jak żyć w takiej "rodzinie"?

13.01.09, 20:04
Poznałam S. 8 lat temu, miał wtedy żonę i dwójkę dzieci, fakt,
przyczyniłam się do rozbicia rodziny, ale byłam wtedy młoda
głupia i mocno zakochana, tłumaczyłam sobie, że prędzej czy później
odejdzie od żony bo twierdził, że miłość dawno
się wypaliła, zanim mnie poznał miał też romans w pracy, on miał
firmę, jego żona mimo, że miała wtedy 30 lat nigdy
nie pracowała, używała jego pieniędzy a jak przychodził z pracy to
nawet obiadu nie miał ugotowanego.
Zaczęłam od tego, żebyście wiedzieli dlaczego nie jestem
akceptowana. Po 2 latach znajomosci urodził się nam syn.
S. exs żonie kupił mieszkanie w jej rodzinnej miejscowości, z ich
domu wzięła wszystkie rzeczy, meble no i samochód.Mogła
cały czas tam mieszkać ale wolała się wyprowadzić.
Po rozstaniu z S. nadal nie pracowała a stać ją było na normalne
życie. Nie wnikam ile S. dawał co miesiąc na dzieci.
Regularnie odwiedzał, kupował prezenty, przyjeżdżały do nas na
weekendy, ferie, wakacje i gdy były chore.
Rok temu S. i jego rodzicom otworzyły się oczy na eks żone, już nie
będę rozpisywać się dlaczego, ale moje zdanie okazało]
się trafne, ale mimo wszystko gdybym mogła cofnąć czas z tym rozumem
co teraz to bym nie wiązała się z S.
eks ma teraz odebrane prawa rodzicielskie a dzieci mieszkaja syn z
tata a corka z rodzicami S.
O ile przyzwyczaiłam się do tego że w rodzinie S. jestem traktowana
jakby mnie nie było o tyle nie mogę się pogodzić
z tym że nie mają kontaktu z naszym 6 letnim synem, który niczemu
nie jest winien. W tej chwili nie zdaje sobie sprawy z wielu
rzeczy, myśli że ma tylko jedną babcię (moją mamę) ale za parę lat
będzie widział, że jego przyrodnie rodzeństwo jest
często u dziadków, są zabierane na różne zajęcia dodatkowe, jeżdżą
na zagraniczne wakacje z dziadkami, dziadkowie dbają żeby
tamte dzieci wszystko miały, pamiętają o urodzinach itp. nasz syn
jakby nie istniał. Jak przyjeżdzają po S. syna albo
go z kąś przywożą, nie wejdą nawet na chwilę zobaczyć co u naszego
syna nie mówiąc już o tym że naszego syna nie wezmą tylko
przyjeżdżają po tamtego wnuka, przez telefon też nigdy S. się o
niego nie
zapytają, za to czy z tamtym synem dobrze to po kilka razy mogą
dzwonić i osobiście też proszą do telefonu, takich przykładów
gdzie mi przykro jest dużo, nie chcę żeby mój syn czuł się gorszy,
odtrącony a wiem że tak będzie i nie wiem jak to wpłynie na jego
psychikę. Ciężko mi żyć w takiej "rodzinie"
Zrobiłam błąd zakochując się w żonatym mężczyźnie, poza tym jestem
dobrą kobietą, nie mam żadnych nałogów, pracuję,
jestem domatorką, nie wydaję pieniędzy na głupoty, nigdy od S. nie
brałam pieniędzy jak jego eks na swoje konto
jak nie miałam pracy bo urodziłam to dostawałam na codzienne zakupy,
jak potrzebowałam jakiś ubiór to prędzej
mamę poprosiłam żeby mi dała niż S. S. nie widzi żadnego problemu,
twierdzi, że jego rodzice kochają naszego syna,
ale przecież oni nawet za bardzo go nie znają, czy ktoś kto kocha
wnuka widuje go ze 2 razy w roku po kilka minut?
Mimo że mieszkają 5min. drogi samochodem od niego? Czy ktoś ma
podobnie? Jak takie relacje mogą wpłynąć na mojego syna?
On właściwie zna tylko moją rodzinę.
    • cara.mordsith Re: jak żyć w takiej "rodzinie"? 13.01.09, 20:17
      nie chcę być złym doradcą, ale powinnaś chyba powiedzieć o wszystkim temu S., niech wie, co się dzieje, że jego tłumaczenia Cię nie przekonują i powiedz mu, dlaczego tak jest.
      • toja7921 Re: jak żyć w takiej "rodzinie"? 13.01.09, 20:37
        już nieraz rozmawiałam, jak pisałam on nie widzi problemu. Często
        myślę o odejściu, żeby syn nie miał złych wzorców, jak on w tym się
        wychowa od małego będzie myślał, że tak musi być, może jak będzie
        miał swoją rodzinę nie zbuduje normalnych relacji. Marzę o normalnej
        rodzinie, gdzie się nawzajem odwiedzamy i pomagamy. Teraz jest tak,
        że S. jeździ do swojej rodziny sam a ja do swojej z synem, do nas
        nikt nie przychodzi. moja rodzina od niedawna przestała przyjeżdżać.
        • moon_witch Bardzo dramatyzujesz. 13.01.09, 20:41
          Owszem to duzy problem, ale nie do tego stopnia aby sie rozejsc.
          Moze zapros jego rodzine na urodziny twojego syna i delikatnie
          zwroc uwage ze to takze dziecko ich syna.
          • marzeka1 Re: Bardzo dramatyzujesz. 13.01.09, 20:48
            Twoja historia pokazuje, jak często ludzie sami pakują się w dziwny układ, a
            potem si e dziwią, na dodatek fundują taki układ dziecku. Ponosisz po prostu
            konsekwencje związania się a takim panem.
            • toja7921 Re: Bardzo dramatyzujesz. 13.01.09, 20:56
              Każdy człowiek popełnia błędy, ale nie zrobiłam czegoś tak
              strasznego, że muszę do końca życia teraz cierpieć i jeszcze
              niewinne dziecko, ja nie mam potrzeby mieć z nimi kontaktu, mi
              chodzi tylko o dziecko. Ile małżeństw się rozpada z różnych powodów,
              później zakładają nowe rodziny a jednak rodzice (niektórzy nie
              odrazu) zaakceptują nową partnerkę/partnera nie mówiąc już o wnukach
          • toja7921 Re: Bardzo dramatyzujesz. 13.01.09, 20:50
            oni nawet nie przyjdą do przedszkola na przedstawienie z okazji dnia
            babci i dziadka a co dopiero na urodziny, poza tym jak mam zaprosić
            gdy dzwonią do naszego domu a ja odbiorę to mam odkładaną słuchawkę.
            To że jest synem ich dziecka to dobrze wiedzą, je nie chcę zmuszać
            kogoś do podstawowych zachowań.
            • moon_witch Re: Bardzo dramatyzujesz. 13.01.09, 20:54
              Oni cie po prostu Olewaja! Jako kogos kto wszedl w rodzine syna i
              te rodzine rozwalil.A przeciez to nie jest cala prawda. Bardzo
              dziwni ludzie. Rozumiem ze ci bardzo przykro. Ale w tej sytaucji
              jedynym kanalem komunikacji pomiedzy wami, a dziadkami jest twoj
              maz. Od niego zacznij.

              Zachowanie dziadkow jest bardzo chamskie.
            • cara.mordsith Re: Bardzo dramatyzujesz. 13.01.09, 22:40
              wiec powiedz mezowi, zeby zaprosil swoich rodzicow na urodziny wnuka i tyle. niech cos tam pogada, jaki to synek swietny, jak to jest z niego dumny i tak dalej moze im sie oczy otworza. i naprawde pogadaj z tym facetem jeszcze raz. to jest facet, do niego aluzje nie dotra, tu trzeba prosto z mostu inaczej nie zrozumie problemu. przedstaw mu wszystko po kolei to, co napisalas tutaj na forum - ze dziecko z jego pierwszego malzenstwa jest zabierane na wyjazdy, ze dziatkowie dbaja aby mial wszystko, ze pamietaja o urodzinach i tak dalej, a waszemu dziecku nie dostaja sie nawet ochlapy z panskiego stolu, ze trzeba to zmienic, ze i jeden i drugi chlopczyk to jego dzieci wiec ma dupe ruszyc i to zalatwic zanim bedzie za poxno. tylko przedstaw to spokojnym, rzeczowym tonem, bo jak zaczniesz damatyzowac czy podejdziesz do tego emocjonalnie, to facet moze zle na to zareagowac. po prostu powiedz mu, ze to zly wzor dla obu chlopcow, ze obaj moga wyciagnac z tego mylne wnioski... no wlasnie, tutaj tez ty popelnilas maly blad - rozumiem, ze dbasz o dobro swojego rodzonego, ale ucierpiec na tym moga obaj chlopcy nie tylko twoj synek. pokaz, ze na obu chlopcach zalezy ci tak samo i dlatego domagasz sie rownego ich traktowania, ze oby chlopcow kochasz wiec nie chcesz, zeby ktorys byl faworyzowany a inny cierpial bedac odsuwanym przez dziedkow. wyjasnij mu, ze to zle wrozy bo poxzniej jeden z chlopcow bedzie egoista a drugi bedzie mial ciagle pod gore, ze to nie jest sprawiedliwe traktowanie a on jako ojciec powinien zadbac o odpowiednie wzorce dla swoich dzieci, w koncu to on tu u diabla jest glowa rodziny. i nie dramatyzuj, twarda badz.
    • moreno68 Re: jak żyć w takiej "rodzinie"? 13.01.09, 22:08
      Owszem rozumiem,że zachowanie rodziny męża jest przykre.Natomiast
      dla mnie bardziej irytujące jest zachowanie Twojego męża.Jego
      rodzina nie musi Cię lubić, trudno nawet czasami przekonac kogos do
      podstawowej grzeczności.Uważam jednak ,że dużo w tym winy Twojego
      męża.Jego rodzina Ciebie i syna lekceważy a on na to pozwala.Nie
      przeciwstawia się, nie daje jasnego sygnału,ze taka sytuacja jest
      niedopuszczalna.W przyszłości jego sym może również powielac
      zachowanie ojca.
      Nie rozumiem też dlaczego drugie dziecko z wami nie mieszka?Jakaś
      chora sytuacja powodująca wzajemne uzależnienia rodzinne.
      Widzę też w Tobie mało konsekwencji w działaniu.Myślisz o rozstaniu,
      a może najpierw należy konkretnie dosadnie dobinie stanowczo ;)
      powiedzieć mężowi czego nie akceptujesz i czego w zachowaniu od
      niego oczekujesz.Przyzwyczaiłaśich wszystkich trochę do takiej
      sytuacji i zgodzę się z dziewczynami, że poprostu Cię
      olewają.Powiedz to na spokojnie, może wypisz sobie wcześniej na
      kartce.Nie daj się poniesc nerwom, nalezy odbyc szczerą rozmowę.
    • nienill Re: jak żyć w takiej "rodzinie"? 15.01.09, 11:09
      toja7921 napisała:

      > Jak takie relacje mogą wpłynąć na mojego syna?
      zastanow sie jak wplynie na niego to, ze jego mam wscisnie go na
      sile w grupe osob, ktore go nie akceptują i traktują jak powietrze
      lub jak smiecia
      i bedzie spedzal "wspaniale wakacje za granicą" czując sie przez
      caly czas jak taki smiec.
      bo dziadkow nie zmienisz.


      jesli jest z Tobą, to widzi, że mama go kocha i to jest dla niego
      najwazniejsze.
      a że "dziadkowie" są, a sie nim nie interesują? pewnie bedzie mu
      przykro. tak bywa w zyciu i syn musi sie do tego predzej czy pozniej
      przyzwyczaic.
      od tego jestes, żeby (jesli bedzie taka potrzeba) z nim rozmawiac i
      pomoc sie z tym pogodzic. z odpowiednim wsparciem uda mu sie to na
      pewno
      • marzeka1 Re: jak żyć w takiej "rodzinie"? 15.01.09, 11:55
        W jak chory układ wdepnęłaś pokazuje tylko dziwna reakcja, a właściwie jej brak
        na takie zachowanie dziadków przez twojego męża. No i upolowałaś go i co z tego
        masz? cierpisz,że dziecko jest olewane przez dziadków, pewnie, że to przykre,
        ale co na to wszystko twój mąż????
    • mrsnice Re: jak żyć w takiej "rodzinie"? 15.01.09, 11:58
      ja bym na Twoim miejscu olała takich dziadków. Nie, to nie. Twój syn
      ma swoją rodzinę - Twoi bliscy i nie będzie się prosił o milość
      osób, które go nie kochają.
      Olej ich zupełnie. Nie spotykaj się, okaż im lekceważenie. Na więcej
      nie zasługują. A skoro Twój mąż godzi się na lekceważenie Ciebie i
      swojego syna, nie będzie miał prawa winić Cię za lekceważenie swoich
      rodziców.
      • toja7921 Re: jak żyć w takiej "rodzinie"? 15.01.09, 19:53
        Dziękuję za odpowiedzi, macie racje, muszę się z tym pogodzić bo nie
        mam na to wpływu a w przyszłości jakoś mądrze wytłumaczyć synowi.
        Z partnerem już nieraz rozmawiałam na spokojnie na te tematy i nie
        dociera.
        Wsumie to nie jest tak że go nie akceptują bo jak już się z nim
        widzą to podobno są bardzo mili, dadzą coś do jedzenia, opiekują
        się, ale jak się nie widzą to też jest dla nich dobrze, nie mają
        potrzeby kontaktu.
        Kiedyś jak przyjechali po syna S. (jechali do znajomych do lasu) to
        wyjątkowo S. mama weszła na chwilę do domu, powiedziała że wzięliby
        syna ale nie ma miejsca w samochodzie, po 5 minutach się cofnęli i
        nagle się okazało, że miejsce się znalazło,(może głupio się im
        zrobiło, że to tak perfidnie wyszło a przecież parę dni wcześniej
        byliśmy na wakacjach ja, S. i 3 dzieci i ja muszę być z nimi a jak
        wyglądają wakacje z 3 dzieci to tylko ten wie co ma 3 dzieci,
        wierzcie, że nie wraca się wypoczętym) wtedy jeden jedyny raz wzięli
        go na dłużej (wcześniej nigdy sami go nie brali jak go widzieli to
        tylko gdy S. na chwilę podjechał do rodziców) później żałowałam że
        dałam syna. W listopadzie też zadzwoniła S. mama i powiedziała, że
        po nowym roku będą też brali naszego syna na naukę pływania bo z
        tamtymi dziećmi jeżdżą a on jest poszkodowany, w pierwszym momencie
        się mile zdziwiłam, byłam szczęśliwa, pomyślałam, że może się
        jeszcze coś zmieni, a później pomyślałam że jak mają go brać na
        basen tylko dlatego żeby uspokoić swoje sumienie to nie byłam pewna
        czy się zgodzę. Wsumie nie musiałam podejmować decyzji tak czy nie
        bo jest połowa stycznia a jakoś na basen nie poszedł-pewnie się
        rozmyślili.
Pełna wersja