs kłotni, itp. wiec odpada. Przyjaciół
nie mam, kolegów, kolezanek = az za duzo. Nevermind.

Sprawa ma sie tak, ze jestem w patologicznej rodzinie. Tzw. Z dobrego domu,
ale patologiczna. Ojciec pracoholik, wiecej go nie ma niz jest, czasami
chcialbym z nim pogadac, ale jak juz jest, to dziwnie mi podjac jakikolwiek
temat. No i problem, bo mamy duzy majątek, jednak tez są duze długi. Dzwonia
wierzyciele, przysylaja listy, raz na jakis czas policja, komornik. Jestesmy
wyplacalni, tylko kwestia jakiegos pecha, raz kasa za pozno przychodzi z
banku, raz sie ktos pomyli, ciagle cos, jakies wydatki i ciagna sie drobne
sprawy. Matka alkoholiczka, pije jak sa okazje, czasami po kilka dni. Brat
narkoman, niby ogarniety, niby wszystko ok, ale pali trawke, ataki agresji. No
i ja, 21 lat, studiuje, bez nałogów, ogolnie lubiany itp.

Problem, ze nie moge sie połapac w tym wszystkim, nie moge sie odnaleźć.
Kłótnie w domu to codziennosc. Nie nastawiam budzika nawet, bo od rana sie
zaczyna. Czasami, raz w tygodniu jakas wieksza jazda, ala krzyki na caly blok.
Masakra.

Próbuje sie uczyc, ale jest ciezko pod taka presja, nie czuje sie bezpiecznie,
nie czuje sie dobrze. Narazie nie pracuje, mam tam swoje zaskurniaki z
drobnych sprzedazy internetowych, ale to starcza ledwo na uczelnie i drobne
wydatki typu kino.

Jestem psychicznie rozwalony, bo nie mam jako takich mozliwosci urwania sie z
tego domu. Mysle nad podjeciem pracy i wynajęciem jakiegos lokum, ale to nie
jest takie latwe.

Problemy w rodzinie, cala ta sytuacja odbija sie tez na moim zwiazku, co
prawda jestesmy dopiero rok ze soba, ale jest to w miare "powazna" sprawa.
Zdaje sobie z tego sprawe, ze mimo moich wysilków, niektore rzeczy jednak
przechodza na moje zycie prywatne, jestem czasami wybuchowy.

Ciezko mi sie skupic, uczyc, uciekam od problemów, boje sie ich rozwiazywania,
rozmowy. Najlepiej to bym siedzial sam. Zeby mi nikt nad uchem nie gadal.

Podsumowujac, przerabane, wiem, ze to smutki, ze zale, zapewne zaraz posypie
sie krytyka, ale powiem Wam szczerze, ze jest naprawde ciezko. Staram sie to
jakos ukladac, staram sie zbierac, ale teraz kazda klotnia dziala na mnie
demotywująco. Po prostu w mig odechciewa sie wszystkiego.

Czy mial ktos kiedys podobna sytuacje? Jak z tego wybrnąć? Wyjedz z domu,
zamieszkaj sam, pracuj itp. to jest latwo powiedziec, ciezko zabrac sie nagle.
Ciezko cholernie z tym wszystkim. Jedyny plus, ze szanuje swoje zycie, nie mam
zadnych mysli samobójczych, ale to zrezygnowanie, ta niemoc rozwala mnie na
maxa. Prosze o jakies rady, opinie, pomoc.
    • ca-ti Re: Milion kłopotów, jak sobie poradzić 06.01.09, 22:11
      A myślałeś o psychoterapii?

      Opisujesz bardzo złożoną i trudną sytuację rodziną. Nie ma tutaj
      prostych rad typu: "zrób to, zrób tamto, a będzie dobrze".
      W Twojej rodzinie źle się dzieje i sam to widzisz. Nie zmienisz
      życia swoich rodziców, swojego brata, możesz jedynie zmienić swoje.
      Zmiana życia to niekoniecznie zmiana miejsca zamieszkania, choć to
      też jest wyjście. Ale dopóki nie zmienisz czegoś w sobie, w tym
      nowym miejscu będzie z Tobą cała Twoja rodzina, te krzyki, awantury,
      ci komornicy, alkoholizm matki i pracoholizm ojca, ta cała
      patologia. One będą w Tobie. Będą w Twoich relacjach z ludźmi, w
      Twoich emocjach. Dlatego warto, żebyś zadbał o siebie i zmienił
      podejście do tych spraw. Zmienił schemat, w jakim żyjesz, nabrał
      dystansu. To niełatwe, ale możliwe.
      Bardzo gorąco polecam Ci psychoterapię.
    • zlotyswit Re: Milion kłopotów, jak sobie poradzić 07.01.09, 07:25
      Potrzebujesz własnej przestrzeni.
      Sam hałas potrafi być bardzo męczący, zwłaszcza w blokach z wielkiej płyty które
      są prze... pod tym względem, czasami jest to niemalże gwałt na uszach, tą sprawę
      załatwisz zagłuszając je muzyką. Proponuję słuchawki na uszy by nie przeszkadzać
      innym domownikom w kłótni.
      Własna przestrzeń też jest ważna więc radził bym się zamykać na klucz a jeśli
      takiej opcji nie ma to kupić sobie duże biurko.
      W związku radził bym Ci trochę szczerości by choć w części wytłumaczyć swoje
      zachowanie. W końcu może się okazać że zachowujesz się irracjonalnie z
      bliżej-nie-wyjaśnionych-przyczyn i obudzisz się z ręką w nocniku :]
      • facettt A ja tradycyjnie :) 07.01.09, 09:07
        zlotyswit napisał:

        tą sprawę załatwisz zagłuszając je muzyką.




        A ja tradycyjnie : - radzilbym zamienic "tą" i "tę".

        Poprawnie powinno byc (raczej) tak :)

        " tę sprawę załatwisz zagłuszając ją muzyką".
    • tugenna Re: Milion kłopotów, jak sobie poradzić 07.01.09, 08:49

      Wspolczuje bardzo
      sa dwa wyjscia
      albo bedziesz dbal o wlasne dobro i obierzesz sobie cel- jednak
      uwolnic sie, wyprowadzic z tego toksycznego domu

      albo poszukasz pomocy dla siebie i calej rodziny, choc bedzie Ci
      jeszcze ciezej, zacznij od terapeuty, zapytaj o porade

      czy jestes na to gotowy?
      przeciez jestes mlodym czlowiekiem i masz prawo zyc wlasnym, w miare
      beztroskim zyciem


      uciekaj, kupno sluchawek to nie jest wyjscie
      uciekaj, dopoki ta chora sytuacja nie stanie sie Twoja wlasna norma
      rozmawiasz o tym z dziewczyna?
      czy mozesz jej zaufac, moze opowiedz o problemie Twojej rodziny
      ktos z zewnatrz inaczej spojrzy na problem

      u Ciebie wyczuwam wstyd i wyuczona bezradnosc
      musisz dzialac
      bo popadniesz w gleboka depresje
      • blu_blue Re: Milion kłopotów, jak sobie poradzić 07.01.09, 11:03
        Trudna sytuacja. Bardzo mi Cię żal młody czlowieku ale obawiam, że
        nic nie zmienisz , biznes to wielkie ryzyko i by odreagować bardzo
        często przedsiębiorcy piją . Wiem co piszę, jestem żoną biznesmena i
        już prawie alkoholika. Na to by nie pił nie mam wpływu, ma swoje
        pieniądze i sam decyduje na co wydaje. Wielka szkoda, że matka
        popadła w alkoholizm, mogłaby Cię wesprzeć w twoich kłopotach. A
        jeśli chodzie o zwierzenie się dziewczynie to pamiętaj, że cokolwiek
        powiesz komuś o sobie , prędzej czy póżniej wykorzysta to przeciwko
        Tobie. Proponuję jednak spróbować się usamodzielnić chocby na tyle
        ile to możliwe. Powodzenia.
    • kubekja Re: Milion kłopotów, jak sobie poradzić 08.01.09, 00:50
      Dziekuje wszystkim za rady, ciepłe słowo, milo to sie czyta.

      Mam swoje przemyslenia na ten temat, ogolnie staram sie byc inni, niz moja
      rodzina. Mowiac szczerze, to jestem ich przeciwienstwiem w wiekszosci sprawach.
      Rozumiem wszystko co sie dzieje, widze jakie problemy są w mojej rodzinie, mam
      na uczelni przedmioty ktore wskazuja mi po kolei kazdy blad jaki tu zaistniał i
      boli mnie to tym bardziej. Narazie nie poddaje sie temu wszystkiemu, ale jest
      coraz ciezej. Za duzo rzeczy na glowie. Martwie sie o duzo rzeczy, a raczej co
      innego powinienem miec w glowie. Mysli mam zaprzatniete jakimis głupotami,
      zastanawiam sie jak tu uciulac pare groszy, zeby ich nie narazac na kolejne
      koszta, zeby ich o nic nie prosic. Jak patrze na piramide Abrahama Maslowa to
      płakac mi sie chce.

      W ogole czytajac moje wypowiedzi sam widze ten chaos i zagubienie. Zdaje sobie z
      tego wszystkiego sprawe i to coraz bardziej. Czasami chyba lepiej byc
      nieswiadomym...

      Gdybym nie mial studiów, wyjechałbym na rok, moze dwa do Anglii, czy gdzies.
      Ogolnie jestem ostatnia osoba, ktora chcialaby zostac emigrantem, ale wiem, ze
      to by mi pomoglo. Napewno na jakis czas i psychicznie i finansowo. Jednak teraz
      jestem troche w kropce, nie mam zadnych perspektyw zeby sie wyrwac. Powoli
      rozgladam sie za praca, staram sie poukladac pewne podstawowe sprawy.

      Zdaje sobie sprawe, jakie to zaslosne sie tak zalic, ze ludzie maja miliony
      innych gorszych spraw na glowie, tragedii itp. To mnie trzyma troche na duchu,
      ze moze byc gorzej, wiec ciesze sie z tego co mam.

      Sprawa terapii, zastanawialem sie, rodzinna napewno odpada, ze niby jak mialbym
      im powiedziec? Ej, jestescie chorzy, my jestesmy, wszyscy, chodzmy sie leczyc?
      Wysmialiby mnie :) Zasntawialem sie nad indywidualna, ale tez nie widze sensu.
      Wiem, ze moge to sam zrobic, jeszcze nie wiem jak, ale wiem, ze dam rade. Jedna
      depresje juz przeszedlem, stad moje 'bardziej pozytywne nastawienie do swiata'.
      Moze wlasnie dzieki temu, ze sam przezylem tą depresje (stwierdzona u lekarza, u
      rodziców raczej nie zaakceptowana, wymyslona), uzmyslowilem sobie wiele waznych
      spraw w zyciu? Ciesze sie, ze mam to juz za soba :) a te mini 'depresje' jesli
      mozna je tak nazwac to nie problem.

      Sam sie sobie dziwie, ze tyle pomagam innym staram sie postawic w ich sytuacji.
      W ogole za duzo pomagam, za duzo mnie wszedzie. Czasami tego zaluje. Czasami
      wole byc sam. Zdecydowanie wole wszystkie zadanie robic sam, jestem
      indywidualistą. WIem, ze inni nie zaangazuja sie w ta prace odpowiednio, tak
      jak ja, ze beda zbierali laury, mimo ze to ja odwaliłem wiekszą robote. Zawsze
      tak bylo. I nie chodzi o to ze komus nie chce pomoc, lub zle zycze, po prostu
      zle sie z tym czuje. Moze wlasnie dlatego, ze jestem niedoceniony? Żałosne,
      czuje sie zalosnie to wszystko piszac. Ale lezy mi na sercu, i ciach wale tu.
      Moze komus sie nudzi i przeczyta?

      Pracuje nad swoja asertywnoscia, ciezka sprawa. Lubie pomagac, ale widze jak
      ludzie to wykorzystuja, przyjmuja juz za pewnik, ze zrobie to za nich, ze pomoge
      itp. Cholery blad z dziecinstwa. Nauczka. Kiedys jedna starsza pani powiedziala
      mi dobra rade: jesli masz miekkie serce, musisz miec twarda dupe. Ot co.

      Przepraszam wszystkich, ze tak smuce, ale juz mi lepiej :) Moze czytajcie tylko
      pierwszy i ostatni akapit.

      Naszla mnie taka mysl na koniec, ze "po burzy zawsze wychodzi slonce". Czekam
      cholernie na to slonce, a tylko burza jest. Przyjdzie wkoncu, prawda?
Pełna wersja